Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 8 (vol 46)

    • siostra_bronte "Germinal" 22.08.14, 18:41
      W Stopklatce, o 20.00. Po raz kolejny polecam!
      • pani_lovett Re: "Germinal" i "Północ, północny zachód" /TVN7/ 22.08.14, 19:33
        Hitchcocka o godz. 21:50 .
        • pani_lovett Re: "Germinal" i "Północ, północny zachód" /TVN7/ 22.08.14, 19:36
          Jutro wyjeżdżam, do zobaczenia zatem w niedzielę.

          :)
          • siostra_bronte Re: "Germinal" i "Północ, północny zachód" /TVN7/ 22.08.14, 19:55
            Dobrze, że dla porządku przypomniałaś o Hitchocku. Udanego wyjazdu :)
            • pani_lovett Re: "Germinal" i "Północ, północny zachód" /TVN7/ 22.08.14, 20:39
              Bo się szykuję na Hitchocka. Dziękuję. Pozdrówka! :)
          • grek.grek Re: "Germinal" i "Północ, północny zachód" /TVN7/ 23.08.14, 17:36
            baw się dobrze, Barbasiu :]
            nie rozjedź nikogo... a nie, zaraz - skoro masz się bawić dobrze, to obowiązkowo powinnaś kogoś rozjechać ;]]
            • pani_lovett OT 31.08.14, 17:10
              grek.grek napisał:

              > baw się dobrze, Barbasiu :]
              > nie rozjedź nikogo... a nie, zaraz - skoro masz się bawić dobrze, to obowiązkow
              > o powinnaś kogoś rozjechać ;]]

              Spóźnione o tydzień, acz nie mniej serdeczne podziękowania za dobre słowa, Greku.

              Hehehe! :))

              I stało się! Miałam Ci opowiedzieć. Jeszcze przed wakacjami omal nie przejechałam pana. W parku. ;) Pijaczkowie siedzieli na ławce tuż przy ścieżce. Jeden z nich wstał i przeszedł przez ścieżkę na trawnik po drugiej stronie coś podniósł i wyciągając łapy pokazywał kolesiom siedzącym na ławce i powolutku się do nich przybliżał. I jak się tak przybliżał do kolesi ja bardzo szybko śmignęłam rowerem pomiędzy nimi, bez dawania sygnału dzwonkiem (bardzo niebezpieczna sytuacja, nie powinnam była tak jechać). Usłyszałam tylko na drugim końcu parku przeciągłe "Ku...aaaaaaa" . ;))

              Teraz uważam podwójnie.

    • siostra_bronte TVP Kultura na jesień 22.08.14, 20:12
      Na poprawę nastroju. W paru miejscach pozwoliłam sobie na komentarz :)

      "W ofercie filmowej znajdą się też tzw. tygodnie specjalne, poświęcone wybitnemu twórcy, poprzedzone rozmową Michała Chacińskiego z Tadeuszem Sobolewskim. Przygotowano m.in. cykle: filmy Federica Felliniego, wczesne filmy Alfreda Hitchcocka (hurra!), filmy Kenjiego Mizoguchiego (wow!), filmy Aleksieja Bałbanowa.

      Kino artystycznego najwyższych lotów, nagradzane Oscarami, doceniane przez jurorów w Cannes, Berlinie i Wenecji. A także filmy tworzące historię kina, kultowi twórcy, największe gwiazdy w nieoczywistych rolach. To wszystko widzowie TVP Kultura zobaczą w filmowych cyklach "Wieczór kinomana" (piątek, godz. 20:20) oraz "Bilet do kina" (sobota, godz. 20:20). W jesiennej ramówce wśród premier m.in.: "Fargo", "Blue Velvet", "West Side Story", "Ostatni walc", "New York, New York", "Manhattan" (hurra!), Kes" (klasyk Kena Loacha, wreszcie go obejrzę),, "Marat/Sade". "Dwunastu gniewnych ludzi" (chyba wszyscy widzieliśmy, ale to genialny film), "Rzym" (jeden z najlepszych Fellinich).

      Może jakoś przetrwamy jesień? :)
      • pani_lovett Re: TVP Kultura na jesień 22.08.14, 20:40
        > Może jakoś przetrwamy jesień? :)

        Jest nadzieja! :))
        • siostra_bronte "O jeden most za daleko" 23.08.14, 13:39
          Jutro w tvn o 12.20, dlatego zapowiadam z wyprzedzeniem. Wiem, że nikt nie obejrzy tego filmu, bo zauważyłam, że nie ma tu fanów klasyki kina wojennego. Chociaż, jeżeli to będzie deszczowa niedziela to może ktoś się skusi :)

          Film Richarda Attenborougha z 1977 r. drobiazgowo opisujący przygotowania do operacji "Market-Garden" i samą bitwę pod Arnhem, która zakończyła się klęską aliantów. Przy tym to efektowna wizualnie i emocjonująca historia. Epicki rozmach, jakiego na próżno szukać w dzisiejszym kinie. Do tego gwiazdorska obsada, m.in. : Laurence Olivier, Liv Ullmann, Sean Connery, Dirk Bogarde, Gene Hackman (jak zwykle znakomity, gra gen. Sosabowskiego, mówi nawet parę słów po polsku!), Anthony Hopkins, Robert Redford.

          Kino wojenne w starym, dobrym stylu, żadne tam "Pearl Harbour" z komputerowymi efektami :) Polecam!

          Na zachętę trailer:

          www.youtube.com/watch?v=djeZxFvDt24
          • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 13:39
            Oj, znowu się źle podpięłam :)
            • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 24.08.14, 15:58
              Obejrzałam po raz kolejny z dużą przyjemnością. Kawał świetnego kina! Przy okazji, pozazdrościć Brytyjczykom, że potrafią opowiadać o swojej historii bez ukrywania własnych, fatalnych błędów.
          • maniaczytania Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 14:49
            siostra_bronte napisał(a):

            > Jutro w tvn o 12.20, dlatego zapowiadam z wyprzedzeniem. Wiem, że nikt nie obejrzy tego filmu, bo zauważyłam, że nie ma tu fanów klasyki kina wojennego.

            Fani sa, Siostro, tylko tych filmow nie ma (w tv ofkorz ;) )
          • grek.grek Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 14:57
            dzięki za zapowiedź, Siostro.

            też mam coś na jutro, właśnie obejrzałem i znów spróbuję Was... zaskoczyć ;]
            ale będzie to wybitnie klasyczne dzieło.
            • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 15:56
              Nie ma za co :)

              Czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję :)
              • grek.grek Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 17:38
                dzięki :]

                mam nadzieję, że wybór będzie dobry.
                może zdziwi Ciebie, i Was, że jak dotąd o tym [ba... TYM] filmie nie mieliśmy okazji rozmawiać :]
                • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 17:44
                  Znaczy to naprawdę jakiś klasyk, którego od x lat nie było w tv. No to lista jest długa :)
                  • grek.grek Re: "O jeden most za daleko" 23.08.14, 18:25
                    coś w tym stylu ;]
      • grek.grek Re: TVP Kultura na jesień 23.08.14, 14:55
        Siostro, w kostiumie Pani Mikołaj bardzo Ci do twarzy ;]

        a prezenty aż kłują w oczy atrakcyjnością.
        właściwie wszystko, o czym napisałaś jest nie-do-przegapienia.

        o yes, ta jesień dobrym kinem będzie... umajona? :]
        • siostra_bronte Re: TVP Kultura na jesień 23.08.14, 15:59
          Hehe, dzięki :)

          Tak, zapowiedzi brzmią nader atrakcyjnie, chociaż chyba to wszystko nie zmieści się w jesiennej ramówce?

          Muszę przyznać, że nie znoszę jesieni, więc zamierzam rzucić się w wir oglądania filmów ze zdwojoną siłą :)
          • grek.grek Re: TVP Kultura na jesień 23.08.14, 18:26
            hehe, ja mam nadzieję jesienią wreszcie przysiąść po letnich zawirowaniach róznorakich i obejrzeć to... wszystko :]
    • grek.grek "Magia w blasku...", recenzje, recenzje... 23.08.14, 17:34
      com znalazł, tym Was... zarzucę :] :

      film.interia.pl/recenzje/news/magia-w-blasku-ksiezyca-recenzja-jest-ksiezyc-ale,2042740,6290
      film.onet.pl/recenzje/magia-w-blasku-ksiezyca-sztuka-oszustwa-recenzja/ctsye
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=18975
      www.filmweb.pl/reviews/Prestiż+bez+magii-16205
      i jakbyście mieli chęc odsłuchać - podcast, w którym recenzent "Polityki" w samych superlatywach opisuje rzeczony film :

      audycje.tokfm.pl/audycja/79
      • grek.grek Re: "Magia w blasku...", recenzje, recenzje... 23.08.14, 18:24
        jeszcze jedna upolowana :

        film.wp.pl/id,33877,rid,64685,title,Sprawnie-elokwentnie-i-uroczo,type,editor,film_recenzja.html
        • pani_lovett Re: "Magia w blasku...", recenzje, recenzje... 24.08.14, 16:18
          Dzięki. Na "Magię w blasku..." wybieram się w najbliższym tygodniu. :)
          • grek.grek Re: "Magia w blasku...", recenzje, recenzje... 24.08.14, 17:23
            już dzisiaj Ci życzę uroczego wieczoru i przyjemnego seansu :]

            a nam wszystkim - Twojej recenzji :]
            • pani_lovett Re: "Magia w blasku...", recenzje, recenzje... 25.08.14, 19:37
              Dziękuję, Greku!!! :)))

              > a nam wszystkim - Twojej recenzji :]

              Oby! ;)
    • grek.grek "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1] 24.08.14, 13:22
      Ano jeszcze nie było :]

      1962 rocznik, reżyseria Robert Mulligan, na podstawie powieści Nelle Harper Lee. Powieśc dostała Pulitzer, film przytulił 3 Oscary, m.in dla Gregory'ego Pecka za główną rolę, 3 Złote Globy i doceniono go w Cannes.

      Walory artystyczne filmu, to jedna, jak sądzę - ta mniejsza część decydująca o jego powodzeniu. Druga, to bezkompromisowa głęboko humanistyczna tematyka, piętnująca rasizm na południu Ameryki [ponoć do dzisiaj zdarzają się tam wcale nierzadko typy rednecków, którzy do czarnoskórego staruszka zagadują per "hey, boy"] i potępiająca dyskryminację i prześladowania jako takie.

      jakbyście mieli ochotę :
      www.efilmy.net/film,9771,Zabic-drozda-To-Kill-a-Mockinbird-1962-Lektor-PL.html
      Akcja kręci się w małym mieście na wspominanym południu Ameryki - Maycomb, Alabama. Urokliwe domki z gankami wyposażonymi w obowiązkowe siedzisko na łańcuchach [jak to się nazywa ?], zatopione wśród licznych drzew i krzewów. Dukt prosty, droga jeszcze nie brukowana, ale samochody już są.

      Lato - gorące, takie że "mężczyzni pocili się już od 9 rano, a kobiety brały pierwszą kąpiel około południa". KOńcówka sierpnia. Niebawem 6-letnia Scout [narratorką jest ona sama, po wielu latach, film ma formę wspomienia], i jej o rok starszy brat Jem pójdą do szkoły. Ten rok będzie dla nich przełomowy, dowiedzą się bardzo wiele o życiu, o świecie, a także o swoim ojcu.

      Czasy są trudne, kryzys, bieda, ludzie nie mogąc zapłacić za coś - praktykują wymianę barterową, tak jak pan Cunnigham, który rankiem odwiedza dom Finchów, aby podziękować Atticusowi za poradę prawną.

      Atticus Finch [doskonale powściągliwy i sugestywny GRegory Peck] jest mecenasem. Oraz samotnym ojcem. Żona, matka Jema i Scout, zmarła 4 lata temu, od tej pory na jego barkach spoczywa cały cięzar wychowania dzieci. Peck grywał zawsze ludzi dobrych i szlachetnych, tym razem nie jest inaczej - Atticus jest tatą idealnym i ojcem doskonałym. Takim z podręcznika ;] Czasami wpada ciotka do pomocy, a oprócz tego jest czarnoskóra gosposia, Cal - która wygrała los na loterii, bo w domu Finchów ma jak u Pana BOga za piecem, a nawet ma prawo kulturalnie ochrzanić dzieciaki i one liczą się z jej zdaniem.

      Dzieciaki są fajne - trochę szarżują, trochę przemądrzałe [zwłaszcza ten trzeci - 4-letni Dill, który odwiedza w miasteczku swoją ciotkę i przez 2 tygodnie towarzyszy im w zabawach i nawet u nich nocuje], ale w pozytywny sposób. Ciekawskie, niesubordynowane, ale z genem uczenia się na błędach i potencjałem inteligencji i wrażliwości.

      Ubarwiają sobie wakacje krążeniem wokół domu sąsiadów. Radley'owie są miejscową legendą. Ponoć ich syn, Boo, zwarriował kiedyś i zaatakował własnego ojca nożyczkami. Potem go zamknięto w ciemnym lochu aresztu miejskiego, wylądował w wariatkowie, a następnie wrócił do domu i teraz jest przypięty łańcuchami do łóżka :] Czasami wychodzi z domu, nocą i próbuje dostać się do domów innych ludzi :] Wiecie jak jest z dzieciakami, są strasznie przejęte rzekomą prawdziwością tych fantastycznych opowieści, które niechcący potwierdzają także niektórzy dorośli [ciotka]. Koniecznie chcą tego "zakutego w kajdany groźnego wariata" zobaczyć. Pętają się więc wokół domostwa Radley'ów, a jak już przypadkiem [zabawa w toczenie się wewnętrz opony] doturlają się pod sam ganek, to od razu salwują się paniczną ucieczką, nawet jesli dzieje się to w biały dzień - słowem : podbijają bębenek dodając kolejne elementy do już naszkicowanego obrazka.

      Atticus, ze swoim typowym olimpijskim spokojem zmielonym ze zrozumieniem świata graniczącym z doskonałością stoika, prosi ich i nakazuje, by "dali spokój tym biednym ludziom". Ale - jak tu dać spokój, skoro dziecięca ciekawość, to motor napędowy jakiemu niewiele wynalazków ludzkości jest w stanie dorównać ?

      Zmarła matka wraca, kiedy Scout pyta Jema : czy mama była piękna ? a miła ? czy kochałam się ? a ty ? a ona nas ? Na wszystkie pytania brat odpowiada twierdząco.

      To w tych sierpniowych ostatkach wakacyjnych zjawia się w domu Finchów sędzia Taylor. Proponuje Atticusowi wzięcie sprawy Toma Robinsona, czarnoskórego oskarżonego o gwałt na białej dziewczynie. Finch się zgadza. Sprawa jest potencjalną beczką prochu z już przygotowanym do zapalenia lontem. Robinsonowi grozi lincz ze strony miejscowych. Adwokat biorący ten gorący kartofel musi przygotować się na trudną przeprawę. Finch jest zaś, jak powie później ciotka, "jednym z tych ludzi, którzy urodzili się, aby zajmować się sprawami którymi nikt inny nie chce się zająć".

      Po wstępnym przesłuchaniu [dzieciaki oczywiście widzą to przez okienko w drzwiach sali sądowej, przyszły do sądu zobaczyć areszt, w którym rzekomo trzymano Boo, miały tam być "kajdany i narzędzia tortur" :)] Robinson zostaje wywieziony z miasteczka, tutaj szeryf nie byłby w stanie zapewnić mu bezpieczeństwa.

      Zanim Atticus je nakryje i wyśle do domu, zobaczą jeszcze jak ojciec ofiary, niejaki Bob Ewell zaczepi Atticusa na korytarzu i najpierw w zawoalowanej formie da mu do zrozumienia, że "bronienie czarnucha" jest kiepskim i ryzykownym pomysłem, a potem zada mu pytanie wprost "Co z pana za człowiek ?" :
      www.youtube.com/watch?v=guMVb47aD-k
      Wieczorem dzieciaki podejmują brawurową próbę zajrzenia przez okno do domu Radley'ów, a może nawet uchylenia drzwi do środka. Jem, jako najodważniejszy i najstarszy, próbuje się tam dostać, ale nagle wyrasta wielki cień na ścianie domu, wyciąga gigantyczną łapę w stronę chłopca i cała trójka dzieciaków truchleje z przerażenia. Cień zawraca i odchodzi, a one puszczają się w dramatyczny sprint. Przedzierając się przez płot Jem traci spodnie, które nogawką wplątują się w drut w płocie i Jem musi je zdjąć, aby uciec. Potem musi po nie wrócić, żeby Atticus nie zadawał pytań, na które nie znajdą się odpowiedzi :]

      Jem biegnie więc z powrotem, a Scout odlicza sekundy do jego powrotu [miał wrócić "zanim doliczy do 10"]. Nagle wśród nocnej ciszy strzał z karabinu się rozchodzi. Scout mdleje prawie z wrażenia, bo czyżby stary Radley zastrzelił Jema ?! Po chwili jednak brat się pojawia, i to w spodniach.

      Na ulicy gromadzą się ludzie z sąsiednich domów i pytają, kto strzelał ? Jakaś kobieta uspokaja, że "to pan Radley przepłoszył jakiegoś złodziejaszka". Scout i Jem stoją jakby nigdy nic przy drzewie z zawieszoną oponą, ich miejscu zabaw obok domu :]

      JUż pierwszego dnia szkoły Scout przeżywa dramat. Na codzień ubierająca się jak chłopak, musi teraz zakładać sukienkę, co zdecydowanie ją deprymuje. Pierwszy raz idzie do szkoły, więc w ogole sobie z tym nie radzi. Co gorsza, wdaje się od razu w bójkę z chłopakiem, niejakim Walterem Cunninghamem, synem tego Cunninghama od wymiany barterowej. Dlaczego ? Bo wyszło na to, ze Walter nie ma drugiego śniadania, ona chciała sie z nim podzielić, on nie przyjął, a nauczycielka ochrzaniła oboje.

      W ich spór wkracza Jem, tłumaczy siostrę ["Scout jest szalona, ale w samej rzeczy jest dobra"], a potem zaprasza Waltera do domu, na obiad. Chłopiec jest po prostu biedny. W trakcie jedzenia, Walter oznajmia, że w domu ojciec pozwala mu strzelać z karabinu. Wtedy Atticus dzieli się z dziećmi opowieścią o tym, jak to i on jako malec miał strzelbę - wolno mu było palić do róznych szkodników, ale nigdy, przenigdy nie wolno mu było zabić drozda. Dlaczego ? Bo "drozd tylko śpiewa. to jego całe życie. jest tylko po to, aby śpiewac i upiększać tym śpiewem świat" :
      www.youtube.com/watch?v=BG8SgGECNEM
      Scout śmieje sie z Waltera, kiedy ten z pasją zalewa swój talerz sokiem malinowym, Cal ją strofuje, Scout robi się przykro, wybiega na ganek, Atticus idzie za nią i tłumaczy jej, że nie powinna oceniać ludzi, a raczej zawsze stawiać sie w ich syt
      • maniaczytania Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1 24.08.14, 13:48
        super! ale ja na razie nie czytam Twojej recenzji, bo ... czytam ksiazke, a nic z filmu nie pamietam poza tym, ze bardzo mi sie podobal
        Zostawie sobie lekture Twojego opisu, jak juz skoncze, bedzie mozna troche porownac.

        PS - bedzie jeszcze mala refleksja filmowa pourlopowa zgodnie z zyczeniem ;)
        • grek.grek Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1 24.08.14, 15:27
          będe zaszczycony :]

          btw, akcja filmu [i zapewne książki ?] rozgrywa się na przełomie 1932 i 33 roku.
        • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1 25.08.14, 19:40
          Mnie zaintrygowała postać małego Dilla, wzorowana na Trumanie Capocie, przyjacielu Harper z dzieciństwa. W powieści z oczywistych powodów na pewno tej postaci więcej miejsca poświecono!?
          Maniu dorzucisz dwa słówka na ten temat?
          • maniaczytania Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1 25.08.14, 19:47
            pani_lovett napisał(a):

            > Mnie zaintrygowała postać małego Dilla, wzorowana na Trumanie Capocie, przyjacielu Harper z dzieciństwa. W powieści z oczywistych powodów na pewno tej postaci więcej miejsca poświecono!?
            > Maniu dorzucisz dwa słówka na ten temat?

            Oczywiscie, ze tak, z prawdziwa przyjemnoscia :)
            • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [1 26.08.14, 18:05
              Świetnie! :)
      • grek.grek "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [2] 24.08.14, 14:15
        Atticus tłumaczy jej, że ocenianie ludzi, to nienajlepszy pomysł, jesli nie próbuje się ich jednocześnie zrozumieć, a zrozumienie jest niemożliwe bez próby spojrzenia na rzeczywistość ich oczyma, generalnie - opowiada jej o tym, czym jest empatia. A kiedy Scout mówi mu, że nienawidzi szkoły i martwi się o to, co będzie z ich tradycyjnym wspólnym czytaniem wieczorami, skoro teraz musi się uczyć w tej "budzie", Atticus uczy ją kompromisu - ty będziesz się przykładnie uczyła w szkole, a ja ci przyrzekam, że będziemy nadal wieczorami czytać :

        www.youtube.com/watch?v=b05CMl4hwcc
        Atticus zna się na trudnych decyzjach. Jak trzeba, to tłumaczy, ale kiedy nie ma wyjścia - sięga po broń. Jak wtedy, gdy na ulicy pojawia się pies zarażony wścieklizną. Nie do uratowania, więc ktoś musi go zastrzelić :
        www.youtube.com/watch?v=S2L0WQu2fEI
        Tego dnia wieczorem, Atticus jedzie za miasto, do żony Toma Robinsona, poinformować ją o sytuacji procesowej jej męża. Jem jedzie z nim. Kiedy Atticus wchodzi do domu, Jem czeka w aucie i wymienia przyjazne machnięcia ręką z małym czarnoskórym chłopcem. A potem zjawia się podpity biały, i z dziką miną krązy wokół samochodu, strasząc Jema. Czarnoskóry dzieciak biegnie po Atticusa, menel nie decyduje się na jakiś atak, cedzi tylko przez zęby "Ty wielbicielu czarnuchów...". W aucie Atticus uspokaja syna, "Nie bój się, on tylko straszy". Ale atmosfera nie jest dobra, Atticus o tym wie i dodaje "Na tym świecie jest dużo plugastwa, nie obronię cię przed wszystkim", czyli : sam będziesz musiał to przerobić i zrozumieć mechanizmy.

        Zanim pójdzie spać, Jem znajduje w drzewie opodal domu... jakiś przedmiot. Klucz czy coś ? Jest zaintrygowany w najwyższym stopniu. Kto go zostawił w tej... skrytce ? Potem znajdują się dwie figurki ludzkie, rzeźbione z kawałka drzewa, ewidentnie przedstawiają one Scout i Jema. Wtedy Jem przyznaje się przed Scout, że od paru tygodni znajduje w tym drzewie rózne rzeczy, wszystkie ma w specjalnym pudełku : stary zegarek, scyzoryk, jakieś medale za osiągnięcia szkolne, teraz te figurki... Następnego dnia dzieci widzą jak stary Radley zamurowuje otwór w pniu. Czy zatem... tajemniczy Boo zostawia prezenty dla dzieciaków ?

        Rok szkolny biegnie swoim rytmem, mimo zakazów Atticusa Scout wdaje się w kolejną bójkę. Tym razem z dzieciakiem, który powiedział o Atticusie per "obrońca czarnuchów". Kiedy Scout pyta o to ojca, Atticus odpowiada jej, że nie powinna używać słowa "czarnuch" i że nie powinna się bić, bo usłyszy takich kwiatków jeszcze niemało. Wyjaśnia jej także okoliczności całej sprawy i dodaje, że "nie może postąpić inaczej, musi się zachować w ten właśnie sposób, bo inaczej nie mógłby spojrzeć sobie w oczy, ale także nie miałby prawa do tego by im/jej cokolwiek kazać czy proponować jako ojciec".

        Szkoła mija. Znów jest lato, znów wakacje, wraca najlepszy kolega Dill, dumny syn niedawnego kolejarza, który wzbogacił się i teraz ma własne linie kolejowe ;]

        A w mieście wrze. Albo wre ? Zaczyna się proces Toma Robinsona. JUż jutro.

        Niektórzy obywatele nie chcą czekać aż sąd rozstrzygnie o jego winie lub niewinności. Chcą sami wymierzyć mu sprawiedliwość. Atticus zostaje ostrzeżony przez szeryfa o tym, że zamkniętemu w areszcie Tomowi grozi niebezpieczeństwo. Prosi więc Cal o to, by nocowała w domu z dziećmi. Sam Atticus... zasiada nocą na ganku przed wejściem do aresztu, z przyniesioną z domu lampą na stojaku i czyta sobie ksiązkę :] Gość ma cojones, hehe.

        Kiedy na miejsce przyjeżdza grupa kilkunastu uzbrojonych mężczyzn, w wiadomym celu - zastają mecenasa z okularami na nosie, który ani myśli ustąpić im z drogi. Zamiast tego kulturalnie namawia ich, żeby sobie poszli. Sytuacja grozi wybuchem, ale Atticusowi w sukurs przychodzą... jego własne dzieci oraz ich kolega Dill. Jem podsłuchał, że coś się dzieje i oczywiście cała trójka pobiegła śledzić ojca, zamiast spać spokojnie. I oto dzieciaki widząc co się dzieje, stają przy ojcu i nie dają się odpędzić. Nawet gromadzie rednecków z karabinami trudno szarpać się z mecenasem, albo zabijać człowieka, kiedy dzieci patrzą. Zwłaszcza, ze wśród tej uzbrojonej bandy jest pan Cunningham, którego Scout poznaje, pozdrawia go i przypomina mu, że ma dług wobec jej ojca, a także pozdrawia Waltera, jego syna. Cunninghamowi miękną nogi, potem serce, az wreszcie to on pierwszy odpuszcza, za nim reszta i rozjeżdzają się do domów :
        www.youtube.com/watch?v=oaVuVu5KXuE
        Miasto żyje rozprawą Robinsona. Takiego rwestesu nie było tu od dawna. Na sali sądowej nie może zabraknąć dzieci Atticusa. Ojciec zabronił im przychodzić, ale czarnoskóry znajomy pastor, spotkany przed wejściem - wprost przeciwnie :] Zabiera je ze sobą i dzieciaki obserwują z przejęciem cały spektakl siedząc na balkonie. Taki jest rozkład : uprzywilejowani biali zajmują cały parter, bezpośrednio w pobliżu oficjalnych stołków, niższa kasta - czarnych, gnieździ się na balkonach.

        Najpierw przesłuchany zostaje szeryf. Zeznaje, że ofiara, córka Boba Ewella - Mayell tuż po zgłoszeniu napaści była pobita, potwierdziła, ze to Tom Robinson ją zaatakował. Miała podbite prawe oko, cała jej PRAWA sttrona ciała mocno ucierpiała.

        Ojciec ofiary, Bob Ewell, czuje się bardzo pewnie. Rozpiera się na krześle, rechocze, odpowiada buńczucznie. Wg jego zeznań - zastał córkę przyparta do ściany przez czarnego, wkroczył, a tamten uciekł. BUraczany Ewell konfrontowany jest z dumnym, pełnym opanowania Tomem Robinsonem, siedzącym na miejscu obok Atticusa, i już właściwie wiemy, co się naprawdę stało. Atticus też wie. Dlatego, że wie, albo podejrzewa na 99 %, prosi Ewella, aby się... podpisał. Wszyscy widzą, ze Ewell jest mańkutem.

        Potem na fotelu zasiada Mayell. Ofiara rzekomego gwałtu. Jest cała zdenerwowana, kłębek nerwów. Patrzy spode łba i aż się jej kurzy z głowy. Kręci podczas odpowiedzi na pytanie "czy i od kiedy zna Toma Robinsona ?". Zeznaje, że tamtego wieczora poprosiła go o porąbanie starej komody stojącej na podwórku. Robinson spełnił prośbę, ona zaprosiła go na ganek, żeby mu zapłacić, a wtedy on wdarł się za nią do domu i ją zaatakował, spłoszył go wracający do domu ojciec.

        Wtedy Atticus jeszcze raz upewnia się, którą stronę twarzy miała obitą Mayell [i że miała palce na szyi odciśnięte, bo Robinson rzekomo bił ja i dusił jednocześnie]. POtem prosi Toma, żeby wstał. Rzuca w jego kierunku szklankę. Tom łapie ją prawą ręką. Atticus prosi, żeby zrobił to samo lewą. Tom odpowiada, że to niemożliwe - jego lewa ręka jest niesprawna, nie może nią nic zrobić, kiedyś wkręciła się w maszynę do zbierania bawełny i zerwane zostały wszystkie mięsnie. Jak zatem Tom Robinson mógł pobić i przydusić Mayell ? :

        www.youtube.com/watch?=44TG_H_oY2E
        Argumentacja Atticusa, poparta plastycznym przykładem, wywołuje wrażenie. Dzieci aż przebierają nogami na balkonie. Mayell doznaje paroksyzmu agresji, obraża "ludzi którzy nie umieją nic z TYM zrobić", z płaczem podtrzymuje swoje zeznania, żąda kary dla Toma...

        Ostatnim świadkiem jest Tom. Opowiada, że Mayell zna od bardzo dawna. Zawsze, gdy wracał z pola, miała dla niego jakąś pracę - a to żeby pomógł przynieść wody, albo coś przenieść albo porąbać starą komodę. Zawsze coś było. KOmodę porąbał, owszem, ale NA WIOSNĘ ! Co zaś zdarzyło się w ten sierpniowy wieczór, kiedy rzekomo ją "zgwacił" ?

        Robinson opowiada, z coraz większym trudem i zawstydzeniem, jak to panna Mayella poprosiła go, jak zwykle, o pomoc, ale tym razem do środka, do domu. I tym razem... byli sami. Nie było żadnego z siódemki jej młodszego rodzeństwa. Ojca tym bardziej. Jego nigdy nie było, kiedy Mayell prosiła o coś Toma. Tom rozejrzał się po domu, a
      • grek.grek "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3] 24.08.14, 15:02
        Rozejrzał się i nie znalazł nic do roboty, chciał wyjść. Mayell pospiesznie poprosiła go o zdjęcie czegoś z szafy i dodała, że "cały rok oszczędzała na to, żeby wysłać dzieci na lody do miasta i że prędko nie wrócą"... kiedy tylko Tom przystawił krzesło by się wspiąć do szafy, złapała go za nogę. Przeraziła go, az wywrócił krzesło. Kiedy je chciał podnieść, rzuciła się na niego z jęzorem i całą resztą. Tom próbował się z tego wyswobodzić, a w sukurs przyszedł mu ojciec, Bob Ewell, który ich zobaczył przez okno. Wpadł do środka wrzeszcząc, że "zabije ! [ córkę ]". Tom wykorzystał moment i dał w długą. Uciekał tak szybko i w takim strachu, że kompletnie nie ma pojęcia, co dalej się stało w domu Ewellów. JUż wszystko wiadomo... Pmruk zdziwienia i zaskoczenia leci przez salę.

        Oskarżyciel ma tylko jedno pytanie : dlaczego pomagałeś białej kobiecie ? BEZ pieniędzy ? Czy to nie dowód, że na COŚ liczyłeś ? Tom odpowiada z najwyższą szczerością na twarzy i w głosie : "Bo było mi jej żal". Czy to może kogoś przekonać ? Pytanie wisi w powietrzu.

        Mowa końcowa Atticusa jest ofk majstersztykiem, dramatyczną próbą odwołania się do szlachetności i świadomości równości wobec prawdy i sprawiedliwości KAZDEGO człowieka, także czarnego. Czy może przekonać 12 białych mężczyzn siedzących w ławach przysięgłych ? :

        www.youtube.com/watch?v=k8TgqenWW0I
        Historyczna z pewnością scena, mowa nawiązująca do najwyższych wartości wypracowanych przez ludzką cywilizację, na czele z poszanowaniem prawa każdego człowieka do uczciwego procesu, ale także do tego jak głęboko krzywdzi ludzi społeczna zasada, jesli jest oparta na dyskryminacji : nie ma wątpliwości, że to Mayell próbowała uwieść Toma, a zatem złamała zasadę społeczeństwa, w którym żyje - gdyby to był biały chłopak, nic by się nie stało, ale ona zasadziła się na czarnego. A czarny jest gorszy, z czarnym to wstyd i obraza. GRZECH. I aby zmazac swoje poczucie winy, postanowiła zlikwidować jego przyczynę - Toma. Nie własną naiwność, ale ofiarę swojego własnego błędu.

        "NIe można kłaść na szali ludzkiego życia, aby uleczyć własne sumienie", powiada Atticus. I wskazuje winowację - to ojciec Mayell.

        Cóż jeszcze... może tylko prosić, a nawet zaklinać w imię Boga, przysięgłych aby nie dali się sterroryzować presji społecznej i czasom, w jakich żyją.

        Oczekiwanie na werdykt trwa ponad 2 godziny. Wreszcie pojawiają się przysięgli i wydają orzeczenie o WINIE Toma. Atticus jest podłamany lekko, ale zapewnia Toma, że przygotował już jego żonę na to, że "TYM RAZEM jeszcze mogą przegrać", będzie apelacja, potem następna zapewne... Robinson wychodzi jednak jakby nie słuchając jego zapewnień, że walka trwa nadal.

        I wtedy następuje scena ewidentnie wzruszająca - wszyscy biali opuszczają swoje miejsca, wychodzą sędziowie i strażnicy z oskarżonym, na sali zostaje sam Atticus, zbierający wolno swoje papiery do teczki. Tylko czarni na balkonach stoją i czekają aż on wyjdzie, a kiedy Atticus idzie do drzwi - wstają w milczeniu z najwyższym szacunkiem, i kiedy on znika za drzwiami, dopiero i oni zaczynają się rozchodzić :
        www.youtube.com/watch?v=7CX_5D6y6E
        Tego wieczora dom Finchów odwiedza szeryf - mówi o czymś Atticusowi, a ten jest bardzo zmartwiony... Obserrwują go z ganku dzieci i ciotka.

        Po chwili i oni się dowiadują : Tom Robinson nie żyje. Podcza przewożenia do więzienia próbował ucieczki, mimo ostrzeżeń nie zatrzymał się i został postrzelony przez strażnika.

        Atticus jedzie do jego zony, aby przekazać tę wiadomość. Jem jedzie z nim. POd domem stoi grupa czarnoskórych, jak mówią zastanawiają się nad tym, co przyniesie apelacja. Atticus przekazuje im infor i zalega cisza, a żona Toma mdleje.

        Wtedy pojawia się ten sam menel, co wtedy gdy Atticus pierwszy raz zawitał do Robinsonów. Kiedy Finch wraca do auta, menel staje z nim twarzą w twarz i pluje na niego. Atticus robi odruchowo krok w jego stronę, jakby chciał go strzelić w dziób, ale jednak wytrzymuje tę zniewagę, wyciera twarz chustką i odjeżdza z synem do domu.

        Przychodzi jesień, Haloween. W miasteczku ma się odbyć jakiś festyn warzywny. Scout przebiera się za...szynkę - wdziewa na siebie coś w rodzaju kostiumu z niewygodnego tworzywa, ledwie się w tym może ruszac. Wieczorem idzie do miasteczka na wystawę, gdzie ma się w tym wdzianku prezentować. Towarzyszy jej brat.

        Przechodząc przez zagajnik orientują się, że ktoś za nimi lezie. Zdejmuje ich strach. Naraz zostają napadnięci. Jest to scena ofk dramatyczna, ale i łamana komizmem, bo gdy Jem toczy nierówną walkę z agresorem, Scout próbuje się z zabawny sposób uwolnić z tego "szynkowego" przebrania. Wreszcie napastnik powala Jema i ten traci przytomnośc. I wtedy... zjawia się anioł - KTOŚ wkracza do akcji i powala ich prześladowcę. Scout nie daje rady z tym kostiumem, więc widzi tylko strzępki całego zdarzenia. Kiedy zdejmuje wreszcie przebranie - widzi jak ich dobry duch biegnie do ich domu niosąc na rękach Jema. Sama pędzi za nim. Ten który ich atakował leży jak zabity... Łatwo się domysleć kim jest pan anioł :

        www.youtube.com/watch?v=FROgIia2cb8
        W domu Jemem zajmuje się już zaalarmowany Atticus. Dzwoni po doktora. Wkrótce okazuje się, ze chłopak ma złamaną rękę, ale będzie żył. Scout opowiada co się stało w zagajniku, i siłą rzeczy wybrzemiewa pytanie : kim był dobrodziej, który uratował dzieci ? Scout widzi, że anioł kryje się za drzwiami, nie zdązył się jeszcze ulotnić. Oczywiście, jest nim Boo, "chłopak z łańcuchami" od Radleyów. Może i jest nieco opóźniony, pod tytułem "duże dziecko", ale młody Robert Duvall ma na twarzy samą dobroć i szlachetność :
        www.youtube.com/watch?v=iRmIef02Ajk
        Zabitym agresorem zagajnikowym okazuje się nie kto inny jak Bob Ewell. Lezy tam z własnym nożem wbitym w serce.

        POjawia się szeryf, na ganku siedzi Boo, alias Arthur, a przy nim nie odstępująca go na krok Scout, która znalazła drugiego po ojcu idola.

        Szeryf na boku konsultuje się z Atticusem, co dalej - jakby nie było, Arthur zabił starego Ewella. W samoobronie, ale jednak. I kiedy Atticus bliski jest powiedzenia, ze w sądzie ta sprawa jest wygrana z mety... szeryf postanawia tym razem nie zostawić sądowi żadnej szansy na spie,przenie tego. Powiada, i robi to w dośc zabawny sposób intonując głos : "Dochodzę do wniosku, że stary Ewell sam się nadział na własny nóz. Puścmy go w niepamięć. MOże to mój obowiązek, ale niech pan pomyśli o reakcji społeczeństwa ? Wszystkie kobiety z okolicy, na czele z moją żoną, będą temu biednemu Arthurowi znosić ciastka i placki. Czy mógłbym człowieka, który uczynił dla pana tyle dobrego, narażać na podobne zakłócanie jego świętego spokoju ?" - i wychodzi :}]

        A gdy szeryf wychodzi, Scout mówi do ojca : "Szeryf ma rację. To by było jak... zabicie drozda". Yes sir.

        Atticusowi nie pozostaje więc uścisnąc ręki Arthura i podziękować mu. A Scout odprowadzić go za rękę do domu, a potem spędzić wieczór z ojcem... A lato minęło, potem następne, a później Boo aka Arthur wyjechał. Zaś Atticus "siedział tej nocy przy łózku Jema, aż do rana, gdy ten się obudził"... I tak się kończy.

        www.youtube.com/watch?v=e31ClFUDwks
        trailer może jeszcze :
        www.youtube.com/watch?v=KR7loA_oziY






        • grek.grek Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 24.08.14, 15:40
          * Atticusowi nie pozostaje więc NIC INNEGO JAK uścisnąć rękę Arthura i podziękować mu

          • siostra_bronte Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 24.08.14, 18:28
            Dzięki, Greku :)

            Niespodzianka się udała, bo tego filmu nie widziałam :) Jakoś nigdy nie było okazji.

            Oryginalne jest to, że historia jest opowiadana z punktu widzenia córki bohatera, jako wspomnienie. A wątek więzi dzieci z ich ojcem wydaje się wzruszający i nie mniej ważny od samej historii sądowej.

            Bohater nie ma chyba żadnych wad, ale to chyba nie przeszkadza? A Gregory Peck, wiadomo, sama klasyka :)

            Lubię te stare, amerykańskie filmy, pełne humanizmu i wiary w ludzi, chociaż teraz mogą się wydawać, jakby to określić, naiwne? Ale to świadczy o tamtych czasach, teraz o taki idealizm coraz trudniej.

            Jeszcze raz dzięki, Greku :)




            • grek.grek Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 13:49
              cieszę się, że Cię zaskoczyłem, Siostro :]

              yup, forma wspomnieniowa jest istotnie bardzo wygodna i pojemna, to także, jak mi się wydaje ?, język oryginału ksiązkowego.

              zdecydowanie.
              ta historia sądowa równolegle biegnie do ich postępowania wobec syna sąsiadów - nie znają go, ale tworzą na jego temat zupełnie nieprawdopodobne opowieści, a od tego tylko krok do jakiejś formy dyskryminacji.
              a ojciec, jak napisałaś, jest w centrum tego wszystkiego, to jego postawę najlepiej zapamiętują, co zapewne ma być wskazówką, że jak z domu się czegoś nie wyniesie, to potem trudno to nadgonić ? :]

              tak jest. Atticus Finch jest symboliczną postacią, naczyniem w które wlana jest ludzka mądrość, ideał tolerancji i wszelkiego dobra.
              pokrzywdzony Tom Robinson od początku jest pełym godności i honorowym gościem.
              jego oskarżyciele i biali rasiści - brzydcy.
              czarni na balkonie sali sądowej - skromni i zachowujący się z klasą.

              jaskrawy manichejski podział, ale i rasizm taki był i jest, trudno piętnować rasizm i dyskryminację bez operowania postaciami i zachowaniami o ugruntowanej symbolice. tak mi się wydaje przynajmniej.

              no i... oglądamy to oczami dzieci, aby one zrozumiały istotę rzeczy - ten podział musi być poprowadzony grubą kreską.

              yes ! może i trochę naiwnością trącą, nie ma takiego cieniowania jak dzisiaj, ale jakimś sposobem świetnie się to ogląda, nie razi w oczy ten humanizm, a i trzeba przyznać, że nie jest on pokazywany w sposób kiczowaty czy manifestacyjny. nie ma tutaj pompatycznych gestów ani ckliwości, które by mogły popsuć wrażenie. a wspomiany Gregory Peck gra na tak doskonale wyważonej nucie, ani na moment nie zbliża się do tej granicy przesady, że Oscar dostał mu się w sposób absolutnie zasłużony.

              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]
          • barbasia1 Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 24.08.14, 23:41
            Tytuł był mi znany, ale filmu nie widziałam. Dzięki! Ciekawa historia.

            Na wikipedii piszą, że "urodzona w 1926 roku w południowoamerykańskim miasteczku Monroeville w stanie Alabama Nellie Harper Lee / autorka powieści, na podstawie której nakręcono film-ja/ była, tak jak bohaterka i narratorka powieści, córką szanownego miejscowego prawnika. [...] Dorastając, Harper Lee była często świadkiem konfliktów na tle rasowym [...]

            I jeszcze - Pierwowzorem postaci Dilla był Truman Capote, z którym autorka przyjaźniła się w dzieciństwie. (!)



            • mozambique KOneser na Canal + 25.08.14, 10:56
              no co tuy Napisac - Goeffrey Rush jako wybitny znawca dziel sztuki prowadzacy wlasny dom aukcyjny , niebywale wykwintny, wyrafinowany, kulturalny, sznaowany i bogaty
              jednoczesnie samotnik, niezbyt lubiacy ludzi , z fobią przed kobietami
              i tajemnicza telefoniczna klientka zlecajaca mu intratną wycenę i sprzedarz dóbr rodzinnych ale odmawaiajaca osobistego spotkania

              oczyswiscie Vergil bedzie chail dowiedziec sie kim jest tajemnicza klientka, oczywiscie dowie sie , wejdzie w bliższy kontakt , zajmie się nią, wyprowadiz do ludzi .... i tu zonk

              nie napisze dalej bo POLECAM tej film z calej sily
              oczwiscie glownei dla RUSHa - ten aktor z gębą jakby ociosaną tępą siekierą potrafi ( podobnie jak np Rickmann) drgnieniem rzęsy nad lewym okiem i ruchem prawego ucha wcisnąc widza w fotel
              a juz na pewno mnie potrafił

              nie wiem czy to ekranizacja jakiejs ksiązki czy scenariusz oryginalny , bo do spospobu rozwoju akcji moglabym sie ciut doczepic ( nagly zanik instynktu samozachowawczego VErgila mozan wytlumaczyc chyab tylko naglym odkryciem nieznanego mu swiata doznan) ale to naparwde uczta dla
              - wielbicieli doskonalego aktorstwa brytyjskiego , no i Rusha rzecz jasna
              - zainteresowanych malarstwem i - co nieco zorientowanych w historii sztuki
              - lubiacych intelektualne zagadki

              no kto z was nie chcialby miec takiego sekretnego pokoju jak Vergil ? no kto ?

              jesli ktos z was oglądał to mam pytanko - tez doslziscie do wniosku ze Vergil nie byl pierwszym znawcą sztuki do ktorego zadzownila Claire ? , ze przed nim byli inni ? i pewnie byle inne sekretne pokoje ?
              • mozambique Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 11:03
                no i wtopa bo sparwdzialm ze Rush jest Australijczykiem

                ale nic to - kojarzy mi sie silnie w kinem brytyjskim wiec niech zostanie jzu tym Anglikiem :)))
              • grek.grek Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 14:03
                dzięki za barwną recenzję :]

                z chęcią kiedyś zobacze ten film, fabularny koncept brzmi intrygująco, no a Rush to po prostu aktor-magnes. a, i sztuka w tle - malarstwo, gadki o malarstwie, obecność obrazów, a jak obecność obrazów, to i odpowiednio stworzone tło scenograficzne dla tej obecności... to zawsze obietnica estetycznej uczty. jak sądzę, i tym razem nie będę [będziemy] zawiedziony ? :}

                • mozambique Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 14:40
                  ja tylko zaspojleruję ze jak zobaczysz ową sekretną komnatę Vergila to padniesz !

                  ja padłam :!

                  starsznie zazdraszczam ludziom , którzy mogą spędzac życie w takiej obfitości piękna
                  • siostra_bronte Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 18:04
                    Dzięki za bardzo zachęcającą recenzję :)
                  • pani_lovett Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 18:23
                    Arcyzachęcające! :)

                    A "Konesera" wyreżyserował, jak widzę, Giuseppe Tornatore! To włoska produkcja.



                    • siostra_bronte Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 18:31
                      Ano właśnie, tak mi się wydawało, że to film Tornatore!
                      • pani_lovett Re: KOneser na Canal + 25.08.14, 19:06
                        Z muzyką ... oczywiście, Ennio Morricone.
                    • grek.grek Re: KOneser na Canal + 26.08.14, 16:26
                      no i teraz zachęta jest skompletowana perfekcyjnie :]
                      po "Cinema Paradiso" i "Malenie" nie ma wątpliwości co do znakomitości wrażliwości filmowej Tornatore. mówiąc po prostu : gość zna się na rzeczy i kocha kino.

                      "Koneser" jest na stronie na "Z" - wiesz której :]
                      teraz zacznie się u mnie celebracja spełnienia ;]] zapewne wcześniej jak za miesiąc nie wgryzę się w ten film, w przypadku innych wielu - proces trwa, haha. też tak masz ? :}

                      • pani_lovett Re: KOneser na Canal + 26.08.14, 17:22
                        Właśnie, po tym jak nam przypomniałeś niedawno "Cinema Paradiso", mam ogromną ochotę zobaczyć ten nowy film Tornatore. Skoro jest, jak mówisz, na stronie "Z", to pewnie stanie się to szybko...
                        • grek.grek Re: KOneser na Canal + 27.08.14, 13:17
                          no proszę, jak to się efektownie zgrało w czasie ;]
                          • pani_lovett Re: KOneser na Canal + 27.08.14, 23:05
                            Prawda!? :)
              • maniaczytania Re: KOneser - Mozambique, 25.08.14, 20:54
                filmu nie widzialam, a Canal+ nie mam, ale napisze troche tajemniczo, ze byc moze za jakis miesiac, bede moze miala slowko do dodania w temacie ;)
            • grek.grek Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 13:53
              dzięki, Barbasiu :]

              ha, teraz pytanie się rodzi : czy wydarzenia są oparte na faktach czy tylko fakty zostały dopasowane do zdarzeń z życia autotorki, tych mniej efektownych, ale klluczowych dla zawartości ksiązki ?

              a to rzeczywiście da się zauważyć, mały Dill jest odpowiednio zmanierowany i przemądrzały ;] ma 5 lat, więc generalnie budzi rozbawienie. na razie ;]]
              • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 19:23
                W tej kwestii trzeba by najlepiej zajrzeć do biograficznych czy autobiograficznych publikacji na temat Harper Lee.

                W anglojęzycznej wikipedii piszą tylko, że ojciec Harper Lee na początku swojej kariery prawniczej był obrońcą dwóch czarnoskórych mężczyzn oskarżonych o zabójstwo białego sklepikarza. Niestety obaj, ojciec i syn, zostali powieszeni.

                > a to rzeczywiście da się zauważyć, mały Dill jest odpowiednio zmanierowany i pr
                > zemądrzały ;] ma 5 lat, więc generalnie budzi rozbawienie. na razie ;]]

                Hehehe! :)
            • siostra_bronte Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 17:53
              A pamiętacie scenę w "Capote", kiedy bohater lekceważąco mówi o książce Harper Lee, zdaje się na jakimś przyjęciu? "O co tyle zamieszania", czy coś tym stylu. A w końcu to była jego przyjaciółka. Ależ to był arogancki typ.
              • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 18:44
                :)

                Nie widziałam filmu "Capote'a", znam tylko z opowieści Greka...

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,130276386,131401656,_Capote_ze_spojlerem_.html
                To Harper Lee jest tą przyjaciółką, towarzyszką podróży Trumana do małej mieściny w Kansas, gdzie popełnione zostało morderstwo na 4 osobowej rodzinie, o którym zamierza napisać Capote. Gra ją Catherine Keener.





                • siostra_bronte Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 19:00
                  A, myślałam, że też oglądałaś ten film, jakiś czas temu był powtarzany w tv.
                  • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 19:03
                    O!? W takim razie musiałam przegapić. Ale będę na niego polować.
                    • siostra_bronte Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 19:17
                      Już wiem, był pokazywany w Ale kino w marcu, więc nie mogłaś go zobaczyć.
                      • pani_lovett Re: "Zabić drozda [To Kill a Mockinbird]" 1962 [3 25.08.14, 19:25
                        A właśnie! Nie mam "Ale Kino".
    • 82adrian Piansta 25.08.14, 11:04
      Dzisiaj w I Programie TVP o godz. 22:10 zostanie wyemitowany wspaniały i znakomity obraz Romana Polańskiego ''Pianista'', opowiadający o losach Władysława Szpilmana - polskiego pianisty żydowskiego pochodzenia w latach 1939-1945.
    • mozambique Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 11:19
      wspolczesny , nieco smutny film z inklinacjmai do "MAdame Bovary"

      znudzona, osamotniona matka malego dziecka i zona bogatego męza ( kate Winslet) nawiazuje romans z przypadkowo poznanym przystojniakiem, ojcem malego dziecka i sfrustorwanym , niepracującym męzem aktywnej zawodowo pieknej rezyserki

      calos dzieje sie w prowicnjonalnym miasteczku , wszyscy sie znają, plotkują a w okolicy mieszka pedofil swiezo po odsiadce ( wybitnie odrazajacy fizycznie typ)

      film to dosc leniwie rozwijająca sie opowiesc o "przypadkowym " romansie rozpoczetym na placu zabaw przy hustawkach, jak sie toczy, jakie ma konsekwencje i do czego moze prowadzic
      i co musie sie stac zeby dwoje kochanków oglupiałych od permanentnego bzykania sie w koncu otzreźwiało
      nic nowego pod sloncem , bylo jest i będzie, ale zawsze warto zobaczyc Kate Winslet

      tylko dlaczego ta swietna aktorka , od kiedy mocno schudła , w kazdym filmie uparcie pojawia sie nago i to w dosc odwaznych scenach seksu ?
      spoją bardzo mocną pozycje zawodową zbudowala bez swiecenia cyckami i jęczenia pod nagim facetem na ekranie a to jzu chyab piaty z kolei jej film , w ktorym wije się nago lepiac się od potu

      jak na Winslet , to musze przyznac - dosc dziwne , mhmm
      • grek.grek Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 13:59
        jest w archiwum :]

        świetnie, że przypominasz, bo to dobre kino, z odpowiednią krytyką "sielanki amerykańskich przedmieść" tudzież owych "uroczych małych miasteczek".

        może Winslet bzyka się nie dlatego, ze schudła, ale schudła dlatego, że takie role dostała i musiała w nich prezentować odpowiednią sylwetkę ? ;]

        swoją drogą, to są trudne sceny i wbrew pozorom, że tak odważnie zawyrokuję, trudno w nich wypaść wiarygodnie. wg mnie, w "Małych dzieciach" Winslet doskonale je... interpretuje, że użyję takiego "eufemizmu".

        • mozambique Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 14:53
          Winslet poziom zawodowy osiągnęła pomimo tuszy
          owszem , pieknie wyglada szczupla ale dlaczego wszedzie musi to koniecznie udowadniac golym tylkiem
          nawet w Lektorze - obowiązkowo goła Kate a temat jakby taki troche powazny

          w poprzednim "grubszym" okresie zagrala wiele doskonalych ról , zapięta pod szyję i zasznurowana w gorset
          pierwszego nominacje do Oscara tez przyszły za role postaci w kieckach zamiatajacych psie kupy z ziemi
          pierwsza gołą KAte widzialam chyba w serialu BBc "Mildred Pierce" i od tego czasu chyab juz w kazdym
          owszem , to widok dosc apetyczny , nie przeczę, ale - taka Meryl Streep - 4 Oscary zdobyła ani razu w karierze nei pokazując ani pól cycka ( ze tak nieelegancko powiem) .
          • pani_lovett Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 19:00
            > nawet w Lektorze - obowiązkowo goła Kate a temat jakby taki troche powazny

            A jednak myślę, że w "Lektorze" ważny wątek romansu nastoletniego chłopca i sporo starszej od niego kobiety w pełni uzasadnia goliznę Kate. Więcej, bez tej golizny film nie byłby przekonujący. :)
            • maniaczytania Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 19:21
              a ja uwazam, podobnie jak Agata Kulesza (ogladalam w TVP Kultura w ramach "Niedziela z ..." wywiad z nia), ze golizna w filmach jest w dzisiejszych czasach kompletnie niepotrzebna
              • grek.grek Re: Małe dzieci na Ale kIno 26.08.14, 12:32
                męska golizna powinna być kategorycznie zakazana :]
                • siostra_bronte Re: Małe dzieci na Ale kIno 26.08.14, 14:50
                  Hehe!
                • pani_lovett Re: Małe dzieci na Ale kIno 26.08.14, 17:30
                  Myślę zupełnie odwrotnie, męskiej golizny byłoby żal...

                  Co też ta Agata Kulesza taka restrykcyjna???
          • pani_lovett Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 19:01
            > owszem , to widok dosc apetyczny , nie przeczę, ale - taka Meryl Streep - 4 Osc
            > ary zdobyła ani razu w karierze nei pokazując ani pól cycka ( ze tak nieeleganc
            > ko powiem) .

            :)

            Meryl jest z innej epoki.
        • pani_lovett Re: Małe dzieci na Ale kIno 25.08.14, 19:09
          grek.grek napisał:

          > jest w archiwum :]

          Yes!

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,139101884,139536642,_Male_dzieci_storyline.html
    • grek.grek "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 25.08.14, 12:14
      Film tyleż ostry, co - w końcowym rozrachunku - stawiający parę interesujących pytań.

      Rozgrywa się w całości na przestrzeni jednego małego mieszkania w Mexico City. Zajmuje je młoda kobieta, Laura - ani piękna ani brzydka, sylwetkowo typ antymodelki ;]. Pracuje jako dziennikarka, pisze w domu teksty do róznych czasopism. Czasami gdzieś dzwoni w sprawach zawodowych. NIekiedy odwiedza ją młodszy brat. Zdarza się jej uchylać firanki i wyglądać na zewnątrz. Okno ma na podwórze kamienicy, w której mieszka. Na dole zawsze siedzi jakiś starszy jegomość na fotelu, przykryty kocem. A w oknie vis a vis para ogląda telewizję, ewentualnie ona podlewa kwiaty na parapecie.

      Odwiedza ją mężczyzna, Arturo. Ilekroć dzwoni do drzwi, Laura wyskakuje z piżamy-kombinezonu, w którym snuje się na codzień po mieszkaniu i otwiera mu zawsze nago albo w majtkach. Ma to swój cel : Arturo od wejścia daje jej po twarzy albo chamsko ochrzania, a potem jest seks. Najpierw z klapsami, a później już z podduszaniem, bywa że paskiem. To ich teatr, rytuał, w którym to ona pełni rolę decydującą, on jest raczej narzędziem spełniania jej potrzeb. Po wszystkim siedzą sobie na kanapie albo leżą w łózku i rozmawiają normalnie, przytulają się, ale jednak raczej jak para kolegów, przyjaciół.

      Z czasem seks jest coraz mocniejszy, eskaluje : włącznie z sikaniem [w tej scenie aktorzy naprawdę musieli się wykazać odwagą], przypalaniem papierosem i z udziałem noża.

      Arturo zaciekawia kalendarz wiszący na ścianie, w którym Laura na czerwono zaznaczyła 29 lutego. Pyta o powód, a ona odpowiada że to rocznica śmierci jej ojca.

      W innym miejscu Arturo pyta ją, kiedy straciła dziewictwo i ona odpowiada, że miała wtedy 12 lat, zaś na pytanie "z kim ?" odpowiada coś wymijająco i chętnie zmienia temat.

      I te rozmowy i ten seks są dość jałowe, bo raz że nie widać w nich namiętności, co jeszcze by można zrozumieć - w końcu nie są parą, a raczej kochankami tylko; gorzej, że nie widać, aby sprawiał im przyjemność, był źródłem dobrej zabawy. Widać tylko jakieś zapamiętanie w jałowości.

      Przez ponad godzinę powtarzają się kolejne sekwencje i powstaje pytanie, czy reżyserowi chodziło o to, by pokazać na ekranie parę pomysłów na urozmaicenie łózkowego pożycia plus zaprezentowanie fragmentaryczne męskiej erekcji... następuje twist.

      I tutaj naprawdę... spoiler :]...

      Laura proponuje Arturo, zeby ją... zabił. NOżem. Roztacza przed nim fantazję zamordowania jej. Ona tego CHCE. I mówi, że wszystko przygotuje, od narzędzia po ubranie na zmianę dla niego, zeby mógł się przebrać po wszystkim. Artturo patrzy na na nią z niedowierzaniem...

      A kluczowe dla całej sprawy jest to, że Laura planuje aby to się stało... 29 lutego. W rocznicę ojcowej śmierci.

      I rzeczywiście - przygotowuje ona dokładnie całe mieszkanie, pieczołowicie układa rzeczy, na czele z nożem. Ubiera się na biało. I czeka na Arturo.

      Traf chce, że pojawia się jej brat. Rzuciła go dziewczyna i przyszedł się wyżalić siostrze. ZOstaje na noc. Ale nawet gdyby nie został - nic by się nie wydarzyło, bo Arturo się nie pojawił. To było dla niego za wiele.

      Rankiem brat śpi w łózku, a Laura nie wytrzymuje i płacze. Długo. Namiętnie. Może pierwszy raz robi coś z uczuciem. I zdejmuje ze ściany kalendarz, przekłada stronę na "marzec".

      Bardzo ciekawa sprawa - wydaje się, że bohaterka po prostu przeżywa ból po stracie ojca. Te sadomaso seks ma być ukojeniem cierpienia, a śmierć w rocznicę zgonu ojca - motywowana pragnieniem połączenia się z nim, ewentualnie niemożnością dalszego znoszenia bólu jego nieobecności.

      ALE... równie dobrze zmarły ojciec mógłby być figurą negatywną - Laura kluczy na pytanie "z kim straciła dziewictwo ?". może był to ojciec ? Łączył ich kazirodczy związek, właśnie w takim sadomaso stylu, i ona po jego śmierci naznaczona jest tym, co w niej zaszczepił, praktykuje to, ale pragnie uwolnienia, więc decyduje się powierzyć tę misję jedynemu człowiekowi, który - jak ona sądzi - byłby do tego zdolny. Dlatego ubiera to w kostium fantazji, która ma zainspirować Arturo. Dlaczego 29 lutego, rocznica śmierci ojca ? A choćby dlatego, że jego cień siedzi jej w głowie, symbolika itd. Nie sądzicie, że i ta wersja byłaby w miarę sensowna ? :]

      Z drugiej strony, dlaczego zabójstwo, a nie samobójstwo ? MOże to ona zabiła ojca i ma ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu, chce za to odpokutować ? Stąd ten seks i stąd ta propozycja ?

      Świetny chwyt scenariuszowy polega też na tym, że im bliżej 29 lipca - tym seks Laury staje się brutalniejszy, ostrzejszy. Dopiero w momencie, gdy wychodzi na jaw jaki jest jej plan związany z tą zaznaczoną w kalendarzu datą, i że ta czerwona obwódka nie jest tylko niewinnym znaczkiem pamięci o zmarłym - dostrzega się sens tej intensyfikacji.

      No i 1 marca odwraca kalendarz - znaczy się : będzie żyła. To by wskazywało na to, że zbliżająća się rocznica śmierci ojca wyzwoliła w niej pokłady bólu niewiadomego pochodzenia, który dał impuls do planowania własnej śmierci, a potem będą już tylko kolejne 4 lata spokoju [od tego]. Co będzie przy następnej rocznicy ? Następna próba ?

      Bardzo ciekawa historia, wg mnie. I odważne role Moniki del Carmen i Gustava Sancheza-Parry. Kiedy jest jakiś haczyk w całej historii, to nie trzeba wielkich nakładów, żeby film poruszył i zostawił z jakąś myślą. Michael Rowe, tak nazywa się reżyser.

      W 2010 r. miał premierę na festiwalu w Cannes. I tak też coś mi się kołacze po głowie, że wśród linkowanych artykułów dot. Cannes'10 ten tytuł się istotnie przewinął.

      Kultura pokazała go w środku nocy i, z w.op względów zapewne nigdy nie pokaże go wcześniej.

      www.youtube.com/watch?v=1_AY1t3BSyQ



      • grek.grek Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 25.08.14, 12:15
        www.youtube.com/watch?v=1_AY1t3BSyQ
        • pani_lovett Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 25.08.14, 19:35
          "Ostatnie tango w Paryżu" przychodzi mi na myśl.
          Oba filmy poprzez obrazy seksu próbują opowiedzieć coś o ludziach i ich kondycji duchowej .


          Dzięki. :)

          • grek.grek Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 26.08.14, 12:30
            cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

            świetne skojarzenie. "Ostatnie tango...", jak najbardziej przychodzi do głowy. aczkolwiek, wydaje mi się, że w "Roku..." zagwozdką jest interpretacja powodów dla których bohaterka tak bardzo przeżywa rocznicę śmierci ojca, jakie związki ich łączyły, czy to trauma czy żałoba ?
            • pani_lovett Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 26.08.14, 17:56
              Czy ja wiem, czy wyjaśnianie tej zagwozdki jest dla tej historii najważniejsze?

              Dziewczyna na pewno z ma za sobą jakąś traumę. I ta trauma rzutuje na jej styl życia, relacje międzyludzkie (a właściwie ich brak), może i na specyficzne upodobania seksualne.
              Tak mi się wydaje ...
              • grek.grek Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 27.08.14, 13:13
                zapewne masz rację, sugerując że nie :]
                w istocie, najważniejsza jest bohaterka tu i teraz.
                ale... jakby tak się wgryźć... ;]

                to na pewno - ma to związek ze zbliżającą się datą śmierci ojca. ta data, wspomnienie
                tego faktu, pcha ją ku autodestrukcji. w ogole, jej życie codzienne także ma chyba
                związek z przeszłością. z jednej strony jest opis tej codzienności i narastającej frustracji,
                a z drugiej znak zapytania : CO tam się stało kiedyś, co ją tak sfokusowało ? miłośc
                do zmarłego ojca ? a może wprost przeciwnie ? bardziej wygląda na to pierwsze, ale...
                właśnie - nie ma odpowiedzi, przez co znaki zapytania gdzieś tam same się pojawiają :]
                • pani_lovett Re: "Rok przestępny" Mex 2010 [via Kultura] 27.08.14, 23:05
                  Racja. Przekonałeś mnie.

                  :)
    • siostra_bronte Richard Attenborough nie żyje 25.08.14, 18:02
      Brytyjski aktor i reżyser zmarł w wieku 90 lat. Co za zbieg okoliczności, wczoraj oglądałam jego "O jeden most za daleko". Inne filmy: "Cienista dolina" z Anthony Hopkinsem w roli C.S. Lewisa, "Chaplin", "Miłość i wojna" o epizodzie życia Hemingwaya, najbardziej znany "Ghandi", którego niestety nie widziałam.

      Attenborough był też aktorem, zagrał m. in. w "Sprawie życia i śmierci" Powella i Pressburgera, "Wielkiej ucieczce" Sturgesa, ale najbardziej znana jest jego rola szalonego naukowca Hammonda w "Parku Jurajskim".
      • pani_lovett Re: Richard Attenborough nie żyje 25.08.14, 19:24
        Miał długie i spełnione życie.
        • siostra_bronte Re: Richard Attenborough nie żyje 26.08.14, 10:53
          To prawda.
    • siostra_bronte Nagrody Emmy 26.08.14, 10:52
      Nie przywiązuję większej wagi do nagród filmowych, zwłaszcza amerykańskich :)

      Ale tym razem byłam ciekawa, bo kilka nominacji w kategorii "mini-serial lub film telewizyjny" (swoją drogą, coś dużo tych kategorii) miał "Sherlock 3". No i udało się, Steven Moffat dostał Emmy za scenariusz "His last vow", Benedict Cumberbatch i Martin Freeman za najlepsze role. Brawo!! Chociaż to paradoks, że nagrody dostał najsłabszy sezon serialu.

      Dla ciekawych cała lista nagrodzonych:

      film.onet.pl/wiadomosci/emmy-2014-znamy-zwyciezcow-breaking-bad-triumfuje/tw87j
      Nie widziałam większości nagrodzonych seriali i filmów :)

      A, wyczytałam, że "American Horror Story", nagrodzone za role Jessici Lange i Katy Bates będzie pokazywane w tv puls, w niedziele o 23.00, czyli trochę późno.
      • grek.grek Re: Nagrody Emmy 26.08.14, 12:28
        TV Puls rusza też z serialowym "Hannibalem" - pełne zaskoczenie ;]

        swoją drogą, polskie telewizje są jednak dziwne : światowy hit "Breaking bad" pokazywał
        Polsat, ale... o 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek.

        "Współczesna rodzina", owszem, była w TVP2, ale w srodku nocy.

        niestety, polskie tv są zafiksowane na telenowele peruwiańskopodobne oraz talent-szoły i inne top-szefy i to się chyba prędko nie zmieni.

        prezes TVP z radosną miną oznajmił niedawno, że 3 sezonu "Homeland" w TVP nie będzie, bo "oglądalnośc [dwóch pierwszych] była za słaba" :] pierwszy raz prezes TVP otwarcie przyznał, że publiczna telewizja kieruje się komercyjnymi względami. a potem znów zażądał abonamentu.

        czy wiesz, wiecie, że każdy 40-minutowy odcinek "Czasu honoru" kosztuje prawie pół miliona zł ? witamy w Polsce, kraju w którym koszty produkcji czegokolwiek zawsze są 6 razy wyższe niż gdziekolwiek indziej.

        jak śpiewał niezrównany Alosza Awdiejew : "Oj popatrz, Wańka, jakie błazny. Toż bez wyroku po pięć lat" ;]

      • angazetka Re: Nagrody Emmy 26.08.14, 22:03
        Poranne wieści o trzech Emmys dla "Sherlocka" czytałam z radością i niedowierzaniem. Traktuję je jako nagrody za całość serialu, przyznane z pewnym poślizgiem, jak Oscary dla Colina Firtha za "Jak zostać królem", a nie za "Samotnego mężczyznę" czy dla Heatha Ledgera za "Batmana", a nie "Brokeback mountain".
        Więc cieszą. Jako w sumie jedyne.
        Ale niniejszym witam po urlopie :) Od jutra pracunia i szara, mokra, jesienna rzeczywistość.
        • siostra_bronte Re: Nagrody Emmy 27.08.14, 17:45
          Czułam, że się odezwiesz :) Tak, te nagrody cieszą i faktycznie są chyba za "całokształt".

          Zaglądaj do nas, postaramy się dzięki filmom jakoś przetrwać jesienną pluchę :)
        • pani_lovett Re: Nagrody Emmy 27.08.14, 23:20
          Witamy po urlopie. Jak już wyjechałaś, przyszła mi go głowy spóźniona myśl, abyś ucałowała od nas Sherlocka. Oczywiście gdybyś spotkała go kręcącego się na mieście. ;)
          • siostra_bronte Re: Nagrody Emmy 28.08.14, 19:27
            Hehe.
    • grek.grek Wenecja 2014 od jutra 26.08.14, 17:29
      po cichu jak zdzichu... :]

      www.rp.pl/artykul/515407,11355876-Jak-broni-sie-Wenecja-.html
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 od jutra 26.08.14, 17:58
        Zatem będziemy gromadzić relacje, zbierać informacje o nowościach filmowych, dowiadywać się o kolejnych zajmujących historiach.

        :)
    • siostra_bronte "Most na rzece Kwai" 26.08.14, 17:38
      W Polsacie, dopiero w piątek, ale nie wytrzymam, muszę napisać już teraz :) Niestety, emisja zaczyna się równo o północy, a trwa do...3.00. Wygląda na to, że Polsat wrócił do nocnego pasma z klasyką, ale kto to obejrzy??!

      Ale to nic, jest okazja, żeby napisać o tym filmie, bo jak sprawdziłam nie ma go w archiwum. A może ktoś w Was go widział w tv, jako dziecię, za komuny? :)

      Absolutny klasyk Davida Leana z 1957 r. Jak wiecie uwielbiam tego reżysera. Moim zdaniem jeden z największych mistrzów kina.

      Akcja "Mostu..." toczy się w czasie wojny w zachodniej Birmie. Do japońskiego obozu jenieckiego trafia grupa brytyjskich żołnierzy pod wodzą płk. Nicholsona (znakomity David Niven). Zostają oni zmuszenie do ciężkiej pracy przy budowie mostu, bardzo ważnego dla Japończyków. Płk. Nicholson za punkt honoru stawia sobie zbudowanie mostu na czas i jak najlepiej, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób wzmacnia swoich wrogów!

      Tymczasem alianci, którzy mają swoją bazę na Cejlonie. organizują specjalną misję złożoną z paru żołnierzy, m.in. kpt. Shearsa (William Holden) i kilkorga tubylców. Jej celem jest wysadzenie mostu w powietrze. Na grupę czyhają oczywiście liczne niebezpieczeństwa...

      Epicki rozmach połączony z dbałością o szczegóły, emocjami i wiarygodnością psychologiczną bohaterów. Tylko tak wybitny reżyser jak David Lean mógł połączyć to wszystko w doskonałą całość. I stworzyć świat, który wciąga po uszy i jest tak realny, jakby istniał naprawdę. Po prostu magia. Nic nie poradzę, kocham filmy Leana :)

      Świetna historia, zapierające dech w piersiach krajobrazy, doskonałe aktorstwo. I jeszcze słynny, gwizdany marsz :) Miałam szczęście widzieć ten film także w kinie, przemknął wiele lat temu w ramach serii klasyki. Uff, to było przeżycie...

      Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie jest kino dla każdego. Bardziej niecierpliwym widzom może się wydać zbyt nudne i tradycyjne. Ale smakosze będą zachwyceni.

      Film zgarnął 7 Oscarów, za najlepszy film, reżyserię, rolę Aleca Guinessa, scenariusz adaptowany, zdjęcia, muzykę i montaż.

      Jeszcze zwiastun:

      www.youtube.com/watch?v=t5hZ4Xv5VjE






      • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 27.08.14, 13:06
        dzięki za ciekawą recenzję i zachętę, Siostro :]

        tytuł znam, ale nie miałem okazji obejrzeć tego filmu, więc - może tym razem.
        z tych 3 godzin zapewne część zajmą reklamy, hehe.

        Polsat i film z '57 ? Kto wie, może rzeczywiście wrócą do pokazywania klasyków.
        jeden taki film w tygodniu ich nie zabije, heh.

        • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 27.08.14, 17:48
          Cała przyjemność po mojej stronie :)

          Byłoby super, ale ostatnio jakoś pechowo się składa, że nie oglądasz akurat tych filmów, które polecam :))

          Te reklamy fatalnie wydłużają całość, a film krótki nie jest, trwa 2 godz. 41 min.
          • 82adrian Re: "Most na rzece Kwai" 27.08.14, 23:37
            Film widziałem i polecam, a w szczególności piosenkę, którą w polskiej wersji śpiewa Janusz Gniatkowski.
          • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 28.08.14, 13:18
            w ogole, ostatnio mniej oglądam niż więcej :]
            ale za to wszystkie Twoje tytuły notuję i bądź pewna, że nadrobię te zaległości.

            w telegazecie Polsatu widnieje 23:30 jako godzina rozpoczęcia filmu. możliwe, że sami
            nie wiedzą o której zaczną ;]
            • pani_lovett Re: "Most na rzece Kwai" 28.08.14, 19:27
              grek.grek napisał:

              > w ogole, ostatnio mniej oglądam niż więcej :]

              W porządku u Ciebie???
              • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 29.08.14, 13:10
                bardzo w porządku :] dzięki że pytasz.

                po prostu, jakoś latem zawsze to, śmo, owo i czasu na filmy mniej jakoś. jesienią częśc letnich aktywności się ulatnia albo wygasa i jest miejsce na... o choćby - więcej filmów :]
                • pani_lovett Re: "Most na rzece Kwai" 29.08.14, 17:27
                  To dobrze. :))

      • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 30.08.14, 16:54
        Dopiero teraz zauważyłam błąd, oczywiście płk. Nicholsona gra Alec Guinness!
    • grek.grek polski trójpak w Kulturze wieczorowo 26.08.14, 17:47
      kolejno :

      20:10 "Ki" - pamiętacie zapewne, dziewczyna która chce mieć ciastko, czyli być dobrą mamą, i zjeśc ciastko, czyli bawić się i tak dalej - do tego zawsze w pozycji "na sępa", wysępić tu, wysępić tam, wziąć na litość, zaatakować "na hubę", jak jesteście dla niej przez minutę mili i życzliwi, to ona będzie was potem nieustannie nachodzić i coś na głowę składać... znacie takie typy ;] a z drugiej strony, coś takiego w niej jest, że człek stara się ją zrozumieć, bo sama jest, bo się stara o tego dzieciaka... Roma Gąsiorowska jest idealna do tej roli - z jednej strony, może nawet olimpijskiego mistrza opanowania wyprowadzić z równowagi, z drugiej - jakby to zagrała aktorka o nieco mniej "denerwującym" stylu ekranowego bycia, to ta postać byłaby łatwiejsza do zaakceptowania, a przez to film mniej interesujący :]

      22:00 "Zabić Sekala" - dobra rzecz; czasy II wś, ale scenografia zupełnie tego nie oddaje, bo akcja dzieje się w słonecznych okolicznościach wiejskich. Sekal jest niemieckiem konfidentem i dencjuje wiejskich gospodarzy mających konszachty z opozycją antyhitlerowską. A jak który zakablowany idzie do piachu albo z wywózką do obozu - Sekal przejmuje jego gospodarstwo i ziemię.

      on tego nie robi z chciwości. ma ku temu znacznie głębsze powody. nie powiem Wam jakie, o ile jeszcze nie oglądaliście tego filmu :] i ma też sekret, którego zdemaskowanie mogłby go zaprowadzić do takiego samego obozu, do którego on wysyła gospodarzy ze wsi. ofk, jest nienawidzony przez miejscowych. odrzuca go dziewczyna, w której jest zakochany [nie za duże słowo ?]. wszystko to ma podłoże tak w teraźniejszości, co w przeszłości.

      kiedy we wsi pojawia się niejaki Baran [przyjmuje posadę kowala], wiejskiej "radzie starszych" świta koncept, żeby wykorzystać go do zabicia Sekala. Baran też ma sekret - i stare dziady go znają, dzięki czemu mają na gościa haka.

      dobry Linda, bardzo dobry Lubaszenko, niezłe dialogi i bardzo dobrze napisana akcja, świetnie umotywowane psychologicznie postawy ludzkie. naprawdę warto spróbować. wrażenie minimalnie może być zwichrowane przez polski dubbing aktorów czeskich, którzy występują w rolach wiejskich hadziajów.

      0:00 "Mazurek"
      a to jest kapitalny film :]
      30 minut all action. spotkanie rodziny intelektualistów, na którym córka ma przedstawić swojego narzeczonego z Anglii. rodzice są rozwiedzeni, ofk towarzyszą im ich nowe "drugie połowy", a córka z tym narzeczonym. jak zobaczą narzeczonego, to im kopary do butów opadną. ale i między rozwiedzionymi małżonkami nonstop trwa wojna podjazdowa.

      świetny scenariusz, kapitalne dialogi, doskonała Kinga Preis. kameralnie, błyskotliwie, krótko i do rzeczy. spróbujcie wytrzymać do północka, nie zawiedziecie się :} zaprawdę powiadam Wam, jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat.
      • pani_lovett Re: polski trójpak w Kulturze wieczorowo 26.08.14, 18:00
        Roma Gąsiorowska jest idealna do tej roli -
        > z jednej strony, może nawet olimpijskiego mistrza opanowania wyprowadzić z równ
        > owagi, z drugiej - jakby to zagrała aktorka o nieco mniej "denerwującym" stylu
        > ekranowego bycia, to ta postać byłaby łatwiejsza do zaakceptowania, a przez to
        > film mniej interesujący :]


        Dobrze powiedziane. :)
        • siostra_bronte Re: polski trójpak w Kulturze wieczorowo 26.08.14, 18:18
          Niestety, to właśnie aktorka zniechęca mnie do obejrzenia tego filmu :)
          • pani_lovett Re: polski trójpak w Kulturze wieczorowo 26.08.14, 18:26
            Ale do tej roli doskonale pasuje. Zgadzam się z Grekiem.
            • mozambique Re: polski trójpak w Kulturze wieczorowo 27.08.14, 10:45
              niestety , po obejrzeniu kilku ról Romy doszlam do wniosku ze ona jest logopedycznie niedorozwinięta
              i mimo szczerych chęci - nie jest w stanie wytrzymać jej obecnosci na ekranie

              zas MAZUREK - opis brzmi zachęcająco
              w ogole jest problem z obejrzeniem swiezego polskiego króteigo metrażu
              troche tego jest na Kulturze i Kino POlska ale w godiznach kiedy normlani ludzie pracują !
              • pani_lovett Re: polski trójpak w Kulturze wieczorowo 27.08.14, 23:30
                :)

                "Mazurek" pełny opis z naszego archiwum, gdybyś miała ochotę:

                forum.gazeta.pl/forum/w,14,150354644,150625926,swietny_Mazurek_polski_z_2013_via_Kultura.html
    • grek.grek "Efekt Chopina" Kultura 17:10 27.08.14, 13:36
      dałbym głowę, że kiedyś o tym dokumencie pisałem, ale w archiwum nic nie leży, heh.

      whatever...
      rzecz polega na tym, że sympatyczna dziewczyna [wokalistka jazzowa i badaczka kultur] Polka-Peruwianka, jeździ po świecie i spotyka się z ludźmi, którzy czerpią inspirację z dorobku Szopena do tworzenia własnej muzyki - japoński młody pianista, didżej z Paryża, Leszek Możdżer, gość który kiedyś wygrał Konkurs Chopinowski, a dzisiaj uczy młodzież i nieustannie jest w muzyce Szopena zanurzony.

      serie nieustannych rozmów, ale bez statycznych gadających głów. do tego oczywiście dużo muzyki, zarówno klasycznej jak i jazzowej oraz nowoczesnych brzmień, wykorzystujących w zaskakujący sposób motywy szopenowskie. ciekawa, żywa forma i temat też nie od macochy. i konkluzja, że Szopen jest ponadczasowy. nie tylko w znaczeniu doniosłości i historycznym znaczeniu twórczości, ale potencjału jego muzyki pozwalającego na przeróżne odczytania przez współczesnych, którzy nie obrażając wspomnianej doniosłości, potrafią w sposób bardzo kreatywny dokonywać przeszczepów i re-interpretacji, dostosowując ją do własnych wyobrażeń. czy nie na tym polega równoległy do oczywistego sens muzyki ? :] niektórzy z Szopenem i tym co stworzył wiązą przyszłość, skupiają się na studiowaniu, opowiadają jak zmienił ich życie. zatem - rózni ludzie, różne podejścia, różne klimaty, wspólne zaintrygowanie.

      ogląda się lekko i przyjemnie, a zdjęcia kręcone są w atrakcyjnych... scenografiach, na fotkach również Paryż, Tokio i chyba Warszawa. świetne tło dla muzyki.

      • pani_lovett Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 27.08.14, 23:16
        To ja do zachęcającego opisu dołożę ilustrację muzyczną:

        Chopin / Możdzer: Mazurek a - moll op.17 no.4

        www.youtube.com/watch?v=hwC9lM2AqwI
        :)
        • grek.grek Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 13:20
          bardzo dobra ilustracja muzyczna, Barbasiu :]

          w filmie Możdżer w ciekawy sposób przerabia klasykę na jazz.
        • siostra_bronte Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 13:23
          Dzięki, Greku :)

          A ja byłam na koncercie Chopinowskim w Łazienkach, z miesiąc temu. Wstyd się przyznać, po raz pierwszy. I było fantastycznie. Tłumy ludzi na ławkach i rozłożonych na trawnikach. Muzyka w tak pięknym miejscu brzmiała naprawdę wspaniale.

          Ciekawe, ale kiedyś Chopin wydawał mi się "przereklamowany". Teraz odbieram jego muzykę zupełnie inaczej.

          Dzięki, Barbasiu za linka. Dodam Chopina a la Gainsbourg. Birkin co prawda nie umie śpiewać, ale motyw muzyczny jest cudny.

          www.youtube.com/watch?v=P_Zh-u0bx1g

          • grek.grek Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 15:15
            o, cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

            ha, ja jeszcze nie miałem okazji takiego koncertu wysłuchać, wszystko przede mną :]
            a Twój opis dodatkowo uwodzicielsko brzmi.

            może do Szopena się... dociera małymi krokami ? :]

            ale masz nosa :}, w tym dokumencie też jest ten kawałek - [ten] francuski didżej wspomina o
            nim i puszczana jest wersja video dla zobrazowania o co chodzi.
            • siostra_bronte Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 18:07
              Jeżeli miałbyś tylko okazję być na takim koncercie (odbywają się tylko latem), gorąco polecam!

              Pewnie tak, do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć.

              Naprawdę?! To super :)
              • siostra_bronte Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 18:54
                A w ogóle, Greku, jak mogłeś pominąć w swojej recenzji tak istotny fragment? :)
                • grek.grek Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 29.08.14, 13:07
                  przypomniałem sobie o nim zaraz po tym jak Ty wspomniałaś o istnieniu tego... covera :]

          • pani_lovett Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 28.08.14, 19:43
            Byłam na różnych wspaniałych, plenerowych koncertach, ale posłuchać koncertu chopinowskiego w Łazienkach to byłoby coś!
            Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane.

            Dodam Chopina a la Gainsbourg - śliczne!

            To ja dorzucę Jimmy'ego Page'a - Chopin gitarowo :

            www.youtube.com/watch?v=QATICdf7b-0
            :)
            • grek.grek Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 30.08.14, 16:06
              na gitarze też się da :]] czy raczej - na gitarĘ też się da ;] dzięki za link, Barbasiu.
              • pani_lovett Re: "Efekt Chopina" Kultura 17:10 30.08.14, 19:16
                :))
    • grek.grek Kobra w Kulturze :"Śmierć w najszczęśliwszym dniu" 28.08.14, 15:33
      początek o 20:10

      1974 rok; ekranizacja sztuki Jerry'ego Mc Kie.

      tuż przed ceremonią ślubną zamordowany zostaje narzeczony pasierbicy pani LOden, wdowy po milionerze. podejrzenie pada na jej syna z poprzedniego małżeństwa. a sprawą zajmują się porucznik Smike i sierżant Bolt.

      będzie trochę brakowało dzielnych milicjantów, prawdaż ? ;]

      reżyseria Jan Machulski, on także w głównej roli porucznika.

      kanoniczne pytanie musi się pojawić, choć w tym wypadku chyba zahacza ono o nietakt... skaczemy ? ;]]
      • siostra_bronte Re: Kobra w Kulturze :"Śmierć w najszczęśliwszym 28.08.14, 18:09
        Narzeczony pasierbicy wdowy... Trochę to skomplikowane :) Oczywiście, że oglądamy! Młody Machulski to dodatkowa zachęta :)
      • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze :"Śmierć w najszczęśliwszym 28.08.14, 19:26
        Właśnie, co to za pytanie!?
        Wdowa po milionerze, skomplikowane relacje rodzinne, angielsko brzmiące nazwiska. Już mi się podoba. :)
        I jeszcze przystojny, młody Jan Machulski.
        Oczywiście, że oglądamy. Specjalnie do kina nie poszłam, żeby zobaczyć Kobrę.
      • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze:"Śmierć w najszczęśliwszym PS 28.08.14, 20:21
        > 1974 rok; ekranizacja sztuki Jerry'ego Mc Kie.

        Jerry McKee to pseudonim Juliusza Machulskiego. Właśnie odkryłam. :)

        www.filmpolski.pl/fp/index.php?osoba=11100771
        • grek.grek Re: Kobra w Kulturze:"Śmierć w najszczęśliwszym P 29.08.14, 13:05
          czyli, wszystko w rodzinie zostało ;]

          jak Tobie/Wam się podobał ten spektakl ?
          kogo podejrzewaliście ?

          mnie się ten syn najbardziej widział jako zabójca [de facto, podwójny]. tak efektownie i teatralnie wszedł na scenę, że z daleka zalatywało ustawioną komedią na potrzeby chwili. spudłowałem okrutnie, ale też od początku, znając opis - hehe, coś czułem, że to by było zbyt oczywiste i w opisie nie wspominano by o podejrzeniu, gdyby dotyczyło ostatecznego sprawcy. pudło było zatem nieuchronne :]

          odniosłem wrażenie, że jakoś tak średnio narysowane było rozwiązanie. to znaczy - niby szczegóły pasowały do sprawcy, ale wydawało mi się, ze niektóre zostały dopowiedziane już po tym jak został złapany w pułapkę.

          tuzin osób w jednym miejscu i któraś z nich musi być mordercą - czyż to nie klasyka ? elegancja francja scenograficzna, wizytowe stroje, wartka akcja, amerykańskie imiona ;] - tylko zabrakło mi jakieś wyrazistej postaci, która by ubarwiła sobą to całe docieranie do sedna.
          • siostra_bronte Re: Kobra w Kulturze:"Śmierć w najszczęśliwszym P 29.08.14, 16:55
            Dzięki, Barbasiu. Tak czułam, że to był pseudonim, bo brzmiał trochę za bardzo amerkańsko :)

            Ta Kobra bardzo mi się podobała. Widać było rękę dobrego reżysera. Rozwiązanie było rzeczywiście trochę zbyt pośpiesznie, ale spektakl był zdecydowanie zbyt krótki, raptem godzina.
            • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze:"Śmierć w najszczęśliwszym P 29.08.14, 17:10
              Cała przyjemność po mojej stronie. :)


              Otóż to.
          • pani_lovett Re: Kobra w Kulturze:"Śmierć w najszczęśliwszym P 29.08.14, 17:06
            He, he, też podejrzewałam syna wdowy po milionerze z tych samych powodów. :)
            Ale i wdowę.

            > tuzin osób w jednym miejscu i któraś z nich musi być mordercą - czyż to nie kla
            > syka ?
            Tylko, że w trakcie śledztwa okazało się większość ze zgromadzonych osób właściwie nie miała motywu, by zamordować przyszłego męża pasierbicy wdowy.

            Nie obraziłabym się gdyby śledztwo było dłuższe i wnikliwsze.

    • pani_lovett „Gorzki romans” kostiumowy melodramat radziecki 28.08.14, 20:12
      Film z roku 1984 , na motywach dramatu Aleksandra Ostrowskiego, klasyka literatury rosyjskiej.

      Historia dzieje się pod koniec XIX wieku w prowincjonalnym miasteczku Brachimowo /jak mi podpowiada wiki/ nad Wołgą. Mieszka tu wdowa i zubożała szlachcianka Charita Ogudałowa.
      Charita Ogudałowa właśnie szczęśliwie wydała za mąż swoją drugą córkę Olgę za Gruzina, za gruzińskiego księcia / Charita chyba nie żartuje mówiąc do niego książe?/, sporo starszego od niej mężczyznę, sprawiającego wrażenie zazdrosnego i porywczego. Olga, która zaraz wyruszy z mężem w podróż statkiem parowym, jest przestraszona i zrozpaczona perspektywą opuszczenia domu, matki i samotnego wyjazdu w dalekie rodzinne strony męża. Na weselu, na przystani na Wołdze Olga cały czas szlocha, a matka ją pociesza, że wszystko będzie dobrze. Niestety, mimo, że Olga była bardzo piękną dziewczyną i miała szlacheckie pochodzenie, nie znalazł się w okolicy kawaler, który chciałby pojąć za żonę pannę bez posagu . Gruziński książę spadł im więc jak z nieba. ;) Choć Olga nie będzie z nim szczęśliwa, co wyzna potem matce w jednym z listów.

      Najstarsza córka Anna również została wydana za mąż, za obcokrajowca. Niestety, jak się później okaże, też niezbyt szczęśliwie. Matka dowie się z rozpaczliwego listu czy telegramu wysłanego z Monte Carlo, że mąż Anny został oskarżony o oszustwa w kasynie i aresztowany. A Anna będzie prosić o przysłanie pieniędzy (700 rubli) na pokrycie pewnych zaległości i na powrót do Rosji.

      Charita Ogudałowa ma jeszcze jedną córkę,najmłodszą i najpiękniejszą, Larysę i zmartwienie - musi znaleźć i trzeciej córce męża.

      Larysa na przystani spaceruje zamyślona, nie zwraca uwagi na ludzi dokoła, na wpatrzonego w nią i dreptającego za nią jak wierny pies Julija Kapitonowicza Karandyszewa ubogiego urzędnika pocztowego o mało atrakcyjnej, przeciętnej fizjonomii, okrągłej twarzy z okularkami i blond włosach ulizanych na wielkim wypukłym czole. Julij Kapitonowicz zaprasza Larysę z matką na wieczór do teatru. Larysa oznajmia, że już jest zaproszona przez Siergiej Siergiejewicza Paratowa, właściciela statku parowego „Łastoczka” („Jaskółka”) , najszybszego statku na Wołdze i barona?
      Julij Kapitonowicz krzywi się na to wyznanie.

      I nagle w okolicy przystani zjawia się Paratow. Zachmurzona twarz Larysy promienieje na jego widok. Sergiej Sergiejewicz Paratów (Nikita Michałkow) wysoki, przystojny i postawny mężczyzna, z ciemnymi włosami, z brodą i wąsami, ubrany od stóp do głowy na biało, mimo protestów strażnika, wjeżdża na białym koniu na drewniane molo z bukietem kwiatów, który rzuca na pożegnanie stojącej już na parowcu Oldze (bukiet wyrywa jej potem z rąk srogi Gruzin) .


      Parowiec z siostrą i jej mężem odpływa. Olga krzycząc prosi matkę i siostrę by pisały, Gruzin deklaruje, że w jego domu zawsze będzie czekał pokój na matkę i siostrę żony…

      Larysa jest smutna, zawsze jest jej smutno kiedy, ktoś odpływa parowcem w daleką podróż, a ona zostaje - wyznaje Sergiejowi. A Siergiej Sergiejewicz proponuje, że zabierze ją w podróż, gdzie tylko zechce, teraz, natychmiast. I Larysa śmieje się serdecznie uznając propozycję Paratowa za zwariowany żart.

      Towarzystwo żegnające na przystani Olgę powoli się rozchodzi, Julij Kapitonowicz odprowadza Larysę do powozu, w którym siedzi już jej matka, zabawia rozmową Larysę, ciągle oglądającą się do tyłu za Paratowem. Julij pyta, (wyznawszy, że przeczytał książkę o sławnych kobietach) dlaczego kobiety wolą złych, nieprawych mężczyzn od tych porządnych? Larysa pyta, czy na kogoś konkretnego na myśli. Kiedy Julij odpowiada, że to ogólne stwierdzenie, dochodzą do powozu.

      Na ulicy, jak okazuje się, jest bardzo dużo wody. Julij Kapitonowicz krzyczy na woźnicę, by ten się zbliżył z powozem do krawężnika, tak by Larysa, nie mocząc stóp , mogła z chodnika od razu wejść do powozu. Woźnicy trudno jest manewrować powozem, co zrozumiałe. Nagle przy powozie staje Sergiej Sergiejewicz Paratów , chwyta tył powozu i dźwigając przesuwa go bliżej chodnika, bliżej Larysy. Teraz dziewczyna może bez problemu wejść do powozu nie mocząc nóg. Larysa patrzy pełnym podziwu i uwielbienia wzrokiem na Paratowa. A Julij Kapitonowicz jest mocno zmieszany.

      Potem młody kupiec Wasilij Daniłowicz Wożewatow powie z podziwem o Paratowie - „On to ma styl” , na co bogaty kupiec Mokij Parmionowicz doda złośliwie „Styl on na pewno ma, natomiast co do innych rzeczy, nie byłbym taki pewien” . A Julijowi Kapitonowiczowi obaj w protekcjonalnym tonem odradzą starania o Larysę. Za wysokie progi na jego nogi. Nie dla niego ta dziewczyna, powiedzą.


      Z okazji urodzin Larysy towarzystwo zbiera się w domu Charity Ogudałowej ...

      Cdn.
      • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 29.08.14, 15:34
        nieźle się rozkręca ta opowieść :]
        tytul sugeruje, że amant Paratow niekoniecznie uszczęśliwi Larisę, a niepozorny
        Kapitonowicz może się jeszcze jej przydać nie tylko jako kolega.

        Barbasiu, czekam[y] na 2 część :]
        • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 29.08.14, 16:09
          grek.grek napisał:

          > nieźle się rozkręca ta opowieść :]
          > tytul sugeruje, że amant Paratow niekoniecznie uszczęśliwi Larisę, a niepozorny
          > Kapitonowicz może się jeszcze jej przydać nie tylko jako kolega.

          :)
          Tak właśnie będzie. :)
          Oglądałeś, Greku, "Gorzki romans"? W ubiegłą niedzielę na TVPKultura pokazywali. Trafiłam przypadkiem, jeszcze spóźniona pół godziny, więc nie było nawet kiedy dać znać na Forum.

          • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 16:04
            nie oglądałem :] z tym większym zaciekawieniem przeczytam dalsze części Twojej opowieści :]
            • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 19:12
              Trzecia i ostatnia cześć filmu szczęśliwie się właśnie ukazała! :)
        • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 29.08.14, 16:26

          > Barbasiu, czekam[y] na 2 część :]

          Już jest. :)
      • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 29.08.14, 16:05
        cd.

        Na urodzinach Larysy zebrało się sporo gości, przyszedł m.in. urzędnik pocztowy Julij Kapitonowicz, który oczywiście cały czas chodzi za Larysa, jest starszy, zamożny kupiec Mokij Parmionowicz, i ten mało urodziwy młody kupiec Wasilij Daniłowicz Wożewatow , który kupił Larysie w prezencie śliczną brylantową ? broszkę za 500 rubli. Zakupem tym pochwalił się dzień wcześniej przed Mokijem Parmionowiczem.
        I wyobraźcie sobie , że matka Larysy w trakcie przyjęcia poleciała z tą broszką do … Mokija Parmionowicza i okłamując go okrutnie, że to ona kupiła tę broszkę w prezencie dla Larysy, poprosiła go o pieniądze na nią, pożyczkę? (chyba nie pierwszy raz). Mokij wyciągając gruby portfel , bez zmrużenia oka pyta : „500 rubli?” Charita na to: „700 rubli”. Chowając pieniądze do szuflady, Charita żegna się przed świętym obrazem, prosząc Boga o przebaczenie za kłamstwo.„Wiesz, Boże , że to nie dla mnie” - mówi. ;) (o pieniądze , o 700 rubli na powrót z Monte Carlo prosiła córka Anna ).
        Przyszli i inni goście, panie, panowie. Przyszedł również spóźniony ten najbardziej oczekiwany gość, Siergiej Sergiejewicz Paratow. Przyniósł piękny, delikatny naszyjnik (z brylantów?), budzący zachwyt zebranych. Larysa , wybitnie uzdolniona muzykalnie dziewczyna, dla niego śpiewa piękny rosyjski romans, piosenkę o miłości o bardzo smutnym zakończeniu. Widok Larysy wpatrzonej w Paratowa siedzącego na wprost niej doprowadza Julija Kapitonowicza do białej gorączki, wypada jak z procy z salonu , leci przez korytarz do wyjścia, na szafce spostrzega swój prezent nawet nie otwarty, już chce wyjść, ale coś go ciągnie z powrotem do salony i po kilku chwilach powraca do gości.
        Larysa kończy swą pieśń. Przystojny oficer z podkręcony czarny wąsem, zachwycony Larysą, jej śpiewem, usiłuje zamówić u niej pierwszy taniec. Nie w smak to Paratowowi, więc cały czas przeszkadza oficerowi w rozmowie z Larysą, w końcu , by odwrócić jego uwagę od dziewczyny, zmusza go do podjęcia zakładu. Paratow zakłada się z nim , że ten nie przestrzeli szklanki z iluś metrów. Chcąc nie chcąc oficer musi pojąc zakład.

        Wychodzi więc dziarsko przed domek Ogudałowej, ustawia szklankę na cylindrze leżącym na siedzeniu powozu i już chce strzelać, kiedy Paratow mówi „Nie tak!” i kładzie sobie na głowę ten cylinder, a na niego szklankę i teraz każe oficerowi strzelać. Oficerowi ręce się trzęsą. Larysa i pozostali są przerażeni. Paratow tylko się uśmiecha ironicznie. W końcu oficer strzela, tafia szczęśliwie w szklankę, która się rozsypuje na kawałki, a wszyscy biją brawo. Zuch oficer, podziwiają go zebrani.
        Ale to Paratów musi być w centrum zainteresowania. Wyciąga więc z kieszeni bardzo cenny zegarek z dewizką i zamierza strzelić w sam środek z tarczy z iluś metrów. Tylko kto teraz odważy się trzymać zegarek za dewizkę? Larysa decyduje się na to. Do pana, mam pełne zaufanie, z panem mogę zrobić wszystko – mówi. Nikt się nie odzywa. Tylko Julij Kapitonowicz protestuje, nie chce pozwolić na tę niebezpieczną zabawę, biega od Sergieja do Larysy , usiłując przeszkodzić zabawie, ale bez skutku. Paratow w końcu strzela i … zegarek zostaje przestrzelony przez sam środek, a Larysie nic się nie stało. Wszyscy bija brawo i wracają do salonu gościć się dalej.
        A Paratow wygłupia się przed Larysą, wkładając dziurawy zegarek jak monokl do oka, a ona głośno się śmieje. Jest szczęśliwa. Julij Kapitonowicz wprost przeciwnie, zwłaszcza kiedy widzi , Larysę pod rękę z Paratowem wracających do domu.
        W domu Larysa na polecenie matki udaje się po konfitury, w korytarzu natyka się na Paratowa. On pyta, co ona tam robi, w ciemnym kącie, a ona na to, że je konfitury. Siergiej Siergiejewicz podchodzi do niej, a ona częstuje go konfiturami. Paratow zauważywszy, że Larysa ma pobrudzoną lewą dłoń, bierze ją delikatnie w swe ręce i zlizuje z niej konfitury. Bardzo erotyczna scena. Naprawdę. Naprawdę. :)

        Na drugi dzień Sergiej Sergiejewicz Paratów zaprasza Larysę na spotkanie . Już czeka przed domem w powozie. Charita nie jest przekonana do Paratowa, nie uważa, ze to dobry kandydat dla niej, ale zakochana Larysa naciska, musi, chce koniecznie iść na to spotkanie. Matka nie ma wyjścia musi pozwolić jej na to.
        Paratow zabiera Larysę na pokład swojego parowca „Jaskółki” , oprowadza po parowcu, przedstawia załodze, potem wyruszają w rejs po Wołdze, a nawet ścigają się z innym parowcem, Świętą Olgą ku uciesze Larysy. Ona pociągając za sznurek daje Świętej Oldze sygnały syreną, że zaraz wyprzedzi ją Jaskółka, najszybszy parowiec na Wołdze. I tak się dzieje. :)
        Wieczorem na parowcu Sergiej Sergiejewicz zaprasza Larysę na poczęstunek, przygrywając sobie na gitarze, śpiewa jej tam piękną piękna pieśń o Cygance, która pobiegła za swoim ukochanym Cyganem… Po kolacji Sergiej całuje Larysę po rękach.
        Wkrótce okazuje się, że Paratow opuszcza miasteczko! Ma ważne sprawy finansowe, majątkowe do załatwienia, tłumaczy znajomym kupcom, którzy go żegnają na dworcu. Niestety, Paratow nie zdążył pożegnać się z Larysą, prosi więc jednego z kupców, by zrobił to w jego imieniu. Sam obiecuje napisać list do Larysy z wyjaśnieniami. Larysa dowiaduje się o wyjeździe Paratowa od Julija Kapitonowicza w ostaniej chwili, pędzi na dworzec, niestety , kiedy jest już na peronie pociąg z Paratowem, który jej już nie widzi, odjeżdża.

        Cdn.
        • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 17:52
          zabawia się jak Wilhelm Tell, strzela do dewizki, zlizuje konfitury z ręki, ściga się ze statkami... no jakże to Larisa miałaby nie ulec takiej feeri akcji i kontraakcji ;]

          coraz bardziej jestem ciekaw, jakim cudem Paratow może się wysypać na zakręcie, a Kapitonowicz dobiec pierwszy do mety, czytaj : do ręki Larisy :]

          świetna opowieść, Barbasiu, forma i język - tip top, jesli, jako naczelny grafoman i ksiązę chaosu, mogę sobie pozwolić zuchwale na recenzowanie.
          • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 20:41
            grek.grek napisał:

            > zabawia się jak Wilhelm Tell, strzela do dewizki, zlizuje konfitury z ręki, ści
            > ga się ze statkami... no jakże to Larisa miałaby nie ulec takiej feeri akcji i
            > kontraakcji ;]

            Prawda!? W dodatku jest przystojny, silny, męski...

            Ale i on jest pod urokiem pięknej Larysy i jej czarownego głosu. Niestety pieniądze okazują po raz kolejny ważniejsze od uczucia.

            > coraz bardziej jestem ciekaw, jakim cudem Paratow może się wysypać na zakręcie,
            > a Kapitonowicz dobiec pierwszy do mety, czytaj : do ręki Larisy :]

            :)
          • barbasia1 Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 20:52
            grek.grek napisał:

            > świetna opowieść, Barbasiu, forma i język - tip top, jesli, jako naczelny grafo
            > man i ksiązę chaosu, mogę sobie pozwolić zuchwale na recenzowanie.

            Uczennica dogoniła Mistrza, co? He, he! :))
            Dzięki, Greku.
            • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 31.08.14, 17:34
              mnie tam nie ma w czym "gonić" :]

              zawsze wychodziły Ci świetnie filmowe opowieści :]
              • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 01.09.14, 23:06
                :)
                Dzięki.
        • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 19:11
          cd.
          Minął rok. Larysa już się pogodziła z wyjazdem Paratowa. Właśnie trwa u niej przyjęcie, na którym jest dyrektor banku, nowy kandydat do jej ręki. Całkiem młody, nawet przystojny. Charita Ogudajewa gdzieś go znalazła i przyprowadziła, dla córki, szeptają po kątach panowie. Dyrektor banku wyciąga z grubego portfela nabitego banknotami 600 rubli i wręcza bardzo z tego powodu kontentej Charicie , obiecując jeszcze więcej rubelków po ślubie z Larysą.

          Kiedy przyjęcie trwa w najlepsze, zjawiają się niespodziewanie żandarmi, którzy poszukują kasjera, który z banku skradł dużą gotówkę i uciekł. Podejrzewają , że jest on teraz w domu Charity. Okazuje się, że ów hojny dyrektor banku i kandydat do ręki Larysy, nie jest dyrektorem banku tylko właśnie tym poszukiwanym kasjerem-złodziejem. I jest skandal. Goście opuszczają w pośpiechu dom Ogudałowej. Larysa jest skompromitowana. Po tym zdarzeniu ma dość. Postanawia wyjść za mąż za kogokolwiek , nawet biednego, byleby uniknąć więcej upokorzeń. I wkrótce towarzystwo wieść obiega, że Larysa wychodzi Julija Kapitonowicza, mimo że, jak mu wyzna, nie kocha go.

          Julij Kapitonowicz jest w siódmym niebie, jest przeszczęśliwy, że Larysa zgodziła się zostać jego żoną. W prezencie Julij kupuje narzeczonej piękną suknię. Larysa jest bardzo z niej zadowolona. "60 rubli" – woła sprzedawczyni. Julij, jakiś zdenerwowany, prosi Larysę, by wyszła już ze sklepu, on ureguluje należność. Kiedy Larysy nie ma w sklepie, pyta nerwowo dlaczego ma płacić 60 , skoro umawiali się na 50 rubli. Narzeczona wybrała droższe koronki i dlatego suknia jest droższa – wyjaśnia kobieta. Julij nie targuje się dłużej, bo już widzi przez okno wystawowe, że Larysa rozmawia radośnie z Wasilijem Daniłowiczem, jak się okazuje, przyjacielem jeszcze z dzieciństwa. Julij jest okrutnie zazdrosny. Przerywa im rozmowę i ciągnie do powozu. A na ulicy roztopy, jest mnóstwo wody. Julij, nieporadnie usiłuje dźwignąć powóz, by , wzorem Paratowa, przyciągnąć go do chodnika i umożliwić Larysie przejście sucha nogą do powozu. Niestety powóz ani drgnie, Julij nie ma tyle siły , co Paratow. :) Larysa z obojętną miną brnie przez kałuże i wchodzi do powozu.

          Julij Kapitonowicz dumny i szczęśliwy zaprasza gości na przyjęcie, na którym zamierza oficjalnie podziękować Larysie za zaszczyt jaki mu uczyniła godząc się zostać jego żoną i już wyobraża sobie miny kupców, którzy z niego wcześniej szydzili i poniżali.

          W tym czasie do miasta przybywa nie kto inny tylko sam Sergiej Sergiejewicz Paratow!
          Nieco zmieniony, już bez brody. Nie ma też już swojego parowca „Jaskółki”, sprzedał go Wasilijowi Daniłowiczowi. Paratowa wita, jak swego króla, cygańska kapela, wita muzyką i szklanicą wódki. Paratow wypija wódkę jednym haustem ku radości zebranych. :)

          Paratow spotyka po drodze kupców Mokija Parmionowicza Knurowa i Wasilija Daniłowicza Wożewatowa, których zaprasza do siebie na przyjecie z okazji powrotu do miasteczka.
          Panowie odmawiają, bowiem są już zaproszeni na obiad przez Julija Kapitonowicza. „Larysa wychodzi z niego za mąż” - oznajmiają mu. Siergiej z kolei informuje ich z dumą, że jest zaręczony z panną, która w posagu wnosi mu … kopalnię złota. Potem do siebie Paratow mówi, straszne słowa: „Ale bym się skompromitował, gdybym ożenił się z Larysą” . Sergiej dowiedziawszy się o przyjęciu Julija, zdaje się w domu Ogudałowej, ale nie jestem pewna), na którym będzie też Larysa, postanawia więc wraz z kupcami się tam wybrać . Zabiera ze sobą niejakiego Robinsona, którego gdzieś w podróży zapoznał, strasznego pijaka.

          Larysa widząc Paratowa znów traci głowę. Julij Kapitonowicz jest wściekły ciągle dogryza Paratowowi. Zmówiwszy się z kupcami Paratow postanawia się zemścić i upić Julija. Ciągle dolewa mu alkoholu , a sam nic nie pije. Kupcy też nie piją. Larysa jest załamana, prosi Paratowa, by dał spokój Julijowi, ale ten zamiast przestać wznosi toast szklanką alkoholi. Julij ledwie stojący na nogach, dalej musi pić.

          Paratow prosi Larysę aby mu zaśpiewała. Julij, mimo że mam mocno w czubie protestuje, zabrania. Ale Larysa wpatrzona w Paratowa , nie zważa na Julija, tylko śpiewa piękny romans. Kupcy z zachwytem komentują, że Larysa to brylant, który potrzebuje pięknej oprawy. W domyśle - najlepiej ich pieniędzy i opieki. Sergiej znów jest poruszony jej śpiewem i on znów traci dla niej głowę. Oznajmia, kiedy na chwile zostają sam na sam, że mógłby dla niej zrobić wszystko. Larysa jest szczęśliwa. I kiedy Paratow namawia ją, by zaraz pojechała z nim i kupcami na przyjęcie które urządza on na „Jaskółce”, bez wahania się zgadza. Paratow prosi jeszcze Robinsona by dalej pił z Julijem, po czym wsiada do powozu z towarzystwem. Powóz pędzi na przystań. Tam towarzystwo przesiada się na pokład parowca, który zaraz wyruszy w rejs po Wołdze przy dźwiękach cygańskiej kapeli.

          Julij Kapitonowicz, mimo że jest w sztok pijany, spostrzega, że nie ma Larysy, nie ma też całego towarzystwa. Ktoś , chyba Charita Ogudałowa, informuje go, że Larysa pojechała z towarzystwem na przystań. Julij ,zabrawszy ze sobą pistolet, pędzi więc za nią. Jego ciotka komentuje „On jest bardzo ambitny”…

          Dotarłszy do przystani Julij spostrzega, że parowiec z towarzystwem już wypłynął. Wsiada więc do łódki i postanawia dogonić parowiec. Dogania go dopiero na drugi dzień rano. Parowiec stoi na przystań. Julij wchodzi na pokład.

          W tym czasie Larysa budzi się w kajucie Paratowa, w jego łóżku. Patatow już (!) ubrany sugeruje delikatnie, że powinna wrócić do domu. Larysa jednak nie rozumie słów Siergieja, chce tu zostać, chce z nim zostać. Niestety to nie jest możliwe, mówi Siergiej. Wiążą go zobowiązania. Jest już zaręczony, na dowód pokazuje obrączkę. Larysa jest zszokowana tym wyznaniem , płacze ma pretensje, że Paratow nie powiedział jej o tym wcześniej, że ją zwodził. Teraz chce jak najszybciej opuścić pokład parowca.

          W tym czasie Julij biega po parowcu jak oszalały, szuka Larysy i Paratowa, przypadkowo podsłuchuje jak kupcy Mokij i Wasylij mówią o tym, że Larysa jest już skompromitowana i rzucają monetą, który się nią zaopiekuję i zrobi z niej swoją kochankę (obaj są żonaci, a może tylko stary Mokij jest żonaty?) . Wygrywa stary Mokij, który obiecuje dać jej wszystko czego będzie chciała i zabrać ja do Paryża.

          Larysa wybiega z kajuty Paratowa, natrafia na Julija, Julij każe jej wracać ze sobą, Larysa nie chce, Julij opowiada jej jak to kupcy grali o nią rzucając monetą. I znów ją prosi, by wróciła z nim. Larysa mówi, że woli kupców. I ucieka. Spotyka kupca Wasylija, przyjaciela jeszcze z dzieciństwa i prosi go, by się nią zaopiekował. Niestety Wasylij musi odmówić, przegrał zakład, dał kupieckie słowo, nie może go złamać.

          Larysa zrozpaczona ucieka i znów natrafia na Julija, który krzyczy, że skoro ona nie chce z nim być, to nikt inny nie będzie jej miał i strzela do niej z pistoletu (wszytsko dzieje się na parowcu). Strzał jest śmiertelny. Słaniając się Larysa opiera się o szybę, za którą stoi przerażony Paratow, Ostatnie słowa umierającej Larysy brzmią: „Dziękuję bardzo”.

          KANIEC FILMA

          :)
          • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 20:06
            PS
            Kiedy Julij informuje Larysę, że kupcy grali o nią, że potraktowali ją jak rzecz, Larysa mówi ze smutkiem, że ona właśnie jest rzeczą, nie człowiekiem.

            Jeszcze jeden PS:

            Po przyjęciu urodzinowym, na którym oficer strzelał do szklanki, a Paratow do zegarka z dewizką, Julij chciał popełnić samobójstwo! Wziął pistolet, ten sam, którym wcześniej popisując się strzelali panowie i za domem chciał strzelić sobie w łeb. Zauważył to Wasilij i w śmiech. "Pistolet trzeba najpierw nabić, żeby wystrzelił" - wykrzyknął. Julij nie zauważywszy go wcześniej, wystraszył się, a pistolet sam wypalił i ranił Julija w dłoń. Na to Wasilij zaczął się jeszcze głośniej śmiać, a Julij uciekł aż się za nim kurzyło.


            I jeszcze coś mam, trailer i to po polsku:
            www.youtube.com/watch?v=0Bi1YkgqcMQ
            :)
            • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 20:10
              pani_lovett napisał(a):

              > PS
              > Kiedy Julij informuje Larysę, że kupcy grali o nią, że potraktowali ją jak rze
              > cz, Larysa mówi ze smutkiem, że ona właśnie jest rzeczą, nie człowiekiem.
              A każda rzecz powinna mieć swojego właściciela. Więc ona pójdzie do Knurowa.
              • pani_lovett Re: „Gorzki romans” muzyka z filmu 30.08.14, 20:32
                Larysa śpiewa dla Paratowa:

                www.youtube.com/watch?v=ioeZ3adwNu8

                www.youtube.com/watch?v=Z8VoWTDPVgY

                To piosenka Paratowa:

                www.youtube.com/watch?v=umuLKqcdK6Q
              • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 31.08.14, 15:29
                Finał jest bardzo dramatyczny. Nie opisałam go dobrze tam wyżej.

                Kiedy Larysa oznajmia, że każda rzecz powinna mieć swojego właściciela, więc ona pójdzie do Knurowa (który, jak ją Julij pionformował, wygrał ją rzucając monetą z Wasilijem), Julij łapie ją w ramiona, krzyczy, że nie pozwoli, bo to on jej jej właścicielem. Przewraca Larysę na ziemię, usiłuje całować. Larysa się wyrywa mu się, ucieka, on biegnie za nią, czepia się jej nóg, kiedy usiłuje wbiec po schodkach na górny pokład, Julij krzyczy, że ją kocha , wszystko jej wybaczy. Larysa odpowiada, że go nie kocha, nigdy nie zostanie jego żoną. I że skoro nie może iść za miłością, pójdzie za złotem. I wtedy Julij wyciąga pistolet, mówiąc, że skoro Larysa nie chce zbyć z nim, to nikt inny nie będzie jej miał i strzela...

                Ufff



                • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 31.08.14, 18:06
                  dzięki, Barbasiu :]

                  melodramat jak się patrzy. w zasadzie wszyscy tutaj mają jakiś feler, przez co świat wygląda mało obiecująco - Larisa z naiwnością własną oraz nieposiadaniem silnej osobowości, Paratow z poszukiwaniem posagu zamiast uczucia, a Kapitonow z pragnieniem posiadania, które myli mu się z miłością. generalnie, wychodzi z tego rzeczywistośc niewesoła - wszyscy kombinują, jak by tu się wydać bogato i zasobnie, a ci biedniejsi wcale nie są szlachetniejsi, bo górę biorą w nich kompleksy wobec bogatszych. matka Larisy też jakoś wychodzi na figurę kompletnie bez kręgosłupa [bezkręgowiec :)] i zdrowego rozsądku. jak dla mnie, byłaby tutaj krytyka także współczesności, a w każdym razie krytyka uniwersalnych od stuleci zasad kojarzenia związków, i poszukiwania ich, przez pryzmat pieniędzy i materialnego dostatku. nie zaprzeczając, że życie w lepiance i jedzenie suchego chleba z wodą, może być problematyczne dla nawet najgorętszej miłości, to jednak przeciwny biegun prowadzi w nie gorsze maliny, jak wskazuje także i ta opowieść. chyba, że małżonkowie do mistrzostwa opanowują sztukę wzajemnego oszustwa ;]

                  finał zaiste tragiczny, ale czy ten splot można było inaczej rozwiązać ?

                  bardzo ciekawa opowieść, stylowa :}

                  • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 31.08.14, 20:00
                    Dziękuję pięknie, Greku, za przeczytanie tego potężnego opisu (zdaje się jako jedyny tu przeczytałeś go ;) i znakomity komentarz podsumowujący. :)

                    Zaiste, Aleksander Ostrowski (1823-1886) autor dramatu na podstawie, którego powstał film , jeden z najwybitniejszych - obok Tołstoja, Turgieniewa i innych - przedstawicieli realizmu krytycznego, był bystrym i wnikliwym obserwatorem współczesnej mu epoki. A były to czasy po tzw. "reformie włościańskiej" w 1861 roku, czyli po zniesieniu pańszczyzny, kiedy to w Rosji zaczął rozwijać się kapitalizm. Wyrosła nowa burżuazja przemysłowa i finansowa, pojawili się nowi "ludzie interesu" wielcy przedsiębiorcy, bankierzy, spekulanci giełdowi. A pieniądz stal się miernikiem wszelkich wartości. Nastała epoka wielkich przeobrażeń społecznych.

                    Więcej o Aleksandrze Ostrowskim możesz przeczytać pod tym linkiem, polecam gorąco ten wspaniały tekst Jerzego Jędrzejewicz ze wstępem do wystawianej w Teatrze Polskim we Wrocławiu w roku 1954! komedii Ostrowskiego pt. "Koń ma cztery nogi, a też się potknie"):
                    www.e-teatr.pl/pl/programy/2011_05/29679/pamietnik_szubrawca_teatr_polski_wroclaw_1954.pdf


                    > bardzo ciekawa opowieść, stylowa :}

                    Owszem. Opowieść filmowa jest stylowa w każdym calu; wspaniale oddaje ducha i klimat rosyjskiego miasteczka drugiej połowy XIX wieku, z górującą nad nim cerkwią zwieńczoną złoconymi cebulastymi kopułami.

                    Piękne są np. ujęcia parowców sunących po Wołdze; w pamięć zapada bardzo filmowa scena wyścigu parowców Jaskółki i Świętej Olgi.

                    Wyjątkowego klimatu dodaje oprawa muzyczna - cudowne, duszoszczypatielnyje rosyjskie romanse oraz cygańskie melodie.

                    I oczywiście absolutnie fantastyczne kreacje stworzyli stworzyli aktorzy -
                    Alisa Frejndlich jako Charita Ogudałowa (rewelacyjna!) , Łarisa Guziejewa jako Larisa (boska!), Nikita Michałkow jako Siergiej Siergiejewicz Paratow (absolutnie cudowny!), Andriej Miagkow jako urzędnik pocztowy Julij Kapitonowicz Karandyszew (genialny!), Aleksiej Pietrienko jako kupiec Mokij Parmionowicz Knurow, Wiktor Proskurin jako kupiec Wasilij Daniłowicz Wożewatow (obaj fantastyczni) i inni.

                    Gorąco polecam ten film.



                    :))
                    • grek.grek Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 01.09.14, 13:22
                      cala przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]

                      dzięki, Barbasiu, za ciekawy link.
                      jak się okazuje, zatem, jest to zapis obyczajów epoki.
                      jak się wydaje, niekkoniecznie tak całkiem odległych, zarówno do wcześniejszych jak
                      i późniejszych, z teraźniejszymi włącznie.

                      widziałem trailer, przy okazji chętnie obejrzę cały film, Twój opis stanowczo do tego
                      zachęca.

                      bardzo rzadko mamy do czynienia z kinem rosyjskim.
                      tym bardziej cenna jest Twoja opowieść :]
                      • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 02.09.14, 19:46
                        > jak się okazuje, zatem, jest to zapis obyczajów epoki.
                        > jak się wydaje, niekkoniecznie tak całkiem odległych, zarówno do wcześniejszych
                        > jak
                        > i późniejszych, z teraźniejszymi włącznie.

                        Tak.
                        :)

                        Dziękuję!
          • pani_lovett Re: „Gorzki romans” kostiumowy melodr 30.08.14, 20:09
            Znalazłam cały film w oryginalnej wersji językowej z angielskimi napisami (dzięki tej wersji nadrobiłam początek filmu):
            www.youtube.com/watch?v=sfjFnOpnh_c
    • grek.grek Wenecja 2014 [dzień 1 & 2] 29.08.14, 15:10
      w "dniu 1" było chyba samo otwarcie ;]

      here we go :
      film.onet.pl/wiadomosci/71-festiwal-filmowy-w-wenecji-dzien-drugi-mroczne-zakamarki-ludzkiej-duszy/c2c1k
      www.rp.pl/artykul/9146,1136669-Relacja-Barbary-Hollender-z-Wenecji--Festiwal-w-Wenecji.html
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2014%3A+Powrót+na+scenę+zbrodni-106990
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=18996
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 1 & 2] 29.08.14, 16:13
        Dzięki. Przeczytałam relację Barbary Hollender. Dobre filmy już od pierwszego dnia. :)
        • angazetka Re: Wenecja 2014 [dzień 1 & 2] 29.08.14, 19:19
          O, tak, "Birdman" od razu wskoczył mi do przegródki z filmami, na które czekam (i się pewnie nie doczekam).
          • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 1 & 2] 30.08.14, 20:46
            Nie wiem jak Ty / jak Wy , ale ja dorzucam film "mistrza dyskomfortu", Ulricha Seidla "Im Keller". Choć już sam jego opis wywołuje gęsią skórkę.
    • siostra_bronte "Most na rzece Kwai" 29.08.14, 17:00
      Na wszelki wypadek przypominam, chociaż to seans dla nocnych marków, tudzież cierpiących na bezsenność :) Równo o północy w Polsacie.
      • pani_lovett Re: "Most na rzece Kwai" 29.08.14, 17:13
        www.youtube.com/watch?v=n3YFYLSx9Pg
        Adrian wspominał wyżej o tym nagraniu. :)
        Nie wiem jak Wy, ale ja pierwszy raz je słyszę!
        • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 29.08.14, 17:52
          Też go wcześniej nie słyszałam :)
          • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 30.08.14, 08:31
            Chciałam obejrzeć chociaż kawałek. Włączyłam się parę minut przed północą, oczywiście film trwał już w najlepsze. Czyli Grek miał rację. Ale nawet na stronie Polsatu podano 00.00 jako początek emisji. Co za dziadowska stacja!!
            • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 30.08.14, 16:12
              ja się włączyłem gdzies około 1:00, więc obejrzałem znaczną część, ale bez początku. postaram się go nadrobić, chociaż chyba dzisiaj już nie dam rady. ale jutro też jest dzień :]

              wstrzymam się zatem z pisaniem o "MOście..." do momentu uzupełnienia początku.

              obejrzałem klasyka na jutro, i znów się zdziwiłem, że jeszcze o tym filmie nie rozmawialiśmy. tyle filmów pana reżysera... ;]... omawialiśmy, a tego jednego nigdy, a wydaje mi się, że jest wybitny i nie mniej frapujący niż te częsciej wspominane i omawiane, a pod względem maniery filmowej spełnia wszystkie wymogi filmu klasycznego dla tegoż reżysera.

              • siostra_bronte Re: "Most na rzece Kwai" 30.08.14, 16:49
                Brawo, Greku :)

                Tradycyjnie, jestem bardzo ciekawa, jaki film wybrałeś. Pisaliśmy o wielu filmach tego reżysera? Kto to może być? Polański, Allen? :)
                • grek.grek Re: "Most na rzece Kwai" 30.08.14, 17:42
                  dzięki za pochwałę, Siostro :]

                  TA półka :]
    • grek.grek Wenecja 2014 [dzień 3] 30.08.14, 17:41
      większość portali śpi albo szykuje nocne newsy ;]

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/71-festiwal-filmowy-w-wenecji-dzien-trzeci-wielki-powrot-petera-bogdanovicha/vvcgm
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 3] 30.08.14, 20:43
        Dzięki . Później będę czytać.
    • 82adrian Spis Cudzołożnic 31.08.14, 09:53
      Dzisiaj w TVP Kultura o godz. 20:00 debiut reżyserski Jerzego Stuhra pt. ''Spis Cudzołożnic'' - film na podstawie książki Jerzego Pilcha (''Pod Mocnym Aniołem''). Akcja filmu dzieje się w Krakowie w czasach Gierkowskich. Pracownik UJ (Jerzy Stuhr) ma za zadanie oprowadzać po mieście pewnego szwedzkiego profesora, którego nie interesuje Kraków a... piękne, polskie dziewczyny.
      • pani_lovett Re: Spis Cudzołożnic 31.08.14, 15:08
        >film na podstawie książki Jerzego Pilcha (''Pod Mocnym Aniołem'').

        Nie, nie! Ten film na podstawie powieści "Spis cudzołożnic. Proza podróżna".
        • siostra_bronte Re: Spis Cudzołożnic 31.08.14, 15:18
          Moim zdaniem "Pod Mocnym Aniołem" w nawiasie to tylko przykład innej książki Pilcha :)
          • pani_lovett Re: Spis Cudzołożnic 31.08.14, 15:31
            Dlatego tu lepiej podać tytuł książki, na podstawie której powstał film , by uniknąć tego typu nieporozumień. :)
    • grek.grek "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 14:16
      Na zakończenie miesiąca ;]

      1953 r., reżyseria Alfred Hitchcock, doskonała muzyka Dimitriego Tomkina, w głównej roli Montgomery Clift, a w świetnych drugoplanowych Karl Malden, Anne Baxter i O.E. Hasse.

      Czy znacie jakiegoś częściej pomijanego "hiczkoka" ? :] A przecież jest fo, wg mnie, film rozegrany w sposób rewelacyjny, absolutnie trzymający się reguł thrillera wyznaczonych przez mistrza i trzymający za twarz do ostatniego momentu.

      Gdybyście mieli przypływ ochoty :
      www.efilmy.net/film,18165,Wyznaje-I-Confess-1953-Lektor-PL.html
      A w graficznej opowieści...

      Akcja dzieje się w Quebecu. Filmowanym w taki sposób, że same kadry miasta [w tle lub na tle akcji] mogą być w sobie samą atrakcją.

      Zaczyna się zatem od trzęsienia ziemi... Kilka sugestywnych ujęc wieczornego miasta... przemykający mężczyzna, kamera filmuje go "okiem przypadkowego przechodnia". W jakimś zaułku, pod łukiem, mężczyzna zdejmuje z siebie sutannę.

      Kamera zagląda do jakiegoś mieszkania... na podłodze leży TRUP rodzaju męskiego.

      W kościele młody wikary Michael Logan [Montgomery Clift] kończy właśnie ceremoniały wieczorne, gasi światła, sprawdza czy wszystko w porządku, gdy nagle słyszy jakieś szmery. Ze świeczką w garści krąży po sali, aż znajduje przycupniętego w ławce Otto Kellera [O.E. Haase]. 50-letni [na oko] Keller jest imigrantem z Niemiec. LOgan przyjął jego i jego żonę, Almę do pracy na plebanii. Od tej pory Alma jest gospodynią, a Otto gościem od wszystkiego : kościelnym, "złotą rączką", robi zakupy itd itd.

      OJciec Logan zaskoczony jest nie tylko widokiem Kellera o tak późnej porze [jest około północy] w kościele, ale i jego stanem - facet wygląda jakby właśnie uszedł z życiem spod Stalingradu. Najpierw rozwodzi się nad tym jaki z Logana jest wspaniały człowiek, ze pomógł im nie zważając na ich pochodzenie, dał im pracę i dach nad głową... a potem znienacka prosi księdza o pilną spowiedź. "MUszę to komuś powiedzieć ! Nie mogę inaczej !", biadoli Otto. Wobec takiego postawienia sprawy ksiądz Logan zaprasza go do konfesjonału.

      cała sekwencja pierwszych minut :
      www.youtube.com/watch?v=1GFchrpRq40
      I oto Keller mówi, że przed chwilą zabił człowieka - miejscowego prawnika, nazwiskiem Vilette, u którego okazjonalnie pracował jako ogrodnik. Plącząc się i jąkając Otto żarliwie zapewnia, ze chciał go okraść, ale niespodziewanie gospodarz się pojawił i w chwili paniki Keller wysłał go na łono Abrahama. Ksiądz Logan dostaje obuchem w głowę. Sugeruje, że Keller powinien z tym pójśc na policję, przyznać się. Ale Otto nie ma zamiaru.

      Potem Keller relacjonujje wszystko swojej żonie. Alma jest w szoku, mówiąc popularnym językiem. "Oni nic nie wiedzą, nie podejrzewają mnie. A ksiądz... ksiądz przecież nic nie może powiedzieć, księdza obowiązuje tajemnica spowiedzi !", mówi jej Otto mieszając w głosie nadzieję, radość, cynizm i przerażenie.

      Następnego dnia jest środa - dzień, w którym Otto Keller pracował u Vilette'a. Sprytny Keller jakby nigdy nic idzie do swoich obowiązków o mecenasa. Wie, że przychodząc jakby nigdy nic nie ściągnie na siebie podejrzeń.

      A na plebani, od samego rana Alma unika ojca Logana. Unika jego wzroku. Podczas śniadania proboszcz i drugi z wikarych żartują sobie i gaworzą. Logan milczy, trawi w sobie to, co WIE, ale o czym nie może nikomu powiedzieć. Alma chodzi z jedzeniem dookoła stołu, jest bardzo zdenerwowana, zmieszana i tak się stara wykonywać swoje obowiązki aby nie wchodzić ojcu Loganowi w kadr. A on siedzi nieruchomo pochylony nad stołem tak aby jej nie widzieć. Obojgu jest wstyd, oboje znają tajemnicę.

      Kiedy w rozmowie przywołane zostaje imię Otta [młody wikary ma zepsuty rower i wyraża nadzieję, że Keller zreperuje usterkę], Alma rzuca że mąż poszedł do pana Vilette'a. Do pracy w ogrodzie. Słysząc to, Logan wstaje od stołu i bez słowa wychodzi.

      Idzie prosto do domu Villete'a. A tam już jest policja i całkiem spory tłumek gapiów. Ksiądz Logan opowiada jednemu z policjantów, ze był umówiony z Vilette'em - dzięki temu dostaje się do srodka, gdzie dominuje już prowadzący śledztwo inspektor La Rue [świetny Karl Malden].

      INspektor jest ciekawe, w jakim celu Logan umówił się z Vilette'em i prosi księdza o wizytę na posterunku policji celem złożenia zeznań. Przy okazji ksiądz widzi jak przygarbiony i udający straumatyzowanego Otto Keller zgrywa niewiniątko - "przyszedł do pracy, jak co środa, i znalazł pana Vilette'a leżącego martwym bykiem".

      La Rue odbiera zeznania Kellera, nie przywiązując do nich większej wagi. Nie podejrzewa tego chłopka-roztropka, to raczej formalnośc. Co innego zaciekawia inspektora - patrzy za okno, a tam widzi nerwowo przechadzającego się po chodniku księdza Logana. I nagle do księdza podchodzi kobieta - młoda blondynka. Coś do siebie mówią i pospiesznie opuszczają okolice domu zamordowanego. Ta obserwacja podsuwa inspektorowi La Rue pierwszy trop...

      My słyszymy, jak kobieta mówi do ojca Logana "Jesteśmy wolni !". Potem szybko znikają spod domu.

      Po południu na plebani ojciec Logan maluje pokój [trwa remont]. Otto Keller wraca i relacjonuje, co się stało. Zerkając w stronię Logana dodaje, że inspektor "pozwolił mu pójśc do domu".

      Logan wiedząc, ze Keller kłamie, słucha tego w milczeniu, nie odwraca się, nie przerywa pracy. To jest psychologiczne clue tej opowieści - ciężar jaki nosi ksiądz Logan, który widzi jak zbrodniarz roluje otoczenie, kłamie i udaje, unika sprawiedliwości, ale nie może go zdemaskować, nie moze złamać świętego dla siebie ślubu tajemnicy spowiedzi. Później dojdą kolejne okoliczności, które ten kamień u szyi księdza uczynią prawdziwym głazem.

      Kiedy proboszcz i drugi z wikarych wychodzą, Keller zbliża się do LOgana i rzuca : "Po co ojciec poszedł tam ? Chce im ojciec powiedzieć ? Ja nie mogę się przyznać ! Nigdy się ojciec nie bał ?! To wszystko jest dla ojca takie proste ?!".

      W sądzie, prokurator Robertson i inspektor LaRue przesłuchują dwie dziewczynki, które feralnej nocy wracały do domu późno wieczorem i przechodziły obok domu Vilette'a. [z udziałem retrospekcji] Obie zenznają, ze widziały jak pospieszenie wyszedł z niego... KSIĄDZ ! Tak - KSIĄDZ. [My wiemy, że Otto ściągał z siebie sutannę w jakimś zaułku. Poszedł na włam w przebraniu księdza, i to w dodatku w takiej czapce księzowskiej].

      Zeznanie dziewczynek trochę konsternuje Robertsona i LaRue, "Ksiądz zabójcą ? Czy to w ogóle możliwa hipoteza ?". Ale... godzina by się zgadzała. Było ok 23:00

      Policja rusza do sprawdzania alibi wszystkich księzy z Quebecu. POkazane jest to w formie krótkich mini-scenek zachodzących jedna na drugą.

      Na plebani Otto pyta Almę, czy wyprała już TĘ SUTANNĘ - ona mówi, że jeszcze nie. Otto nakazuje jej aby NIE PRAŁA. MOżna domniemywać, ze Otto idąc na włam, zabijając Villete'e, miał na sobie sutannę ukradzioną któremuś z księży. I chyba wiecie już - któremu...

      Ojciec Logan przychodzi na policję, tak jak się umówił z inspektorem La Rue. Celem złożenia zeznań.

      Przy okazji dowiadujemy się, że Michael Logan jest eks-żołnierzem. Był ochotnikiem podczas II w.ś, zdobył odznaczenia. Dopiero po wojnie przyjął święcenia kapłańskie.

      Rozmowa jest pojedynkiem, w którym La Rue stara się wyciągnąć od Logana - kim była kobieta z którą spotkał się pod domem Vilette'a ? oraz - po co do Vilette'a przyszedł ? Ojciec konsekwentnie odmawia odpowiedzi na oba pytanie, twierdząc, że nie mają one nic wspólnego z zabójstwem mecenasa. Sugerującemu zamieszanie księdza w morderstwo La Rue - LOgan kulturalnie przyopomina, że człowiekowi inteligentnemu, a tym bardziej policjantowi, nie wypada wierzyć w coś, na co nie ma dowodów. [ciekawe, czy ojciec Logan powiedziałby to samo o swojej wierze w Boga ;) przepraszam Was, ale nie mogłem się powstrzymać, przy czym - oczywiście ksiądz
      • siostra_bronte Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 14:25
        O kurcze, prawdziwa niespodzianka! Tak myślałam, że to może być też Hitchock. Wybacz Greku, że nie przeczytam Twojej recenzji (ewentualnie samą końcówkę z ogólną opinią), bo...mam ten film na dvd i zbierałam się, żeby go obejrzeć. Byłeś szybszy :))
        • pani_lovett Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 15:36
          Widzisz, Bronte, tu nic nie można odkładać na później ! Sama się o tym nie raz przekonałam. ;)

          Hitchock! Zastanawiałam się wczoraj, jaki reżyser był u nas najpopularniejszy.


          A propos, słówko chciałam powiedzieć o zapowiadanym przez Ciebie, Bronte, filmie Hitchocka "Północ, północny zachód".
          Ja obejrzałam, nie wiem, jak Grek?
          • siostra_bronte Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 16:20
            Haha, masz rację :)

            Grek nie przyznał się do obejrzenia "Północy...", ciekawa jestem Twojej opinii.
        • grek.grek Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 17:27
          nie zawiedziesz się, Siostro, świetny film i taki... elegancki, stylowy.

          mam nadzieję, że napiszesz o swoich wrażeniach po obejrzeniu :]
          • siostra_bronte Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 31.08.14, 18:19
            O, na pewno. Ten film ma opinię jednego z najbardziej niedocenianych w karierze Hitchocka i Twoja recenzja to potwierdza.

            Oczywiście :)
            • grek.grek Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [1] 01.09.14, 16:15
              przez dłuższy czas nie miałem pojęcia, że ten film to robota HItchcocka :] zatem, mogę [bez dumy] powiedzieć, że jestem żywym przykładem na to, że ten pierwszorzędny hitchcowski dramat-dreszczowiec jest zarazem bardzo pomijany nawet podczas okolicznościowych przypominałek jego dorobku :]
      • grek.grek "Wyznaję [I Confess]" 1953 [2] 31.08.14, 14:53
        Przy czym ksiądz Logan ma świętą rację : co innego wiara w Boga, o ile nie prowadzi do szkodzenia innym, a co innego wiara w winę, która może zaprowadzić posądzanego bez dowodów na krzesło elektryczne.

        "Ktoś widział księdza pod domem Vilette'a w noc zabójstwa, rankiem na widziałem tam księdza, może z tego wynikać że to był TEN SAM ksiądz" - sugeruje La Rue.

        Mimo starań i prowokacji inspektor nie wydobywa żadnych odpowiedzi z ojca Logana. MOmentami inspektore traci niemal cierpliwość, ojciec zachowuje olimpijski spokój, choć to on powinien być chyba bardziej rozstrzęsiony, zważywszy na to że zna prawdę i nie może jej wyjawić. Rozstają się w sposób grzeczny i kulturalny, ale La Rue jest wyraźnie poirytowany. Udaje mu się ustaliic tylko tyle, że tej nocy ojciec Logan spacerował. NIe ma na to świadków. NIE ma więc ALIBI. On jeden. Jeden jedyny ksiądz z Quebecu, który na TĘ noc nie ma alibi. A dziewczynki widziały księdza, więc policja wśród księży musi szukać. Ojciec Logan zostaje głównym podejrzanym.

        Jeszcze tego samego wieczora informacja o całej sprawie dociera do domu Pierre'a Grandforta, gdzie na raucie towarzyskim bawi prokurator Robertson. To od niego o podejrzeniach wobec księdza Logan dowiaduje się kobieta, z którą Logan spotkał się wtedy pod domem Vilette'a. Jest nią Ruth Grandforth [znakomita Anne Baxter], żona Pierre'a. Informacja jest dla niej wstrząsem. Do końca wieczora nadrabia miną, ale tuż po wyjściu gości cała jest w nerwach i niepokoju.

        Pierre pyta ją "Ciągle GO kochasz ?", na co Ruth odpowiada śmiało : "Tak, to chyba oczywiste, ZAWSZE GO KOCHAŁAM. Ciebie nie kochałam zaś nigdy, nie kocham nadal i kochać już nie będę, nigdy tego przed tobą nie ukrywałam". Pierre słucha tego z przykrością, ale wychodząc rzuca kąśliwie "Mam nadzieję, że LOGAN [bo to o niego chodzi w tej rozmowie] ma naprawdę poważne problemy".

        Jeszcze tego samego wieczora, Ruth dzwoni do LOgana. Prosi go o spotkanie następnego dnia. Na promie.

        I tam tez się spotykają. Ruth cała jest w strachu o los księdza, a jemu jakby bardziej na sercu leżało jej dobro - że mogą ich skojarzyć w tej sprawie, że mogli ich widziec, ba - że nawet TERAZ mogą byc śledzeni. Tu następuje kapitalna scena - na te słowa Ruth paranoicznie rozgląda się dookoła... KAŻDY z mężczyzn w jej polu widzenia stoi albo siedzi w takiej pozycji, że wygląda jak szpicel i jakby ich obserwował. Wspaniały moment, podkreślający stan osaczenia w jakim są bohaterowie.

        Ruth wyznaje LOganowi, że kocha go. Ksiądz stara się jej wytłumaczyć, że oboje się zmienili, i TO CO BYŁO już nie wróci i Ruth powinna to zaakceptować żeby nie cierpieć niepotrzebnie. Ruth sugeruje, że i on ją kocha, ale dusi to w sobie. Logan stanowczo zaprzecza. Ruth hardo oświadcza "Nie chcę litości !" i już skromniej dodaje "Więcej nie będę cię nachodziła".

        Na promie... tak - był szpieg. La Rue puścił za Loganem swojego człowieka. Dowiaduje się o spotkaniu Ruth i księdza. Zachodzi w głowę - co ci dwoje knują ? I nie może być inaczej - muszą mieć jakiś udział w zabójstwie Vilette'a.

        Prokurator Robertson, zapłodniony podejrzeniami La Rue, dzwoni do Grandfortów i powiadamia ich o wyznaczonej dacie przesłuchania Ruth.

        Ruth ostrzega męża, że "wszystko powie, nic nie ukryje". Pierre pyta czy życzy sobie ona, by z nią tam poszedł. Ruth na to "Nie mogę cię prosić o cokolwiek, nie mam do tego prawa". A zatem... przychodzą oboje. Żeby było do kompletu - La Rue zaprasza też księdza Logana. Ruth i ksiądz są ogromnie zaskoczeni tym spotkaniem. Nie wiedzieli, że tak to zostało zaaranżowane przez chytrego inspektora.

        La Rue pyta Ruth o spotkanie na promie - Ruth odpowiada, że to ich prywatne sprawy i nic komu do tego. W takim razie La Rue pyta jak to się stało, że spotkali się pod domem Vilete'a rankiem po jego śmierci ? Ruth opowiada, że była umówiona na 9 rano z Vilettem. Ojciec Logan o tym wiedział, miał tam iśc z nią. Czego zatem chcieli razem od Vilette'a ?

        W noc zzabójstwa - wg opowieści Ruth : ona i ksiądz Logan byli na przyjacielskiej przejeżdżce. MIędzy 21 a 23:00. O 23:00 Ruth była już w domu, co skwapliwie potwierdza Pierre. Daje więc alibi Loganowi.

        La Rue dociska : czy Ruth mówiła mężowi o spotkaniu z Vilettem, a jeśli nie, to dlaczego ? Tutaj ojciec Logan interweniuje, że La Rue posuwa się za daleko, ale pytanie zawisa w powietrzu. Co się dzieje w tym trójkącie ?

        Ruth informuje, że Vilette ją szantażował. Dlatego do niego przyszła rankiem. Ojciec Logan miał jej pomóc w tej sprawie, jako "stary przyjaciel, nie widziany od paru lat". La Rue pyta, dlaczego Ruth zwraca się z takim problemem do "starego przyjaciela i to nie widzianego od lat", a nie do męża prawnika ? Ruth jest okropnie zmieszana, Logan też, wszyscy słuchają tego przesłuchania na wsstrzymanym oddechu.

        La Rue pyta - CZYm szantażował Villete ? LOgan rzuca do Ruth, żeby nie odpowiadała na to pytanie. Ruth gorzko stwierdza, ze inspektor nie ma serca, kompletnie mu wisi kogo urazi swoimi pytaniami, ma tylko jeden cel, swój cel. La Rue odpowiada twardo, że wykonuje swoją pracę, szuka mordercy.

        Ruth stwierdza, że nie ma sensu ukrywać prawdy i opowiada wszystko jak na spowiedzi. W formie ofk retrospekcji.

        Przed wojną Ruth i Logan byli parą. Zakochani, młodzi i tak dalej. POtem wybuchła wojna, Michael się zaciągnął, czym bardzo rozczarował Ruth. Ona chciała wziąć z nim ślub przed jego wyjazdem na wojnę, ale od odmówił. Nie był pewien czy wróci, nie chciał aby została wdową. "Za bardzo cię kocham", powiedział, co po latach Ruth konstatuje "Biedak, nie wiedział że nigdy nie kocha się za mocno". Ruth mocno przeżyła jego wyjazd, a Logan prosił, żeby na niego nie czekała.

        Przez pierwsze miesiące wojny LOgan pisał regularnie, sążniście. Potem coraz rzadziej, aż w końcu całkiem przestał. Ruth poznała Pierre'a Grandforta. Był miły, zabawny, troskliwy i dyskretny. Wzięli ślub, a ona zapomniała o Michaelu. To na ślubie po raz pierwszy spotkała Vilette'a.

        NIebawem po wojnie Michael Logan powrócił. Ruth wyszła na jego spotkanie do portu, gdzie przybił statek z zołnierzami. A potem wybrali się za miasto, gdzie na łonie natury Michael podzielił się z nią wspomnieniami, aczkolwiek kiedy próbowała go pocałowac - uchylił się. I tak zastała ich burza z deszczem. Chcieli się schronić w pobliskim domu. Był zamknięty. Udało się im wskoczyć do stojącego nieopodal ganku ogrodowego.

        Zostali tam do rana. Spali po prostu. A rankiem zastał ich tam... Vilette. MIchael wyszedł do niego i pokłócili się. LOgan go przewrócił. A wtedy Vilette zajrzał mu za plecy, zobaczył Ruth i uchylił kapelusza. POZNAŁ JĄ.

        cdn
      • grek.grek "Wyznaję [I Confess]" 1953 [3] 31.08.14, 15:05
        Ruth zatkało, i modliła się tylko, aby Vilette nic nie powiedział Loganowi o ślubie, o tym że Ruth jest mężatką. Na szczęście, wtedy, nic takiego się nie stało.

        Minęło 5 lat, podczas których Ruth nie widziała ani Logana ani Vilette'a.

        Aż do dnia święceń kapłańskich LOgana. Wtedy znów Ruth zobaczyła śliski uśmieszek cynicznego Vilette'a ironicznym gestem kłaniającego się jej. Co gorsza - od tej pory Vilette'a zaczęła spotykać wszędzie. Powód wyszedł na jaw prędko - mający problemy z prokuaturą Vilette chciał by Ruth przekonała swojego męża, by użył znajomości i pomógł mu się z tego wykaraskać. Ruth odmówiła, więc Vilette zaczął ją szantażować że wyjawi prawdę o jej schadzce z Loganem.

        We wtorek, w dniu zabójstwa, dał jej ultimatum : 24 godziny. Po tym terminie miał ją zdemaskować. I dlatego Ruth umówiła się z nim na środę rano. Powiadomiła jednocześnie Logana, który miał do Vilette'a iśc razem z nią i przekonać go, zeby dał jej spokój.

        La Ruye dziękuje jej za zeznanie. Ruth upewnia się, ze LOgan ma teraz alibi. Ksiądz dziękuje jej również, wie jak to było dla niej trudne. Sam też z kłopotami znosił jej opowieść. La Rue zwalnia ich wszystkich, z honorami żegnając.

        Tego samego wieczora La Rue oznajmia prokuratorowi, że wg badań z autopsji - Villete nie mógł umrzeć wcześniej niż o 23:30.

        A zatem - Ruth NIE DAŁA mu żadnego alibi. Kiedy dowiaduje się ona o wszystkim [Robetson telefonicznie informuje o tym jej męża] - jest zrozpaczona. La Rue ich wykiwał - miał wyniki autopsji, a mimo to przyjął jej opowieść. W ten sposób Ruth opowiedziała mu o... MOTYWIE jaki mógł mieć ksiądz Logan by zabić Villete'a.

        Skoro rozstali się tej nocy o 23:00, to Logan miał 30 minut aby pójśc i zabić Vilette'a. MOtyw - by pomóc szantażowanej eks-ukochanej, a może wciąż-ukochanej, a także by ratować siebie - ksiądz uwikłany w związki uczuciowe z mężątką... kiepska sprawa dla reputacji kapłana. La Rue ma doskonale skrojoną układankę.

        A ksiądz Logan nie może się bronić skrępowany ślubami zachowania tajemnicy. Cięzar jaki nosi potężnieje...

        cdn

      • grek.grek "Wyznaję [I Confess]" 1953 [4] 31.08.14, 15:31
        Ruth jest zrozpaczona "Chciałam mu pomóc, a dałam im go na talerzu ! Zniszczyłam go !".

        Kiedy przychodzi do Logana, on ją uspokaja, mówi że nic nie mogą już zrobić. I że nie powinna siebie winić za cokolwiek.

        Ruth wychodzi i w dzwiach kościoła spotyka Otto, który akurat wnosi świeże kwiaty na ołtarz. Ksiądz Logan spowiada jakiegoś dzieciaka, a potem idzie na plebanię. Otto biegnie za nim. TO jest fenomenalna scena. Otto Keller jest w niej jak mały złośliwy szkaradny bies - podskakuje zgarbiony przy wyprostowanym idącym pewnym krokiem Loganie i syczy mu do ucha "No co ? Powie ksiądz im o mnie ? JUż się ksiądz boi ? Bo ksiądz jest tchórzem ! Nie może ksiądz tego zrobić ! Ksiądz o tym wie !" Aż wreszcie patrzą sobie w oczy. COś niesamowitego. Jak z jakiegoś horroru teologicznego ;] Aż szkoda, że nie ma tej sceny w jutubie, w ogóle jest tam bardzo mało fragmentów tego filmu. Szkoda, ze tak niewiele scen mogę Wam zalinkować.

        Otto ma stracha nie mniejszego niż Logan. MÓwi do Almy "Ksiądz zaczyna się bać ! Może mnie wydać !". I przygotowuje PISTOLET.

        Tego popołudnia ksiądz Logan udaje się na długą przechadzkę. Zdejmuje go strach, ciązy dylemat - czy mogę ratować życie łamiąc świetą przysięgę ? Idealizm zderzony z żagrożeniem życia.

        Towarzyszy temu następna kapitalna scena - długi marsz Logana ulicami Quebecu, obserwowany z daleka [m.in wspaniałe ujęcie ZZA figury przedstawiającej Jezusa upadającego pod krzyżem], z bliska, pełen dyskretnych ale dramatycznych gestów świadczących o psychicznej walce jaką toczy z samym sobą ksiądz :

        www.youtube.com/watch?v=iRba8SV2MsU&list=PLAjFiFiEC1Mf4XIA1A8WEN24hpyfRCnDK&index=15
        UMyślny od La Rue przychodzi na plebanię by zawiadomić LOgana o kolejnym przesłuchaniu. NIe ma go, a Otto Keller usłużnie informuje że Logan wyszedł pospieszenie, więc policja myśli, że padre dał dyla. Rozsyłają czujki po całym mieście, zatrzymują na ulicach przypadkowych księży. W tym samym czasie podczas obiadu na plebani Alma ze zdenerwowania wypuszcza z rąk wazę z zupą. Niesamowita jest muzyka w tych scenach.

        Ojciec Logan ofk nie uciekł. Po prostu udał się do swojego "ogrodu oliwnego". Potem był w kościele na modlitwie samotnej. A później odwiedził inspektora La Rue...

        Przychodzi dzień procesu. Pierwszy zeznaje doktor przysięgły - wg niego, SUTANNA ZNALEZIONA W RZECZACH OJCA LOGANA [z jego inicjałami] nosi ślady krwi. Krwi tej samej grupy co zamordowanego Villete'a. Dlatego Otto chciał, aby Alma nie prała sutanny, którą ukradł LOganowi idąc do domu Vilette'a.

        Potem zeznaje Otto Keller. Składa laurkę Loganowi - zawsze był dobry, wspaniały, życzliwy, pomocny itd... A potem zeznaje, ze w noc zabójstwa spotkał ojca Logana w kościele. Była 23:45. Ojciec był zdenerwowany, szukał samotności. Otto nie pytał o co chodzi, ale widział że padre ma jakiś wielki kłopot. Zgadzałoby się, nie ? 23:00 - Logan rozstaje się z Ruth, wg jej zeznań. 23:45 - jest w kościele, jak twierdzi Keller. 23:30 ktoś zabił Vilette'a... A ojciec musi milczeć... TEraz nosi na plecach jakieś milion ton. I widać to po nim, siedzącym w ławie dla oskarżonego.

        Następna jest Ruth. MOżna zakładać, ze powtórzyła to wszystko, co już wiemy. Nic nie wnosi do sprawy, a tylko naraża się na grube sugestie prokuratora, że "jej spotkanie z Loganem nie było zapewne epizodem, a po prostu regularnie z nim cudzołożyła". Wyjątkowo cyniczna zagrywka i to w wykonaniu przyjaciela domu. W sądzie nie ma względów dla nikogo.







      • grek.grek "Wyznaję [I Confess]" 1953 [5] 31.08.14, 16:03
        Wreszcie przychodzi pora na samego księdza Logana. Padre nie przyznaje się do sutanny znalezionej w JEGO kufrze. To był znaczyło, że jednak Otto ją skądś indziej przytarmosił. POwiada, zgodnie z prawda, ze nie wie jak ona się w tym kufrze znalazła. Potem prokurator niesmacznie sugeruje mu owo cudzołożenie z Ruth Grandfort. Ojciec z godnością odpowiada, że to były spotkania dwójki przyjaciół. Prokurator kończy efektownym przypomnieniem, że wg Ruth - kiedy Vilette nakrył ich dwoje na schadzce, Logan pchnął go i przewrócił, a zatem "Jest ksiądz zdolny do agresywnych zachowań, by bronić reputacji pani Ruth Grandfort". Ojciec na to "Tak, ale nie do morderstwa !".

        Co do zeznań Kellera ojciec znów musi mówić półprawdami w imię świętych ślubów - to przecież on spotkał Kellera, a nie Keller jego. NIe może wyznać prawdy, mówi więc tylko tyle, że Keller kłamie. Nie spotkali się o "23:45".

        Prokurator próbuje wydobyć od niego "jego wersję prawdy", ale na próżno. Wygłasza więc tonem stwierdzenia, że "Nie powie nam o niej ksiadz, bo ona nie istnieje ! A ksiądz jest winny".

        Sędzia zostawia sprawę do rozstrzygnięcia ławie przysięgłych. POucza ich, że domniemany romans Logana i Ruth, to rzecz nieistotna i nie należy jej brać pod uwagę. Oraz powinni zapomnieć, że oskarżony jest księdzem, to nie może być taryfa ulgowa. Ojciec Logan w tym momencie może przypłacić swoje milczenie śmiercią. Jesli usłyszy "winny" grozi mu stryczek. Albo krzesło elektryczne, w zależności od ówczesnych zwyczajów.

        Obrady są krótkie, widać tylko migawkę z której wynika, że jednak przysięgłych bardziej zajmowała kwestia romansowa.

        Wyrok brzmi : NIEWINNY.

        Ale do tego werdyktu komentarz wygłasza sędzia, który powiada, ze w jego oczach ksiądz Logan jest winny. Czy można sobie wyobrazić gorszą decyzję ? Ksiądz będzie żył... z piętnem mordercy.

        Tutaj następuje kolejna fantastyczna scena - ksiądz Logan opuszcza salę sądową, wychodzi wśród tłumów ludzi, pośród wbitych w niego potępiających spojrzeń, pośród okrzyków "Zdejmij koloratkę !". Gdyby ludzki wzrok i słowa mogły zabijać, Logan już by był martwy. Jest przygnieciony tym wszystkim. Złamany, ale próbuje zachować resztki godności. Alma Keller przygląda mu się z ogromnym poczuciem winy. ONA TEŻ PRZECIEŻ WIE. Jej milczenie zapewne kosztuje ją nie mniej niż jego, ale trwanie w milczeniu jest już znacznie mniej zrozumiałe, chociaż - czy lojalność wobec męża to mniej niż lojalnośc wobec zasad ?

        OJciec Logan wychodzi przed sąd, a tam czeka na niego nienawistny tłum. OKrzyk "Wygłoś nam kazanie !" i feeria histerycznego szyderczego śmiechu. Ksiądz próbuje przejśc do samochodu policyjnego, który ma go odwieźć. Tłum szarpie go, straż sądowa stara się zrobić mu szpaler aby mógł przejśc. Robi się gruba awantura. Tłum zaczyna bijać Logana...

        Z sądu wychodzi roztrzęsiona Alma - widzi co się dzieje i nie wytrzymuje. Krzyczy : zostawcie go ! On jest NIEWINNY !". Wszyscy cichną. Alma biegnie do ojca, a wtedy Otto wyciąga pistolet i strzela do niej. Alma pada. Wybucha panika. Otto ucieka, za nim policja.

        Alma jest śmiertelnie postrzelona, umiera na rękach prokuratora, w asyście La Rue, Logana i Ruth. NIe jest w stanie wyjawić prawdy, mimo że inspektor ją naciska. Umiera wydukawszy tylko "Wybacz mi" do księdza. Po LOganie nie widać zawodu, że nie zdołała go wytłumaczyć, raczej widać cierpienie z powodu jej śmierci. Clift gra to doskonale.

        La Rue pyta Logana o co chodziło Almie. Logan na to, ze nie ma pojęcia.

        Tymczasem policja zagania Otto Kellera w kozi róg. Na samą górę jakiegoś budynku hotelowego. Jest tam jedno wejście. Pod ścianą stoi coś w rodzaju mini-muszli koncertowej. Otto próbuje uciec, szarpie się z kotarą, ale nie ma ucieczki. OKna są pozamykane. Jest w pułapce. Ale ma broń, nie można go ot tak złapać. Policja czai się przy drzwiach. Jest tam La Rue, jest też ksiądz Logan, jest prokurator.

        La Rue, coś już podejrzewając, zagaduje Otta, a ten wypala "Co z Vilettem ? Ksiądz ZACZĄŁ SPIEWAĆ ?". La Rue podnosi spojrzenie na księdza.

        Keller kontynnuje, cały czas majstrując przy zakratowanym oknie "Wysłuchał spowiedzi jak dobry ksiądz, a potem wystarczyło trocvhę wstydu i przemocy i już zaczął sypać !" - o yes, czy to nie przewrotne, że ze wszystkich trojga znających tajemnicę, to Otto okazał się najbardziej przerażony sytuacją ?

        Ruth stoi na schodach, niedaleko drzwi, słyszy to co mówi Keller. Uspokaja się. Ulga na twarzy. Zawraca i wychodzi z Pierrem.

        Wywiązuje się strzelanina. Keller zostaje ranny. Ale wciąż jest groźny. Wtedyt Logan wchodzi do sali i idzie do niego. Sam i bez broni, pomimo napomnień żeby zawrócił.

        Keller mierzy do niego, wyrzuca mu że to wina Logana iż Alma nie żyje. "Zostałem sam. Tak jak ojciec. Przyjaciele odeszli. Od ojca też. Lepiej by było, gdyby ojciec był tak winny jak ja jestem. Zastrzeliliby ojca i już nie musiałby ojciec cierpieć" - niezwykłe słowa jak na puentę zbrodniarza.

        Keller wykonuje jakiś ruch ręką z pistoletem i wtedy policja pakuje w niego kulki. Otto pada, w ostatnim tchnieniu prosi o wybaczenie. UMiera na rękach Logana, który odmawia nad nim modlitwę i zamyka mu oczy. Koniec.

        Uff, kto dotarł aż tutaj - może sobie to chyba dopisać do CV w sportach ekstremalnych :] Dzięki.

        Jeszcze trailer :
        www.youtube.com/watch?v=OozmigeBDkg
        i jeszcze sceny z Cliftem pod muzykę :
        www.youtube.com/watch?v=LzJcjW24bZA
        • pani_lovett Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [5] 31.08.14, 16:51
          Fantastyczny film. Do ostatniej chwili trzyma w napięciu. :)
          Wyobrażacie sobie, że poniósł on komercyjną porażkę, jak podaje wiki, "ze względu na kontrowersje wokół postaci księdza (granej przez Clifta) uwikłanego w romans z kobietą"!

          Przeczuwałam, że wyrzuty sumienia nie dadzą Almie spokoju.


          W jakiej scenie pojawia się reżyser we własnej osobie?

          Ksiądz jest bardzo przystojny. :)
          • grek.grek Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [5] 31.08.14, 17:32
            ten film można opisywać tylko w samych superlatywach :]

            aczkolwiek, mam pewne zastrzeżenia co do postawy inspektora, który jakby pomijał fakt, że
            ksiądz Logan musiałby być mało pojętny i lekkomyślny idąc do Vilette'a w sutannie, a potem tę sutannę [a krwią ofiary] przechowując we własnym pokoju w walizce osobistej. ale - udało się w pewien sposób uniknąć dyskomfortu poprzez bardzo dobre zawiązanie intrygi wokół księdza i mocną linię poszlak obciążających go. co sądzisz na ten temat, Barbasiu ?

            o, nie mam pojęcia :]

            • pani_lovett Re: "Wyznaję [I Confess]" 1953 [5] 31.08.14, 17:57

              > aczkolwiek, mam pewne zastrzeżenia co do postawy inspektora [...]
              > co sądzisz na ten temat, Barbasiu ?

              Zgadzam się z Tobą. :)
    • siostra_bronte "Wschód słońca" 31.08.14, 16:28
      Jutro w Ale kino o 20.10. Prawdziwy rarytas. Amerykański film Friedricha Murnaua z 1927 r. Ten tytuł przewija się na wielu listach najważniejszych filmów w historii kina, nie tylko niemych. Podejrzewam, że to będzie spore wyzwanie, ale zamierzam obejrzeć :)
      • pani_lovett Re: "Wschód słońca" 31.08.14, 16:54
        Koniecznie musisz parę słów napisać po obejrzeniu tego filmu.
        • siostra_bronte Re: "Wschód słońca" 31.08.14, 18:11
          Oczywiście :)
          • siostra_bronte Re: "Wschód słońca" 02.09.14, 19:26
            Obejrzałam i to z dużym zainteresowaniem. Nie mam teraz czasu, ale po powrocie z urlopu postaram się napisać więcej o tym filmie.
            • pani_lovett Re: "Wschód słońca" 02.09.14, 19:30
              Świetnie!

              A kiedy wyjeżdżasz na urlop?
              • siostra_bronte Re: "Wschód słońca" 02.09.14, 19:53
                W sobotę. Wracam w połowie września.
                • pani_lovett Re: "Wschód słońca" 02.09.14, 20:05
                  To jeszcze czas na pożegnania. :)
                  • siostra_bronte Re: "Wschód słońca" 03.09.14, 18:01
                    :)
                • pepsic Re: "Wschód słońca" 02.09.14, 20:07
                  Udanego urlopu, słonecznje pogody i dobrego towarzytswa :)
                  • siostra_bronte Re: "Wschód słońca" 03.09.14, 18:01
                    Dziękuję :)
    • grek.grek Wenecja 2014 [dzień 4] 31.08.14, 17:24
      dziś trochę większa baterija :]

      www.rp.pl/artykul/9146,1137228-Al-Pacino-w-Wenecji--Wenecja-2014.html
      film.onet.pl/wiadomosci/71-festiwal-filmowy-w-wenecji-dwa-razy-al-pacino/gdlc0
      www.filmweb.pl/article/WENECJA+2014%3A+Zawód+rzeczywistością-107005
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=19004
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=19006
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 4] 31.08.14, 18:02
        „The Humbling" Barry'ego Levinsona oraz „Manglehorn" Greena. Dwie dobre role Ala Pacino! Dobrze wiedzieć. :)
        • grek.grek Re: Wenecja 2014 [dzień 4] 01.09.14, 13:25
          Yup :]
          ciekawe, czy oba filmy były w konkursie głównym, czy w dwóch róznych sekcjach [o ile tam są takowe podziały ?] ?

          tematycznie brzmią ciekawie, człowiekiem w człowieku się zajmują, a to zawsze ma swoje znaczenie, jak sądzę.
    • siostra_bronte "Westerplatte" 31.08.14, 18:17
      Zapowiadam rzutem na taśmę. Dzisiaj o 22.20 w Jedynce. Znakomity film Stanisława Różewicza z 1967 r. z wybitną rolą Zygmunta Hubnera. Odwieczny polski dylemat: umierać za przegraną sprawę czy wybrać pragmatyzm rzadko kiedy w naszym kinie brzmiał tak dramatycznie. Pora późna, ale może jednak ktoś obejrzy.
      • grek.grek Re: "Westerplatte" 01.09.14, 16:11
        Siostro, jesteś miłośniczką kina wojennego ?

        stare filmy wojenne mają swój styl, środków technicznych dostępnych dzisiaj reżyserzy nie mieli, kombinowali więc z takim prowadzeniem akcji, żeby klimat był najważniejszy. jak ktoś chce zobaczyć prawdziwą wojnę, to ma kadry z kronik filmowych - choćby te, na których żołnierze przeprowadzają ostrzał artyleryjski albo z katiuszy - efekt dźwiękowo-wizualny tylko kilku takich momentów przebija wszystkie filmowe tricki.
        • siostra_bronte Re: "Westerplatte" 01.09.14, 16:32
          Tak bym tego nie określiła :)

          Owszem, bardzo lubię klasyki kina wojennego, jak niedawno opisywany " O jeden most...", "Tora, tora, tora!", "Bitwa o Midway", itd. Miały naprawdę epicki rozmach, a na dokładkę naprawdę interesująco pokazywały historię.

          "Westerplatte" jest bardzo ciekawy ze względu na ten dylemat: polski romantyzm versus pragmatyzm. Major Sucharski chciał się poddać, aby ratować pozostałych przy życiu żołnierzy. Inni oficerowie nie chcieli się zgodzić, bo Bóg, honor, ojczyzna, moralne zwycięstwo, itd. W tym filmie brzmi to naprawdę dramatycznie.

          Co do efektów, rzeczywiście nie były one najważniejsze. A jednak widać było grozę wojny. Czytałam komentarze, że przy tym filmie nowe "Westerplatte" wygląda bardzo ubogo, mimo lepszych środków technicznych (nie wspomnę oczywiście o wartości artystycznej).

          • siostra_bronte "Śmiertelne zmęczenie" 01.09.14, 16:34
            Dzisiaj o 23.20 w Kulturze. Świetna, francuska komedia, którą już opisywaliśmy. Bardzo nam się podobała, tylko Barbasia trochę narzekała :) Szkoda, że tak późno, bo chętnie obejrzałabym ponownie.
            • siostra_bronte Re: "Śmiertelne zmęczenie" 01.09.14, 16:35
              I znowu źle się podczepiłam. To ze zmęczenia :)
          • pani_lovett Re: "Westerplatte" 01.09.14, 23:31
            siostra_bronte napisał(a):


            > "Westerplatte" jest bardzo ciekawy ze względu na ten dylemat: polski romantyzm
            > versus pragmatyzm. Major Sucharski chciał się poddać, aby ratować pozostałych p
            > rzy życiu żołnierzy. Inni oficerowie nie chcieli się zgodzić, bo Bóg, honor, oj
            > czyzna, moralne zwycięstwo, itd. W tym filmie brzmi to naprawdę dramatycznie.

            Podpisuję się pod tym komentarzem. Trzeba ten film obejrzeć.
    • grek.grek Wenecja 2014 [dzień 5] 01.09.14, 16:07
      1 nowego miesiąca, więc 10 płatnych artykułów w GW dostępnych za free ;]
      w związku z tym recenzja [zaległa] "Birdmana" :
      wyborcza.pl/1,75475,16541594,Prosto_z_Wenecji__na_poczatek_lot_63_letniego_Batmana.html
      i reszta [w tym jedna zaległa recenzja "Birdmana"] :

      film.onet.pl/wiadomosci/71-festiwal-filmowy-w-wenecji-dzien-piaty-opowiesci-o-sercu/q24xq
      www.rp.pl/artykul/1135846,1137344-The-Cut-Fatiha-Akina--Relacja-Barbary-Hollender--z-Wenecji.html
      www.filmwe.pl/article/WENECJA+2014%3A+Mexican+standoff-106976
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=19017
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 5] 02.09.14, 17:30
        "3 coeurs" Benoît Jacquot z Charlotte Gainsbourg i Catherine Deneuve francuski gniot na festiwalu w Wenecji.
      • pani_lovett Re: Wenecja 2014 [dzień 5] 02.09.14, 20:03
        www.filmweb.pl/article/WENECJA+2014%3A+Mexican+standoff-106976
        Jeden link nie działa, więc wklejam ponownie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka