kuba#
23.11.02, 14:11
Mam tu na myśli okładki nie tylko ładne, ale przede wszystkim coś
przedstawiające, związane ściśle z treścią książki. Bo nie sztuka to przecież
na każdą fantasy wsadzać gołą laskę z mieczem, a na okładkę sf statek
kosmiczny, tylko dlatego bo to ładne obrazki.
W każdym bądź razie, kilka moich typów:
1. Arthur C. Clarke "Koniec dzieciństwa" (Jacek Kopalski, RAAP & CIA Books,
1993)
W tle dwie postacie: dorosły mężczyzna trzymający za rekę chłopca, który
drugą dłoń wznosi w kierunku nieba, na którym wisi świecący na niebiesko
pierścień. Wygląda to jakby mężczyzna odprowadzał swego syna (który już nie
może się doczekać) w kierunku tego pierścienia. Całą scenę obserwuje stojąca
do nas tyłem, na pierwszym planie, duża postać ze skrzydłami, ogonem i
różkami...
Co tu dużo mówić: genialna okładka - streszczenie całej książki w jednym
obrazku. Z początku wydawać się może trochę dziwna, ale jak się na nią
spojrzy po przeczytaniu książki od razu widać, że plastyk przeczytał książkę
(ze zrozumieniem) i później nam też wystarczy tylko jeden rzut oka na nią,
aby sobie przypomnieć całą powieść.
2. Isaac Asimov "Fantastyczna podróż" (Peter Andrew Jones, CIA Books - SVARO,
1991)
Na okładce wielkie ludzkie oko a na jego tle mały batyskaf (a
właściwie "żółta łódź podwodna" :-)))
Pomysł właściwie genialny w swej prostocie i od razu właściwie kojarzący
treść książki (tzn. jeżeli się wie o co chodzi, bo nie znając treści można
pomyśleć o jakichś głębszych metaforach :-)))
3. Philip Jose Farmer "Ciała, wiele ciał" (Andrzej Łaski, Biblioteka Fenixa,
1992)
Mężczyzna z którego głowy wyrastają rogi kopuluje z kobietą (newralgiczne
miejsca zasłonięte są rozbłyskiem symbolizującym orgazm) otoczony przez
czekając w kolejce następne nagie panie.
Można powiedzieć, że to prostackie wykorzystanie aktu kobiecego i proste
zilustrowanie jednej ze scen książki, ale przynajmniej ma to z książką
jakikolwiek związek, co wcale nie jest częste (zdarza się przecież, że nijak
nie możemy w powieści odnaleźć odpowiednika, dla gołej kobity z okładki).
4. Mike Resnick "Kirinyaga" (Ryszard Ronowski, Prószyński i S-ka, 1998)
Na pierwszym planie, siedzący na wzgórzu, tyłem do widza szaman afrykański:
ręce splecione na lasce (poza modlitewna?). W tle, niżej w dolinie na rzeką,
prymitywna wioska afrykańska z jej mieszkańcami. Jeszcze dalej, kolejna góra
na szczycie której widać stojący komputer z ludzkim okiem na ekranie. Wygląda
to tak, jakby szaman modlił się do tego komputera.
I znów dobra robota rysownika, który zadał sobie trud przeczytania książki i
nie przeniósł po prostu opisanej w książce sceny, lecz wyraził ogólną myśl
zawartą w powieści. Szaman Koriba rzeczywiście jako jedyny z ludu Kikuju ma
kontak z bogiem - czyli nowoczesną technologią i cywilizacją, ale tym samym
też odcina się trochę od swoich i jest zawieszony jakby pomiędzy.