Dodaj do ulubionych

nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-)

10.01.08, 22:16
Słuchajcie kobietki!(i inni czytacze)

Moj dwulatek ma mieć zabieg nasofiberoskopii (albo podobnej nazwy) w Imidzie.
To ma być badanie podniebienia od wewnątrz, sondą przez nos, żeby sprawdzić,
czy nieużywanie przez Patryka innych niż "m" i "n" spółgłosek wynika z
jakiegoś "upośledzenia" podniebienia, czy raczej ze zwykłego lenistwa mojego
synka (mam nadzieję, że to drugie).
Zabieg zrobi dr Hortis, foniatra, zaleciła logopeda dr Radkowska.

Niestety nie dopytałam, jak ten zabieg przebiega, czy w znieczuleniu, czy przy
"głupim Jasiu", czy na żywca. Czy są jakieś rzeczy, na które powinnam zwrócić
uwagę, albo o coś dopytać?

Wrzuciłam w wyszukiwarkę, ale nic nie wyszło, więc pewnie źle piszę nazwę.

Dziękuję z góry za odpowiedź
Aga
Obserwuj wątek
    • staua Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 10.01.08, 22:27
      Dobrze piszesz, tylko powinno byc "s" zamiast "z"
      nasofiberoskopia
      wrzuc tak w Google.
    • staua Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 10.01.08, 22:30
      Wrzucilam, ale pojawiaja sie tylko linki do ksiazki p. Hortis. Po
      ang. "nasofiberoscopy" byl link ze wzmianka o znieczuleniu ogolnym.
    • agnieszka.rzeznik Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 10.01.08, 23:02
      dzięki za tak szybką odpowiedź
      znieczulenie ogólne, brrr
      muszę koniecznie zadzwonić i dopytać
      ktoś jeszcze coś wie?
    • mamanicole Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 11.01.08, 07:44
      Nasofiberoskopię robi się w znieczuleniu miejscowym. Pani doktor
      pryśnie Patrykowi do noska znieczulenie. To jedyny nieprzyjemny
      moment dla dziecka. Następnie odczekacie parę minut aż znieczulenie
      zacznie działać, a potem foniatra włoży do noska cieniutki przewód z
      kamerą na końcu. Wkładanie przewodu do nosa nie sprawia dziecku
      żadnego bólu ani dyskomfortu. Jak już kamera znajdzie się na swoim
      miejscu, to Pnai doktor poprosi dziecko o wypowiadanie różnych słów,
      sylab itp.

      Od zaleceń Pani Radkowskiej do badania nasofiberoskopii daaalllekaa
      droga. ;) (Cześć forumowiczów pewnie wie, co mam na myśli.)

      Pozdrawiam gorąco.
      Aga
    • mamapatryczka1 Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 16.01.08, 13:07
      czesc Agnieszko!
      wlasnie przeczytalam twego posta i chcialam ci napisac bo my
      jestesmy na bieżąco,własnie w piatek wrocilismy z zabiegu z
      Warszawy.Pacio mial robioną faryngoplastyke,i dodatkowo pan
      dr.Piwowar przedluzyl mu przegrode nosową.Pacio mial zabieg 4
      stycznia w piatek i tez w ten dzień mial robione własnie to badanie
      przez foniatre.Ja cale szczescie nie bylam w pokoju razem z
      Patrykiem tylko mój mąż.Wiec najpierw psiknęli mu cos do noska
      (przeciwbólowe,takie zamrazajace niby),powtorzono te czynnosc 3
      razy,pacio płakał ze go szczypie!!pOzniej rurke z kamerką na
      koncu ,włozono mu do noska,patryk mial ta rurke wciagac noskiem(ja
      pod pokojem czekałam i słyszałam jak go o to panie prosiły a pacio
      krzyczal i płakał!ale badanie jakos sie udalo zrobic,przez to ze
      patryk tak płakał to nachodzilo mu tam duzo sliny i katarku a przez
      to nie bylo widac dobrze obrazu(przez to badanie trwalo troche
      dłuzej bo musieli uspakajac patryka).Niechce cie Agus straszyc ale
      ja bardzo byłam przerazona tym,co robia mojemu synkowi.Pani profesor
      tłumaczyla mi ze to badanie nie jest bolesne
      tylko "nieprzyjemne",ale nie moga robic tego badania w znieczuleniu
      itp.poniewaz dziecko musi wspólpracowac.Musi wciagac ta rurke
      noskiem do środka a pózniej gdy rurka jest juz na miejscu dziecko
      powtarza wyrazy i sylaby.No i u nas po tym badaniu stwierdzono ze
      pacio ma za duza "dziure" miedzy podniebieniem a gardłem chyba!
      (niewiem juz dokladnie bo bylam zdenerwowana)ale w kazdym razie
      okazalo sie ze zabieg faryngoplastyki jest konieczny.Zadne ćwiczenia
      nie pomogly by patrykowi w lepszej mowie,bez tego zabiegu nic bysmy
      nie zdziałali.Patryczek mówi bardzo duzo,uklada całe zdanie,mówi
      odpowiednio do sytuacji i praktycznie nadaje ciągle...jednak
      praktycznie wymawial tylko samogloski i bardzo nosował,my go
      rozumielismy ale z resztą było juz gorzej.Tak tez Patryk mial ten
      zabieg,musze powiedziec ze chyba to byl jeden z najgorszych,nawet
      lekarze twierdzili ze faryngoplastyka jest najbardziej bolesnym
      zabiergiem dla dzieci.Nastepnego dnia po operacji Patryczek nic
      kompletnie nie chcial pic ani jesc,gdy łyzeczką dałam mu cherbatki
      on nawet jej nie połknął.Tak mocno go bolało to
      gardełko,podniebienie ze bał sie przełykac nawet śline.Cały dzien po
      operacji praktycznie przespał,mało mówił.Dopiero w drugiej dobie
      zacząl cos popijac ale to po podaniu leków przeciwbólowych i bardzo
      ładnie z nami rozmawiał,nie bylo tego nosowania,bylismy zaskoczeni-
      jednak to tak ładnie mu wychodziło bo wszystko mial popuchniete i
      dlatego wszystko ładnie się tam zwierało.Teraz Pacio dochodzi juz do
      siebie,ponoc juz go nie boli a co do mowy to narazie az takiej
      roznicy nie słyszymy.nie kazano nam z nim narazie ćwiczyc.Najpierw
      musi sie tam wszystko zagoic a pozniej do logopedy na kontrole no i
      zaczniemy ćwiczenia usprawniające te nowe podniebienie.
      Agniesiu,wybacz ze tak napisałam bez ładu i składu ale nie moge sie
      zbytnio skupic bo Patryk ciAgle mi tu nadaje....
      Jesli bys chciała pogadac to zadzwon,niewiem czy masz mój aktualny
      numer stacjonarny takze moze ci podam 061 221-36-34.
      Serdecznie pozdrawiam i jakby co to czekam na telefon,,mozemy
      pogadac,spotkac sie...
      Agnieszka z Patryczkiem
      • agnieszka.rzeznik Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 17.01.08, 22:53
        Dzięki za odp
        ja juz się co prawda nastawiłam na dziką furię przy tym badaniu, bo
        Patryk dostaje szału jak ktokolwiek chce go zbadać, a na laryngologów reaguje
        wręcz agresją (nie dziwię mu się, bo przecież człowiek ze światełkiem na środku
        czoła wygląda co najmniej nietypowo), ale i tak będzie ciężko.
        Cały czas sobie powtarzam, że lepiej zrobić to badanie przed operacją, bo może
        uda się poprawki zrobić za jednym zamachem
        Jejku, jakie my musimy być silne kobiety, a te nasze maleństwa to juz zupełnie
        dzielne chłopaki!



        A przy okazji: poszukuję opiekunki dla mojego Patryka od 01.02 do 31.08.2008 (na
        pełen etat, tzn. pon-pt. 7.30-16.30, u mnie, na Podbipięty/Junikowo). Może znasz
        kogoś, bo sprawa robi się coraz bardziej pilna, a z opiekunkami jakoś krucho się
        zrobiło.
        pzdr
        Agnieszka
        • mamapatryczka1 Re: nazofiberoskopia - czy jakoś tak :-) 18.01.08, 15:42
          Agnieszko
          ja osobiscie nikogo nieznam ale ja sama bede szukala sobie jakiegos
          zajecia(jesli mi przedluza dla patryka pielegnacyjne),a takze moja
          mama szuka jakiegos zajecia poniewaz mieszkamy razem i obie siedzimy
          w domu to ktos z nas by chetnie ci pomógł.A do pracy tak juz
          normalnie chcialabym wrocic jak patryka puszcze do przedszkola od
          wrzesnia.Moze nawet by sie udalo zebys mogla nam podwozic synka i by
          razem z Patrykiem spedzali dnie?
          Agus jakby co to zadzwon 061 221-36-34 lub 512-481-405.
          Pozdrawiamy
    • agnieszka.rzeznik już jesteśmy po 02.02.08, 23:27
      już po, przeżyliśmy...

      zabieg był na pierwszej wizycie

      ogólnie trzeba sie nastawić na naprawdę ostrą jazdę, a wtedy nic Was nie zaskoczy

      Patryk był niechętny od samego początku wizyty, kiedy to Pani Dr Hortis
      powiedziała "dzień dobry miły chłopczyku", na co Patryk stwierdził "już
      jedziemy" i udał się do wyjścia zasłaniając uszy (bo wszyscy lekarze patrzą mu w
      uszy, a on tego nie cierpi)

      po krótkiej rozmowie Pacio dostał znieczulenie w nos, podobno to takie jak u
      dentysty i jego największą wadą jest okropny smak - Patryk też pokazywał, że
      jest ohydne

      potem musiałam go porządnie chwycić i Pani Dr włożyła taką sondę do nosa. Młody
      wpadł w szał i ryk, o żadnym powtarzaniu sylab nie było mowy, ale intensywna
      praca podniebienia we wrzasku wystarczyła, jakoś go utrzymałam,

      a potem obejrzeliśmy film "z paszczy" i wyszło, że boczne ściany podniebienia
      pracują, a górna część prawie wcale;
      teraz zalecenia są takie, żeby przez pół roku próbować rozruszać/rozćwiczyć
      podniebienie, w październiku mamy następną wizytę i kontrolę, jeśli się nie uda,
      będzie przedłużane podniebienie

      ćwiczymy więc odruch wymiotny, na razie Patryk mnie nie pogryzł :-)

      dzięki wszystkim za informację

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka