Dodaj do ulubionych

Światło cienia

16.04.08, 21:24
Proszę o krytykę i jakąkolwiek ocenę na temat tej miniatury.
-------
I
Słońce ogrzewało ich twarze podniesione ku górze. Nie oślepieni światłem,
spoglądali oboje w niebo, na tle którego pojawiało się ptactwo.
Siedzieli nad rzeką mocząc nogi w ciepłej wodzie i wsłuchując się w pieśń
ptaków rozsiewaną wokół przez wiatr.
- Ervenie – rzekła kierując spojrzenie na niego. – Muszę ci powiedzieć, że
opuszczam osadę.
Spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie martw się – mówiła. – Nie na długo, wrócę za dwanaście dni.
- Nie będę pytał o powód. Powiem tylko, Airel, że chcę byś była szczęśliwa.
Gdy wrócisz, nasze życie zmieni się, nareszcie ułoży.
Chwycił ją za rękę, uśmiechnęła się skromnie. Spojrzał jej w oczy.
- Airel – szafiry zalśniły. – Kocham cię…
Powiedział najczulej jak potrafił.
Zaległa cisza, której nawet szum drzew nie śmiał przerywać.

Czarną materię widzisz
A nie wiesz, że światłość w niej świeci
Nawet gdy coś utracisz
Nie tracisz ważnej wartości

„…powróci nim trzynastego dnia świt nastanie…”

Doszukaj się tam prawdy
Gdzie najmniej o niej myśleć
Nie wiemy gdzie leży sens
Lecz możemy go odnaleźć

„…niech w sercu twym nadzieja ostanie…”

II
Beztrosko wpatrywał się w płynące po południowym niebie chmury. Przywoływały
częste wspomnienia, których nie mógł o nich zapomnieć.
-Ervenie! – czyjś krzyk przedarł się przez szum dziennej bryzy. – Gdzie jesteś?!
Erven zerwał się z ziemi i powstał z wysokiej trawy, wśród której leżał. Po
łące biegał mężczyzna i nawoływał.
- Tutaj! – Erven zawołał jednocześnie machając ręką.
Młodzieniec spostrzegł ruch i szybko podbiegł.
- Nasza osada… - począł mówić sapiąc i dysząc. – Zagrożona… Wilki…
Erven zrozumiał i momentalnie klepnął w ramię posłańca. Obaj ruszyli do osady.

Osada ograniczona od północy byłą morzem, które zatoką wdzierało się na
zachód. Na południu były wzgórza. Tam swe siedliska miały wilki. Na wschodzie
zaś lasy i łąki wylewały się zielenią na wybrzeże.
Osada była niewielka, lecz wielu jej mieszkańców zebrało się do walki. Gdy
Erven przybył na miejsce, ujrzał przygotowane posterunki.
- Atakowały już? – zapytał.
- Nie – usłyszał w odpowiedzi.
- Kiedy się dowiedzieliście o planowanym ataku?
- Przed chwilą. Zaraz po ciebie posłano.
- Dobrze. Musimy czekać. Mogą zaatakować wieczorem – ostatnie słowa Erven
dodał jakby do siebie, chcąc przekonać, że tak będzie naprawdę.
Cały czas przygotowywano się do boju. Każdy, kto zdrów, chciał walczyć.

Wczesnym wieczorem, na południu rozległy się pierwsze głosy wilków. Skowyt był
donośny i trwożył serca osadników.
- Spokojnie – Erven uspokajał podopiecznych. Nie mógł pozwolić im zginąć.
Kolejne wycie. Kobiety z dziećmi ukryły się w piwnicach. Mężni wojownicy
poprawiali swe bronie w dłoniach. Księżyc nie wschodził. „Wybrały odpowiedni
czas” – myśli nękały Ervena nieustannie.
Pierwsze grupy wilków pojawiły wraz z zapadnięciem zmroku. Wyszły z lasu, na
północnym wschodzie.
- To prowokacja! – Erven nawoływał z nadzieją w głosie. – Czuwać na
stanowiskach!
Długo nie trwało, nim kolejne wilcze sfory zaczynały się zbliżać do osady.
Zbiegały ze zboczy pagórków i wyłaniały się z lasu coraz liczniej. W twarzach
ludzi, było sporo odwagi. Nie każdy był w stanie sprostać strachowi. Mało kto
mógł słuchać jak wilki się nawołują oraz patrzeć jak zbierają w olbrzymią
armię. Wśród zawodu dosłyszalne były skomlenia i groźnie warczenie.
Serca drżały z przerażenia. Dłonie dygotały jak na zimnie.
Pierwszy atak zapoczątkował się na wschodzie. Wilki spod lasu przeszły
bezszelestnie wysokie trawy i zaatakowały osadę.
Wtem rozpoczęła się bitwa.
Kolejna horda uderzyła z południa prosto w szeregi Ervena. Chwilę potem,
kolejna sfora pojawiła się obok. Wszystkie ataki były szybkie i zaskakujące.
Krwiożercze bestie szczerzyły kły, by zamoczyć je w świeżej krwi.
Gdy w szeregach osadników, jak i zarówno wilków, ubywało żywych, na północy
rozległy się krzyki. Zaraz potem skowyt.
Wilki obeszły łąki wzdłuż wybrzeża. Osada była w potrzasku.
- Nie dajcie rozbić szeregu!!! – Erven krzyczał co sił w płucach. Zamęt
bitewny pochłaniał ofiary. – Dalej, dalej!! Walczyć!
Piąty wilczy zastęp zszedł ze zboczy i uderzył w południowo-wschodnią część osady.
Nikt wśród walczących nie zastanawiał się nad liczbą napastników. Liczyło się
przetrwanie. Żaden z osadników nie zauważył również, że na zachodzie
uformowała się kolejna wataha. Śmierć mnożyła żniwo. Zarówno w osadzie, jak i
w sforach.
Obserwuj wątek
    • moldur Re: Światło cienia 16.04.08, 21:25
      Nie damy naszej wydrzeć ziemi
      Będziemy walczyć o kraj nasz
      Będziemy chronić nasze dzieci
      Nasze rodziny oraz nas

      Rozległ się melodyjny głos. Erven począł śpiewać ku pokrzepieniu serc. Z pieśnią
      na ustach osadnikom serca poczęły rosnąć; męstwo wzbierało w nich i ochota do
      walki także.
      Jednak wilcza armia pozostawała nieugięta. Zażarcie atakowała, a osada coraz
      bardziej spływała krwią.
      Szala zwycięstwa przeważała przeciwko ludziom. Strofa pieśni unosiła się nadal
      nad osadą, lecz wśród krzyków i wycia.

      Osadnicy byli bez wyjścia. Bez drogi ucieczki ich los był przesądzony. Bezbronny
      Erven wołał do podopiecznych:
      - Za nasze rodziny! – bowiem jeszcze żył i był wzorem męstwa. – I za nas!

      Każdy, kto jeszcze żyw, starał się za wszelką cenę ocalić bliskich.
      Niestety. Wilków przybywało.
      Wraz z nimi przybył silniejszy strach i panika. Obrońcy byli bezsilni wobec
      miażdżącej liczbie krwiożerczości wroga. Osadę pochłaniały wilcze kły.
      Ziemia piła krew, była spragnione, a tej nocy mogła się zaspokoić.

      Kolejni ludzie padali martwi na ziemię. Krąg wilczych paszczy zacieśniał się.
      Erven wraz z grupą wojowników pozostawał jeszcze przy życiu.
      - Do ostatniej duszy – jego głos rozbrzmiewał ochryple. Był groźbą dla bestii.
      Erven wiedział, że to ostatnie chwile.
      Bitwa już rozstrzygnięta.

      Wokół resztki wycieńczonych ludzi zgromadziła się liczna horda wilków.
      Nie atakowały. Krążyły, jakby przyglądając się ostatnim ofiarom. Warczały i
      poszczekiwały groźnie.
      W oczach Ervena nie było strachu, tylko zrezygnowanie. Jego życie, osada…
      Zniszczona.
      Nagle przed nim wyskoczył olbrzymi wilk. Spojrzał przenikliwie i zawarczał.
      Chwilę potem Erven leżał nieprzytomny na ziemi.

      III
      Zbudził się z bólem głowy i krwią w ustach; pod sobą poczuł szorstką skałę.
      Wokół panowała ciemność, a powietrze było wilgotne, gdzieś w oddali kapała woda.
      Erven domyślił się, że jest w jaskini, prawdopodobnie w siedliskach wilków.
      Jakby na dowód jego myśli, wokół poczęły pojawiać się lśniące zielone punkciki.
      Przeraźliwe ślepia wpatrywały się przenikliwie w Ervena, który słyszał jak wilki
      powarkują do siebie po cichu. Jak poruszają się z miejsca na miejsce ocierając
      futra o skały.

      Dwa wilki skoczyły do Ervena. Popchnęły go chcąc by szedł.
      Mężczyzna poruszał się na czworaka prowadzony przez kręte korytarze, mokre i
      śmierdzące zaułki. Wycieńczony i wygłodzony, wiedział, że jako jeniec, jego los
      to rzecz jasna. Nie rozumiał jedynie powodu niewoli.
      Został zaprowadzony do miejsca, gdzie ujrzał snop światła wpadający przez dziurę
      w stropie. Na dnie jamy utworzyła się żółta plama.
      Wilki odeszły i Erven pozostał sam. Nie wiedział co robić, wpatrywał się w
      światło, które wyglądało jak kolumna.
      Pomyślał o promieniach mogących mu ogrzać twarz. I o niebie, chmurach, które
      zapewne unoszą się nad ziemią. Zapragnął tego widoku…
      - Podejdź – zadumę przerwał chrapliwy głos. Był ciężki i powolny. Dochodził
      zza światła.
      Chwilę potem zapanowała na długo przejmująca cisza.
      Erven nic nie odpowiedział, zdecydował się jedynie podejść.
      Bojąc się ujrzeć tego, który przemówił, stawiał kroki powoli i ostrożnie. Na
      początku widział jakby wyrastającą z ziemi skałę. Wkrótce przekonał się, że ktoś
      (a być może coś) na niej siedzi. Erven domyślał się władcy wilków i, gdy światło
      przestało męczyć oczy, zdołał go dostrzec. „To wilkołak” – od razu pomyślał i
      nie mylił się.
      Bestia była skulona i odwrócona tyłem, jakby broniła się przed mocą światła.
      Stanąwszy już w kręgu promieni Erven mógł przyjrzeć się wilkołakowi, który
      wyglądał dostojnie, jak na przywódcę przystało. Srebrna sierść lśniła i chwilami
      zdawała się być czarna. Zwierz siedząc na skalnym tronie opierał się na spisie,
      która spoczywała w silnych łapach. Broń przyozdobiona była proporcami,
      różnokolorowymi i w większości zakrwawionymi. Po plecach Ervena przebiegł słaby
      dreszcz.
      • moldur Re: Światło cienia 16.04.08, 21:26
        Ciszę przerwał głos wilkołaka:
        - Niszczą… Karczują… Polują… Trują i zabijają… Ludzie… - bestia podniosła
        głowę. – Oto jeden z nich – odwróciła się i spojrzała na Ervena, który drgnął
        lekko. Erven widział teraz pysk wilkołaka. Bladozielone oczy rzucały na niego
        wrogie spojrzenie. – I cóż powiesz nędzny człowieku? Zbyt długo szkodziliście, w
        końcu przyszła pomsta…
        - Nic złego nie uczyniliśmy! – Erven odparł wzburzony, potem dodał spokojnie:
        - To wy nas napadliście… Wy zabijacie i szkodzicie ludziom…
        - Mylisz się. Ludzie sami sobie szkodzą i jeszcze innym…
        - Dlaczego napadliście osadę?!
        - To był odwet…
        Znów cisza.
        - Wszakże zaatakowaliśmy was, lecz nie zniszczyliśmy – wilkołak kontynuował. –
        Was, ludzi, nie można zniszczyć, przetrwacie w swej pysze i dumie. Wkrótce na
        świecie pozostaną tylko ludzie i wszystko co ludzkie. Natura sczeźnie…
        - Ty również byłeś, a może nadal jesteś, człowiekiem. Nie jesteś wilkiem.
        - Stałem się nim. To, co ludzkie odrzuciłem dawno. Zostając wilkołakiem byłem
        świadom wyboru. Nie można stać po dwu stronach. Nie jestem marnym obłudnikiem.
        - Mówisz, poruszasz się na dwóch kończynach. Czyż to nie jest ludzkie?
        - Jestem wilkołakiem. Nie zapominaj. Ludzie nie znają całej prawdy mowy.
        Posługują się nią i roszczą sobie do niej własność. Natura również ma swój
        język, lecz wy, zadufani w sobie, nie rozumiecie go.
        - Nie wszyscy ludzie tacy są. Nie możesz tak mówić.
        - Ci, o których mówisz, nie są ludźmi – tylko istotami myślącymi, rozumiejącymi.
        - Dlaczego więc napadliście osadę?!
        - To był odwet…
        Zamilkli obaj. Erven nie miał sił, wiedział, że sprzeczki nie mają sensu. Był
        teraz niewolnikiem.
        Wilkołak przez chwilę patrzał jeszcze na Ervena pogardliwie, lecz w końcu
        odwrócił się.
        - Chcesz powrócić do osady? – głos wilkołaka był tym razem spokojny.
        - Tak…
        - Dobrze… Chcesz do niej powrócić, czy aby ona wróciła do ciebie?
        Erven nie odpowiedział. W głowie pojawiło się zbyt dużo myśli.
        - A zatem, jesteś wolny.
        Po tych słowach, wilkołak Zanów zastygł na skale. Przyjął nieruchomą pozę, w
        której po raz pierwszy ujrzał go Erven.
        Ten zaś stał osłupiał, jakby słowa nie miały znaczenia. „Wolny?” – nie
        dowierzał. W końcu odwrócił się i pomaszerował z powrotem do korytarzy.
        Nie wiedział gdzie iść, kierował się przeczuciem. Wkrótce spotkał wilki, które
        wyprowadziły go do wyjścia z pieczar.

        IV
        Powietrze było rześkie. W dole rozciągało się zielone wybrzeże, a na horyzoncie
        morze wdzierało się w ląd.
        Erven spojrzał w niebo.
        Białe statki płynęły spokojnie w błękicie pośród słonecznych promieni.
        Wspomnienia powróciły…
        ----
        Za wszelkie sugestie - z góry dziękuję.
      • moldur Re: Światło cienia 17.04.08, 17:09
        Dziękuję.
        Hmm, jak to powiedzieć. To, co tutaj zamieściłem, jest całością.
        A do wspomnianego opowiadania (Iunctim - przyp.) - nadal się dzieją różne rzeczy
        i pracuje nad nim. Mam pewne problemy, więc publikacja będzie nieco opóźniona,
        niestety, aczkolwiek na pewno takowa będzie.
        Myślę, że niebawem.;>
        • bertrada Re: Światło cienia 17.04.08, 17:33
          Myślę, że masz duży potencjał. Zapisz się na jakieś warsztaty
          pisarskie, kurs czy coś w tym rodzaju. Tam otrzymasz profesjonalną
          ocenę swoich umiejętności i profesjonalne porady. To jest ważne, jak
          chcesz się zająć pisaniem na poważnie. ;)
    • bertrada Re: Światło cienia 02.06.08, 18:51
      Co z twoją twórczością? Piszesz coś? Publikujesz to gdzieś? Jak tak, to wrzuć
      linki albo całą treść jak się zmieści. Coraz lepiej ci to szło, więc mam
      nadzieję, że nie zrezygnowałeś. ;))
      • moldur Re: Światło cienia 27.06.08, 08:19
        Odpowiadając na Twoje pytania: tak, piszę oraz publikuję. Jak na razie jeszcze
        nic nowego, ale wkrótce będzie, więc można będzie poczytać. Dziękuję Ci za
        ciepłe słowa.

        A co do tekstów, zamieszczam je na hewito.pun.pl (z resztą, zapraszałem), ale
        nowy tekst postaram się wrzucić także tutaj, ale nie wiem, czy się zmieści:)
        • moldur Re: Światło cienia 27.06.08, 08:40
          Aah, zapomniałbym - na www.hewito.pun.pl/forums.php figuruję, jako
          Caislohen, tak więc pod tym nickiem możesz znaleźć moją twórczość. Jak na razie
          nie ma jeszcze nic nowego, ale tworzy się...
    • ithllinne Re: Światło cienia 22.06.08, 21:02
      Hmm. Jest niezłe chociaż osobiście preferuję inny typ fantastyki.
      Jeśli mogłabym Ci cos radzic to troszkę dodac takich detali*, typu:
      Słońce ogrzewało ich twarze podniesione ku górze. Nie oślepieni
      światłem, spoglądali oboje w niebo, na tle którego pojawiało się
      ptactwo. Siedzieli nad rzeką mocząc nogi w ciepłej wodzie i
      wsłuchując się w pieśń ptaków rozsiewaną wokół przez wiatr.*W
      przejrzystej, lsniacej jak rtęć wodzie falowały kępki glonów,
      rozwierały się niczym skrzynie strzegące pirackich skarbów małże,
      szurnął pod kamień niczym czerwony bełt z kuszy wystraszony nie
      wiadomo czym rak*. Pozdrawiam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka