Dodaj do ulubionych

De gustibus...

08.06.04, 09:28
No właśnie.O gustach naprawdę nie należy dyskutować.Szczególnie z niektórymi:)

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040604&id=my12.txt

Adam Michnik zainicjował nowy etap działalności "Gazety Wyborczej". Teraz
będzie ona również kształtowała główne kierunki polskiej formacji
kulturalnej. 1 czerwca br., w Dniu Dziecka, ogłosił on "Kolekcję książek XX
wieku". Książki te będą docierały do czytelników "Gazety" raz w tygodniu.
Michnik przyznaje: "To nasz własny, wykuty w zawziętych sporach,
nieobiektywny kanon światowej prozy XX wieku". Mówi też, i to już zakrawa na
kpinę: "Nie potrafimy i nie chcemy narzucać państwu naszych gustów
literackich".
Jakie są gusta literackie pracowników "Wyborczej"? Wydawałoby się, że łatwo
się domyśleć. Jednak ja bym się nie domyślił. Sądziłem, nie wiem dlaczego, że
są one jednak bardziej oryginalne i wyrafinowane. Wydawało się oczywiste, że
będzie to w znacznej mierze kolekcja literatury lewicowej i skrajnie
lewicowej. Można było mieć pewność, że będą to w przeważającej części książki
obsceniczne i antykatolickie. Tego, że będą na tej liście dominowali
przedstawiciele jednej nacji, łatwo było się również domyśleć. Nie
podejrzewałem jednak Michnika i jego współpracowników o to, że zakonserwowali
swoje literackie gusta na poziomie pozbawionego dojrzałości i krytycyzmu
snobizmu licealistów lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego
stulecia. Tyle na tej liście przereklamowanej literatury iberoamerykańskiej,
którą tak w swoim czasie podniecali się pozujący na intelektualistów
uczniowie warszawskich szkół średnich, pozycji wylansowanych przez w istocie
brukową zachodnią prasę czy telewizję (jak choćby książka "Ja, Klaudiusz",
której koniunkturę nakręcił popularny serial).
Przejdźmy jednak do samej listy. Otwiera ją przekazana do rąk
czytelników "Wyborczej" w dniu 1 czerwca (a więc przeznaczona, jak się można
domyśleć, na prezent dla dzieci) książka Umberto Eco pt. "Imię róży" - dzieło
obsceniczne, perwersyjne, antykatolickie, zakłamujące obraz średniowiecza.
Następna będzie "Lolita" Vladimira Nabokowa, książka, którą większość
krytyków i czytelników uznała za pornografię i tylko pornografię, książka,
którą tak streszcza sama "Wyborcza": "(...) napisana w formie pamiętnika
powieść o kazirodczym związku czterdziestoletniego Humberta Humberta z
wyuzdaną dwunastoletnią pasierbicą". Ciekawa była reakcja zwykłych ludzi na
to "arcydzieło". Lolita to nazwa amerykańskiego miasta. Gdy ukazała się
powieść, mieszkańcy tego miasta zaczęli się domagać zmiany jego nazwy, by nie
kojarzono ich z bohaterami tej historii.
Po "Lolicie" redakcja "Wyborczej" zaserwuje "Na Zachodzie bez zmian"
Remarque'a, słynny "manifest pacyfistyczny" (a można było np. wylansować jego
powieść "Noc w Lizbonie", opisującą tragedię Żydów, którzy w ucieczce przed
hitleryzmem utknęli w Portugalii, bo "ktoś" nie chciał wpuścić ich do USA).
Potem przyjdzie kolej na "Mistrza i Małgorzatę" Bułhakowa, książkę, o
której "Wyborcza" bardzo szczerze napisała: "Szatan robi porządki w
stalinowskiej Moskwie, karze niesprawiedliwych i przywraca wiarę". Wiarę w
co? Oczywiście wiarę w szatana. Wielokrotnie pisałem o tej książce, również
w "Naszym Dzienniku", udowadniając, że zawiera ona elementy bluźniercze
(Chrystus przedstawiony jest jako tchórz, który dorabia sobie teorię do
swojej słabości) oraz stanowi wykład i promocję teologii satanizmu.
Następnie "Wyborcza" zaserwuje swoim czytelnikom: "Sztukmistrza z Lublina"
Isaaca Singera (rzecz o rozterkach żydowskiego szulera); "Blaszany bębenek"
Guntera Grassa (lewicowe wypociny na temat nazizmu); "Pożegnanie z Afryką"
Karen Blixen (książka "wywracająca obiegowe opinie o prymitywizmie i
barbarzyństwie ludów Czarnego Lądu") itd.
Na listę "Wyborczej" trafiła, o dziwo, jedna z powieści Agaty Christie - "I
nie było już nikogo" (wydawana wcześniej pod tytułem "12 murzynków"; tytuł
został zmieniony zapewne dlatego, że był niepoprawny politycznie) -
najbardziej bezideowa i okrutna książka wielkiej angielskiej pisarki. A można
przecież z jej ogromnego dorobku wybrać istne perełki artystyczne, prawicowe
("konserwatywne") - książki promujące chrześcijańskie wartości i biadające
nad upadkiem kultury i obyczajów, takie choćby jak reklamowany przeze mnie
w "Naszym Dzienniku" rewelacyjny "Hotel Bertram".
W kolekcji "Wyborczej" jest też jedna książka polskiego autora. "Quo vadis"
Sienkiewicza? "Chłopi" Reymonta? A może "Tryptyk rzymski" Ojca Świętego Jana
Pawła II albo któraś z przetłumaczonych na tyle języków, tak popularnych w
zachodniej Europie i USA powieści Kuncewiczowej? Nie. Są to "Opowiadania"
Iwaszkiewicza, lansowanego ostatnio jako największy polski homoseksualista i
promującego homoseksualizm w wielu swoich utworach. Wśród tych opowiadań,
które oferuje "Wyborcza", znajdujemy antykatolicką "Matkę Joannę od Aniołów".
No, wystarczy. Pokaż mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś. To takie
prawdziwe, choć nowe, przysłowie. Ilu ludzi za sprawą "Wyborczej" ugrzęźnie w
tym kulturalnym bagienku? Cóż, sami sobie będą winni. Któż bowiem
zawierza "Wyborczej"?
Tak na marginesie. Warto pokusić się o stworzenie obiektywnej kolekcji
literatury europejskiej i to nie tylko XX w., jak również kolekcji
katolickiej literatury i literatury polskiej.
Gdy mowa o literaturze światowej XX w., głosowałbym między innymi
za: "Krystyną córką Lavransa" Sigridy Undset - wielkiej norweskiej noblistki,
która przeszła na katolicyzm; oczywiście "Quo vadis"
Sienkiewicza, "Przygodami księdza Browna" Gilberta K. Chestertona, "Mocą i
chwałą" Grahama Greena, "Trzecią stroną medalu" Francisa
Clifforda, "Zagubionymi kluczami" Gustawa Morcinka, "Przymierzem" Zofii
Kossak, "26 dowodami na istnienie diabła" Andre Frossarda, "Pustynią miłości"
Francoisa Mauriaca, "Pod słońcem szatana" Georgesa Bernanosa, "Najeźdźcami"
Jana Dobraczyńskiego.
To prawda, że wiek XX to wiek demoralizacji i tandety, również w literaturze
pięknej. Pozostawił po sobie jednak wiele wspaniałych dzieł, które głoszą
chwałę Boga i wielkość człowieka, człowieka stworzonego na Boży obraz i
podobieństwo, zmierzającego ku celowi wyznaczonemu mu przez Stwórcę, a nie
ogłupiałego, lewicowego zboczeńca, który miota się w strukturach grzechu.
Stanisław Krajski
Obserwuj wątek
    • sqh Re: De gustibus... 08.06.04, 10:14
      !!!

      Dziękuję za ten artykuł. Sam nigdy bym się nie domyślił takiej perfidii ze
      strony Redakcji. Od dziś, wchodząc na portal Gazety, będę zakładał gumowe
      rękawice.

      :-)))
      • stary.prochazka "Powiedzcie koledzy, bo troska mnie gnębi" 08.06.04, 13:15
        trochę a propos ale z innej beczki;znowu czegoś nie rozumiem w tym kraju.No bo
        jest tak:
        Przychodzi Rywin do Michnika i chce od niego 17 milionów $ łapówki, żeby ten
        mógł sobie kupić radyjko i stację TV. Wybucha wielki skandal, piszą o tym
        wszystkie gazety, powołuje się komisję śledczą, cały kraj żyje tym przez
        półtora roku,
        tymczasem
        Kościelna fundacja (Salezjanie) z Wrocławia, kierowana przez księdza wyłudza z
        banków PÓŁ MILIARDA ZŁOTYCH (słownie: pięćset milionów), prokuratura szuka 150
        osób i co? I cisza.Zapada milczenie, nikt nic nie mówi, wszyscy nabierają wody
        w usta.Pytam się ja:o co chodzi?
        Nie jestem antyklerykałem, wiem ze Kościół w Polsce ma różne twarze, że są w
        nim ludzie inteligentni i wartościowi, ale teraz pewnie łatwo zrozumiecie,
        dlaczego katolikiem też już nie jestem.
        • wolant Re: "Powiedzcie koledzy, bo troska mnie gnębi" 08.06.04, 18:40
          Tu akurat z Panem sie zgadzam .Pozdravuji vas.
          • stary.prochazka Re: "Powiedzcie koledzy, bo troska mnie gnębi" 08.06.04, 18:43
            Ahoj,
            Dziekuje za wlasciwa interpretacje moich intencji i rowniez serdecznie pozdrawiam:)
    • stary.prochazka Re: De gustibus... 29.07.04, 23:24
      kolejny degustibus.Producent pigułek antykoncepcyjnych kupuje sobie
      powierzchnię w dużym portalu i bierze się za analizy medioznawcze.Bardzo ładny
      kawałek czarnego PR-u i mimo że absolutnie nie opowiadam się po stronie
      atakowanych to jednak jakiś niesmak pozostaje:

      http://www.google.pl/search?
      q=cache:8EnVcchdfYoJ:info.onet.pl/1176954,0,0,10,itemsp.html+Ob%C5%
      82udnicy+spod+iglicy&hl=pl

      REKLAMA - Artykuł sponsorowany

      Obłudnicy spod iglicy
      Schering AG 2004-07-21 16:04:00

      W artykule dyskredytującym działania Scheringa deklaruje się ochronę nastolatek
      przed "niemoralną" wiedzą, a kilkanaście stron dalej bez oporów zostają
      publikowane niemoralne propozycje tychże nastolatek.

      „Życie Warszawy” (23.VI.04) bije na alarm z powodu odkrycia, że władza
      prezydenta Warszawy sięga jedynie do iglicy Pałacu Kultury. Gdyby sięgała
      wyżej, prezydent mógłby udaremnić naloty na Warszawę, spodziewane od 1
      września. Wrzesień i samoloty to hasła, wywołujące w każdym czytelniku
      jednoznaczne, mrożące krew w żyłach skojarzenia. I o to właśnie chodzi! Gazeta
      ostrzega: „Samoloty niemieckiej firmy Schering AG (...) nadlecą z północy.
      Zaatakują...”. Nie, tym razem to nie będą bomby, tylko plakaty z
      hasłami „Antykoncepcja – zaplanuj swoje życie”, „Antykoncepcja – seks na 6”.
      Dramatyczna krucjata „Życia Warszawy” w obronie moralności i polskości,
      zatytułowana chwytliwie ”Seks nad wielkim miastem” ciągnie się od czołówki
      poprzez strony 6 i 7. Gazeta ostrzega, że atak z powietrza „nad Warszawą,
      obchodzącą swe powstańczo- wrześniowe celebry” to zaledwie wstęp do zmasowanej
      akcji, wymierzonej przeciwko dobrym obyczajom, moralności i wychowaniu polskiej
      młodzieży. Ciągiem dalszym będą ulotki i rozdawane za darmo poradniki z
      zakresu edukacji seksualnej i antykoncepcji. Ocena tych działań jest
      jednoznaczna: „To już przekracza granice podłości moralnej”, „To jest cała
      kampania demoralizacji młodego pokolenia”. Cytowany radny z LPR zapowiada
      uchwałę Rady Warszawy „żeby tego zakazać”. Wedle posłanki z tej samej partii
      organizatorzy „niszczą wrażliwość naszej młodzieży”.

      Do tego momentu „Życie Warszawy” jawi się jako organ pewnej ortodoksji, wedle
      której seks to tabu, antykoncepcja to zło, a „niemieckiemu producentowi piguł
      antykoncepcyjnych” wara od naszych dzieci. Każdy ma prawo myśleć, co mu się
      podoba, chociaż powyższe myślenie sprzeczne jest nie tylko z wiedzą medyczną i
      psychologiczną (o poprawności politycznej nie wspominając), ale także z prawem
      (ustawa z 1993 r. zobowiązuje do upowszechniania edukacji seksualnej i
      antykoncepcji).

      Takiemu adwersarzowi odpowiedzielibyśmy, że naszymi działaniami wpisujemy się w
      zalecenia ustawy, a nasze książki (pisane przez specjalistów) nie propagują
      przedwczesnych doświadczeń seksualnych, rozwiązłości ani dewiacji. Chętnie je
      przedstawimy do recenzji na lamach „Życia Warszawy”. Odpowiadamy w nich na
      pytania, jakie trapią dojrzewającą młodzież w każdym pokoleniu, każdej kulturze
      i każdym kraju. Przekazujemy wiedzę o sprawach płci, uśmierzamy lęki,
      wynikające z ciągle żywych przesądów, informujemy o najskuteczniejszych i
      najbezpieczniejszych środkach antykoncepcyjnych. Fakt, ze produkty Scheringa do
      nich należą, stanowi powód do satysfakcji. Nieodpłatnie wysyłamy te książki do
      szkół, ale tylko na zamówienie dyrekcji, po wcześniejszym zapoznaniu się z nimi
      przez doświadczonych nauczycieli.

      Co do wrześniowej akcji. Mamy dość taktu, by nie planować jej na rocznicę
      wybuchu wojny, zaś jako środowisko apolityczne nie kierujemy się, jak
      sugeruje „Życie Warszawy”, niechęcią do konserwatywnych władz stolicy,
      pozbawionych możliwości „uziemienia samolotów”. Robimy to, co uważamy za
      społecznie użyteczne, a zarazem atrakcyjne dla odbiorców.

      Tak brzmiałaby nasza odpowiedz, gdybyśmy mieli do czynienia z poważnym
      przeciwnikiem o odmiennych zapatrywaniach i jednoznacznej hierarchii wartości.

      Ku naszemu zdumieniu w toku dalszej lektury „Życia Warszawy” odkryliśmy, że
      mamy do czynienia z modelowym wręcz przypadkiem hipokryzji. Gazeta należy do
      produktów „dwa w jednym”. Na pierwszych stronach broni moralności i schlebia
      bigotom, na ostatnich (22-25) prezentuje ogromną paletę ofert dla maniaków i
      dewiantów seksualnych oraz ogłoszenia gabinetów, zbijających fortuny na zakazie
      aborcji. I tak w artykule dyskredytującym Scheringa deklaruje ochronę
      nastolatek przed „niemoralną” wiedzą, a kilkanaście stron dalej bez oporów
      publikuje niemoralne propozycje tychże nastolatek (a raczej ich „sponsorów”) w
      rodzaju „ !!!!!LETNIE FIGLE!” , „LUKS bardzo śliczna licealistka Sara”, „Dwie
      młodziutkie początkujące”, itd., itp. Poprzez łamy „Życia” zdobywają sławę i
      klientów „Blond aniołek z Ochoty”, „Gorąca nimfomanka”, „Boska Gosia, która tak
      cię wypieści, że wrócisz do niej jeszcze”, „Atrakcyjny Wojtek” „Luksusowa
      laleczka”, „Tegoroczna maturzystka” i wiele, wiele innych osób, utrzymujących
      się z prostytucji w tzw. agencjach towarzyskich. A zatem „Życie Warszawy”,
      głęboko zatroskane na pierwszych stronach o moralność, na stronach nieco
      dalszych czerpie zyski z brudnego, sprzedajnego seksu: z nierządu, z
      wykorzystywania nieletnich do prostytucji, z sutenerstwa. To się nazywa
      obłuda, fałsz i hipokryzja. „Życie Warszawy” bije na alarm z powodu edukacji
      seksualnej w powietrzu, ale gorąco popiera płatny seks bez miłości, uprawiany
      na ziemi. Czy to ostatnie podoba się konserwatywnemu prezydentowi, którego
      władza sięga przecież do poziomu lokalizacji domów publicznych?

      Ubolewając nad ograniczeniami prezydenta gazeta nie pisze, kto sprawuje władzę
      powyżej iglicy Pałacu Kultury. Osoba zbliżona do kół kościelnych zasugerowała
      nam, że sam Pan Bóg. Zatem jeśli nasza akcja się uda, będzie to oznaczało, że
      edukacja seksualna i antykoncepcja mają potężnego sprzymierzeńca.

      A „Życiu Warszawy” chcemy przypomnieć znaną sentencję Francoisa de La
      Rochefoucauld: „ Obłuda jest hołdem, jaki występek oddaje cnocie”.

      Jacek Kurzątkowski Schering AG

      Między wiedzą a nawiedzeniem

      Edukacja seksualna, jaką od kilku lat konsekwentnie prowadzi w Polsce firma
      Schering, wpisuje się w działalność Towarzystwa Rozwoju Rodziny i doskonale
      koresponduje z celami, które staramy się realizować od ponad 40 lat. Właściwie
      jest to dalszy ciąg kampanii, jaką na rzecz świadomego macierzyństwa podjął w
      dwudziestoleciu międzywojennym Tadeusz Żeleński-Boy, lekarz, pisarz, tłumacz,
      felietonista - człowiek renesansowy, który podjął bezkompromisową walkę z
      obskurantyzmem obyczajowym. Teksty, w których Boy opisywał dramaty, wynikające
      z nieuświadomienia i braku zabezpieczeń przed niepożądaną ciążą, wywoływały
      falę oskarżeń, pomówień i nienawiści. Minęło 70 lat, zmieniły się warunki życia
      i obyczaje, ale bigoteria i obskurantyzm nadal mają się dobrze.

      „Życie Warszawy” (23.VI.04) atakuje Scheringa za plany kolejnej kampanii
      propagandowej na rzecz świadomego rodzicielstwa. Tekst redakcyjny uzupełnia
      kuriozalna wypowiedź dr Jana Eugeniusza Malinowskiego, szefa, cytuję „Instytutu
      Położnictwa i Ginekologii (Hypocrates)”. Autor kieruje do więzień „każdego, kto
      poleca nastolatkom pigułki hormonalne” i utrzymuje (na podstawie badań we
      własnym instytucie), że „ciążę przerywa 34 proc. osób, stosujących środki
      hormonalne”.

      Takich badań nie ma w literaturze naukowej, zaś p. Malinowski prowadzi usługi
      medyczne, a nie instytut naukowy. Wszystko, co pisze, sprzec

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka