an-nah
02.08.02, 13:41
Rozdział 3.
Słońce było już wysoko, a ona dopiero kładła się spać.
Okno wciąż było otwarte, wiatr tańczył w firankach.
Blask słońca odbijał się w oknach domów i szklanych
ścianach wieżowców, wdzierał się jak nieproszony gość
do jej mieszkania. W lekkiej koszuli, nakryta kocem,
leżała w łóżku skulona, twarzą do ściany, próbując
uciec przed światłem. Zaciskała powieki, starając się
zasnąć, szukała wygodnego ułożenia głowy na poduszce.
Wszechobecne słońce próbowało rozjaśnić głęboką,
niebieskawą czerń jej włosów, ona walczyła z nim
zasłaniając się ramieniem. Wtedy zimny wiatr wdzierał
się do mieszkania i przewiewał na wylot koc i jej
koszulę. Ona jednak zbyt była zmęczona, aby zamknąć i
zasłonić okno. Chciała tylko spać...
Dzień. Pora życia. Dla niektórych czas snu.
***
Oparta o samochodową szybę Elisa Maza obserwowała
ulicę. Ludzie mijali ją spiesząc się gdzieś do swojego
normalnego życia. Biegli chodnikami, przechodzili
jezdnię, prowadzili samochody i tłoczyli się w
autobusach. Żyli swoim spokojnym, normalnym i niczego
nieświadomym rytmem. Gdzieś tam mieli swoje prace,
rodziny i drobne tajemnice. Przesypiali noce i
pracowali w dzień. Żyli chwilą, lub robili plany na
przyszłość, byli mniej lub bardziej szczęśliwi. Wszyscy
mijali ją, nie zwracając na nią większej uwagi niż na
wszystkich innych mieszkańców miasta. Mijali ją jak
stały element krajobrazu, bo codziennie siedziała tu o
tej porze, czekając, aż Matt Bluestone kupi wreszcie tą
swoją kawę. Zawsze o tej porze była jeszcze śpiąca i
oczy jej się kleiły.
Następnie wracał Matt z plastikowym kubkiem, pełnym
parującej kawy. Przy wsiadaniu do samochodu wychlapywał
sobie trochę na palce, ale nie dawał po sobie poznać,
że się oparzył. Siadał na swoim miejscu i pociągając
pierwszy łyk wrzącego napoju patrzył na opartą o szybę
Elisę.
- Możemy jechać? - pytał.
- Jasne. - odpowiadała, mrugając zaspanymi oczami i
naciskając pedał gazu.
- Mało sypiasz. - stwierdzał.
- Jasne. - powtarzała, a potem samochód ruszał.
Potem jechali przez miasto a dookoła nich nic się nie
działo. Kolejny zwykły dzień... Czuła, że nic nie
stałoby na przeszkodzie, gdyby przesypiała całe dnie a
nie tylko ranki i popołudnia.
- Znów zarwałaś noc. - stwierdzał zawsze Matt. - Nie
mogłabyś czasem przeprosić ich i wyspać się porządnie?
Będziesz mieć poważne kłopoty ze zdrowiem. Jak długo
już tak żyjesz?
Nie odpowiadała. Czasem rzeczywiście myślała, że
mogłaby darować sobie i wyspać się choć raz, ale siła,
która ciągnęła ja tam co wieczór, była zbyt wielka. A
jak długo już prowadziła taki tryb życia? Mijały trzy
lata... I nic nie wskazywało na to, aby to miało się
zmienić.
Potem przyjechali z powrotem pod posterunek i
zaparkowali samochód. Elisa wysiadła. O tej porze była
już zupełnie rozbudzona, wracała jej potrzebna do życia
energia. Teraz do biura, nieco papierkowej roboty i, o
ile nic się nie stanie, będzie mogła wrócić do domu i
przespać się przed wieczorem.
Planując dalszy dzień wchodziła na schody. Czasem
zastanawiała się, ile razy przechodziła tą drogę i
czemu jej kroki nie wyżłobiły tu jeszcze swoich śladów.
Przecież beton jest o wiele mniej trwały od litego
kamienia.
Ale tego dnia stało się coś odbiegającego od normy.
Otóż wychodząc później z komisariatu, pewna, że tego
dnia nic się już nie stanie, Elisa nagle usłyszała, jak
czyjś głos z dużym entuzjazmem woła jej imię. Odwróciła
się i zobaczyła na schodach tą samą dziewczynkę, którą
spotkała zaledwie wczoraj o świcie. Drobne stworzenie o
niebiesko-zielonych oczach i brązowych włosach spiętych
w dwa kucyki po bokach głowy, zupełnie niepodobne do
Xanatosa.
- Elisa! - powtórzyła dziewczynka. - Cześć!
- Miło cię widzieć, Kathy. - Elisa uśmiechnęła się.
- Nie myślałam, że cię tu spotkam.- mówiła mała,
wbiegając na schody. Matt odwrócił głowę i patrzył na
nie pytającym wzrokiem. - Byłaś tam dziś znowu? Ja
zaspałam. Chciałabym kiedyś zobaczyć wschód słońca z
wieży. Myślisz że będzie mi wolno?
- Katherine Flowel. - wyjaśniła Elisa w odpowiedzi na
pytający wzrok Matta. Mężczyzna od razu pojął o co chodzi.
- Wracam ze szkoły. -powiedziała dziewczynka.
- A ja ? z pracy.
- Pracujesz tu?
- Tak.
- Super! Muszę powiedzieć Kristy. Ale... o co chodziło
z tym spadaniem z dachu?
Elisa roześmiała się. Matt także się uśmiechnął.
- Och, Kathy, to był żart!
- Tak myślę. - rzekła Kathy poważnie. - Gdybyś naprawdę
spadła z dachu, to byśmy się nie znały, prawda? - Elisa
nie odpowiedziała. - Słuchaj, w którą stronę idziesz?
- Obawiam się, że w przeciwną do ciebie.
- Mogę iść naokoło. Nie zgubię się. Mama zawsze mówiła,
że mam wrodzony... ten... no... zmysł orientacji!
- To pięknie Kathy, ale ja się spieszę, muszę zająć się
moim kotem...
- Masz kota? A mogę zobaczyć?
To przesądziło sprawę. Po chwili obie szły ulicą. Gdy
rozmawiały, Elisa zauważyła, że Kathy mimo młodego
wieku jest inteligentną rozmówczynią. Po chwili znała
ją już niemal na wylot i prawie żałowała, że na pytania
o swoje życie nie mogła wiele odpowiedzieć, ale Kathy
wydawała się przyjmować do wiadomości fakt, że Elisa ma
jakieś tajemnice.
Kathy, zgodnie z tym, co zapowiedziała, bardzo
zainteresowała się Cagney. Kotka była z początku trochę
zła i nieufnie nastawiona do obcej osoby, ale
dziewczynka najwyraźniej wiedziała, jak obchodzić się
ze zwierzętami, bo Cagney prędko uspokoiła się i
mruczała jej na rękach. Kathy spokojnie głaskała jej
szare futerko, od głowy aż do ogonka. Obydwie były z
tego bardzo zadowolone.
- Lubi cię. - Zauważyła Elisa.
- A ja ją. Lubię koty. Ale zawsze chciałam mieć psa.
- I nie miałaś?
-Nie... Mama miała dość problemów z utrzymaniem nas
trzech... Jeszcze pies? Dodatkowe wydatki i obowiązki?
Nie miałam psa. David się chyba nie zgodzi.
- David?
- No, mój wujek. Nie chce, żeby go tak nazywać.
- Xanatos.
- Przecież wiem. Chyba nie zgodzi się na psa, a ty jak
myślisz?
Elisa zmarszczyła czoło.
- Nie. - stwierdziła. - Nie zgodzi się. On nie należy
do takich, którzy się na coś ?godzą?.
- Nie lubicie się, prawda? - spytała Kathy, podnosząc
głowę znad puszystego futerka Cagney.
- Cóż, nie przepadamy za sobą.
- Chcesz go wsadzić do więzienia?
- Mam być szczera?
- Strzelaj. Ja się nie przejmę.
- Raz mi się to już udało.
- Aha. - Kathy skinęła głową, nie okazując przejęcia. -
Kristy mówiła mi, że był w więzieniu, i Fox też, ale
skąd miałabym wiedzieć, że to twoja robota? Powiedz,
dlaczego pozwala ci...
Elisa westchnęła i usiadła koło Kathy na kanapie,
kładąc jedną dłoń na grzbiecie Cagney, która spojrzała
na nią zielonymi oczami.
- Widzisz, Kathy, to bardzo skomplikowana sprawa...
Posłuchaj - zmieniła temat. - wiesz, że moi przyjaciele
mają psa?
- Dużego? - dziewczynka wyczuła, że nic od niej nie
wyciągnie.
- I to jeszcze jak! - kobieta roześmiała się. - W życiu
nie widziałam większego!
- Fajnie. Będę mogła go zobaczyć?
- Z tym będą problemy... ale myślę, że kiedyś...
***
Owen popatrzył na nie lodowatym wzrokiem, gdy późnym
popołudniem zjawiły się na zamku.
- Wiesz jaka to pora, Katherine? - spytał.
-Ja wiem. - odpowiedziała mu Elisa.
Służący nie odpowiedział, tylko poprawił duże okulary w
cienkich oprawkach.
Na Xanatosa natknęły się w dużej sali. Patrzył przez
okno ze skupionym i zaniepokojonym wyrazem twarzy. Na
dźwięk ich kroków odwrócił się.
-Widzę, że znalazłaś moją zgubę, detektywie.
-Ty o nikogo nie dbasz. - prychnęła kobieta. - Nie
zauważyłbyś, gdyby nie wróciła. A to bardzo miła
dziewczynka.
- I to mnie martwi... ale nie tylko... poprosiłbym cię
na słówko, jak tylko Katherine wróci do swojego pokoju.
Dziewczynka zmarszczyła nos i popatrzyła Xanatosowi
prosto w oczy.
- Jestem Kathy. - powiedziała z naciskiem. - Elisa ma
rację: nie przejmujesz się mną.
Xanatos nie odpowiedział, popatrzył na nią tylko
dziwnym wzrokiem. Nawet Elisa nie zamierzała
komentować. Położyła Kathy rękę na ramieniu.
- Pójdziemy do twojego pokoju, dobrze? Pokażesz mi, jak
mi