Gość: condor
IP: *.math.uu.se
10.03.02, 10:40
Jak ksiazka z tyloma slabymi stronami moze sie tak
podobac ?
Najwyrazniej Tolkienowi zbyt zalezy na glownych
postaciach by pare z nich poswiecic dla powiekszenia
dramatyzmu. Owszem, ginie Boromir czy paru starcow, ale
ci na ktorych czytelnikowi zalezy zawsze wydostaja sie
calo z najgorszych opresji : Gandalf niby jest
poswiecony, ale niestety powraca ze zmarlych. Za czyja
sprawa ? Orla. Tak, to wlasnie orly pojawiaja sie za
kazdym razem gdy pisarzowi brakuje pomyslu jak uratowac
bohaterow !
Orly, juz obecne w kluczowej chwili w "Hobbicie",
ratuja dwa razy Gandalfa w WP (jeden orzel), oraz
ratuja cala armie przed bramami mordoru (NB cala bitwa
jest tylko odciagnieciem uwagi Saurona od Froda, wiec
moglo sie obejsc bez orlow, troche timing zmienic).
Postacie sa albo dobre, albo zle, no, ale to przeciez
bajka, tyle ze to Hobbit jest uwazany za bajke. Jak
jakas postac sie waha, jak Boromir, to strasznie nie
pasuje do reszty i to moze tlumaczy wylaczenie tej
postaci w celu zachowania czarno-bialego schematu.
Inna sprawa to beznadziejne opisy bitw, orki ida pod
topor jak barany, od czasu do czasu jak jakis bohater
jest ranny to serce czytelnikowi skacze w piersi. O ile
lepszy jest Sienkiewicz ze Zbarazem i Podbipieta !
Nazgule na czarnych koniach scigajace hobbity to tez
farsa : zeby biedaki nie mogli sobie dac rady ! Czuja
pierscien, konie widza super w dzien, oni w nocy maja
przewage, a mimo wszystko nic im nie wychodzi... No, a
jak juz stanie przeciw nim elf i czarodziej, to sa po
prostu bez szans.
Milosc miedzy Aragornem i Arwena, Eowina i Faramirem,
no to juz porownywalne z Sienkiewiczem. Z
przeproszeniem, gowno i cebule.
I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej,
Ale cos w tej ksiazce jest ;)
Pozdrawiam