stary_pawian
13.05.06, 08:45
Jakieś półtora miesiąca temu rąbnęło mnie w kręgosłup (dzięki czemu
dowiedzałem się, że go mam).
Dotarłem do swojego "pierwszego kontaktu" i dostałem różne prochy, zastrzyki,
dwa tygodnie zwolnienia itp. by móc znów "nadawać się do użytku".
Dostałem też skierowanie na prześwietlenie. Uznałem to za normalne, bo tak na
oko trudno stwierdzić czy mam ten kręgosłup, czy nie.
Jak już nadawałem się do użytku zapisałem się na to prześwietlenie (wszędzie
trzeba "chwilkę" poczekać).
Z fotkami (na jednej mój kręgosłup nawet się uśmiecha) i z opisem radiologa
(zrozumiałem tylko jedno słowo - rotacja) wróciłem do "kontaktu".
"Kontakt" obejżał sobie fotki. Następnie powiedział w normalnych słowach, że
jakiś krąg mi się obrócił i muszę się "zrehabilitować".
Wyciągnął opis radiologa i stwierdzł, że potrzebne są ćwiczenia. Dostałem
skierowanie do ortopedy.
Ortopeda obejżał fotki itd.
Dostałem skierowanie do rehabilitanta.
Idę tam za tydzień, ale dowiedziałem się od innych, że dostanę skierowanie do
pielęgniarki, która ustali co i jak.
To - żesz urwał mu nać - nie można było skierować mnie od razu do tej
pielęgniarki?!
I tak te zmiany we mnie się nie cofną.
Całe szczęście, że już zapomniałem o bólu (kiedyś on znowu wróci - wiem), ale
taki tryb dla kogoś kto nie może się poruszać to ...
CHCĘ MOCNO PODKREŚLIĆ!!!!
NIE MAM ŻADNYCH PRETENSJI DO TYCH LEKARZY!
TO NIE ONI WYMYŚLAJĄ DURNE PROCEDURY!
ps.
Polecam pływanie (mnie papierosy zżarły płuca i po 50 m dostaję zdyszki) i
rower (jak nie "wyczynowo" to i 25-30km dziennie).