swiatlo
19.04.04, 19:08
Usłyszałem taką historię podczas kazania w kościele polonijnym. Chcę się
dowiedzieć czy to była prawda i czy ktoś też o tym słyszał.
Otóż ksiądz opowiadał, że w czasie okupacji w jednej ze wsi zamojskich
przeprowadzono pacyfikację Żydów. Zgoniono wszystkich Żydów na plac na środku
wsi w celu transportu, wszyscy inni mieszkańcy się zgromadzili jako gapie, a
w czasie gdy sortowano Żydów esesmani chodzili po opustoszałych domach
żydowskich sprawdzając czy któs się jeszcze nie ukrywał.
Gdy tak przeczesywano chałupę po chałupie, jeden esesman wszedł do jednej z
nich, i gdy ją przeszukiwał, zauważył w kącie w stercie szmat jakiś szmer.
Gdy się tym zainteresował, okazało się że było tam ukryte żydowskie dziecko,
mały dwuletni chłopiec. Rodzice jego tam ukryli mając nadzieję na jego
ocalenie.
Esesman natychmiast wyciągnął dziecko z kąta i wyniósł go z chaty aby go
dołączyć go do reszty grupy.
Wówczas nagle jeden z żołnierzy eskorty, zdaje się jakiś inny esesman, a może
po prostu zwykły żołnierz, podbiegł do dziecka z okrzykiem "Dzieciątko Jezus,
dzieciątko Jezus!", po niemiecku oczywiście, porwał chłopca w ramiona, i
zaczął z nim uciekać. Dobiegł pod ścianę jakiegoś domostwa, usiadł na ziemi,
opatulił go płaszczem wojskowym i przytulił do piersi, przez cały ten czas
krzycząc: "dzieciątko Jezus, dzieciątko Jezus!".
Oczywiście koniec był łatwy do przewidzenia. Dwie salwy z karabinu
maszynowego uciszyły żołnierza i małego chłopca.
I to cała historia. Według księdza miało to miejsce na Zamojszczyźnie, jednak
nie wiedział on w jakiej wsi i jakim czasie. Być może była to standardowa
historyjka kościelna jaką się opowiada na kazaniach, ubarwiona i
przerysowana, a być może tak było naprawdę. A być może miało to miejsce
zupełnie gdzie indziej.
Jednak ja to słyszałem w odniesieniu do Zamojszczyzny.
Czy ktoś ma coś do powiedzenia na ten temat?
A może ktoś ma inne takie historie do opowiedzenia?