Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15)

    • pepsic Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 13:49
      Mimo usilnych starań nie udało mi się nic wyszperać, poza holenderskim dramatem "Skin" na kulturze, 20.20. Może lepsze oko macie?
      Ps. Zerknęłyście drogie koleżanki wczorajszego dnia na przystojniaczka ze Szwecji ? Mam żałować?

      • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 15:40
        Zerknęłam na wczorajszego Van Veeteren (odcinek pt. Karambol) , ale dopiero od połowy.

        Przystojniczka ( te dłuższe włosy rzeczywiście odbierają mu nieco męskiego uroku) nie było za dużo na ekranie, więcej było Van Veeterena. Jego syn Eric, który po wyjściu z więzienia! (dilował narkoyki), próbowal wyjść na prostą, układać sobie nowe życie - ożenił się, a jego żona spodziewała się dziecka, ku radosci starego Van Veeterena, został zamordowany, jak się póxniej okazało przez pomyłkę /o ile dobrze zrozumiałam/. Van Veeteren więc pomagał intensywnie w rozwiązywaniu sprawy.

        Doktor, który potrącił autem na ulicy przechodnia i zbiegł z miejsca wypadku, myślał, że to Eric go szantażuje i wysyła do niego listy, w których domaga się pieniędzy w zamian za milczenie na temat okoliczności wypadku i sprawstwa doktora.

        Tak mniej więcej wyglądała fabuła wczorajszego kryminału ...

        Niestety też nic ciekawego nie wypatrzyłam na dziś.

        :)
      • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 02.08.11, 19:35
        taaak, a jak wczoraj sie kladlam spac, to mi taka mysl smignela - o czyms zapomnialam, o czyms zapomnialam ;)))
        powiedzcie mi dobre kobiety, czy te filmy ida jakos chronologicznie? bo ciekawa jestem, czy jakos sie watek detektywa i jego kolezanki z pracy rozwinal czy nie?

        p.s. ja dzis ogladam dwa odcinki "Moonlight", to nic, ze juz chyba z czwarty raz (coz zostaje, jak zakonczono na jednym sezonie?), o, a to dla Was, zebyscie wiedzialy o czym pisze:
        Moonlight
        • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 14:37
          maniaczytania napisała:
          >powiedzcie mi dobre kobiety, czy te filmy ida jakos chronologicznie? bo ciekawa
          > jestem, czy jakos sie watek detektywa i jego kolezanki z pracy rozwinal czy nie?

          Tak, wydaje mi się, że idą chronologicznie. Wątek detektywa i jego koleżanki na razie się nie rozwija jakoś spektakularnie, ona tylko patrzy na niego jakby czulej!??

          "Moonlight" - kolejny serial, których bohaterami są wampiry!? No proszę nawet nie wiedziałam! Dzięki za cynk, Maniu. Sądząc po tym ile razy to oglądałaś, musi być niezłe, co?
          :)
          • barbasia1 Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 14:54
            Oglądaliśmy? Grek pisał już coś na temat tego filmu? Chyba nie. Nie przypominam sobie!?

            Może warto obejrzeć, bo o filmie tak piszą: "Debiut reżyserski Macieja Pieprzycy, utrzymany w słodko-gorzkim klimacie czeskiego kina. / O! To coś dla nas! ;)/. Optymistyczna i pełna humoru opowieść o trójce młodych ludzi ze Śląska, których losy nieoczekiwanie splatają się w ciągu kilku tygodni. Kontuzjowany eks-gwiazdor piłki nożnej (Antoni Pawlicki). Córka nowobogackiego fabrykanta (Karolina Piechota). Młody naukowiec (Marcin Hycnar). Na pozór bohaterów dzieli wszystko - status materialny, wykształcenie, aspiracje. Łączy ich jedno - każdy z nich szuka miłości. "

            :)
            • grek.grek Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 15:08
              o, no to nowość jest :]

              a skoro tak, to, ekhmm, w podziemiu, jako non-abon ;], będę się nań zasadzał.

              a Ty ?

              a Wy ?

              polska nowość... chyba damy radę, co ? :]
              • barbasia1 Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 15:18
                :)))
                Właśnie, właśnie, to nowość! :)

                Oczywiście, że będę oglądać, z tym, że ja swoje trzy gorsze na temat filmu dorzucę dopiero w niedzielę wieczorem, przypominam, znikam na moment (a ponieważ zniknięcie będzie trwało bardzo krótko, do niedzieli, więc nawet się nie żegnam z Wami).


                Greku, oświeć mnie, ciemną babę, co to znaczy "non-abon"???
                • grek.grek Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 04.08.11, 13:53
                  zatem - znów uzbrajam się w cierpliwość :] nadzieję mam, ze znikasz w celach przyjemnych ;]
                  btw, może do niedzieli będę już po obejrzeniu i będzie mozliwa wymiana zdań, jak oglądacz z oglądaczem, hehe.

                  Pepsic mnie wyręczyła. zszedłem do podziemia, na to mi przyszło ;]

                  • barbasia1 Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 07.08.11, 23:19
                    :)))
                    Poniekąd!

                    Dziś już nie dam rady, ale mam nadzieję, że jutro uda mi się napisać coś na temat "Drzazg". Obejrzałeś już, Greku?

                    Rozumiem. I specjalnie się nie dziwię ...
            • pepsic Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 16:07
              Oglądałam, może być, aczkolwiek można by się do czegoś doczepić.

              "non-abon" - nie płacący abonamentu;) ??
              • barbasia1 Re: Dziś w Jedynce o 20:25 "Drzazgi" (2008) 03.08.11, 16:12
                > "non-abon" - nie płacący abonamentu;) ??

                Rozumiem. ;)


                > Oglądałam, może być, aczkolwiek można by się do czegoś doczepić.

                Będzie zatem ciekawie. ;)
          • pepsic Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 16:43
            Ale to chyba nie tak. Pan detektyw jest żonaty i ma dwie urocze córeczki, wprawdzie jest pracoholikiem i zaniedbuje deczko żonę, ale nic nie wskazuje, ażeby pomiędzy nim, a koleżanką z pracy coś iskrzyło. (?)
            Oglądałam tylko dwa odcinki, nie dopatrzyłam się chronologii, w I śledztwo prowadzili wspólnie, w II detektyw zniknął bez wyjaśnienia, a pojawił się koleś ze stolicy.
            • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 17:57
              ja ogladalam tydzien temu i bylo tak, ze zonaty detektyw przyszedl do knajpy i znalazl tam gliniarza-lowelasa, ktory byl chlopakiem tej policjantki. W knajpie koles byl z inna panna i nasz zonaty zrobil mu afere, ze to nieladnie itp., ze musi jej sie przyznac i takie tam.
              Na to ten koles wygarnal mu, ze nie jest od niego lepszy, bo ma zone i coreczki, a na widok kolezanki slina mu po pas leci, co juz widza wszyscy na komendzie.
              Na koniec odcinka dziewczyna zerwala z chlopakiem, bo sie o tych zdradach dowiedziala czy cos.

              Myslalam wiec, ze moze sie teraz akcja rozwinela :)
            • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy 07.08.11, 23:32
              Detektyw miał problemy ze sobą nie wiem czy nabawił się podczas jakiejś akcji urazu psychicznego czy może od nadmiaru stresu w pracy lęki go dopadły? Miał więc krótką przerwę, jak się dowiedziałam.

          • maniaczytania Re: Wtorek w pełni ogórkowy 03.08.11, 17:59
            tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowampirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym mezczyzna :)))))
            Ach, bylo na kogo popatrzec ...

            (wzdycha i czeka na kolejna powtorke;) )
            • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy - "Moonlighting" 07.08.11, 23:27
              maniaczytania napisała:

              > tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowam
              > pirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym
              > mezczyzna :)))))
              > Ach, bylo na kogo popatrzec ...
              > (wzdycha i czeka na kolejna powtorke)

              ha,ha

              "Pełnookrwisty mezczyzna", mówisz, w dodatku jaje na kogo popatrzeć, no jeśli tak, to muszę przy najbliższej okazji rzucić okiem!!! :)))
              • barbasia1 Re: Wtorek w pełni ogórkowy - "Moonlighting" 07.08.11, 23:27
                maniaczytania napisała:

                > tak, tak, o wampirach. Ale glowny bohater nie jest na szczescie mlodym nastowam
                > pirem w typie Edwarda Cullena czy Stefana Salvatore ;))) tylko "pelno?"krwistym
                > mezczyzna :)))))
                > Ach, bylo na kogo popatrzec ...
                > (wzdycha i czeka na kolejna powtorke)

                ha,ha

                "Pełnokrwisty mężczyzna", mówisz, w dodatku jest na kogo popatrzeć, no jeśli tak, to muszę przy najbliższej okazji rzucić okiem!!! :)))
              • maniaczytania Moonlight, nie Moonlighting, bo 08.08.11, 19:25
                Moonlighting to byl ten serial kryminalny z Brucem Willisem
                • maniaczytania Re: Moonlight, nie Moonlighting, bo 08.08.11, 19:26
                  aaa, i jeszcze napisze, ze jak bylam mala/mloda, to mi sie ten Moonlighting podobal,
                  teraz kiedys trafilam na jakis odcinek i coz, nie przetrwal proby czasu ;)))
                  • barbasia1 Re: Moonlight, nie Moonlighting, bo 09.08.11, 15:55
                    A tak, tak! Moonlight! Moonlight! (a wiesz, że jak przeczytałam ten tytuł, to od razu przyszło mi na myśl, czy to nie, aby jakaś kolejna opowieść o wapirach!). Tak właśnie, pomyliłam ten tytuł z tytułem serialu z Willisem i Cybill Shepherd.

                    Ha! Ja też trafiłam jakiś czas temu niedawno na jeden odcinek serialu "Moonlighting" , ale inaczej niż Ty, pomyślałam sobie ,że ten serial, aż tak bardzo się nie zestarzał, anturaż lat 80-tych owszem trąci już myszką, ale już dialogi, zwłaszcza, zabawne sprzeczki Davida z Maddie, na pewno nie zestarzały się i nie zestarzeją, no i świetna gra Willisa i Cybil i zwariowanego Curtis Armstronga nic nie tracą po latach... :)
                    Uwielbiam Willisa w tym serialu i za ten serial.
    • pepsic "Bliżej" - godz. 22.oo na polsacie 04.08.11, 19:55
      Jakby ktoś jeszcze zajrzał, to polecam z czystym sumieniem:),
      ja spróbuję zerknąć na "Weisera" (kultura, 22.00), którego Grek ostatnio nam relacjonował.
      • grek.grek Re: "Bliżej" - godz. 22.oo na polsacie 05.08.11, 15:01
        niestety, przegapiłem znów...nie ma wyjścia, muszą dać trzeci raz ;]

        jak Ci się podobał "Wesier" [o ile udało Ci się obejrzeć] ?

        "oda do radości" w 2 wczoraj - oglądaliście/jakie wrażenia ? ja trochę pamiętam, bom kiedyś widział, więc może parę słów w najbliższym czasie skrobnę/dorzucę, bo wydaje mi się, że Polandię w dość tendencyjnym świetle odmalowano w tych nowelkach.
        • pepsic "Wieser" 05.08.11, 18:08
          Sorki, możecie mnie wykluczyć, albo co, ale to nie jest film dla zwykłych ludzi, bardzo mi się nie podobało. Wydumana, porozciągana historia, nie wiedzieć dlaczego przypomina się bohaterom po latach stając się niespodziewanie sensem życia, bez logiki nie mówiąc o jakiejkolwiek werwie i energii. A pan Kondrat, co to już nie gra, na do widzenia mógł się bardziej wysilić zamiast snuć po ekranie z obolałą miną Choć nie powiem całkiem interesująco się prezentował wtedy, 10 lat temu. Jeśli tak ma wyglądać kino autorskie, to ja bardzo dziękuję, beze mnie, a i na sukces zagraniczny też nie ma co liczyć. Choć jeśli Wieser zdobył jakąkolwiek nagrodę (nie sprawdzałam) to wcale mnie to nie zdziwi.
          :)

          "Ody" nie kojarzę.
          • grek.grek Re: "Wieser" 06.08.11, 14:52
            ja się zgadzam z tym, co piszesz odnosząc [jesli się mylę - popraw mnie] rzecz całą do tzw hiperralizmu. nie ma go w niej za wiele, albo nie ma wcale.

            wiesz, może rzecz polega na tym, żeby ten film sobie wdrukować na określonej częstotliwości. tu jest taki realizm magiczny.

            imo, bohaterowi ciązy ta smuga cienia, więc wraca do dzieciństwa i odkrywa w tamtej historii kompletnie nierzeczywiste zdarzenia i postaci, których nie wypłukała w nim dorosłość. ja bym w tym widział konfrontację tamtych dziecinnych wyobrażeń i projekcji z zupełnie dojrzałą refleksją i poszukiwaniem w nich własnie tego twardego realizmu - nagle mu się to rozjeżdza, jedno do drugiego nie pasuje, wspomnienia kompletnie nie pasują do dzisiejszego stanu ducha i gość jest w kropce - zaczyna dochodzić prawdy, szukać faktów, a znajduje same sprzeczności i ślady, które tylko pozornie mogą potwierdzać jego wspomnienia takimi, jakie je w sobie utrwalił.

            imo, piętno dzieciństwa tutaj ma decydujace znaczenie, coś nie do zmazania, coś co tam się w głębi gdzieś ostało w stanie dziewiczym i nagle objawione wprawia człowieka w totalną konfuzję :]

            mnie się to podobało właśnie z tego względu, ze uformowane jest na gruncie tego zderzenia, pęknięcia w umyśle samego bohatera.

            a do tego, nie wiem czy Cię to złapało czy nie bardzo ? :] - wkrada się w tę całą narracją taka jakaś groza niewypowiedziana... nie wiem, czy Ci się to rzuciło w oczy ?.. mnie to ujęło, atmosfera zgęstniała, jakieś "pohukiwania w mroku" dało się słyszeć, zrobiło się niepokojąco, czy to z powodu coraz większej miotaniny bohatera, czy tej całej opowieści, tak napakowanej niewytłumaczalnymi zdarzeniami. wiesz, ja się na moment gdzieś wczułem w tę postać - czy to jawa, czy sen ? jako widz tak samo nie miałem grama pewności, czy za chwilę nie okaże się, ze jednak nie jest to podroż w dziecinną psyche, a całkowicie normalny paranormal activity movie ;]

            • pepsic Re: "Wieser" 06.08.11, 19:29
              Nie o przesłanie się rozchodzi, choć mnie też nie przekonuje, niby kogo te metafizyczne, wydumane tematy mają zainteresować? Nieliczną garstkę? Wytrawnego widza? Chodzi o sposób wykonania, poprowadzenia, zwłaszcza niezrozumiały, poplątany wątek współczesny. Jaki wybór się pozostawia, wielkie kino artystyczne czy głupiutki tvn-owski serialik? Jak się mam wczuć w akcję, czy przeżywać grozę, skoro znudzona co rusz spoglądam na zegarek?
              • grek.grek Re: "Wieser" 07.08.11, 13:33
                hehe, trudna sprawa...

                cóż, na tym polega cała uroda świata - na rozmaitości poglądów, róznorodności typów strun wewnętrznych i wielości punktów widzenia, że tak filzjolgicznie rzeknę, ze swej strony podsumowując :].
        • maniaczytania Karate po polsku 05.08.11, 21:01
          U mnie wczoraj mial byc Closer, ale w koncu stanelo na "Karate..." , bo w sumie jakos nigdy nie bylo okazji, zeby obejrzec to od poczatku do konca. Bardzo mi sie podobal, teraz rzadko takie filmy kreca, a szkoda.
          • maniaczytania Re: Karate po polsku 05.08.11, 21:03
            a... jedna refleksja - napisalam, ze teraz takich filmow nie kreca, ale jakos tak mi sie skojarzylo, ze wlasciwie to W. Smarzowski robi takie filmy

            A z Ody dalam rade obejrzec tylko pierwsza nowelke, podobalo mi sie, szkoda, ze nie lecial o wczesniejszej porze, sen mnie pokonal ... :)
          • grek.grek Re: Karate po polsku 06.08.11, 14:54
            jak przystało na przedstawieciela płci najbrzydszej, pod każdym względem, z "karate po polsku', zapamiętałem tylko i wyłącznie atrakcyjną goliznę, młodej podówczas, aktorki doroty Kamińskiej... ;]

            • maniaczytania Re: Karate po polsku 06.08.11, 20:13
              musze przyznac, ze golizna byla wielce przyjemna ;) w ogladaniu
          • pepsic Re: Karate po polsku 06.08.11, 19:08
            Wtedy, kiedy oglądałam też byłam pod sporym wrażeniem do tego uznając za wielce dorosłe kino:)
            Czyli wychodzi, że się nie zestarzał?
            • maniaczytania Re: Karate po polsku 06.08.11, 20:12
              moim zdaniem sie nie zestarzal absolutnie,
              oglada sie bez zgrzytania zebami, w sumie historia dosc uniwersalna ...
            • grek.grek Re: Karate po polsku 07.08.11, 13:30
              ta golizna ekranowo się świetnie zakonserwowała, więc tutaj świeżość aż bije po oczach... na jawie pani dorota trochę się jednak, siła rzeczy, posunęła... w latach i juz tak różowo nie jest ;]
    • grek.grek "oda do radości' sp 06.08.11, 13:10
      to moze tę "odę do radości" tak jednostkowo i osobniczo ;]

      tytuł jest ironiczny i symboliczny - radości tutaj niewiele, a w całokształcie - wcale nie ma, a jednocześnie zdaje się jest to hymn UE, bo koniec konców losy bohaterów się sprowadzają
      się do konieczności dokonania wyjazdu z Polandu do Londynu w Brytfanii.

      trzy nowele.

      w pierwszej, rzecz się dzieje na Śląsku górnym - dziewczyna wraca z Londona, gdzie szorowała klozety, zarobiła trochę kasy i w sumie staneła finansowo na nogi.

      w rodzinnym mieście same problemy frustrujące na nią czekają - ojciec górnik siedzi w kopalni i strajkuje przeciw jej zamknięciu, matka popada w coraz większą rozpacz, bo starego w domu nie ma i generalnie apatia postepuje; pozstawiony narzeczony pracuje jako ochroniarz i liczy głównie na to, ze za kasę przywiezioną przez dziewczyną zrobią wesele i pożyją trochę; dziewczyna patrzy na to wszystko, na tę ślunskośc całą i nie ogarnia zagadnienia - jedyne chwile przyjemności, to picie piwa z koleżanką na jakimś murku. ze starym nie ma o czym gadać, ot styropian zafiksowany na swoim strajkowaniu, ideowiec, reszta go nie obchodzi, matka coraz mniej kontaktowa, chłopak interesowny...

      dziewczyna inwestuje kasę w salon frryzjerski, bo jej matka jedyne co umie, to dobrze robić porządek z owłosieniem na głowie. chłopak jest zawiedziony... ale zakład działa, klientki matki, dotąd przyjmowane w domu, walą drzwiami i oknami, pracująca matka odżywa... do czasu - strajkownicy z kopalni biją się na ulicy z policją i przy okazji demolują szyby w lokalu, a szabrownicy wynoszą całe wyposażenie. rozpacz. wszystko poszło się paść...

      co może zrobić dziewczyna w takich okolicznościach ? no jak to co, kupić bilet na powrót do b-Londyna.

      druga nowelka - z warszawy.

      jest sobie chłopak, którego całym życiem jest hip hop. raper, znaczy się. wysyła swoje demo po rozgłośniach radiowych, liczy na jakąs promocję, generalnie - ma nadzieję, ze wypłynie. na tym funduje całą swoją przyszłośc.

      otoczenie go jednak za grzyba nie rozumie - koledzy z jego hip hopowetgo składu wykruszają się, bo albo nie mają już serca do tej zabawy, albo go nigdy nie mieli i nie traktowali jej poważnie, tak poważnie jak on. tylko wychowująca go babcia, bo chłopak jest sierotą, wierzy w niego i stoi za nim murem, mimo że w chałupie się nie przelewa, to dzielnie ze swojej renty płaci rachunki, byle chłopak mógł swoje marzenia ścigać.

      gość byłby całkiem do rzeczy, ale ma piętę achillesową - swoją dziewczynę. a właściwie starego swojej dziewczyny. ona go niby kocha, niby jest fajna itd, ale ojciec chce dla niej lepszej przyszłości niż związek z jaikimś raperem z podwórka. planuje jej przyszłośc, a mianowicie studia a Anglii. dziewczyna zapewnia chłopaka, ze nie wyjedzie, ale coś wisi w powietrzu.

      stary dziewczyny jest szefem w jakiejś firmie medialnej, czy w czym tam... naciska na chłopaka, niby na luzie i z wdziękiem, żeby wziął etat i zaczął zarabiać. chłopak się wymawia, wymawia, ale w któryms momencie dochodzi do wniosku, ze lepiej będzie, jak pokaże staremu, ze się stara być odpowiedzialnym i zgadza się zatrudnić.

      cała ta firma, to koszmarek na jawie. dostaje robotę najłatwiejsza z możliwych - ma być wynieś-przynieś-pozamiataj... a tutaj jakiś laluś upokarza go jak byle śmiecia za nic [za "dotykanie [ przyniesionymio ksiązkami] stołu na którym [on, laluś] pracuje"], dwie paniusie go wkręcają w rozmowę odrywając od pracy, ostrzegają, ze musi zakrywać tatuaż na przedramieniu, bo to wbrew dress code, a potem pojawia się stary dziewczyny i robi mu karczemną awanturę przy wszystkich - gnoi go niecenzuralnie, każe wszystkich wyżej wymieionych przepraszać za przeszkadzanie im, i to po 3 razy, bo "nie usłyszeli", zaś po wszystkim mówi chłopakowi "takie jest życie" i przyjaźnie się uśmiechając mówi mu o tym, jakimi łajzami są ci wszyscy, ktorych mu przed chwilą przepraszać kazał.

      zatem - z robotą aut. co więcej - stary mu mówi : odpuśc sobie moją córkę, zostaw ją, daj spokój... i to mówi to ciepłym, miłym, miękkim głosem. mocna scena.

      chłopak za chwilę doznaje kolejnego upokorzenia - tym razem ze strony selekcjonera na bramce klubu eksluzywnego, w którym siedzi dziewczyna, a on chciałby tam wejśc i z nią porozmawiać [ona go zresztą zaprasza przez okno]. selekcjoner mu na to : nie ta twarz, nie te ciuchy, nie ten czlowiek, nie wejdziesz tutaj, kawalerze miły. chłopak się probuje z nim dogadać, ale tamten robi sobie z niego dość niefajne jaja ['aha, twoja mama tu sprząta tak ? to powiedz jej, zeby nie zostawiała wiadra na drodze], a kiedy oferuje mu wejście za 'zrobienie loda wybranej osobie" chłopak wdaje się z nim, i jego kolezkami, w bijatykę, z której wychodzi z rozbitym nosem, a wybiegajaćej za nim dziewczynie każe się odwalić.

      a później pojawia się dziwny motyw - zdesperowany chłopak zaczaja się na lotnisku, czyha na dziewczynę i starego [ona ma właśnie lecieć do tej szkoły do Anglii] bierze ją za zakładnika, a jemu każe spiep,rzać - na czworaka i szczekając jak pies. wyjeżdza autem poza teren lotniska i mówi do niej: no, to gdzie jedziemy ? a ona mu na to, zeby ją odwiózł, bo nie chce z nim nigdzie jechac = nie po czymś takim... no to chłopak dostaje piany...jedyne co mu się udalo, to odegrać na jej starym i odwlec jej wyjazd.

      próbuje jesczze raz z nią porozmawiac, po jakimś czasie - cichcem dostaje się do jej domu w trakcie wypasionego przyjęcia firmowego, garden party jakiegoś... nie mogą sie dogadać w kwestii jej wyjazdu. koniec końców ktoś zauważa go na posesji i musi się salwować ucieczką przed ochroniarzami z psami, a potem zostaje wystawiony za ogrodzenie.

      odnosi w końcu sukces. jego muzykę grają w radio. koncerty, dziewczyny na backstage...

      umiera mu ukochana babcia, ale wcześniej mu powiedziała, zeby pojechał do Anglii, za dziewczyną. widać zresztą po nim, ze ten cały rap-sukces go nie kręci, bo bardziej mu zależy na tej pannie. no i pakuje się i wyjeżdza.

      trzecia nowela jest z Mazur.
      bohaterem jest chłopak, który też ma w beznadzieję dookoła - niby ładne krajobrazy, plaża itd, ale pracę ma kiepską, przy rybach dla cwaniakowatego właściciela przetwórni, zaś w domu ociężałego ojca, który od lat przygotowuje się do startu w "1 z 10", oglądanym na zaśnieżonym tiwi, co aż na kilometr śmierdzi tragedią; i matkę, która nieustannie mu ciosa kołki na łbie, ze się powinien wreszcie dorobić, a nie jadać w domu, a spać w przyczepie. dziewczyny jakie spotyka są albo nieciekawe, albo cyniczne. w pracy ma kolegę, który dobiega 50tki, a ciągle zapie,prza przy tych rybach - jakby widzial w nim swoją przyszłość... słowem - żenada do potęgi. wiadomo, jak się skończy ;]

      ten cwaniakowaty szef od ryb spotyka się z matką drugiego jego kolegi z pracy - młodszego. ten młody ma tego dość. kiedy naszemu bohaterowi, po kłótnio z szefem i odejściu z pracy, przychodzi do głowy, ze wyjściem z tego bajzlu jest wyjazd do Londynu, młody chętnie się do tego przyłącza, zdobywa kasę na bilety autobusowe i start na miejscu. Siedzą więc i czekają na wyjazd.

      ale nasz bohater nie jest zdecydowany do końca... mając jeszcze kilka godzin do terminu wyjazdu zostawia swojego kolegę, zapewniając ze wróci na czas,i podejmuje ostatnią próbę znalezienia powodu by zostać - spotyka się z dziewczyną, do której coś czuje. idą do łózka, a po wszystkim ona odchodzi, zostawiając go jak byle żigolaka.

      porażka bohatera jest podwójna,bo koniec końców nie zdąża on na autobus i musi zostać w kraju. jego młody kolega nie ma odwagi jechać sam i też musi zostać. co więcej, okazuje się, ze tę kasę, co miał na wyjazd dla nich - ukradł cwaniakowatemu gachowi swojej matki i szefowi zarazem. dostaje za to solidne manto. ma się za co boczyć na kolegę - ukradl, tak bardzo chciał jechać, a się okazało, ze jemu zależy bardzioej niż temu, co go tym pomysłem zaraził...

      nasz bohater zatrudnia się ponownie u rybiarza, wszystko wraca do poprzedniego wymiaru.
      cd
      • grek.grek "oda do radości' sp 06.08.11, 13:22
        jego apatyczno-autustyczny stary własnie się wybiera na eliminacje "1 z 10" - z zeszytem, w którym nieudolnie zapisywal zasłyszane w programie pytania i odpowiedzi, co matka kwitowała "po co ty to piszesz, skoro ty podstaw nie masz ?". wychodzi niby na pociąg, a potem chłopak spotyka go w jakims ustronnym miejscu - nie pojechał, przestraszył się, dostrzegł jakie to niepowazne... "nie spie,prz życia, synu" - to cała nauka jaką ma dla niego.

        no i tego życia spie,przyć nie chce - wyjeżdza do Londynu.

        i bohaterowie wszystkch trzech nowelek spotykają się w autokarze jadącym do Anglii. finito.

        sami widzicie - Polska to kraj tragiczny, brzydki, głupi, chamowaty. Pięknie jest tylko na zmywaku albo w wucecie londyńskim ;] tam nasza młodzież jedzie z uśmniechem na ustach, z optymizmem w oku, z nadzieją na lepsze.

        żadnych światełek w tunelu w tym Polandzie. normalnie, same żule, świnie i łajzy. "co za fatalny świat roku bieżącego", jak spiewał poeta.

        jakoś nie kupiłem tego obrazka. taka jakaś prosta antyteza tvn-owskich serialów kręconych w wykupionych na na godziny apartamentowcach i kamienicach.

        za to paru dobrych aktorów można było znaleźć - w 1 nowelce główną bohaterkę gra Buczkowska, zapomniałem imienia... bardzo do rzeczy dziewczyna; w drugiej jest jankowska-cieślak w roli babci i świetny sp. maciej kozłowski, jako tata-psychopata i gąsiorowska jako jego córka; w trzeciej jakoś zapamiętałem chabiora, w roli rozsądnego, pogodzonego z losem pracownika branży rybnej - może najbardzeij rozsądnej postaci w całej tej trylogii, pozostałe albo są popaprane, albo się miotają bez ładu i składu, nie wiedząc same czego chcą, albo po prostu miota nimi rzeczywistość, jak szmacianymi lalkami.

      • pepsic Re: "oda do radości' sp 06.08.11, 19:13
        A jednak się trochę pomyliłam, środkową nowelę znam, kojarzę jako całkiem przyzwoicie opowiedzianą filmowo.
        • grek.grek Re: "oda do radości' sp 07.08.11, 13:38
          poza udźwiękowieniem, przez które niektóre dialogi/odzywki słyszane są mało wyraźnie - filmowo fakt wypada to nieźle.

          gorzej z przesłaniem - uciekajcie stąd, bo tu tylko bida z nędzą i no future.

          zdecydowanie bardziej odpowiada mi przesłanie wojcieszka w "głośniej od bomb" - hej, spróbujmy tutaj, bo od nas zależy, jak tutaj jest, to my kształtujemy swoje otoczenie, uciekając tak naprawdę uciekamy od własnej niemożności; zróbmy coś ze sobą tutaj, na swoją miarę i w swoim stylu, nie po to, zeby wypchać mieszek, ale po to, by mieć udane życie, dobrych ludzi dookoła siebie i móc sobie spojrzeć w twarz i nie przegrać czasu.

          za komunę jechano, ze wszystko du..., demokracja - też do du... litości, ile mozna... ;]

          problem ofk jest, i dobrze, ze sie o nim mówi, robi film, ale trochę cieniowania by się przydało, zamiast takiej jazdy na jednym biegu. jałowym w dodatku.
          • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 07.08.11, 22:47
            Na dzieńdobrywieczór! :) niech zaśpiewa cudna Erica Badu:

            www.youtube.com/watch?v=RyRcSnhoQdw
            grek.grek napisał:
            > za komunę jechano, ze wszystko du..., demokracja - też do du... litości, ile mo
            > zna... ;]

            "Forman zapytany kiedyś, czym różnią się dwa światy, w jakich przyszło mu żyć, odpowiedział: W komunizmie człowiek trzymany był w klatce, w wolnym świecie zostaje wypuszczony do dżungli".

            Więcej... wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x#ixzz1UN7aUlO0

            I tak źle, i tak niedobrze! ;)

            Cytat z piątkowej Wyborczej zaczerpnęłam, z ciekawego tekstu Tadeusza Sobolewskiego poświeconego właśnie Miloszowi Formanowi i jego twórczości (pt."Chaplin z Czech środkowych"). Oprócz tekstu Sobolewskiego jest tu jeszcze wywiad z Miloszem Formanem.
            Polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście, tu jest link do rozmowy:
            wyborcza.pl/1,75475,10065478,Milosz_Forman__Wszyscy_jestesmy_malymi_burzujami.html
            Tu do tekstu Sobolewskiego:
            wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x
            "Oda do radości" - nie widziałam , nie słyszłam wcześniej o tym filmie!? Teraz dopiero czytam, że to debiut filmowy trójki młodych reżyserów, którzy dopiero co (w 2006) skończyli szkołę filmową, m.in. Janka Komasy, o którym głośno było, przypominam, za sprawą jego najnowszego filmu "Sala samobójców" ...

            A mnie się się ta "Oda " taka ponura nie wydała!?
            Przecież bohater warszawskiej opowieści zrealiował tu swoje marzenia, przekuł je na sukces i to w tak trudnej branży jaką jest branża muzyczna. Do Londynu jedzie tylko z powodu dziewczyny, którą kocha, o której nie może zapomnieć. Opowieść pierwsza ze Śląska też wbrew pozorom wygląda, imo, optymistycznie. Pomysł z salonem fryzjerskim wypalił, panie zdobyły klientki i klientów, co w tym fachu jest niebagtelną sprawą, a to dobrze rokuje na przyszłość niedaleką ...

            Bohater opowieści z Mazur jest, imo, najciekawszy... ale o tym i innych rzeczach jutro ...

            :)


            • barbasia1 Sobolewski o Miloszu Formanie 07.08.11, 23:37
              Chaplin z Czech środkowych
              Tadeusz Sobolewski2011-08-05, ostatnia aktualizacja 2011-08-04 19:40
              wyborcza.pl/1,75475,10065479,Chaplin_z_Czech_srodkowych.html?as=1&startsz=x

              Milosz Forman mówi, że nasycał swoje filmy "ciemnymi wydarzeniami z własnego życia", przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Ale złośliwość godzi z szorstkim współczuciem. W swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych
              Jan Hrzebejk, czołowy reżyser nowego czeskiego kina, wspominał kiedyś, że w Nowym Jorku przegadał kilka nocy z Miloszem Formanem. Zastanawiali się, co jest istotą czeskiej sztuki. Forman opowiedział mu o swoim spotkaniu z wielkim aktorem Janem Werzichem, który przed wojną pisał komedie dla Teatru Wyzwolonego. Forman pytał Werzicha: Jak pisać? Werzich mówił: Trzymaj się paradoksów.

              Czy nie to właśnie wyróżnia pisarstwo Hrabala, Kundery, Skvoreckiego? - zastanawia się Hrzebejk. Paradoks prowadzi czytelnika przez całą opowieść, pozwalając mu się śmiać, wywołuje głębszą refleksję. Tak właśnie jest w filmach Formana, zarówno czeskich, jak amerykańskich. Widz ma wrażenie, że życie samo demaskuje się w jego filmach w akcie spontanicznej improwizacji.

              Bez złudzeń, bez cynizmu

              Forman, laureat dwóch Oscarów, ceni konkret, nie znosi abstrakcji. Prawda jego filmów powstaje na poziomie elementarnych, międzyludzkich relacji. Za systemami społecznymi widzi ludzi. Autor "Pali się, moja panno" nie ma złudzeń ani co do ludzi, ani co do ideologii. Nie jest jednak cynikiem czy nihilistą.

              Jego żarliwą obroną demokracji był "Skandalista Larry Flynt" (1997). Oskarżony o obrazę moralności wydawca "Hustlera" zamienia się w oskarżyciela, wyzywa człowieka o nieposzlakowanej moralności, przywódcę ruchu Moralnej Większości. I wygrywa. Dochodzi w tym filmie do głosu wyniesione z komunistycznych czasów przekonanie, że społeczny porządek, jeśli ma być podtrzymywany siłą, musi kryć w sobie fałsz, a ci, którzy uważają, że mają monopol na prawdę, muszą być kłamcami.

              Widz nie od razu przechodzi na stronę antybohatera. Łatwiej było solidaryzować się z innymi formanowskimi szaleńcami - przez wzgląd na geniusz Mozarta czy przez skojarzenie szpitala psychiatrycznego z "Lotu nad kukułczym gniazdem" z państwem totalitarnym. W przypadku Flynta jest to trudniejsze. Jego zwycięstwo oznacza, że w demokracji mogą żyć obok siebie ci, co uważają, że najważniejsza jest wolność i realizowanie siebie, jak i ci, którzy sądzą, jak pastor, że jest jakaś jedyna słuszna droga, na którą trzeba ludzi kierować.

              Wszyscy są podejrzani!

              Jak Bunuel przez całe życie odreagowywał jezuicką szkołę, tak Forman odreagowuje komunizm - rządy tych, którzy samozwańczo uznali siebie za "moralną większość".

              Groteskową kwintesencję tych rządów przedstawił w filmie "Pali się, moja panno". Na balu w remizie zorganizowanym na zasadach wojskowego drylu starszy strażak oświadcza: "Fanty zostały rozkradzione, wszyscy tu byli, znaczy - wszyscy są podejrzani!". Jak się okaże - łącznie z władzą.

              Carlo Ponti, włoski producent "Pali się...", po obejrzeniu gotowego filmu kazał sobie zwrócić pieniądze, bo uznał, że ta komedia "obraża prostego człowieka". Czeska władza mówiła to samo.

              Forman zapytany kiedyś, czym różnią się dwa światy, w jakich przyszło mu żyć, odpowiedział: W komunizmie człowiek trzymany był w klatce, w wolnym świecie zostaje wypuszczony do dżungli.



              Zakłócona zabawa

              Urodził się w 1932 roku w ewangelickiej rodzinie ze środkowych Czech. Jego rodzice byli właścicielami hotelu. Oboje aresztowani przez gestapo zginęli w obozach koncentracyjnych. Forman opowiada o tym w książce "Moje dwa światy" i w biograficznym dokumencie "Co cię nie zabije".

              Mając 13 lat, był już sierotą (wiele lat potem odkrył - podobnie jak François Truffaut - że jego ojcem jest prawdopodobnie kto inny, znajomy matki, architekt żydowskiego pochodzenia, jednak nie szukał z nim kontaktu).

              O swoim dzieciństwie opowiada bez roztkliwiania się. Za okupacji odpychał od siebie straszną prawdę. Ostatnia wizyta u matki w więzieniu, przed zesłaniem jej do obozu, zeszła na najbanalniejszych rozmowach. W "listach do Jezuska", jakie dzieci pisały przed Bożym Narodzeniem, prośba małego Milosza, żeby tata wrócił z obozu, znajduje się na ostatnim miejscu, po długiej wyliczance prezentów, jakie spodziewał się dostać. "Byłem outsiderem - pisze o sobie. - Zaglądałem przez kraty do zamkniętego przede mną świata, w którym miałem obiecane miejsce".

              Po aresztowaniu rodziców brat Formana, aby umknąć gestapo, wstąpił do wędrownej trupy operetkowej, Teatr i jego kulisy, "atmosfera koleżeńskości i twórczego zamieszania", gdzie "cudowne młode kobiety zmieniały w pośpiechu kostiumy z falbankami", wciągnęły Formana do tego stopnia, że zobaczył swoje miejsce w show-biznesie.

              Poprzez wszystkie filmy, począwszy od debiutanckiego "Konkursu", poprzez "Pali się, moja panno", "Amadeusza", aż po ostatnie "Duchy Goi", powraca motyw zakłóconego przedstawienia, przerwanej, niespełnionej zabawy, dysonansu między sztuką a życiem, między jednostką a społeczeństwem.

              • barbasia1 Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz 2. 07.08.11, 23:38

                Złosliwość i współczucie

                Forman mówi, że nigdy nie nakręcił filmu otwarcie autobiograficznego, jednak nasycał swoje filmy "ciemnymi wydarzeniami z własnego życia", przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Złośliwy humor idzie u niego w parze z szorstkim współczuciem wobec ofiar - losu, nieludzkich systemów, społeczeństwa, rodziny. Forman, jak Chaplin, w swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych. Znajomość życia od najgorszej strony nie przeszkodziła mu dawać nadziei pomimo absurdu.

                W "Człowieku z księżyca", opartym na biografii słynnego amerykańskiego komika prowokatora Andy'ego Kaufmana, wyrażona jest najdosadniej filozofia błazna: życie jest widowiskiem, iluzją, ale nie jesteśmy niewolnikami tego spektaklu, jesteśmy wolni. Motywem przewodnim tego filmu są twarze widzów Andy'ego - najpierw zaskoczone, zgorszone, a w pewnym momencie ożywione błyskiem zrozumienia. Andy, wbrew pozorom, nie manipuluje nimi, ale uodparnia widzów na manipulacje, budząc niewiarę. "Zawsze muszę być krok przed nimi".


                Filozofia Andy'ego (Jim Carrey) przechodzi w swoje przeciwieństwo - nie potrafimy uwierzyć nawet we własną śmierć! Andy reżyseruje swoją ceremonię pogrzebową jako iluzjonistyczny, wesoły show. Za życia, zamieniając się rolami z innym komikiem, przygotowuje pośmiertny dowcip: w postaci tego drugiego pojawia się nagle wśród żywych, jakby to był on sam, zamaskowany.

                Błazenada, patos, prawda

                Kino Formana w sposób chaplinowski łączy trzy cechy: humor nieuznający nic świętego, ludzką prawdę i patos. Błaznem jest Mozart z "Amadeusza" ukazany jako postać paradoksalna: w oczach świata - głupek, w rzeczywistości - geniusz. Salieri nie może pojąć, dlaczego właśnie tamtego - grzesznego, amoralnego, egocentrycznego - Pan Bóg obdarzył geniuszem. W scenie pogrzebu Mozarta tłum żałobników zatrzymuje się jak zaklęty. Tak mogło być naprawdę - zatrzymali się z lęku przed zarazą. Ale obraz ten tworzy metaforę zwycięstwa jednostki nad miernotą zbiorowości, jest paradoksalnym triumfem Amadeusza, nawet w śmierci. Trumna Mozarta wyprzedza ludzi, idzie dalej.

                W filmie o Larrym Flyncie sparaliżowany właściciel pornograficznego "Hustlera" ogląda zmarłą ukochaną na taśmach wideo. Jej śmiech miesza się ze "Stabat Mater" Dworzaka.

                Czy nie patetyczny jest pamiętny obraz z "Hair", gdy młody Bukowski idzie nowojorską avenue, śpiewając, a zapełniający ją tłum w niezwykłym choreograficznym układzie nagle przykuca, co sprawia, że skromny chłopak z prowincji na chwilę wyrasta ponad głowy ludzi? Czy w tym obrazku Forman nie święci swego amerykańskiego triumfu? W przekornym zakończeniu "Hair" hipis, chcąc nie chcąc, poniesie większą ofiarę: przez przypadek to on, zamiast Bukowskiego, pojedzie do Wietnamu.

                W czeskich filmach Formana patos zostaje postawiony jak na ostrzu noża, obok trywialności. W "Pali się, moja panno" dziadek pogorzelec, siłą wyniesiony z płonącego domu, odmawia głośno "Ojcze nasz" - wokół niego goście, którzy przybiegli prosto z zabawy w remizie, oglądają pożar jako widowisko. "Proszę nie zasłaniać!" - wołają do strażaków. Między nimi kręcą się kelnerzy sprzedający napitki.

                Z siebie się śmiejecie

                Piękny moment formanowskiego patosu jest w "Miłości blondynki". Do domu chłopaka z Pragi przyjeżdża wieczorem niespodziewanie zakochana w nim, naiwna dziewczyna z prowincji, z która się kiedyś przespał. O północy w kuchni matka chłopaka zabiera się do rewidowania jej walizki. W momencie, gdy otwiera wieko, z radia rozlega się czechosłowacki hymn. Na wierzchu walizki leży krawat, prezent dla chłopca - znak miłości, która za chwilę zostanie zniszczona i zbrukana przez czeską panią Dulską w imię przyzwoitości i rodziny.

                Jaka to rzeczywistość: drobnomieszczańska czy totalitarna? Jedno w drugim - tłumaczy Forman. - Wszyscy jesteśmy małymi burżujami - mówi o Czechach - Chroniąc się przed totalitaryzmem, obwarowaliśmy się w naszym mieszczaństwie.

                Z "Miłością blondynki" wiąże się moje osobiste wspomnienie - doznałem kiedyś na sobie leczniczego działania formanowskiego śmiechu. To było w czasach szkolnych. Prowadziłem moich rodziców do wypełnionego do ostatniego miejsca kina Moskwa na film Formana. Nie ma chyba w kinie drugiego tak ostrego, tak bliskiego życiu, wolnego od melodramatyzmu obrazu pierwszej miłości i pierwszego rozczarowania. Wyobrażałem sobie wtedy, że dla mnie i rodziców ten film będzie momentem zbratania. I był.

                "Miłość blondynki" - być może najwybitniejszy film Formana - wydaje się paradokumentalną improwizacją. To złudzenie - jest w nim precyzja komedii dell'arte. Sceną jest pokój, kuchnia i sypialnia praskiego mieszkania, do którego wieczorem puka dziewczyna z walizką. W dawnym teatrze mówiło się "na stronie" to, co się myśli. Tu dzieje się coś podobnego, z tym że fałsz jest po obu stronach, nie sposób go oddzielić od prawdy. Zaskoczony chłopak, zastając w domu dziewczynę, gra podwójną rolę - wobec niej jest wciąż czułym zakochanym, ale równocześnie przez drzwi do sypialni zapewnia rodziców, że dziewczyny w ogóle nie zna.

                Wiele mówiono o panującym w krajach demokracji ludowej dwójmyśleniu, o wszechobecnym fałszu - Forman ukazuje zakłamanie w samym zarodku. I pozwala się śmiać gogolowskim śmiechem z samych siebie.

                • barbasia1 Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 07.08.11, 23:39

                  Rodzice palą jointy

                  Rewersem "Miłości blondynki" jest nowojorski "Odlot" z 1970 roku - znakomity, niedoceniony, niebywale śmieszny. Wydawałoby się, że reżyser świeżo wypuszczony z komunistycznego grajdołka zachłyśnie się hipisowską kontrkulturą. Ale bohaterami jego komedii nie są zbuntowane dzieci kwiaty, tylko uczestnicy Stowarzyszenia Rodziców Zbiegłych Dzieci. Aby swoje dzieci lepiej poznać, sami palą jointy pod kierunkiem eksperta hipisa (film daje dokładną instrukcję) i doznają ekstazy.

                  Rewolucja obyczajowa, konflikt pokoleń zostają tu oddemonizowane, rozbrojone. Obie strony są śmieszne, gdy próbują wolności, która w każdym pokoleniu ma swój styl i reguły. Zarazem obie strony zostają zrównane i nikt nie jest poniżony. To raczej ojciec córki uciekinierki ze swoją kawalerską fantazją wydaje się "dzieckiem kwiatem" w konfrontacji z przyprowadzonym przez nią do domu kudłatym muzykiem, który - jak się okazuje - zarabia rocznie 290 tys. dol.

                  Gorycz i nadzieja

                  Śmiech z ludzkości, śmiech zaskakujący, który nie ugina się przed tyranią ideologii, to podstawa formanowskiego poczucia wolności. Okrutny śmiech niesie oczyszczenie, które Forman ceni bardziej od łez. Jego śmiech jest odmianą tragizmu.

                  Forman mówi, że podziela filozofię swojego francuskiego przyjaciela i scenarzysty Jean-Claude Carriere'a. Z kolei Carriere mówił kiedyś "Gazecie" za swoim mistrzem Luisem Bunuelem, że "irracjonalizm napędza świat". Czy taka jest też wiara Formana?

                  W swoim filmie testamencie - "Duchach Goi" - nakłada XX-wieczne doświadczenie na doświadczenie dawnej Hiszpanii najechanej w imię postępu przez Napoleona. Procesy urządzane przez inkwizycję przypominały mu procesy stalinowskie. Inwazja na Hiszpanię kojarzyła się z inwazją wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Formanowski paradoks sprawia jednak, że w ironicznym finale ginie tajemniczy czarny charakter tego filmu, don Lorenzo, bojownik wszelkich rewolucji, prawicowych i lewicowych, wieczny naprawiacz świata, zawsze gorliwie wierzący, przedtem inkwizytor, później demokrata, doścignięty wraz z powrotem monarchii i ukarany przez swój własny reżim.

                  Za taczką wiozącą jego ciało biegnie jego oszalała ofiara - Inez. Za nią - jej opiekun, malarz Goya. W tym obrazie przebijają i gorycz, i nadzieja. Bo chociaż nie da się naprawić świata, gest artysty nie jest bez znaczenia.

                  Źródło: Gazeta Wyborcza
                  • grek.grek Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 08.08.11, 13:46
                    wielkie dzięki za tę wklejkę, jest co poczytać; i tylko szkoda, ze rzadko Forman w tiwi lata... w ogole, po macoszemu traktowani są ci wszyscy wielcy mistrzowie. dominują "grzechotniki w samolocie", albo "krokodyle samobójcy"... i to w publicznej telewizji. no nic, temat rzeka, nie ma co do niego nonstop wracać :]


                    • barbasia1 Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 08.08.11, 16:03
                      A wywiad z Formanem czytaleś? Masz dostęp? Może też go tu wkleić?

                      Smutno zabrzmiały słowa Formana na koniec tego wywiadu, o tym, że ma takie trudności za zdobyciem funduszy na swoje projekty, kolejne filmy. To wielka strata dla kina.

                      :)

                  • grek.grek Re: Sobolewski o Miloszu Formanie cz. 3. 08.08.11, 14:04
                    oglądałaś wczoraj [oglądaliście] "Job" na TVN ?

                    to powtórka była, trochę popatrzyłem, ale powiem Ci, ze jakoś mniej strawna niż za pierwszym razem, a i za tymże pierwszym też zachwytu nie było - ciąg gagów łączony jakimis tam wydumanymi perypetiami trzech głównych bohaterów, część dowcipów zgarnięta z jakichś kawałów z taaaaaaką brodą, część zasłuchana skądśtam [przyznam,ze sam je słyszałem wczesniej niż obejrzałem i wysłuchałemw tym filmie - np. nauczyciel do dzieci : nazywam się jan kowalski, a wy ? dzieci : a my nie.

                    podobał mi się "teleturniej Ibiszowy"; facet który dostał kulki erotyczne pod choinkę, wyjmuje je, nie wie co to takiego i zastanawia się "różaniec ?.."; i chyba ten chińczyk z bazaru, któremu bohaterowie tłumaczą, ze chcą gdzieś dostać takie cudo,żeby nauczyło ich języka angielskiego w trymiga, on się uśmiecha głupio, nic nie kuma, w końcu jeden z nich, z desperacją w głowie mówi "rozumiesz, kur..wa, rozumiesz ?" na co chińczyk "ku..wa, rozumiem !" i prowadzi ich do burdelu na zapleczu ;] jak widać, w polskim filmie dowcip nawet w miarę śmieszny musi być niecenzuralny i plątać się w okolicach poniżejpępkowych :]

                    co mamy na dziś ? ja tak patrzę i... widzę ciemnośc, ciemnośc widzę.

                    "serenite" wg iwaszkiewicza o 3 w nocy. gratulacje dla TVP. wiszą mi jakies 200 filmów za te długie lata sponsorowania ich cynizmu :] prędko dlugu nie spłacą, jeśli w takim tempie będą się wlec... ;]

                    film z chrisem slaterem chyba widziałem...

                    dla mnie, i tak zostanie on aktorem jednej roli, didżeja w "pump up the volume" :] ech, jeden z bohaterów mojej mlodości. mogliby powtórzyć ten film...

                    pamiętacie jeszcze marka huntera ?

                    • barbasia1 "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian Slater 08.08.11, 15:40
                      Nie nie oglądałam wczoraj filmu "Job" i jakoś prawdę mówią bardzo słabo go kojarzę!?
                      Chyba nigdy w całości go nie obejrzałam? Właśnie, właśnie małostrawna rzecz!?

                      Ja dziś wchodzę w klimaty kryminału szwedzkiego - na Dwójce o 21.10 leci kolejny odcinek Van Veeterena: Sprawa G.

                      Przed filmem "Serenite", "Dwa Księżyce w reż. Andrzeja Barańskiego. Na podstawie prozy
                      Marii Kuncewiczowej. Wieki temu oglądałam.

                      "Taki spokojny człowiek" z Christianem Slaterem - nie znam, nie widziałam...

                      Mark Hunter."Pump up the volume", po naszemu "Więcej czadu". ;) Pamiętam, ale jakoś słabo. Dawno, dawno temu oglądałam ten film. Ale za to lepiej pamiętam samotnika, outsaidera, oryginała, chorego na serce Adama z jednego z lepszych melodramatów, jakie widziałam, zatytułowanego "Skryta namiętność". Christianowi Slaterowi partneruje tu znakomicie urocza Marisa Tomei w roli zachochanej w nim , równie samotnej Caroline ...
                      Znasz ten film, Greku, znacie ten film?

                      :)
                      • maniaczytania Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 08.08.11, 18:38
                        "Job" - beznadziejny, bylam kiedys na tym w kinie - chyba najbardziej zmarnowane pieniadze na tego rodzaju rozrywke ;)

                        a Christiana Slatera znam, kojarze, lubie, nie tylko z "Wiecej czadu" :)
                        Barbasiu -i mnie sie ten film podobal, ale bardziej chyba z racji Marisy Tomei, ktora bardzo lubie i kiedys obejrzalam sporo z nia filmow - moj ulubiony to oczywiscie - "Only you" :)
                        • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 19:02
                          maniaczytania napisała:

                          Też lubię Marisę Tomei.

                          "Only you" chyba oglądałam kiedyś...
                          :)
                      • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 13:50
                        hehehe, psychopatologiczny kącik jakiś tworzymy ;]

                        "interesująca bohaterka kobieca" ? trudno powiedzieć tak a priori, to raczej mnie się objawia już w trakcie... w "californication" takich, niestety, brak, ale np bardzo interesująca jest postać z "dextera" [TVN własnie powtarza 2 sezon, w poniedziałki] - Lila. generalnie jednak, jak już trafię na jakiś serial, to z trudem ciekawe kobiece postaci odnajduję... czy ja wiem, może jako M mam większe wymagania, a męskie odpowiedniki traktuję z większą pobłażliwością, a Wy macie na odwrót ? :]

                        co do "JOba", to może aż tak surowy, jak Mania, bym nie był, niemniej - chyba też bym nie polecił nikomu specjalnie, co najwyżej - powiedziałbym, ze... można spróbować.

                        wielka szkoda, ze te polskie filmy tak późno... i zwykle TVP wyłącza nadawanie i sobie własne plecy można pooglądać, nawet siedząc dzielnie do późna, albo nagrywając.

                        o to to - o to chodziło w "pump up",świetne były te jego audycje, cały film miał to "coś", była w nim wtedy swieżość ogromna. miał tzw kult w sobie :]

                        pamiętam, wyobraź sobie :] pamiętam "skrytą namiętność". bohater slatera zdaje się zmarł. i miał psa chyba ? pamiętam, to i owo, o ile to co pamiętam, to własnie z tego filmu... ;]

                        własnie, swietną audycję wczoraj odsłuchałem - w Trójce, w Klubie 3, o nieśmiertelności i nauce w kontekście tejże, w wolnej chwili bardzo Tobie, i Wam, polecam. 45 minut i leci jak z płatka, bardzo ciekawa rozmowa, m.in z profesorem Mikołejko, którego zawsze warto uważnie słuchać

                        może się Wam uda ściągnąc to stąd, aczkolwiek na stronie Trójki tak jakoś poutrudniali ściąganie plikow... ale - jam ciemnota w tym zakresie, a Ty, i Wy, na pewno dajecie sobie z tym radę o niebo lepiej, więc mam nadzieję, ze się Wam uda :

                        P.S : nie ma jeszcze ikonki, która by sugerowała, ze jest plik do ścignięcia z tą audycją, więc może będzie dopiero wieczorem, albo jutro... tak czy owak - trzymajcie rękę na pulsie, zaglądajcie, monitorujcie, a ja naprawde zachęcam, bo przednia dysputa się wywiązała :

                        www.polskieradio.pl/9/Audycja/7422
                        btw, a propos "pump up", pamiętacie jaką piosenką Mark witał się z publiką [najpierw nie wiedzial, czy ktoś go słucha, po prostu nawijał i puszczal muzykę w przestrzeń, a dopiero poźniej dotarło do niego, że ma sluchaczy i to wiernych] ?

                        www.youtube.com/watch?v=h27HRNm_r4U
                        • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 18:59
                          > hehehe, psychopatologiczny kącik jakiś tworzymy ;]

                          He,he No wlaśnie! ;)

                          Musiałam pogrzebać w necie by się czegoś dowiedzieć o tej Lili, niestety nie oglądałam Dextera , ale może kiedyś jeszcze nadrobię tę zaległość, no więc Lila (tak, jak przypuszczałam, brunetka) to jedna z mroczniejszych postaci serialowych, aż mi dreszcz po grzbiecie przeszedł, jak o niej czytałam ...
                          O tu:
                          www.popcorner.pl/popcorner/51,108015,8327429.html?i=3
                          Dexter Morgan i Lila Tournay- To był związek zawarty w piekle- seryjny morderca i bezwzględna psychopatka. Najpierw Lila była jego sponsorem w AA, potem kochanką, aż do momentu, kiedy próbowała zabić dzieci Rity, porwała Doakesa i próbowała spalić siebie i Dextera. Ten związek zakończył się co prawda w Paryżu, ale romantycznie nie było. Dexter wytropił ją i ugodził w serce.
                          i tu:
                          www.popcorner.pl/popcorner/1,108032,8600755,Lila_i_Dexter_,,ga,,2.html
                          Lila pojawiła się w życiu Dextera w momencie słabości i była dla niego jak skok na głęboką wodę. Jak dotąd jego jedyną damsko-męską relacją, był związek z dość "sztywną" i potulną Ritą. Lila była kobietą silną, niezależną i pełną erotycznego napięcia, które dla Dextera było czymś nowym i nieznanym. Lila była kochanką i artystką, kobietą skłonną do obsesji, a jednocześnie bardzo zaborczą. Jej potrzeba poznania Dextera sprawiła, że odkryła jego najgłębiej skrywane tajemnice (co okazało się być dla niej zabójcze). Z nikim wcześniej Dexter nie był tak blisko związany... strachem. Lila go opętała, a kiedy próbował się wyrwać, sama oszalała. Jej mroczna, psychopatyczna osobowość nie pasowała Dexterowi. Ta znajomość źle się skończyła, ucząc przy okazji Dextera, że namiętność to nie jest uczucie dla niego.

                          !

                          Właśnie, nie widać ikony "słuchaj" na tej stronie z informacją o audycji, może jeszcze nie umieszczono wersji audio , mam nadzieję, że to nastąpi wkrótce. Dzięki za info.! Temat o nieśmiertelności naprawdę jest szalenie ciekawy.

                          W fascynacji opowieściami o wampirach , które zyskały ogromną popularność zwłaszcza w ostatnich latach, także wyziera ta tęsknota człowieka za nieśmiertelnością ...



                          > pamiętam, wyobraź sobie :] pamiętam "skrytą namiętność".
                          :)))
                          O! Brawo! :) Tak, bohater zmarł niestety (psa z kolei ja nie za bardzo kojarzę) .


                          "Everybody Knows" Leonarda Cohena -cudne zawsze. Nie pamiętałam, że Mark to puszczał.

                          • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 10.08.11, 13:49
                            cała Lila ;] tu jest kompilacja dexter-lila z 2 sezonu - ja sobie na razie nie chcę całości przypominać, skoro co poniedziałek jest kolejny odcinek :

                            www.youtube.com/watch?v=YoQm_kBsgU
                            z odc 3 rozmowa w barze, o "mrocznym pasażerze", czytaj : niepohamowanym pociągu do krwi dextera, aczkolwiek ona nie wie, co z nim jest nie tak, wie tylko, ze "coś" w sobie nosi, i to ją do niego przyciąga :

                            www.youtube.com/watch?v=mPELu49AR80
                            w tej rozmowie o nieśmiertelności jest i nawiązanie do wampirów :] tym bardziej zachęcam, ja to odbierałem ze słuchawkami na uszach leżąc sobie po ciemaku, heh, fajne wrażenie się tworzyło, miała ta dyskusja klimat ;]

                            Cohen nie starzeje się w ogole...
                            • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 10.08.11, 15:49
                              O! Dzięki, później sobie odsłucham rozmowę Lili i Dextera, bo to po angielsku, widzę, więc wymaga trochę więcej uwagi ...

                              > z odc 3 rozmowa w barze, o "mrocznym pasażerze", czytaj : niepohamowanym pociąg
                              > u do krwi dextera, aczkolwiek ona nie wie, co z nim jest nie tak, wie tylko, ze
                              > "coś" w sobie nosi, i to ją do niego przyciąga

                              Wyczuła pokrewieństwo dusz?

                              Ale okazało się, że dwie mroczne, 'zabójcze' osobowości w związku to za dużo...

                              Matha Beck (z "Samotnych serc"), teraz Lila, fascynują Cię mroczne kobiety? ;)

                              > w tej rozmowie o nieśmiertelności jest i nawiązanie do wampirów :]
                              O! :))
                              W sumie nie dziwne. ;)

                              Słyszałam kiedyś w jakiejś audycji, programie w TV, że biologicznego punktu widzenia nieśmiertelność komórek ludzkich,, a tym samaym nieśmiertlność organizmu, w żaden sposób nie jest możliwa. Robiono jakieś eksperymenty na komórkach, które wielkim uproszeczniu polegały na póbie zahamowania procesów odpowiedzilanych za ich starzenie się. Efekty nie byly zadowalające, ale już nie pamiętam szczegółów...

                              Na stronie Twójki już jest dostępna ta audycja o nieśmiertelności! (uwielbiem internet!:) Przed momentem to sprawdziłam, posłucham sobie zatem dziś wieczorem. :)

                              >ja to odbierałem ze słuchawkami na uszach leżąc sobie po ciemaku, heh, fajne wrażenie się tworzyło, miała ta dyskusja klimat ;]

                              No to bardzo kilmatycznie miałeś! :)

                              > Cohen nie starzeje się w ogole...
                              To prawda.


                              • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 11.08.11, 13:39
                                o to poszło, dostrzegła w nim cos, co sama w sobie ma. coś takiego mało twarzowego ;]

                                mroczne ? a nie wiem, hehe, takie postaci akurat, po prostu, są ciekawsze, coś w nich tam się dzieje, na tle innych wyglądają na znacznie bardziej interesujące. przynajmniej na ekranie, hehe.

                                już wrzucili audio ? no to cieszę się, ciekawe jak Ci się to spodoba, ta dyskusja. parę ciekawych kwestii poruszyli.
                                • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 12.08.11, 14:36
                                  >Coś takiego mało twarzowego ;]
                                  ha,ha
                                  Bardzo delikatnie powiedziane!


                                  A tak, i to kwestii na kilka odrębnych audycji np np. na temat problematyki nieśmiretelności na przestrzeni dziejów (ludzie od zawsze szukali eliksiru dającego nieśmiertelność ), czy motywów nieśmiertelności w kulturze, w literaturze, sztuce, w filmach (wspomniano zaledwie o kilku filmach/ serialach m.in. o „Hibernatusie” moim ulubionym filmie z Louisem de Funesem; ponoć twórców tej komedii zainspirowała właśnie propagowana przez Ettingera idea krioniki, której poświeceona była audycja, czyli (za trójkową stroną cytuję) „techniki głębokiego ochładzania ciał ludzi i zwierząt i których współczesna medycyna nie jest w stanie utrzymać przy życiu, i przechowywania w temperaturze ciekłego azotu (-196 °C), z nadzieją przywrócenia do życia, kiedy medycyna wystarczająco się rozwinie”. ( a najciekawsze było to, ze Ettinger miał też plany by zamrażać ludzi tuż przed ich śmiercią, ale nie uzyskał zgody stosownych władz USA).
                                  Interesujące byłyby też szersze rozważnia na temat nieśmiertelnosci (duszy) z punktu widzenia różnych religii, czy przede wszytskim z punktu widzenia nauki - kwestie najnowszych badań nad procesami starzenia ...


                                  PS

                                  A jednak to była plotka, że i ciało Walta Disenya zostało po śmierci zamrożone.

                                  Podobno człowiek może żyć nawet 140, 160 lat (Fidel Castro planował, że żyć będzie 120 lat , czytałam gdzieś kiedyś), mówili w audycji. Ciekawe zatem jak będzie wyglądała osoba w wieku 160 lat, skoro w wieku 85 wygląda tak:
                                  pomponik.pl/galerie/podpatrzono/85-latka-relaksuje-sie-przed-slubem/zdjecie/duze,1500280,5
                                  :)
                                  • pepsic Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 12.08.11, 20:35
                                    A ja słyszałam, że człowiek 90-letni przestaje się starzeć i żadne poważniejsze choroby się nie imają. Tyle, że się zużywa, jak bateria.
                                    Panna młoda, jak widać bez kompleksów i po paru przeróbkach:)
                                    • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 13.08.11, 15:09
                                      pepsic napisała:

                                      > A ja słyszałam, że człowiek 90-letni przestaje się starzeć i żadne poważniejszee choroby się nie imają.
                                      O!!? To bardzo ciekawe.

                                      ha,ha
                                      Fakt.
                                      Nigdy nie zrozumiem, co te baby widzą w tych nienaturalnie monstrulanie wydętych wagrach.
                        • barbasia1 OT muzyczny 09.08.11, 20:03
                          Queen - 'Who Wants To Live Forever'

                          www.youtube.com/watch?v=_Jtpf8N5IDE&feature=related
                          • pepsic Re: OT muzyczny 10.08.11, 11:11
                            Lubiłam wczesny Queen wraz ze sztandarową rapsodią do chwili pośmiertnej szopki, podczas której zarżnięto ich twórczość.
                        • barbasia1 Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 10.08.11, 17:02
                          czy ja wiem, może jako M mam więks
                          > ze wymagania, a męskie odpowiedniki traktuję z większą pobłażliwością, a Wy mac
                          > ie na odwrót ? :]

                          Chyba tak. Tak.

                          Na mężczyznach zazwyczaj jakoś bardziej koncentruje się nasza, moja uwaga i zainteresowanie ... ;)
                      • grek.grek Re: "Job" / "Taki spokojny człowiek" /Christian S 09.08.11, 13:57
                        p.s : "drzazg" jeszcze nie oglądałem... cholewa, gdzieś mi się zapodziały, muszę taśmy przewertować, ale znajdę. ale to nic nie szkodzi, jestem gotów na przeczytanie Twojego komentarza, recenzjonu, i wszelkich komentarzy, ze spojlerami włącznie :]

                        p.s 2 : o Formanie doczytałem co się dało ze stron 'kultury" w Gw :]
                        • barbasia1 Drzazgi /Forman/ Skvorecky 09.08.11, 16:34
                          OK, dobrze w takim razie, szukaj, oglądaj , a ja dwa słowa powiem o tym filmie jutro (mam nadzieję Pepsic, Mania dolączą się do rozmowy)

                          Świetnie! :)
                          /jakby coś daj znać, będę Ci kopiować ;)/

                          A propos artykułu o Formanie i jego twórczości. Na początku tego artykułu Sobolewski wymienia pokrewnych Formanowi duchemi i konceptem czeskich pisarzy, m.in. pojawia się nazwisko Josefa Skvorecky'ego. Otóż Josef Skvorecky był tym pisarzem (pamiętasz, kiedyś rozmawialiśmy na ten temat ), który jako pierwszy z pisarzy (jeden z pierwszych?) rozliczał Czechów z ich oportunistycznej postawy podczas drugiej wojny światowej, miało to miejsce w powieści pod wszytsko mówiącym tytułem "Tchórze". Ta debiutancka powieść Skvorecky'ego napisana w roku 1949, a wydana w Czechach dopiero po dziwięciu latach, w 1958 roku wywołała wielki skandal obyczajowo-polityczny i została wycofana z księgrań, (co przysporzyło jej jeszcze więcej popularności), zaś samego pisarza władza komunistyczna zmusiła do milczenia przez kilka lat ...

                          W Polsce "Tchórzy" Skvoreckiego wydało wydawnictwo Śląsk w 1970 roku.

                          I wyobrażcie sobie , że to polskie wydanie "Tchórzy" Skvorecky'ego w bardzo dobrym stanie wpadło mi w ręce jakiś czas temu (kilka miesięcy temu) w bilbiotece miejskiej. Ale nie w wypożyczalni, znalazlam ją na specjalnej półeczce z książkami, które można sobie zabrać, bez żadnej opłaty, na własność (przynoszą je ludzie, którzy już ich nie chcą, nie potrzebują (!?). Cudna, niesamowita okazja, a ja tych "Tchórzy" nie zabrałam do domu, wzięłam coś innego. Kiedy kilka dni później wróciłam po tę książkę już jej nie było na półeczce. Do dziś nie mogę tego przeżałować, strasznie!!! Heh!

                          A przesłanie tej historii płynie takie - nigdy nie marnujcie dobrych okazji. Nie wypuszczajcie z rąk cennych okazów, które wpadną Wam w ręce !


                          :)


                      • pepsic Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 11:53
                        Sprawa G - coraz przyjemniej się ogląda, tak bywa po bliższym zaznajomieniu się z bohaterami.
                        Ps. Chyba znowu coś pomyliłam, a mianowicie stan rodzinny komisarza Munstera.

                        Ale kino! wystartowało z nowa serią wallanderowską, tym razem głównego bohatera gra Rolf Lassgard (Tuż po weselu). Wygląda tak:
                        www.listal.com/viewimage/1619221
                        Czyli niekoniecznie jako obiekt do westchnień, ale przy odrobinie dobrej woli stwierdzam, coś w sobie ma.
                        Serial bardzo dobrze zagrany aktorsko, w miarę zamknięta całość z elementami życia osobistego bohatera, a także akcentami humorystycznymi, odważny obyczajowo, Końcówka - miodzio:), to wszystko stwierdzam mało obiektywnie, jako że na podstawie 1 odcinka (ale długiego).
                        Przyznam, że kiedy ujrzałam kolejnego aktora w roli Wallandera w wieku mocno dojrzałym, styranego życiem, z problemami - trochę mina mi zrzedła. A jakby tak im wszystkim przyszło żyć w naszym uroczym kraju?
                        • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 16:37
                          pepsic napisała:

                          > Sprawa G - coraz przyjemniej się ogląda, tak bywa po bliższym zaznajomieniu si
                          > ę z bohaterami.
                          Właśnie, właśnie.

                          No i okazało się, że Eric Van Veetteren, syn starego komisarza Van Veetterena jednak w dilowanie narkotykami został podstępnie wrobiony. Tylko dlaczego potem nie chciał pomóc policji, nie chciałą zeznnawać, nie chciała skrócić sobie wyroku, dlaczego wolał odsiedzieć te 7 lat w więzieniu?

                          > Ps. Chyba znowu coś pomyliłam, a mianowicie stan rodzinny komisarza Munstera
                          To znaczy?

                          Pepsic, spóźniłam się na sam początek "Sprawy G". Dlaczego właściwie ten gość, którego tropił Van Veetteren przed laty zabił ( jak się potem okazało przy współudziale żony) kobietę, ktorą policja znalazla w basenie?

                          > Ale kino! wystartowało z nowa serią wallanderowską,
                          Ale masz fajnie!!!

                          Rolf Lassgard - coraz brzydszy ten Wallander! Mnie też mina zrzedła, jak zobaczyłam to zdjęcie! ;))

                          > Czyli niekoniecznie jako obiekt do westchnień, ale przy odrobinie dobrej woli stwierdzam, coś w sobie ma.
                          ha,ha :)
                          No tak, może być, że w akcji, w działaniu się lepiej prezentuje!?

                          >A jakby tak im wszystkim przyszło żyć w naszym uroczym kraju?
                          ha,ha
                          Właśnie, właśnie.

                          Z drugiej strony profesja policjanta, śledczego, który na codzień styka sie ze złem, wynaturzeniem, zbrodnią, śmiecią, ludzkim cierpieniem, to nie jest lekki kawalek chleba, chyba nigdzie na świecie.

                          :)
                          • pepsic Re: Van Veetteren / Wallander 10.08.11, 21:01
                            Syn był znanym narkomanem, relacje z ojcem też porozstawiały wiele do życzenia na zasadzie na złość mamie odmrożę sobie uszy. W filmie nie pokazano, jak i dlaczego zginał, musiało to nastąpić po siedmiu latach, po odsiedzeniu wyroku, bo zdążył z ojcostwem.

                            Tak mi chodzi po głowie, że mogłam pomylić rodzinny stan posiadania kom. Munstera z klonem na Ale kino.

                            Ten gość upozorował przypadkową śmierć żony (skok do pustego basenu), w rzeczywistości była to podstawiona, podobna kobieta, aby wyłudzić wysokie ubezpieczenie. Naciągane prawda? Nie słyszeli o DNA?

                            Rolf Lassgard - postury całkiem przyzwoitej, można poczuć się bezpiecznie, b. hokeista, nadrabia braki w urodzie skutecznie grą, no i ta finałowa scena, też bym tak chciała;)

                            profesja policjanta, śledczego, który na co dzień styka się ze złem, wynaturzeniem, zbrodnią, śmiecią, ludzkim cierpieniem, to nie jest lekki kawałek chleba, chyba nigdzie na świecie.
                            Tylko skąd określenie "psy"?
                            • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 11.08.11, 14:37
                              A no tak.

                              Jak zginął Eric opiwedziano w poprzednim odcinku, tydzień wcześniej. Eric po wyjściu z więzienia po 7 latach postanowił ułożyć sobie życie, spotkał dziewczynę, chyba nawet ożenił się znią, spodziewali się dziecka. Eric zginął właściwie przez pomyłkę. Gosć, który potrącił przechodnia i zbiegł z miejsca wypadku myślał, że Eric go szantażuje w związku z tą sprawą potrącenia. Facet potem spotkawszy Erica w jakiś okolicznosciach (nie wiem dokłądnie jakich) w kłótni miał go popchnąć, Eric się przewrócił i uderzył o coś głową, w efekcie czego zmarł. Nie znam szczegłów, bo tydzień temu od połowy oglądałam VV.

                              Rolf Lassgard - to pierwszy Wallander! / w gazecie telewizyjnej z tego tygdonia o tym piszą!/
                              Szwedzki serial z Rolfem był ekranizacją 8 powieści i zbioru opowiadań Mankella )
                              Drugim Wallanderem był Krister Henriksson (scenariusze powstały na motywach powieści), trzecim Wallanderem Kenneth Branagh w serialu BBC.

                              Powinnam więc była napisać, coraz przystojniejszy ten Wallander! ;)


                              > Tylko skąd określenie "psy"?
                              Z niewiedzy? Z lekceważenia ?
                              • pepsic Re: Van Veetteren / Wallander 11.08.11, 20:24
                                Dzięki za objaśnienia, chwilowo jestem odcięta od wyborczej. Dzisiaj kupiłam jakiś badziew brukowy z polecenia forumowego "To & owo", szkoda 2 złotych, a ile się naszukałam tvp kultura, i po co mi 100 programów, skoro sprawdzam góra 7,8.

                                Myślę, że policjanci na ekranie zostali przegloryfikowani, w realu zdaje się różnie bywa.

                                Stwierdzam w takim razie, że pierwszy Wallander jest najbardziej żywiołowym facetem z krwi i kości, i najmniej depresyjnym. U mnie poprzeczka dot. wyglądu proporcjonalnie z wiekiem się obniża na rzecz charakteru i natury człowieka.
                                • barbasia1 Re: Van Veetteren / Wallander 12.08.11, 15:01
                                  "To & owo", szkoda 2 złotych, a ile
                                  > się naszukałam tvp kultura, i po co mi 100 programów, skoro sprawdzam góra 7,8.
                                  ;))
                                  Od przybytku głowa boli, heh!

                                  Może trochę? / zam tylko policjantow z drogówki, ich praca na pewno nie wyczerpująca ...;)/

                                  >U mnie poprzeczka dot. wyglądu p
                                  > roporcjonalnie z wiekiem się obniża na rzecz charakteru i natury człowieka.

                                  Oczywiscie, że najważniejszy jest charakter człowieka, osobowość , to co dobrego z duszy wyziera. Aleeeee ... ja lubię czasami pokontemplować sobie piękno istoty ludzkiej (niezależnie od płci) ... ;)
            • grek.grek Re: "oda do radości' sp 08.08.11, 13:42
              eryka - zawsze mile widziana, i słyszana :]

              no wiesz, koniec końców wszyscy ci bohaterowie są zmuszeni do wyjazdu. a rzeczywistość polska z jaką się stykają naprawdę daje się im we znaki, nawet jesli coś tam zdobywają, to albo zaraz tracą, albo nie smakuje to im za dobrze [bohater 2 nowelki osiąga ten tzw sukces - z zespołem, z dwoma kolegami, którzy obaj wcześniej do opuścili, jeden powiedział, ze "już go to nie kręci", a drugi "człowieku daj sobie spokój z tym, ludzie się z ciebie śmieją" - tak naprawdę, zostawili go na lodzie, ale on jednak wysłal do radia to demo muzyczne, co je razem nagrali i to zaskoczyło; dopiero, kiedy zagrali ich w radio i dostali zaproszenie na koncert, się okazało, ze oni grają razem z nim, czyli że wrócili do niego, odwidzialo się im - nie ze względu na wspólnotę marzeń i lojalność, tylko ze względy na smrodek sukcesiku i ten, który tydzie wcześniej mówił "wiesz, mnie to już nie kręci" teraz opowiada jakimś panienkom, ze "hip hop, to moje życie" - nie dopisałem tego w spojlerze, za co się kajam, a co zapewne nie pomogło w pełnym ogarnięciu sytuacji].

              wiesz, mnie się wlaśnie ten sposób podejścia do polskiej rzeczywistości niekoniecznie podoba. brak w nim pólcieni, wszystko raczej na ciemnoszaroburo :]

              • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 08.08.11, 16:14
                A właśnie, nie "Erica" (jak ja piszę!?), a ERYKAH BADU!

                W takim razie Erykah Badu raz jeszcze:

                www.youtube.com/watch?v=RxITI3A2KWA&feature=related
                (dobra muzyka na ten dzisiejszy ponury dzień
                • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 08.08.11, 16:18
                  (Dobra muzyka na ten dzisiejszy ponury dzień, prawda? :)
                  • grek.grek Re: "oda do radości' sp 09.08.11, 15:58
                    nawet bardzo :]

                    Erykah, podobnież, była w Poznaniu [chyba ?] i dała świetny koncert. ja pamiętam, ze kiedyś w Ct miałem honor oglądać i słuchać takiego wydarzenia - bardzo godne polecenia.

                    btw, "romeo i julia z saskiej kępy" - opis brzmi ciekawie... www.filmpolski.pl/fp/index.php/122560

                    ... cóz z tego, skoro TVp zaplaanowała go na 2 w nocy... i pewnie o wpół do trzeciej wyłączy sygnał, albo i nawet przed rozpoczęciem jeszcze...
                    • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 09.08.11, 16:49
                      :)

                      A tak, coś mi się obiło o uszy, ale nie znam szczeółów

                      Moja koleżanka odkryła Erykę Badu pod koniec lat 90-tych, pamiętam, że miała ją chyba jeszcze na kasetach magnetofonowych!??

                      Bardzo ciekawa rzecz! Jakby jakimś cudem udało Ci się nagrać całość, to licze na opowieść, pliz !!!
                      :)
                      • grek.grek Re: "oda do radości' sp 10.08.11, 13:57
                        fajna historia z tym Skvoreckym, z morałem :]

                        niestety, "romeo i julia" wczoraj nie poleciał... wylączono nadawanie, a - żeby było dowcipniej - to poprzedzono to wyłączenie nadaniem całej serii reklam... czyli, znów obecność jakiegoś programu w ramówce TVP okazała się dżołkiem.

                        w zasadzie... takich rzeczy nie umiem już komentować, bo mi ręce za nisko opadają...
                        • barbasia1 Re: "oda do radości' sp 10.08.11, 16:07
                          > fajna historia z tym Skvoreckym, z morałem :]
                          :)

                          Heh, tak mi żal tych "Tchórzy" Skvorecky'ego, tak żal ...

                          Trudno. Może w lepszych cyfrowych czasach uda się złapać ten film.
                          Własnie, szkoda klawiatury na komentowanie tego, co wyprawia publiczna ... Po co oni wogóle umieszczają te pozycje w ramówce, skoro i tak ich nie pokazują?

    • pepsic "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 11:22
      Grek, wspominałeś na dniach, że ma być w publicznej nocą, obejrzałeś w końcu/obejrzałyście? Ja jestem pod wrażeniem, do tego mile rozczarowana, jeśli chodzi o osobę pana reżysera.

      Ps. Przeczytałam wreszcie zalinkowany wywiad z szefem dwójki, pozostając nadal mocno sceptyczna, jako że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a kolosowi na glinianych nogach ze spółkami i córkami nic i nikt nie pomoże. Aczkolwiek niewielka (ale zawsze) garstka polskich filmów z ostatniego okresu daje nadzieję.
      • grek.grek Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 13:58
        niestety, nie widziałem tego filmu... nawet nie wiem, czy go wtedy wypuścili... :]

        • grek.grek Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 14:01
          p.s : nocą fajnie grają tu i tam, w radyjach polskojęzycznych...

          to mi wczoraj wpadło w ucho; new elektro, neo nowa fala, kij wie, jak ten crossover zwac, ale brzmi świetnie. no i tekst - new romantic noir, zwróćcie uwagę zwłaszcza na ostatnią zwrotkę... aczkowliek, całośc jest nie od macochy; no i głos na wokalu tak jakoś ianem curtisem zalatuje i młodym gahanem...

          www.youtube.com/watch?v=GiApng3wGE0
          • barbasia1 Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 16:48
            Ależ efektownie zasakujące zakończenie!

            Dobry tekst. Fajny wokal i świetne brzmienie.

            Takich ciekawych wykonawców puszczają ciemną nocą, heh!

            O "Drzazgach" później albo najpóźniej jutro - znów sie grzebię,
            różne rzeczy na głowie ... :/
            • grek.grek Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 11.08.11, 13:43
              hehe, wlaśnie, opowieśc w potyce noir romansu ;]

              w porządku, ja też się jeszcze nie zebrałem z tym filmem...



              • barbasia1 Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 11.08.11, 13:50
                Zaczyna się romansem, a kończy czarnym kryminałem ...

                Film za chwil kilka!

                :)
        • barbasia1 Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 10.08.11, 16:40
          Widziałam kiedyś tylko fragmenty, też czekam na powtórkę tego filmu.
      • grek.grek Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 11.08.11, 13:41
        Pepsic, jeśli byś znalazła chwilę, to może napiszesz coś o tym filmie ? o swoich wrażeniach i opiniach.
        • barbasia1 Re: "Persona non grata" z wczoraj, tvp kultura 11.08.11, 14:02
          grek.grek napisał:

          > Pepsic, jeśli byś znalazła chwilę, to może napiszesz coś o tym filmie ? o swoic
          > h wrażeniach i opiniach.

          Właśnie, to samo miałam napisać. Żal byłoby nie utrwalić tych pozytywnych wrażeń!
          W stosownym czasie, jak się nadarzy powtorka filmu, wrócimy do tego podwątku...
          Będziemy mieli
        • pepsic Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 11.08.11, 20:08
          Ależ proszę:)
          Tytułową postacią jest Wiktor (Zb.Zapasiewicz), polski ambasador w Urugwaju, który po stracie ukochanej żony nie może się pozbierać, tym bardziej że i na polu służbowym nieciekawie się wiedzie, pracownicy ambasady ślą donosy do Warszawy, że alkoholik (to akurat trochę prawda), że sobie nie radzi, że stary etc. Najbliższym podwładnym jest panoszący się obślizgły radca, b. ubek, szuja, kręcący podejrzane interesy na boku (stary Stuhr), specjalnie nie kryje, że nie przepada za szefem, co rusz przepowiada i wytyka szefowi odwołanie. Wiktor z czasów solidarnościowych ma niezłe układy, przyjaźni się z wiceministrem MON (D.Olbrychski) i politykiem z Moskwy (kipiący energią Nikita Michałkow), ale i te ulegają rozluźnieniu, ministrowi MON podpada służbowo raz - z powodu alkoholizmu, przyłapał go telefonicznie, dwa - na skutek błędu podopiecznego do kraju przemycono w zalutowanej trumnie kokainy 3 kg, ponadto wierzy donosom. Natomiast przyjaciela z Moskwy na skutek niewinnej uwagi zaczyna podejrzewać o romans z żoną. Na posadę konsula przyjmuje znajomego, tego od przegapionej koki (Chyra), któremu z małżonką z Ukrainy (chyba) udziela dodatkowo gościny również w celu uniknięcia samotności. Z czasem zaczyna podejrzewać Ukrainkę o szpiegowanie, okazuje się, że robiła to na użytek własny, jako zabezpieczenie na przyszłość, aby mąż Polak jej nie zostawił. Przed mężem Ukrainka nie przyznaje się niecnego postępku, w efekcie para obrażona opuszcza dom ambasadora, bo Chyra niesłusznie oskarża go o zaloty względem żony. Ambasador to przyzwoity chłop, jak spotyka rodaka, bagażowego w hotelu ucina miła pogawędkę, służy pomocą jego koleżankom tancerkom przy rurze, także finansową wykraczającą poza służbowe ramy, bezdomnego obdarowuje licznymi resztkami alkoholu. Na koniec wyjaśnia się sprawa domniemanego romansu, okazuje się, że była tylko przyjaźń. Ambasador osamotniony, osaczony przez otoczenie u którego nie znajduje zrozumienia umiera.
          Tyle treści ogólnych, parę szczegółów pominęłam.
          Udany scenariusz i pomysł, obsada jak widać doborowa, gra poprawna, aczkolwiek bez fajerwerków, jak dla mnie zbyt teatralna, najlepiej wypadł stonowany drugoplanowy Chyra i żywiołowy Michałkow, z ulgą stwierdzam, że miejscem akcji wreszcie przestała być nadużywana prowincja polska, że poruszane są nie wydumane problemy (odwrotnie jak w Weiserze), okazuje się ponadto, że można się obejść bez dosadnego wulgarnego słownictwa. A przyznaję, miałam obawy (niesłuszne) przez Zanussiego bułką przez bibułkę.
          • grek.grek Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 12.08.11, 13:58
            częściej musisz pisać streszczenia :]

            czy ten ambasador-eks solidarnosciowiec, to jest jakaś figura symobliczna ? ma definiować rozchwianie emocjonalno-ideowe samej dawnej opozycji ? czy ma służyć do pokazu działania układu, który - jak widać - w takiej czy innej formie wokół niego działa albo on sam swoja paranoją go kreuje ? czy to po prostu ludzka historia, jak to u zanussiego - z mniej lub bardziej namolnym
            promowaniem wartości jedynie słusznych ?
            • barbasia1 Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 12.08.11, 14:49
              czy to po prostu ludzka h
              > istoria, jak to u zanussiego - z mniej lub bardziej namolnym
              > promowaniem wartości jedynie słusznych ?

              Mówisz, jak Kałużynski! ;))
              • grek.grek Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 12.08.11, 15:12
                haha, a to prawda, miał on dość cięty jęzor w stosunku do tego akurat reżysera, o ile pamiętam [popraw mnie ewentualnie, Barbasiu], że to własnie Kałużyński przerobił jego nazwisko na "Zanudzi" ;]
                • barbasia1 Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 12.08.11, 16:10
                  Tak, tak, to Kałużyński wymyślił, nie ukrywał swej niechęci do twórczości Zannusiego.

                  cdn!

            • pepsic Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 12.08.11, 20:29
              Nie dopatrywałabym się podtekstów, namolności tudzież, ot historia człowieka nie potrafiącego dalej żyć w teraźniejszości, rzecz o przemijaniu.
              • grek.grek Re: "Persona non grata" - s p o j l e r 13.08.11, 12:41
                czyli, jednak zanussi like zanussi... :]
    • maniaczytania ja tylko chcialam 10.08.11, 22:23
      napisac, ze juz kiedys o tym pisalam chyba, a nawet na pewno, ze ja tez mam wiele filmow na plytach, ktorych jeszcze nie widzialam albo widzialam kiedys i bardzo chcialam miec, i ich nie ogladam, ale jak leca w tv ;)
      • grek.grek z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 11.08.11, 14:06
        haha, no to mamy prawdziwy wesoły autobus ;]

        ale wczoraj nasypali powtórek...

        "dzień zagłady" - pamiętacie to ? jezwa, bohaterszczyzny i sentymentalizmu od metra. dwie - mała i duża - asteroidy pędzą ku Ziemi, mają ją rozwalic, ale w ostatniej chwili dzielna ekpia ratunkowa rozwala tę dużą i tylko ta mała robi demolkę - uderza w ocean, powstaje megawielka fala i ta fala zatapia połowe miast na wschodnim wybrzeżu.

        stężenie ckliwości rozsadzające ekran, zwłascza podczas sceny pożegnania ratownikow, którzy wiedzą, ze ich misja jest samobójcza i po kolei ze swoimi rodzinami robią papa, niestety przy tej okazji rozmawiając...

        zbliża się epicka katastrofa i kto będzie ratował świat ? Amerykanie :] jak zawsze. jak zachwoują się Amerykanie w obliczu tragedii i śmierci ? są nastrojowi, ratują jeden drugiego nie dbając o siebie, odkurzają więzy rodzinne,biorą śluby, jeden drugiemu nieba przychylają, a łzy leją się wiadrami. panika ? eksplozja pierwotnych instynktów ? szajba w obliczu ? a gdzie tam... jedyna szajba i panika jest na migawkach telewizyjnych z... a jakże - Moskwy :]

        asteroidy sa dwie. dlaczego są dwie. bo pierwsza akcja ratownicza tylko rozłupała pędzący obiekt na dwoje. a wszystko po to, by był happy end, a jednocześnie, zeby móc zademonstrować efektowne sceny komputerowe zalewania gigantyczną wodą nowego jorku i okolic, ale i nie tylko.

        słowem - brrr.... :]

        "blues brothers" - oglądaliście ?
        ja widzialem ze trzy razy w pooprzednich latach. a to jest właśnie ta lepsza strona amerykańskiego kina. bracia blues, jeden właśnie wyszedl z puszki, muszą zdobyć pieniądze na ratowanie sierocińca, w ktorym się wychowali, i w tym celu zbierają bluesowy zespół muzyczny, ktorego czlonkowie się rozproszyli po ameryce, co by zagrac wielki koncert, z którego dochód pójdzie na ww szczytny cel.

        no i po kolei urabiają swoich dawnych kolegów po saksie i puzonie, przy okazji co chwila się komuś narażają, tak że w końcu ścigają ich policjanci, zespół country, szalona eks-narzeczona jake'a, grupa neofaszystów... w zasadzie chyba tylko liga ochrony skowronków za nimi nie goni dysząc żądzą zemsty. ofk, jest happy end, misję udaje się zrealizowac, a jake i elwood lądują we więźniu, gdzie robią to co umieją najlepiej, czyli łoją "jailhouse rock", a cała sala tańczy.

        kogo tam nie ma... ray charles, aretha franklin, james brown... kawal świetnej muzyki, dwóch z elity najbardziej charakterystycznych bohaterów kina, żwawa akcja, sporo humoru.

        wczoraj zapomnieliśmy, ale to, mam nadzieję, dlatego,ze po prostu widzieliśmy to już dostatecznie wiele razy ;]

        a dziś "Ludzie koty" w tvp2, o mistrzowskiej godzilli ; 23:50...
        widzieliście kiedyś ?
        mnie się udało kiedyś obejrzeć wersję oryginalną, z lat 40 - stylowy, bardzo elegancki w formie, klasyczny horror, dotykający przy okazji, w pewnej przenośni czy tam przerzutce ;], spraw dwoistości, pierwotności ludzkiej natury.

        to co dzisiaj, to będzie remake. i z tego, co czytam odważniejszy obyczajowo, bo sprawa ma się kręcić także wokół motywu seksualnego.
        • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 11.08.11, 16:26
          > "blues brothers" - oglądaliście ?

          /Nie, wczoraj wieczorem słuchałam Trójkowej audycji o nieśmiertelności! :)/

          Tak to świetny film!

          Fantastyczna Aretha Franklin W "Blues brothers", dla przypomnienia:
          www.youtube.com/watch?v=qE41YPdPuis&feature=related
          > a dziś "Ludzie koty" w tvp2, o mistrzowskiej godzilli ; 23:50

          Nie pozostaje nic innego tylko prosić Cię o streszczenie ma tego filmu...
          :)
          • pepsic Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 11.08.11, 20:26
            "blues brothers" - oglądaliście ?
            Jasne, że tak:)
            • grek.grek Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 13:48
              tak czulem :]
          • grek.grek Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 13:48
            jakie masz wrażenia, po tejże audycji ? interesująca była, dla Ciebie ?

            dzięki za arethę, a "Ludzie-koty" - bardzo proszę, jutro się postaram napisać :]

            • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 14:47
              > jakie masz wrażenia, po tejże audycji ? interesująca była, dla Ciebie ?

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,126640432,127877013,Re_Job_Taki_spokojny_czlowiek_Christian_S.html
              Aretha - maj pleże!
              > "Ludzie-koty" - bardzo proszę, jutro się postaram napisać
              To świetnie! :)

              Widziałam mały fragmencik "Ludzi-kotów" wczoraj!
              Śliczna była Nastassja Kinski w młodości!
              :)
              • grek.grek Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:23
                istotnie, a do tego w drugiej częsci filmu panna Kinski epatowała golizną, wcale nie mniej atrakcyjną od aktorki Kamińskiej za młodu ;]

                ciekawie to wypunktowałaś, mnie utkwiło w pamięci, ze Mikołejko sceptycznie odnosił się do samej idei nieśmiertelności, perspektywy nieumieralności, która faktycznie brzmi "równie przerażająco, co śmiertelność", a może nawet bardziej, o perspektywie, w której pragnieniem staje się śmierć, tak dzisiaj odrzucana, a absurdem wszelakie działanie.

                własnie, 160 lat... fajna wizja :] byłoby w sam raz, prawda, hehe ? :]

                ciekawe, które pokolenie, po naszym fiknięciu, osiągnie ten pułap ? może lepiej wierzyć,że żadne nigdy ? bo tak wykopyrtnąc w wieku... 80-90 lat i pomysleć, że za pięćdziesiąt będzie to zaledwie połowa ? ;] ale pytanie : w jakiej formie te 160 lat ? czy można zatrzymać proces starzenia ? bo wizja 160 urodzin trochę traci na atrakcyjjności, jesli mielibyśmy w wieku 90 lat wyglądać tak jak dzisiejsi 90-latkowie i po prostu na jakimś wspomaganiu człapać te dodatkowe 70 lat, prawda ? :]


                • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:57
                  Eeee, jakiś taki nieciekawy ten film chyba będzie. ;)

                  Wszyscy w studio jak jedne mąż jakoś bez entuzjamu odnosili się do wizji nieśmiertelności. ;)

                  A tu o tym, jak to Wasyl próbował oszukać śmierć ... :))
                  www.youtube.com/watch?v=xDuaVI8_6TE
                  Fajna wizja,pod warunkiem, że, właśnie, przez więzkość życia ludzka kondycja fizyczna, psychiczna będzie w miarę dobra. Jakieś wspomaganie będzie absolutnie absolutnie konieczne! Pigłulki, mistutry opóźniające starzenie.
                  W Ameryce słyszyszałam ekperymentuje się obecnie z hormonami. Znalazłam kiedyś fajny artykuł (przestrogę) ...

                  www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?I=1046

                  Numer: 50/2002 (1046)
                  Kuracje odmładzające skracają życie
                  Kilka milionów ludzi regularnie połyka "pigułki młodości", jak nazywane są preparaty zawierające melatoninę lub hormon oznaczony skrótem DHEA. Prawie 300 tys. osób codziennie wstrzykuje sobie syntetyczny hormon wzrostu, choć za miesięczną kurację trzeba zapłacić co najmniej tysiąc dolarów. Coraz więcej mężczyzn przyjmuje testosteron - liczba recept wypisywanych rocznie z tego powodu przez lekarzy amerykańskich w ostatnich pięciu latach zwiększyła się prawie dwa razy (z 800 tys. do 1,5 mln). Niestety, niepożądane skutki terapii hormonalnej są większe niż ewentualne jej korzyści - ostrzegają w najnowszym raporcie specjaliści Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH) w Bethesda. Tymczasem po pigułki młodości coraz częściej sięgają również Polacy. Melatoninę regularnie zażywa już 70 tys. naszych rodaków.

                  Toksyczna terapia
                  Szczególnie niebezpieczny jest hormon wzrostu, czyli somatotropina. "To naprawdę toksyczna terapia" - alarmuje prof. Richard Spark z Beth Israel Hospital, jeden z autorów raportu NIH. "Zażywanie go przez dorosłych może nawet skracać życie" - uważa prof. Zvi Laron z uniwersytetu w Tel Awiwie, pionier leczenia somatotropiną dzieci z niedoczynnością przysadki mózgowej. Z jego doświadczeń wynika, że ludzie z takim zaburzeniem, nie leczeni w dzieciństwie hormonem wzrostu, są wprawdzie niscy, lecz przeciętnie żyją dłużej niż ci, którzy poddali się terapii. Hormon wzrostu stał się popularny na początku lat 90. Amerykański endokrynolog Daniel Rudman opublikował wtedy pierwsze badania, z których wynikało, że somatotropina zwiększa masę mięśniową, likwiduje fałdy tłuszczu, ujędrnia skórę i obniża stężenie cholesterolu we krwi. Wkrótce taką kurację zafundowały sobie gwiazdy Hollywood, m.in. sześćdziesięciojednoletni aktor Nick Nolte, pięćdziesięciopięcioletni reżyser Oliver Stone oraz Deborah Harry, była wokalistka grupy Blondie. "Czuję się znacznie lepiej i wyglądam, jakby ubyło mi co najmniej kilka lat" - twierdzi Oliver Stone, który poddał się kuracji odmładzającej w LifeSpan, słynnej klinice Christphera Renna. Najnowsze badania sugerują jednak, że jedynym pozytywnym efektem takiej terapii jest poprawa samopoczucia.


                  Jak wykazały badania, u osób powyżej 65. roku życia po pół roku przyjmowania somatotropiny zwiększyła się masa mięśniowa, ale nie wzrosła siła mięśni (co może świadczyć o tym, że w komórkach zgromadziła się większa ilość wody). Stwierdzono natomiast niepokojące powikłania, takie jak większa skłonność do cukrzycy (objawiająca się podwyższonym poziomem glukozy i insuliny), a także bóle stawów, obrzęki rąk i nóg oraz tzw. zespół kanału nadgarstkowego (ostry lub przewlekły ucisk nerwu pośrodkowego). Nie wiadomo, jakie skutki powodują nawet małe dawki somatotropiny podawane przez dłuższy okres, szczególnie u ludzi w średnim wieku (długotrwałych obserwacji nikt jeszcze nie przeprowadził). Najbardziej niepokojące są podejrzenia, że kuracja zwiększa ryzyko zachorowania na tzw. nowotwory hormonozależne - raka piersi u kobiet i raka prostaty u mężczyzn. Podobne wątpliwości budzi stosowanie innych "hormonów młodości", takich jak testosteron, melatonina czy dehydroepiandrosteron (DHEA), od niedawna sprzedawany w Polsce przez firmę Lekam. - Dotychczas nie udało się uzyskać ani jednego syntetycznego hormonu, który działałby jak eliksir młodości i nie powodował żadnych skutków ubocznych - twierdzi niemieckie pismo medyczne "Deutsche Ärtzteblatt", które przeanalizowało wszystkie badania na ten temat


                  www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?I=1046
                  • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 12.08.11, 15:59
                    cz.2
                    Kondycja ważniejsza niż wiek
                    - Z upływem lat, najczęściej po 30.-35. roku życia, organizm wytwarza coraz mniej hormonów - mówi prof. Stefan Zgliczyński, kierownik Kliniki Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Nie ma jednak dowodów na to, że ich uzupełnianie odmładza i wydłuża życie. Nie wiadomo również, czy spadek ich produkcji jest przyczyną, czy tylko jednym z wielu objawów starzenia się. "Kuracja hormonalna może być stosowana jedynie u osób z drastycznie niskim poziomem hormonów" - uważa prof. Fran?oise Forette, autorka książki "La révolution de la longévité" ("Rewolucja długowieczności"). Dlatego trzeba dobierać ją indywidualnie. Kłopot polega na tym, że na razie jedynie u kobiet można jednoznacznie stwierdzić (najczęściej około 50. roku życia) niedobór hormonów płciowych - estrogenów i progesteronu. W wypadku pozostałych hormonów obowiązujące normy są znacznie mniej ścisłe. U mężczyzn prawidłowy poziom testosteronu wynosi 300-1000 ng/dl krwi, a DHEA - 600-3000 ng/dl krwi. Na dodatek zmienia się on w ciągu dnia, na przykład pod wpływem stresów. Prawdopodobnie najwyżej co piąta osoba po pięćdziesiątce wymaga leczenia z powodu zbyt niskigo poziomu testosteronu lub DHEA (przetwarzanego w organizmie na żeńskie lub męskie hormony płciowe). Ów niedobór zwiększa się z powodu palenia tytoniu, nadużywania alkoholu, nieprawidłowego odżywiania się oraz prowadzenia mało aktywnego trybu życia, może być także zaprogramowany genetycznie. - Wystąpienie andropauzy w większym stopniu zależy od ogólnego stanu zdrowia mężczyzny niż od wieku - twierdzi prof. Zgliczyński.

                    Sekret długowieczności
                    Badania prof. George'a Rotha z National Institute of Aging w Baltimore sugerują, że o długości życia decydują trzy czynniki: temperatura ciała (u ludzi długowiecznych nieznacznie tylko przekracza ona 36°C), obniżony poziom insuliny (chroniący przed cukrzycą i zawałami serca) oraz podwyższone stężenie siarczanu dehydroepiandrosteronu (DHEA). Nie wystarczy jednak zażywać preparat zawierający hormon DHEA, by przedłużyć życie. Wymienione czynniki prawdopodobnie świadczą jedynie o wolnej przemianie materii sprzyjającej długowieczności. Wbrew wcześniejszym podejrzeniom nie wpływa na nią dieta niskokaloryczna (poniżej 1500 kalorii dziennie). Wprawdzie małpy będące na takiej diecie mają w porównaniu z innymi zwierzętami niższą temperaturę ciała, niższy poziom insuliny, a ilość DHEA w ich organizmach zmniejsza się wolniej, ale testy genetyczne wykazały, że ich mięśnie starzeją się w takim samym tempie jak u małp odżywiających się bardziej kalorycznie. Podobnie jest u ludzi. Genetycy oceniają, że po 30. roku życia nawarstwiające się uszkodzenia DNA w komórkach powodują osłabienie wydolności organizmu średnio o 0,5 proc. rocznie. Stosowanie hormonów nie ma na to wpływu. Tego procesu nie może również zahamować zażywanie przeciwutleniaczy - witamin i mikroelementów neutralizujących szkodliwe dla genów działanie tzw. wolnych rodników. Większość z nich nie przenika do wnętrza komórek, gdzie powstają uszkodzenia DNA. "Długowieczność jest czasami cechą rodzinną" - twierdzą specjaliści National Institute of Aging. Ludzie wywodzący się z rodzin długowiecznych mają wyższy poziom dobrego cholesterolu (HDL) i rzadziej chorują na serce. Błędne jest jednak przekonanie, że o tym, jak długo żyjemy, decydują wyłącznie geny. Według specjalistów amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia, różnice długości życia między ludźmi tylko w jednej czwartej zależą od DNA. Zdecydowana większość osób w tym stuleciu powinna dożyć osiemdziesiątki, ale o tym, kto będzie obchodził setne urodziny, zadecyduje głównie styl życia.

                    Autor: Zbigniew Wojtasiński

                    www.wprost.pl/ar/37001/Hormony-zludzen/?O=37001&pg=1
                    • grek.grek Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 13.08.11, 12:40
                      dzięki :] bardzo interesujące i bogate rozwinięcie. chyba bez światłego gmerania przy łańcuchu dna, celem eliminacji przynajmniej tych genów odpowiadających za skłonności do cięzkich chorób, tych standardowych 160 lat nie da się nawet w odległej perspektywie osiągnąc ?..
                      • barbasia1 Re: z wczoraj to i owo/"ludzie koty" dziś 14.08.11, 15:22
                        Właśnie. Właśnie.
                        :)
      • barbasia1 Re: ja tylko chcialam 11.08.11, 14:07
        maniaczytania napisała:

        WYBACZ! Nie pamiętałam o tym! Nie byłam pewna! /a nie wspominałaś czasem o tym na swoim blogu, w tym wpisie o oscarowych filmach ???/
        No tak, nie mogło by być inaczej!
        Aleśmy się dobrali! ;)))
    • grek.grek "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 10:48
      historia jest ciekawa, bo niczym innym jest jak metaforą, analizą ludzkiej natury, ale to może później.

      rzecz się dzieje w Nowym Orleanie.

      młoda dziewczyna, Irina jej na imię, przyjeżdza do brata, Paula, którego dawno nie widziała. w zasadzie, to od dziecka nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. mieszka on w starej chawirze, stylowej, wraz z Murzynką starszą, co wygląda jak materiał na kapłankę voodoo w następnym filmie, o ile producent wyłożył kasę ;]

      tyle co ona przyjeżdza, to on tajemniczo znika. w tym samym czasie policaje dostają bardzo nietypową sprawę : córy koryntu, która zamiast z przebierającym nogami, i nie tylko, miała randkę z czarną panterą. zwierzę udaje się jakoś odłowić i osadzić w ogrodzie zoologicznym.

      do tegoż ogrodu Irina chodzi namiętnie, a jej uwagę przykuwa właśnie ta pantera. chodzi i ją bez przerwy ogląda, czując jakby dziwne z nią powinowactwo, jakąs więź, której nie potrafi zdefiniować. Po jakims czasie stała bywalczynią zoo zaczyna sie interesować Olivier, dyro tego przybytku. dziewczyna jest dość nieśmiała, taka spięta nieco, co czyni ją dodatkowo atrakcyjną, jakby sama uroda Nastasii Kinski nie wystarczała. no i jej atencja dla pantery, zupełnie niezrozumiała, dodaje jej uroku i intryguje pana dyra, który sam jest miłośnikiem zwierząt.
      po jakimś czasie Oliver proponuje jej pracę w sklepie na terenie zoo. a ona się zgadza. jakaś tam chemia się między nimi tworzy, bo z Olivera jest porządny, sympatyczny gość.

      współpracownicą Olivera jest Alice. Oliver ją interesuje, więc kiedy dostrzega, ze jej pupil kręci się wokół innej panny, chce ją trochę wybadać. zaprasza ją do baru, rozmawiają i Alice ze zdziwieniem dowiaduje się, ze dziewczyna jest dziewica. informacja jest istotna, dla późiejszego zrozumienia całej ukladanki.

      następuje wypadek w zoo. Ta czarna pantera, co chciała mieć randkę z prostytutką, odgryza rękę, a w efekcie zabija, karmiciela. a potem... znika jak kamfora, zostaje po niej tylko wypalony, dymiący ślad w klatce.

      tyle co pantera znika z zoo - Paul pojawia się w domu i nastaje na cnotę siostry. yup :] piowiada, ze 'wrócił, bo dostrzegl chemię między nimi, między nią, a Oliverem, jej podniecenie...", ale top on jest dla niej stworzony, Paul, a nie tamten. "uratuj nas" - powiada, co na tym etapie brzmi dość dziwnie, ale wkrótce się wyjaśni.

      Irina ucieka mu, wyskakując zgrabnym susem przez okno, a on za nią. Pojawia się patrol policji. Dziewczyna prosi ich o pomoc, ale kiedy obraca się, zeby wskazać zagrożenie, to Paula już nie ma. Policjanci odprowadzają ją te parę metrów do domu, i już mają odjechać, kiedy pies [zwierzę ;)] którego mają na tylnym siedzeniu radiowozu dostaje szajby, złapał jakiś trop. postanawiają przeszukać dom Iriny. W piwnicy znajdują pomieszczenie dla dzikich zwierząt i szczątki kilku ludzkich ciał. aresztują murzynkę, wzywają ludzi z zoo - ofk, Oliver z Alice przyjeżdzają, potwierdzają przypuszczenia policji, ze tutaj właśnie przebywała pantera, którą mieli w zoo i która uciekła po zabiciu pracownika. policjanci sugerują Oliverowi, zeby zabrał gdzieś Irinię, bo grozi jej ze strony brata niebezpieczeństwo.

      gdzie zabiera Oliver Irinę ? do siebie, rzecz jasna. w końcu... cos tam się między nimi kręci... Próbuje ją oderwać od wydarzeń, których była świadkiem [widziała to zabójstwo w zoo, brat ją gonił...], jadą na prowincję, łowią tam ryby, szwędają sie... Problem jest taki, ze dziewczyna nie zgadza się na żaden seks. Oliver jest wyrozumiały, ale zdziwiony lekko, a ona sama odmawia mu instyktownie, wbrew własnej żądzy, co ją samą niepokoi, bo nie bardzo wie, co jest grane w jej własnej głowie.

      w tym samym czasie Paul umawia się z poznaną przygodnie blondynką. słabo mu idzie cała ta zabawa, jakby sam nie chcial, ale musiał... ale przy jej pomocy... i kiedy ona mu pomaga, Irina... wyłazi nocą z chałupy, i rozsiewając goliznę biega po jakichś krzakach i między drzewami, widzi w ciemności, czuje zew krwi, przejawia sprawność fizyczną nieprzeciętną [pamiętacie scenę z jackiem Nicholsonem jako wilkołakiem ?]...

      a rano przebudzony Paul zbiera się z podłogi w pokoju u tej blondynki, która jest martwa...

      Irina już przeczuwa, co jej dolega. Po powrocie do miasta chce odejść od Olivera. "jestem taka sama jka mój brat", powiada. Ale Oliver, który chyba też już wie, o co biega, zatrzymuje ją zaprzeczając jje słowom i wyznając jej miłość. skutecznie. Paul ich obserwuje, siedząc na drzewie...

      Paul odwiedza siostrę i znów prosi ją o "ocal mnie i nas, powstrzymaj to zabijanie, kochaj się ze mną". ale Irina odmawia wytrwale. nie może się przemóc. Paul mówi jej, ze ich rodzice też byli rodzeństwem; przekonuje ją, ze Oliver jej nie kocha, raczej boi się jej, bo wyczuwa jej prawidzwą naturę, i myli mu się miłośc ze strachem, bo tak naprawdę kocha on tylko zwierzęta...
      Irina rani braciszka w łapę i ucieka mu.

      Kiedy Oliver przyjeżdza do domu, po dyżurze, razem z Alice, zastaje w pokoju Iriny czarną panterę. drzwi się zatrzaskują, facet zostaje z nią sam na sam w pokoju, Alice biegnie mu na pomoc ze strzelbą, ale nie może dostac się do środka... koniec końców pantera próbuje uciec oknem, skok konczy się dla niej tragicznie. A Irina znajdując ciało na dole wpada w rozpacz.

      Oliver próbuje w zoo zrobić sekcję zwłok pantery. Jest zszokowany, kiedy w środku znajduje ludzką rękę... I nagle ciało zaczyna dymic, Oliver prawie mdleje, a kiedy dochodzi do siebie zwłok nie ma stole, zostaje tylko wypalony ślad...

      Irina, w totalnym już wewnętrznym konflikcie, spotyka się z murzynką, na widzeniu w mamrze, pyta ją "kim jestem ? co mam robić dalej ?", a ona jej odpowiada "wiesz dobrze, kim jesteś... zrób to, co twój brat chciał zrobić : ukryj się za kratami, nie kochaj się, udawaj, ze świat jest taki, jakim go ludzie widzą".

      Irina próbuje wyjechać. kupuje bilet do byle-gdzie. w pociągu ma jednak wizję. znajduje się na wielkiej pustyni, całej w kolorze oczoyebno-szkarłatnym. jest tam jej brat, są jakies badyle robiące za drzewa i pantery oczywiście. I jest głos, który jej wszystko wyjaśnia : że ona i jej brat są rasą dawnych bogów, krzyżówką panter i ludzi, rasy kaziorodczej, która może współżyć tylko ze sobą. dlaczego tylko ze sobą ? bo seks z kimkolwiek innym zamienia ich w zwierzęta, i żeby powrócić po seksie do ludzkiej postaci muszą zabić. czyli, wszystko jasne. i Irina dostaje łagodne polecenie "musisz wrócić..."

      wrócić aby podjąc decyzję. Ona już wie jaką, co czyni ją zupełnie inną kobietą - pewną siebie i całkowicie pozbawioną już niejasności. wraca zatem do miasta. najpierw straszy Alice, konkurentkę do Olivera, a potem idzie do niego.

      proponuje mu, bez słów, seks. On sie zgadza. Po wszystkim Irina zamienia się w panterę, wyskakuje z domu w ciemną noc, Oliver pędzi jej szukać. Znajduje ją na moście, osaczoną przez
      kordon policjantów. Pantera-Irina wymyka się skacząc do rzeki. Paul jej dalej szuka. Na brzegu leży ciało przypadkowego rybaka. A więc, zgodnie z zasadą : zabiła, zeby przejść w ludzką postać.

      spotykają się u niego w domu. Ona jest zdecydowana : chce z nim iśc do łózka, ale po wszystkim nie chce już wracać do ludzkiej postaci, chce pozostać panterą, wybiera w ten sposób tożsamość, kończąc ze schizofernicznym rozdwojeniem - Oliver wszystko wie i rozumie, i przywiązuje ją do lózka linami, zeby po zamianie w panterę nie uciekła wiedziona instynktem.

      w ostatniej scenie Oliver karmi zwierzęta w zoo, w klatce siedzi czarna pantera, Irina :]

      i co Wy na to ? wg mnie, bardzo ciekawe studium charakteru. rozdwojenia osobowości. schizofrenii owej. szamotaniny, próby ucieczki. Gdzieś tam widac zbliżenie do postaci wampirycznych, ktore tez mają dylemat związany z zabijaniem wpisanym w ich naturę, koniecznym dla przeżycia w danym wcieleniu. Jest kwestia wyborów podejmowanych w imię
      odnalezienia i zaakceptowania własnej tożsamości i naturalnej konstrukcji emocjonalnej. ja bym powiedział, ze to żaden tam horror, tylko dramat egzystencjalny :]


      • grek.grek "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 11:14
        co by tu jeszcze...

        seks pelni tu rolę klucza do własnej osobowości, indywidualna seksualność separuje albo zbliża do świata, ostatecznie Irina i Paul, jako para skazana na związek kazirodczy, jako jedyny, który pozwala im być sobą i nie być zagrożeniem dla otoczenia, sa niemal postaciami tragicznymi.

        widzą konieczność zamknięcia się w klatce, aby nie zagrazać innym - tego własie próbuje Paul, ktory ostatecznie reztgnuje, kiedy dostrzega seksualną dojrzałość siostry i błyska mu nadzieja,że może jest ona gotowa na związek z nim, że odkryje tę zależność i się jej odda. Irina, po jego śmierci, tez dociera do takiego wniosku, ale nie ma już partnera swojej rasy, więc jest skazana na osamotnienie. nie ma dla niej szansy, seks z Oliverem, ktorego może nawet kocha, skutkowałby za każdym razem koniecznością zabicia kogoś, by wrócić do ludzkiej postaci; więc przerywa kręciołę nieustannych metamorfoz wybierając postać pantery.

        przypomina to, w jakimś tam zarysie i ogolnej idei, historie z legend o kochankach zaklętych w zwierzęta, ktorzy nie mogą się spotkać, bo ich schiozfreniczne natury złośliwie się konfigurują niekorzystanie zarówno w dzień jak i w nocy.

        jest styl tej opowieści. Poza warstwą intelektualną ukrytą pod tym całym pantero-seksualnym językiem jest oszczędność srodków. ze dwa przejścia z człowieka w pantere, ale też bez specjalnej efektowności, dzisiaj by to wyglądało pewnie dużo efektowniej. ale coś za coś... bogactwo srodków zabrało by tajemnicę i podtekst. nie przemiana jest bowiem ważna, a to co się z nią wiąże. tutaj ważniejsze jest aktorstwo, dialog, mowa ciała, oczu - McDowell i Kinski są na poziomie, do tego dochodzi sugestywna muzyka, filmowanie głównie we wnętrzach, mało ujęć dziennych, no i ma to taki specyficzny nalot amerykańskiego kina lat - od połowy lat 60 do końca 80, gdzie chodziło o coś więcej niż tylko o tępą rozrywkę i nawet film z gruntu mający wystraszyć albo zabawić sensacyjnie miał walory intelektatualne : "noc żywych trupów", "szczęki", "planeta małp", "serpico", żeby tylko kilka wymienić : wszędzie akcja i atrakcja służyła wyłącznie powiedzeniu czegoś o świecie i człowieku. to dlatego kontynuacje czy próby nawiązań kończyły się fatalnie - twórcy sądzili, ze sukces oryginałów polegał na walorach rozrywkowych, i idąc tym tropem w sequelach ponosili dotkliwe klęski, nawet jesli trochę zarabiali na nich.

        jeden mały minus - akcja została umieszczona w Nowym Orleanie, wg mnie, sądząc z filmów krajoznawczych i fotografii - może najbardziej klimatycznym mieście Ameryki. w tym filmie nie zostało to w ogole ograne, wykorzystane dla stworzenia jeszcze bardziej interesującej atmosfery filmu.
        • pepsic Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 11:51
          Czyta się dobrze:), ale nie wiem, czy chciałabym oglądać, nie pociągają mnie historie wampirowo-zwierzęce, Dexter też nie dla mnie.
          • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 12:47
            dzięki :]

            sądze, ze dałabyś radę obejrzeć, bo seks, czy krew, czy animalizmy rozmaite są pokazane bez upajania się nimi; zdecydowanie na pierwszym planie są perypetie z rozchwianiem natury, emocji, metaforyka nad wszsytkim góruje, zrobiono ile sie dało, zeby efekty specjalne nie przysłoniły istoty rzeczy.

            "dexter" jest świetny, też ma podtekst i stawia pytanie o miejsce odmienności i wysokiego kalibru nietypowości charakteru/zachowań w świecie. no i ma znakomity scenariusz, bardzo inteligentny i pamiętam, ze każdy odcinek od połowy 2 serii [niestety, widziałem tylko dwie pierwsze, z 5 czy 6 łącznie nakręconych, aczkolwiek w opiinii większości tych, co wszystkie oglądali seria 2 jest najlepsza, ew. na drugim miejscu], to była uczta, i ciekawość podrasowana na max obroty.
          • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 17:58
            pepsic napisała:

            > Dexter też nie dla mnie.
            Mnie do Dextera też jakoś nie ciągnie. Wolę erotomana Hanka! ;))
        • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 13.08.11, 17:56
          Niezłe to kino grozy!

          Ciekawa interpretacja!

          A ja pomyślałam sobie, że może w tej w metaforycznej warstwie film usiłuje też opowiedzieć o budzącej się w kobiecie seksualności, zmysłowości, erotyce, dzikiej? namiętności, pożądaniu itd. (jest tu przecież na początku z ducha freduowski lęk przed inicjacją seksulaną, cielesną namiętnością /i może też w tym motywie pożądaniu siostry przez brata echa freudowskich poglądów na temat ukrytych w człowieku skłonności kazirodczych!??/), której symbolem byłaby czarna pantera (czyżby seksulaność ubrana tu była w kostium zła? może tylko ambliwalencji? ) ...

          Kobieca seksualna aktywność (odkrytya i zaakceptowana przez kobietę) zostaje jednak na końcu podporządkowana pierwiastkowi męskiemu(!), który ją ujarzmia i sprawuje nad nią kontrolę...


          >Ona jest zdecydowana : chce z nim iśc do łózka, ale po wszystkim nie chce już wracać do >ludzkiej postaci, chce pozostać panterą,[...] Oliver wszystko wie i rozumie, i przywiązuje ją >do lózka linami, zeby po zamianie w panterę nie uciekła wiedziona instynktem

          >w ostatniej scenie Oliver karmi zwierzęta w zoo, w klatce siedzi czarna pantera, Irina :]


          Fajny klimat mają te filmy z lat 80-tych, prawda?!

          :)
          • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 14.08.11, 11:10
            Twoja interpretacja, przepuszczająca rzecz całą przez freuda, trafia w punkt :]

            w zasadzie - nic dodać, nic ująć...

            zdecydowanie, mam wrażenie, nie wiem czy je podzielasz, że to sensacyjno-horrorystyczne kino lat 80 korzystało na tym, ze możliwości techniczne były dość skromne i to w jakiś sposób nie
            rodziło pokusy, żeby dać sobie spokój z przemycaniem treści intelektualnych, a postawić na
            efektowne popisy i akcję nonstop.
            • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 14.08.11, 14:16
              I trochę w duchu feministycznym, he,he! ;)
              Kobieca seksulaność w klatce pod kontrolą mężczyzny, to mi się nie bardzo podoba,
              zapomniałam powiedzieć. ;)

              Czytałam co nieco na temat wersji "Ludzi kotów" z 1940 i muszę Ci powiedzieć, że, imo, jest ona jednak znacznie bardziej intrygujaca od tej nowszej z Nastassją Kinski, gdzie jednak trochę przekombinowano niektóre wątki (myślę tu przede wszytskim o wprowadzeniu wątku boskiego pochodzenie ludzki kotów, którego zdaje się nie było w pierwotnej wersji), albo zrezygnowano z ciekawych tropów.

              Jakbyś był ciekaw , to powiem, że o klasycznej wersji "Ludzi kotów" z 1940 roku przeczytałam wczoraj w artykule pt. "Val Lewton - horror światła i cienia. O legendarnym producencie kina grozy klasy B w latach 40." , który znajduje się pod tym linkiem:


              www.ofilmie.pl/varia/val_lewton_cziczio.html
              Polecam! :)
              • grek.grek Re: "Ludzie koty" spojler 15.08.11, 11:32
                zgadza się :]

                a jednocześnie, ta seksualność jest pozanormatywna. kobieta ma wybór, i ten który podejmuje odpręza ją, wyzwalając ze schizofrenicznego rozdwojenia, przywraca spokój, a "męska kontrola"... hmm, ten mężczyzna jest dla niej kimś bliskim, ona ufa, ze on się nią zaopiekuje i zapewni jej właściwe warunki zycia - więc, to by może trochę było z kolei antyfeministyczne, nie sądzisz ? :] feministyczny model kobiety idealnej, to - popraw mnie jeśli plotę - kobieta samodzielna, nie potrzebująca męskiej opieki.

                z drugiej strony - ona sama podejmuje decyzję, jest ona wynikiem jej głębokiej refleksji nt własnej tożsamości. czy mężczyzna jest jej opiekunem i kontrolerem w pełnym tego słowa znaczeniu, czy tylko powiernikiem, rozumiejącym przyjacielem, oddanym jej szczerze, który spełnia tak naprawdę jej prośbę, może nawet wbrew sobie ?

                bardzo ciekawy ten artykuł, który zalinkowałaś.

                w tej nowej wersji też jest scena, zapomniałem o niej wspomniec, w której do siedzącej w barze Iriny podchodzi tajemnicza kobieta i nazywa ją, w jakimś starożytnym języku - "siostrą". w odróżnieniu od wersji oryginalnej, w której Irinie towarzyszył Oliver, tutaj jest z nia Alice.

                z tej wersji oryginalnej, faktycznie, to mi najbardziej w pamięci utkwiło - ta gra cieniem, tworzenie za pomocą świetnej pracy kamery i aranżacji kolejnych scen nastroju, o którym mowa w artykule.

                bardzo celne porównanie Iriny z Alice, w remake'u jest to zachowane. Alice jest american-girl, sympatyczną i normalną; Irina widać,ze pochodzi z innego kosmosu, ma w sobie własnie ten "koci gen", Oliver tak naprawdę pasuje do Alice, ale Irina go pociąga, bo jest inna.

                ten motyw seksualny, w remake, z zasady odważniejszym znacznie obyczajowo, jest posunięty daleko bardziej, w grę wchodzą już takie sprawy jak kazirodcze skłonności, seks z przywiąyzwaniem do łózka; w oryginale raczej było to zarysowane tylko, gdzieś w tle, ze może chodzić o metaforyzację owego lęku przed inicjacją, budzącego się seksualizmu jako takiego.

                bardzo interesujący artykuł. Twój research jak zawsze na najwyższym poziomie :] I interpretacja własna - interesująca równie.
                • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 14:11
                  Rodząca się seksulaność =zwierzęcość to kwestia biologii, naturalnych instynktów, raczej niż wyrozumowanego, świadomego działania, imo / pamiętaj, jesteśmy na poziomie metafory!/

                  Abstrahujemy tu od konkretnego przypadku (np.tej pozytywnej wersji wydarzeń), ważna jest sama wymowa zakończenia.
                  Rozbudzona kobieca seksulaność, zwierzęcość zostaje następnie spętana, wsadzona za karty, poddana pod kontrolę tego, który ją rozbudził, mężczyzny - pana i władcy, czyli wszytsko zgodnie z wielkowiekową tradycją, z którą starają się walczyć feministki. ;).


                  Wersja z 1982 w porównaniu do starszej, idzie, jak mi się wydaje (Boszsz, znowu zawzięcie dyskutuję na temat filmu którego nie widzialam!) , o wiele bardziej niż klasyczna bardziej w kierunku horroru, horroru fantazy, traci ona przez to, mam wrażenie, swoją głębie, którą miała wersja klasyczna i to też sprawia trudnosci interpretacyjne na poziomie metaforycznym ( niestety trzeba naginać do potrzeb intrpretacji niektóre kwestie, może nawet aż za bardzo...)

                  > bardzo celne porównanie Iriny z Alice, w remake'u jest to zachowane. Alice jest
                  > american-girl, sympatyczną i normalną; Irina widać,ze pochodzi z innego kosmos
                  > u, ma w sobie własnie ten "koci gen", Oliver tak naprawdę pasuje do Alice, ale
                  > Irina go pociąga, bo jest inna.

                  A czyli jednak, to zostało, to dobrze ...

                  Dzięki Ci za dobre słowa!!!

                  Mnóstwo ciekawych rzeczy można zleźć w necie. Tylko trzeba mieć dużo czasu, żeby to wszytsko wyłowić, przeczytać, poznać.

                  :)
                  • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 14:12
                    barbasia1 napisała:

                    > Rodząca się seksulaność =zwierzęcość to kwestia biologii, naturalnych instynktó
                    > w, raczej niż wyrozumowanego, świadomego działania, imo / pamiętaj, jesteśmy na
                    > poziomie metafory!/

                    "Mrocznych" instynktów. ;)
                  • barbasia1 Re: "Ludzie koty" spojler 18.08.11, 15:32
                    > Wersja z 1982 w porównaniu do starszej, idzie, jak mi się wydaje (Boszsz, zno
                    > wu zawzięcie dyskutuję na temat filmu którego nie widzialam!) , o wiele bardzie
                    > j niż klasyczna bardziej w kierunku horroru, horroru fantazy, traci ona przez
                    > to, mam wrażenie, swoją głębie, którą miała wersja klasyczna i to też sprawia
                    > trudnosci interpretacyjne na poziomie metaforycznym ( niestety trzeba naginać d
                    > o potrzeb intrpretacji niektóre kwestie, może nawet aż za bardzo...)

                    a może powinnam była powiedzieć - przesynięta w kierunki dosłowności !?
    • pepsic "36" - tvp1, godz. 22.15 13.08.11, 12:00
      Dramat sensacyjny made in France z udziałem G.Depardieu i D.Auteil. Tylko przypomnę, wymienialiśmy się uwagami, bez przykrości można rzucić okiem na powtórkę, tym bardziej, że pora w miarę dogodna, jak widać, długo weekendowa.
      • grek.grek Re: "36" - tvp1, godz. 22.15 13.08.11, 13:01
        to ja się przyłączę. warto obejrzeć. dobry kryminał, doborowa obsada.

        nie wiem, czy oglądałaś/oglądaliście wczorajsze "Trzy królestwa" na TVN ?

        ja sie skusiłem, po "hero" łapię współczesne chińskie kino historyczne, kiedy się tylko da.

        w 1 w n.e, w podzielonym na trzy części kraju władca jednego z nich postanawia zagarnąc ziemie
        pozostałych dwóch i zdobyć niepodzielne panowanie nad całością. ma ogromną armię, mnóstwo żołnierzy, okrętów, sprzętu. pozostali władcy jednoczą swoje wojska, zeby mu się wspólnie przeciwstawić. mają mniej wszystkiego, ale są dzielni, mądrzy i właściwie "sztukę wojenną" Sun Zi mają w małym palcu, wykorzystują nawet świetne umiejętności w zakresie prognozowania zmian pogodowych, żeby swojego przeciwnika pognębić i ostatecznie zwycięzyć, dowodząc, ze wespół w zespół można pokonać każdą potęgę.

        fabuła jest dośc prosta, bohaterowie główni kreowani na herosów, którzy wyłysiałą szczoteczką do zębów kładą pokotem tuzin uzbrojonych po zęby wrogów, trochę hollywodzkiej wręcz kiczowatości scen romantycznych [bo w tle ofk są tam jakieś relacje k-m], a warto było obejrzeć ze względu na kapitalna oprawę - sceny zbiorowe z mnóstwem statystów jak z "Troji", długie sekwencje bitew i ich choregrafia, z synchronizowanymi ruchami całych pulków wojska, nie gorsze od tych z "gladiatora"; broń, mundury z epoki, wymyślne fryzury, ataki konne, ataki piesze, starcia i pojedynki - włozono w przygotowania potęzną kasę z pewnością, ale oplacało się, bo efekt jest taki, ze jakby to był amerykański film, to by dostał nominacjkę do Oskara za scenografię, a i niewykluczone że także za zdjęcia, bo całośc jest naprawdę nakręcona znakomicie, a sekwencja nocnej bitwy morskiej, to prawdziwa perełka.
        • barbasia1 Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 13.08.11, 18:15
          Chyba nie ogladąłm filmu "36"?! Spóbuję rzucić okiem! :)

          "Trzy królestwa"

          Nie,nie oglądałam. Liczę na powtórkę. Też lubię dla relaksu obejrzeć chińskie kino w kostiumie.

          >bohaterowie główni kreowani na herosów, którzy wyłysia
          > łą szczoteczką do zębów kładą pokotem tuzin uzbrojonych po zęby wrogów

          ha,ha, ha :)))

          Jeśli strona wizualna tu jest największym atutem filmu, to koniecznie trzeba tu wkleić kilka zdjęć z galerii:
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-6
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-18
          (Imponujący rozmach !)
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-1
          (Herosi są boscy! ;)
          www.filmweb.pl/film/Trzy+kr%C3%B3lestwa-2008-176582/photos#picture-7
          (Ładny świecznik! :)


          :)
          • grek.grek Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 14.08.11, 13:22
            I, jak tam ? oglądałaś "36" ? jakie wrażenia ?

            dobre fotki. niemniej, jeśli bedą powtarzać, to zachęcam, ofk.

            podobno John Woo, reżyseiro, skądinąd znany, którego wzięli do tej roboty dostał
            80 milionów martwych prezydentów to dyspozycji. ja bym zaryzykował opinię, że
            wykorzystał ten kapitał całkiem dobrze :]
            • barbasia1 Re: "36" - tvp1, godz. 22.15/Trzy królestwa TVN 14.08.11, 14:49
              > I, jak tam ? oglądałaś "36" ? jakie wrażenia ?

              Podbał mi się "36"! Całkiem przyzwoite francuskie kino sensacyjne! Tylko urwał mi się film, WSTYD! jak aresztowano Auteuila czyli Leo Vrinksa! Czy mogłbyś, Greku, poratować i dopowiedzieć co tam było dalej, jak się skończyło!!!? Będę Ci bardzo wdzięczna! :)

              Jedna rzecz mi fałszywie zabrzmiała, a mianowicie nieracjonalne zachowanie starego wygi, szefa brygady antyterrorystycznej! Denisa Kleina (Depardieu) podczas obławy na bandytów , który wbrew procedurom, wbrew zasadom, nie czeka na rozpoczęcie akcji, ktorą prowadzi zresztą Leo, tylko nagle, powodowany, nie wiem czym, leci sam jeden z pistoletem na uzbrojoną po zęby liczną grupę bandytów, a tym samym rozwala misternie przygotwaną cała akację i naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo biorących udział w akcji.
              Czy tak się zachowuje człowiek, który kieruje brygadą antyterrorystyczną, doświadczony antyterrorysta???

              :)
              • grek.grek "36" - spojler dopowiastka 15.08.11, 10:10
                spróbuję dopowiedzieć, co było dalej, chociaż, wiesz głupio się przyznac, ale trochę mi się zapomniało :]

                a pamiętałem kiedyś całkiem nieźle...

                więc, po primo - nie mogę sobie przypomnieć, czy żona Vrinksa zginęła przed czy po jego aresztowaniu ?

                żona cały czas starała się o zwolnienie Vrinksa, ale bezskutecznie. udało się jej dotrzeć do tego faceta, z którym był Vrinks owej nocy, kiedy tamten wykonał egzekucję gangsterską, za co później Vrinks został oskarżony o współudział. Spotkali się w jego aucie, gdzieś na pustkowiu za miastem, ona chciała od niego uzyskać zeznania oczyszczające Vrinksa, tak czy owak - poinformowany o tym wcześniej Klein zastawił zasadzke, samochód wpadł w poślizg, dachował, facet zginął na miejscu, a ledwie zipiącą żonę Vrinksa dobił Klein.

                po aresztowaniu Vrinksa Klein przejął całe dowództwo czyszcząc do kości wydział, usuwając policjantów związanych wcześniej z Vrinksem, uznając ich za nielojalnych. tę blondynkę z warkoczem wysiudali do administracji, Titi, ten młody, w ogóle wyleciał.

                była taka scena, jakiegoś policyjnego rautu dla uczczenia Kleina na stołku, na której ww. Titi obsikał Kleina. dosłownie :]

                po wyjściu Vrinks miał dwa cele : zemstę na Kleinie i nawiązanie kontaktu z córką.

                akcję zaplanował na dorocznym balu policjantów. zdobył broń, od tej prostytutki, której pomagał, pamiętasz ? tej pobitej na samym początku.

                potem odwiedział Titiego, który został ochroniarzem w nocnym klubie. zdradził mu swoje plany. w trakcie tej wizyty doszło do zadymy, w której Titi pobił się z jakimś gangusem. okazało się, ze ten gość, tobył dokładnie ten sam, co go kiedyś pamiętasz zapewne, wywieźli do lasu, rozebrali do golca, kazali kopać grób,a później zostawili, co było zemstą za pobicie prostytutki ww.
                wówczas Titi wziął sobie nóz tego faceta, i po tym nożu został teraz rozpoznany przez gangusa.
                po nożu - ponieważ, podczas tamtej akcji, miał chyba zawiązane oczy, w każdym razie nie widział twarzy policjantów, którzy go wieźli.

                ten gangus się na Titim odegrał, dopadł go, z pomocą koleżków, wywiózł za miasto i solidnie obił. i zadał mu pytanie : który gliniarz był wtedy z tobą, kto tym dowodził ? Titi był półprzytomny [ostatecznie wylądował w szpitalu, ale przeżył], ale nie stracił zimnej krwi i powiedział, ze to był... Klein.

                Klein wiedział, ze Vrinks wychodzi, i założył mu "oko", dwóch gliniarzy stale za nim łaziło, jeździło i meldowało Kleinowi.

                Vrinks, w dniu balu, zagrozil im bronią, wrzucił do bagaznika i miał wolną drogę. Pojechal na ten bal, wyczekał kiedy Klein będzie sam - w toalecie się nadarzyła okazja - i wyszedł na niego z wycelowanym pistoletem. dziabnął mu oskarżycielska krótką mowę i pozostawił pistolet, z sugestią że Klein powinien, za całokształt, walnąc samobója, jesli ma odrobinę honoru. I wyszedł.

                Kleinowi to dopiekło, ale ofk strzelać do siebie nie zamierzał, wyskoczył za Vrinksem na ulicę i zaczął wolłać, że "jej śmierć, to twoja wina" [to by znaczyło, ze chodzi o żonę Vrinksa, kiedyś narzeczoną Kleina]. i kiedy tak wołał podjechało dwóch gości na skuterze, ubranych na czarno, w kaskach, jeden uchylił otwór na oczy, rzucił "poznajesz mnie ?" i odpalił Kleinowi prosto w czoło. trup na miejscu. był to ten szukający odwetu gangster, który pobił Titiego...

                oczywiście, z nawiązaniem relacji z córką Vrinks nie miał większych kłopotów, chociaż się musiał zawstydzić jednak za te lata nieobecności; niemniej, na końcu sa oni oboje na lotnisku i szykują się razem do jakiegoś wylotu na wakacje wspólne, czy coś w tym guście. tak czy owak - happy end :]

                zdecydowanie masz rację - tak się nie zachowuje doświadczony antyterrorysta.

                rzecz w tym jednak, ze, jak pamiętasz, byla to akcja, która miała zadecydować o tym, kto dostanie szefostwo wydziału i Klein, ambicjoner i wróg Vrinksa, śledząc przez policyjne radio przebieg wypadków, dostawał nerwicy i koniecznie chciał się zasłużyc, zeby to na jego konto
                została zapisana cała zasługa. nadmiar ambicji i patologiczna wrogość do Vrinksa odebrały mu rozum i rozsądek, puściły z torbami całe doświadczenie i umiejętności, których na pewno mu nie brakowało.
                • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka -dzięki! :)))))) 15.08.11, 14:48
                  Greku, znakomitą masz pamięć !

                  Przyznam Ci się , że wczoraj późnym wieczorem znalazłam "36" na stronach filmowo-serialowych i doobejrzałam to czego nie widziałam! Miałam Ci o tym napisać dziś, ale Ty byłeś szybszy! Za co gorąco Ci dziękuję! Wiedz, że przeczytałam ten spojler z wcale nie mniejszą przyjemnością! Poza tym jedną kwestię, która nie do końca była dla mnie jasna rozjaśniłeś tym spojlerem ! (kim był ten gagnster, który napadł na Titego :)


                  > więc, po primo - nie mogę sobie przypomnieć, czy żona Vrinksa zginęła przed czy
                  > po jego aresztowaniu ?

                  Żona zginęła po jego aresztowaniu.

                  Tak, zgadzam się, jak najbardziej masz rację, niezdrowe ambicje, rywalizacja mogły popchnąć Kleina do takiego działania. Wycofuję tę uwagę.

                  Naparwdę niezłe kino.
                  :)
                  • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka -dzięki! :)))))) 15.08.11, 15:12
                    dzięki :] miałem wątpliwości, a 'propos żony Vrinksa, rozjaśniłaś je skutecznie.

                    o proszę, obrotna z Ciebie dziewczyna :] a ze spojlerem, to calkowicie po mojej stronie cała przyjemność.

                    czytałem o porównaniu "36" do "Heat" z al pacino i de niro. jak byś to oceniła ?

                    ja bym powiedział, ze jednak Heat ciekawiej oddało ten bezpośredni konflikt między głównymi bohaterami, była ta świetna rozmowa w barze, i ci dwaj się naprawdę polubili, co było bardzo ciekawym pomysłem scenariuszowym, dzieki temu do końca nie było pewne, jak to się skończy,czy zgodnie z regułami gatunku, czy jednak scenarzysta nie pozwoli przegrać i umrzec de niro. skończylo się, jak pamiętasz, bez zaskoczeń, ale... było na co czekać :]

                    "36" imo jest jednak słabszy, nie ma tego rozmachu, nie ma tej niespodzianki w sobie, bo jednak Klein jest łobuzem, nie ma tutaj szarości, jest jednak jasny podział na fajnego i niefajnego i, u mnie tak było, w połowie mniej więcej czuje się, że Klein musi zostać wytarmoszony za uszy na śmierć, bo za dużo ma na koncie, zeby logicznym było jakieś nieszablonowe zakończenie. i tylko czeka się na to, jak to się stanie, i kto to zrobi, oraz kiedy.

                    to taka moja ocena. na równi postawiłbym chyba tylko aktorstwo :]

                    a jak Ty sądzisz ?

                    jak Wy sądzicie ?

                • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 15.08.11, 21:01
                  A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła". Czy w takim razie nie zmienia to postaci rzeczy, czy Klein strzelając do zabójcy, nie dał do ręki Vrinksowi prawa do obrony, przecież od tej pory nie musiał zważać na umowy dżentelmeńskie. Dwa, jak wytłumaczcie, dlaczego Vrinks nie poszedł w linię obrony w kierunku bycia świadkiem, a nie współodpowiedzialności?

                  Chciałam doprecyzować, że Titi w wyniku pobicia już nigdy nie miał odzyskać przytomności wg opinii lekarzy, przy życiu trzymała go maszyna. Natomiast żona Vrinksa spotkała się z zabójcą, gdyż do niej dzwonił, podczas spotkania tuż przed tragedią dał jej pieniądze na życie i list. Telefon był na podsłuchu, stąd obecność Kleina,
                  I jeszcze ciekawostka, może sami doczytaliście, filmowa córka, ta starsza rzecz jasna, jest prawdziwą córką Auteila, nietrudno spostrzec podobieństwo:)
                  A "Gorączki" chyba nie znam:)
                  • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 13:04
                    Klein nie wiedział, jaką wiedzą dysponuje zona Vrinksa, w sprawie tego zabójstwa, przy którym Vrinks asystował bez własnej intencji, a o którym chciała rozmawiac z tym garusem. może to też się przyczyniło do tej decyzji ? a może był to, po prostu, impuls, może chciał ją zabić, bo była żoną Vrinksa ? nie był by to pierwszy raz, kiedy wrogość wobec niego wzięła by u Kleina górę nad rozwagą.

                    widze, pamięć Twoja w świetnej formie :]

                    "Gorączkę" polecam. dużo akcji, ale to co ją łączy z "36", to rozgrywka dwóch osobowości,w przypadku Heat są to policjant i rabuś.
                    • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 18:17
                      Z pamięcią niespecjalnie, po prostu obejrzałam powtórkę, dodam że z równym zainteresowaniem.
                      Twoja wersja motywu brzmi wiarygodnie, przyznaję, nie przyszła mi do głowy, ale w żadnym razie nie wyglądało to na zemstę na ukochanej, a taką wykładnię narzuca film bądź tłumacz.
                      • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka 17.08.11, 13:49
                        aaaa, to takie buty... ;]

                        a może obydwie motywacje się sprzęgły i Klein zabił ją mając, jakkolwiek to brzmi z perspektywy moralnej oceny, racjonalne powody, lecz i nie bez satysfakcji całkowicie złośliwej ?
                    • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:00
                      Te ż nie oglądałam "Gorączki". W tej kwestii zawierzam Tobie na słowo. :)

                      Masz rację właściwie to już niemal od pierwszych minut filmu twórcy wskazują z kim widz ma sympatyzować i że jest to towarzyski, koleżeński nie lecący na zaszczyty, nie pragnący jakoś specjalnie władzy Vrinks , a nie Klein gburowaty samotnik, któremu właśnie bardzo zależy na władzy i stołku komendanta.

                      Oczywiście od pewnego momentu nieuchonnie nasuwa się podejrzenie, że jakaś kara na Kleina musi w końcu spaść,że kres dobrej passy, jak to w życiu, musi nastąpić, nie jest jednak w żaden sposób wiadome i do przewidzenia, z której strony i w jakich okolicznosciach ona spadnie i kto będzie karzącą ręką. I to myślę jest na plus dla filmu.

                      Myślę , że nie można powiedziec o Vrinksie, że jest jednoznacznie negatywną postacią, imo, jest w niej dużo niejdnoznaczności ...

                      :)
                  • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 18:32
                    pepsic napisała:

                    > A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein
                    > ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono
                    > tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa
                    > ", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła".

                    Moim zdaniem Vrinks nie dobił żony Kleina, ona już nie żyła.

                    Tę drugą część filmu oglądałam w necie, na stronie ekino, w wersji z lektorem. Vrinks w tej scenie w tolacecie mówi Kleinowi: "Już nie żyła"! "Nie wiem dlaczego Silien ją zabił". I w tym momencie w głowie Vrinksa pojawia się wspomnienie tego zdarzenia i retrospekcja na ekranie, Vrinks zbliża się do leżącej we wraku auta do żony Kleina (oglądąłam właśnie 3. razy ten fragment i wydaje mi się, choć nie jestem tego pewna w 100% , że ona leżała z otwartymi oczami) Vinks sprawdza jej puls na szyi, po czym z bólem na twarzy przymyka (swoje) oczy, odwraca głowę, a na końcu dopiero decyduje się strzelić do niej.

                    Strzał z bliska spowodował , że ciało kobiety jakby drgnęło. Ale to, myślę, na skutek siły z jaką pocisk wszedł w ciało, a nie dlatego, że prawie nie żyła ...

                    No chyba, że chciał jej oszczędzić konania ...

                    Myślę, że pozorując, że to Silien zabił żonę Kliena Vrinks chciał oddalić od siebie winę za przyczynienie się do katastrofy samochodwej i śmierci żony Kliena, i a przy okazji jeszcze zrzucić poczucie winy na samego Kleina, który przecież współpracował z powadzącym wtedy auto ściganym Silienem i chronił go do końca .

                    Vrinks nie chciał zdradzić, gdzie jest Silien (który wyszedł na wolność) i dlatego tak surowo go potraktowano.

                    Ha! Nie wiedziałam, że to była córka Auteuila! Dzięki za info. :)

                    Pepsic, też masz świetną pamięć!
                    • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 18:58
                      Wychodzi, że narozrabiał tłumacz/lektor;)

                      Barbasiu, drobna uwaga, Kleina grał Depardieu, Vrinks'a - Auteuil.
                      • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:09
                        Dzięki! Wiem, wiem. Pomyliłam starsznie?, zmęczona jestem . :)

                        korekta:

                        pepsic napisała:

                        > A propos śmierci żony Vrinksa, cały czas chodziło mi po głowie, dlaczego Klein
                        > ją dobił? Wczoraj doczytałam, że prawdopodobnie nieprecyzyjnie przetłumaczono
                        > tekst, Klein powiedział do Vrinksa wtedy w toalecie: "ona i tak już była martwa
                        > ", co przetłumaczono: " i tak prawie nie żyła".

                        Moim zdaniem Klein nie dobił żony Vrinksa, ona już nie żyła.

                        Tę drugą część filmu oglądałam w necie, na stronie ekino, w wersji z lektorem. Klein w tej scenie w tolacecie mówi Vrinksowi: "Już nie żyła"! "Nie wiem dlaczego Silien ją zabił". I w tym momencie w głowie Kleina pojawia się wspomnienie tego zdarzenia i retrospekcja na ekranie, Klein zbliża się do leżącej we wraku auta do żony Vrinksa (oglądąłam właśnie 3. razy ten fragment i wydaje mi się, choć nie jestem tego pewna w 100% , że ona leżała z otwartymi oczami) Klein sprawdza jej puls na szyi, po czym z bólem na twarzy przymyka (swoje) oczy, odwraca głowę, a na końcu dopiero decyduje się strzelić do niej.

                        Strzał z bliska spowodował , że ciało kobiety jakby drgnęło. Ale to, myślę, na skutek siły z jaką pocisk wszedł w ciało, a nie dlatego, że prawie nie żyła ...

                        No chyba, że chciał jej oszczędzić konania ...

                        Myślę, że pozorując, że to Silien zabił żonę Vrinksa Klein chciał oddalić od siebie winę za przyczynienie się do katastrofy samochodwej i śmierci żony Vrinksa (ktorą przecież jak sie okazuje też kochał), i a przy okazji jeszcze zrzucić poczucie winy na samego Vrinksa, który przecież współpracował z powadzącym wtedy auto ściganym Silienem i chronił go do końca .

                        Vrinks nie chciał zdradzić, gdzie jest Silien (który wyszedł na wolność) i dlatego tak surowo go potraktowano.

                        Ha! Nie wiedziałam, że to była córka Auteuila! Dzięki za info. :)

                        Pepsic, też masz świetną pamięć! - to co, mam to usunąć? ;))) (przeczytałam Twój post wyżej)
                        • pepsic Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:26
                          Wszystko było zrozumiale Barbasiu, jedynie dla przejrzystości pozwoliłam sobie na sprostowanie.
                          Ale o co chodzi z usunięciem?
                          Ja po cichu liczę, że inni nie zauważają moich pomyłek, poprawiam wtedy, kiedy wypaczam sens, wydźwięk.
                          :)
                          • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:39
                            Bardzo dobrze zrobiłaś! A wiesz, że myslałam nawet , żeby tylko nie pomylić tych nazwisk, a tu masz, taki klops.

                            Czy usunać to zdanie: "Pepsic, też masz świetną pamięć!"
                            Napisałeś wyżej, że przypomniałaś sobie ten film przedwczoraj, a ja sądziłam, powyższe zdanie, że pamiętasz wszytsko jeszcze z poprzedniego seansu.

                            Niestety, nie da się nie popełniać tu na forum błędów. Też ubolewam.
                            • barbasia1 Re: "36" - spojler dopowiastka 16.08.11, 19:41
                              > Czy usunać to zdanie: "Pepsic, też masz świetną pamięć!"
                              > Napisałeś wyżej, że przypomniałaś sobie ten film przedwczoraj, a ja sądziłam, p
                              > owyższe zdanie, że pamiętasz wszytsko jeszcze z poprzedniego seansu.

                              To taki żart mój. ;/
                        • grek.grek Re: "36" - spojler dopowiastka 17.08.11, 13:56
                          może więc Klei dobił ją bez satysfakcji, co powyżej zasugerowałem, ale jednocześnie wygląda na to, ze mogła żyć - może Klein liczył na to, ze ona nie żyje, że nie będzie musiał jej dobijać, stąd jego niezbyt radosna mina z jaką to robił ?

                          motywu chyba nie dojdziemy nigdy, ale podoba mi się ilość możliwych interpretacji...

                          zdecydowanie się zgadzam z Tobą, ze zrzutką winy na Silliena chyba zwyczajnie chciał się wyłgać przed uzbrojonym i dyszącym, przynajmniej mentalnie, żądzą odwetu Vrinksem.

                          • barbasia1 Re: "36" - spojler - i francuska wersja 17.08.11, 15:43
                            W oryginale Klein mówi tak: "elle était déjà morte" , po polsku "ona była już martwa" (polski lektor na ekino mówi "ona już nie żyła")

                            /z postu orsino na filmwebie/
                            www.filmweb.pl/film/36-2004-114096/discussion/Pro%C5%9Bba+i+uwaga+-+spoiler+%29,832437
                            Oczywiście to, co mówi Klein do Vrinksa to jedna rzecz , inna rzeczą jest to, jak bylo naprawdę.

                            Z zachowania i mimiki Kleina wywnioskowałam, że żona Vrinksa rzeczywiscie już nie żyła ( w momencie, kiedy do niej poszedł, a potem strzelał (z zimną obojęnością raczej niż z mściwoscią, imo). A strzelił, bo, właśnie, chciał zrzucić winę za śmierć żony na Siliena, a tym samym i wywołać poczucie winy u chroniącego go cały czas Vrinksa .

                            Jasne, ciekawiej jest jak można pobawić się w różne interpretacje!
                            :)
      • grek.grek "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 13.08.11, 14:47
        to też powtórka, i też juz zdązylismy go rozebrać na czynniki pierwsze, ale zawsze warto, bo
        spike lee, to po prostu jeden z tych reżyserów, którym się nie odmawia. a sam film jest świetny.

        szkoda, ze tak późno, ale... wiadomo z kim mamy do czynienia. grunt, ze prime time zachwaszczony został dokumentnie oraz na trzy godziny kolejnym kabaretonem z 20 minutowymi [jak sądzę] przerwami reklamowymi. mazurska noc kabaretowa, płocka, tylko czekać na wąchocką i dolnopcimową...
        • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 13.08.11, 14:59
          Jedna z ostanich nocy kabaretowych była całkiem udana, ale zapomniałam która! ;/

          Już jestem i zabieram się do czytania do czytania o filmie "Ludzie koty" ! :)
          • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 13.08.11, 15:08
            cześć :]

            podziwiam Cię za to, ze przez to przebrnęłaś, ja fragmentarycznie się włączałem parę razy, w ciągu ostatnich edycji. nie zawsze z sukcesem w postaci trafienia na dobrą okoliczność...

            mam nadzieję, że dasz radę przez ten spojler mój ci on przebrnąć z równym powodzeniem.

            jestem ciekaw Twojej opinii :]
            • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 13.08.11, 15:18
              Witaj przy sobocie po robocie! :))

              Też nie oglądam w całości kolejnych nocy kabretowych, nie da się, niestety, zawyczaj wyłączam się na początku, ta jeden kabareton, z dużym udzialem Kabratu Hrabi, na który trafiłam całkiem przypadkowo, to był wyjątek!

              Wszytskie spojlery są cudne bez wyjątku! Czyta się jej zawsze z wielką przyjemnością!!!

              Za kilka momentów ... ;)
              • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 14.08.11, 10:45
                hehe :]

                ja się wczoraj na początku próbowałem zainteresować, Neonówka wypadła naprawdę nieźle, ale potem Wydrwigrosze mnie skutecznie odstraszyli...

                dzięki :]

                orajt, zatem spokojnie czekam.
                • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 14.08.11, 15:11
                  Próbowałam dziś wejść na forum po 12.00, ale się nie dało!? Miałeś też jakieś problemy z dostaniem się na forum, Greku?

                  ha,ha
                  Wczoraj nawet małego kawałeczka Płockiej Nocy Kabaterowej nie widziałam.
                  ( Wiesz, a ja wolę bardziej Wyrwigrosza, nawet w słabszym skeczyku niż Neonówkę. )

                  > orajt, zatem spokojnie czekam.
                  !?
                  Wczoraj już powiedziałam, co miałam powiedzieć o "Ludziach kotach".
                  Ale nie była bym sobą, gdybym czegoś nie dodała (patrz wyżej). :)
                  • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 10:14
                    Jakaś awaria była, ze strony głównej też nie było możliwości wejścia nie tylko na forum, ale i do jakichkolwiek niusów. potem dostęp do niusów się odblokował, a do forum wrócił trochę później... :]

                    widzę :] jest :]

                    P.S : fajna akcja w sąsiednim wątku ;]
                    • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 13:07
                      Dzięki za info. Już się bałam, że to nasza domowa sieć ma jakaś czkawkę przy święcie! :)

                      :)))

                      PS 1.
                      ha,ha,ha
                      Stęskniły się chłopaczyny za Tobą, za Twoimi postami pozafilmowymi, oj stęskniły.
                      Nic dziwnego, Ty teraz tak rzadko zakładasz nowe wątki (my tu w Ojejku zawłaszczyliśmy sobie Ciebie trochę [i, wiedz, że nie oddamy Cię nawet za milion martwych prezydentów :]), które za każdym razem są szalenie interesujące i zawsze dają do myślenia (są solą tego forum)!

                      PS 2.
                      Greku, co to jest "noc długich noży"?

                      PS 3.
                      A co TY tak przy świecie wcześnie wstałeś? ;))
                      • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 13:29
                        ja się bałem, ze mnie zbanowali ;]]

                        widzę, ze nie wysłali za mną żadnego "tajemniczego Don Pedro", bo nie dalej jak przedwczoraj miałem prawie 100 na liczniku na Kraj, i - haha - "szczęscie" z tego powodu pozwoli mi przez jakiś czas nowych wątków nie zakładać, i pisać tylko w moim ulubionym miejscu, czyli tutaj gdzie teraz się znajdujemy :]

                        no wiesz, "noc długich noży", to takie poetyckie ;], określenie tego, co we więźniu paru panów pod celą robi jednemu panu za pomocą instrumentów tutaj metaforycznie zwanych "nożami"...

                        o, ja zwykle jestem na odnóżach od 7 :] kładę się ok 3. taki mam organizm. trochę zahartowany. tyle mu snu wystarcza, przyzwyczaił się. nawet jesli padnę przez to na raka przedwcześnie, to i tak będę miał więcej godzin "na chodzie" niż ci, którzy mnie o te iks lat przezyją ;]] żartuję, nie chodzi o żaden wyścig, po prostu... życie jest jedno, tyle w nim ciekawego, szkoda czasu na spanie zbyt długie :]

                        • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 14:18
                          Oooo! Tak strasznie cię potraktowali na Forum Kraj? Nie może być!? Za co!? Przecież tam takie ostre dyskusje cały czas się toczą!

                          >pozwoli mi [...] pisać tylko w moim ulubionym miejscu, czyli tutaj gdzie teraz się znajdujemy :]
                          To by było, jakby Cię totalnie zbanowali na jakiś czas i zabronili jeszcze i tu pisać!?


                          O Matko i córko! Już rozumiem he,he

                          Wiem, wiem. To pytanie to był żart tylko.

                          >życie jest jedno, tyle w nim ciekawego, szkoda czasu na spanie zbyt długie :]

                          Już to mówiłam, ale powiem raz jeszcze, to jest fantstyczna sprawa nie potrzebować dużo snu, by normalnie funkcjować! Niestety ja się sytuuję jeśli chodzi zapotrzebowanie na sen na przeciwnym biegunie, heh.

                          Czesław Miłosz zdaje się też nie potrzebował dużo snu, jeden z jego przyjaciół wspominał niedawno (na okoliczność 7. rocznicy śmierci Miłosza, która przypadał 14 sierpnia ) , że nawet nocy od 3:00 do 6:00 czytał!





                          >nawet jesli padnę przez to na raka przedwcześnie,
                          Odpukaj!!!

                          • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 14:20
                            Czesław Miłosz zdaje się też nie potrzebował dużo snu, jeden z jego bliskich znajomych wspominał niedawno (na okoliczność 7. rocznicy śmierci Miłosza, która przypada 14 sierpnia ) , że nawet nocy od 3:00 do 6:00 czytał.
                          • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 14:51
                            nie, nie, nie potraktowali mnie tam niczym :] o "don pedro" pisząc miałem tych tutaj na myśli :]

                            hehe, ta idea banowania, to taki był błysk, bo awaria miała na tyle dziwaczną formę, a wcześniej miałem problemy z dodawaniem postów, co mi się jakoś zaczęło składac... ech, no nic, było minęło, ot chwilowy nadmiar wyobraźni ;]

                            wiesz, ja doszedłem z czasem do wniosku, ze liczy się tylko dobry sen, a dobry sen przychodzi wtedy, kiedy spać się chce, a więc spać należy tylko wtedy.

                            nie przejmuj się, podobno z biegiem lat śpimy coraz mniej, organizm przestaje wymagać. Ty będziesz więc miała coraz więćej czasu wykorzystanego, a ja bedę na pewnej stałej, więc się wyrównają liczniki.

                            powiem Ci, z doświadczenia, ze noc to jest naprawdę najlepsza pora na rózne aktywności. kombinowałem z różnymi ukladami dobowymi i kiedy sypiałem w dzień i hasałem po nocy zawsze jakoś to lepiej wyglądało. noc ma swój niekłamany urok... :]

                            • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 15:22
                              A już rozumiem! :)

                              Byłam tu raz zbanowana na FT, przez pomyłkę, jeśli pamiętasz i przy próbie logowania się na forum pojawiał się komunikat informujący o zbanowaniu czy właściwie niemożności zalogowania się. Tak to mniej więcej wyglada w praktyce.

                              Właśnie, chciałoby się mieć więcej czasu na to życie! :)
                              A ja śpię z wiekiem coraz więcej! ;/


                              To prawda noc ma swój urok, jak się już zwalczy falę senności to siedzi się (robiąc to albo tamto) potem calkiem przyjemnie, wiem coś o tym. Gorzej natomiast wygląda dzień po takiej pracowitej nocy, he,he. :)
                              • maniaczytania Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 15.08.11, 17:40
                                rety, wlasnie przeczytalam to, co sie obok dzieje - dzizas, ale ludzie to nie maja co robic ;)
                                • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 16.08.11, 13:10
                                  hy hy, posypuję Popielem głowę ;]
                                • barbasia1 Maniu, Mooonlight gdzieś się zapodział!? 16.08.11, 19:45
                                  Nie było w ubiegły czwartek!?


                                  maniaczytania napisała:

                                  > rety, wlasnie przeczytalam to, co sie obok dzieje - dzizas, ale ludzie to nie m
                                  > aja co robic ;)

                                  Zaprawdę dziwni to ludzie, co tak piszą:
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,127847904,127938593,Re_Zobacz_Okruh_tak_wyglada_troll_barabaras.html
                                  • maniaczytania Re: Maniu, Mooonlight gdzieś się zapodział!? 16.08.11, 21:33
                                    Moonlight "chodzil" we wtorki :) ale i tak sie juz skonczyl ;(
                                    • barbasia1 Re: Maniu, Mooonlight gdzieś się zapodział!? 17.08.11, 14:44
                                      maniaczytania napisała:

                                      > Moonlight "chodzil" we wtorki :) ale i tak sie juz skonczyl ;(

                                      ;)
                                      A to dlatego nie mogłam znaleźć w ramówce tego serialu, ani w czwratek ;), ani winny dzień!
                              • grek.grek Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 16.08.11, 13:09
                                dobrze wiedzieć, co i jak, w razie czego, hehe.

                                rózne są przypadki, czasami ilość nie przechodzi w jakość, a czasami jakość ilość przerasta :]

                                heh, co fakt to fakt; zeby zminimalizować efekt po-nocny warto się położyć rano albo po śniadaniu ;] wiesz, serio to jest zależne od przyjętego rytmu dobowego, jak sie to dobrze rozplanuje, i nie są to przypadkowo zarwane/ukradzione noce, to organizm funkcjonuje wlaściwie i nie ma problemów.
                                • barbasia1 Re: "36" - tvp1... & mo better blues,1:10 tvp2 16.08.11, 17:48
                                  Nie życzę! :)

                                  Raz na jakiś dłuższy czas to można sobie pozwolić na zarwanie nocy.

                                  :)
    • grek.grek "niania w NY" 16.08.11, 13:26
      obejrzałem sobie "nianię w Ny" - calkiem znośna rzecz, na komedię romantyczną jakoś to nie wyglądało, nawet z lekka zjadliwą krytyką społeczną zalatywało, ofk w granicach rozsądnych, wyznaczonych przez ramy gatunkowe, a one ci tutaj były lekkie dość.

      młoda dziewczyna, po studiach, zaczepia się w NY, ale najlepsza posada, jaką moze upolowac, to niana w domu bogatych buraków z socjety, którzy ludzi traktują obcesowo, są zafiksowani na punkcie kasy i statusu, ona jest pretensjonalna i zadufana, on cyniczny, słowem w pełni wyczerpywaliby definicję odhumanizowanego robokopa według fromma, gdyby nie to, ze on ją zdradza, a ona z tego powodu ma doły i doliny. no i jest ich mały syn, bezczelny smarkacz, który przy bliższym poznaniu okazuje się zagubionym, zaniedbanym emocjonalnie przez wiecznie nieobecynych fizycznie i mentalnie rodziców, którzy go traktują jak gorący kartofel, a czasami jak świeży krowi placek. i w tym towarzystwie ląduje młoda, sympatyczna arcyludzka niania, która obrywa, biedzi się, nieustannie dostaje prztyczki w nos, jej własna matka przestaje ją szanować za to, że córka produkuje się w tak nikczemnej pracy, zamiast pożytkować wiedzę wyniesioną ze studiów, ale udaje się jej małego do siebie przywiązac, a na koniec zmienić także calkowicie panią domu, w której budzi się miłość do syna i spadają z niej wielkopańskie nawyki, czyli : niania, mimo że musi odejść na końcu - tak naprawdę odnosi sukces pedagogiczny, przy okazji poznaje uroczego chłopaka, a także odnajduje samą siebie i rusza w dalsze życie z cennymi doświadczeniami, w jakims stopniu związanymi z kierunkiem ukończonych studiów [antropologia].

      ekran dominuje scarlett johansson, która jest ładna, pełna uroku i wdzięku i robi dużo min.

      20 lat.
      tyle minęło na dniach od "black album" metallici/y/ki, jakoś fanem dozgonnym nie byłem nigdy, ale ceniłem ich za niebanalne teksty, mnóstwo energii i perfekcyjne produkcje.

      ten album nagrywali przez rok. ROK. milion dolców na to poszło. trzech z czterech grajków się rozwiodło. duży koszt, ale efekt... debiut od razu na 1 miejscu na liście Billboardu, a potem 4 tygodniowa okupacja tegoż miejsca, 22 mln sprzedanych egzemplarzy, 15-krotna platyna.

      mój ulubiony kawałek z tegoż "czarnego albumu" ze znakomitym tekstem hetfielda:

      www.youtube.com/watch?v=l8BRbM52gpc
      • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 16.08.11, 17:44
        (pięć) Setka moja! ;)

        > obejrzałem sobie "nianię w Ny"
        O!? he,he!
        To ja Cię przebijam ;) filmem "Zawód Szpieg" (w zasadzie połową filmu ;/) i dwoma przystojniakami Bradem Pittem oraz Robetem Retfordem, którzy stworzyli tu znakomity duet.
        Ciekawa fabuła, akcja trzymająca w napięciu, sporo zasakujących zwrotów akcji,
        świetny montaż, klimatyczna muzyka. Jednym słowem bardzo dobry film!

        Muzyka Harry Gregson Williams -
        www.youtube.com/watch?v=ubxb06x0y4A&feature=related
        www.youtube.com/watch?v=Zbl-66Usv9s
        No prosze jaką historię obrósł ten album Metalliki! Świetny kawałek, doceniam, choć fanką nie jestem! :))
        • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 16.08.11, 19:21
          Robertem ReDfordem!
        • grek.grek Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 17.08.11, 13:47
          zaskoczyłem Cię ? hehe ;]

          gutmusik :] ale samego filmu nie oglądałem w zyciu nigdy, a skoro powiadasz, ze się nadaje, to - czekam na powtórkę jakąś.
          • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 17.08.11, 14:42
            Noooo! ;))

            Rzecz to właściwie nienowa , bo z 2002 roku. Thriller szpiegowski z dobrym scenariuszem .

            Tajny agent CIA Tom Bishop w tej roli Brad Pitt zostaje pojmany w Chinach i skazany na śmierć, jego dawny nauczyciel, potem współpracownik i przyjaciel Nathan Muir grany przez Redforda stara się za wszelka cenę doprowadzić do jego uwolnienia, co jest dość trudne, bo raz , że czasu jest bardzo mało, dwa, okazuje się ,że nie wszytskim w agencji z zależy na tym ratować podwałdnego Bishopa. Sporą część filmu zajmują retrospekcje, wspomnienia Muira z akcji, które razem z Tomem Bishopem prowadzili w Wietnamie, Berlinie, Bejrucie (o tej kacji moze opowiem , póxniej)...
            (jak się okazało twórcy filmu w żadnym z tych miejsc nie kręciili ujęć! (np. Belin udawał Budapeszt) tym bardziej więc imponuje efektowna scenografia)

            Pomimo, że jest to fikcyjna opowieść, film, tak mi się wydaje, w miarę wiarygodnie stara się pokazać pracę agentów jeszcze za czasów 'zimnej wojny' (nie są to żadne tam fantazje w stylu bondowskim), blaski i a zwłaszcza cienie, potężne koszty, jakie niesie ze sobą ta niesłychanie trudna i niebezpieczna profesja .

            Tyle w skrócie, bo moja wiedza na temat filmu jest niepełna, też czekam na powtórkę by obejrzeć porządnie od początku.


            :)
            • grek.grek Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 18.08.11, 13:55
              brzmi nieźle :] filmy szpiegowskie, może tak mnie się tylko wydaje, lekko się obsunęły w niszę, kiedyś było ich więcej, miały swoje dobre czasy, a nawet lepsze. tutaj widze, z Twojego opisu, że jest jakaś refleksja, próba obiektywnego spojrzenia na samą profesję, co by czyniło róznice między tym filmem, a gros obecnych szpiegowców, które stawiają na akcję, a nie na obserwację i krytyczną ocenę.
              • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 18.08.11, 14:24
                Wnioski płynące z filmu, wcale nieodkrywcze, są bardzo smutne. Profesja szpiega jest zajęciem nie sprawiającym satysfakcji, nie dającym się moralnie obronić, wyniszczającym psychicznie, nie ma w niej żadnej romantycznej przygody, która kojarzyła się z Bondem.

                Tomasz Raczek mówi, że w filmie Zawód:szpieg” „[...] nie ma nawet próby przekonywania, że szpiegostwo czemuś służy. Otwarcie mówi się o interesach finansowych, z powodu których przeprowadza się akcje. Za grosz patriotyzmu. Tylko gra, których reguł nie sposób zmienić, a która nigdy nie prowadzi do osobistego zwycięstwa.”
                (Z I tomu „Leksykonu filmowego na XXI wiek. Sensacje i Science Fiction” Kałużynskiego i Raczka, który wczoraj wypatrzyłam i kupiłam w miejscowym Saturnie, hiprmarkecie ze sprzęciorem elektornicznym , ADG itd. (znalazłam w nowym, książkowym!? dziale, na półce z tanią książką :))).

                A dziś (18 sierpnia) Robert Redford obchodzi urodziny, w The New Tork Timese” jest nawet okolicznościowy artykuł poświecony Redfordowi, wypatrzyłam na interii, tu jest link do neigo (artykuł jest oczywiście przetłumaczony na polski) :

                film.interia.pl/wiadomosci/film/news/najwazniejszy-aktor-swego-pokolenia,1681653,38
                :)
              • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 18.08.11, 14:31
                Wnioski płynące z filmu, niespecjalnie odkrywcze są bardzo smutne , profesja szpiega jest zajęciem nie dającym satysfakcji, zajęciem wyniszczającym psychicznie, nie dającym się moralnie obronić, nie ma w niej romantycznej przygody, która kojarzyła się z Bondem.

                Tomasz Raczek zwraca uwagę, że w filmie Zawód:szpieg” „[...] nie ma nawet próby przekonywania, że szpiegostwo czemuś służy. Otwarcie mówi się o interesach finansowych, z powodu których przeprowadza się akcje. Za grosz patriotyzmu. Tylko gra, których reguł nie sposób zmienić, a która nigdy nie prowadzi do osobistego zwycięstwa.”

                (Z I tomu „Leksykonu filmowego na XXI wiek. Sensacje i Science Fiction” Kałużynskiego i Raczka, który wczoraj wypatrzyła i kupiłam w miejscowym Saturnie, hiprmarkecie ze sprzęciorem elektornicznym , ADG itd. (znalazłam w nowym, książkowym!? dziale, na półce z tanią książką :))).


                A dziś (18 sierpnia) Robert Redford obchodzi urodziny, w The New Tork Timese” jest nawet okolicznościowy artykuł poświecony Redfordowi, ktory wypatrzyłam przypadkowo na interii.
                Tu jest link (artykuł jest oczywiście przetłumaczony na polski) :

                film.interia.pl/wiadomosci/film/news/najwazniejszy-aktor-swego-pokolenia,1681653,38
                • barbasia1 Re: "niania w NY"/ "Zawód: Szpieg" 18.08.11, 14:33
                  Mały problem z przesyłem postu !?

                  w "The New York Timesie"
      • pepsic Re: "niania w NY" 16.08.11, 18:10
        Chciałam tylko przypomnieć, że kiedyś ostrożnie polecałam "Nianię" z powodów jw., które precyzyjnie wypunktowałeś:)

        Nadal podchodzę sceptyczne do walorów zewnętrznych Scarlett,. Nie uważacie, że podobna jest do Aleksandry młodej Kwaśniewskiej lub odwrotnier?
        • barbasia1 Re: "niania w NY" 16.08.11, 19:17
          Tak, Scarlett jest rzeczywiście podobna do Kwaśniewskiej, co nawet, pamiętam, zauważyły już dano różne portale plotkarskie! Kto wie, jakby tak pogrzebać w drzewach genealogicznych, czy nie okazwałoby się, że obie panie mają jakiegoś wspólnego przodka!?

          Mnie się uroda Scarlett podoba, co już mówiłam kiedyś, a i Oli Kwaśniewskiej też.

          Pzy najbliższej okazji obejrzę porządnie "Nianię w NY " skoro polecacie, bo widziałam tylko jakieś urywki ....
          • maniaczytania Re: "niania w NY" 16.08.11, 21:35
            Mnie sie "Niania" nie podobala ani w wersji ksiazkowej ani filmowej.
            Po prostu strasznie dla mnie ta historia smutna, choc filmowa skonczyla sie inaczej, w ksiazce matka nei zmadrzala, o nie. Dziecko zostalo samotne, smutne i bez niani.
            • barbasia1 Re: "niania w NY" 17.08.11, 15:48
              No proszę, nie wiedziałam, że film powstał na podstawie książki!

              >w ksiazce matka nie zmadrzala, o nie. Dziecko zostalo samotne, smutne i b
              > ez niani.

              Samo życie!
    • pepsic "Zmiana pasa" - polsat, godz. 20.00 16.08.11, 18:38
      Nie mam pojęcia, co zacz? Trzy gwiazdki wg programu Wyborczej (co za ulga po kipigrochu) i "gwiazdorska obsada" brzmią z lekka zachęcająco.
      • barbasia1 Re: "Zmiana pasa" - polsat, godz. 20.00 16.08.11, 19:20
        Widziałam trailery-zapowiedzi w Polsacie, ale niestety też nic wiecej nie wiem na temat tego filmu, a dziś nie dam rady obejrzeć. Liczę na Wasze komentarze!
        :)
        • maniaczytania Re: "Zmiana pasa" - polsat, godz. 20.00 16.08.11, 21:36
          Ja ogladalam kiedys, i podobal mi sie, nawet "drewniany" Ben nie draznil ;)
    • grek.grek "Lekcje pana KUki" 17.08.11, 14:07
      dzisiaj to jest armata :]

      znaczy się, dla piłkokibiców, najpierw mecz o LM Wisły Kraków [polsat], a później barca-real [tvp, ale pewnie i w necie będą linki, więc się zastanowię, czy nabijać tvp oglądalność, poza tym - kto powiedział, ze mam telewizor w domu... ;]. szczęsciem jedno na drugie nie zachodzi, a nawet lepiej - to drugie się zaczyna tuż po tym,, jak to pierwsze się kończy, więc : klasyczny double-header, używając niezdarnie amerykańszczyzny telesportowej.

      "Lekcje pana Kuki", to w tvp1 o 20:25 - za radą niejakiego pana Kuki młody chłopina jedzie do Wiednia, gdzie ma nadzieję trochę pozwiedzać, trochę się o kulture otrzeć i zarobić parę miedziaków; wyjazd staje się jednak dla niego szkołą życia i przygodą zupełnie innego typu niż
      to sobie zakładał.

      tyle piszą w zajawkach. no i jest to ekranizacja ksiązkowi pod tym samym tytułem.

      w obsadzie andrzej grabowski, co już mnie nastraja zachęcająco. a Was ? :]

      jako że mecz to mecz, a wolę film oglądać z taśmy, bo to praktyczniejsze i mniej problematyczne [ukrywanie się przed światem, co by nie poznać wyniku meczu, który
      się ogląda z odtworzenia, to cięzka kampania, wierzcie mi] - mecz live, a film na taśmę, o ile znajdę telewizor [mówimy szyfrem, wiecie o co chodzi, heehe ;)].

      będziecie ogladać ? a może już oglądaliście ?

      tak czy owak, ciekawie brzmi...

      • barbasia1 Re: "Lekcje pana KUki" 17.08.11, 15:08
        Nie, nie znam filmu "Lekcje pana Kuki" (ani książki), mam nadzieję, że poznam dziś! :)


        > mecz live, a film
        > na taśmę, o ile znajdę telewizor [mówimy szyfrem, wiecie o co chodzi, heehe ;)]

        Ha, ha, ha!

        Idź do sąsiada, może pozwoli Ci popatrzeć przez okno! ;)))

        Dwa mecze, prawdziwe święto dla kibiców dziś! :)
        • grek.grek Re: "Lekcje pana KUki" 17.08.11, 15:57
          ... zatem liczę na jakąs Twoją recenzję :]. obecuję, ze będę dzielnie przebierał nogami, co by nie odstawać za bardzo i obejrzeć jak najprędzej.

          hehehe, dobra myśl, aczkolwiek podejrzewam, ze przez większośc z dostępnych okien obejrzec mógłbym co najwyżej 'barwy szczęscia', 'na wspólnej" albo inne 'ataki grzechotników na amerykę' ;]

          własnie, dwa mecze jeden za drugim, aż mi się wszystkie Mundiale przypomniały z tej okazji.
          • barbasia1 Re: "Lekcje pana KUki" 17.08.11, 16:16
            Postaram się coś na gorąco napisać!?!?

            chichichi :)

            A już za rok Euro!
      • barbasia1 OT futbolowo- grzybowy 17.08.11, 15:54
        I co, zacząłeś szukasz w piwnicy telewizora, he,he czy może szykujesz już kolację na dzisjeszy długi wieczór futbolowy?

        A propos, zaczęliście już sezon grzybowy, bo ja tak, już jakiś czas temu. Zupą grzybową i smażonką z podgrzybków na cebulce i z jajkiem. Palce lizać! ;)
        • grek.grek Re: OT futbolowo- grzybowy 17.08.11, 16:01
          ciężko się z nim dogadac, zachowuje się on jak murzyn na pasach - pojawia się i znika, pojawia się kiedy mam coś do obejrzenia, a znika zaraz po ;]]

          coś znajdę natenczas oraz naząb, hehe. na razie, nie mam pomysłu, będę improwizował. grzyba żadnego nie posiadam na składzie, a sklepowych rydzyków nie jadam, jak już to złowione własnoręcznie, albo wlasnonożnie, ale Twoja propoozycja kulinarna ma gwaltownie liczne walory, więc kto wie...
          • barbasia1 Re: OT futbolowo- grzybowy 17.08.11, 16:23
            He,he!

            Oooo! Znasz się na grzybach!? Chodzisz na grzyby!
            W takim razie jesteś moim idolem! ;)))

            A w tym roku, jak w poprzednim jest urodzaj na grzyby! :)

            Smażonka z różnych grzybów: podgrzybków, rydzyków, borowików, to coś pysznego, taką planuję wkrótce zrobić!

            W takim razie fantastycznych emocji dziś wieczorem i smacznego!
            • grek.grek Re: OT futbolowo- grzybowy 18.08.11, 12:32
              od wielkiego dzwonu, zdarza mi się, rzadko bardzo, hehe ;]

              dzięki za życzenia, ktore się spełniły, bo Reale i barcelony znowu się kopały po kostkach, a
              w ostatniej minucie w ogole wszyscy wszystkim targali za uszy i nawet trener Realu trenerowi
              Barcelony palec do oka wsadził i za ucho ciągnął ;] a sam mecz bardzo dobry i wynik do
              końca niewiadomy [barca wygrała rzutem na taśmę].
              • barbasia1 Re: OT futbolowo- grzybowy 18.08.11, 14:36
                W tym roku jest urodzaj na grzyby, musisz się koniecznie wybrać! :)

                he,he
                Rzeczywiscie bardzo emocjonująco. ;))
                • grek.grek Re: OT futbolowo- grzybowy 18.08.11, 15:52
                  spróbuję :]

                  było. działo się. oby tak przez cały sezon, hehe.
                  • barbasia1 Re: OT grzybowy 22.08.11, 23:20
                    Grzybów chwilowo nie ma ( w sklepach?) letnie się skończyły, jesienne dopiero rosną (a pogoda znów sprzyja :), chciałm kupić na zupę grzynbową, ale musiałam objeść się ze smakiem. ;/

                    Jakbyś się wybrał, to zdaj sprawe potem ze zbiorów! :)
    • grek.grek "próba sił/bless the child", spojler, 18.08.11, 13:05
      oglądaliście anansowane "lekcje pana Kuki" ? jak wrazenia ?

      ja sobie wcześniej, z taśmy, obejrzałem coś, co się nazywało "Próba sił", z angielska "bless the child", piszę to, bo to ciekawe, ze i oryginał i polski odpowiednik są daleko inne od siebie, ale równie trafne.

      glówną rolę gra tutaj Kim basinger. jest pielęgniarką z, a jakże, nowego jorku. któregoś dnia odwiedza ją dawno nie widziana siostra, z córką. siostra, ćpunka, znika tak nagle jak się pojawiła i zostawia ją z małą. Kim się nią zajmuje, wychowuje, mija parę lat... Mała jest inna od reszty dzieci, na tyle że podejrzewana jest o autyzm, a poza tym - przejawia niecodzienne zdolności : umie ożywić martwego gołębia, w kaplicy samym spojrzeniem potrafi zapalić killkaset świeczek naraz i sprawić, ze z oczu figury Matki Boskiej płynie woda. Kim nie bardzo wie, co to za jazda, jest ateistką, w zabobony nie wierzy, ale zdumiona jest i owszem.

      znienacka pojawia się ponownie siostra Kim. Nie sama. z mężem. i zabierają dziecko. Kim jest z małą bardzo zżyta, więc niespecjalnie się jej to podoba, zwłaszcza że facet jest dośc podejrzany. deus ex machina w fillm wchodzi młoda narkomanka, która ostrzega KIm, ze mąz jej siostry, to podejrzany typ, rodzaj sekciarza, który wszedł w konszachty z belzebubem czy innym tam kosmateuszem i tak naprawdę nie chodzi mu o siostreę Kim, a o małą - bo dziewczynka jest wyjątkowa, na wyjątkowe możliwości duchowe i jeśli ją przekabaci i przeciągnie na swoją stronę, to - zgadnijcie ? : yes, zapanuje nad światem ;]. Kim idzie z tym na policję, a policja już ma gościa na oku, a jego sekta, działająca pod przykrywkami róznych "fundacji wspierania czegoś/kogoś/etc" robi rózne przekręty, którymi już się specjalnie służby interesują.

      kim jest prześladowana przez sekciarzy, a to ją pobiją i leży na torach w metrze, a to jej uderzone auto zawisa nad wodą na moście. zawsze w ostatniej chwili albo sama się ocknie i uratuje, albo pojawi się cherubin, który ją uratuje, a potem rozpłynie się w powietrzu. Kim kradnie dziecko siostrze i sekciarzowi. Kim traci dziecko, po pościgu sekciarzy. Kim musi je ponownie odzyskać, zanim sekciarz małą zwerbuje do swojej misji.

      od tej pory thriller zmienia się w horror teologiczno-mistyczny, wiruja w powietrzu co pewien czas jakieś stwory, słudzy kosmateusza mają czasami gęby jak z obrazów Boscha, tylko gorsze. Kim dostaje pomoc od księży i zakonnic, czasami wtrąci się jakiś aniołek, kiedy np. Kim ucieka z małą, gonią ją sekciarze, a drzwi od wagonu metra prawie się zamykają - tajemnicza cherubinka zatrzymuje je wkładając w srodek parasol i uśmiechając się sekretnie i uprzejmie, pan policjant który pomaga Kim też ma kontakty z jakimiś typami, którzy zaraz po sprzedaniuu mu jakiejś złotej mysli znikają jak kamfora. a więc konfrontacja piekła z niebem jak się patrzy.

      sekciarz tymczasem wystawia małą na próby, które mają w niej wiarę w Boga obalić, i skłolnić do sojuszu z kosmateuszami - raz, szepcząc w jakimś dziwnym jezyku zmusza pijaczka ulicznego, zeby się oblał benzyną i spalił, ale mała ratuje nieszczęśnika w ostatniej chwili. potem stawia ją na gzymsie dachu wieżowca i każe skoczyć " skocz, jesli wierzysz w Boga, jesli wierzysz, ze on istnieje i cię uratuje, skocz; a jesli nie wierzysz, to chodź ze mną, daj mi rękę, ja jestem realny", mówi jej sekciarz, ale mała nie podaje mu ręki ale i nie skacze.

      no i dochodzi do finału, który od pooczątku do końca jest kiczem nad kiczami - ofk, odbywa się w zamku, w którym chyba połowę horrorów świata już nakręcono ;]; zbiera się tam cała sekta, a mała ma dokonac wyboru : albo idzie z sektą i wybiera na swego pana kosmateusza albo zostanie zaciukana kozikiem; Kim może jej pomoc, ale musi tego dokonać mocą wiary, której posiada niewiele, bo jest ateistką. ofk, Kim zostaje złapana, kiedy próbuje się zakraśc chyłkiem do tego zamku.

      i jest kulminacja - mała nie chce się zaprzeć Boga, Kim próbuje krzesać wiarę w sobie, pojawiają się jakieś szczury i ptaszory, ktore w - realu czy głowie Kim - tworzą jakąś fizyczną postać belzebuba, która za moment się rozlatuje w powietrzy , sekciarze hasają z nożami, a główny sekciarz dodatkowo z wybałuszonymi gałami nawija makaron na uszy. mała idzie w zaparte, więc główny sekciarz szantażuje ją, ze zabije Kim. wtedy wkracza do akcji policja, robi się chaos, płonące dookoła lichtarze i jakieś kotły specjalne się przewracają, ogień zaczyna szaleć wszędzie dookoła i w takiej scenerii trwa rozwałka sekciarzy, których ganiają gliniarze; glówny sekciarz nie traci zimnej krwi, chce w ostatnim ruchu zastrzelić małą, ale Kim ją zasłania sobą i sama zostaje zastrzelona, a sekciarz chwilę po niej - strzela do niego policjant. mała wskrzesza Kim przykładając jej dłoń do rany na klacie. Kim się budzi, żwawa jak kózka, bo trzeba uciekać, gdyż ponieważ cała rudera się sypie, a temperatura, która cudem ich jeszcze nie nadpaliła rośnie do maksiumum. no i uciekają, z pomoca policjanta, a Kim nawet zdąża ogłupialą siostrę zabrać ze sobą.

      epilog - mała zostaje z Kim, która ją adoptuje, za zgodą siostry, a pan policjant idzie z nimi na spacer i do kościoła na mszę ;]

      generalnie, schemat goni schemat, ikonografia grozy bije po oczach, a całości nie ratuje niezmiennie fotogeniczna Kim basinger :]

      jesli nie oglądaliście, to nie powiem, zebyście mieli czego żałowac, hehe.
      • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", spojler, 18.08.11, 14:59
        Obejrzałam "Lekcje ..." ! Całkiem przyjemnie się oglądało, zabawna, nieco groteskowa opowieść, ale ...,ale jest kilka mocnych ale. ALE O tym jutro!

        Nie, nie będziemy oglądać tego horroru. :))
        • grek.grek "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 18.08.11, 15:50
          o, czekam zatem na Twoją recenzjon :]

          hehe, zupelnie można sobie darować, ale jeśli ktoś lubi konwencję pewną, to na
          pewno kupi ten tytuł i na pewno sie nie zawiedzie, bo akcja, tempo i religijno-nadprzyrodzona
          otoczka są na miejscu. fani takiego kina sie nie zawiodą. reszta - raczej się nie pożywi
          specjalnie...

          "ręka fryzjera" w tvp1, dziś, o wspaniałej godzinie 3:00... brak słów; w tym czasie zapewne, tak czy siak, tvp będzie niedostępna z powodu wyłączenia. żenada do kwadratu.

          ale, my ich mamy w... poważaniu, sprytni jesteśmy :]

          www.sieradz-praga.pl/index.php?page=reka-fryzjera-film
          • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 19.08.11, 15:43
            No tak, nie jestem fanką gatunku. :)

            Dzięki wielkie za link do dokumentu!
            Czytałam kiedyś, chyba w Wysokich Obcasach artykuł o mistrzu Antoinie, czyli o Antonim Cierplikowskim, fryzierze z Sieradza, który zrobił niestmowitą karieręna świecie , a do historii przeszedł jako autor przełomowej w dziejach mody fryzury "na chłopczycę". Zaiste nieprzeciętna, niebanalna, to postać!

            Później obejrzę ten dokument /order za spryt należy się! ;)/



            :)
            • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 20.08.11, 14:19
              hehe, jak nie chcą dać, to sami weźmiemy ;]

              właśnie, zaciekawiła mnie ta historia po przeczytaniu zapowiedzi.

              no to, jak obejrzymy, to obgadamy :] [cza będzie się zebrać w sobie do odtwarzania godzinnego filmu z jutuba, hehe]
              • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 21.08.11, 22:23
                Tak, historia mistrza Antoine'a jest pasjonująca!

                Okej, świetnie, to ja dziś na dobranoc zacznę oglądać dokument, a jutro wieczorem dokończę go sobie.
                A Ty? Jak tam?, Zebrałeś się już w sobie, he,he, zainstalowaleś się na youtubie?

                O "Lekcjach pana Kuki" (oczywiście przeczytałam Twój post / świetny!/) - ja - jutro ...

                Dzięki za dobre słowo na sobotę! To był bardzo , bardzo dobry dzień , bardzo pracowity i bardzo owocny. :)))
                • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 22.08.11, 13:12
                  witaj; jak czytam - po dniu udanym... tak trzymać zatem :]

                  no cóz, ja jeszcze w lesie jestem, jak chodzi o ten dokument... zbieram wszelako energię i na pewno wkrótce obejrzę. w każdym razie, ciekawem Twojej jego recenzji, jesli uda Ci się zebrać się wcześniej ode mnie :]

                  dzięki, hehe, "lekcje" były na tyle wdzięcznym filmem, ze i jakos tak się pisało o nim rześko; czekam z ciekawością na Twoje wrażenia.

                  • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 22.08.11, 23:43
                    Witaj, Greku, bardzo wieczorową porą dziś, heh.

                    A ja obejrzałam wczoraj cały dokument, pasjonujący, a jeszcze muzyka nadawała jakiegoś takiego specyficznego klimatu, że nie mogłam się oderwać.
                    Jutro szczegóły!
                    O "Lekcjach..." też.

                    Dobrej nocy! :)
                    • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 13:41
                      o, no to się spięłaś :] brzmi zachęcająco już te kilka zdań, które napisałaś...

                      a ja sobie trochę kolejność przestawiłem i wziąłem do oglądania "Enen", nie wiem czy widziałaś ?

                      lecę tymi nieszczęsnymi kawałkami, uff... ;]; mam godzinę za sobą, jest nieźle, mam nadzieję na jakieś interesujące rozwiązanie plus jakąs niebanalną puentę.

                      a com widział, to postaram się opisać, kiedy skończę :] zachęcam do obejrzenia. dobre polskie kino to jest.

                      noc dobra była :]
                      • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 14:35
                        kilka zdań zachęcających - owszem, ale... no oczywiście - liczę na zapowiadane więcej :]]
                        • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 14:41
                          grek.grek napisał:

                          > kilka zdań zachęcających - owszem, ale... no oczywiście - liczę na zapowiadane
                          > więcej :]]

                          No jasne, że będzie więcej zdań!
                          Już jestem! Fajnie Cię widzieć znów! :)



                          /A u mnie wczoraj był wieczór z sensacjami ... żołądkowymi, he,he! ;) /
                          • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 15:17
                            na to liczę bardzo :]

                            nawzajem :]

                            o, mam nadzieję, ze nie zjadłaś jakiegoś grzyba niesprawdzonego... mnie postraszyli w jakimś wiadomościach mówiąc o tym,ze muchomory w tym roku wyjątkowo obrodziły i łatwo je pomylić z
                            grzybami jadalnymi; zacząłem się zastanawiac, jak to sie stało, ze kiedy te kilka razy w życiu sam zbierałem i jadłem później nie natrafiłem na jakiegoś podstępnego truciciela... ;] fart jakiś... ;]
                            • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 15:54
                              Nienie, to od grzybów. Namieszałam na raz różności. ;)

                              Wiesz, w sklepach, a i na straganach na ryneczku grzyby muszą być atestowane ( sanepid robi naloty, jak się wczoraj dowiedziałam), z gwarancją, że od znającego się na rzeczy, czyli grzybach pochodzą i że nie ma wśród nich trujących ...

                              Aleee, wyobraź sobie, w ubiegłym roku moja mum wypatrzyła takiego podejrzanego grzybka pośród tych atestowanych, dobrych (podgrzybków)!? piekący, o czym sama się przekonałam na własnym języku. Nie wiem , co to był za grzyb, czy był mocno trujący czy nie, na wszelki wypadek wyrzuciłyśmy go do kosza.

                              >fart jakiś... ;]

                              Znasz się na dobrze grzybach! Na szczęście!!! :)

                              Na grzyby blaszkowe trzeba bardzo uważać, ona są najbardziej niebezpieczne, przypominali też niedawno z kolei w radiowej Trójce.

                              :)
                              • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 16:00
                                Jak piekący, to może borowik szatański, ponoć "tylko" niejadalny, różowawy.
                                • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 16:13
                                  pepsic napisała:

                                  > Jak piekący, to może borowik szatański, ponoć "tylko" niejadalny, różowawy.

                                  O matko! To dobrze zrobiłyśmy.
                                  Dokładnie już nie pamiętam wyglądu tego grzybka, zdaje się, że był sam kapelusz ...
                            • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 15:58
                              Najbezpieczniej nie zbierać blaszkowatych, nawet kurek, rydzów i kani oraz pod żadnym pozorem gąsek:)
                              Połowicznie się pochwalę, dwa tygodnie temu podczas spacerów na skałkach przypadkowo uzbierałam całą zrywkę prawdziwków na skaju lasu, niestety 3/4 z nich okazała się robaczywa ( sucho było). Obecnie, jak Barbasia informowała, skończył się urodzaj, ale dla mnie to bez znaczenia, nie przepadam za grzbobraniem, zdecydowanie wolę słońce i przestrzeń.
                              • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 16:24
                                Witaj Pepsic! :)))

                                O! To pięknie! W życiu nie znalazłam browika, nawet robaczywego!

                                A ja przepadam za grzybojedzeniem! :)
                                • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 17:04
                                  Jestem cały czas i nie mam nic na usprawiedliwienie:(

                                  A wiesz, ja też się zastanawiam, że to mógł być pierwszy raz.
                                  Grzybojedzenie? Bez szału. Jakoś nigdy się nie podniecałam sezonem czy zbieraczami handlującymi przy drodze. Grzybową ew., ale ja generalnie smakoszką zup jestem. Może rydze smażone, o tu trudno się oprzeć.
                                  • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 17:32
                                    pepsic napisała:

                                    > Jestem cały czas
                                    To dobrze. :)

                                    > A wiesz, ja też się zastanawiam, że to mógł być pierwszy raz.
                                    No proszę! :)

                                    Smażonki z samych rydzów nie jadłam, muszę koniecznie sprobować, a rydze akurat widziałam wczoraj na straganach.

                                    :)
                      • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 14:59
                        Prześwietnie! Zatem czekam na "Enen",
                        A może w międzyczasie też uda mi się obejrzeć go w necie!? Spórbuję! Bo zdaje się nic ciekawego w tym tygodniu nie ma niestey.


                        > noc dobra była :]

                        Brzmi, hmmm, intrygująco? ;)
                        • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 15:13
                          właśnie dokończyłem. jutro, albo pojutrze najpóźniej, naskrobię o wrażeniach własnych. na razie nie będę zdradzał żadnych szczegółów, aczkolwiek - do zdrady nadawałoby się najwyżej zakończenie, tudzież - rozwiązanie całej zagadki. jeszcze się chwilę zastanowię, co - według mnie - wynika z tej całej fabuły i co autor chcial przekazać :]

                          w każdym razie - polecam. półtorej godziny, wg mnie - można poświęcić. czy na sto procent - koniecznie warto [poświęcić], to już inna para kaloszy... wiesz, u mnie jest tak, że jak polskie kino, to się bardziej przykładam i nawet tego jutuba z monitora zniosę, ofk od czasu do czasu, hehe.

                          ... jakoś tak mi się intrygobrzmiąco napisało ;]

                          o mistrzu nozyczek i balejażu - na pewno nie zapomne, w najbliższym czasie obejrzę, mam nadzieję mając dobrą motywację z powodu Twojej, zapowiadanej, recenzji :]
                          • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 17:23
                            Świetnie!
                            Ależ poświęcenie z Twojej strony!
                            W takim razie i ja się zbiorę za ten film, na pojutrze dam chyba radę obejrzeć, postaram się w każym razie!

                            Mistrz balejażu??? Toż Antoine był prawdziwym artystą, prawdziwe dzieła sztuki tworzył na głowach swych klientek, a nie jakieś zwykłe balejaże!!! Ale o tym za chwil kilka! :)

                            > ... jakoś tak mi się intrygobrzmiąco napisało ;]
                            Coraz bardziej intrygujące! ;)))
                            • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 19:43
                              Barabsiu, balejaż to nie zwykłe pasemka, na pewno wymagają ręki mistrza, gdyż chodzi o dobranie odpowiedniej palety odcieni do aktualnego koloru włosów i odpowiednie nałożenie, żeby ładnie i dyskretnie się mieniły oraz dodawały objętości.
                              Ps. Wiem, wiem, to ironia była.
                              Swoją drogą skąd nasz kolega jest tak biegły w balejażu? Grek przyznaj się!
                              ;)
                              • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 24.08.11, 11:48
                                hehe, gdzież mnie do "biegłości"... ot, gdzieś zasłyszałem, że jak balejaż, to u fryzjera kolędować, i teraz mi się przydało ;]
                                • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 24.08.11, 14:23
                                  A co, planowałeś robić??? 8-O
                                  Żart!
                                  chi,chi ;)

                                  Dobrze, dobrze, trzeba znać słownictwo z różnych zakresów
                                  Któryś z naszych wielkich pisarzy, nie pamiętam , który, a nie chcę mylić nazwisk, czytał sobie do poduszki słownik języka polskiego dla lepszej biegłości w sparwach językowych ...

                                  /A tu u nas nie ma czym oddychać!/
                                  • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 24.08.11, 14:43
                                    hehe, kto wie... żeby tak posiać przerażenie i ostentacyjnie dobry gust poobrażać ? hmm, brzmi nieźle... ;]]

                                    sprytny gość był to, kimkolwiek był. mnie coś wpada do ucha, albo do oka, a potem albo wypada albo zostaje, ot co :]

                                    w dzień skwar, bez klimatyzatora ani rusz [orajt, wentylator skromny w moim przypadku :)] = to fakt, ale za to wieczory i noce są już chłodniejsze. długo to nie potrwa, bo wrzesień raczej dośc prędko przynosi zmianę temperaturty na dużo niższą, przyjaźniejszą skądinąd.
                                    • barbasia1 "ręka fryzjera" i balejaże 24.08.11, 16:49
                                      Ha,ha! Ale by było! :)))

                                      Rzeczywiście, balejaż na głowie może robić wrażenie na ludziach. Pamiętam, wywiad z Magdą Jethon najsłynniejszą właścicieleką bardzo efektownego, kolorowego balejażu radiowej Trójki (nie wiem czy znów jest jej szefową, już się pogubiłam)
                                      o takiego:
                                      wyborcza.pl/55,75478,7504801,,,,8638344.html
                                      która wposminała jak to jeden z polityków PiS (!?) , mówił o niej "Ta babka z dziwaczną fryzurą", he, he.

                                      A mistrz Antoine wprawdzie nie miał na głowie balejażu, ale też robił wrażenie swoią fryzurą, włosami farbowanymi na niebiesko, farbką do włosów zdaje się nawet własnej produkcji .
                                      Będzie Tobie / Wam się podobała ta postać! :)


                                      Wybacz, nie pamiętam już który to z pisarzy w ten sposób udoskonalal swój warsztat!! Heh!

                                      A propos pamięci i niepamięci, jakiś czas temu założylam sobie (wzorem spotkanego kiedyś dawno temu sympatycznego Hiszpana) notesik (już 3. z kolei ) i notuję najróżniejsze ciekawe rzeczy, które gdzieś usłyszałam, wyczytałam, by w razie chwilowej amnezji móc łatwo przypomnieć sobie to, co z głowy wyleciało .


                                      Byle do wieczora! :)
                                      • barbasia1 Re: "ręka fryzjera" i balejaże 24.08.11, 16:50
                                        Ha,ha! Ale by było! :)))

                                        Rzeczywiście, balejaż na głowie może robić wrażenie na ludziach. Pamiętam, wywiad z Magdą Jethon (z radiowej Trójki, nie wiem czy znów jest jej szefową, już się pogubiłam) najsłynniejszą właścicieleką bardzo efektownego, kolorowego balejażu,
                                        o takiego:
                                        wyborcza.pl/55,75478,7504801,,,,8638344.html
                                        która wposminała jak to jeden z polityków PiS (!?) , mówił o niej "Ta babka z dziwaczną fryzurą", he, he.

                                        A mistrz Antoine wprawdzie nie miał na głowie balejażu, ale też robił wrażenie swoią fryzurą, włosami farbowanymi na niebiesko, farbką do włosów zdaje się nawet własnej produkcji .
                                        Będzie Tobie / Wam się podobała ta postać! :)


                                        Wybacz, nie pamiętam już który to z pisarzy w ten sposób udoskonalal swój warsztat!! Heh!

                                        A propos pamięci i niepamięci, jakiś czas temu założylam sobie (wzorem spotkanego kiedyś dawno temu sympatycznego Hiszpana) notesik (już 3. z kolei ) i notuję najróżniejsze ciekawe rzeczy, które gdzieś usłyszałam, wyczytałam, by w razie chwilowej amnezji móc łatwo przypomnieć sobie to, co z głowy wyleciało .


                                        Byle do wieczora! :)
                                        • grek.grek Re: "ręka fryzjera" i balejaże 25.08.11, 12:32
                                          wrażenie nie gorsze niż murzyn z rózowym irokezem i w pomarańczowym surducie na zjeździe ku klux klanu :]

                                          niebawem obejrzę...

                                          hiszpan dobra rada, w skrócie HDR ;]
                                    • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 24.08.11, 16:55
                                      Stefan Żeromski!!! On czytał codziennie słownik!

                                      /W necie znalazlam potwierdzenie! /

                                      :)))
                                      • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 25.08.11, 10:09
                                        Dzisiaj by siedział w Internecie:)
                                        • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 25.08.11, 16:33
                                          pepsic napisała:

                                          > Dzisiaj by siedział w Internecie:)

                                          O, pewno! i prowadziłby blog literacki albo internetowy dziennik. ;)

                                          A z Forum Kraj na pewno by uciekł! ;))
                                    • pepsic Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 25.08.11, 11:00
                                      Nie marudzić! W lato upał musi być.
                                      :)

                                      • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 25.08.11, 12:34
                                        szczęsliwie, czy nie..., zjawił się na ostatniej prostej ;]
                                      • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 25.08.11, 16:36
                                        Pewnie, że dobrze że ciepło oraz gorąco (przyzwyczajam się ;)
                                        Mam nadzieję,że wrzesień też będzie ciepły.

                              • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 24.08.11, 14:39
                                pepsic napisała:

                                Tak, Pepsic, świete słowa! Balejaż to nie jest taka prosta sprawa do wykonania , a i nawet też zwykłe pasemka nie kazda fryzjerka potrafi dobrze robić, wiem, bo od czasu do czasu zdarza mi się dokładać po kilka jasnych pasmek.

                                • pepsic Prywata, sorry 25.08.11, 10:19
                                  Zawsze miałam wrażenie, że jesteś średnią blondynką z jasnymi pasemkami i bardzo proszę nie doszukiwać się podtekstów:)
                                  • barbasia1 Re: Prywata, sorry 25.08.11, 15:11
                                    pepsic napisała:

                                    > Zawsze miałam wrażenie, że jesteś średnią blondynką z jasnymi pasemkami i bardz
                                    > o proszę nie doszukiwać się podtekstów:)

                                    Ha,ha,ha :)))

                                    Nie mylisz się.

                                    No właśnie pasemka (i podteksty) - wiesz, mam w naturze jakieś skłonności do przełamywania stereotypów ... ;))

                                    A pasemka są zrobione tak, że wyglądają bardzo naturalnie ... Ale co ja się musiłam natłumaczyć kolejnym fryzjerkom!

                        • grek.grek Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 15:24
                          na wszelaki wypadek, link do "enen" w jutubie, kolejne odcinki sukcesywnie pokazują się na pasku obok :

                          www.youtube.com/watch?v=aHJy63MxTDkfeature=related
                          teraz byłoby zabawnie, gdyby go puścili w tiwi [na co liczyłem zwlekając z obejrzeniem go] ;]
                          • barbasia1 Re: "próba sił/bless the child", "ręka fryzjera" 23.08.11, 16:03
                            Dzięki! :))
                            W takim razie chyba zacznę dziś oglądać!

                            Właśnie, wolałabym zobaczyć "Enen" niż kolejne powtórki "Pułkownika Kwiatkowskiego" (dziś w Dwójce) czy "Prawa ojca" (jutro w Jedynce o 20.25).
    • grek.grek a dziś nic, więc może coś z innych beczek 19.08.11, 13:54
      ależ dzisiaj bida z nędzą :] dosłownie i w przenośni NIC.

      pisałem a'propos "ludzi kotów", że nie wciągnięto do obsady Nowego Orleanu...

      moze więc tak a'propos tamtego wątku...

      www.imagesbyjohnlewis.com/3/details.htm
      koniecznie musicie tego posłuchac, gość jest bezbłędny, kiedyś w roxy.fm puszczali przez godzinę jego kawałki, świetnie się słuchało, w środku nocy ofk ;]; teksty, muzyka, styl, dla mnie - rewelacja :

      www.tekstowo.pl/piosenka,pablopavo,10_piosenek.html
      • barbasia1 Re: a dziś nic, więc może coś z innych beczek 19.08.11, 15:49
        Fakt, też nic godnego uwagi nie widzę.

        Świetne te noworleańskie obrazki! Aż by się chciało obejrzeć to wszytsko na żywo. :)

        Właśnie słucham! :)


      • barbasia1 OT 20.08.11, 08:36
        Greku, dziś niestety muszę wyjechać na 2 dni,
        wrócę jutro po południu.

        Jak wróce nadrobię zaległości w "Lekcjach pana Kuki". Oczywiscie wszelkie Wasz komentarze na temat tego filmu będą mile widziane!
        Pozdrówka i serdeczności!
        • grek.grek "Lekcje pana Kuki" - trzy po trzy po projekcji. 20.08.11, 13:05
          zatem, miłego pobytu :]

          a ja wczoraj obejrzałem owe "lekcje Kuki" i co mogę powiedzieć, to to, że... dobrze się oglądało, hehe.

          taki zapis dotykania życia przez chłopaka, który wyśiubić raczył pierwszy raz nos poza swoje opłotki. nowe goni nowe i nowym pogania, momentami smiesznie, momentami dramatycznie, momentami lirycznie, momentami kuriozalnie, ale po wszystkim zebrana do tzw. kupy całość wygląda urzekająco. szkoła zycia... nocowanie na ławce w parku-ogrodzie. szukanie pracy bezskuteczne. sama praca. odpowiedzialność za nie swoje. nkonfrontacja z niechęcią miejscowych. seks. nietypowy romans. jakieśtam uczucie. dojrzewanie. inicjacja. uczestnictwo w czymś żywym i pulsującym. innym od tego, co do tej pory znał. widać, ze chłopina nie do końca wszystko rozumie, ale instynktownie podąża za kolejnymi odkryciami i napoczętymi wątkami.

          uroki zycia na emigracji :] trochę stereotypowe, kiedy chodzi o sekwencję, w której nieuczuciwy Polak oszukuje naiwnych polskich robotników udając potentata, któremu mają wykopać dół pod basen, ale najpierw zapłacić kaucję za dane narzędzia. i robotnicy na to idą, nie pytają, dlaczego ten basen w szczerym polu, nie każą mu się wylegitymowac, nie proszą o dane i telefon. Nic. zostają na lodzie, a w efekcie za kratkami zapewne, bo zgarnia ich policja, jako że wydziobali wielką dolinę na terenie parku krajobrazowego. i pada ich przywódca na kolana : dlaczego znów mnie oszukali, dlaczego zawsze ja, dlaczego zawsze mnie. jak figura symobliczna Polaka-męczennika :]

          imo, największy atut tego całego zamieszania,to wykreowane postaci - tajemnicza brytyjka spędzająca całe dni w galerii przed tym samym obrazem, trochę taka szorstka i oschła, jakby doszukująca się w tym malarstwie jakiejś iskry, ktora ją na nowo rozkręci, pozwoli odczuwać namiętności; pianista, który porzucił swoją bogatą rodzinę, a także przestał grać, kiedy odkrył, ze nic go nie rusza, a teraz kradnie, zeby się rozbudzić wewnętrznie, generalnie - bez skutku; wresszcie sam tytułowy Kuka, ni to jednonogi ogrodnik paradujący w stroju Napoleona i wykonujący rózne dziwne gesty, świdrujący spojrzeniem, w scenach rozgrywanych w Polsce, ni to dwunożny elegant w białym garniturze z futerałem na skrzypce w ostatniej scenie w Wiedniu, kiedy mówi chłopakowi "nic nie jest tym, czym się wydaje".

          kobieta i pianista budzą się z letargu - ona odzyskuje namiętnośc, on znów gra na pianinie, a oboje odmienia przypadkowa znajomośc z naszym dzielnym chłopakiem, sympatycznym, do rany przylóż i dobrzxe wychowanym, ale i jak trzeba to sprytnym, ofk w dobrej intencji.

          wyglądać to może tak, że Kuka, ktory sam namówił chłopaka na ten wyjazd do Wiednia, wyposażył w amulet, być moze pomocny przy tych wszystkich przejściach ?, też się zmienił w jakiś sposób. ewidentnie jest to romantyk, więc moze cała fabuła odbywa się w jego umyśle, być moze Waldemar jest jego alter ego, i przeżywa dokładnie to samo, co sam Kuka w młodości i to pozwala Kuce odzyskać sprawnośc ? a może Kuka jest wytworem wyobraźni Waldemara ? głosem wcielonym jego własnej potrzeby wyfrunięcia w świat szeroki celem odnalezienia siebie, swojej tożsamości, wykucia jej w toku nabierania doświadczeń ?

          andrzej grabowski dostał 15 minut na ekranie i zrobił znów male dzieło sztuki. młody garlicki ma łatwość grania, swobodę i naturalność. niejaki august diehl jako pianista-złodziejaszek - też do zapamiętania, lekko nonszalancki, lekko naprawdę-poszukujący, trochę naiwny a trochę mądry w swoich tyradach antysystemowych.nadia cameron-blakey, nie znałem tej aktorki, bardzo zmysłowa.

          świetne zdjęcia, jak to w polskim filmie ;] wiedeń pod róznymi kątami, raz ten nowoczesny, miejski, a raz kameralny, zachowujący zachłannie ten stary, dawny klimat - szczegolnie sceny w sklepie lalkarskim, w ktorym pracuje Waldemar mają ten nastrój.

          no nic, ja to kupiłem, a Wy ?
        • grek.grek foto 21.08.11, 14:26
          jedno z bardziej znanych zdjęć, obchodziło zdaje się ostatnio jakąs rocznicę ukazania się, czy wykonania...

          www.flog.pl/media/foto/563995_dennis-stock-james-dean-na-times-square.jpg
          oglądałem wszystkie filmy z jimmym :] farciarz ze mnie. wszystie trzy. 24 lata. za młodo umarł. i nie chciał umrzeć. nie zawinił podczas tamtego wypadku.

          to były inne czasy, czasy jamesa i czasy wcześniejsze... gwiazdy kina były utożsamiane z rolami przez siebie granymi, to tworzyło wokół nich otoczkę, ten ich image ekranowy. valentino nie smażył jajecznicy - valentino był kochankiem i romansował romatycznie 24 na dobę 265 dni w roku. dean nie wstawał rano zaspany - dean był buntownikiem samotnym nonstop. greta garbo nie miała rozwolnienia - garbo była amantką na pełny etat. tak to wyglądało. aktorstwo się zlewało z życiem. a teraz aktorzy się "zludowacieli", nie są tym swoimi rolami, nie są symbolami, tylko ich wizerunek budują notki prasowe, ze ich dziecku się ulało, ze się rozwodzą, albo właśnie przytyli 3 kg. słabe. te opowieści. zbyt się kultura filmowa zdemokratyzowała. ludzie już nie chcą iluzji :] nawet jak patrzą na davida copperfielda, to bardziej ich obchodzi "jak" on to zrobił, niz po prostu napawanie się jego kunsztem by na chwilę poczuć magię. może dobrze, ze dean tych czasów nie doczekał ? czytalibyśmy o tym, ze starszy pan znów ma kłopoty z prostatą, a tak... został młody i nieopisany :]

          fajne zdjęcie, nie ? ten deszcz, wiatr i jimmy rozwiany, w swojej najlepszej pozie : grymas-spojrzenie... to były te lepsze czasy.
          • barbasia1 Re: foto 21.08.11, 22:00
            Bardzo fajne zdjęcie /nie widziałam go wcześniej/ .

            I bardzo fajny post.


            www.youtube.com/watch?v=7ZMDQ1tPSZI
            ;)

            Dobrej nocy!
            • grek.grek "bye bye dublin", wczoraj 22.08.11, 13:25
              trafiający w punkt utwór :] to były czasy [z tego, co można sądzić czytając, ogladając...]...

              wczoraj "bye bye dublin", oglądałaś może ? oglądaliście ?

              dokument 'dwójkowy' o młodej parze Polakow, którzy szykują się do powrotu do Polski po czteroletnim pobycie w Irlandii. było/jest im tam dobrze, irlandia przyjazna, ludzie mili, klimat nawet da się przeboleć, ale jednocześnie recesja, która przyszła w efekcie szalejącego kryzysu ekonomicznego, a w dodatku - ciąża, chęć by dziecko jednak w Polsce się urodziło i Polski zasmakowało [tu głównie jej sentymenty są odgrywane, ojciec, stocznia, 80 rok...] skłaniają ich do wyjazdu. w zasadzie, to nie ma jednoznacznego powodu, raczej kilka róznych. ona jest dziennikarką, a on grafikiem, normalni, można by rzecz przeciętni, ale sympatyczni w sumie, kulturalni. zadomowili się w tej irlandii, wyjeżdzają bez przyjemności, ale jednocześnie z nadzieją, ze w Polsce im się ułoży, a kto wie : może kiedyś wrócą.

              chodzą po Dublinie, opowiadają, w kadrze pojawiają się ich znajomi - inni polacy na obczyźnie irlandzkiej, opowiadający o sobie, swojej pracy, przyszłości prognozowanej; ona występuje też jako matka mówiąca o sobie, o nich, o przyszłości i przeszłości do swojego dziecka [córki], które widać dopiero w ostatniej scenie - dokręconej już później, po narodzinach.

              niby nic przełomowego i wciskającego w fotel, ale rzecz interesująca. taki kamerlany obrazek z życia Polaka na emigracji, tutaj : Polaka [ów] który się zasymilował, wrósł już w środowisko, kraj, otoczenie, a jednak zewnętrzne okoliczności i jakaś jednak więź z Polską, może rodzinna, może czysto niewytłumaczalna sentymentalna, skłania go do powtórnego przesadzenia, mówiąc żargonem ogrodnicznym.
    • pepsic "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 23.08.11, 17:17
      Nagradzana, polecana powszechnie animacja dla dorosłych. Wiem, wiem kultura, ale wpisuję dla porządku. Jeśli mnie spacer nie zatrzyma zerknę. Na innych posiadanych kanałach ciemność, poza "Jackie Brown" w Ale Kino!, którą bardziej niż średnio polecam.
      W takim razie każdy o swoim pisze. Tak?
      :)
      • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 23.08.11, 18:02
        > W takim razie każdy o swoim pisze. Tak?
        Tak!

        "Walc z Bashirem" rzeczo okrucienstwie wojny, traumach wojennych - widziałam zapowiedź w dodatku TV do Wyborczej, czytałam o nim kiedyś w różnych doniesieniach z festiwali. Film otrzymal liczne nagrody w tym, Złotego Globa w 2009 roku; bardzo ciekawy wizulanie film, animowany. Koniecznie kilka słów musisz napisać.
        (Oczywiscie do tego filmu i do filmu Zanussiego "Persona non grata" (fajny opis!), jeszcze bedziemy wrracać w odpowiednim czasie).

        Znalazłam na youtube trailer filmu "Walc z Bashirem":

        www.youtube.com/watch?v=ylzO9vbEpPg
        :)
        • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 11:55
          właśnie przeczytałem, że jednak planujesz "enen" obejrzeć, a może nawet już obejrzalaś [wczorajszą porą], zatem... może nie będę spojlerował fabuły, hmm ? nadziobę, co ja tam o tym wszystkim i co ja na to..?
          • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 14:47
            Jeszcze nie wczoraj wieczorem miałam prasowanie przy telewizorze i obejrzałam porządnie .... "Pułkownika Kwiatkowskiego". Kiedyś mówiliśmy już o tym filmie. Rzecz wyjątkowa w naszym kinie, film z humorem i na wesoło opowiadający o mrocznych czasach stalinowskich tuż po wojnie.
            Lubię ten film Kutza, lubię Marka Kondrata, nieustannie wzruszonego na widok pięknych, młodych piersi uroczej Renaty Dancewicz. ;)
            • pepsic Płk. Kwiatkowski 25.08.11, 10:13
              Nie wiem dlaczego, ale mnie ten film irytuje. I nie chodzi o osobę pana reżysera, wtedy jeszcze nie babrał się w polityce.
              • barbasia1 Re: Płk. Kwiatkowski 25.08.11, 15:17
                pepsic napisała:

                > Nie wiem dlaczego, ale mnie ten film irytuje.

                A to ciekawe!?
          • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 14:51
            "Enen" obejrzę na pewno! Spojler nie zaszkodziłby! Ale jak będzie tylko sam Twój komentarz to też będzie okej. Ju zabieram sie do czytania! :)
            • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 15:28
              spojler mogę dopisac w dowolnej chwili, ale, tak pomyślałem, ze nie będę Tobie, i być może i innym, psuł zabawy, więc na razie tylko od siebie słów kilka, bez związku z clue zagadnienia :]

              "pułkownika kwiatkowskieg", to ja... chyba nie oglądałem dotąd... piersi dancewicz kojarzę ;], ale sam film raczej nie, jakoś zawsze mnie omijał, czy też był przeze mnie omijany... niemniej - wciągnę go na listę i jak będzie jeszcze raz, a pewnie będzie wkrótce ? - spróbuje, bo to dobra by była/jest, z tego co piszesz/ odtrutka na ten zawiesisty patriotyzm i murmurando z polskim wojowaniem związane.
              • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 15:44
                Właściwie to bardzo dobrze pomyślałeś.
                Tak, można później dopisać, w wolnej chwili ...

                Filmu nie obejrzał, a występujące w nim piersi Renaty Dancewicz, widziałł! Jak to możliwe!? Eh ci faceci! ;)


                Nie, nie o zawiesistym patriotyzmie nie ma tu mowy! :)
                Polecam z czystm sumieniem.
                • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 12:39
                  co sie odwlecze, to nie uciecze.

                  hehe, tymi piersiami wymachiwano przez lata tak zamaszyście, okrzyknąwszy je "polskim biustem stulecia", że trudno były nimi nie oberwać w oczy przy jakiejś okazji :]

                  dzięki. powtórka pewnie jeszcze się zdarzy.

                  • barbasia1 "Pułkownik Kwiatkowski" 25.08.11, 15:31
                    ha,ha,ha :)))

                    No tak rzeczywiscie, ta scena jest najbardziej znaną sceną z filmu, najczesciej pokazywaną jesli mowa o tym filmie, czy filmach Kutza i właściwie przeszła już chyba nawet do historii kina.

                    O, na pewno nie raz się jeszcze nadarzy powtórka.
                    /Liczę na dwa słówka komentarza./

      • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 24.08.11, 11:52
        czyli, mam nadzieję, że można liczyć na Twoją recenzyję..? :]
        • pepsic Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 10:08
          Kolejna próba rozliczenia z przeszłością, z bezsensem i chaosem wojennym. Tym razem gł. bohater, reżyser dręczony poczuciem winy za przyzwolenie armii izraelskiej na masakrę ludności palestyńskiej w Bejrucie, po 20 latach od działań wojnych, w których brał czynny udział, próbuje powracać do wspomnień wymazanych z pamięci z konkluzją, że spadkobiercy ofiar holocaustu zamienili się w prześladowców.
          Niezłe, specyficzne z racji animacji, podobne w tematyce i szacie graficznej do "Persepolis", które mnie dużo bardziej wciągnęło.
          • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 12:49
            no to tylko czekać na powtórkę w jakimś bardziej dostępnym kanale :]

            w tej całej zadymie na blk wschodzie, to już bez pół litra nie razbieriosz. politycznie, to się wydaje węzel nie do rozsupłania. i się wydaje, ze własnie filmy są najracjonalniejszym glosem w tym
            całym harmidrze - wojna nie niesie rozwiązania, bo jedni i drudzy i tak muszą obok siebie żyć i
            ani wyduszenie palestyńczykow do zera nie jest mozliwe, ani "zepchnięcie Izraela do morza". szukanie konsensusu przerasta jednych i drugich, a reszta się nie miesza, poza Amerykanami, którym i tak zależy tylko na utrzymaniu pozycji Izraela, i Iranami i Syriami, co Palestyńczykom rozdają broń kupowaną w Rosji. swoją droga, jeszcze jeden przykład, jak religia potrafi dzielić ludzi i czynić porozumienie między nimi nierealnym albo bardzo trudnym do osiągnięcia.
            • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 16:07
              grek.grek napisał:
              jeszcze jeden przykład, jak religia potrafi dzielić ludzi i czynić poro
              > zumienie między nimi nierealnym albo bardzo trudnym do osiągnięcia.

              Spierałabym się bardzo, że kwestia religina odgrywa kluczowe znaczenie w konflikcie izraelsko-palesyńskim.
              • pepsic Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 22:20
                Spierać się nie będę, bo temat znam pobieżnie, ale kiedy ktoś wchodzi do czyjegoś domu i mówi: teraz ja tu będę mieszkał, a wy w obozie dla uchodźców, to chyba nie jest w porządku.
                • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 26.08.11, 11:55
                  zaczęło się od obietnic i działań Brytyjczyków, którzy sprawowali protektorat nad tymi ziemiami i obicecali żydom ich kawałek, później jednak, podział Palestyny, klepnęło ONZ, więcto była akcja międzynarodowa, było to po wojnie, w której III rzesza wymordowała parę milionów żydów... wiesz, mnie się wydaje, ze po prostu minęło już tyle lat i obecny stan jest tak bardzo nienaruszalny, że wojowanie nie ma racji bytu, nic się tym nie uda załatwić i pogodzic. upór Palestyny, podpędzany przez radykałów z innych państw, prowadzi donikąd, sami Palestyńczycy na tym cierpią, choćby przez brak dostępu do wody pitnej, nedzę w strefie gazy, brak pracy i perspektyw. gdyby zawiesili terrorystyczne akcje i przyjęli rękę/wyciągnęli ją w stronę żydów, to by to się jakoś rozwinęło w dobrym kierunku - współpracy i wzajemnego poszanowania. nie ma lepszego wyjścia, wg mnie - Izrael ma ochronę Ameryki, ma broń atomowa, potencjał militarny, ktorym zdusi każda arabską próbę zrobienia mu krzywdy. wojna nic zatem nie da, poza kolejnymi ofiarami cywilnymi. dogadać się muszą - po prostu. problem w tym, ze po obu stronach, niestety, są ludzie, ktorzy tego nie rozumieją. gonią w piętkę.
              • grek.grek Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 26.08.11, 11:47
                wiesz, to kwestia ustalenia hierarchii, ale religia wchodzi, wg mnie, w zakres tych głównych róznic nie do pogodzenia, zwłaszcza w kontekście podziału Jerozolimy, jednego z istotniejszych problemów w tej całej układance, którą jedni i drudzy uznają za coś w rodzaju "świętego miasta" ze względu na własne miejsca kultu tam się znajdujące.
                • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 26.08.11, 16:53
                  Tak, tu masz rację.
                  :)
            • pepsic Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 22:24
              Jeszce zaznaczyłabym walor edukacyjny filmu, bo o konflikcie w Libanie ja np. miałam dość mgliste pojęcie, kojarzone głównie ze zniszczeniem totalnym Bejrutu wówczas nazywanym Paryżem Bliskiego Wschodu.
          • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 16:27
            >z konkluzją, że spadkobiercy ofiar holocaustu zamienili się w prześladowców.

            Konkluzja zaskaująco krytyczna! Ciekawam jak odebrano ten film w Izraelu?
            • pepsic Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 25.08.11, 22:15
              Podobno były zarzuty o jednostronność filmu i wybielenie OWP. Konkludował gł. bohater, którego rodzice byli więźniami Auschwitz. Nawet jest wstawka autentyczna z getta warszawskiego.
              • barbasia1 Re: "Walc z Bashirem" tvp kultura godz. 20.20 26.08.11, 16:52
                Dzięki za info.!
                :)
    • grek.grek "enen" wstępnie w 3 słowach 24.08.11, 13:48

      więc - o co chodzi, to w materiałach prasowych, zajawkach mniej więcej jest zapisane, spróbuję to opisać wprowadzająco :]

      młody psychiatra, konstanty Grot, podczas ewakuacji szpitala z okazji powodzi, zaciekawia się jednym z pacjentów - głównie dlatego, że ten wykonuje gest pozdrowienia, który przypomniał mu
      zmarłego niedawno ojca. pacjent jest tytułowym NN, czyli takim, o ktorym nic nie wiadomo,
      poza nazwiskiem wpisanym do akt : paweł płocki. żadnych informacji, poza taką, ze garuje w psychiatryku od 78 roku. nikt go nie odwiedzał. nikt się nim nie interesował. kompletnie biała kartka. w dodatku kartka wyglądająca na przypadek autystyczny, ew amnezyjny, niemota - totalny brak kontaktu, brak zdolności wykonywania podstawowych czynności. otępienie doskonałe.

      i Grot zaczyna się człowiekiem zajmować, pod pozorem takim, ze chce "na jego przypadku" sklecić pracę dyplomową. zaczyna grzebać, szukać, pytać, daje ogłoszenia do gazet, łapie się każdego szczegółu, ktory mógłby mu pomóc dojśc do tego, kim jest ów Płocki.

      kiedy, w ramach jakichś redukcji i przesunięć, Płockiego przenoszą do domu opieki społecznej Grot decyduje się go - de facto, porwać stamtąd i zainstalować u siebie w domu, żeby móc go leczyć na bieżąco. jego szczęśliwe dotąd małżeństwo i życie rodzinne [żona skrzypaczka plus córka] stają pod znakiem zapytania, bo wcale się pani Grotowej nie uśmiecha trzymac pod jednym dachem, niewielkiego na oko, mieszakania gościa, co jest nie do końca zdrowy na umyśle i cholera wie, co mu może odbić, nawet jesli mąz zapewnia, ze człowiek jest łagodny, spokojny, a jego problem polega na braku kontaktu z otoczeniem.

      kim jest Płocki ? jak do tego dochodzi Grot ? nie dopiszę rozwiązań, bo - a nuż widelec zechcecie sami sprawdzić [link jest nieco wyżej].

      teraz się łapię, ze w zasadzie trochę trudno pisać o tym, co twórca [twórcy raczej - falk i holland] miał na myśli, nie zdradzając jednak rozwiązań i tego, o co chodzi w zagadce Płockiego, z czym się ona wiąże. to się wyjaśnia w drugiej części filmu.

      pewne jest, ze miało to być połącznie psychologicznego kina z kinem śledczym, co - na mój gust - wyszło nieźle, ale nie mistrzowsko. gdzieś temu śledczemu kinu brak zęba i pazura naostrzonego odpowiednio i naprawdę wyskakującego zza węgła w ciemną noc z okrzykiem, a psychologii trochę oryginalności, chociaż te jeden-dwa krytyczne momenty w relacjach Płocki-Grot są dobre.

      zakończenie stawia ważne, imo, pytanie, ale znów nie wypada go tutaj formułować, zeby czegoś nie chlapnąc nawet przypadkiem, ani w ogóle nie zasugerować :] więc - wstrzymam się.

      częśc filmu rozgrywa sie w jakimś półcieniu, trochę to przeszkadza, bo przecież oczy, twarze aktorów są niezwykle istotne dla załapania co tam sobie ten bohater filmowy przypadkiem mysli i czuje, i czy państwo aktorstwo dobrze to pokazuje.

      aktorstwo borysa szyca, który gra grota, niezłe, aczkolwiek - znów szyc ogrywa ten swój mięTTki akcent językowy, jest podobny do siebie z innych ról [poza "wojną", gdzie naprawdę był poza schematem], jakby trochę za duzo go było i poszedł w taśmociąg. popracował nad wizerunkiem, wygląda tutaj, z zapewne doczepianą, fryzurą inaczej niż zazwyczaj, ale poza tym - stary szyc. nie wiem... mnie niczym nie zaskoczył, aczkolwiek z nim to ja mam tak, ze patrzę, mówię : jezwa, znowu on...a po 20 minutach oglądam i zapominam o tym pierwszym wrażeniu i przewracaniu oczami.

      zatem - na ew. ciąg dalszy nt "enen", jakies pełniejsze potraktowania - chętnie się piszę, ew. po Waszym obejrzeniu, albo ew.dopisaniu spojlera z wyjaśnieniami :]
      • barbasia1 Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 24.08.11, 17:04
        Interesująco się zapowiada.
        Postaram się na jutro obejrzeć.
        :)
        • grek.grek Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 12:49
          zachęcam :]
          • barbasia1 Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 14:59
            Obejrzałam już połowę! :)

            Masz rację, Szyc tu z charaketrystyczną dla siebie manierą, na którą jednak szybko przestaje się zwracać uwagę, bo sama historia wciąga, zaciekawia ...
            /Fryzurę ma paskudną, ale dzięki niej wygląda inaczej iż zwykle. /

            Dziś może na "Egzekutora" rzucę okiem - bo to rzeczywiscie okazja o takiej porze, a "Enena" dokończę jutro.
            :)
            • grek.grek Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 15:26
              dobre tempo :] ja kontynuuję też jutubowe projekcje według listy :] - dzisiaj obejrzałem "ostatni dzień lata", widziałaś już ?

              www.youtube.com/watch?v=ijgACHkcOuU&feature=related
              bardzo wart poświęconego mu czasu. może więcej, od siebie - nieskromnie, jutro...

              fryzura szyca jest tragiczna, ale z tymi sweterkami rozpinanymi i koszulką polo komponuje się dobrze i wiarygodnie metkuje jego postać, tak mi się wydaje ?



              • barbasia1 Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 16:01
                O! Klasyka kina. Nie, nie oglądalam, ale oczywiscie wiem co nieco na temat tego filmu, czytałam jakieś opracowania, artykuły, widziałam fragmenty. Też oczywiscie planuję obejrzeć, tylko jeszcze nie wiem kiedy.

                Świetnie. Czekam zatem bardzo na Twój komentarz, spojler, ten ostatni zdaje się nie będzie nabyt rozbudowany!?

                Zdedydowanie wygląd Szyca harmonizuje z postacią, w którą się wciela w tym filmie.

                :)
      • pepsic Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 10:20
        Zachęcona, mam na względzie na dniach.
        • grek.grek Re: "enen" wstępnie w 3 słowach 25.08.11, 12:51
          zachęcam :]

          dobre polskie kino.
    • grek.grek "egzekutor", TVP, dziś. 25.08.11, 13:04
      o 22:15, a więc o korzystnej porze "Egzekutor"; nie, to nie z clintem, hehe. to polski film. oglądałem dośc dawno temu, ale pamiętam, ze był niezły.

      już sam punkt wyjścia jest świetny - student zajmujący się podczas praktyk starszymi ludźmi w zakładzie opiekuńczym dostaje od jednego z pensjonariuszy propozycję dokonania na nim
      eutanazji - mówiąc po ludzku : zastrzelenia jegomościa, który po prostu nie chce dalej żyć
      ze swoją starością i ogólnie kiepską formą psychofizyczną. co ma zrobić ? jak się zachować ? jesli pomóc, to dlaczego ? z altruizmu czy dla zysku ? tyle zajawka.

      pamiętam, ze chłopak ruszył z tym interesem dalej. i pamiętam taką scenę, w której
      mial zabić jedną starszą kobiecinę - ona go przygotowała : proszę wejść ukradkiem, i proszę
      nie zwracać uwagi na moje prośby o darowanie życia, bo ja będę pana o to prosiła na pewno, niech pan to zignoruje i robi swoje. a mimo to, kiedy on przychodzi, a ona - jak zapowiedziała - błaga go o litość, to on nie wie, co ma zrobić, czy jej ulec, czy "robić swoje", w dodatku ona
      mówi, ze "się rozmyśliła i żeby tego nie robił" - co w takiej sytuacji, jak mieć pewność, ze się
      pomaga komuś umrzec, a nie zabija go ?

      tę scenę pamiętam, no chyba, ze to inny film ;], ale nie sądzę...

      ostatecznie, nie pamiętam czy strzelił, czy nie, jak to się rozwijało wszystko, ale jest to mocne kino psychologiczne, bo chłopak staje przed naprawdę poważnymi dylematami moralnymi i sam w sobie musi dużo zmienić, przewartościować, samego siebie w jakimś sensie odkryć. gra go Rafał Mohr, którego rzadko widać na dużym ekranie, a szkoda, aczkolwiek dzięki temu ciągle można go uwazać za "nieopatrzonego" jeszcze, co jest już atutem, bo ile da się patrzeć na ciągle tych samych pięciu-sześciu aktorów, którzy muszą się pojawiać w każdym filmie niemal i
      kompletnie czynią grane przez siebie postaci niewiarygodnymi, zwłaszcza że nie mają swojego emploi, tylko wcielają się od sasa do lasa - dzisiaj ksiądz, jutro gagnster, pojutrze pijak, a za tydzień kucharz albo urzędnik w serialu.

      w każdym razie - ciekawa propozycja, dobra godzilla, jesli macie czas i chęc coś obejrzeć dzisiaj - jak znalazł.



      • barbasia1 Re: "egzekutor", TVP, dziś. 25.08.11, 15:02
        Tematyka bardzo poważna. Zobaczymy!

        :)
        • grek.grek Re: "egzekutor", TVP, dziś. 25.08.11, 15:27
          dobra decyzja. ja też popatrzę... oczywiście, jak znajdę telewizor ;]]
          • barbasia1 Re: "egzekutor", TVP, dziś. 25.08.11, 16:04
            Chi,chi,chi! :))))
            To jeszcze go nie znalazłeś?

            • grek.grek Re: "egzekutor", TVP, dziś. 26.08.11, 11:59
              dopadłem go wczoraj ;]] i na razie nagrałem ten film, postaram się dzisiaj obejrzeć, a na razie ciekaw jestem Twoich, oraz Waszych, ocen i opinii - jesli oglądałaś, oglądaliście ?
              • barbasia1 Re: "egzekutor", TVP, dziś. 26.08.11, 18:09
                Obejrzałam. I powiem to samo, co Ty - interesujący film, nie rozumiem dlaczego tak go zmiażdżono w recenzji (nie rozumiem o co chodzi autorowi tej krótkiej recezji) w dodatku TV do Gazety Wyborczej i tylko jedną gwiazdkę przyznano.

                Zacznę może od końca!? ;)
                Przeogromnie podobała mi się cudna, klimatyczna muzyka z tego filmu , autorstwa Stańki,
                z fantastyczną wokalizą Steczkowskiej...
                Te jazzowe klimaty, wokaliza nasunęły mi skojarzenia z kinem lat 60. 70., z muzyką filmową Komedy!?

                www.youtube.com/watch?v=OiMeTol1HTI
                cdn.
                ;)


                • grek.grek Re: "egzekutor", TVP, dziś. 27.08.11, 12:45
                  wczoraj mi wypadł mecz, więc się jakoś nie zabrałem do rzeczy. może dziś...

                  stańko, uff, bardzo dobra rekomendacja na początek :]

                  dzięki za link, rzeczywiście to jest TO. masz dobry gust :]



    • grek.grek Ostatni dzień lata', niegdyś via TVP, trzy słowa 26.08.11, 12:40
      ostatni dzień lata" leciał kiedy w TVP, na jutubie jest zresztą właśnie kopia zgrana z tej projekcji. pewnie zresztą leciał niejeden raz... a mnie się jako zeszło teraz dopiero. w stacji Kino Polska będzie on dziisaj pokazywany, albo jutro...

      pusta plaża, ona, on. ostatni dzień lata, tytułowy. ona się kąpie, opala, kiedy nagle pojawia się on - chodzi za nia, przechadza się w pobliżu, siada coraz bliżej, ona próbuje się oganiać, oddalać, ale wreszcie się spotykają. ona pozwala mu się przysiąść, a on z radości zapomina, ze nie umie pływać i ona go musi ratować przed utopieniem się. i od tego momentu są cały czas razem - jedzą, kiedy pada deszcz chowają się pod prymitywnym dachem ze starej kanapy, czy czegoś takiego, podpartej gałęzią. i rozmawiają.

      ona jest starsza, przeszła wojenna zawieruchę. nosi jej stempel w sobie. była związana z jakimś człowiekiem, ale on wyjechał do Anglii i tyle po nim. on tez nie miał lekko - jest młodszy [28 lat], podczas wojny był dzieckiem, ale też tego doznał, a po wojnie nigdzie miejsca nie zagrzał, być może był prześladowany politycznie...
      Coś się między nimi tworzy. jakaś więź, jakieś uczucie, ale ilekroć wydaje się, ze już-już się sobie zaprzysięgną - zapada milczenie, albo ona ucieka. bo nie chce, bo nie umie, bo "tak się jej w życiu [nie] ułożyło" i nie ma już potrzeby tego zmieniać.

      on jest bardziej zdeterminowany. to on ją stale prowokuje, to on próbuje ją do siebie przekonać, stara się zarazić ją swoim młodzieńczym entuzjazmem. czasami mu się udaje, a czasami słyszy, ze jest "dzieciakiem". on wykazuje inicjatywę, jest zabawny, jest nieporadny, ale momentami zaskakująco dojrzały. pozuje. może nauczył się taka pozą jakoś torować sobie drogę przez życie. a może tylko ukrywa najgłębiej siedzący w nim strach. nawet nie oswaja go, raczej dusi.

      to jej ostatni dzień podczas tych wakacji. wyjeżdza po południu. on jej na to, "jesli wyjedziesz teraz, to już się nigdy nie spotkamy" - "zostań ze mną". i stale ma nowe pomysły, stale wykazuje tę gotowośc do uczucia, którym mogliby pokonać traumy jakie w nich się zasklepiły. ale ona nie. w niej się jakaś nadzieja wprawdzie budzi, ale jest zbyt drewniana, zbyt apatyczna, zbyt długo sparalizowana była, za dużo powstaje w niej watpliwości, zbyt szybko ucieka, kiedy tylko ma dwa kroki do celu, kiedy się choć trochę zbliży do niego, zeby na czas się zdecydować.

      na czas, bo w końcu on odchodzi. zostawia ją, kiedy ona zasypia, podczas kiedy on mówi. ona się budzi i jego nie ma. i oczy jej się rozszerzają, jakby z lęku, ze jesli on odszedl, to znikneła ostatnia nadzieja. wstaje więc i biega po plazy, nawołuje, ale jest tylko szum wody i cisza. widzi coś. jakiś kształt przy brzegu. jakby siedzącego człowieka. biegnie do niego. ale to nie on. to tylko konar drzewa w sugestywnym kształcie ustawiony. ona siada obok. widzi ślady stóp. ślady prowadzące do wody... idzie za nimi...

      niemożność pokonania własnych uprzedzeń i piętna przeszłości. jakby chęć skoku mają oboje, ale jak trudno wyrwać nogi ze smoły, czy innej mazi, w której się zdązyły zadomowić. wytłumaczyć sobie samemu. ostatecznie jej odmowa, odbiera mu nadzieję i jej samej również, nadzieję którą sobie uświadomiła i którą być może zaakceptowała zbyt późno.

      taki ślad zostawia wojna, mocny kop, coś, co przemeblowuje w głowie wszystko. nie zostawia niczego na swoim miejscu, włazi w krwioobieg, zawłaszcza.

      nie ma tu trikow i fajerwerkow - jest plaża, jest ona i jest on, parę rekwizytów. szum wody. i jest najprawdziwiej poruszająca anatomia uczuć. jesli nie widzieliście - musicie to zmienić :]

      jan machulski wygląda, jakby wyskoczył prosto z francuskich filmów lat ówczesnych i późniejszych. irena laskowska z kolei jest wspomnieniem dobrych czasów, kiedy ideałem kobiety nie był wieszak. i oboje grają jak z nut. nie mają wyjścia, na nich się cała rzecz opiera.

      reżyserował konwicki, a pomagało mu zaledwie kilka osób. ktoś napisał dialogi i zaaranżowal sceny, ktoś nakręcił, ktoś zmontował... tyle trzeba i tylu trzeba, zeby powstał godzinny film, który nie ma wieku, który zapewne za 50 lat też będzie aktualny, bo zawsze i wszędzie będą ludzi, którzy w takiej historii znajdą coś z siebie, motywację, inspirację, naukę albo po prostu zostaną nią poruszeni. albo się artystycznie wzbudzą :]



      • barbasia1 Re: Ostatni dzień lata', niegdyś via TVP, trzy sł 26.08.11, 16:23
        Prześwietna opowieść, Greku!!!

        To może dodam jako ciekawostkę link do rozmowy z Konwickim, który wspomina realizację "Ostatniego dnia lata" :
        niniwa2.cba.pl/konwicki_ostatni_dzien_lata.htm
        Machulski, młodziutki tu, szalenie przystojny, wygląda jak model z francuskich żurnali.

        Trauma wojenna, niemożność podołania bolesnym wspomnieniom, stracona młodość to tematy, które stale powracały w twórczości litrackiej i filmowej Konwickiego.

        :)
        • grek.grek Re: Ostatni dzień lata', niegdyś via TVP, trzy sł 27.08.11, 12:50
          dzięki :] jakkolwiek, ten film słowom się nie poddaje.

          znakomity link. Twój research działa niezawodnie :]
          • barbasia1 Re: Ostatni dzień lata', niegdyś via TVP, trzy sł 27.08.11, 14:03
            Smutna historia.

            Cała przyjemność po mojej stronie! :)


            • grek.grek Re: Ostatni dzień lata', niegdyś via TVP, trzy sł 27.08.11, 15:19
              prawda. rozliczeniowa z wojną. sama idea bardzo mądra - pokazać, co zostaje w ludziach już po wojnie, kiedy jest spokój, bomby nie lecą, a nawet jest sielanka plażowego dnia wakacyjnego. wydaje sie, ze to wymarzone warunki do odbudowy, powrotu do życia, dla nadziei - a tutaj, w tej scenerii : zupełna niemoc. zwłaszcza w jej zachowaniu. on usoabia nadzieję. ona apatię. może to ilustracja schizofrenii całego społeczeństwa ? wątła nadzieja ciągle próbująca przełamać apatię ?.
    • grek.grek nowy Allen 26.08.11, 13:38
      Woody się trzyma zasady - co roku nowy film.

      "Midnight in Paris" się nazywa ten najnowszy i na razie nie spotkałem żadnej krytycznej recenzji :[
      unisono - świetny, uroczy, błyskotliwy, uroczy, błyskotliwy, świetny...

      młody Amerykanin jedzie do Paryża, z narzeczoną. on jest typem romantyka, dla którego Paryż, zwłaszcza ten z pierwszej połowy XX w., jest mekką artystowską i i najlepszym miejscem do życia. w Stanach chłop robi za scenarzystę kiepskich filmów, a tak naprawdę chciałby być pisarzem i po prostu pożyć cyganeryjnie w paryskim klimacie. narzeczona jest raczej z antypodów - materialistka, nastawiona konsumpcyjnie i wyzbyta cienia romantyzmu, w dodatku woli czas spędzać w przyplątanym do nich erudytą. którejś nocy, podczas spaceru paryskimi uliczkami, facet zostaje przeniesiony magicznie w swój ukochany okres historyczny, lata 20, i obcuje z ikonami świata sztuki - Picassem, Dalim, Bunuelem, Fitzgerladem i całą zgrają innych.

      brzmi dobrze, a podobno oprócz dialogów i charakterystycznej pozy głównego bohatera, którego tym razem nie gra Allen, ale on gra Allena, o nastroju decyduje sposób pokazywania miasta. Podobno Allen ma feblik do Paryża od lat. ostatnio kręci w Rzymie. kręcił w Barcelonie. miał film w Londynie. które miasto następne ?

      a koniec końców i tak pewnie najbliżej mu zawsze będzie do jego Manhattanu :]
      • barbasia1 Re: nowy Allen 26.08.11, 16:50
        Bardzo pracowity i konsekwentny człowiek z tego Allena.

        Właśnie dziś premiera "Północy w Paryżu" , także i u nas w nowym kinie!

        A wiesz, że wybieram się na ten film, może nawet jutro, jakiś czas dostałam za punkty (za zakupy) aż dwa vouchery do kina (a teraz przelicznik punktów na vouchery jest znacznie mniej korzystny, więc tak szybko nie dostanę nowych), jest świetna okazja by je wykorzystać, a właściwie jeden z nich, bo wszystko wskazuje na to, że będę musiła do kina iść sama, heh, nie lubię sama chodzić do kina.

        Tak, tak, słyszałam, że Allen od wielu lat jest Paryżem zauroczony, ale przeniesienie akcji do Paryża czy innych miast europejskich ma też prozaiczny powód, kręcenie filmów w Europie po prostu tańsze niż w Ameryce, a Allen jak wiadomo nie dysponuje wielkimi funduszami.

        Które miasto następne? - może Moskwa? Albo jeszcze lepiej - Warszawa!!? Byłoby szalenie oryginalne! ;)

        Fajnie brzmi ta Twoja zapowiedź!

        Szkoda, że tak daleko mieszkasz! Oddałabym Ci te vouchery!

        :)
        • grek.grek Re: nowy Allen 27.08.11, 12:41
          brawo :]

          to miłe, ale nie zawracaj sobie głowy oddawaniem komukolwiek czegokolwiek, realnie ani wirtualnie, tylko koniecznie wykorzystaj okazję, na którą sama uczciwie zapracowałaś, idź na ten film, baw się dobrze i - nie wywiniesz się :] : napisz o swoich wrażeniach. no i, wiesz jak jest, jak się idzie samemu na film, to jest duża szansa, że nikt Ci się nie będzie wcinał i będzie można w pełni rzeczy całej doświadczyć. powiedz sama, czy Kałużyński kiedykolwiek chadzał do kina nie sam ? :]

          to prawda. w Europie taniej. i chyba Europa jakoś lepiej odbiera te filmy Allena - nawet z tego ironizował trochę, w "koniec z hollywood" chyba... tworzy tam postać reżysera, który podczas kręcenia filmu nagle traci wzrok. za wszelką cenę próbuje to ukryć przed wszystkimi, jest z tego dużo dobrej zabawy, i w efekcie powtaje film nakręcony przez niego "na ślepo". w Ameryce krytycy strasznie go maskrują, ale zaraz potem reżyser jedzie z nim do Europy, gdzie we Francji odnosi spektakularny sukces :]

          Moskwa ? to by było ciekawe, dużo się tam zmieniło, bardziej przypomina już Nowy Jork niż jakiś relikt postradziecki. nocne życie, dużo pieniędzy,świateł i jest miastem, które nigdy nie zasypia. ALE - jak powiadają niektórzy : nie ma uroku NY albo Paryża. jest zbyt stechnicyzowana, na upartego nowoczesna, architektura nie ma stylu i nutki artyzmu dawnych wieków, ludzie zabiegani, a "nowi ruscy" to mierne osobowości i zbyt się obnoszą ze swoimi książeczkami czekowymi. a 25 km od Moskwy bieda gorsza niż w amerykańskich slumsach i na paryskich przedmieściach imigranckich. ponoć kontrasty między przesadną zamożnością, a skrajną biedą nigdzie nie są tak jaskrawe jak w Moskwie. to tak z "czytanek" i "sluchanek" :] może Woody'emu jednak by zabrakło tego specyficznego staroświeckiego uroku, którego, jak widać, poszukuje w miastach, w ktorych kręci ?..

          ta postać z "midnight paris", pewnie kolejne alter ego Allena, powiada, tak czytałem, ze jego ideałem jest "życie na poddaszu paryskiej kamienicy, z której można obserwować [to] miasto tonące w deszczu" - więc... moze naprawdę Warszawa ?.. :]




          • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 27.08.11, 13:45
            Nieno,racja, ale jednak miło iść w sympatycznym towarzystwie do kina, a potem pogadać o filmie, wymienić się wrażeniami na gorąco ...
            Tak mi szkoda (mówię to naparwdę szczerze, nie wirtualnie), że Ty nie obejrzysz tego filmu! A może też tam u siebie byś obejrzał?

            >powiedz sama, czy Kałużyński kiedykolwiek chadzał do kina nie sam ? :]
            haha
            No tak, raczej wyłącznie chadzał sam,
            aleeee w naszym tu duecie ja jestem bardziej (mentalnie) Tomaszem Raczkiem (a on pewnie chadzał do kina pod pachę ze Szczygielskim ;), a Ty Kałużyńskim. ;)))

            A propos Kałużyńskimiał chłodny stosunek do twórczosci Allena, nie raz wytykał, przyznam czasami rzeczywiscie przekonująco, płycizny intelektualne, banały sprytnie ukryte pod atrakcyjną formą, nieumiejętność wykorzystania do końca potencjalu dobrego pomysłu w filmie (np. w Zeligu), itd.
            Jego filmy nazywał w jednej receznzji skeczykami filmowymi. Zarzucając, że Allen, który zaczynał swą karierę jako autor skeczy telewizyjnych, w swych filmach "nie bardzo potrafi wyjść poza poza granice tej techniki "chwytów" .

            Warszawska Praga ma sporo ciekawych, kilmatyczych miejsc! :)


            Okej, w takim razie, jak tylko obejrzę "O północy w Paryżu" postaram się coś napisać (dziś nie idę, za gorąco)...

            • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 27.08.11, 15:12
              coś w tym jest... powiedzmy, że obie formy mają swoje małe wady i niewątpliwe zalety ;]

              nie przejmuj się mną, nie ma potrzeby, przyroda pustki nie znosi - na pewno jakoś, prędzej czy później, uda mi się go zobaczyć, a na razie wystarczy mi, jesli coś napiszesz po obejrzeniu. mam pełne zaufanie do Twojej percepcji.

              haha, no to mnie zastrzeliłaś tym porównaniem :]

              wiesz, Kałużyński na pewno miał/ma sporo racji, ale - mnie się czasami wydawało, ze on jednak nazbyt erudycyjnie podchodził do filmów, jakby nie miał w dostatku tej lekkości w ocenianiu, takiej zdrowo lekceważącej postawy wobec róznych intelektualnych kryteriów oceny. jak sądzisz ?
              mnie się wydaje, ze Allena się nie lubi i kultywuje z okazji jakiejś wybitnej przenikliwości, oryginalności, ale z racji błyskotliwej ironii jaka z jego filmów wyskakuje.

              własnie, ktos kiedyś porownał Pragę warszawską do Montmartre'u nawet :]

              fakt, upał szaleje. to nie jest dobry dzień na kino, parafrazując.

              • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 27.08.11, 17:54
                Tak. :)

                No dobrze, mam nadzieję, że i Ty wkrótce obejrzysz gdzieś/ jakoś ten film.

                >mam pełne zaufanie do Twojej percepcji.

                O! Naprawdę? :)))
                Ale ja ostanio przygłucha jestem, przewiało mnie na rowerze (jeszcze przed upalami)! ;)/

                Nic nie przesadzam. Jak tak przeglądam te kolejne tomy Leksykonu filmowego Kałużyńskiego i Raczka, to widzę to coraz lepiej. ;) (W I tomie I Leksykonu, co go niedawno kupiłam jest ciekawa rozmowa obu panów na temat filmu "Przylądek strachu" z De Niro, cośmy go niegdyś długo obgadywali.

                Miał, miał czasem tę,jak to mówisz, "zdrowo lekceważącą postawę wobec róznych i intelektualnych kryteriów oceny". :)

                Wiesz, obowązkiem kazdego recenzenta w tym filmowego jest wskazywać pozytywy jak i wszelkie niedoskonałości, błędy, slabe miejsca dzieła, co oczywiscie pomaga potem w ocenie jego wartości, czy chocby ustalaniu jego miejsca w hierarchii pośród innych dzieł tego autora czy innych autorów ...

                Nie jest tak oczywiscie, że wszytskie dziela Allena są równo miażdzone krytyką. Róznie są one oceniane, a kilka z nich Kałużyński nawet docenił.


                Allena się nie lubi i kultywuje z okazji jakiejś wybitnej p
                > rzenikliwości, oryginalności, ale z racji błyskotliwej ironii jaka z jego filmó
                > w wyskakuje.

                Tak, też, a moze właśnie przede wszytskim.

                Nie wiem, na żywo widziałam tylko Montmartre. ;))

                Stanowczo nie jest to dobry dzień na kino.
                To dobry dzień na nicnierobienie!

                O Antoinie, Egzekutorze może jutro?
                • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 13:11
                  jakaś okazja pojawi się na pewno; poza tym, tyle jest filmów starych, starszych i jeszcze starszych do obejrzenia, cała lista... a każdy, chocby i najstarszy, póki nie obejrzany, ma posmak kuszącej nowości :]

                  co ciekawego mówili K & R nt. "Przylądka" ? gdzieś tam obok naszych wątków krążyli [kwestia winy i kary obu bohaterów, odpowiedzialności każdego z osobna za własne winy niezmazywalnej przez winy drugiego, nawet jesli pozornie większego kalibru estetycznego itd.], czy podnosili zupelnie nowe ?

                  zgadza się. a później troszkę jakby złagodniał, w archiwum POlityki jest sporo jego recenzji z ostatnich lat, mniej konfrontacyjnych już :]
                  archiwum.polityka.pl/szukaj2/
                  masz rację. wiesz, mnie czasami, jednak, brakowalo takiego głosu od siebie w jego recenzjach. od serca ;] bardziej była w robocie głowa, erudycja - i ja to lubiłem, i nadal lubię czytać, ale... no jakies "ale" zawsze jest, hehe.

                  to ciekawe, które "alleny" Kałużyńskiemu przypadły do gustu ?

                  no to z Ciebie globtorterka jest :] jakie wrażenia z Montmartre ? czuje się czar i daleki oddech belle epoque, czy to dziala tylko na odleglość ?

                  oczywiście, dowolny termin, Ty decydujesz :]

                  ja oglądałem wczoraj "GOrzkie gody" - tv4 puszczała [juz pal licho, ze z półgodzinnym opóźnieniem, hehe], miałem dośc dobry odbiór i to była prawdziwa niespodzianka, zwłaszcza ze oglądałem raz do tej pory i to dobrych parę lat temu. i powiem, ze to była dobra projekcja, jakoś tak się dobrze, ze zdarzyła. wiesz, filmy Polańskiego mają jednak ten fajny rys i klimat, taką jakąś manierę - aczkolwiek glównie te europejskie, bo np Chinatown kręcony w Ameryce mnie jakoś nie wciągnął swoją otoczką - że zawsze je oglądam z ukontentowaniem.
                  masz ten film ["Gorzkie gody"] na rozkladzie ?

                  [znów mi się "Egzekutor" odsunął w czasie, uff - tak to właśnie bywa...; a dzisiaj "25 godzina" Lee, którą zamierzam sobie odświeżyć, a jeszcze mam odcinek "Gliny", którego wczoraj nagrałem, bo mi się wciął w czas "GG"]
                  • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 14:49
                    jak widać Irene nie wszystkich przestraszyła :] :

                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/51,80277,10183007.html?i=0
                    • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 15:33
                      :)))
                      O! Właśnie! he,he!
                      Świetne zdjęcie!
                      Fajnie ten strój joggingującej pani kontrastuje na tle burzowych okolicznosci przyrody, ciężkich, ciemnych chmur, wody.

                      A propos huraganu o tym jakże wdzięcznym imieniu Irena, dowiedziałam się wczoraj z telewizji, że dopiero po ostrych protestach feministek kolejne huragany zaczęto nazywać także imionami męskimi, teraz naprzemiennie są nazywane, raz żeńskim raz męskim imieniem. Już wiadomo, że następny po Irenie huragan, będzie nosił imię Jose [czytaj: hose].
                      • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 15:45
                        Heh, nie zdążyłam dziś Cię spotkać, a zasiadłam tak wczesnie przed kompem! O panu Antoinie zaczęłam pisać! A potem przerwałam by odpowiedzieć na Twój post!
                        Przyjemnej niedzieli w takim razie Ci życzę!

                        Dobrze, żeś jeszcze "Egzekutora" nie obejrzał, może jeszcze zdążę słówko skrobnąć, czyli wystukać .

                        Dokończyłam Enen ! Zakończenie bardzo dobre, choć powiem Ci , że podczas oglądania cały zcas towarzyszyło mi uczucie lekkiego niepokoju (zresztą podobnie odczucia miała też przecież żona Grota), a i sąsiedzi, ktorzy w dość dramatyczny sposób dali o nich znać w końcu), że coś w tym człowieku niebezpiecznego może tkwić. Czy tkwi oto jest pytanie? Ja bym na niego uważała!
                        Dobry film!
                        Wdzięcznam bardzo, żeś mnie zachęcił i zmobilizowal do oglądania!
                        :)
                        • grek.grek "O północy w Paryżu"/Enen 29.08.11, 13:26
                          dzięki, niedziela dobra była i przyjemna :}

                          brawo, to masz skalp Enen-a na swoim wigwamie ;]

                          mnie ta ostatnia scena zabrzmiała jak pytanie na miare czasu : wybaczyć przeszłośc czy nie ?
                          jak ją ocenić ? 2009 rok premiery, ale powstawał wcześniej, a scenariusz pewnie pisany był
                          w czasie, kiedy prawica zapaliła się do lustrowania wszystkich w Polandzie, na tapetę wszedł
                          temat wydawałoby się zamknięty i zakopany - co kto robił za tzw. komuny.

                          i dodatkowo - spójrz, to dawne układy zniszczyły człowieka, który tez święty nie był, o ile pamiętam z treści : kogoś zabił wtedy, podczas pacyfikacji jakiejś demonstracji.

                          Grot, a raczej - widz zostawiony z otrzymaną wiedzą i ostatnią sceną, ma dylemat, wg mnie, taki : czy teraz rozstrząsać to wszystko, rozbierać przeszłośc, dzielić włos na czworo i za to gnoić faceta, ktory już nic nawet nie pamięta, nie ma pojęcia o tym, co się kiedyś zdarzyło, czy też zapomnieć, wymazac, oddzielić grubą krechą i po prostu dać mu jeszcze pożyć w spokoju.

                          ten Płocki, to przeszłośc polska, a Grot to my wszyscy, którzy ją oceniamy albo od oceny się dystansujemy. tak bym to widział, moze coś jest na rzeczy ?

                          hehe, bardzo proszę. ja się do tego oglądania zbierałem dobre kilka miesięcy, Tobie poszło bardzo szybko - taka "drobna" róznica ;]
                          • pepsic Enen 29.08.11, 15:18
                            Chcesz postawić w jednym rzędzie pospolitego, agresywnego bandziora, na usługach esbecji, wobec którego nawet rodzony brat miał obawy, że będzie zabijał dalej - z agentami, szczęśliwcami, którym za donoszenie postawiono grubą kreskę?
                            Na marginesie chciałam zauważyć, że w procesie lustracji nie chodziło o wsadzanie w katakumby, tylko odsunięcie od kluczowych stanowisk w państwie, o namiastkę sprawiedlwosci. A że tak się nie stało, uważam za karygodny błąd i wielką stratę nie do odrobienia. Aż się prosi przykład z Czech, gdzie za pomocą usawy dekomunizacyjnej bardzo skutecznie sobie poradzono z problem.
                            • barbasia1 Re: Enen 29.08.11, 16:29
                              pepsic napisała:
                              > Na marginesie chciałam zauważyć, że w procesie lustracji nie chodziło o wsadza
                              > nie w katakumby, tylko odsunięcie od kluczowych stanowisk w państwie, o namiast
                              > kę sprawiedlwosci. A że tak się nie stało, uważam za karygodny błąd i wielką st
                              > ratę nie do odrobienia. Aż się prosi przykład z Czech, gdzie za pomocą usawy d
                              > ekomunizacyjnej bardzo skutecznie sobie poradzono z problem.

                              Przychylam się do tego stanowiska.
                            • grek.grek Re: Enen 30.08.11, 13:10
                              a to nie jest ta sama strona barykady ?

                              własnie, "odsunięcie od stanowisk" ICH, żebyśmy MY i nasza klika mogli je zająć na wieki, eliminując konkurencję.

                              gdyby PiS ganiał tylko agentów... ale oni ganiali kogo się dało, byle tylko służyło to politycznym celom - lekarze, prawnicy, obecni i byli posłowie. w każdym środowisku chcieli wyprodukować SuperAgenta albo SuperPrzekręta, żeby im taka figura służyła jako pretekst do przeprowadzenia "moralnej rewolucj" w tymże środowisku, czyli wyeliminowaniu ludzi niezgadzających się z PiSowskimi wartościami, metodami działania i wizją Polski, a nade wszystko nadrzędną rolą partii PiS. to się naprawde kiepsko kojarzy, w kontekście historycznym....

                              poza tym, na podstawie czego cała te rewolucja ? świstków ubeckich, które nagle urastają do rangi wyroczni ? a co z niuansami ? co z ludxmi, którzy kapowali albo robili świństwa, bo nie mieli innego wyjścia, bo ich szantażowano, albo od tego zależał los ich bliskich albo ich własne życie ?
                              PiS i jego poplecznicy nie zdobywali się NIGDY na refleksję, na za-i-przeciw. było tylko jasne i ciemne, nic pośrodku.

                              PiS niczego nic chciał oczyszczac, wymyślił sobie lustrację jako metodę zdobycia politycznych celów i eliminacji konkurencji. cytując poetę "takiej władzy w naszych progach chcielibyśmy bardzo podziękować, z wyrazami szczerej niewdzięczności, dla skur...synów nie mamy litości" :]

                              wszyscy wiemy, jak to się odbyło - można było w 90 roku lustrować tzw/komuchów. problem w tym, ze bardziej uwaleni błotem byli potencjalni lustratorzy. komuchy trzymali teczki i prawdziwe bomby agenturalne w skrytkach bankowych w Szwajcarii, Ameryce albo Francji. byli nietykalni. gdyby ktoś zechciał lustrować, to by sobie strzelił w kolano. na każdego coś było. nikt nie był czysty zapewne. ktoś podkablował, ktos się załamał, ktoś ukradł, ktoś zdradzał żone, ktoś pił na umór, a ubecja wszystko miała w papierach z dowodami czarno na białych. bohaterowie podziemia zostali by bez majtek i skończyliby swoje polityczne pląsy zamiatając ulice.

                              albo więc można było sie szarpać, albo zacząc od nowa. i wybrano słuszny kierunek. jatka mogłaby z łatwością zdestabilizować Polskę i szybko dostalibyśmy tutaj na stołek jakiegoś demokratycznie wybranego hochsztaplera, w rodzaju Łukaszenki albo Kuczmy i tyle by było z tej demokracji cudownej, do dziisaj byśmy się babrali w łajnie, bo Polska to nie Czechy.

                              czasami więcej znaczy rozsądek i kalkulacja od tzw sprawiedliwości, zwłaszcza gdy ta sprawiedliwość przychodzi poniewczasie. takie jest moje zdanie :]
                              • grek.grek Re: Enen 30.08.11, 13:56
                                P.S : poetyckich cytatów nie bierz do siebie :]

                                jako wyborcy, tak z własnej perspektywy to widzę, czasami nie mamy wyjścia - słuchałem Piersi zasuwających w kierunku SLD, na ktory głosuję "jak ja was, kur,wy, nienawidzę", i wiedziałem, że ówczesna lewica sobie i na to zasłużyła, aczkolwiek nie tylko na takie wyzwiska, więc trochę wiem, co mówię i co nieco przećwiczyłem, aczkolwiek jako wyborca nie odbierałem osobiście kopniakow w zad partyjnych dygnitarzy, nawet jesli w następnych wyborach znów glosowałem na gęby z ich nadania, ale - to tylko taki wtręt o moim punkcie widzenia na całą sprawę - cóz, popieramy tych, którzy może nie są idealni, ale są najbliżej jakiegoś tam punktu styczności z naszymi odczuciami, estetyką, orientacją czy wizją świata. czasami coś zgrzyta... ;]
                                • barbasia1 Re: Enen / Kret 30.08.11, 17:09
                                  Czytając dziś Grekowy komentarz przypomniałam sobie pokazywanym na Festiwalu w Gdyni filmie "Kret", który również porusza problem lustracji, współpracy z SB (zresztą gra tu także Borys Szyc). No i proszę, co znalazłam właśnie w linkach na stronie o Festiwalu w Wenecji, którą (stronę) podesłał nam Grek:

                                  Aktor Borys Szyc otrzymał nagrodę dla Najlepszego Aktora na zakończonym właśnie 35. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Montrealu. Jury doceniło jego rolę w thrillerze "Kret" Rafaela Lewandowskiego. - Jestem w szoku - napisał Borys Szyc na swoim facebookowym profilu.
                                  [...]
                                  "Kret" to debiut fabularny Rafaela Lewandowskiego. Pokaz w Montrealu był światową premierą filmu. - To jest ambitny film, opowiada o sprawach, które dotyczą nas wszystkich. Mówi o grzechu, o przeszłości, o tym, że trzeba zapłacić za wyrządzone zło oraz o miłości ojca i syna. Ta miłość jest twarda i czasem oschła, ale mimo wszystko bardzo głęboka i pełna ciepła - mówił w wywiadzie Borys Szyc na początku sierpnia.
                                  [...]
                                  Film opowiada historię rodziny borykającej się z problemem przeszłości. Odkąd Paweł rozkręcił wraz z ojcem Zygmuntem wspólny interes, jego rodzina zaczyna coraz optymistyczniej patrzeć w przyszłość. Ich marzenia o dostatnim życiu przekreśla artykuł, który godzi w dobre imię Zygmunta, bo ujawnia jego powiązania z PRL-owska Służbą Bezpieczeństwa. Z dnia na dzień współpracownicy Pawła odwracają się od niego, a jego małżeństwo z Ewą przeżywa poważny kryzys. Paweł zrobi wszystko, żeby odkryć prawdę i oczyścić ojca z zarzutów. Tropy z przeszłości prowadzą do zagadkowego człowieka, który od pewnego czasu zdaje się potajemnie kierować losami Pawła i Zygmunta. W zamian za odpowiedzi na pytania spędzające Pawłowi sen z powiek, złoży on zdesperowanemu mężczyźnie zaskakującą propozycję.

                                  Więcej... wyborcza.pl/1,75248,10192488,Szyc_z_nagroda_na_festiwalu_w_Montrealu___Jestem_w.html#ixzz1WWbiC8Eo
                                  • barbasia1 Re: Enen / Kret 30.08.11, 17:10

                                    Szyc z nagrodą na festiwalu w Montrealu. "Jestem w szoku"
                                    dżek, PAP
                                    2011-08-29


                                    Więcej... wyborcza.pl/1,75248,10192488,Szyc_z_nagroda_na_festiwalu_w_Montrealu___Jestem_w.html#ixzz1WWcVIzsp
                                    • maniaczytania Kreta widzialam, jakby co, to 30.08.11, 22:47
                                      moge kiedys w wolnej chwili ;) cos naskrobac.
                                      Ale od razu moze napisze, ze w temacie lustracji i grubej kreski to blizej mi do Pepsic :)
                                      • grek.grek Re: Kreta widzialam, jakby co, to 31.08.11, 13:01
                                        no to wyrażam oczekiwanie na Twoją "wolną chwilę" i wszystko, co się z tym wiąże :]

                                        hehe, a co by zostało po tej lustracji ? a raczej - kto by się ostał ?
                                      • barbasia1 Re: Kreta widzialam, jakby co, to 31.08.11, 16:40
                                        Koniecznie napisz, Maniu! :)
                              • pepsic Re: Enen 30.08.11, 20:31
                                My tu wprawdzie" tylko" o agentach, ale w przedostatnim numerze "Uważam Rze" jest doskonały tekst Jachowicza, jak b. funkcjonariusze bezpieki stworzyli sieć i jak się w III RP urządzili. Ośmielam się ostrożnie polecić:)
                                • grek.grek Re: Enen 31.08.11, 13:17
                                  Pepsic, ten artykuł raczej Ameryki nie odkrywa, bo, wg mnie, pytanie jest jasne : czy było warto zapłacić cenę tego porozumienia/paktu/ - czy jak tam to zwać - za przejście suchą nogą przez
                                  89 rok ?

                                  swoją drogą, powstają coraz racjonalniejsze, przytomniejsze, coraz bardziej ufające widzowi filmy o ludziach uwikłanych w poprzedni system ["Kret" o którym pisze Barbasia, a ktory Mania nam niebawem rozpisze :)], ale nie powstał dotąd żaden, albo ja nie mam wiedzy takowej, który by byl rozliczeniem z tym właśnie momentem historycznym i z tym pytaniem, co je równie ostrożnie acz śmiało, zapisałem powyżej ? :]

                                  albo np. coś w rodzaju political fiction : co by było, gdyby w 89 roku opozycja była nieprzejednana i parła do konfrontacji, a druga strona nie mając wyjścia by to wyzwanie podjęła ? nie musiałoby to być okładanie się czołgami i koktajlami Mołotowa, wg mnie wystarczyłoby, ze puszczono by w naród teczki z aktami wybrańców narodu. dzisiaj można zrobić ferment byle pierdołami, a co można by zrobić wtedy za pomoca materiałów, jak można sądzić, o o wiele cięższym kalibrze gatunkowym ? kościół, opozycja - padliby jak muchy.

                                  Opozycja potrzebowała tego kompromisu bardziej niż tzw komuchy - w obu bowiem scenariuszach opoozycja przegrywa. zbrojnie - w plecy, w dodatku byłaby ich garstka, bo naród by nie poszedł za bandą ktora chce podpalać kraj w imię tańszej kiełbasy i przywillekjów stoczniowych. drugi - teczkowy ? też w plecy. i to w obu wariantach. powiedzmy, ze dogadują się z komuchami, ze orajt - robimy demokratyczne wybory, ale nie ma grubej kreski. no to dobra - komuchy w trakcie czegoś w rodzaju kampanii wyborczej wyciągają te wszystkie teczki, zamiast ja później palić, i co się dzieje ? PZPR wstaje z martwych i wygrywa w cuglach, a oipozycja zostaje jakiś lepszy cwaniak przywieziony w teczce przez nich, ktory za 4 lata zdobywa samodzielny rząd i robi za słup dla dawnych towarzyszy, i wtedy mamy nie podział łupów, tylko ostentacyjną dominację starego układu, nie pokątnie, ale calkowicie otwarcie, nie mamy po 20 latach oczyszczenia z naleciałości i pozostałości, ale mamy Łukaszenke albo Kuczmę albo innego cwaniaka, a po drodze być może jakies powazne starcia wewnętrzne, czyli mamy zbita d,pę :]

                                  chętnie bym zobaczył o tym film :]
                          • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu"/Enen 29.08.11, 16:28
                            To dobrze. :)

                            Co za krwawa metafora! ;))

                            Masz dar przekonywania - dlatego tak szybko objerzałam. Zresztą Pepsic też szykowała się do oglądania, nie chciałam zostawać w tyle, choć raz!


                            cdn.
                            :)
                    • barbasia1 OT muzyczny, refleksyjny, pisany 28.08.11, 17:48
                      Zadziwa mnie nieco, że hitem tego lata obwołano piosenkę Zakopawera "Boso", zadziwa szaleństwo ludzi w amfieatrach, kiedy Sebastian Karpiel-Bułecka zaczyna ją śpiewać.
                      Owszem melodia przyjemna dla ucha, z nutką nostalgii w zwrotkach , skoczna w refrenie, ale przecież piosenka mówi o rzeczy najbardziej ponurej z ponurych, mówi o umieraniu, odchodzeniu z tego świata (o zdążaniu do Boga boso czyli właściwie na golasa, jak się okazuje po analizie kon-tekstu) o "żegnaniu" , porzucaniu wszystkich materialnych rzeczy, które nagromadziło się przez całe życie (w piosence mowa o fraku, szalu, bucie, parasolu i zegarze)!??

                      Jakoś słabo (mimo że jest golizna) komponuje się to z klimatami wakacyjnymi , nieprawdaż !?

                      Powiedzcie mi zatem dlaczego ludziska tak szaleją na punkcie tej piosenki !?

                      (wiecie, że ja początkowo, w swej przygłuchocie myślałam, że to pieśń o radosnym bieganiu boso po łące podczas urlopu!?)
                      • grek.grek Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 29.08.11, 13:36
                        co ciekawe ten hicior dopadł nawet 1 miejsca na liście Trójki :] i to, zdaje sie, nie na jeden tydzień...

                        idea, tak mi się wydaje, jest taka, ze : koniec końców i tak bogactwa do grobu nie zabierzesz, wobec śmierci wszyscy są równi, jakaś sprawiedliwość na końcu zatem jest i może nie warto aż tak się kłopotać o rzeczy materialne.

                        tylko, no sama powiedz [oraz powiedzcie] : gdzie tu związek z codzienną praktyką ? parafrazując poetę : tu za komórę, skorę i furę, panie, ludzie wszystko by oddali :]

                        i, jak mówisz, skąd zatem taka masowa popularność ? może to jakiś rodzaj terapii ? ;] a może po prostu ludzie schlebiają wartościom [być a nie mieć] wtedy, kiedy nic ich to nie kosztuje ? kiedy mogą sobie podoceniać "być" na codzień robiąc po nogach byle tylko "mieć" ?

                        nie wiem, obłudą wieje na kilometr :]

                        a może, po prostu, melodyjka jest fajna, hehe. skoro jednak na Trójce jest nr 1, to jakaś głębia się słuchaczom tam musi jawić...

                        no nic, wiesz, ja mam po prostu inną propozycję, inne rytmy, mniej zadęcia i więcej
                        ironii [uwaga : dobry tekst] :

                        www.youtube.com/watch?v=PaEHC-KdJ-U
                        też lata po radio, ale późno i gdzieniegdzie.
                        • barbasia1 Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 30.08.11, 15:38
                          Vavamuffin - Bez Piątala Bal

                          Noo, świetny tekst! :)))


                          A tak, rzeczywiscie, "Boso" okupuje najwyższe miejsca na liście przebojów Trójki...

                          cdn.
                      • maniaczytania Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 29.08.11, 15:47
                        bo ludzie nie sluchaja tesktow, ot i cala prawda niestety
                        • maniaczytania Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 29.08.11, 15:49
                          tekstow, mialo byc, tekstow
                          • barbasia1 Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 29.08.11, 16:12
                            Też to właśnie podejrzewałam, Maniu! :)

                            Sporo jest też winy artystów, którzy często mają marną dykcję i niewyraźnie śpiewają.

                            • maniaczytania Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 29.08.11, 17:46
                              z ta dykcja masz racje oczywiscie, ale i tak to nie ma wiekszego znaczenia,
                              bo wiekszosc ludzi slyszy tylko umpa, umpa i juz

                              Bo ze sluchem muzycznym to jest tak, ze wiekszosc slyszy tylko rytm (czyli umpa, umpa), potem neiktorzy slysza melodie i rozrozniaja instrumenty, a na koncu niewielka dosc grupa slyszy tez harmonie (czyli odleglosci i zaleznosci miedzy dzwiekami) - wtedy zaczyna im sie podobac troche ambitniejsza muzyka
                              • barbasia1 Re: OT muzyczny, refleksyjny, pisany 30.08.11, 14:54
                                O to bardzo interesujące, Maniu, co piszesz!

                                To ja chyba jestem w tej niewielkiej grupie, hurraaa!, co slyszy też ową harmonię, bo nudzi mnie umpa, umpa, a przyjemność sprawia trochę ambitniejsza muzyka.
                                Ale słuchu absolutnego niestety nie mam, ani talentów muzycznych ...

                                Talentu muzycznego też zazdoszczę ludziom, choć nigdy, nawet jako dziecko, nie marzyłam o karierze piosenkarki ;)
                  • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 15:03
                    Właśnie, właśnie.
                    To dobrze, że tak to widzisz, heh
                    :)

                    A widzsz, wysłałam niekokończony post!? Przez ten upał. Miałam napisać, że w rozmowa obu panów na temat "Przylądku strachu" podobna do naszej, na zagadnieniu winy i kary się koncentruje, i że Kałuzyński podobnie jak Ty patrzy z większym zrozumieniem na bohatera granego przez De Niro, na jego racje i motywacje działania, a Raczek, podobnie jak ja (sic!)niegdyś, jest po przeciwnej stronie barykady (zaugerował na koniec żartobliwie, że Kałużyński mógłby zostać rzecznikiem mafii, gdyby mafia z prawdziwego zdarzenia u nas powstała:))...

                    Kończąc rozmowę Kaużynski zwraca uwagę, że właśnie owa wątpliwość jaką rodzi film Scorsese ( czy "oszlały fanatyk", człowiek szalenie niebezpieczny, psychopata załuguje, ma prawo do obrony, sprwiedliwości), jest wartością tego filmu, nowością, która wzbogaca "współczesną sztukę" czarnego" dramatu."
                    !

                    Dzięki za linkę, później pogrzebię! Niewyklucznone, że w Leksykonie znajdują się takze recenzje pisane do Polityki!?

                    "Jej wysokość Afrodyta" to zdaniem Kałużyńskiego najlepszy film Allena (b. wysoko oceniony choć nie na maksymalną ilość punktów). Ale musiałabym jeszcze poprzegladać tom III Leksykonu (Komedie, przygody i animacje), który też mi się udało niedawno wraz z I tomem kupić okazyjnie! :) bo tam jest omówionych sporo filmów Allena, nie o wszytskicj jeszcze udało się przeczytać.

                    A ja uważam przeciwnie, że opinie Kałużyńskiego w porownaiu z wieloma innymi krytykami filmowymi są bardzo od serca, są silnie nacechowane subiektywizmem.

                    Montmartre oglądany, jak to zwykle bywa w przypadku wycieczek zorganizowanych w biegu szalonym w ciagu jednego dnia, pomiędzy zwiedzaniem kościoła Sacre Coeur i cmentarza Pere-Lachaise (grób Chopina i Morrisona, na groby innych nie było czasu heh ), pamiętam tylko urocze kamieniczki i ulicznych artystów? zarabiających na turystach szkicuowaniem portretów ...
                    Chciałabym tam wrócić!

                    > masz ten film ["Gorzkie gody"] na rozkladzie ?

                    Grekuchna, Ty mnie, skromną barbasię1, moje moce intelektulane, chyba strasznie przeceniasz! Toż ja mam opóźnienia takie, że aż strach! Toż ja nie nadążam za Tobą coraz bardziej, niestety! Skromnych sił umysłowych zaczyna mi bardzo brakować, by wszytsko w tak wielkim tępie obejrzeć, przemyśleć, potem jeszcze napisać na forum i to ciekawie, wnosząc coś nowego od siebie (to wymaga wysiłku). :/

                    A tak lubię z Tobą rozmawiać!
                    • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 15:06
                      barbasia1 napisała:
                      >w tak wielkim tępie

                      Tempie! Tępoto! ;)
                    • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 15:09
                      O proszę -

                      obiezyswiat.org/index.php?gallery=1784

                      • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 29.08.11, 13:56
                        dzięki za linik. zdjęcia niepocztówkowe, nie-folderowe, o to chodzi :]
                    • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 29.08.11, 13:54
                      heh, ciekawa sprawa z tym podobieństwem, i to przecież całkowicie niezamierzonym tudzież przypadkowym :] fajnie, ze to napisałaś. bardzo też istotna konstatacja ZK - co ciekawe podwójnie : to nie było tak dobrze wygrane w oryginale, tak mi się wydaje ? i tutaj, takie mam wrażenie, jest drugi smaczek : remake przerósł oryginał nie tylko forma, aktorstwem [De Niro jest krwistszy, dynamiczniejszy, bardziej interesujący, bo wyposażony w filozoficzne odzywki, biografię mentalną i ten swój urok osobisty, od Mitchuma, który był niezbyt porywający, bezbarwny rzec by można], ale i wyakcentowaniem bardzo ważnych kwestii moralnych. tak mi sie wydaje, to kwestia do dyskusji :]

                      o, nie oglądałem "Afrodyty" - a Ty ?

                      hmm, bardzo możliwe, ze masz rację... może po prostu jakoś te erudycyjne akapity przysłaniają mi te bardziej... fristajlowe... bardzo prawdopodobne... :]

                      ano własnie, jak oglądać cokolwiek, to na własną rękę. wtedy się można w tym procederze zanurzyć swobodnie całkowicie... heh, to jest własnie ten talent, jeden jedyny ktorego braku
                      trochę mi szkoda ;] - talent malarski, szkicowniczy - nie dla pieniędzy, no może dla symbolicznych ;], a tak naprawdę dla przyjemności.

                      wzajemnie. a karkołomne tempo..? wiesz, tu sie nic nie przedawnia, przecież nonstop trwa tu wielki offtop :] aktualnośc jest przesądem. do czegoś co jest dzisiaj - można wrócić w dowolnej chwili, do tego co było dawno - dzisiaj itd. nie ma reguł.

                      o "Gorzkich godach" parę słów, nie wiem czy spojlerować ?, z chęcią napiszę, bo to jeden z rzadziej wspominanych filmów Polańskiego, a szkoda, bo parę istotnych kwestii porusza.



                      • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 29.08.11, 16:00
                        Właśnie, zupełnie niezmierzona!
                        Ja przecież też wtedy, kiedy o tym rozmwialiśmy o "Przylądku ..." nie miałam jeszcze tego I tomu Leksykonu, nawet na oczy go nie widziałam.

                        Tak, celna uwaga, na to wygląda, że remake znacznie przerósł oryginał.
                        Kałużynski mówi,że pojawia się tu dylemat jak z wielkiej literetury! - "Do końca Scorsese podkreśla ową wątpliwość moralną, której nie było w dawnym, jasnym filmie, gdzie obowiązywało: biale - czarne, prawo ma rację - zbrodniarz nie ma racji, i tak dalej" (LF na XXI, t. I, s. 226)
                        Nie widziałam wersji oryginalnej, a panowie K i R ani słowem nie wspominają niej.

                        >De Niro [...] wyposażony [...] w ten swój urok osobisty
                        Ale nie chciałabym go spotkać w ciemenj bramie! ;))
                        Kałużyński też chwali grę De Niro.

                        Zamieszczone w kolejnych tomach Leksykonu rozmowy Kałużyńskiego i Raczka, wcześniej ukazywały się łamach miesięcznika "Life Video" (!??) , a potem tygodnika Wprost, jak wyczytałam we wstępie do tomu I.

                        Też nie widziałam "Jej wysokości Afrodyty" niestety.
                        Jeszcze jedna rzecz - starszych filmów Allena nie ma za wiele w Leksykonie (nie ma tu np. świetnych filmów Manhattanu, Anie Hall) .

                        Widzę, ze nie przekonałam Cię za bardzo, czułam, że tak będzie, może przy innej okazji napiszę o pana Kałużyńskiego pisaniu od serca.

                        > ano własnie, jak oglądać cokolwiek, to na własną rękę. wtedy się można w tym pr
                        > ocederze zanurzyć swobodnie całkowicie...
                        Otóż to! Tak lubię najbardziej. :)

                        Jeszcze przy Moulin Rouge byłam, pamiętam. Zdjęcie o zmroku na tle tylko zdążyliśmy sobie zdrobić.

                        Mam tak samo, jedyną rzeczą którą zazdroszczę ludziom, jest właśnie talent malarski. rysowniczy.
                        Może jeszcze zazdroszczę zdolności językowych, umiejątności dobrego opanowania kilku języków.

                        Pieniądze potrafią potwornie zniewolić człowieka, czasem nawet zniszczyć, ale też z drugiej strony paradoksalnie pieniądze dają człowiekowi także wolność, niezależność i bardzo ułatwiają życie.

                        Oczywiście, że możesz spojlerować o "Gorzkich godach" (Greku, nie pytaj! zawsze pisz, jak tylko masz coś ciekawego do opowiedzenie!), znam "Gorzkie gody" widziałam, dość dawno temu, średnio pamiętam, więc tym chętniej go sobie odświeżę.

                        Greku, a nie brakuje Ci tu większej ilości osób do obgadywania filmów, a przez to inensywniejszych dyskusji co???
                        Prawdę mówiąc liczyłam, że z czasem więcej osób zechce do nas dołączyć, podyskutować o ciekawie filmach, powymieniać się wrażeniami, wbogacić swoją wiedzę poprzez rozmowę czy podzielić się swoją wiedzą. Nie ma ciekawszego, wątku filmowego jak internet długi i szeroki, powiem nieskromnie. I wielka w tym Twoja zasługa.
                        • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 30.08.11, 13:47
                          otóż to, bardzo dobra uwaga - ten film pozostawia nierozstrzygniętą wątpliwość. niby cos było na początku, to był Twój argument - przestępstwo, zbrodnia, za którą Cady powinien ponieść karę, a Bowden działal w niezgodzie z literą, ale może w zgodzie z duchem prawa, a na pewno z po ludzku pojmowaną uczciwością. ale jednak sprzeniewierzył się swojej profesji, przysiędze, złamał porządek prawny, który - jako taki - jest fundamentem funckjonowania ludzkiej zbiorowości. więc porwał się na dośc dużą "rybę" :], co wg mnie jeszcze wyżej podnosi dylemat jaki tutaj się pojawia - pytanie bowiem dotyczy samej podstawy na której wznosi sie cywilizowany świat; czy można ją podwazac, naginać, dowolnie interpretować, czy jednak trzeba się jej ściśle podporządkować i być uczciwym także wobec tego, kto w obrębie jej zasad działania - zasługuje na to i jest mu to niejako z gruntu przyrzeczone. co to za cywilizacja, ktora sankcjonuje oszustwa tych, którzy stoją, mają stać, na straży przestrzegania właściwego działania jej najważniejszych zdobyczy ? uff, no jest to temat-rzeka :]

                          zdecydowanie, wg mnie własnie postać Cady'ego ulepiona na nowo, ostrzej, w dużej mierze decyduje o tym, że remake jest lepszy od oryginału. ale i, tak mi się wydaje, także dzięki współczesnej obyczajowości, większemu znacznie przyzwoleniu na pokazywanie w kinie przemocy i łatwiejszym mozliwościom przeszmuglowania na ekran bohaterów wyrazistszych i dynamiczniejszych, mogło się to udać. a że jednocześnie nie popadnięto w kicz, przesadę, to już po prostu klasa Scorsesee i De Niro :]

                          nie, wiesz, to może nie chodzi o przekonanie, bo mozliwe, ze i bez tego masz po prostu rację, lepiej postrzegasz, trafniej, a ja się gdzies tam sugeruję zbytnio erudycjnymi fragmentami recenzjii i artykulów Kałużyńskiego i to moje spojrzenie nieco wypacza.

                          własnie - pieniądze i ich wpływ. też temat-rzeka, na jakiś film, albo przy okazji filmu, najlepiej :]
                          może jest z nimi tak, jak z niektórymi innymi rzeczami, dopóki nie szmacą i nie ograniczają, dopóty nic w tym zdrożnego :] no ale teraz można spytać : dla kogo dana sytuacja jest już szmaceniem, a dla kogo jeszcze długo nie ? skala, innymi słowy. i można się rozwijać dalej, bo od jednego pytania sześc następnych już majaczy na horyzoncie ;]

                          orajt, zatem o "Gorzkich" na dniach, bo wg mnie ze dwa treściwe pytania można sformułować, na podstawie filmu zawartości. spróbuję je nakreślić jakoś.

                          nie brakuje mi zupelnie niczego. a jesli się ktoś podłącza/podłączy/podlączyć zechce - też nie mam nic przeciwko :] jakkolwiek będzie - dobrze będzie - póki będzie - i niech będzie :]
                          zasługę, jesli jakąs mamy, to mamy wszyscy, ktorzy pisujemy tutaj. ja się nie umiem streszczać zbyt dobrze, więc optycznie panoszę się na szerszą skalę, ale to nie znaczy, że idzie za tym jakaś większa wartośc. czasami jedno-dwa celne zdania to równoważą, albo przerastają.

                          ALE : nie licytujmy się :] po prostu : bawmy się tym, lubmy to, grafomańmy, piszmy dowolnie i frywolnie, o czym chcemy i jak chcemy, dyskutujmy i wyrażajmy siebie, bądźmy mniejszymi i większymik dziećmi sobie tutaj, na ile nas stać - w powadze i niepowadze, w mądrości większej i mniejszej, ot - taka moja koncepcja, do ktorej bym zachęcał :]
                          • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 30.08.11, 16:37
                            >uff, no jest to temat-rzeka :]

                            Owszem, dopłynęliśmy nawet tą rzeką do Jezusa i Piłata, jak pamiętam, przygotowywałam ripostę Tobie w odpowiedzi, ale mnóstwo innych rzeczy w międzyczasie trzeba było obgadać i już nie dałam rady dokończyć tego postu. Może i dobrze, bo odpowiedź na niebezpieczny heretycki grunt zmierzała zdaje się ... ;))

                            > własnie - pieniądze i ich wpływ. też temat-rzeka, na jakiś film, albo przy okazji filmu, >najlepiej :]
                            Tak! Wrócimy do tego tematu.


                            >orajt, zatem o "Gorzkich" na dniach, bo wg mnie ze dwa treściwe pytania można s
                            > formułować, na podstawie filmu zawartości. spróbuję je nakreślić jakoś.

                            Świetnie.

                            > nie brakuje mi zupelnie niczego

                            To dobrze. :)

                            Szczęśliwy człowiek!?? ;)

                            I ja się podpisuję obiema rękami pod Twoją koncepcją!
                            • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 31.08.11, 13:23
                              hehe, no prawda, prawie się w ścianę wkomponowaliśmy ;]

                              świetnie. kontynuujmy to, co robimy. miał być wątek otwarty i bez zasad - i jest :] i niech gra i trąbi do końca i dzien dłużej, czy jak to tam w oryginale było :]



                              • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 31.08.11, 16:37
                                Własnie, że nie, nie wkomponowaliśmy się w ścianę! Ścianę gładko ominęliśmy i popłynęliśmy na szersze wody i ciekawy temat. I to było/ jest fantastyczne!

                                Panowie K i R koncentrują na tej centralnej kwestii winy, kary oraz na dylemacie, czy niebezpieczny przestępca , zabójca , człowiek ewidentnie zagrażający społeczeństwu ma prawo do obrony, do korzystania zgodnie z literą prawa z rozmaitych kruczków prawnych, które pozwalają na znaczne zmniejszenie kary, czy nawet jej uniknięcie, ale w filmie Scorsese kryje się jeszcze kilka innych szalenie ciekawych problemów do rozważenia, przede wszytskim imo Lepperowski dylemat "czy prostytykę można zgwałcić?" i kwestia bardzo dyskusyjnego, imo, prawa, które pozwala na zmniejszenie wyroku dla gwałciciela i zabójcy! (wina Cady'ego jest jednak nieporównanie większa od winy prawnika Bowdena) tylko dlatego, że jego ofiara, kobieta "źle się prowadziła" /ale zdaje się już o tym wspominałam w tamtym podwątku/.

                                Niech!

                                :)))

                                Oby tylko proza życia nie przeszkadzała! :)
                                • grek.grek Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 01.09.11, 13:37
                                  no własnie, dochodziła też kwestia rozwiązań prawnych, ich słuszności albo jej braku. sporo tego było.

                                  hehe, proza życia nie trwa 24 na dobę, okienko zawsze da się wykroić :]
                                  • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 01.09.11, 20:57
                                    > hehe, proza życia nie trwa 24 na dobę, okienko zawsze da się wykroić :]

                                    Pewnie, że tak! :)

                                    Miałam na myśli prozę życia cięższego kalibru. Tfu! Odpukać!
                                    /Mam czasem skłonności do czarnowidztwa, heh./

                                    :)
                      • barbasia1 OT rysukowy 29.08.11, 16:23
                        A propos talentu rysowniczego:

                        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,10190936,Syryjski_karykaturzysta_pokazuje_Assadowi_srodkowy.html
                        Ali Farzat - to prawdziwy talent! I szalenie odważny człowiek. Co za prefidia, co za straszne okrucieństwo połamać rysownikowi ręce! Cudowny ten jego konetarz w odpowiedzi dla bandyów, którzy mu to zrobili. Niech go Allach ma w swej opiece!

                        Znakomite są te jego rysunki, znakomita dostadna satyra, a bardzo czytelna mimo, że porzecież dotyczy tak odmiennego kulturowo kraju, dalekiego z punktu widzenia Europy, o którym własciwe też zbyt wielkiej wiedzy nie mamy ...

                        :)

                        • grek.grek Re: OT rysukowy 30.08.11, 13:59
                          hehe, kozak :]

                          przypomniał mi się bilardzista i scena, kiedy Newmanowi łamią ręce nasłani smutni panowie, uff, scena pokazana w domyśle pewnym, ale i tak - a może szczegolnie z tego względu i z powodu okraszenia efektami dźwiękowymi w postaci darcia dzioba przez aktora - jeszcze bardziej sugestywna niż to by można osiągnąć za pomocą bardziej naturalistycznego ujęcia :]
                          • barbasia1 Re: OT rysunkowy 30.08.11, 14:31
                            Miałam napisać:
                            Cudowny, ale ryzykancko odważny jest ten jego rysunkowy kometarz w odpowiedzi dla bandytów, którzy mu to zrobili. Niech go Allach ma w swej opiece!

                            Świetny komentarz, Greku, bardzo a propos naszego wątku! :)

                            Łamanie rąk należy do podstawowego zestawu usług jakie oferują smutni i źli panowie w filmach i w realu, heh...

                            :)
                  • barbasia1 Re: nowy Allen /"O północy w Paryżu" 28.08.11, 16:29
                    grek.grek napisał:

                    > jakaś okazja pojawi się na pewno;

                    Najprościej to chyba szukać go za jakiś czas (jeśli już go tam nie ma) w necie, na stronach filmowo-serialowych ...


                    • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 14:48
                      No to idę dziś do kina, na 20.00 :)

                      A Wam wklejam link do trailera i przewodnika po filmie Allena, a konkretnie po występujących postaciach:

                      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/56,80276,10182788,Nie_zgub_sie__O_polnocy_w_Paryzu___Przewodnik_po_Hemingwayach.html
                      • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 15:14
                        przyjemnego odbioru życzę, najlepszej zabawy :]



                        • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 15:43
                          Merci! Merci! :)

                          • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 15:49
                            bonne soiree [o ile dobrze pamiętam :)] :]
                            • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 16:55
                              :)))

                              Najlepsze kasztany są na placu Pigalle. ;)
                              • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 31.08.11, 13:24
                                zuzanna lubi je tylko jesienią" - hehe, takich hitów się nie zapomina :]
                                • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 31.08.11, 15:58
                                  Ha, ha :)
                      • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 15:43
                        btw, jutro odpalają festiwal w Wenecji, pare bardzo ciekawych filmów ma byc na tapecie, o czym
                        etatowy, hehe, donosiciel pisze :

                        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,10189348,Polanski_Faust_i_doktor_Jung.html
                        • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" /Na festiwalu w Wenecji 30.08.11, 16:52

                          To już jutro!? Nie wiedziałam. Dzięki za wieści! Za link. Będziemy śledzić wieści z Wenecji. :)

                          Cudowne miasto!

                          Słyszłam wczoraj, w TVPInfo. chyba , że władze Wenecji wprowadziły właśnie dodatkowy podatek dla turystów, od pobytu w hotelu (im hotel droższy tym większy podatek). Fundusze przeznaczone będą na renowacje zabytków. I słusznie.

                          "Niebezpieczna metoda" Davida Cronenberga - już mi się podoba! :)

                          :)

                      • pepsic Re: Allen "O północy w Paryżu" przewodnik! 30.08.11, 20:47
                        To czekamy na kilka twoich słów :)
                        • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam :) 31.08.11, 15:56
                          Będzie na pewno, już zaczęłam.

                          Prześwietny film!!!
                          Bardzo Wam polecam, wybierzcie się , zobaczcie, nie będziecie żałować!
                          Sympatyczna, zabawna, efektowna wizulanie komedia z mądrym przesłaniem...

                          cdn.

                          Aha był jeden minus - na początku byłam lekko wkurzona , bo parka obok mnie przez pół filmu chrupała popkorn i to ze sklepowej foliowej torebki, na dodatek żłopała kolę z wielkiej butli (która syczała jak odkęcali korek), w dodatku dziewucha głośno i tublanie się śmiała (w innych momentach niż ja, że się nie udławiła przy okazji tym popkornem to cud ;) .

                          Jeszcze bardziej rozumiem sentyment Greka do dawnych kin!

                          :)
                          • pepsic Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam 01.09.11, 08:36
                            Do ochów i achów się przyłączam, aby z równym entuzjazmem stwierdzić, że to bardzo przyjemny film w odbiorze, w dobry nastrój wprowadzający.

                            • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam 01.09.11, 21:22
                              >w dobry nastrój wprowadzający.
                              Właśnie! :)

                              czyli jak rozumiem też obejrzałaś najnowszego Allena!? Liczę zatem na Twoją pomoc w tym podwątku!
                              • pepsic Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam 02.09.11, 10:23
                                Więcej szczęścia miałam, nikt nic nie żłopał i nie chrupał, a przyznajmnie nie słyszałam, a mlode dziewczyny pomogły odczytać numery miejsc, bo moje okulary leżą zawsze głęboko ukryte na dnie torby. One zdaje się kurczaki z KFC wsuwały, ale kulturalnie i daleko ode mnie.
                                Muszę się rpzyznać, nie miałam ochoty na Allena, miałam obawy przed zadęciem intelektualnym, prawie siłą mnie zaciągnięto, a raczej szantażem emocjonalnym, a tu proszę, jakże miła niespodzianka.
                                Ps.. Przez moment mnie nie będzie, po powrocie służę pomocą:)
                                Ps.2 Paluszki - Titanik (notabene dla mnie kicha) ???
                                • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam 02.09.11, 15:28
                                  >One zdaje się kurczaki z KFC wsuwały, ale kulturalnie i daleko ode mnie.
                                  He,he
                                  O matko! W tym przypadku zdaje się dochodzą jeszcze zapachy.

                                  To świetnie!

                                  Duża paczka paluszków, bo Titanic to długi film! ;)

                                  Stanowczo zgodzić się z Tobą nie mogę w kwestii Titanica. Titanic to jednak fantastyczne, z rozmachem zrealizowane widowisko, niepozbawione głębszego dna, świetny film, przełamujący utrwalone schematy kina katastroficznego; katasrofa Titanica staje się tu fascynującym tłem dla walki o miłość, walki miłości przeciwko wszytskiemu ...

                                  :)

                          • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 01.09.11, 13:48
                            najważniejsze, ze dobrze się bawiłaś, mam nadzieję ..(?) :]

                            recenzja Twoja, jak rozumiem : w przygotowaniu...

                            hehe, wiesz, wedle mojej pamięci, to te dawne kina miały trzeszczące fotele i też ciamkanie się czasami głośno rozchodziło [choć może rzadziej niż dziisaj, trudno mi porównać, bo rzadko bywam, albo wcale nie bywam], szeleszczenie papierkami od paluszków albo innych batoników [choć może rzeczywiście nie było to tak ostentacyjne i z tak beztroskim olewaniem komfortu oglądania reszty widowni...], ale chyba ta główna róznica leży w tym, że wtedy to było wpisane w koloryt takich miejsc. było jasne, ze kultura jest głównie na ekranie, a jej brak na widowni rekompensowały atmosferyczne pijące w tyłek krzesełka i zawsze jakiś taki specyficzny zapach, zeby nie powiedzieć - odorek, unosił się w powietrzu ;]

                            • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 01.09.11, 22:37
                              Tak, jutro się pojawi.

                              Oj, chyba wyszłam na zmierzłą, marudną babę. ;) Boszsz, chyba się już naprawdę starzeję ? ;)

                              Nie, nie było aż tak źle, w pewnym momencie przestałam zwracać uwagę na to, co obok, co dokoła (sąsiedzi i inni starali się konsumować, chrupać, szeleścić, żołopać, ciamkać jak najciszej, bez ostantacji, kulturalnie ;) na szczęście), film uroczy całkowicie wciągnął, pochłonął. I mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że przyjemnie spędziłam czas w kinie.

                              Staram się zrozumieć (choć czasem jest naprawdę trudno), że chrupanie popkornu w kinie ma dla niektórych specyficzny urok, zresztą, przypomniałeś mi teraz, i ja (z koleżankami) nie raz w kinie chrupałam z wielkim smakiem paluszki (w czasach kiedy nie było popkornu) wyciągając jeden po drugim z tej szeleszczącej torebki (wielką torbę, pamiętam, miałyśmy z oczywistych powodów "Titanicu":).
                              Tak, Greku, to ja wtedy przeszkadzałam i koleżanki. ;/

                              Ale w Wielkiej Brytanii coraz więcej kin wprowadza zakaz spożywania popkornu, czytałam gdzieś.

                              A propos - ku przestrodze dla wszytskich chrupiących popkorn w kinie: ;)

                              JZ / guardian.co.uk
                              Podczas pokazu filmu "Czarny łabędź" w łotewskim kinie 43-letni mężczyzna został zastrzelony przez sąsiada za to, że zbyt głośno jadł popcorn - donosi serwis guardian.co.uk.

                              Do tragedii doszło w Forum Cinema, jednym z największych kin w Rydze. Mężczyzna został zaatakowany przez 27–latka, gdyż jego zdaniem zbyt głośno jadł popcorn podczas seansu filmu "Czarny łabędź". Kiedy pojawiły się końcowe napisy napastnik wymierzył w niego legalnie posiadaną broń palną i zastrzelił na miejscu.

                              Natychmiast aresztowany przez policję sprawca okazał się absolwentem policyjnej akademii, który posiada także doktorat z prawa Uniwersytetu Łotwy.

                              wiadomosci.onet.pl/swiat/tragiczny-final-chrupania-popcornu-w-kinie,1,4190791,wiadomosc.html!

                              Przyszedł mi smak na paluszki! ;)

                              Good night!
                              Good appetite!



                              • grek.grek Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 02.09.11, 13:22
                                a gdzie tam, to przesąd, że kiedy coś komuś przeszkadza, to oznaka ramolenia. bzdura :], aczkolwiek dostrzegam kokieterię, z którą to napisałaś, hehe.

                                wiesz, po jakimś czasie, wspomnienie się osadza i nawet te ciamkania wnerwiające są w nim
                                już na zupełnie innej nucie grane :]

                                hehe, czemu ta prażelina się wysforowała na czoło filmowych/kinowych pokarmów ? co w niej takiego szczególnego ? paluszki - to rozumiem, sam wciągnałem kilkaset opakowań przy okazji filmowej, aczkolwiek - jako przykłady, hehe, obywatel - w kinie raczej rzadko. glównie dlatego, że kiedy jadłem, to czasami mi dialogi uciekały ;] na video zawsze sobie moglem cofnąć, więc w zaciszu domostwa już nie miałem hamulców ;]

                                o kurdesz, podejrzewam, ze w kinach łotewskich, od momentu tego incydentu, nikt nic nie je, a nawet nie popija. swoją drogą, skoro miał broń, to mógl w trakcie filmu nią pogrozić ciamkaczom, a nie już po do nich strzelac... a tak nie dość, ze dożywocie dostanie [dostał ?], to mu film przepadł ;]

                                • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 02.09.11, 14:43
                                  Coś w tym jednak jest, że z wiekiem różne rzeczy, na które młodzi w ogóle nie zwraca uwagi, starszym zaczynają coraz bardziej przeszkadzać!?

                                  Kokieteria? Staram się trzymać Ciebie / Was w napięciu dopóki nie pojawi się post z moimi wrażeniami z filmu Allena. ;)

                                  To prawda.

                                  "Prażelina " trafia idealnie we właściwe kubki smakowe ;), no i małe suche, pocyjki są wygodne w konsumpcji.
                                  Mnie tam nigdy paluszki nie przeszkadzały w odbiorze filmu w kinie. ;))

                                  hehe, Bardzo możliwe.
                                  Wiesz, może nawet i groził, tylko ciamkacz nierozważnie zlekceważył siłę argumentacji!? ;)





                                  • maniaczytania Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 02.09.11, 14:54
                                    Ha - zalety popcornu jako dania kinowego Barbasia juz wymienila. Mnie dziwa nachosy z sosem jak to mozna jesc (?)

                                    Za to od jakiegos czasu w sieci Multikino (nie wiem, jak w innych) mozna kupic popcorn karmelowy i to dopiero jest pychota :)))
                                    • barbasia1 Re: Allen "O północy w Paryżu"byłam, zobaczyłam : 02.09.11, 15:12
                                      >Mnie dziwa nachosy z sosem jak to mozna jesc (?)

                                      Tak, u u nas też to sobie kupowali!


                                      > popcorn karmelowy i to dopiero jest pychota :)))

                                      Naprawdę!? Trzeba spróbować! :)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15) 30.08.11, 20:44
      A tę melodię pamiętacie? Ja niespecjalnie, ale mnie urzekła:
      www.youtube.com/watch?v=ikBg4BDgsso
      Nie żebym doszukiwała się podtekstów, życie samo je dopisuje, zważywszy na dzisiejszy werdykt sędziowski tyczący jeszcze senatora.
      Ps. "Podwójne życie Weroniki" przemknęło niezauważenie w ubiegłym tygodniu, a szkoda, bo spodziewam się, że na Kieślowskiego inaczej bym obecnie spojrzała.
      • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15) 30.08.11, 22:49
        pepsic napisała:

        > Ps. "Podwójne życie Weroniki" przemknęło niezauważenie w ubiegłym tygodniu, a szkoda, bo spodziewam się, że na Kieślowskiego inaczej bym obecnie spojrzała.

        i "Trzy kolory" od wczoraj na Kulturze leca - dziś byl "Bialy"
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15) 31.08.11, 17:24
        Znam, znam, piękna . To jeden z najbardziej znanych Preisnerowskich motywów filmowych.

        A ja słuchając doniesień na temat wyroku, jaki dostali szantarzyści Piesiewicza, pomyślałam sobie o filmie "Nadzieja" cośmy go to trochę omawiali całkiem niedawno.

        W filmie "Nadzieja", ja pamiętacie bohaterem był szanowany obywatel, znany ceniony historyk, sztuki oraz ... wpływowy senator (!) Ów Senator zamieszany zostaje w brudną sprawę, kradzież i paserstwo obrazu, dostaje jednak szansę naprawy swojego błędu (od wyglądającego jak herubin chłopaka swojej córki, idealisty wierzącego w człowieka i dobrą stronę jego natury ) i z niej korzysta. Cala sprawa kończy się dobrze, nikt się o niczym nie dowiaduje (zdaje się policjant dostał jakieś materiały, o ile dobrze pamiętam, ale już po wszytskim), senator zmazuje swoją winę i ma czyste konto, sprawy nie ma ...

        Piesiewicz wczoraj najbardziej przeboleć nie mógł, że nie można cofnąc czasu, powrócić do czasów sprzed afery jakby jej nigdy nie było (taki był mnie więcej sens, tu jest dokładna wypowiedź Piesiewicza:
        "Nie mam żadnej satysfakcji z wyroku. Jedyny wyrok, który dałby mi poczucie poważnej, ludzkiej satysfakcji, to jest wyrok, którego żaden sąd na świecie nie może wydać. Bo żaden sąd nie ma czarodziejskiej różdżki i nie może cofnąć czasu"

        "40 lat mojej pracy, mojego życia, bardzo intensywnego, kiedy starałem się pomagać ludziom, wykonywać wszystko dla dobra ludzi, zostało przykryte incydentem wykonanym i przygotowanym przez przestępców. Kiedy mówiłem o czarodziejskiej różdżce i cofnięciu czasu, to właśnie miałem na myśli. Jest jak jest. Taki jest świat" - dodał senator

        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,10202557,Po_1_5_roku_wiezienia_dla_szantazystow_Piesiewicza.html
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2011 - 4 (vol.15) 31.08.11, 17:27
          (PS Herubin dla dobra sprawy posługuje się szantażem, szntażuje naszego sentaora, że jeśli ten nie odda skradzonego obrazu ujawni policji film nagrany podczas kradzieży ...)
          • ewa9717 No i wykrakałeś, Greku... 31.08.11, 20:37
            kilka lat temu. "Jutro idziemy do kina" stał się oficjalnym filmem okołopierwszowrześniowym...
            • grek.grek Re: No i wykrakałeś, Greku... 01.09.11, 13:49
              call me Gawron ;]
    • grek.grek "Egzekutor" [pl], spojler i 3po3 31.08.11, 14:01
      własnie skończyłem, nic nie pamiętałem, podobał się... generalnie :] straszyłem Was, ze coś napiszę i nadejszła ta chwila... worki foliowe w dłoń ! :]

      najpierw może spojler, jeśli ktoś nie planuje oglądac, albo oglądał, albo mu nie przeszkadza :]

      Alex ma 20 lat, ma brata w pace, matkę w szpitalu - w śpiączce po wypadku. bez kasy, bez przyszłości, w jego mniemaniu. z zazdrością podpatruje, jak dziewczyna, ktora mu się podoba wisi na ramieniu mafiosa [oczywiściem prywatnie, oficjalnie - szanowanego biznesmena], ktory by mógł być jej ojcem. trafia mu się okazja - w ramach studenckich praktyk opiekuje się schorowanym dziadkiem w domu opieki społecznej. dziadek proponuje mu znienacka, zeby mu pomógl strzelić samobója. okrasza to nawet mową, ze to jest trudne tylko za pierwszym razem, że to będzie nie morderstwo, tylko przysługa, a w dodatku - za gruby plik dolarów. po wahaniach, ale niezbyt głębokich, chłopak spelnia jego prośbę. zachęcony idzie za ciosem - zamieszcza ogłoszenie w prasie, w zawoalowanej formie oferując swoje usługi jako pomagiera w odchodzeniu z tego świata.

      niby cud miód i orzeszki - wypchnąc babcię z okna ? jaki problem. w dodatku kasa nie do pogardzenia. można się lepiej ubrać, wynając chałupę w lepszej dzielnicy. mozna poczuć ciepła bryzę od zachodu, przyszłość jawi się na pomarańczowo. mozna zacząc wyciągać dziewczynę mafiosowi.

      ale łatwo nie ma - z więzienia wychodzi brat, z ktorym porachunki ma mafioso od dziewczyny, który jednocześnie nakazuje śledzić Alexa, wiedząc ze ten mu dziewczynę podrywa. typowy trójkąt męski z kobieta w środku. mafioso szybko się orientuje, ze chłopak wysyła dziadków na tamten świat, sądzi,ze chłopak jest rabusiem i killerem. informuje go o tym i ma go już w ręku - proponuje żeby dla niego pracował.

      trzecie zlecenie "firmowe" dla Alexa, okazuje się być fintą - ma zabic szacowne małżeństwo. ona jest sparaliżowana, on mówi Alexowi, ze ma raka i zostały mu 2 miesiące życia. najpierw jednak Alex ma zabić żonę jegomościa, żeby on mógł ją pochować. Alex robi swoje pokątnie kupionym pistoletem z tłumikiem. z telewizji dowiaduje się, ze babka była całkowicie sparaliżowana, nie mogłaby strzelić sobie w łeb. więc - morderstwo, taka jest oficjalna wersja. tak mówi jej mąż, zleceniodawca. no ale nic - lekkie zaskoczenie, ale gramy dalej : idzie zabić męża, czyli zgodnie z planem - okazuje się jednak, ze facet nie zamierza umierac, co więcej : jest rześki, zdrowy i pełne życia, a cała sprawa była po prostu akcją pozbycia się niechcianej, sparaliżowanej całkowicie zony, żeby starszy pan mógł wreszcie trochę odżyć.

      mafioso szantażuje Alexa - każe mu odstrzelic własnego brata, ktory wisi jakieś pieniądze mafiosowi z okazji jakichś ich dawnych kontaktów, ktore wpakowały człowieka do puszki. na razie
      mafioso nie grozi Alexowi kablem na policji o jego zabójstwach, ale potraktowaniem jego dziewczyny jak dziwki, czyli oddaniem jej w łapy jego własnych wierzycieli. Alex nie może zdobyć się na zabicie brata, więc dziewczyna zostaje pokrzywdzona, a brata i tak mafioso układa nogami do przodu.

      Alex probuje zabić mafiosa. nie ma na to jednak odwagi. za to sam zostaje zabity przez jednego z mafiosowych. end.

      sądziłem, ze to był [bo zapomniałem całkowicie treść] film o problemie eutanazji. ale nie, to film o chłopaku, co probował kontrolować własne życie, szybko i łatwo się wzbogacić, zachowują przy tym pozory moralności. ofk, kto se drogę skraca, ten do domu nie wraca. i tak jest w tym wypadku - zapętla się cała historia, Alex w któryms momencie staje się bezradny wobec zapętleń i układów, jakie wokół niego narosły, czy do których się niezamierzenie przysiadł.

      pieniądze są moralne, pieniądze mobilizują, nic co dobre nie jest za darmo" - tak Alexa instruuje o zyciu i świecie mafioso. świetny monolog, nawiązujący do "greed is good" z "Wall Street". tutaj się właśnie wokół kasy kręci zabawa - kasa ma ułatwiac, kasa jest tym co musi mieć Alex, zeby zdobyć dziewczynę i spojrzeć optymistycznie na świat dookoła siebie. ale musi mieć ją szybko, nie za jakiś czas, jak "uczciwie popracuje". jest szansa - wykorzystuje ją. kto by tak nie zrobił ? i w dodatku ma przecież alibi - ja tylko niosę pomoc.

      Alex nie jest jakimś kryminalista, jest przyzwoitym chłopakiem, tyle że pogubionym, za młodym by się odnaleźć w tym calym piep,rzniku, w jaki się wpakował. nie kieruje nim chciwośc, nie na początku - raczej poczucie niższości, które odczuwa w stosunku do mafiosa, ktory obłapia i prowadza się z rudzielcem, ktory mu się podoba :] musi mieć, aby wejśc do pokerka o jej względy. akceptuje calkowicie znaki czasu, współeczesności, nie ma w nim sprzeciwu. akceptuje warunki, a to jest właśnie pierwszy schodek na drabinę prowadzącą do trumny w ostatnim ujęciu.

      tak ja to widziałem :]

      Mohr bardzo trafiony w tej roli, ale i tak Gajos jako cyniczny mafioso i Jerzy Nowak, w krótkiej ale treściwej, roli pierwszej "ofiary" Alexa - czyli : paradoksalni ojcowie chrzestni młodego, niedoświadczonego, naiwnego chłopca - po prostu znakomici.

      filmowanie jest bardzo pomocne przy oglądaniu - półcienie, półmroki pokojów, klubu/dyskoteki, w ktorej odbywa się częśc akcji, pomieszane z feerią światel, rytmiczną muzyką bębniarzy [Alex w wolnych chwilach grywał w takim zespole], tworzą taki dantejskie nawet nieco otoczenie.


    • grek.grek "Limuzyna daimler-benz"/deborah, dziś 01.09.11, 13:58
      Limuzyna daimler-benz' 22:55 w tvp2, o 1:50 Deborah, czyli polskie kino w tvp2.

      o pierwszym dobrze pisano swego czasu, więc - ja się już rozglądam za telewizorem na tę okazję ;]

      drugi, to - w zapowiedzi - historia romansu żonatego malarza z kuzynką, z pochodzenia żydówką, aktora, który z kolei jest kochankiem żony malarza, czyli niezłe zapętlenie uczuciowe, a wszystko to latem/jesienią 39 roku.

      pierwszzy pewnie będzie w całości, drugi zapewne albo w ogole albo w kawalku, bo tvp ok 2:30-3 pokazuje środkowy palec i wyłącza nim nadawanie nie bacząc na to, czy to co leciało już polecialo, czy jest w trakcie lotu.
      • barbasia1 Re: "Limuzyna daimler-benz"/deborah, dziś 01.09.11, 22:50
        Liczę zatem na jakieś streszczenie,
        wolałabym historię romansową - film "Deborah", kórego w ogóle nie znam. "Limuzynę" kiedyś już oglądałam, ale słabo pamiętam. Pamiętam na pewno, że bracia Bajorowie wywarli na mnie duże wrażenie ...

        :)
        • grek.grek "Limuzyna daimler-benz" - o filmie, spojler 02.09.11, 14:02
          niestety, ale "deborah" nie poszedł. wyłączyli nadawanie. taka usługa abonamentowa.

          "Limuzyna" dośc ciekawa, historia dwóch nastoletnich braci, którzy w przeddzień wybuchu wojny, porywają dla zartu tytułowe auto niemieckiego konsula. policja ich zatrzymuje, trochę straszy, posądza o spisek [próbe porwanie dygnitarza dla okupu], ale potem wypuszcza. i dzieje się coś intrygującego, bo ten incydent z dnia na dzień odmienia ich życie - jeden z nich zostaje literatem, pisze opowiadanie, w ktorym opisuje ich pobyt na policji, wedle której relacji zostali tam poniżeni, plus sporządza portret swojego brata, ktory kieruje się ku wartościom bliskim faszyzmowi i obejmuje przywództwo w miejscowym wydziale Ligi Narodów.

          literat zbliża sie do zblazowanych i zapijaczonych kręgów artystycznych, drugi do sympatykow III reszy, już dzialających na terenie Polski i szykujących się na rozpoczęcie wojny, o której wybuchu wszyscy niemal już są przekonani, organizuje też w szkole odczyt konsulowi niemieckiemu, który daje referat hołubiący Rzeszę, Niemcy i cytuje Hitlera łącząc swoje wywody z tradycją literack [cytuje też "czarodziejską górę" Manna]. rodzina chłopców, to senna matka, ktora wiecznie nic nie rozumie, ojciec przez caly film uczy trzeciego brata [czy kto to jest ?], upośledzonego intektualnie, wymowy slowa "vater" [na końcu chłopak wreszcie wypowiada to jak należy, co sprawia, że stary wpada w histerię i rechocze szaleńczo - można by to odczytać, jako zapowiedź wybuchu wojny, jej nieuchronności, niemal spełnienie in spe]. generalnie, obaj funkcjonują w świecie apatycznym, albo totalnie zindoktrynowanym, w ktorym nie ma nikogo trzeźwego, racjonalnego, a czuć wylącznie rezygnację i niecierpliwe oczekiwanie.

          literat daje swoje opowiadanie nauczcycielowi, który przeczytawszy je dochodzi do wniosku, ze opisuje ono zamierzenia brata-faszysty, że on chce naprawdę porwać konsula, zrobić to, o co go policja podejrzewała, ale odpuściła mu, co własnie odczuł jako poniżenie. wraz z drugim typkiem, cichaczem oddanym Rzeszy, urabiają chłopaka wmawiając mu, ze z niego Niemiec jak cholera,ze ma niemieckie pochodzenie, ze się "nadaje".chlopak idzie za ciosem np. wpadając do miejscowego burdelu i wyciągając za uszy szanowanych obywateli, a potem samemu się tam zabawiając [razem zresztą z bratem literatem, który pęta się wokół niego, podpatruje, a nawet pomaga mu zdobywać kasę dla organizacji podsuwając pomysl szantazowania jednego urzędasa, czy kogo tam - kręci się stale wokół wydarzeń, szukając tematu do pisania, bo pragnie być pisarzem i to nie byle jakim].

          brat faszysta koniec końców organizuje prowokację na polecenie tych rzeszolubnych cwaniaków - wykorzytując opowiadanie literata, z ktorego wynikało że brat faszysta chce dokonać tego porwania konsula i zmazać plamę ośmieszenia przez policję, skłaniają go do zaaranżowania napadu na konsulat, wraz z podłożeniem ciał [wziętych z kostnicy] rzekomo zmobilizowanych już rekrutów, który kończy się zabójstwem konsula. imo, odwołanie do prowokacji gliwickiej, która stała się pretekstem do napadu na Polskę w 39.
          w ostatniej scenie brat literat pali swoje opowiadanie, i wygląda na czlowieka który utracił złudzenia, ze literatura, sztuka, może światu dac jakiś pozytywny impuls. stało się wręcz przeciwnie...

          trochę to opowieśc "na domysł", czyli z szacunkiem dla widza :] dobry polski film, na rocznicę wybuchu wojny. dwie drogi ewolucji poglądów i charakterów, a przy okazji atmosfera nadchodzącego kryzysu i obraz całkowicie sparaliżowanego społeczeństwa, biernego, wyczekującego.
          • barbasia1 Re: "Limuzyna daimler-benz" - o filmie, spojler 02.09.11, 14:57
            A jednak nie zaprzestali we wrzesniu praktyk z wyłączaniem odbioru. Po co zatem w ogóle podają te filmy w ramówce.

            "Limuzyna daimler-benz" - ciekawa rzecz.



            • grek.grek Re: "Limuzyna daimler-benz" - o filmie, spojler 03.09.11, 13:23
              brak slów już, na ich wyczyny...

              "limuzyna" da się lubić, jako film, bo jednak, tutaj będę ostrożnie w kontrze do Twoich wrażeń :] : bracia Bajor jakoś mnie nie ujęli swoim aktorstwem, zwłaszcza Michał - teatralny bardzo. za bardzo.
    • grek.grek wenecja'11 start 01.09.11, 15:23
      zaczęło się od filmu Clooneya, dramatu politycznego [z opisów brzmi trochę jak "Wszyscy ludzie króla", ktory pokazywała tvp2, a mysmy to wzięli na tapetę, hehe] :

      kultura.gazeta.pl/kultura/1,114438,10213632,Brud_polityki_i_bezpardonowa_walka_George_Clooney.html
      • barbasia1 Re: wenecja'11 start 01.09.11, 23:04
        Pamiętam "Wszystkich ludzi króla"! :)
        Wygląda na to, że ciekawie się zapowiada film Clooney'a. (z naszym ulubionym Ryanem Goslingiem). Dzięki za linkę.

        A dziś odbył się pokaz najnowszego filmu Polańskiego, jutro pewnie przeczytamy komentarze.

        :)
        • grek.grek Re: wenecja'11 start 02.09.11, 14:04
          na razie czytałem tylko naglówki, ale podobno nowy Polański - świetny. takie są pierwsze recenzje.

          hehe, gosling... miałem na niego oko od początku, a raczej - my mieliśmy tutaj wszyscy, bo pamiętam jak pisaliśmy same ochy i achy na jego temat :]
          • grek.grek Re: wenecja'11 start 02.09.11, 14:19
            bardziej o samym filmie niz o recenzjach :

            www.rp.pl/artykul/9146,710537-Rzez-w-Wenecji.html?p=2
            • barbasia1 Re: wenecja'11 start 02.09.11, 15:10
              Poczytamy zatem! :)
              • grek.grek Re: wenecja'11 start 03.09.11, 13:25
                więc, przenosimy wątek festiwalowy do nowego voluma, czy tutaj się znęcamy nad nim ? :]
                • barbasia1 Re: wenecja'11 start 03.09.11, 14:13
                  Widzę, że już przeniosłeś wątek festiwalowy, zatem możemy możemy kontynułować go już w nowej części ...

                  Tu jeszcze chciałam dodać jeszcze słówko o Clooney'u. Jako aktor kojarzy mi się (zaznaczam, że nie widzialam wszsytkich filmów z Clooney'em) z produkacjami raczej lżejszego kalibru (choć często wysokobudżetowymi), rozywkowymi, sensacjami (czy przede wszytskim rolą serialu medycznym). Natomiast jako reżyser bardzo ambitnie sobie poczyna, ważkimi tematami się zajmuje. "Good night and Good Luck" - bardzo dobry film traktujący o polityce, mediach i ich roli we wspólczesnym świecie, któryśmy swego czasu omawiali, teraz "Idy marcowe" w którym również obnarza kulisy świata polityki.

                  :)
                  • grek.grek Re: wenecja'11 start 03.09.11, 15:07
                    dopiero po napisaniu, zorientowałem się, ze wypadałoby najpierw poczekać na Twoją odpowiedź... nie mam nic na usprawiedliwienie :]

                    celne spostrzeżenie. gdzieś nawet padają porównania, z tego punktu widzenia - celne, do Clinta.
                    • barbasia1 Re: wenecja'11 start 03.09.11, 15:25
                      Który to złośliwy troll wstawił mi"ł" do słowa 'kontynuować' w poście wyżej, przyznać się natychmiast!? ;))

                      Greku, nie ma żadnego problemu! No problem! :)

                      O! Muszę o tym poczytać ! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka