Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 4 (vol. 54)

    • grek.grek Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990] 07.04.15, 16:02
      o 22:20 Cultura :]

      znów Chiny lat 20-tych.
      tym razem story o młodej żonie starego właściciela farbiarni, który źle ją traktuje, ona go zdradza z jego bratankiem, zachodzi w ciążę i rodzi syna. Farbiarz zasadza się na dzieciaka, a kiedy nie udaje mu się go zgładzić, wpaja mu przekonanie, ze on jest jego ojcem.

      nie weim, czy nie za dużo zdradza ten opis, ale taki znalazłem w zapowiedziach :]

      przez 2 lata leżał w Chinach na indeksie zakazanych z powodów politycznych.
      • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990] 08.04.15, 12:47
        skoczyliście ?

        ależ przewrotny, inteligentny, znakomity film.

        Fabuła [na wszelki wypadek ;] :

        Stary właściciel farbiarni, Jin kupuje sobie młodą żonę, tytułową Ju Dou. Traktuje ją najgorzej jak to tylko możliwe. Znęca sie i bije.

        Ju Dou podoba się bratankowi starego, Tianowi Qunigowi Pogląda ją zaintrygowany jej urodą i kiepsko znosi to jak dziewczyna jest obijana przez jego wuja. Nie ma jednak odwagi przeciwstawić się staremu. Nawet wtedy, kiedy Ju Dou, która zauważyła, ze podoba się chłopakowi, z płaczem stwierdza, że długo tak nie wytrzyma.

        Tian Quing z trudem znosi odgłosy z sypialni wuja i Ju. Nawet w porywie gniewu łapie za tasak, ale nie potrafi przełamać się i tylko z całej siły wbija go w drewnianą ścianę.

        Stary maltretuje młodą żonę z dwóch powodów - dlatego, że jest impotentem oraz dlatego, bo... bo MOŻE, bo sprawuje nad nią władze, która wyraźnie rzuca mu się na mózg, o ile stary go ma.

        im dalej w las, tym więcej drzew, a krew nie woda. w końcu połączeni strachem i świadomością poniżenia Tian Quing i JU Dou zostają kochankami. Z tego związku rodzi się syn, Tian Bai.

        Wszyscy są szczęśliwi. JU Dou i Tian Quing w ukryciu, bo przecież nie mogą wyznac światu, że to ich dzieło. Oficjalnym ojcem jest stary Jin. Młodzi kochankowie spotykają się ukradkiem i rozwkita uczucie między nimi.

        Pewnego dnia stary idzie do miasta i już nie wraca. To znaczy wraca, ale sparaliżowany. Kara boska chyba go dopadła ;] Nogi dziadowi odmawiają posłuszeństwa i od tej pory może najwyżej pełzać albo porusza się w beczce na kółkach.

        Ju Dou triumfuje. Wraz z Tian Quingiem. Stary dowiaduje się tego, czego możliwe domyślał się wcześniej sam, pomimo radości z potomka - że to jego bratanek jest prawdziwym ojcem.

        Stary pomstuje na nich, wygraża, zapowiada karę od bogów, która ma na nich spaść. A kiedy kara nie nadchodzi, sam postanawia ją wykonać. Najpierw próbuje niemowlaka wyrzucić z kołyski. Potem podpala farbiarnię. Młodzi w porę interweniują i zapobiegają tragedii.

        Ju Dou naciska na Tian Quinga,żeby zabił starego, ale Tian waha się, nie może odciąć się od choćby resztek tradycji posłuszeństwa wobec starszego i opiekuna.

        Ju Dou wie, że stary dziad zasługuje na śmierć, ale zamiast niej - dziewczyna postanawia go torturować. A najlepszym tego sposobem jest zawieszenie go w tej becze u sufitu i zmuszenie do tego, by przyglądał się jej szczęściu z Tian Qungiem. I rzeczywiście, dziadyga nie może znieśc tego widoku. Generalnie, powinni mu zaprezentować całyu zestaw z Kamasutry, ale wtedy mógłby paść na zawał i zabawa by się skończyła ;]]

        Nie doceniają dziada. KIedy mały Tian Bai zaczyna cokolwiek rozumieć ze świata, stary Jin sączy mu do ucha propagandę - mówi mu, że to ON jest jego ojcem, a Tian Quing - bratem. Na zewnątrz wersja ciągle jest ta sama, ludzie sądzą, ze to Jin jest ojcem, a Tian bratem, ale dla Tiana Quinga i Ju Dou fatalne jest to, że chłopiec naprawdę wierzy w to, że stary dziad jest jego tatusiem. TEraz Jin triumfuje, patrząc jak chłopiec wdrukowuje sobie w głowę wersję, którą on mu podyktował.

        jednocześnie, Ju Dou zaczyna mieć bóle. Okazuje się wkrótce, że to kontuzja macicy i nie będzie mogła mieć więćej dzieci. Lekarz dziwi się, że partalityk mógł spowodować jakiś uraz u żony, nie wie że Ju Dou sypia od dawna tylko z Tian Quingiem. Swoją drogą, co tam zaszło ?

        mały rośnie i jest dziwny. Przypatruje się matce z milczeniu, co ją zupełnie przeraża.

        A któregoś dnia, mały Tian Bai zauważa jak skrada się do niego Jin - stary zasuwa w tej beczce na kółkach. I tak jakby chciał chłopca zepchnąć do kadzi z farbą. Mały zauważa starego, który się zdradziecko uśmiecha. Umyka mu raz, drugi, a potem sam spycha go do tej kadzi. Stary się topi, a mały się cieszy. Ju Dou i Tian Quing znajdują Jina pływającego nogami do góry.

        PO smierci starego - Rada [same stare pierniki, chyba to jakaś rada mędrców albo coś takiego] decyduje, że Tian Quing musi sikę wyprowadzić, bo nie sposób by mieszkał sam na sam z obcą kobietą. Zaś Ju Dou ma zakaz wychodzenia po raz drugi za mąż.

        Jednocześnie, wobec pogłosek które dotarły do Rady, Ju Dou i Tian Quing mają przejść test. Podczas pogrzebu Jina 49 razy będzie zatrzymywany kondukt żałobny, a oni 49 razy mają rozpaczać pokazowo, aby udowodnić, ze naprawdę żałują śmierci Jina. To ma być dowód na to, że za jego życia nie łączył ich romans.

        No i rozpaczają, a towarzystwo przygląda się, czy aby dostatecznie się przykładają do rzucania się za trumną, tarzania w liściach i wydzierania się z żalu. Na samym szczycie konduktu siedzi ich SYN i patrzy władczo z góry. SYN czyli właściwy morderca. Niezwykła scena. Ten chłłód wiejący od tego chłopca, brr.

        Ju Dou i Tian Quing pracują razem z farbiarni, ale mieszkają osobno. Ukradkiem spotykają się na schadzkach. JU Dou proponuje mu, żeby wyjechali, zostawili ten cały pie,prznik, zaczęli od nowa w innym miejscu. I znów Tian Quing nie potrafi znaleźć w sobie jej siły i energii. Odmawia, tłuimacząc to tym, że nie mogą zostawić rodzinnej farbiarni. No i syn nie powinien zmieniać otoczenia. Ju Dou jest gotowa na wszystko dla ich szczęścia, Tian Quing nie ejst gotów na nic poza trwaniem w miejscu. W pewnym momencie dopadają go nawet wyrzuty sumienia po zmarłym wuju i kiedy JU Dou pozwala sobie na ostrą uwagę o nieboszczyku - odruchowo Tian uderza ją w twarz. Epizod, o którym oboje zapominają, ale doskonale pokazujący jak trudno im pozbierać się do kupy w tej sytuacji, w jakiej się znaleźli.

        cdn
        • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 08.04.15, 13:10
          Po mieście kursują plotki o ich romansie. Nawet one, nawet rozbawienie lub oburzenie ludzi, nie jest w stanie pchnąć Tian Quinga do decyzji o wyjeździe.

          Mija 7 lat od śmierci Jina.
          Tian Bai ma już dobre 10-12 lat. Krępy, z ogoloną głową, silny ponad wiek i milczący. To milczenie jest najgorsze. I jego przenikliwy wzrok. Szybko chodzi, cały ponury i traktuje Tian Quinga jak nieproszonego gościa. szpieguje matkę. Dezorganizuje im nawet rozmowy w farbiarni. A kiedy docierają do niego plotki o romansie "brata" i matki - gania z tasakiem tego, który je rozpowszechnia.

          w którymś momencie, matka już dłużej nie chce nic ukrywać przed nim - wykrzykuje mu wprost, że Tian Quing nie jest jego bratem, lecz OJCEM. Krzyczy w światełko pokoju, w którym zamyka się Tian Bai.

          Tian Quing jest pesymistą "Będzie coraz gorzej", powiada.
          Spotykają się w starej ni to studni, ni to szybie jakimś ? Duszno tam bardzo, ale jest im dobrze, kiedy tak sobie leża przytuleni do siebie i ze śmiechem wspominają początki swojej znajomości.

          Mdleją z gorąca. Tian Bai biega i szuka ich wszedzie. A kiedy znajduje - najpierw wynosi na własnych plecach matkę.

          Potem wyciąga Tian Quinga. Ale nie po to, by go ocalić, lecz by go zabić. Wrzuca to do kadzi z farbą. Tian Quing momentalnie cuci się, udaje mu się złapać jakiegoś kawałka urządzenia farbiarskiego i wystawić głowę ponad ciecz. Łapie powietrrze, ale Tian Bai nie daje mu odetchnąć. Podbiega z lagą drewnianą i pomimo rozpaczliwego krzyku JU Dou - bije w głowę Tian Quinga kładąc go trupem na miejscu.

          Niezwykłe jest to, ze tę scenę wzmacnia gwałtownie zjeżdzający na wodę fragment zafarbowanej na czerwono szarfy. Roluje się dynamicznie na jakimś wyciągu do farbowania. Podobny obrazek towarzyszył scenie pierwszego seksu Ju Dou z Tian Quingiem, kiedy to został poczęty Tian Bai.

          W finałowej scenie zgorzkniała JU Dou podpala farbiarnię, a ekran zalewa żółły rozmazany kolor.

          Bardzo ciekawe są te szarfy róznokolorowe, które bohaterowie rozwieszają na wyciągach i "grzędach" w farbiarni. W sensie praktycznym, zapewne są to próbki farby produkowanej w zakładzie, ale z pewnością ich symbolika musi być znacząca. Są róznokolorowe, co sugeruje w oczywisty sposób, że ich pojawianie się w trakcie, tuż przed, lub tuż po, kolejnych scenach ma walor informacyjny. Ciekawe jaki ? Macie jakieś pomysły ?

          czerwony sugeruje namiętność i gniew, to raczej i w chińskim języku symboli barw chyba pozostaje jasne. Żołty ? zniszczenie, rozczarowanie, nicość ?

          Jesli starego Jina traktować jako symbol starej władzy chińskiej, czyli zamordyzmu opartego na patriarchacie roszczącym sovbie prawo do przemocy, to kim jest młody surowy i bezwzględny Tian Bai ? Wydaje się, ze chyba współczesną Zhangowi odmianą tej samej tradycji.

          to by była wysoce pesymistyczna wersja historii. Młodzież wypowiada posłuszeństwo systemowi, ale nie mają dośc energii by system obalić, więc ten indoktrynuje wnuki i wnuki biorą za twarz wszystkich po kolei.

          do czego prowadzi postawa Tian Baia ? do niczego chyba, nie sądzicie ? Do władzy dla władzy, albo jest to pokaz samego mechanizmu przejmowania kontroli za pomocą bezwzględnego terroru, z którego dopiero wyewoluują rózne odmiany totalitarnej kontroli i podporządkowania społeczeństwa.

          z drugiej strony, po 2 latach bycia na cenzurowanym - ten film zdobył nominację do Oscara dla filmu zagranicznego, a więc Partyja w Chinach dostrzegła w nim jakiś walor korzystny dla jej wizerunku. Tylko JAKI, bo raczej wygląda on jak krytyka patriarchatu, tradycji oraz metod jakimi współczesne Zhangowi pokolenie złapało za stery władzy by w jej imię pacyfikować opór społeczny, brać za twarz Tybet i generalnie mieć ponurą gębą małego Tian Baia ?
          • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 08.04.15, 17:26
            Dopowiem tylko:
            >[i]Stary maltretuje młodą żonę z dwóch powodów - dlatego, że jest impotentem

            a bardzo pragnie mieć syna, dziedzica , którego nie dały mu dwie poprzednie żony.

            Kiedy Ju Dou zachodzi wreszcie w ciążę Jinshan jest szczęśliwy, jest dla niej dobry, dba o nią.

            > Mija 7 lat od śmierci Jina.
            > Tian Bai ma już dobre 10-12 lat. Krępy, z ogoloną głową, silny ponad wiek i mil
            > czący. To milczenie jest najgorsze. I jego przenikliwy wzrok.

            Ma ponury, zacięty wyraz twarzy i tendencje do okrucieństwa. Jak na ironię przypomina bardziej męża matki, starego okrutnika Jinshana , niż swojego biologicznego ojca, łagodnego i dobrego Tian Quinga.


            Bardzo ciekawe są te szarfy róznokolorowe, które bohaterowie rozwieszają na wyc
            iągach i "grzędach" w farbiarni. W sensie praktycznym, zapewne są to próbki far
            by produkowanej w zakładzie,


            To nie próbki farby, a ufarbowane na różne kolory porozwijane bele bawełnianego materiału, pierwotnie białego.


            jednocześnie, Ju Dou zaczyna mieć bóle. Okazuje się wkrótce, że to kontuzja macicy i nie będzie mogła mieć więćej dzieci. Lekarz dziwi się, że partalityk mógł spowodować jakiś uraz u żony, nie wie że Ju Dou sypia od dawna tylko z Tian Quingiem. Swoją drogą, co tam zaszło?

            Zapalenie macicy! Podejrzewam, że jest tu zawoalowana informacja o tym, że Ju Dou dokonała aborcji (aborcja to jedna z przyczyn zapalenia macicy). Pamiętasz? Ze dwa razy Ju Dou mówi , że spóźnia jej się krwawienie. Z wiadomych względów była przerażona ewentualną ciążą.
            • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 09.04.15, 15:53
              dzięki, Barbasiu :]
              same celne uwagi.

          • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 08.04.15, 18:08
            czerwony sugeruje namiętność i gniew, to raczej i w chińskim języku symboli barw chyba pozostaje jasne.

            >Żołty ? zniszczenie, rozczarowanie, nicość ?

            Ciekawa sprawa z tym kolorem żółtym.
            Żółty kolor w kulturze chińskiej zarezerwowany był dla władcy, dla cesarza. Miał pozytywne konotacje, był synonimem władzy, bogactwa.

            Ale znalazłam w necie ciekawą informację na temat symboliki, która być może wyjaśnia, dlaczego żółta barwa dominuje w tragicznym finale filmu. Żółty jest kolorem kojarzonym z buddyzmem ( Budda nosił żółte tuniki ), w tej perspektywie żółty symbolizuje bycie wolnym od ziemskich spraw.

            www.nationsonline.org/oneworld/Chinese_Customs/colours.htm
            Jesli starego Jina traktować jako symbol starej władzy chińskiej, czyli zamordyzmu opartego na patriarchacie roszczącym sovbie prawo do przemocy, to kim jest młody surowy i bezwzględny Tian Bai ? Wydaje się, ze chyba współczesną Zhangowi odmianą tej samej tradycji.

            Roger Ebert pisze , że jeśli starego farbiarza potraktować jako przykład starego porządku, maoizmu, jak wspomniałeś, to chłopak Tian Bai byłby symbolem Czerwonej Gwardii, hunwejbinów – (komunistyczna organizacja młodzieżowa działająca w Chinach podczas rewolucji kulturalnej, w latach 1966-1968).

            pl.wikipedia.org/wiki/Hunwejbini
            • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 08.04.15, 18:13
              Ale znalazłam w necie ciekawą informację na temat symboliki barw w kulturze chińskiej, która być może wyjaśnia, dlaczego żółty kolor dominuje w tragicznym finale filmu.
            • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 08.04.15, 18:46
              >Żółty jest kolorem kojarzonym z buddyzmem ( Budda nosił żółte tuniki ), w tej perspektywie >żółty symbolizuje bycie wolnym od ziemskich spraw.

              Od trudów, cierpień...

              Optymistyczna nutka pobrzmiewająca w tragicznym finale?
            • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 09.04.15, 15:57
              zołty sugerowac może samobójstwo Ju Dou w finale ? to by mogło sugerować owo "wyzwolenie od ziemskich spraw". Jak sądzisz ?

              świetna uwaga, Barbasiu.
              czasami krytyk też się przyda, prawda ? ;]
              tak właśnie gdzieś tam sądziłem, ze postawa chłopca musi być jakoś związana z
              konkretną grupą i/lub momentem historycznym w dziejach Chin.
              • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 09.04.15, 19:26
                grek.grek napisał:

                > zołty sugerowac może samobójstwo Ju Dou w finale ? to by mogło sugerować owo "w
                > yzwolenie od ziemskich spraw". Jak sądzisz ?

                Tak, właśnie odczytałam ostatnią scenę, jeszcze zanim znalazłam informację na temat symboliki koloru żółtego . Ju Dou ginie w płomieniach, po tym jak sama podpaliła farbiarnię z rozpaczy po śmieci ukochanego Tain Quinga.

                To samo wiki podaje na temat symboliki koloru żółtego w kulturze chińskiej:
                en.wikipedia.org/wiki/Color_in_Chinese_culture#Yellow
                Yellow also represents freedom from worldly cares and is thus esteemed in Buddhism. Monks’ garments are yellow, as are elements of Buddhist temples.


                > świetna uwaga, Barbasiu.
                > czasami krytyk też się przyda, prawda ? ;]

                Prawda, hehe! :)

                > tak właśnie gdzieś tam sądziłem, ze postawa chłopca musi być jakoś związana z
                > konkretną grupą i/lub momentem historycznym w dziejach Chin.

                W zasadzie dobrze odczytałeś symbolikę chłopca, tylko nie nazwałeś odpowiednim określeniem.

                • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 10.04.15, 14:43
                  ciekawei byłoby obejrzeć raz jeszcze\, tym razem ze znajomością wszystkich kolorów,. tzn. ich znaczeń, bo te farbowane materiały co chwila szusują w tle, dodając sensy do kolejnych scen.

                  dzięki :] wyszła moja ignorancja historyczna, ale na szczęście są lepiej ode mnie zorientowani w temacie, hehe. Wespół w zespół, jak to mawiają, rozszyfrowany został przekaz.
                  • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 12.04.15, 17:38
                    To prawda. W scenie kiedy, Ju Dou skarży się na swój los Tianqingowi, na wielkiej suszarce suszą się czerwone i zielone pasy ufarbowanej tkaniny.

                    Trzeba zdobyć wspomnianą przeze mnie monografię twórczości Zhaga. Przypuszczam, że są tam zawarte uwagi na temat symboliki także innych kolorów poza czerwonym.

                    Człowiek się uczy całe życie!
                    • grek.grek Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 12.04.15, 17:58
                      o właśnie.

                      te kolory zjawiają się ostentacyjnie, w pozie informującej. ich znaczenie z pewnością wzmacnia nie tylko przekaz płynący z odegranych scen, ale wspomaga go dodatkowymi sensami.

                      "Człowiek się uczy całe życie !"

                      ... a na końcu i tak "wie, że nic nie wie" :]
                      • barbasia1 Re: Zhang Yimou po raz 2 : "Ju Dou" [1990 12.04.15, 19:10
                        Tak.


                        > "Człowiek się uczy całe życie !"
                        > ... a na końcu i tak "wie, że nic nie wie" :]

                        Niestety, prawda. :)
    • 82adrian Służby Specjalne (HBO) 07.04.15, 19:16
      W niedzielę była premiera, a w tę środę o 22:10 w HBO będzie emitowany film Patryka Vegi ''Służby specjalne'', którego wersja serialowa była emitowana niedawno w Drugim Programie Telewizji Polskiej.

      Film jest zdecydowanie lepszy, a obsada jest rewelacyjna: świetny Janusz Chabior w roli byłego esbeka, Wojciech Machnicki jako generał WSI i przełożony bohaterów, znana z Oscarowej ''Idy'' Agata Kulesza jako onkolog i Andrzej Grabowski w roli zakonnika.

      Obraz Vegi przedstawia m.in. rozwiązanie WSI oraz tragiczną śmierć Barbary Blidy, morderstwo Eugeniusza Wróbla, samobójstwo Andrzeja Leppera czy piekło wojny w Afganistanie.
      • barbasia1 Re: Służby Specjalne (HBO) 08.04.15, 17:35
        82adrian napisał(a):

        > W niedzielę była premiera, a w tę środę o 22:10 w HBO będzie emitowany film Pat
        > ryka Vegi ''Służby specjalne''

        Adrian, jesteś zwolennikiem, sympatykiem teorii spiskowych?
        Przekonuje Cię Patryk Vega?
        • 82adrian Re: Służby Specjalne (HBO) 08.04.15, 19:15
          Ja nie wierzę teoriom ale polecam, bo film ciekawy.
      • pepsic Re: Służby Specjalne (HBO) 08.04.15, 19:37
        Nie wiem, co mnie bardziej zadziwiło: że prorządowa publiczna telewizja puszcza serial o tak oczywistym wydźwięku, w dodatku tuż przed wyborami, czy że wynikające z niego treści spływają po społeczeństwie, jak po kaczce.

        Podczas paru zaledwie odcinków wyłapałam okoliczności wylewu przewodniczącego komisji orlenowskiej Józefa Gruszki.

        • barbasia1 Re: Służby Specjalne (HBO) 09.04.15, 17:55
          pepsic napisała:

          > Nie wiem, co mnie bardziej zadziwiło: że prorządowa publiczna telewizja puszcza
          > serial o tak oczywistym wydźwięku, w dodatku tuż przed wyborami, czy że wynika
          > jące z niego treści spływają po społeczeństwie, jak po kaczce.

          No co Ty , Pepsic, chciałabyś, żeby ludzie brali pomysły twórców filmu i serialu za prawdę i tym się ekscytowali?
          • pepsic Re: Służby Specjalne (HBO) 11.04.15, 20:11
            Każdy ma prawo do wniosków.
          • maniaczytania Re: Służby Specjalne (HBO) 12.04.15, 19:27
            a jesteś pewna, że to na pewno wymysły? ;)
            • pepsic Re: Służby Specjalne (HBO) 22.04.15, 21:19
              Patryk Vega wyjaśnia wątpliwości
              • barbasia1 Re: Służby Specjalne (HBO) 23.04.15, 17:32
                Dzięki. Ciekawa rzecz. Przeczytam wieczorem. :)
    • mozambique "JAck Strong" 08.04.15, 12:00
      tym razem zapytam szanownego towarzystwa co mysli na ten temat ?

      bo ja mam uczucia mieszane - z jednej strony dobra filmowa robota, nie ma co gadac, z drugiej - jednak postac mocno wybielona ze skrzetnie ukrytymi brudami obyczajowymi

      z trzeciej - Amerykanie musieli miec radochę - tu przejęty superszpion o imieniu i nazwisku jendego z najbardziej niebezpiecznych seryjnym morderców w USA
      • grek.grek Re: "JAck Strong" 08.04.15, 15:32
        Pepsic oglądała, wystawiła mu taką sobie słabą trójką chyba.
        "Z sympatii dla płk Kuklińskiego nie skreśliła, ale Pasikowskiego, wg niej, stać na więcej".

        sam nie widziałem, więc cicho siedzę. rozkręce się dopiero, jak przyjdzie do krytykowania ;]

        w sumie, mam odwrotnie do Pepsic : z sympatii dla Pasikowskiego - chętnie obejrzę, a o Kuklińskim
        mam osobne zdanie. czyli, coś tak blisko może i będzie do Twoich wrażeń i ocen.

        czekam aż pokażą w polish TV.

        a jak to było u Ciebie ? DVD ? Kino ?
        • mozambique Re: "JAck Strong" 09.04.15, 09:55
          ja 0 kablowka nagrana i obejrzana w wolnej chwili - tez tak sobei to odebralam bo w filmie pulkownik nie ma najmniejszej skazy gdy w wiadomo ze w realu , w zyciu prywatnym byl conajmniej lekko na bakier z uczciwoscią i moralnością i wiernością . CZego akurat Dorocinskiemu oszczędzono
      • barbasia1 Re: "JAck Strong" 08.04.15, 17:33
        Pasikowski nie kryje sympatii i podziwu dla pułkownika Kuklińskiego, w ten sposób poniekąd narzuca widzowi swój odbiór tej postaci, nie daje mu możliwości wyrobienia sobie o nim własnej opinii.


        Też czekam na seans w TV.
        • pepsic Re: "JAck Strong" 08.04.15, 19:45
          Przede wszystkim Pasikowski marnuje nośny temat i stawia na złego konia, jako że Dorociński nie daje rady stwarzając papierową, jednowymiarową postać. Prawdziwe emocje wywołuje inauguracyjna scena, potem napięcie spada.
    • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [1992 08.04.15, 16:32
      22:55 dzisiaj.

      akcja oczywiście w Chinach się odbywa :]
      młoda chłopka jeździ po całym kraju, żeby uzyskać wsparcie dla sprawy swojego męża, który
      został pobity przez członka starszyzny w wiosce, w której oboje mieszkają.

      Złoty Lew w Wenecji i znakomite recenzje all over the world :]

      skok wydaje się tutaj koniecznością dziejową ;]]
      • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [199 08.04.15, 16:47

        > skok wydaje się tutaj koniecznością dziejową ;]]

        Hehehe! Otóż to. Skaczemy. Choć film kończy się strasznie późno. :)


        • siostra_bronte Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [199 08.04.15, 17:22
          Niestety, ten przegląd Yimou odpuszczam sobie. Muszę się wreszcie wyspać. Ale liczę na powtórki.
          • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [199 08.04.15, 17:29
            Jutro ja będę zmuszona odpuścić, Film "Żyć!" zaczynie się dopiero o północy.
            Oczywiście liczymy na Ciebie , Greku!
            • mozambique "Wilk z Wall Street" 09.04.15, 10:02
              ponoc super arcydzielo Scorsese, oceniony na najlpeszy w jego dorobku

              jak filmy pana rezysera obejrzalam chyba wszystkei i powiem szczerze - "Wilka" nie zdzierżyłam , mimo wielkiej checi, ochoty , sympatii dla Leonarda odpuscilam sobei po jakichs 20 minutach - za duzo mnie atakkowalo z ekranu ..ujów, ..utasów..., ..erdolenia, ..urw i tak dalej a malowniczy damski tyłek w pierwszych scenach przyjmujący kokainę w odpowiedni otwór rozmiękczył mnie . NIe dalam rady dalej


              do tego "makkonachej " w wersji mocno odstreczającej

              nie jestem pruderyjna i jakos pamietam ze swe wczesniejsze doskonale dzieła , tez dosc niegrzeczne MIszczu robił jednak bez takeigo epatowania rynsztokiem i jakos mu wychodziło
              • angazetka Re: "Wilk z Wall Street" 09.04.15, 13:06
                Jak dla mnie epizod Matthew McC to najlepsze, co było w tym filmie. Gdyby były Oscary za role epizodyczne, dałabym mu go bez wahania.
                Poza tym jednak zgadzam się z twoją oceną. Bardzo, bardzo męczący film, oglądałam z trudem, zwłaszcza drugą połowę. DiCaprio niewątpliwie jest świetny, ale - moim zdaniem - widać, jak strasznie wysiłkowo gra, "no dajcie mi Oscara". To męczyło dodatkowo.
              • grek.grek Re: "Wilk z Wall Street" 09.04.15, 16:06
                mocne opinie : "arcydzieło", "najlepszy w dorobku Scorese" :]

                hehe, tych kwiatków ponoć jest historycznie rekordowa ilość.

                ale "malowniczy damski tyłek przyjmujący kokainę..." - no to mnie zaciekawiło jako żywo,
                aż nie mogę się doczekać seansu ;]]

                nie widziałem tego filmu [ jeszcze], ale... może ten język, tyłek, kokaina i cała reszta, to
                po prostu koloryt portretowanego środowiska, który nie tyle ma zniesmaczyć widownię, co
                pokazać jakąs prawdę o świecie [wycinku świata] ?
                • siostra_bronte Re: "Wilk z Wall Street" 09.04.15, 16:48
                  Z tego co mi się obiło o uszy, to film, chcący, lub niechcący gloryfikuje swoich bohaterów i ich tryb życia. Przy okazji, nikt mnie nie zmusi do oglądania Leo w tej roli :)
                  • angazetka Re: "Wilk z Wall Street" 13.04.15, 13:02
                    Aż tak Leosia nie lubisz?
                • angazetka Re: "Wilk z Wall Street" 13.04.15, 13:00
                  Pewnie ma, ale jednocześnie zniesmacza. Nie jestem jakoś szczególnie wrażliwa na mocny język czy pewien poziom wulgarności ogólnej na ekranie, ale tutaj przetrwałam seans z najwyższym trudem.
              • pepsic Re: "Wilk z Wall Street" 13.04.15, 15:16
                Ja byłam w kinie, więc było mi łatwiej. A takim wrażeniami się podzieliłam:

                Dynamiczne, dopracowane w każdym calu dzieło z rozmachem iście hollywoodzkim, tyle że z zerowym przesłaniem. Leonardo daje radę, wymiata Matthew McConaughey udzielający nauki zawodu w trzecioplanowej roli. Raczej komediodramat, nawet zabawny. Trochę za długi. O maklerze giełdowym, który tak samo szybko dorabia się oszałamiającej fortuny, jak traci.

                Ominęła Cię zatem mocno nieprzyzwoita scena, kiedy przyjaciel bohatera publicznie na oczach tłumów onanizuje sie na widok ponętnej laski.
            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [199 09.04.15, 16:01
              hehe, postaram się nie zawieśc, Barbasiu :]

              2-godzinny film o północy - heh, pomysł dość ryzykowny, ale jako
              lecą podług chronologii, to inaczej wyjśc nie chciało ;]

              • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju&# 09.04.15, 18:01
                grek.grek napisał:

                > hehe, postaram się nie zawieśc, Barbasiu :]
                >
                > 2-godzinny film o północy - heh, pomysł dość ryzykowny, ale jako
                > lecą podług chronologii, to inaczej wyjśc nie chciało ;]

                Szkoda, że dali ten film o północy, zapowiedź brzmi bardzo zachęcająco:

                Chiny poczatek XX wieku; epicka saga ukazujaca losy członków pewnej rodziny. Po wojnie domowej i przejęciu władzy przez komunistów, bankructwo Fugui i Jiazheny okazuje się być szczęściem w nieszczęściu. Rodzina musi stawić czoło wojennej zawierusze, rewolucji kulturalnej i terrorowi Mao Tse Tunga.Dzięki woli przeżycia, zachowaniu więzów rodzinnych, udaje się jej pokonać największe nieszczęścia i przeciwności losu.
                www.telemagazyn.pl/film/16445/zyc



                Liczę na szybką powtórkę.
          • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" [199 09.04.15, 15:59
            powtórki na pewno będą, Siostro :"]

        • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" - opis [1 09.04.15, 12:56
          Kolejny znakomity film, znów z mocną przewrotną puentą, silną postacią kobiecą i przenikliwym rzutem oka na Chiny. fantastyczna rola Gong Li [prywatnie żony Zhanga].

          Rzecz się dzieje współcześnie.
          Chińska prowincja. W pewnej podgórskiej osadzie Szef tejże osady traci nerwy i w sporze o samowolę budowalną kopie swojego sąsiada w krocze. Cios jest mocny. Żona sąsiada, tytułowa Qiu Ju pakuje Męża na prowizoryczny wózek i wiezie do lekarza. Ten bada pokrzywdzonego, sporządza obdukcję i zapisuje lekarstwa. Niebawem człowiek powinien wyzdrowieć.

          Qiu Ju nie wystarcza jednak takie rozwiązanie sprawy. Idzie do Szefa i chce zadośćuczynienia, czyli przeprosin. Szef to jej sąsiad, znają się od lat, to nie są obcy sobie ludzie. Są na "ty" i rozmawiają normalnie i po ludzku. Tyle że Szef nie ma zamiaru przepraszać. Uważa, że jej Mąż brzydko się do niego odzywał i sprowokował go do tego kopniaka.

          Wobec takiej postawy Szefa Qui Ju idzie do zarządzającego urzędem gminnym oficera Lee [wszyscy urzędnicy noszą mundury]. OPisuje mu zajście i domaga się, by pan Lee nakazaŁ Szefowi przeproszenie jej Męża.

          Lee rozpatruje grzecznie sprawę. Dochodzi do wniosku,że obie strony zawiniły, ale skoro kopniaka dostał Mąz Qiu Ju, to wydaje werdykt wedle którego Szef ma zapłacić za leczenie poszkodowanego i utratę dochodów z tytułu okresu nieaktywności zawodowej spowodowanego rehabilitacją. Łącznie 200 juanów.

          Ale Qiu Ju nadal nie chce się zgodzić. Chce PRZEPROSIN. KOniecznie i już. Odrzuca pieniądze, które próbuje jej wręczyć Szef i zapowiada, ze będzie walczyć o sprawiedliwość.

          Akcja rozgrywa się w biednawych chatynkach skromnej wioski i na takich samych podwórkach i polnych drogach wijących się szerokimi pasmami wśród małych pagórków. Co chwila ciężarna Qiu Ju zasuwa do osady - a to na prymitywnym wózku, a to na jakiejś budzie na terkoczącym motorku, a to podwozi ją jakaś zdezelowana mini-ciężarówka.

          KOlęduje Qiu Ju u oficera Lee, ale ten grzecznie i z kulturą lecz podtrzymuje swoją decyzję. Mąż prosi Qiu Ju, żeby zbastowała - lepiej wziąć kasę i mieć to z głowy, po co to ciągnąć ? Ale to żony w Chinach noszą spodnie.

          Qiu Ju i jej wierna młodsza siostra [mało mówi, ale zawsze stoi u jej boku, biega z nią, jeździ, tylko po to by Qiu Ju nie była sama, a może AŻ po to] jadą więc do Okręgowego Sądu w mieście.

          Co tam sąd... ot, zwykła kanciapa, w której siedzi paru mundurowych, którzy rozpatrują sprawy małe, mniejsze i najmniejsze. Qiu Ju sama nie umie napisać petycji, korzysta więc z pomocy bazarowego speca od sporządzania takich pism.

          I to na nic... Okręgowy Sąd podtrzymuje decyzję oficera Lee z sądu osadowego i dodaje, że warto skłonić obie strony do jednoczesnej samokrytyki, tak żeby nikt tutaj nie był ponizony. Qiu Ju ma prawo odwołać się w ciągu 5 dni.

          Lee odwiedza Qiu i jej Męża [mieszkają z całą rodziną, więc jest tłoczno]. Przynosi bombonierki i powiada, ze to od Szefa, który chce załatwienia polubownie tej sprawy. Mąż przystałby na to, ale Qiu się nie zgadza. Chce tych PRZEPROSIN i kropka. Lee nie rozumie jej uporu...

          Następnego dnia dziadek Qui odnosi te bombonierki oficerowi Lee. Powiada, że Qiu sprawdziła w sklepie i wie, ze to Lee je kupił i podarował jej w imieniu Szefa. Widać oficerowi Lee ogromnie zależy na załatwieniu tej sprawy i wyciszeniu jej. Ten numer Lee jeszcze mocniej determinuje Qiu do poszukiwania sprawiedliwości.

          Wyzszą instancją jest Biuro Bezpieczeństwa Publicznego. W mieście. Takim co ma "milion mieszkańców" [sądziłem, że w Chinach milion mieszkańców mają małe miasteczka, heh]. Qiu jedzie tam razem z nieodłączną młodszą siostrą.

          Inny świat - ruch na ulicach, na bazarach ryciny starochińskie mieszają się z plakatami na których Arnie Terminator się pręży, autobusu, rowery, bieganina, a na szosie króluje cud motoryzacjji światowej... polski FIAT 126 - yes ! słowo daję ! :] I to niejeden.

          Qiu i jej sioostra rzucają się w oczy. Wyglądają... jak ze wsi. Po prostu. Gong Li zupełnie nie przypomina tej pięknej dziewczyny z poprzednich filmów. Tutaj ma zmęczoną twarz, jakąs chustę grubą na głowie, kufajkę, portki jak do gumowców i chodzi wygięta lekko w tył, bo jej bohaterka jest w ciąży.

          Od razu oszukuje je rikszarz. Podwozi je do "dobrego hotelu", ale okrężną drogą i za sześć razy wyższą stawkę niż należy. Dowiadują się o tym, od starszego jegomościa, ktory zawiaduje hotelem w sam raz na ich kieszeń - takim gdzieś w bocznej uliczce i w którym śpi się w surowym pokoju bez okien pod głową mając własne tobołki.

          Hotelarz jest w porządku. Podpowiada kobietom, zeby kupiły jakieś inne ubrania, co by wyglądać na miastowe [nie pomaga, nadal wyglądają jak ze wsi], wtdy nie będą kantowane. I ofiaruje pomoc prawną. A także, co najważnijesze - kontakt do dyrektora BIUra Bezpieczeństwa Publicznego. "To dobry człowiek, zajmie się dobrze waszą sprawą", powiada.

          Qiu Ju kupuje dla dyrektora prezenty : owoce i jakiś obraz, bo "To powinien być prezent, na który będzie patrzył i pamiętał w ten sposób o naszej sprawie". Babka myśli pragmatycznie :]

          Na moment siostry tracą siebie z oczu. Qiu Ju zachodzi do toalety, a młodsza siostra czekając na chodniku zauważa tego rikszarza, który je ocyganił. Próbuje go ścigać. Qiu Ju wraca i jej nie zastaje. Przez moment istnieje zagrożenie, że przyjdzie im się błakąć w poszukiwaniu siebie nawzajem po milionowym mieście. Aczkolwiek ta młodsza ma taką czapkę jasnofioletową i nasadzoną tylko na sam czubek głowy, więc po tej czapce można ją by było rozpoznać w największym tłumie ;]]

          Kiedy się już znajdują, idą na spotkanie z Dyrektorem. Nie widać tej sceny, ale obie są zadowolone z tej wizyty. CO więcej, do ich wypasionego hotelu odwozi je samochód podstawiony przez Dyra. Qiu Ju jest ujęta tak wspaniałym przyjęciem i pełna optymizmu co do losów swojej sprawy.

          Czekając na wyrok BBP zwiedzają miasto. POlega to na tym, ze siedzą na słupku z rozdziawionymi facjatami i przyglądają się ludziom. Absolutnie inaczej, niemal po zachodniemu ubranym, kobietom z makijażem, w ciuchach o których na tej ich wsi nie śniło się najtęższym fizjologom...

          Wracają do wioski przywożąc prezenty dla całej rodziny. Jakież poruszenie !

          Wyrok ma przyjśc do oficera Lee. W czasie oczekiwania na ten moment, Mąż ma pretensje do Qiu Ju, że drązy ten cały temat. "Szef tu rządzi, GÓRA nie pozwoli go skrzywdzić, czy nie rozumiesz ? Powinniśmy wziąc pieniądze i zaakceptować wyrok", powaida. Dodaje, że ludzie w końcu obrócą się przeciwko nim.

          Ale Qiu Ju jest uparta. Gong Li wspaniale tężeje na twarzy w tym grymasie milczącej determinacji graniczącej z zawziętością w walce o sprawiedliwość taką, jaka w jej mniemaniu być powinna. Ma za nic ludzi, ich opinie, stosowność swojego uporu - ona wierzy w to, co robi. Jak wszystkie bohaterki Zhanga.

          Przychodzi odpowiedź z BBP - podtrzymana zosataje decyzja pierwotna. Qiu Ju jest rozczarowana, liczyła na to że miły Dyrektor bardziej się postara. Co ciekawe, odpowiedź przychodzi do... Szefa. To on przynosi papier. Jedyny plus, to dodatkowe 50 juanów odszkodowania dla Męża. Szef mówi : "MOi przełożeni wiedzą, ze dobrze pracuję. Poprą mnie. Po co to ciągnąć ?". Qiu Ju demonstracyjnie odrzuca te jego 250 juanów, a Szef mruczy do siebie "CO za uparciucha... suka ! zmora !! pijawka !!!" :]. I krzyczy za nią "Opisz tę sprawę bogom w niebie, a oni też tak właśnie rozsądzą. Bo takie jest PRAWO !"

          cdn


          • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" - opis [2 09.04.15, 13:27
            Potem Qiu Ju składa zażalenie u oficera Lee na to, ze decyzja z BBP przyszła do rąk własnych Szefa. Qiu Ju uważa to za przejaw faworyzowania jego, kosztem jej/ich. Lee przyznaje, ze to był błąd i przeprasza. W ogóle, chińscy urzędnicy są tutaj do rany przyłóż. Qiu Ju zmaga się raczej z biurokraatyczną machiną, systemem prawnym i być może własnym naiwnym instynktem szukania prawdziwej sprawiedliwości.

            Znów Qiu Ju jedzie do miasta. Ofk, z młodszą siostrą, naprawdę dzielna jest ta dziewczyna. NIczego nie umniejszając Qiu Ju, która cały czas jest w ciąży.

            Koczują na schodach pod Biurem czekając na Dyrektora. Długo czekają... Wreszcie zjawia się. POznaje je od razu i...zabiera na obiad. OBiad w wielkiej sali pod gołym niebem, chyba takiej ichniej restauracji ;] Jedzą na stojąco [Qiu Ju ma kłopoty z siadaniem, z powodu ciąży] i rozmawiają. Qiu Ju domaga się tego co zawsze, czyli PRZEPROSIN, a więc zmiany obowiązująćej decyzji. Dyrektor, naprawdę porządny sympatyczny gośc, poleca jej prawnika, który mógłby poprowadzić sprawę w trybie odwoławczym. Sam Dyrektor nie podejmuje decyzji, od tego jest sąd. Dlatego osobiście nic nie może załatwić.

            Prawnik urzęduje w małej kanciapce, ale chyba jest dobry. Zapewnia Qiu Ju, że załatwi wszystko jak należy. Prosi tylko o zaliczkę. Qiu Ju płaci, a potem mówi do siostry "A więć o to chodzi... o to, żeby zapłacić. ZObacz ile czasu zmarnowaliśmy. A trzeba było od razu do adwokata przyjśc" :]

            Zostaje wyznaczony termin rozprawy. I nagle zmieniają się warunki : jesli decyzja ma zostać cofnięta, to w stan oskarżenia zostanie postawiony Dyrektor. Prawo działa bowiem szczeblami. Aby odwołać decyzję najniższej instancji, pierwotnej, trzeba wszystkich po kolei, którzy ją aprobowli, oskarżyć.

            Qiu Ju nie chce w ten sposob dochodzić swoich praw. "Mi chodzi tylko o Szefa, nie chcę aby pan Dyrektor został oskarżony", mówi bezradnie. Dyrektor uspokaja ją, że to oskarżenie, to nic ważnego. Taka formalnośc, nic mu naprawdę nie grozi. Skoro tak, to Qiu JU daje się przekonać, zeby kontynuować procedurę.

            Wyrok sądu jest jednak TAKI SAM jak wszystkie poprzednie. Po prostu podtrzymana zostaje pierwsza decyzja.

            Wyższą instancją jest Sąd Ludowy. Na apelację Qui Ju ma 15 dni. I oczywiście wykorzystuje tę drogę.

            Do wioski przyjeżdzają urzędnicy z Śądu Ludowego. Badają jej Męża. I tam poniżej pasa i żebra, bo ponoć w trackie zajścia także owe żebra ucierpiały, a Mąz skarży się na bóle w piersiach. Urzędnicy zalecają prześwietlenie. Jesli żebra będą złamane, zmieni się kwalifikacja czynu - Szef zostanie oskarżony o napaść. Dzięki tej zmianie Qiu Ju będzie mogła domagać się wyższej kary.

            Jest już wczesna zima. Pewnej nocy Qiu Ju zaczyna rodzić. Nie bez komplikacji i to poważnych. Wywiązuje się krwotok. Qiu Ju walczy o życie.

            Jej rodzina biegnie po pomoc do Szefa. Budzą go i proszą, by pojechał do miasta po pomoc. Nie ma nikoog w osadzie, wszyscy pojechali oglądać festiwal teatrów w miasteczku nieopodal.

            Szef trochę się kryguje i dąsa, ale siada na rower i dzielnie zapiernicza pobieloną śniegiem szosą. Z determinacją wyciąga z sali teatru kilka osób i organizuje dla Qiu Ju wielgachne nosze, na których razem z tymi ludźmi zanosi ją pędem do szpitala. Wykazuje się prawdziwym poświęceniem.

            Wszystko się udaje. Qiu Ju rodzi syna. Zdrowego i całego. Wraca do domu na wózku dreawniany, wieziona przez bliskich, a wózek przystrojony jest balonami. Jest ogromnie wdzięczna Szefowi, stara się go jakoś udobruchać. Mąż dodaje, że powinni puścić w niepamięć dawne urazy, a Qiu Ju gorliwie przytakuje. Tyle że tym razem Szef nie bardzo ma na to ochotę. czuje się urażony.

            KIedy jednak Qiu Ju odwiedza jego dom i przynosi ze sobą dziecko - Szef przytula niemowlaka, uśmiecha się do niego, ogląda, gratuluje i żartem wzdycha, ze z żoną próbują i próbują mieć syna, a tu same córki wyskakują. Qiu Ju zmiękczona do maksimum zaprasza go na uroczystość jaką będą organizować z powodu urodzin dziecka. Szef nie deklaruje się w żadną stronę. Może przyjdzie, ale nie musi.

            Kilka dni później Qiu Ju, jej Mąz i cała familija organizują uroczyste przyjęcie z okazji narodzin potomka. Gromadzi się wielu ludzi, radocha, rwetes, jedzenie, odświętne ubrania. Przychodzi też rodzina Szefa. Bez niego. "Gdzie Szef ?", dopytuje się od razu Qiu Ju. A jego żona odpowiada "Zaraz przyjdzie. Stroi się i perfumuje od samego rana, jak na Sylwestra !".

            Happy end ?

            Chwilę później zjawia się oficer Lee. Informuje Qiu Ju, że przyszła decyzja z Sądu LUdowego. Prześwietlenie Męża Qiu JU wykazało złamanie żeber. Szef został oskarżony o napaśc i skazany na 15 dni więzienia. Qiu Ju zamiera. WIĘZIENIE ???" A jednak. "Ja chciałam tylko przeprosin", zauważa Qiu Ju.

            I słychać z daleka syrenę policyjną. "Zabierają go", mówi Lee. Wszyscy milkną. Qiu Ju rzuca się biegiem przez pobielone ścieżki, goni jak może najszybciej. Dopada zdyszana szosy, ale syrena milnie w oddali. W ostatnim kadrze jest jej zdumiona, besilna twarz z zagubionym, zdezorientowanym spojrzeniem.

            Cóż za przewrotna opowieśc, nieprawdaż ?

            biuroraktyczna maszyna wysysa energię z Qiu, a kiedy wreszcie wydaje wyrok, to jest on surowszy od jej oczekiwań i w dodatku nie w porę, bo właśnie winowajca odkupił swoje przewinienie ratując jej życie.

            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" - op 09.04.15, 13:40
              Zhang nie próbuje oczerniać władzy, nie pokazuje bezdusznego systemu, a urzędników jako zamordysttów w wojskowych mundurach. Przeciwnie, urzędnicy są pomocni i życzliwi, prawo jest jakie jest, ten co kopa wymierzył - dostaje karę finansową, a poszkodowany może się uwaza za zaspokojonego w swoich potencjalnych żądaniach.

              a jednak Qiu nie odpuszcza.
              chce jednego : PRZEPROSIN.
              słowa "PRZEPRSZAM", nawet jeśli miałoby być wypowiedziane fałszywym tonem.
              Po to ryzykuje swoją ciążę, swoje zdrowie, dobre imię swoje i rodziny.
              Mąz by dał spokój, nawet próbuje ją mitygować, ale na próżno.

              znów kobieta ma u Zhanga energię i przekonania, które mogą przeobrażać rzeczywistość,
              nawet jeśli Qiu się to przez długi czas nie udaje, a jej starania przypominają szturmowanie
              zbyt dobrze ufortyfikowanej warowni.

              Gong Li wspaniale gra, ukrywa swoją urodę, nosi przekonująco te wiejskie wdzianka, a w staraniach o sprawiedliwość ciągle powtarza jedno zdanie "Czy on/oni sprawią,ze sprawiedliwości stanie się zadość ?". Niewykształcona, prosta kobiecina w widocznej ciąży nie waha się walczyć o to, co w wierzy. Nie zna prawa. MOżliwe, że w jego świetle spór został rozsądzony w sposób właściwy. Sugeruje to fakt, że wszystkie kolejne sądy i instancje wydają identyczny wyrok.

              A więc, możliwe że prawo jest do niczego. Że jej instynkt podpowiadający "Halo, to nie tak, tutaj czegoś brakuje" jest bliżej istoty prawa i porządku niż te literalne zapisy i urzędnicze interpretacje.

              trailer :
              www.youtube.com/watch?v=p4IaNzofg0w
          • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" - op 09.04.15, 19:58
            >Ale Qiu Ju nadal nie chce się zgodzić. Chce PRZEPROSIN. KOniecznie i już. Odrzuca pieniądze, >które próbuje jej wręczyć Szef i zapowiada, ze będzie walczyć o sprawiedliwość.

            Może Qiu Ju przyjęła by pieniądze, gdyby nie upokarzający sposób, w jaki Szef po raz pierwszy je wręcza. Jest butny, nie zamierza ukorzyć się przed dziewczyną, daje jej do zrozumienia, że płaci, tylko dlatego, żeby oficer Lee, który do niego przyszedł w tej sprawie nie stracił twarzy. Po czym upuszcza plik banknotów na ziemię i z cynicznym uśmiechem mówi "20 banknotów po 10 juanów. Schyl się i jej pozbieraj. Tak pokłonisz mi się 20 razy i sprawa będzie załatwiona".

            Oczywiście Qiu Ju nie schyla się po pieniądze , odchodzi spokojnie ze słowami: "Ja o tym zdecyduje".
            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "Historia Qiu Ju" - op 10.04.15, 14:44
              pięknie to opowiedziałaś :] dzięki, rzeczywiście - ta scena ma swoją wymowę i znaczenie. Qiu zacina się wtedy na amen.
    • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [1994] 09.04.15, 18:17
      to może ofycyalnie ;]]

      23:55

      jak napisałaś Barbasiu : epicka saga ukazująca dzieje konkretnej rodziny miotanej wiatrami historii - wojny, rewolucji kulturalnej, terrorowi totalitaryzmy komunistycznego.

      skoczę.
      i zdobycz przyniosę :]
      • siostra_bronte Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [1994] 09.04.15, 18:20
        Co za pora! Oczywiście czekamy na relację :) Jak znajdę więcej czasu to poczytam Twoje wcześniejsze recenzje.
        • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [1994] 10.04.15, 14:46
          dzięki, Siostro :]
          nadziobałem, co spamiętałem :]]

          to są świetne filmy, jak tylko znajdziesz moment - warto obejrzeć [powtórki, mam nadzieję że będą]. POczytać też, przebijając się przez moje hieroglify :]]
          • latarnik88 Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [199 10.04.15, 16:08
            grek.grek napisał:

            > dzięki, Siostro :]
            > nadziobałem, co spamiętałem :]]
            >
            > to są świetne filmy, jak tylko znajdziesz moment - warto obejrzeć [powtórki, ma
            > m nadzieję że będą]. POczytać też, przebijając się przez moje hieroglify :]]

            Z przyjemnością przeczytałam , ciekawie opowiadasz.
            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [199 10.04.15, 16:28
              cała przyjemność po mojej stronie, Czcigodna :]
              a cała zasługa po stronie pana reżysera, który takie filmy kręci, ze nawet mój koślawy styl
              opisu nie jest w stanie zepsuć ich mistrzostwa :]
      • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" [1994] 09.04.15, 18:31
        grek.grek napisał:

        > skoczę.
        > i zdobycz przyniosę :]

        :}

        Ha,ha,ha!
        Czekam. ;}
        • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [1] 10.04.15, 13:08
          No to lecimy, chętni ? :]

          4 dekady z życia pewnej rodziny z anonimowego miasta, przez której życie przetaczają się kolejne fale chińskich przemian politycznych i społecznych.

          Akcja startuje w latach 40-tych.
          Fu Gui i Xu są małzeństwem [Xu gra Gong Li i jest jak zawsze znakomita, ale i jej partner, w roli Fu - Ge You wypada rewelacyjnie, absolutnie zasłużenie nagrodzony został Złotą Palmą dla najlepszego aktora w Cannes].

          Niezbyt udany to związek. Głównie z powodu zamiłowania Fu do gry w kości. Codziennie jegomośc goni do "jaskini hazardu" i zgrywa się do ostatniej nitki. Żona prosi go ze łzami w oczach, żeby przestał, bo zaniedbuje rodzinę i za chwilę zrujnuje ją finansowo, nie mówiąc o tym, że ona jest w ciązy, a jedno dziecko już mają. Matka prosi, ojciec prosi i klnie jak szewc, ale Fu nic sobie z tego nie robi.

          Familija mieszka w pięknym domu. Surowym, ale za to wyglądającym jak wnętrze jakieogś kościoła we Florencji :] albo goła wersja domu w starożytnym Rzymie :]

          Fu ma za nic prośby i napomnienia rodziny. Żona fatyguje się osobiście do klubu, w którym Fu gra i próbuje go kulturalnie zabrać ze sobą, ale Fu się rzuca, stawia, pyskuje i ostatecznie Xu odchodzi zapłakana. Wszyscy gapią się na nich w milczeniu.

          Chwilę później Fu przeegrywa ostatnią rzecz, którą posiadał. DOM. Chce grać dalej, ale właściciel lokalu Long Er z uśmiechem wyprasza go do domu "Przegrałeś, co miało jakąś wartość". Fu ofiaruje swoje życie jako stawkę w grze. Odpowiedź brzmi "Twoje życie jest niewiele warte. Kiedyś takie stawki honorowaliśmy, dzisiaj już tego nie robimy".

          Xu odchodzi od Fu, zabiera dziecko. Ojciec Fu, dowiadując się o tym ze syn przegrał chałupę, doznaje zawału serca. Fu i jego matka siedzą na tobołkach i patrzą jak ich piękny dom jest zajmowany przez Long-Era i jego sitwę.

          Fu zajmuje się teraz sprzedawaniem d,prelek "z materaca", ale jakoś nie bardzo ludziska chcą cokolwiek kupować. Bida z nędzą. Mała chałupka w bocznej uliczce, gdzie matka leży cały dzień na łóżku, bo stara jest i chodzić już nie może.

          Po jakimś czasie Xu wraca do męża. Dowiedziała się o tym, że chłopina przestał grać, więc chce mu dać drugą szansę. I sobie też. Na to by tworzyli "rodzinę zyjącą w spokoju". Fu przyrzeka jej, ze hazard to przeszłość i zamknięty rozdział.

          Chcą otworzyć sklep. Tylko muszą mieć kasę na rozruch. Fu idzie do Long-Era po pożyczkę. A ten, w sumie życzliwy gość [z Zhanga nie ma jednoznacznych negatywnych postaci], namawia go, zeby zaczął robić biznes na teatrzyku cieni. Ot, jest kilka marionetek, rozwiesza się płótno i robi przedssatawienie. Fu dobrze śpiewa, ma wyobraźnię... Fu zapala się do tej idei, a Long Er daje mu za darmo sprzęt, czyli kukiełki, płotno i rusztowanie. W ozdobnej skrzynce.

          Fu organizuje trupę i wędruje po okolicznych wioskach i osadach pokazując przedstawienia, odgrywając zabawne miłosne fabuły i dając ludziom radość.

          Któregoś dnia w płotno, od strony reżysera patrząc - co daje świetny efekt w stylu "Here is Johnny !" z "Lśnienia" - w płotno wbija się nagle nóz. To wojsko. Narodowcy. Trwa wojna domowa. Koniec spektaklu. A sam Fu, razem z przyjacielem, trafiają do niewoli.

          Są używani jako tania siła robocza, ot pchają armaty, noszą sprzęt itd. Jest zima, mroźno, choć mało śniegu. Narodowcy organizują jakieś okopy, rozstawiają armaty, a Fu, przyjaciel i opiekujący się nimi stary żołnierz siedzą w kufajkach i starają się przetrwać.

          Zołnierz mówi im, ze jak przyjdą komuniści, to lepiej z nimi nie walczyć. Lepiej się poddać. Dobrze traktują jeńców i szybko wysyłają ich do domu. Fu dopytuje : "Co mamy zrobić ?", żołnierz "Podnieście wysoko ręce i już". Fu i jego przyjaciel zaaferowani ćwiczą więc z zapałem "wysokie podnoszenie rąk" :] Przekomiczna scena.

          Rankiem jest jakoś cicho... Fu i przyjaciel chodzą po tym obozie, ofk z podniesionymi rękoma. Wreszcie Fu mówi "Zaraz, po co trzymamy ręce w górze ? przecież komuniści jeszcze nie nadeszli" :]

          Już z opuszczonymi rękoma doznają cięzkiego zdziwienia - armaty, broń, graty... stoją sobie samopas i żywego ducha dookoła. Wojsko nacjonalistów uciekło. Tylko za pagórkiem leżą pokotem ludzie ciała... mnóstwo... To RANNI, których nikt nie zabrał. Wszyscy zamarzli. MOcna scena.

          A potem nadchodzą komuniści. Cała brygada. Sygnałem jest wystrzał z armaty, a w ślad za nim wysypuje się zza pagórka cała chmara żołnierzy. Fu i przyjaciel próbują uciekać, niepomni ostrzeżeń starego żołnierza, ale nikt do nich nie strzela. Komnunistyczna brygada po prostu ich dopada i każe się poddać. No i wyczuonym ruchem podnoszą ręce do góry. Jeden z żołnierzy zainteresowany jest skrzynką którą niesie Fu. A w niej te marionetki do teatrzyku cieni. Zołnierz na bagnecie ostrożnie podnosi jedną z figurek...

          I tak oto Fu z przyjacielem zostają animatorami teatru dla wojska komunistów. Zołnierze przychodzą całymi kompaniami i serdecznie śmieją się z historii jakie wyczarowuje na podświetlonym płótnie Fu.

          Dzięki temu Fu przeżywa wojnę i wraca do domu. Przyjaciel idzie w swoją stronę, możliwe że spełni się w swojej pasji - motoryzacji. Uwielbia prowadzić auta.

          Wiosną Fu dociera do domu. Staje na swojej ulicy. TO wspaniały zabieg reżysera - zawsze pokazuje tę samą ulicę [przy której mieszkają Fu i Xu], a jej wygląd dokładnie opisuje ducha czasów, w których znajdują się całe Chiny. A ulica jest to bardzo urodziwa, stylowa, w której architekturze czuje się te stare finezyjne chińskie pomysły :]

          KIedy Fu i Xu witają się i ściskają w powitaniu niedowierzająco-wzruszającym : wyraźnie widać na ich ulicy wiszące czerwone flagi. Nadeszła era budowania komunizmu.

          POdczas nieobecności FU zdarzyło się killka ważnych rzeczy : zmarła jego matka - Xu wspomina "Nigdy nie zamykała oczu, patrzyła cały czas na drzwi, wierzac że wreszcie w nich staniesz..."; córka Feng przeszła jakąs ciężką chorobę - od tego czasy gorzej słyszy i nic nie mówi. Sama Xu dostała od nowych władz komunistycznych pracę przy roznoszeniu wody po mieście, co pozwala związać jakoś koniec z końcem. Rząd pochował matkę na koszt państwa [lepiej mieli już u nas dzisiaj].

          Tak więc, Fu i Xu razem noszą tę wodę i jakoś sobie radzą. Odwiedza ich Sekretarz Ju. Życzliwy, uśmiechnięty i zdrowo szurnięty na punkcie komunizmu, Mao i w ogóle całej tej zajawki.

          Fu doznaje szoku, kiedy dowiaduje się, ze Long-Er został oskarżony przez nowe władze o bycie kaptalistą i wyzyskiwaczem. Powodem oskarżenia było m.in posiadanie przez niego wypasionego domu burżuazyjnego. LOng nie chciał się poddać. Podpalił dom i chciał pobić urzędników.

          Odbywa się publiczny proces. LOng Er słyszy wyrok śmierci. Tłum wiwatuje. Prowadzony za kołnierz Long Er odnajduje w tłumie twarz Fu. Patrzą na siebie przez moment, obaj z pełnym zaskoczeniem. Fu wybiega gdzieś w boczną uliczkę, bo poczuł parcie na pęcherz. Wtedy słyszy pięc strzałów. Odruchowo przywiera do drzewa. "Zabili go... pięcioma strzałami...", duka do Xu.

          Od Sekretarza rodzina dostaje zaświadczenie, ze Fu "służył w armii Ludowo-Wyzwoleńczej". Oprawiają je w ramkę i wieszają na ścianie. Przyda się do "spokojnego życia". Fu upewnia się u Xu "Jesteśmy zwyczajnymi ludźmi, prawda ? To dobrze, jak to dobrze..." I dopada go myśl - co by było, gdyby przed laty nie uzależnił się od hazardu i nie przegrał tego domu ? Domu, za którego posiadanie skazano Longa ? Przecież dziisiaj byłby na jego miejscu ! Jakiez niezwykłe scenariusze kreśli historia...

          cdn

          • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [2] 10.04.15, 13:42
            Przychodzą lata 50-te.

            Aha, zapomniałem - SYN im się urodził. A nawet lepiej - kiedy Fu wraca z wojny - SYN JUŻ JEST.
            Przepraszam za to przeoczenie, a przecież to będzie ważna postać w ich życiu.

            Więc są lata 50-te.
            Córka już starsza, rodzice dojrzali, syn chodzi i mówi.

            Propoganda komunistyczna święci triumfy. Ulica jest wyposażona w podwieszone do latarni głośniki, z których cały dzień nadawane są pieśni patriotyczne i przemówienia dostojnikow. Na ścianach budynków wiszą całe płachty papieru z cytatmi przewodniczącego Mao.

            Do Fu i Xu przychodzi Sekretarz ze swoimi ludźmi. Zbierają sprzęty metalowe, bo "całe Chiny wytapiają ołów", przemysł święci sukcesy i generalnie jest wspaniale :] Fu i Xu posłusznie oddają co tam mogą. Na uwagę Xu, że oddając np., garnki i patelnie nie będzie na czym przygotowywać jedzenia - Sekretarz odpowiada : bez obaw, organizujemy wypasione stołówki.

            Mały syn chce w czynie społecznym oddać nawet teatrzy cieni ojca, ale Sekretarz śmieje się : chłopcze, masz intencje żarliwe i doskonale rozumiesz nasz Czyn, ale z tych pręcików będzie ołówiu najwyżej na dwie kule do karabinu. Ostatecznie jednak chce wziąć nawet te metalowe końcówki z figurek do teatrzyku. Fu interweniuje i prosi Sekretarza, żeby oszczędzić te figurki, bo dzięki nim mozna dobry teatr grać i ludziom dawać przyjemność. Sekrtetarz uśmiecha się i odstępuje od zamiaru, przyznaje Fu rację.

            A Fu na tym teatrzyku rzeczywiście radośc ludziom daje. Odgrywa wieczorem przedstawienia, oblegane przez miejscowych.

            Feng, córka, zaczepiana jest [jak to u dzieci] przez kilkuletnich rówieśników. SZtrzelają jej w tyłek z procy. W jej obronie staje młodszy brat. Powala napastników i okłada ich na ile tylko może.

            Stołówki rzeczywiście ruszają pełną parą, makaronu nie brakuje, sosów do wyboru do koloru. Mały syn Fu i Xu zamawia ogromną porcję jedzenia. Kucharz z uśmiechem i życzliwością dokłada mu ile się da. Mały dolewa sobie sosu, a potem staje na krześle i całą tę górę jadła zrzuca na głowę tego dzieciaka, który strzelał z procy do jego siostry. Tamten beczy na cały głos, robi się rwetes.

            W obronie syna staje ojciec. Krzyczy, że syn Fu i Xu sam z siebie by tego nie zrobił. To na pewno... sabotaż ! Fu jest przestraszony, bo za sabotaż mozna oberwać. Ochrzania więc syna, a nawet próbuje dać mu klapsa, ale ludzie go trzymają, na czele z Xu.

            "Musiałem tak zareagować, musiałem im pokazać, ze jesteśmy lojalni" - tłumaczy się w domu Fu. Tak to właśnie jest, częściowo oni naprawdę w ten komunizm wierzą, a częściowo wiedzą, ze bunt to śmierć, że aby przetrwać muszą być poza podejrzeniami, choćby nawet najbardziej idiotycznymi.

            Xu tłumaczy Fu motywacje ich Syna. Fu trochę pokornieje. Wtedy przychodzi Feng i milcząc rozdaje im wszystkim miski z jedzeniem. Wzruszająca scena. Wszyscy trochę nabierają oddechu, a Fu próbuje Syna przeprosić zapraszając go na wieczorny teatrzyk.

            Syn nie chce iść, ale Xu proponuje mu, żeby "zemścili się" na ojcu. Syn ma mu zanieść herbatę zparawioną octem i chili. Małemu od razu rozjaśnia się mina, zanosi ojcu ten diabelski specyfik, a potem cała widownia ma ubaw, kiedy Fu bierze łyk i z rozpędu wypluwa na płotno teatralne. Śmiechu jest co niemiara, a do tego Fu dla żartu biega za synem, żeby go "ukarać". Chwile szczęścia ulotne.

            W ogole, praca wre. Cała ulica żyje od rana do wieczora. Wszyscy tyrają dla postępu i w Czynie Społecznym. W nagrodę mają mieszkanie za free i stołówkę gdzie każdy mozę zjeśc tyle ile potrzebuje. "Każdemu wedle potrzeb" :]

            Nawet nie wracają do domu. Po prostu śpią na ulicy. Kolektyw :]

            Wreszcie zjawia się Sekretarz ze swoją świątą. Na wózku ozdobnie przystrojony spoczywa jakiś kawał metalu. STOP wykonany na okoliczność "budowania komunizmu". DUma, szczęście, wiwaty i uśmiechy. "Za 15 lat prześcigniemy Amerykę !", wieszczy Sekretarz [pomylił się o jakieś 65-70 lat, hehe]. I dodaje że przy okazji odbiją Tajwan.

            Nakaz Czynu w postaci wytapiania metalu obowiązywać zaczyna także szkoły. Syn Fu i Xu ma w tym brać udział. Chłopiec jest zmęczony codzienną pracą z rodzicami, nie dosypia, nie dojada. Fu koniecznie chce aby mały wziął w tym udział, bo jesli nie weźmie, to cała rodzina może stracić względy u SAekretarza.

            Xu pakuje dla syna 20 pierogów z mięsem do teczki, a Fu na własnych plecach taszczy dziecka do szkoły [idą taką świetną, piękną drogą piaszczytą, podmiejską, wśród krzewów jak z Florydy - obrazek mistrzowski] i naucza go po drodze "Widzisz, nasza rodzina, to taki kurczak, potem będzie gęsią, owcą, aż w końcu stanie się wołu". Syn na to "A potem ?". Fu odpowiada "A potem będzie komunizm i codziennie będziemy jedli pierogi z mięsem". Czyli, dobrobyt będzie :]

            Wieczorem Fu znów gra teatrzyk. Nagle poruszenie w tłumie... Nabiegają ludzie. Zdarzył się wypadek. Przyjechał jakiś ważniak partyjny, żeby przyglądać się temu wytapianiu metali w szkole. I cofają samochodem trafił w spiącego syna Fu. Chłopiec zmarł na miejscu.

            Pojawiają się nosze zakryte zakrwawionym prześcieradłem. Fu identyfikuje syna. Zrozpaczony lamentuje, rzuca się na kolana, płacze rzewnymi łzami... PO chwili dołącza do niego zaalarmowana Xu. Jje w ogóle nie chcą pokazać ciała chłopca. Dramatyczny moment.

            Grób chłopca staje za miastem. W okolicznoścviach przyrody zielonej. Matka przynosi mu tam... pierogi. Świeże. Tych które dała mu wtedy do szkoły, nawet nie zdązył zjeść. "NIgdy nie mogłeś zjeśc do syta, ani się wyspać... teraz na pewno będziesz mógł to zrobić", powtarza Xu nad jego grobem. Oboje z Fu mają wyrzuty na sumieniu, że pozwolili mu pójśc do szkoły w ten dzień. Był taki zmęczony... Czy komunizm ma na sumieniu ich dziecko ?

            Feng tylko płacze, mówić nie może od dawna. Ona miała z bratem najsilniejszą więź.

            POjawia się skruszony i pełen cierpienia ten ważniak partyjny, który przypadkiem zabił chłopca. Fu ze zdumieniem rozpoznaje w nim... swojego przyjaciela z wojny. Tego fana motoryzacji.

            Nie oszczędza go Fu... "No i popatrz, co czego doprowadziła ta twoja... pasja !", powiada gniewnie. Każe mu spadać. Dołącza się Xu, która omal nie rzuca się na niego z pięsciami. POwstrzymuje ją obstawa ważniaka.

            Ważniak ma łzy w oczach i powiada "Jestem wam winien życie".

            Feng a akcie rozpaczy kamieniami bombarduje samochód, którym przyjechał ważniak. Jego świta chce ją obezwładnić, ale on im zabrania. A potem cały rozstrzęsiony idzie do miasta. Z buta. NIgdy już nie siądzie za kierownicę.

            Ale jeszcze się w życiu rodziny pojawi.

            cnd
            • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [3] 10.04.15, 14:21
              Nastają lata 60-te.
              Feng jest już nastolatką. Rodzice coraz dojrzalsi, a nawet pierwsze siwe włosy na skroni Fu się zjawiają.

              Ich dom i podwórko ozdobione są portretami Mao. Malowanymi lub wieszanymi na ścianie.

              Odwiedza ich Sekretarz. Radzi Fu, żeby spalił swój teatrzyk - "Wiesz, cesarze, naukowcy, piękne kobiety... te marionetki kojarzą się z państwem feudalnym, możesz mieć kłopoty". Fu czym prędzej łapie za miskę i razem z Xu palą wszystko na popiół.

              Sekretarz przedstawia im kandydata na zięcia - młodego pod wąsem, a już partyjnie osadzonego na wysokim szczeblu, sekretarza Czerwonej Gwardii w miejscowej fabryce.
              Feng jest ładna, ale nie mówi. Kandydat jest przystojny, ale utyka. Pasują do siebie, tak to widzi Sekretarz :]

              Pierwsza wizyta wypada tak sobie. Młodzi widzą się na moment, kandydat, który przyniósł na prezent pięknie wydane "Cytaty z przewodniczącego Mao", milczy jakby zawstydzony, Feng przychodzi się pokazać i zaraz znika, a kandydat nie chce zostać na obiad, tylko od razu chce już iść. Rodzice żegnają go z klasa, a Fu powiada do Xu "W sumie... mogłby być" ;]

              Kiedy rodzice zauważają jak Feng przymierza przed lustrem czapkę od mundurka maoistowskiego - wiedzą już, ze Utykający Pod Wąsem jej się spodobał.

              Kilka dni później Fu i Xu są akurat w sklepie, kiedy alarmuje ich informacja, ze Utykający z grupą ludzi z Czerwonej Gwardii przyszedł do nich i mają ze sobą drabinę. Wieśc niesie, że rozwalają im dachówkę :]]
              Fu i Xu pędzą ze strachem do domu. A tam się okazuje, że Utykający z kolegami przyszedł by dach WZMOCNIĆ, a przy okazji, razem z Feng, radośnie malują kilka wielgachncyh portretów Mao na ścianach. Rodzice nie posiadają się ze szczęścia. Będzie ślub.

              No i jest. Duże wesele, tak aby Feng miała z niego jak najwięcej przyjemności. Orkiestrra, wiwaty. Zdjęcia przy wizerunku Mao. Prezenty w postaci tysiąća i jeden drobiazgów z wizerunkiem Mao. Liczne "Cytaty z Mao". Sekretarz wygłasza przemowienie w którym odnosi się głównie do Mao, bo to przecież z jego powodu ten ślub, dla niego, on dla wszystkim ojcem i matką i inne takie farmazony. MŁodzi deklamują [on, bo ona nie mówi w ogole] zawierzenie dla przewodniczącego Mao. Generalnie, wszystko dla Mao, przez Mao i z powodu Mao. Świetna scena pokazująca absurd kultu jednostki.

              Rodzice wzruszeni, Zięć dumny, Feng uszczęśliwiiona. Wszyscy bawią się pysznie. Xu "To smutne, śpiewamy pieśni dla niej [córki], a ona nie może się przyłączyć", na co Fu kwaśno : "Wydzieramy się tak głośno, że przynajmniej słyszy".

              A potem Zięć z Wąsem zabiera Feng do swojego domu. Wiezie ją na rowerze. Otacza ich radosny tłum. Feng jest szczęsliwa, ale ogląda się na rodziców stojących na ulicy i machających jej. Płacze, wzruszona do głębi. Staje nawet jakby chciała pobiec z powrotem, ale tylko na moment.

              Goście opuszczają dom Fu i Xu. Zjawia się ważniak, eks-przyjaciel, ten co niechący zabił im syna. Nieśmiało przynosi prezent i gratuluje. MÓwi, ze nie chciał im przeszkadzać i psuć uroczystości, więc czekał aż się goście rozejdą. Fu prosi Xu, żeby zaparzyła im herbaty i przysiadła się, warto porozmawiać, zasypać urazy. Ale Xu nie chce. Smutnieje, bo przypomina się jej syn. Ważniak też nie chce im siedzieć na głowie i szybko się ulatnia.

              Po jakimś czasie Feng i Zięc z Wasem odwiedzają rodziców. Zięć oznajmia, że Feng jest w ciązy. Na to konto cała familija wychyla po kieliszku sake.

              Przy okazji pojawia się informacja, ze Ważniak zostal oskarżony o bycie kapitalistą i ma mieć proces. Proszę, chwilę temu partyjna szycha, a dzisiaj oskarżony... "TRzeba się od niego odciąć", powiada Zięć. Fu gorliwie zapewania, ze nigdy nie miał z nim żadnych związków. A jako rodzina mają zaświadczenie o służbie Fu w Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, które w ramce wisi na ścianie. Nigdy nie kończy się strach przed możliwym upadkiem...

              W nocy Ważniak aka Eks-Przyjaciel odwiedza Fu i Xu. Zaniedbany nieco jest. Przynosi im pieniązdze, prosi o ich przyjęcie, aby choć w ten sposób pomogli mu jakoś naprawić swoją winę w śmierci ich syna. Fu przyjmuje, widać troskę o losy przyjaciela, z ktorym wojnę przecież przeszedł... Żona jego popełniła samobójstwo [dostał taką informację, ciała nie widział], on sam myśli o podobnym geście... Wtedy podsłuchująca Xu wychodzi i zaprasza go do środka. Takim gestem przebaczenia. Wzrusza ją jego historia.

              Gośc im dziękuje, a potem rusza z powrotem skąd przyszedł. Xu woła za nim : "Mówiłeś, ze jesteś nam winen życie. Tak właśnie jest ! Dlatego musisz teraz dbać o SWOJE".

              Chwilę później odwiedza ich Sekretarz, dziś starszy pan z nieustannym fiołem na punkcie komunizmu, Partii i przewodnmiczącego Mao. Okazuje się, ze i on został skazany na reedukację. Terror nikogo nie oszczędza... UJęcie w jakim są filmowani oni i on - sugeruje, że już nigdy się nie zobaczą...

              Feng ma pierwsze oznaki, że poród blisko. Ląduje w szpitalu. Siedzi przy niej Zięć, a potem przyjeżdzają Fu i Xu. Wszędzie młode pielęgniarki, ale... lekarzy jakoś żadnych. Żarliwe aktywistki w czepkach wyjaśniają im, że lekarze zostali oskarżeni o reakcjoznim i zabrani do obozów reedukacyjnych. Teraz rządzi Czerwona Gwardia.

              Fu i Xu są zaniepokojeni. Xu przekazuje córce instrukcje, co ma robić podczas porodu, ale warto by jednak znaleźć jakeigoś lekarza, żeby miała fachowca na wszelki wypadek do pomocy.

              Zięć bierze kolegów i znajduje profesora położnictwa. Przyprowadza go do szpitala. Aktywistkom kłamie, że przyprowadził "tego reakcjonistę, zeby go reedukować i pokazać jak dumna jest klasa robotnicza". Na stronie Zięc przeprasza profesora za "tę szopkę" i prosi o pomoc dla zony.

              Profesor od 3 dni nic nie jadł, jest słaby jak noc. Fu biegnie do sklepu i kupuje mu siedem bułek. Profesor zaczyna jeśc... A żołądek człowieka wygłodniałego trzeba napełniać z rozmysłem. Tymczasem profesor zjada od razu wszystkie bułki...

              Xu martwi się, czy wnuk będzie słyszał, skoro matka głuchawa. A Fu proponuje by wybrali imię. Staje na.... Chlebek. Chlebek :] "Tego imienia nie ma w spisie, więc nikt nie zarejestruje jakby umarło", powiada Xu, przyznam, ze nie zajarzyłem tej wykładni ?

              Tymczasem Feng rodzi. Bez profesora. Niespodziewanie, i zupełnie bez wiedzy rodziców. Zostają zawiadomieni, kiedy jest po wszystkim. Urodziła SYNA ! radość. Patrzą na chłopca, a Feng leży i się uśmiecha. Szczęscia chwila...

              Która za moment przeradza się w koszmar. Oto Feng dostaje nagle krwotoku. PIelęgniarki-aktywistki tracą głowę. "Jesteśmy tylko studentkami, nie wiemy co robić", biadolą, a krew leje się z dziewczyny strumieniem.

              No to gazu po profesora, który siedzi na korytarzu. A tam profesor w zapaści. Zjadł wszystkie bułki i ma zapaść. Xu poi go wodą, zeby popchnąc jedzenie. Profesor trochę zaczyna kontaktować, ni to ciągną go do Feng, ni to porzucają na środku korytarza... Feng krwawi w swoim pokoju, blada jak kreda. Rwetes, bieganina, krzyki, ściany falują wytapetowane płachtami z "cytatami z przewodniczącego Mao"...

              Xu płacze przy jej łózku, rozgląda się i nie ma znikąd pomocy, zaklina ją, zeby wytrzymała. POmoc nie nadchodzi...

              cdn



              • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [4] 10.04.15, 14:39
                Cięcie.

                Mija kilka lat.

                Feng nie przeżyła tamtego krwotoku. Profesor nie mógł pomóc, bo zjadł za dużo, organizm zwariował i profesor zmarł. Komunizm odebrał im kolejne dziecko ?

                Ulica jest puste. Nie ma megafonu, nie ma płacht z cytatami Mao na ścianach budynków. Cisza i spokój.

                Fu i Xu są już dziadkami. CHociaż nie są starzy, są zaledwie w sile wieku :] Targają wózek, nadal roznoszą wodę po okolicy i z tego się utrzymują. Mały WNUK im poomaga. Xu czuje się gorzej, więc mały śmiga z dziadkiem Fu.

                Odwiedzają grób Feng. Matka przynosi nań fotografie jej syna. KIeddy Feng miała rodzić - Xu prosiła ją, zeby fotografowała wnuka/'wnuczkę co roku i w ten sposób śledziła jego/jej rozwój i dorastanie. Skoor Feng zmarła, Xu robi to za nią i ustawia te fotografie chłopca na grobie.

                Zięć nie ożenił się po raz drugi. Pomaga teściom. Odwiedza razem z nimi grób żony.

                Fu wspomina - co by było, gdyby profesorowi nie dał wszystkich bułek naraz... Gdybym dał mu jedną... W żołądku wygłodniałego człowieka jedna bułka jest jak siedem bułek... Siedem po siedem,to 49. Za dużo, za dużo... Xu odciąga go od tych myśli. Teraz to już nie ma sensu zastanawiać się, co by było gdyby. Nie są już emocjonalni myśląc o tym, co MOGŁOBY się zdarzyć. Nie mają wyrzutów sumienia. Łagodnie się uśmiechają, z akceptacją złych kolei losu i fatalnych prfzypadków, może bezmyślnych, ale przecież nigdy nie planowanych. Zdarzyły się bez ich intencji. Czasami ratowały im skórę, a innym razem przysparzały bólu, ale... TO ŻYCIE było. I jest nadal.

                Fu kupuje kilka małych żołtych kurczaków. Przynosi je do domu. Wnuczek jest nimi zaaferowany. Fu umieszcza je w skrzynce po spalonych niegdyś akcesoriach teartrzyku cieni. Tłumaczy małemu, że będą tutaj miały miejsce do rozwoju.

                "Bo wiesz, powiada Fu, najpierw będą kurczaki, potem gęsi, potem owce, a potem wołu !". "A jeszcze potem ?", pyta mały. Na co wtrąca się Xu : "A potem... dorośniesz". A Fu dodaje : "Będzisz jeździł pociągami, latał samolotami i ŻYCIE BĘDZIE LEPSZE".

                Dołącza do nich Zięć. ZXaczynają rozkłądać stół, kładą jedzenie i napoje. Xu dyryguje wszystkim z wysokości łózka, uśmiechają się czasami, normalne popołudnie...

                Koniec :]

                Gratulacje dla każego, kto dotarł aż tutaj :]

                wspaniały, mądry, świetnie nakręcony film.
                zagrany po mistrzowsku.
                gorzki i zabawny momentami.
                wspaniałe zdjęcia, lokacje i popis aktorski głównej pary oraz wielu aktorów drugoplanowych.

                W Chinach obłożony cenzurą, a sam Zhang dostał 2-letni zakaz reżyserowania. Cóz, komunistyczna propoaganda zostaje tutaj uszczypnięta boleśnie, acz z klasą, a kolejne śmierci i tragedie dziejące się nie tyle z powodu brutalnej ingerencji terroru, ale jakby wynikające pośrednio z zasady i mechanizmu absurdalnego systemu, obciążają wprost konto Ukochanej Partii z jej cholernym Przewodniczącym.

                Komunizm - tak, wypaczenia - nie :]

                www.youtube.com/watch?v=GAZUbjttUPc
                • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [4] 12.04.15, 18:01
                  "Żyć !" opowiada o Chinach, kilku dekadach dwudziestowiecznej historii tego kraju (swoją drogą Chińczycy sporo złego doświadczyli i to , jak na ironię, nie z rąk wrogów, ale swoich, nieprawdaż?) , a jednocześnie dobieram ten film jako uniwersalną historię o zwykłych ludziach, którzy pragną tylko spokojnie i godnie żyć, ale wielka historia, polityka (idiotyczne idee) wkracza w ich życie i niweczą te skromne plany.



                  Wzruszyłam się Twoją opowieścią, Greku. :)

                  • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [4] 12.04.15, 18:18
                    ale wielka historia, polityka (idiotyczne idee) raz po raz wkracza w ich życie, niwecząc te skromne plany.
                  • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze : "Żyć !" - opis [4] 13.04.15, 13:47
                    dzięki, Barbasiu, cieszę się, że tak dobrze wyszło :]

                    yes, yes, to istota opowieści -historia wkracza nieproszona w życie normalnych ludzi, którzy mają swoje słabości, popełniają błędy, ale gdzieś tam chcą przede wszystkim żyć i robić to co się zwykle robi.

                    z drugiej strony, ta wojna w jakiś sposób wychowuje Fu, który z samobójczo nierefermowalnego hazardzisty rośnie do roli męża, ojca, dziadka, a także społecznika w jakiś sposób [teatr cieni, którym sprawia ludziom mnóstwo radości po trudnym dniu cięzkiej pracy]. Trudna historia w jakiś sposob pieczętuje związek Fu i Xu, wzmacnia go, uczy ich wzajemności i zacieśnia ich więź.

                    Znang jest, tak mi się wydaje, lekko przewrotny w tej swojej opowieści :]
    • barbasia1 Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki godz. 22:30 09.04.15, 20:23
      Młode małżeństwo, Maria i Tomek, spodziewa się dziecka. Para jest ze sobą od czasów liceum. Teraz mają dom i pracę - on jest architektem, ona ma posadę w miejskim ratuszu. Problemem okazuje się szef Marii, prezydent miasta, który nieustannie ją adoruje. W końcu dochodzi do sytuacji, która wszystko zmienia. Maria próbuje ukryć ów fakt przed mężem, ale w końcu mu się zwierza. Od tej chwili Tomek nie potrafi patrzeć na ukochaną tak jak wcześniej. Nie wie, czy chce z nią dalej żyć. Mąż i żona zaczynają zachowywać się wobec siebie jak obcy ludzie.

      W głównych rolach Marcin Dorociński i Julia Kijowska.

      • mozambique Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki godz. 22: 10.04.15, 10:13
        to ponoc na fali afery z prezydentem Olsztyna
      • grek.grek Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki godz. 22: 10.04.15, 16:12
        niestety, nie załapałem się :]

        oglądałaś może ? :
        • maniaczytania Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki g 10.04.15, 19:46
          ja obejrzałam.

          I cóż, nie do końca podobał mi się ten film. A już zwłaszcza nie podobał mi się M. Dorociński - qrczę, kiedyś mi się podobał, niestety wiek mu chyba nie służy ;) , a do tego zawsze, ale to zawsze ma taką irytującą szlachetną minę, nawet jak bije żonę ...

          Świetna była w epizodzie Dorota Kolak - jak to było zagrane, dosłownie może z dwie minuty w sumie była na ekranie, ale jak!
          A. Woronowicz w nietypowej trochę dla siebie roli - prezydenta- zakochanego w podwładnej. Taki był jakiś 'ciućmokowaty", że ciężko było zgadnąć, czy ona w niej naprawdę jest zakochany, czy może psychicznie chory.
          Ech, ogólnie, ciężki. Drugi raz na pewno nie obejrzę.
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki g 11.04.15, 17:43
            dzięki, Maniu :]

            skaczę na powtórkę, jakby co :]
          • barbasia1 Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki g 11.04.15, 22:58
            Dzięki, Maniu!
            Wybrałam"Spadkobierców, też liczę na powtórkę.


          • pepsic Re: Kocham Kino "Miłość" reż.S. Fabicki g 13.04.15, 15:27
            ciężko było zgadnąć, czy on w niej naprawdę jest zakochany, czy może psychicznie chory.
            Książkowy przykład pełzającego, osaczającego psychopaty goniącego królika.

            Co do Dorocińskiego podzielam odczucia, o czym wspominałam w wątku dot. kk. Podobnie irytował bohater. Od "tak" kochającego męża strzeż panie Boże. Również w "Róży" nie wzbudził mojego entuzjazmu, jak i sam film.

            Z tego samego powodu drugi raz nie dałam rady.
            :)
    • barbasia1 Polsat godz. 22:05 "Spadkobiercy" 09.04.15, 20:28
      z Georgem Clooneym!

      U nas nie będzie to premiera. Grek i Bronte już widzieli, mamy wątek:

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,150354644,150618937,Re_Spadkobiercy_.html
      Dla mnie będzie to premiera, jeśli skoczę.

      • mozambique Re: Polsat godz. 22:05 "Spadkobiercy" 10.04.15, 10:12
        tez widziałam , zgłąszam się
        nawet pisałam o spadających klapkach Clooneya
        • barbasia1 Re: Polsat godz. 22:05 "Spadkobiercy" 11.04.15, 00:32

          A tak, zapomniałam. Czytałam. Pardon.
          Już wklejam link to Twojego komentarza:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,155899787,Re_Wczorajsza_Niewinna_spojler_.html

          Ale! Mozambique! Matt King nie gubi w tej scenie klapków! (kiedy wstrząśnięty biegnie do znajomych z żądaniem potwierdzenia prawdy o kochanku żony i wyjawienia jego nazwiska) Owszem Matt biegnie śmiesznie, niezgrabnie i słychać głośne klapanie butów, ale do domu znajomych przybiega w obydwu butach. Właśnie to jeszcze raz sprawdziłam. A też zwróciłam uwagę na tę scenę.


          Od jutra zbieram pieniądze na wakacje na Hawajach. ;)) Cudowne widoki.
    • mozambique dokumenty o slawnych postaciach na Planete + 10.04.15, 10:30
      ja tylko tak chcialam troszeczke co nieco polecić , jakby kto mial mozliwosc obejrzenia

      Planete to jeden z niewielu kanałów w kablówce który tzryma poziom od wielu lat ,
      ja od jakiegos czasu ogladam dokumentalne filmy o slawnych ludziach kultury , bardzo rzetelnie przygotowane
      chyba nie powiannam ich recenzowac bo to jednak nie fabuła
      ale jakby kto mial dostęp to polecam
      - film O Jean Seberg - aktorce znanej z francuskeij Nowej Fali i jej tragicznym zyciu prywatnym zakonczonym samobójstwem
      - film o ostatnich latach MArleny Dietrich - gdy juz nie pokazywala sie publicznie i 10 ostatnich lat zycia spedzila w łóżku , i to nie z powodów zdrowotnych , z i prowadzila zycie towarzyskie wyłącznie przez telefon , mowi o tym jej ostatni asystent od wszystkeigo, syn oraz jedna ulubiona sąsiadka z kamienicy
      - film o Piaff i jej wieloletnim burzliwym romansie z marokańskim bokserem , zonatym i dzieciatym
      - ciekawe dokumenty o swiecie mody np o Vivienne Westwood , która oprócz mody aktywnie zajmuje sie walką z zanieczyszczeniem powietrza na globie, pisze ksiażki , ma fundacje, no ciekawa osóbka
      - dokument o BAsqiatcie - z czasow gdy byl street artystą wyłącznie
      - rzecz o filmach Salvadora Dali - super stare zdjecie z czasó gdy Dalil był rezyserem
      - swietan rzecz o trójkącie Anna MAgnani- Roberto Rosselini- Ingrid Bergmann

      - a nagrana czeka na mnie rzecz o Curie-Skłodowskiej - moze być niezłe

      a aprogramie wiedze cykl dokumentów Gottland , zainspirowanych ksiazka MAriusza Szczygła
      • siostra_bronte Re: dokumenty o slawnych postaciach na Planete + 10.04.15, 15:55
        O, widziałam ten film o Marlenie Dietrich. Bardzo ciekawy był też dokument o Brigitte Bardot.
        • siostra_bronte Re: dokumenty o slawnych postaciach na Planete + 10.04.15, 19:09
          I jeszcze widziałam świetny film o początkach kariery Chaplina. Nawet dzisiaj wieczorem jest powtórka.
      • grek.grek Re: dokumenty o slawnych postaciach na Planete + 10.04.15, 16:14
        widziałem dokument o Jean Seberg.

        leciał kiedyś cykl na TVP Info "Ostatnie dni", może to ten sam ?
      • barbasia1 Re: dokumenty o slawnych postaciach na Planete + 11.04.15, 00:34
        >a aprogramie wiedze cykl dokumentów Gottland , zainspirowanych ksiazka MAriusza Szczygła

        Czytałam książkę Mariusza Szczygła. Jest świetna.
    • grek.grek "Śmierć w ogrodzie" Kultura 10.04.15, 16:19
      20:20 i 1:20

      Bunuel z '56.

      południowoamerykański kraj pod dyktaurą wojskowych. w miasteczku X wybucha bunt, który władza chce pokazowo stłumić. zamierza więc wziąc i rozstrzelać kilkoro mieszkańców. ksiądz, bandyta i starszy jegomośc z głuchoniemą córką dają dyla do dżungli.

      Simone Signoret i Michele Piccoli w głównych rolach.

      warto by skoczyć :]
      • siostra_bronte Re: "Śmierć w ogrodzie" Kultura 10.04.15, 16:37
        Oglądam :) Wstyd się przyznać, ale nie widziałam chyba żadnego filmu Bunuela!
        • siostra_bronte Re: "Śmierć w ogrodzie" Kultura 10.04.15, 16:41
          Przypomniało mi się, widziałam wieki temu "Gorączkę w El Pao" z ostatnią rolą Gerarda Philipe.
        • grek.grek Re: "Śmierć w ogrodzie" Kultura 11.04.15, 12:43
          Jakie wrażenia, Siostro ? :]

          wg mnie, ciekawa wizja świata w rozsypce, w którym znaczenie tracą wartości, a zyskuje tylko i wyłącznie
          pieniądz, a ludzie albo knują, albo popadają w rozpacz [nieszczęsny stary Castin, który w końcówce drogi popada w kryzys, wyrzuca do rzeki cenne diamenty, w geście zwątpienia w sens swoich marzeń, a w końcu zaczyna pruć do towarzyszy z karabinu, nie oszczędzając własnej córki] i jeden dobry ksiądz tego nie jest w stanie wszystkiego skleić, zresztą - uwaga : spoiler ! :] -... ginie on w ostatnich kadrach filmu.

          świetna Simone Signoret, intrygująca uroda i charakter. jest nielojalna, podstępna, ale jednocześnie sama obrywa i w istocie wydaje się zagubiona w życiu, jak chyba żadna inna postać w tym filmie.

          sugestywne, można by rzec - absolutnie bunuelowskie ? :] - ujęcie jak chmara mrówek pożera martwego boa dusiciela i robi to w taki sposób, że to cielsko węża jakby się poruszało, falowało. Ohyda, ale za to jakie wspaniałe, plastyczne, zapadające w pamięć filmowanie ;]

          wędrówka całej grupy przez dżunglę, zamieniająca się w survival, pośród deszczu, węzów, mrówek, krzaczorów, upału i brudu, w pewnym momencie staje się krążeniem w kółko. Ludzie tracą orientację w terenie, a na dodatek ściga ich wojsko. I wtedy nagle okazuje się, ze są kilkaset metrów od celu ich szalonej eskapady, czyli od granicy z Brazylią, która ma być dla nich azylem.

          I co tam jest ? Samolot, który się rozkwasił o ziemię i drzewa. Zwłok pasażerów nie widać, ale za to jest mnóstwo drogiej biżuterii, wypasionych ciuchów, świetnego jedzenia...

          Dopóki jest brzydko, straszno, niewygodnie i przerażająco - dopóty trzymają się razem, pomagają sobie, nawet jeśli czasami się kłocą.

          Jak się robi bezpiecznie, ciepło, całkiem komfortowo i brzuchy są pełne, a plecy i poniżej pleców odziane w świeżą i czystą garderobę - zaczynają się schody, spoiler :], z pięciu osób przeżywają tylko dwie. Castin, ktory w najtrudniejszych momentach biadoli i słabuje ALE się jakoś trzyma, fiksuje w momencie, w którym teoretycznie powinien odzyskać spokój. Jgo kryzys okazuje się jednak głębszy. Dżungla go zmienia, natrętna świadomośc skończoności i marazmu dopada go i wierci w głowie. Dokłada się do tego ostra reprymenda Djin aka Signoret, z którą wiążał plany matrymonialne, a ona wybrała jednak "tego innego". Dlatego ona ginie pierwsza. Castin traci kontrolę i chyba chce, aby nikt nie wyszedł żywy z tej "wycieczki" ?

          mieliśmy jakieś "bunuele" w przeszłości, chyba ?

          Pamiętam "Dyskretny urok burżuazji", "Złoty wiek", a także "PIęknośc dnia", wszystko powinno być w archiwum :"]

          a w istocie, nie wiem czy zauważyłaś ?, sporo jego filmów pokazywanych w Kulturze chyba przegapiliśmy.

          "Viridiana", "Anioł zagłady" czy "Droga mleczna" były w ramówce i nie zaszczyliliśmy ich chyba dostateczną uwagą ;]]



    • grek.grek Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sztyletów" 10.04.15, 16:26
      ostatni film w przeglądzie.

      prodakszyn 2004 i zdaje się był hitem kinowym.

      Chiny z 1 wieku p.n.e - skonfliktowane i w chaosie. Dom Latających Sztyletów, to organizacja lewicujących buntowników o janosikowym nastawieniu społecznym, sprzeciwiająccyh się władzy cesarskiej. na dniach wyznaczają nowego wodza, a cesarskie specsłużby wyznaczają dwóch wojowników, którzy mają go złapać. pomocy ma im udzielić niewidoma tancerka, ponoć dawna kochanka aktualnego wodza. między jednym z wojowników, a dziewczyną wywiązuje się melodramat.

      pewnie są tu walki porywająće, treśc historyczna i morał... zapewne po linii współcześnie rządzących w Chinach ? ;]

      Zhang trochę się podobno zmienił na "stare lata". bliżej władzy taki się zrobił :]

      ale bez dwóch zdań, te współczesne widowiska chińskie są naprawde wspaniałym kinem przygodowo-akcyjnym, a do tego inteligentnie napisanym i odnoszącym się do wprost do historii [głębokiej czasami, preshistorii] kraju.

      23:10.

      let me hear you... yes, we can jump ! ;]]
      • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sztyle 11.04.15, 00:15
        Scena zabawy w Echo i tańca Mei w pawilonie piwonii jest niezapomniana. :)


        To ja już wyskakuję. Dobrej nocy. ;)
        • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sztyle 11.04.15, 17:33
          yes, Pawilon Piwonii, to scena fenomenalna.
          wzornictwo, kolorystyka pomieszczenia, gra w Echo w wykonaniu Mei, tysiąc róznych drobiazgów.
          olśniewające.

          i te pojedynki na miecze i sztylety w lesie bambusowym - balet powietrzny ludzi i białej broni, ileż tam pomysłów [chwilowe uwięzienie Mei i Jina wśród przemyślnie ściętych i wycelowanych łogyd-kijów bambusowych] i jaka choreografia.

          ale i jest wątek etyczno-miłosny.
          Jin pod wpływem uczucia do Mei przechodzi na stronę Sztyletów, Leo - tajny agent Sztyletów u cesarza - zawiedziony w swoim uczuciu do Mei przechodzi drogę odwrotną, a ona sama ma dylemat : dochować wierności swojej drużynie i ideałom walki, czy też porzucić wszystko i wybrać nowe życie z Jinem.

          nie ma dobrego wyboru : jesli wybierze wierność walce, będzie ciągle żałowała że nie uciekła od tego z ukochanym. Jesli z nim ucieknie, nigdy nie będzie szczęśliwa mając świaodmośc, że porzuciła ideały.

          oddaje więc za niego życie, rozwiązując rozterki za pomocą ofiary.
          przy całej efektowności i inności formy znów Zhang opowiada o niepospolitej kobiecie.
          Także kobieta okazuje się wodzem Sztyletów i jest inteligentniejsza od tych, którzy chcą
          ją pojmać. Sama zastawia na nich pułapkę.

          zauważyłaś, że ostateczny pojedynek Jina z Leo, w którym ginie przy okazji Mei, odbywa się już
          bez tych szaleństw antygrawitacyjnych. Jest ludzki i normalny.

          jedyna wariacja i symbolika, to płynne przejście ze scenerii lata w zimową.

          poza tym - nie ma skoków, lewitacji, super-ciosów, samosterownych szabel, mieczów i noży.

          czyżby dlatego, że nie jest to już walka szlachetna i o ideały, albo o "sportową" wyższość, nie
          jest to mierzenie się dwóch wojowników, ale walka ludzkich słabości ? A kiedy w grę wchodzą
          te słabości, bohaterowie człowieczeją także w swoich bojowych talentach ?

          Leo powoduje gniew, złośc i rozczarowanie, Jin występuje z pozycji zemsty i zapalczywości [przed chwilą Leo zranił, śmiertelnie jak się później okaże, Meię]. i to im w jakiś sposób odbiera zdolności do zaprzeczania prawom fizyki.

          wspaniałe widowisko i melodramat przy okazji.

          www.youtube.com/watch?=AaOO2oork7A
          • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sz 12.04.15, 14:13
            Pięknie powiedziane! :)
            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sz 12.04.15, 14:55
              dzięki !

              nic nie mówisz, Barbasiu, a przecież swego czasu jakże zgrabnie sama recenzowałaś ten film :

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,109585922,112179301,Re_Rozplan_na_dzis.html
              • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sz 12.04.15, 15:23
                Zapomniałam! Lepiej pamiętam Twoje recenzje i komentarze.
        • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sztyle 12.04.15, 12:25
          PS : nie wiem, skąd wziąłem, że akcja rozgrywa się w "1 w.p.n.e". miałem chyba jakąs pomroczność ;]

          wedle zajawki na wstępie filmu, chodzi o rok 859.

          a tak zupełnie dodatkowo - to był wspaniały filmowy tydzień z kinem chińskim. Mogliby jeszcze w sobotę dorzucić jakiś zupełnie współczesny film, niekoniecznie superprodukcję akcyjno-historyczną, ale i bez tego można być tylko ukontentowanym.
          • barbasia1 Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sz 12.04.15, 14:12
            > a tak zupełnie dodatkowo - to był wspaniały filmowy tydzień z kinem chińskim. M
            > ogliby jeszcze w sobotę dorzucić jakiś zupełnie współczesny film, niekoniecznie
            > superprodukcję akcyjno-historyczną, ale i bez tego można być tylko ukontentowanym.

            To prawda. To był ciekawy filmowo tydzień. Mnie brakowało tylko w tym przeglądzie wspaniałego filmu Zhanga -"Zawieście czerwone latarnie".
            Widziałam go bardzo dawno temu.

            Wypatruję teraz powtórki filmu "Żyć!". :)
            • grek.grek Re: Zhang Yimou w Kulturze "DOm Latających Sz 12.04.15, 14:49
              nie mielibyśmy, jak sądzę, nic przeciwko rozciągnięciu tego przeglądu filmów do 2 tygodni ? :]

              na pewno będzie powtórka.
              wszystkie te cykle filmowe, które Kultura przedstawia, takowych powtórek doczekują się.
    • siostra_bronte "Sabotaż" 11.04.15, 11:52
      O 16.20. Film Hitchcocka z 1942 r. W Teletygodniu błędnie podano 1936 r, a na stronie telemana podano opis "Tajnego agenta", czyli zamieszania ciąg dalszy :)

      • grek.grek Re: "Sabotaż" 11.04.15, 12:45
        powtórka o 0:10 :]
        i na nią się szykuję.

        nie oglądałem nigdy wcześniej tego filmu, więc cieszę się na premierę :]

        a jak u Ciebie, Siostro, która to dla Ciebie odsłona "Sabotażu" ?
        • siostra_bronte Re: "Sabotaż" 11.04.15, 13:45
          O dziwo, też nie widziałam :)
          • grek.grek Re: "Sabotaż" 11.04.15, 17:34
            o proszę :]

            zatem - premiera ! :]
            • siostra_bronte Re: "Sabotaż" 11.04.15, 18:59
              Oj, nie udał się ten film mistrzowi. Jest kilka fajnych scen (z kajdankami, w kinie czy finałowa), ale całość się ciągnie i nie wywołuje emocji. Może Ty, Greku będziesz trochę łaskawszy :)
              • siostra_bronte Re: "Sabotaż" 11.04.15, 19:29
                A, zauważyłam zmianę szaty graficznej w Kulturze. Świetnie, bo poprzednia była fatalna.
              • grek.grek Re: "Sabotaż" 12.04.15, 12:22
                Będzie z tym, możliwe, pewien kłopot, bo nie obejrzałem wczoraj. Mam w sieci w dwóch miejscach, z tym ze na jutubie po angielsku, a ja z mówionego angielskiego, to tylko "How do you do ?" i "Jimmy Hendrix" ;]

                dlatego trudno mi obiecać, że spróbuję obronić mistrza :]]
                • siostra_bronte Re: "Sabotaż" 12.04.15, 13:18
                  Oj, nieładnie. Ale szczerze mówiąc niewiele stracisz jeżeli nie obejrzysz. I nie bądź taki skromny, pamiętam, że Twoja angielszczyzna nie jest taka zła :)
                  • grek.grek Re: "Sabotaż" 12.04.15, 13:29
                    wiem, że źle to wygląda :] źle ludzie mnie sterroryzowali ;]

                    Siostro, zaprawę powiadam Ci, jesteś dla mnie zbyt wspaniałomyślna :]
                    z napisów jeszcze od biedy, rozpaczliwie nadążając, dam radę odczytać dialogi.
                    z rozmowy, bez napisów - odpadam.
                    musieliby mówic bardzo baardzo baaaardzo wolno, ale nawet wtedy pewnie i
                    tak większości bym w należytej formie nie odczytał.

                    mam jeden adres pod którym być moze coś kryje się zdatny do użycia plik, zaraz będę próbował. I jeszcze poszukam jakichś innych możliwości.

                    w pewien sposób uspokaja mnie Twoja recenzja :]
                    jakby nic się nie udało złapac, to przynamniej poczucie żalu będzie ograniczone, heh.
                  • barbasia1 Re: "Sabotaż" 12.04.15, 14:35
                    siostra_bronte napisał(a):

                    Ty to potrafisz człowieka, to znaczy Greka, zmobilizować do odpowiedniego wykonania zadania! :))
                    • grek.grek Re: "Sabotaż" 12.04.15, 14:47
                      haha ;]]
                      jako zmobilizowany - mogę to tylko potwierdzić :]

                      niestety, nie znalazłem "Sabotażu" w takiej formie, w której mógłbym obejrzeć.
                      mimo usiłowań.

                      coś jednak czuję, że Kultura zaszczyci nas powtórkami tej serii filmów HItchcocka.
                      Będzie okazja by i ten film... złapać :]
                      • barbasia1 Re: "Sabotaż" 12.04.15, 15:21
                        Hehehe! :))


                        Zatem ja powinnam coś napisać? Dwa słówka za moment ...
                      • barbasia1 Re: "Sabotaż" 12.04.15, 16:16
                        Ja się zabezpieczam przed "złymi" ludźmi, którzy nagminnie przerywają seans telefonami ;) , a wcześniej remontami, nagrywając film na pendrive. Co jest doskonałym rozwiązaniem, inaczej nie obejrzałabym żadnego Hitchcocka w całości.
                        Wczoraj dopiero po raz pierwszy spokojnie od początku do końca obejrzałam "Sabotaż".

                        Podpowiadam. Polecam. ;)
                        • grek.grek Re: "Sabotaż" 12.04.15, 17:50
                          o, jesteś zaawansowana technicznie, Barbasiu :] Kobieta XXI wieku :]

                          ja to raczej 5 liga, człowiek z końca XIX ;]
                          • barbasia1 Re: "Sabotaż" 12.04.15, 19:17
                            grek.grek napisał:

                            > o, jesteś zaawansowana technicznie, Barbasiu :] Kobieta XXI wieku :]
                            Hahaha! Co prawda, to prawda. :)

                            > ja to raczej 5 liga, człowiek z końca XIX ;]

                            Nie przesadzaj. Miałeś wideo, którego ja nie miałam. Jesteś człowiek z końca XX wieku, jeśli już. :))
                            • grek.grek Re: "Sabotaż" 13.04.15, 13:49
                              :]

                              haha, dzięki :]
                              cos w tym jest, o czym piszesz.
                              wideo na kasety VHS, walkman na kasety magnetofonowe, a na strychu gdzieś mam Commodore 64 - jakby nie patrzeć wyposażenie techniczne XX-wieczne :]
                              • barbasia1 Re: "Sabotaż" 17.04.15, 22:08
                                grek.grek napisał:

                                > :]
                                >
                                > haha, dzięki :]
                                > cos w tym jest, o czym piszesz.
                                > wideo na kasety VHS, walkman na kasety magnetofonowe, a na strychu gdzieś mam
                                > Commodore 64 - jakby nie patrzeć wyposażenie techniczne XX-wieczne :]

                                No widzisz! :)
                              • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.1. 17.04.15, 22:14
                                To ja słówko o „Sabotażu” (1942) Hitchcocka.
                                Ja nie będę taka surowa jak Bronte, powiem, że film jest całkiem udany, aczkolwiek nie jest to ten Hitchcock, którego kochamy najbardziej .

                                Rzecz dzieje się w czasach II wojny , w wielkiej fabryce samolotów w Los Angeles, wybucha pożar, w gaszeniu pożaru biorą udział pracownicy zakładu m.in. przystojniak Barry Kane i jego przyjaciel oraz jeszcze jeden człowiek , Frank Fry, którego nazwisko poznali nieco wcześniej tego samego dnia przez przypadek.

                                Otóż ów Fry wpadł na nich idąc korytarzem i oglądając się za ładną dziewczyną, kiedy się zderzyli, Fry’owi wypadły z dłoni koperty przygotowane do wysłania i jeszcze banknot 100 dolarowy. Barry i przyjaciel schylili się, by pozbierać te koperty i banknot. Na jednej z kopert bystry Barry dojrzał nazwisko nadawcy -Frank Fry i zarejestrował też wzrokiem adres: „Deep Springs Ranczo”. Fry zmieszany zabrał szybko koperty i odszedł, zapominając o banknocie . Przyjaciele podeszli raz jeszcze do niego oddając mu 100 dolarów, które podnieśli.
                                Podczas gaszenia pożaru w fabryce Frank Fry podaje Barry’emu gaśnicę, ten zaś podaje ją swemu przyjacielowi. Przyjaciel uruchamia gaśnicę , ale zamiast ugasić pożar doprowadza do potężnego wybuchu , który zabija go na miejscu.

                                Gaśnica, jak się okazało, wypełniona była wybuchowym gazem. A wydarzenie przygotowane zostało przez sabotażystów! Sabotażyści, jak piszą krytycy aluzja do nazistów.
                                Ponieważ, jak się wkrótce okazało nikt o nazwisku Frank Fry nie pracował w fabryce, o sabotaż zostaje niesłusznie oskarżony Barry Kane . To on bezpośrednio podawał gaśnicę przyjacielowi.

                                Policja zamierza Barry’ego aresztować. Barry nie ma wątpliwości, że to Frank Fry jest sabotażystą, postanawia więc uciec, by odnaleźć Franka Fry’a i dowieść swej niewinności. Barry postanawia szukać Franka Frya pod adresem, który dostrzegł na kopercie należącej do Fry’a : „Deep Springs Ranczo”.

                                W tym czasie gazety donoszą już o sabotażu w fabryce i ucieczce poszukiwanego sabotażysty. Zdjęcie Barry’ego Kane’a widnieje oczywiście na pierwszej stronie.
                                Barry dzięki pomocy sympatycznego kierowcy ciężarówki trafia na „Deep Springs Ranczo”. Puka do drzwi eleganckiego domostwa, pyta służącą o Frya, ale okazuje się , że właścicielem rancza jest zacny obywatel , Charles Tobin.

                                Charles Tobin, starszy pan w stroju kąpielowym w towarzystwie córki bawi się właśnie z przy basenie ze swoją malutką wnuczką Susie. Barry wyjaśnia po co przyjechał. Charles Tobin tłumaczy, że nic nie wie o człowieku, który nazywa się Frank Fry, ale obiecuje pomóc, deklaruje, że zadzwoni do znajomego, na ranczo oddalone o 30 km i tam zapyta o Fry’a. W tym momencie służąca przynosi Charlesowi Tobinowi pocztę. Ten otwiera jeden z listów szybko czyta, następnie chowa wszystkie listy do kieszeni marynarki, która leży na ogrodowej kanapie, stojącej na tarasie przy basenie. Charles Tobin zostawia Barry’ego z malutką Susie, który bawi się z nią rzucając piłeczką. A potem znudzona zabawą Susie wyciąga z kieszeni marynakrki listy i rzuca na ziemię. Barry zauważa list , który widział w ręku Fry’a w fabryce. Dostrzega też na innej kopercie nazwę Soda City. W tym momencie zjawia się Tobin i domyśla się, że Barry domyślił się wszystkiego. Tak, zacny obywatel Charles Tobin jest zamieszany w spisek sabotażystów!

                                Barry grozi Tobinowi policją, którą wcześniej wezwał na ranczo, grozi, że wyjawi jego powiazania sabotażystami odpowiedzialnymi za wybuch w fabryce samolotów. Ale starszy pan jest spokojny, tylko się uśmiecha. Policja przecież nie aresztuje zacnego obywatela , tylko, jego Barry Kane’a , poszukiwanego w całym kraju przez policję sabotażystę.
                                Barry próbuje uciec brawurowo na koniu należącym do Tobina, ale dopadają go ludzie Tobina i oddają w ręce policji. Ale Barry zbiega policji. Trafia do domu niewidomego starszego pana, który go życzliwie przyjmuje i ugaszcza. Barry może chwilkę odetchnąć. Wkrótce zjawia się w domku starszego pana siostrzenica, piękna modelka, której zdjęcia widnieją na wielkich bilbordach reklamowych ustawionych przy drodze.
                                Ona z przerażeniem dostrzega kajdanki na rękach Barry’ego. Okazuję się, zTo ja słówko o „Sabotażu” (1942) Hitchcocka.
                                Ja nie będę taka surowa jak Bronte, powiem, że film jest całkiem udany, aczkolwiek nie jest to ten Hitchcock, którego kochamy najbardziej .

                                Rzecz dzieje się w czasach II wojny , w wielkiej fabryce samolotów w Los Angeles, wybucha pożar, w gaszeniu pożaru biorą udział pracownicy zakładu m.in. przystojniak Barry Kane i jego przyjaciel oraz jeszcze jeden człowiek , Frank Fry, którego nazwisko poznali nieco wcześniej tego samego dnia przez przypadek.
                                Otóż ów Fry wpadł na nich idąc korytarzem i oglądając się za ładną dziewczyną, kiedy się zderzyli, Fry’owi wypadły z dłoni koperty przygotowane do wysłania i jeszcze banknot 100 dolarowy. Barry i przyjaciel schylili się, by pozbierać te koperty i banknot. Na jednej z kopert bystry Barry dojrzał nazwisko nadawcy -Frank Fry i zarejestrował też wzrokiem adres: „Deep Springs Ranczo”. Fry zmieszany zabrał szybko koperty i odszedł, zapominając o banknocie . Przyjaciele podeszli raz jeszcze do niego oddając mu 100 dolarów, które podnieśli.
                                Podczas gaszenia pożaru w fabryce Frank Fry podaje Barry’emu gaśnicę, ten zaś podaje ją swemu przyjacielowi. Przyjaciel uruchamia gaśnicę , ale zamiast ugasić pożar doprowadza do potężnego wybuchu , który zabija go na miejscu.
                                Gaśnica jak się okazało wypełniona była wybuchowym gazem. A wydarzenie przygotowane zostało przez sabotażystów! Sabotażyści, jak piszą krytycy aluzja do nazistów.
                                Ponieważ, jak się wkrótce okazało nikt o nazwisku Frank Fry nie pracował w fabryce, o sabotaż zostaje niesłusznie oskarżony Barry Kane . To on bezpośrednio podawał gaśnicę przyjacielowi.

                                Policja zamierza Barry’ego aresztować. Barry nie ma wątpliwości, że to Frank Fry jest sabotażystą, postanawia więc uciec, by odnaleźć Franka Fry’a i dowieść swej niewinności. Barry postanawia szukać Franka Frya pod adresem, który dostrzegł na kopercie należącej do Fry’a : „Deep Springs Ranczo”.
                                W tym czasie gazety donoszą już o sabotażu w fabryce i ucieczce poszukiwanego sabotażysty. Zdjęcie Barry’ego Kane’a widnieje oczywiście na pierwszej stronie.
                                Barry dzięki pomocy sympatycznego kierowcy ciężarówki trafia na „Deep Springs Ranczo”. Puka do drzwi eleganckiego domostwa, pyta służącą o Frya, ale okazuje się , że właścicielem rancza jest zacny obywatel , Charles Tobin.

                                Charles Tobin, starszy pan w stroju kąpielowym w towarzystwie córki bawi się właśnie z przy basenie ze swoją malutką wnuczką Susie. Barry wyjaśnia po co przyjechał. Charles Tobin tłumaczy, że nic nie wie o człowieku, który nazywa się Frank Fry, ale obiecuje pomóc, deklaruje, że zadzwoni do znajomego, na ranczo oddalone o 30 km i tam zapyta o Fry’a. W tym momencie służąca przynosi Charlesowi Tobinowi pocztę. Ten otwiera jeden z listów szybko czyta, następnie chowa wszystkie listy do kieszeni marynarki, która leży na ogrodowej kanapie, stojącej na tarasie przy basenie. Charles Tobin zostawia Barry’ego z malutką Susie, który bawi się z nią rzucając piłeczką. A potem znudzona zabawą Susie wyciąga z kieszeni marynakrki listy i rzuca na ziemię. Barry zauważa list , który widział w ręku Fry’a w fabryce.

                                Dostrzega też na innej kopercie nazwę Soda City. W tym momencie zjawia się Tobin i domyśla się, że Barry domyślił się wszystkiego. Tak, zacny obywatel Charles Tobin jest zamieszany w spisek sabotażystów!

                                Barry grozi Tobinowi policją, którą wcześniej wezwał na ranczo, grozi, że wyjawi jego powiazania sabotażystami odpowiedzialnymi za wybuch w fabryce samolotów. Ale starszy pan jest spokojny, tylko s
                                • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.2. 18.04.15, 00:08
                                  Ale starszy pan jest spokojny, tylko się uśmiecha. Policja przecież nie aresztuje zacnego obywatela , tylko, jego Barry Kane’a , poszukiwanego w całym kraju przez policję sabotażystę.

                                  Barry próbuje uciec brawurowo na koniu należącym do Tobina, ale dopadają go ludzie Tobina i oddają w ręce policji. Ale Barry zbiega policji. Trafia do domu niewidomego starszego pana, który go życzliwie przyjmuje i ugaszcza. Barry może chwilkę odetchnąć. Wkrótce zjawia się w domku Pat, bratanica starszego pana, piękna modelka, której zdjęcia widnieją na wielkich bilbordach reklamowych ustawionych przy drodze.

                                  Ona z przerażeniem dostrzega kajdanki na rękach Barry’ego . Domyśla się , że to poszukiwany w kraju groźny sabotażysta, o którego pytała ją policja. Ale okazuje się, że niewidomy starszy pan też wie, że Barry ma na rękach kajdanki, usłyszał brzęk kajdanek, kiedy Bary wchodził do domu! Co więcej nie wierzy w winę Barry'ego i każe bratanicy zawieść go do kowala , by usunął mu kajdanki. Pat początkowo protestuje, chce wezwać policję. Ale w końcu się godzi, odwieźć Barry'ego do kowala, ale w duchu planuje oddać go w ręce policji, bo nie wierzy w jego zapewnienia, ze jest niewinny.

                                  Barry domyśla się , co Pat chce zrobić i usiłuje ją odwieść od tego planu, przeszkadzając w kierowaniu autem, w końcu zatrzymują się na odludziu, ona wybiega z auta, by zatrzymać inne auto i prosić o pomoc. On w tym czasie przepiłowuje łańcuch od kajdanek . Potem wciąga protestującą Pat do auta , mówiąc, że bez niej sobie nie poradzi. Pat wciąż nie wierzy, że Barry jest niewinny.

                                  Jadą razem do Soda City, szukać śladu Fry'a. Ale wieczorem pośrodku pustyni psuje im się auto. Na szczęście po niedługim czasie drogą toczy się wolno kolumna wozów cyrkowych. Barry i Pat (która wciąż ma Barry'ego za sabotażystę) wskakują do ostatniego wozu, tam spotykają się osobliwą grupą cyrkowców /to na pewno scena do zapamiętania/, która składa się z Esmeraldy -kobiety z brodą, zresztą elegancko pozakręcaną na wałki (specyficzny humor Hitchcocka:), Tytanii, niskiej, grubej damy, "wspaniałej osoby", uroczych acz kółtliwych sióstr syjamskich (jedna ma pretensje do drugiej , że tamta odbiła jej wielbiciela), różniących się diametralnie zdaniem na każdy temat, wysokiego kościstego mężczyzny, który wygląda na szefa grupy, karła zwanego Majorem, o którym wysoki kościsty powie: "kieszonkowe wydanie obojętności" :), kiedy ten będzie chciał wydać policji Barry'ego i Pat.

                                  Barry i Pat, dzięki brodatej Esmeraldzie i jej przekonaniu, że są dobrymi ludźmi, zostają ukryci przed policją, która przeszukuje wozy. W ten sposób dojeżdżają ranną porą do Soda City, mieściny, w której stoją jakieś opuszczone drewniane budy ...


                                  cdn. / w poniedziałek/


                                  PS Znikam na ten weekend! Wracam dopiero w poniedziałek. Aleee jak dam radę to wpadnę jeszcze w niedzielę wieczorem!? A w niedzielę, widzę, "Obława!". :)
                                  Dobrego weekendu. Trzymaj się, Greku, ciepło, trzymajcie się ciepło.
                                  SeeU!





                                  • siostra_bronte Re: "Sabotaż" (1942) cz.2. 19.04.15, 19:54
                                    Dzięki, Barbasiu :) Udanego wyjazdu!
                                    • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.2. 20.04.15, 21:06
                                      siostra_bronte napisał(a):

                                      > Dzięki, Barbasiu :) Udanego wyjazdu!

                                      Dziękuję serdecznie za dobre słowo, Bronte! :))
                                      Miło mi, że przeczytałaś mój post.

                                      A ja mam ciąg dalszy "Sabotażu" ...
                                  • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.3 i ostatnia 20.04.15, 21:15
                                    Pat i Barry Kane szukając jakiegoś tropu prowadzącego do sabotażystów , do Franka Fry’a odkrywają w jednej z bud punkt obserwacyjny z widokiem na potężną elektrownię wodną. Jak słusznie podejrzewają jest to kolejny obiekt, który sabotażyści planują zniszczyć. Kiedy oglądają wnętrze budy , nadjeżdża samochód. Barry, słysząc pojazd, każe się ukryć Pat w pomieszczeniu obok , a sam zostaje i czeka.

                                    W budzie zjawiają się dwaj faceci. Są zdzwieni i zaniepokojeni widokiem intruza, ale Barry domyślając się, że to sabotażyści, informuje szybko, że jest jednym z nich, pokazując swoje zdjęcie w gazecie, wyciągniętej z kieszeni jednego z przybyłych. Wyjaśnia, że przysłał go stary Charles Tobin z rancza Deep Springs do pomocy.

                                    Faceci zabierają Barry’ego do Nowego Yorku , do swoich. Pat w tym czasie ucieka i kontaktuje się z miejscowym szeryfem z Soda City informując go o sabotażystach planujących zamach na elektrownię.

                                    Barry wraz z sabotażystami przyjeżdżają do okazałej rezydencji starszej damy, pani Henrietty Van Sutton, przedstawicielki elity nowojorskiej. Zacna dama, jak się okazuje, też jest zamieszana we współpracę z organizacja odpowiedzialnych za zamachy i sabotaże.

                                    Barry zostaje postawiony przed oblicze pani Van Sutton. Pani Sutton, w domu której właśnie odbywa się ekskluzywne przyjęcie charytatywne dla elit, jest zaniepokojona zamieszaniem., pojawieniem się w jej domu w takim momencie ludzi zamieszanych w zamachy. Policja, ostrzega, obserwuje biuro organizacji. Pani Sutton pyta Barry’ego o dziewczynę. Barry jest zdziwiony, że pani Sutton wie o Pat, wyjaśnia, że to dziewczyna go poderwała, uczepiła się jego. I w tym momencie , odzywa się damski głos. Barry odwraca się i ku swemu zdumieniu widzi Pat siedzącą przy biurku w głębi wielkiego pokoju, która ironicznie przeprasza go , że narobiła mu kłopotów (sabotażyści zadbali wspaniale o Pat, która w tej scenie ma na sobie nową elegancką wieczorową kreację, zdobioną migoczącymi cekinami i bajeczną fryzurę z misternymi loczkami ułożonymi na głowie ; ). Barry jest kompletnie zaskoczony jej obecnością. Okazuje się, że szeryf Soda City, którego Pat poinformowała o sabotażystach jest również ich współpracownikiem! I to za jego sprawą Pat została zatrzymana i przywieziona do domu pani Sutton.

                                    W tym momencie w pokoju zjawia się Charles Tobin, właściciel rancza! Demaskuje on Barry’ego, informując panią Sutton i wszystkich zebranych, że Barry nie jest jednym z nich, nie jest sabotażystą. Wtedy dopiero piękna Pat przekonuje się ostatecznie , że Barry mówił prawdę. :)
                                    Zanim zostaną uwięzieni - Pat wywieziona do biura znajdującego się na jednym z najwyższych pięter słynnego drapacza chmur Rockefeller Center, a Barry zamknięty w piwniczce? rezydencji pani Sutton , z której zdoła zbiec na drugi dzień rano, uruchamiając alarm przeciwpożarowy, zdążą jeszcze zatańczyć razem na przyjęciu. :)

                                    Barry po tym jak wydostaje się z domu pani Sutton, dowiaduje się przypadkowo , że właśnie ma się odbyć wodowanie nowego okrętu wojennego. Domyśla się na podstawie zasłyszanych wcześniej rozmów, że ta impreza będzie kolejnym celem sabotażystów . Barry pędzi więc do portu, usiłuje ostrzec policję pilnującą tam porządku, niestety bezskutecznie. Czasu jest coraz mniej dlatego sam biegnie dalej w poszukiwaniu zamachowca i szczęśliwie odnajduje go w samochodzie zaparkowanym w jakieś budzie. Zamachowcem okazuje się być sam Frank Fry!

                                    Fry usiłuje odpalić ładunek wybuchowy podłożony pod pochylnią okrętową, ale Barry rzuca się na niego. Barry i Frank szamocą się, walczą, w końcu Frankowi udaje się odpalić z opóźnieniem ładunek. Statek chyba nie ulega uszkodzeniu , ale przewraca się.

                                    Kompani Franka Fry’a, którzy właśnie nadbiegli z pomocą obezwładniają Barry’ego i zabierają do biura w Rockefeller Center, gdzie znajduje się Pat, ale tam już czeka na nich agenci FBI! (Pat wyrzuciła z okna kartkę z prośbą o pomoc) .

                                    Jednak Frankowi Fry’owi udaje się zbiec FBI. Trafia do sali kinowej, gdzie ludzie właśnie oglądają jakiś film kryminalny, w którym bohaterowie strzelają. Frank Fry, biegający na tle wielkiego ekranu, myśli , że to do niego strzelają, więc sam zaczyna strzelać w kierunku widowni. Kiedy ludzie na widowni orientują się, że ktoś naprawdę strzela, zaczynają uciekać w panice z kina.

                                    W końcu Frank Fry wydostaje się z kina ze spanikowanym tłumem na ulicę. Na ulicy są już także Pat i Barry, którzy zauważają Fry’a. Ponieważ Barry idzie z FBI, prosi Pat , by śledziła Franka Fry’a.

                                    Frank Fry udaje się promem na Liberty Island , Wyspę Wolności, gdzie znajduje się, jak wiadomo , Statua Wolności (symboliczne miejsce ostatniej rozgrywki bohaterów filmowych, też scena do zapamiętania). Pat idzie za nim. Kiedy jest już na tarasie widokowym w koronie Statui , dzwoni do FBI dać znać , gdzie jest, a potem zaczepia Franka i zaczyna go uwodzić, by się nie ruszył z miejsca dopóki agenci nie przybędą.

                                    W końcu zjawiają się agenci FBI z Barrym. Fry ucieka na wyższą część ramienia i dostaje się na tarasik znajdujący się na zniczu . Tam dogania go Barry i celuje w niego z pistoletu. Fry odchyla się tak nieszczęśliwie, że traci równowagę i wypada poza tarasik , w ostatniej chwili wczepia się w dłoń Statui i tak zwisa. Barry usiłuje mu pomóc wciągnąć na górę, wychodzi przez tarasik , po dłoni Statui ostrożnie schodzi niżej i chwyta za rękaw marynarki Fry’a. W tym czasie policja szuka sznura, za pomocą którego mogłaby wciągnąć Franka i Barry’ego. Niestety szwy w rękawie nie wytrzymują i rękaw się odrywa, a Frank Fry spada z wielkiej wysokości na dół zabijając się na miejscu (Muszę przyznać, że efekty specjalne są na bardzo przyzwoitym poziomie).

                                    Agenci FBI pomagają Barry’emu dostać się na tarasik . Barry wpada wprost w objęcia spłakanej Pat.

                                    KONIEC

                                    Dziękuję za cierpliwość, uwagę i zainteresowanie. :)

                                    • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.3 i ostatnia 22.04.15, 15:59
                                      Trailer filmu:

                                      www.youtube.com/watch?v=862LT3WkiM0


                                    • grek.grek Re: "Sabotaż" (1942) cz.3 i ostatnia 23.04.15, 17:44
                                      doskonała opowieść, Barbasiu :] żywo, precyzyjnie i szczegółowo.

                                      świetna historia filmowa, bez dwóch zdań.
                                      żałowałbym, że nie oglądałem, gdyby nie fakt, że mogłem przeczytać Twoją
                                      opowieść. mistrz Alfredo pewnie też by chętnie poczytał :]

                                      wszedzie spiskowcy, nie ? każda niemalże postać pojawiająca się na drodze Barry'ego okazuje się być uczestnikiem zmowy. Czy to jakaś tajna organizacja czy
                                      luźne związki ?

                                      jaki pocieszający obrazek : to artystyczna trupa oraz człowiek niewidomy okazują się instynktownie wyczuleni na niewinnośc Barry'ego. Chemia, jak nic chemia :]

                                      świetne zawiązanie akcji, gaśnica, wybuch, Barry zalatujący pomocnictwem w tym akcie, a do tego sam Barry wie, że niejaki Fry jest jego alibi.

                                      ciekawe, że dwukrotnie Barry odnajduje dalsze wskazówki na upuszczonych przez innych bohaterów listach [Fry i wnuczka Tobina], nieprawdaż ? :]

                                      no i finał, klasyka sensacji :]
                                      i to na Statui Wolności :] co za brawurowy pomysł. znakomity.

                                      swietnie się czytało, Barbasiu, jakbym oglądał [trailer dał mi wyobrażenie o estetyce, więc sobie podkład zrobiłem z niej do Twojego tekstu], dzięki raz jeszcze :]

                                      i przepraszam, że z takim opóźnieniem. no ale za to niespodzianka jest jak się patrzy, prawda ? :]





                                      • barbasia1 Re: "Sabotaż" (1942) cz.3 i ostatnia 01.05.15, 23:11
                                        Dziękuję pięknie. Cieszę się zainteresowała Cię moja opowieść.
                                        Za usterki przepraszam.

                                        > żałowałbym, że nie oglądałem, gdyby nie fakt, że mogłem przeczytać Twoją
                                        > opowieść.
                                        >mistrz Alfredo pewnie też by chętnie poczytał :]
                                        Hehehe! Jesteś kochany! :)

                                        > wszedzie spiskowcy, nie ? każda niemalże postać pojawiająca się na drodze Barry
                                        > 'ego okazuje się być uczestnikiem zmowy. [...]
                                        > jaki pocieszający obrazek : to artystyczna trupa oraz człowiek niewidomy okazuj
                                        > ą się instynktownie wyczuleni na niewinnośc Barry'ego. Chemia, jak nic chemia :]

                                        Dobra uwaga. Spiskowcami są, co ciekawe, ludzie majętni, z pozycją, na stanowisku, postrzegani jako zacni obywatele Ameryki. Z kolei zwykli prości ludzie, jak kierowca bagażówki, który podwozi Barry'ego na ranczo, jak niewidomy ,jak, właśnie, trupa artystów wieżą instynktownie (dobre określenie) w niewinność Barry'ego i mu pomagają.



                                        >Czy to jakaś tajna organizacja czy luźne związki ?

                                        Charles Tobin, jeden z mózgów spiskowców, w rozmowie z Barrym w cztery oczy, wyjaśnia, że jest w Ameryce grupa osób, która "nie chce maszerować w szeregu". "Proste spokojne życie im nie wystarcza". "Tych niewielu pragnie dla Ameryki innej formy rządów". Sabotażyści chcą wprowadzenia państwa totalitarnego. "Państwo totalitarne jest bardziej wydajne. Tam się działa!" - mówi Tobin.

                                        Barry szyderczo uszczegóławia: "Zrzuca się bomby na miasta, zatapia okręty, poddaje torturom, żebyście jedli ze złotych półmisków".

                                        Tobin nie zamierza zrzucać bomb, aczkolwiek jego celem jest przejęcie władzy .

                                        Tu Barry wygłasza płomienną, patriotyczną przemowę , co zważywszy na rok powstania filmu (1942) i kontekst historyczny jest znaczące .
                                        Mówi Barry: "Pańska wiara sprawiła, że zginął mój przyjaciel i tysiące podobnych do niego. To wasz cel, jednak to wam nie przeszkadza. w istocie nienawidzi pan wszystkich ludzi. Wiele się nauczyłem wciągu tych paru dni. Poznałem wiele osób podobnych do pana i wiele osób, które chcą właściwie postępować. Pomagają innym uporać się ze złem. Miłość i nienawiść. Świat wybiera stronę. Wiem po której stanę z milionami w każdym kraju. Jesteśmy twardzi , będziemy walczyć do końca i zwyciężymy bez względu na to wy macie, Bóg wie jak długo miałaby potrwać walka".


                                        > świetne zawiązanie akcji, gaśnica, wybuch, Barry zalatujący pomocnictwem w tym
                                        > akcie, a do tego sam Barry wie, że niejaki Fry jest jego alibi.

                                        To prawda. :)


                                        > ciekawe, że dwukrotnie Barry odnajduje dalsze wskazówki na upuszczonych przez i
                                        > nnych bohaterów listach [Fry i wnuczka Tobina], nieprawdaż ? :]

                                        Tak. Dwa razy Hitchcock w filmie wykorzystał ten sam pomysł, choć w różnych wariantach. Oba powiedziałabym tak samo przekonujące. :)


                                        > no i finał, klasyka sensacji :]
                                        > i to na Statui Wolności :] co za brawurowy pomysł. znakomity.

                                        Tak, symboliczna scena. Tyrania zostaje pokonana przez demokrację właśnie w tym miejscu.

                                        > swietnie się czytało, Barbasiu, jakbym oglądał [trailer dał mi wyobrażenie o es
                                        > tetyce, więc sobie podkład zrobiłem z niej do Twojego tekstu], dzięki raz jeszcze :]

                                        To wspaniale. :))

                                        > i przepraszam, że z takim opóźnieniem. no ale za to niespodzianka jest jak się
                                        > patrzy, prawda ? :]

                                        Nie ma za co przepraszać. Jak Ty to mówisz? Posty nie Gołota, nie uciekną. :))
                                        • grek.grek Re: "Sabotaż" (1942) cz.3 i ostatnia 03.05.15, 16:38
                                          Barbasiu, Twoje opowieści zawsze mnie interesują :]

                                          o, ja tylko stwierdzam fakty :]]

                                          taki antyestablishmentowy wydźwięk ma ten film, nieprawdaż ?

                                          dzięki za wyczerpujące wyjaśnienia.
                                          a więc odwieczna walka kapitału zblatowanego z polityką przeciw tzw.
                                          zwykłym ludziom, zakulisowe knowania by bogatym było jeszcze lepiej,
                                          a biednym coraz gorzej, ale najlepiej żeby tego nie zauwazyli.

                                          te sabotaże są jak żywcem wyjęte w "katechizmu rewolucjonisty" Nieczajewa.
                                          na początek radził on właśnie destabilizację sytuacji społecznej, wywołanie
                                          stanu zagrożenia i paniki, aby zgodziło się na rządy twardej ręki i uprawnienia
                                          władzy do kontrolowania go celem, oficjalnie, wdrażania procedur zapewniających
                                          bezpieczeństwo. a władza mająca wszystkie sznurki w rękach i społeczne przyzwolenie,
                                          mogłaby już przejąć pełną kontrolę. jak widać, protoplaści bolszewizmu w dawnej Rosji
                                          czy amerykańscy kapitaliści... metodologia działania pozostaje ta sama.

                                          symboliczna scena.
                                          Statua Wolności, na której zostaje pokonana owa tyrania... not bad :]

                                          haha, to prawda :]
    • grek.grek "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 11.04.15, 17:40
      8 nominacji oscarowych i statuia dla Jennifer Lawrence.

      kiedy się spotykają kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach...

      rzecz o jegomościu, co po załamaniu nerwowym, wywołanym złapaniem żony in flagranti z kochankiem, trafia do psychiatryka, a potem wychodzi, wprowadza się do rodziców i próbuje ją odzyskać. obok niego mieszka sąsiadka, co też ma za sobą niezły pie,prznik...

      oprócz mrs Lawrence - Bradley Cooper, Jacki Weaver [pamiętacie "Królestwo zwierzat" ? świetna rola].

      with Robert De Niro.

      że Dwójka takie hiciory pokazuje ? yikes ! ;]
      • siostra_bronte Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 11.04.15, 19:00
        Nie będę mogła obejrzeć, więc liczę na Twoje/Wasze recenzje.

        Ale coś czuję, że jak to zwykle bywa przy oskarowych hitach, ten też okaże się przereklamowany.
      • barbasia1 Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 11.04.15, 19:45
        Kojarzę ten tytuł. Skaczemy!

        Tylko kiedy ja odpisze na posty!?? ;)
        • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 12.04.15, 13:24
          bez obaw, Barbasiu, posty nie Gołota - nie uciekną ;]
      • maniaczytania Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 11.04.15, 22:51
        obejrzałam, podobał mi się bardzo. Chociaż sporo zmienione względem książki.

        Oscar dla Jennifer, moim zdaniem, zasłużony bardzo. Koncertowo zagrała 'popapraną' Tiffany. Bradley Cooper zresztą równie dobry. kilka scen było naprawdę świetnych, jak np. ta na kolacjo-randce-nierandce.
        Ha, sama nie wiem, co podobało mi się bardziej - książka czy film :)
        Podrzucam wrażenia z lektury:
        mojeprzemiany.blox.pl/2013/04/Poradnik-pozytywnego-myslenia-Matthew-Quick.html
        • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 12.04.15, 12:50
          dzięki, Maniu, za ten link do Twojej recenzji ksiązki.

          jak chodzi o film, to wydaje mi się, że ta rzekoma choroba Pata zupełnie się nie przejawia.

          dobra - pobił gościa, z którym zdradziła go żona.
          ale czy to on jeden ?
          codziennie jakiś łysy zdrajca dostaje kopa w ja... niewazne w co, nawet jeśli do rymu, od zdradzonego męża. co w tym dziwnego ? film może oczywiście pokazywać SKĄD się wzięła zapaśc nerwowa, samo źródło.

          chodzi mi o to, ze rzeczywistość, świat, otoczenie - wszyscy i wszystko jest porąbane :]
          Ojciec Pata - zabobonny fetyszysta, który ma zakaz stadionowy, bo komuś kiedyś na tym stadionie wlał.
          przyjaciel Pata - duszący się w swoim ładnym domku na przedmieściach, z niefajną żoną i dzieciakiem.
          Brat i jego koledzy - wywołujący z niczego rozróbę przed meczem.
          Chłopak z sąsiedztwa - przylatuje pod dom Pata za każdym razem, kiedy wydobywają się z niego jakieś podniesione głosy, dzwoni do drzwi i zadaje jakieś kretyńskie pytanie z cyklu "Czy to wściekły atak wściekłej wściekłości [Pata aka Wariata z Wariatkowa] ?"

          Kobiecina na schodach szkoły, w ktorej niegdyś uczył Pat - kiedy on chce się z nią przywitać, ona reaguje jakby chciał ją zabić.

          lekarz, u którego sesje ma Pat - walnięty kibic futbolu.
          dla mnie osobiście : wariat :]

          Albo ten bukmacher, u którego ojciec Pata obstawia swoje mecze - to ma być zdfrowa jednostka ? ;]]

          kto tu jest normalny ?

          wygląda na to, że Pat i Tiffany są najnormalniejsi ze wszystkich, a na pewno wrażliwsi i bardziej uczuciowi od pozostałych.

          Ich jedyne piętno polega na tym, że przeszli przez terapię w ośrodku zamkniętym, czyli mają epizod, który powinien być udziałem wszystkich wyżej wymienionych, gdyby tylko mieli odrobinę samokrytycyzmu albo ktoś się na serio zainteresował ich stanem zdrowia psychicznego.

          wg mnie, to jest ważnym sensem tej opowieści : normalne odruchy mogą być uznane za wariactwo, a pobyt w ośrodku stygmatyzuje.

          Poza tym, ciekawie plecie się ten romans Pata z Tiffany, od początku widać, ze jest tam chemia i w zasadzie trudno pojąć, dlaczego Pat ciągle chce powrotu do żony, która go puściła w trąbę. Wiadomo jednak, że ostatecznie musi się z tego wyleczyć i będzie happy end, inaczej niż u Hemingwaya, który w formie ksiązkowej ląduje za oknem ukarany za pesymistyczne zakończenie powieści.

          ojcowskie natręctwa i przesądy, łączące wygrane ulubionego zespołu futbolowego z faktem oglądania ich meczów przez Pata, całkiem nieźle napisane. A jeszcze lepiej wypada sposób w jaki Tiffany udowadnia mu, że znacznie lepszym gwarantem tych zwycięstw jest jej i Pata wspólne przebywanie.

          aktorzy ciągną ten film.
          obsadzeni są zawodowo, oglądac pana Coopera zapomina się, że to dotąd był taki pan Lalunio bez właściwości, przy Jennifer Lawrence w ogóle nie istnieje żadne zwątpienia [może dlatego, ze nie oglądałem "Igrzysk", albo zdązyłem zapomnieć, hehe], zaś pan reżyser powinien dostać OScarda za sam pomysł wymyślenia Roberta De Niro do roli ojca. świetne wstawki ma Chris Tucker, jako kolega Pata z ośrodka, który cały czas kombinuje jakby tu się wyreklamować z dalszej terapii, a do tego emanuje takim spokojem, równowagą i pogodą ducha, że nie sposób w ogóle skojarzyć go z jakąkolwiek
          dolegliwośćią psychiczną.

          jako antykomedia antyromantyczna film ten wypada doskonale :]
          • maniaczytania Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 12.04.15, 16:18
            hehe fajna Ci psychoanaliza wyszła :) Poniekąd się zgadzam - bo cóż właściwie jest normalnością?
            I bardzo podoba mi się określenie - antykomedia antyromantyczna :)

            A, tylko jedno sprostowanie, to nie brat z kolegami wywołali rozróbę, oni zareagowali, gdy jacyś 'nacjonaliści' kazali Hindusom wyjeżdżać z Ameryki :)
            • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 12.04.15, 17:40
              dzięki ;]

              yes, omyliłem się.
              w takim środowisku, wśród takich zachowań, jakie dzieją się dookoła Pata - zachować całkowitą równowagę i nie dać komuś w ucho, to przepustka do świętości ;]

        • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 20:00 12.04.15, 13:23
          PS :

          jakie są Twoje konstatacje a'propos miłości Amerykanów do futbolu ? :]

          tak sobie pomyślałem, że może chodzi o miłośc do sportu jako takiego, do widowiska, które jest jednocześnie wydarzeniem relaksującym, rozrywkowym, towarzyskim i integrującym społecznie ?

          z tego, co wydedukowałem, przeciętny Amerykanin kibicuje kilku zespołom z róz/nych dyscyplin sportowych. MOże się to wiązać z faktem, że w ten sposób jest w stanie przekibicować cały sezon.

          liga futbolu zaczyna gdzies na jesieni i kończy w lutym.
          liga baseballowa zaczyna w kwietniu, w finałowe mecze są we wrześniu.
          a z kolei koszykarze rywalizują od jesieni i finały są w czerwcu.

          w istocie, mając faworytne zespoły base- i footballowe - Amerykanin cały rok chodzi z nosem w gazecie sportowej :]

          mam wrażenie, ze chodzi tam przede wszystkim o walor towarzyski. ludzie idą jak na piknik. Mecze baseballa czy footballu polegają na sekwencjach : kilkanaście sekund dynamicznej akcji - kilka minut przerwy.

          można zjeśc, pogadać, wymienić uwagi między akcjami, nie trzeba się nonstop skupiać na tym, co się dzieje na boisku. to sprzyja rodzinnym wypadom i atmosferze integracyjnej. No i nie ma kiboli, którzy by w zorganizowany sposob psuli innym nastrój :] Tam właściciele rozumieją, że sport jako miejsce spotkania rozjuszonych band ultrasów, to rzecz zupełnie niedochodowa, bo albo biznes będzie kwitł dzięki normalsom, czy też "piknikom", ale zdechnie pod butem troglodytów w kominarkach. Co najlepsze to samo rozumieją sportowcy, którzy zarabiają ogromne pieniądze i wiedzą skąd się one biorą. Gdyby u nich zaczęli się organizować kibole, to zawodnicy by pierwsi zastrajkowali, wiedząc doskonale,że spadek frekwencji na trybunach oraz zepsuty klimat wokół ich ligi/sportu, najpierw uderzy w ich zarobki, bo klub nie będzie miał z czego wypłacać. U nas piłkarze całują zamaskowanych żulików po nogach, a policja zamiast rozganiać - chowa się w koszach na śmieci :]

          to też taka pewna ;] róznica między Ameryką, a Najjaśniejszą bez względu na numerację.

          jeszcze a'propos sportu stricte, w filmie ojciec Pata kibicuje Eagles, zawodowcom.
          ale ponoć zainteresowanie rozgrywkami profesjonalistów, to jest betka w porównaniu z tym, co się dzieje na meczach szkolnych drużyn, od średniej do uniwersytetu.

          szkolne rozgrywki mają niezwykle wysoką rangę. U nas nikogo nie obchodzą poza grupkami znajomych. Tam - piszą o nich fachowe portale sportowe, najlepsi gracze dostają specjalne nagrody, z nich rekrutuje się późniejszych zawodowców. A wszystko to z powodu szajby jaka towarzyszy tym ligom, turniejom i meczom w środowiskach lokalnych. Zawodowcy grają za miliony dolców, ale to szkolne zespoły wywołują największy szał kibicowania. Co by wskazywało na kluczowe znaczenie silnych więzów jakie łączą wspólnoty lokalne w Ameryce. Druzyny sportowe są hołubione, bo są wizytówką miejscowej spopłeczności, kibicowanie staje się formą lokalnego patriotyzmu, sposbem identyfikacji z innymi ludźmi, stylem wyrażania swojej własnej tożsamości.

          Ten indywidualizm amerykański jest mocno podejrzany ;] Wspólnotowośc jest tam bardzo mocna i ma swoje liczne rytuały, takie jak te mecze.

          Futbol jest pierwotny, ma najdłuższy staż w Ameryce, a do tego - jest najprostszy. Żeby zagrać - wystarczy mieć dwie linie i jakiś kawałek starej opony zamiast piłki. Ofk, je jajowate footballówki można tam kupić wszędzie, za psi grosz, więc każde dziecko ma taką w domu :] Boiskiem może być zwykły trawnik koło domu. wszyscy w to grają. Jak u nas w nogę :]

          uff, a to się podłączyłem pod wątek... :]

          to wszystko, co wiem i nie wiem na ten temat ;]]

          jakie Tobie wyszły wnioski ?
          • maniaczytania Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 12.04.15, 16:16
            świetnie żeś to rozgryzł moim zdaniem :)
            Uważam podobnie - u Amerykanów bardzo naturalne jest bycie we wspólnocie, wspólne spędzanie czasu, wspólne robienie czegoś na rzecz swojej społeczności, wspólne działanie, często bezinteresowne. U nas tego brakuje bardzo.
            Ja na blogu, bardziej w komentarzach, też na ten temat pisałam. "Analizuję" temat 'amerykańskości' już od jakiegoś czasu. Mnie się wydaje, że u nich to wszystko wsparte jest na prawdziwych wartościach - oni są bardzo wierzący, wiara daje im poczucie bezpieczeństwa i poczucie więzi z innymi, i naturalną chęć robienia czegoś dla innych. Do tego rodzina też jest wartością. I wokół rodziny, i z rodziną, skupia się to całe kibicowanie też. Przypomnieć można film z Sandrą ;) - tam też cała rodzina miała bzika wręcz na punkcie sportu :)
            U nas niestety często wiara jest wyłącznie powierzchowna, skupia się na pseudo-pobozności, a nie rzeczywistym życiu tymi wartościami. Nie pomagamy i często nie umiemy przyjąć pomocy bez myśli, ze na pewno ktoś coś za to będzie chciał. Mnie się marzy takie kibicowanie całymi rodzinami, a teraz to strach dziecko na stadion zabrać czasem ;)
            • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 12.04.15, 17:45
              dzięki raz jeszcze :]

              rzeczywiście, ważna to okoliczność - pozytywny charakter kultywowania wartości i szczere do nich przywiązanie.

              hehe, polskie stadiony... ;] jedna zabłąkana sztacheta czy cegłówka i można się przespacerować stąd do wieczności ;]
              • mozambique Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 13.04.15, 10:22
                zgadzam się

                rozwalanie ławek i walenie sie po mordach kibiców amerynkaskiemu sportowi najoczywiściej sie po prostu nie opłaca
                co jak co , ale oni liczyć umiom i jzu sobei policzyli ze piknikowa rodzinka czyli rodzice + dwoje dzieci na trubunach to oprócz biletu rodzinnego ( w promocyjnej cenie) masa dodatkowego zarobku - pizza, cola, hamburger, lody, dzieci zawsze wyżebrzą mase slodyczy i dodatkowo koszulkę, i czapeczkę i trąbkę i chorągiewkę.. a po meczu w sklepie licencjonowanym a to karty z zawodnikami a to pilke z autografem a to cos jescze
                i tego im zazdroszczę - bezpieczenstwa na trybunach , oddzielnych specjlalnych trybun dla rodzin ( blisko murawy bo dzieciak jeszce nie wie ze z góry lepiej widać ) , i spikera roziwnietego umyslowo w stopniu zaawansowanym( nie tak jak jakis debil ligowy ktory przez mikrofon nawoływał "żyletę" żeby zajęła sie odpowiednio piknikami bo dopingowac nie umieją)

                to nawet obecnie w UK funkcjonuje - ladnie to jest pokazane w filmie 'MIłośc kibica" z Colinem Firthem
                • grek.grek Re: "POradnik pozytywnego myślenia" TVP2, 13.04.15, 13:57
                  :]

                  dokładnie tak jest, jak napisałaś.

                  ciekawe, że u nich te kibolskie hordy się nie wykształciły, prawda ? w Polsce wokół piłki nożnej wszedzie się organizują takie... brygady. a tam jakoś nie. Sport nie generuje negatywnych wzruszeń, a raczej zacieśnia wspólnotowe więzi.

                  inna kultura jakaś :]



    • pepsic " Z dystansu", za chwilę w tvp kultura 11.04.15, 20:06
      Gorąco polecam
      godz. 20:20
      • siostra_bronte Re: " Z dystansu", za chwilę w tvp kultura 11.04.15, 22:35
        Żałuję, że nie mogłam obejrzeć. Liczę na powtórkę.
      • barbasia1 Re: " Z dystansu", za chwilę w tvp kultura 11.04.15, 22:51
        Liczę na powtórkę. Dziś wybitny urodzaj na premiery.
    • barbasia1 W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada polska" 11.04.15, 22:38
      w reżyserii Janusza Zaorskiego.

      Nocą 10 lutego 1940 r. NKWD wysiedla mieszkańców wsi Czerwony Jar na Podolu. Wśród wysiedleńców jest rodzina Jana Doliny - jego żona Antonina oraz synowie Staś i Tadzio. Podróż na Syberię trwa 40 dni - najpierw pociągiem, potem pieszo i saniami. Ich nowym domem jest obóz pośrodku tajgi, gdzie muszą się zmierzyć nie tylko z zimnem, głodem i chorobami, ale także z brakiem prywatnej przestrzeni i jakiejkolwiek nadziei na przyszłość. Pierwszej wiosny choroby dziesiątkują wysiedleńców, również rodzinę Jana.
      • mozambique Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada pol 13.04.15, 10:11
        Ten film widizlam i okrelse jednym slowem - nuda panie , nuuuudaaaa
        • barbasia1 Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada pol 13.04.15, 22:50
          mozambique napisała:

          > Ten film widizlam i okrelse jednym slowem - nuda panie , nuuuudaaaa

          O! Jestem zaskoczona. Wydawałoby się, że temat to samograj, nieprawdaż!?

          • mozambique Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada pol 14.04.15, 09:06
            no wlasnie , moizna powoeidziec ze tego nie mozna spaprac

            ja obejrzalam w zeszlym roku, sumiennei i dokladnie
            i kompletnei nic nie pamietam , ani jednej postaci, ani jednego wątku , ani jednego aktora
            to chyab jakos kiepsko o filmie swiadczy - taki temat a takie wielkie nic ?
            i pamietam tylko jeden kadr - chłopak i dziewczycna lezą na łące na brzegu jakiejs rzeki :)
      • grek.grek Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada pol 13.04.15, 13:43
        nie widziałem, ostatnio oferta zrobiła się nader... pękata :]]
        • barbasia1 Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada 13.04.15, 22:51
          grek.grek napisał:

          > nie widziałem, ostatnio oferta zrobiła się nader... pękata :]]

          Tośmy czasów dożyli! ;))
          • barbasia1 Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada 13.04.15, 22:51
            barbasia1 napisała:

            > grek.grek napisał:
            >
            > > nie widziałem, ostatnio oferta zrobiła się nader... pękata :]]
            >
            > Tośmy czasów dożyli! ;))

            PS A będzie jeszcze większa.
            • grek.grek Re: W Jedynce też premiera g.21:25 "Syberiada 14.04.15, 14:37
              i na to liczymy, jak sadzę [?} :]]
    • grek.grek "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 12.04.15, 15:07
      czy widzicie to samo, co ja widzę ? :]

      Woody Allen w Jedynce i to nie o godzinie 26.

      amerykański scenarzysta jedzie z narzeczoną do Parisa.
      razu jednego rusza w miasto wieczorem, wchodzi do jakiegoś klubu, a stamtąd, dziwnym zbiegiem okoliczności, teleportuje do lat schyłkowych belle epoque. ubrania, ludzie, styl, zabawy... wszystko jak z tamtych czasów. po wyjściu z klubu - znów jest we współczesności. a następnego wieczora znów się teleportuje w przeszłość.

      prosty koncept, ale ile daje możliwości ! :]

      znając "europejskie" filmy Allena - na pewno Paryż pokazany został z jak najlepszej strony. Oscar za oryginalny scenariusz dla samego maestro.

      Owen Wilson w głównej roli.
      Marion Cotillard w roli kochanki Picassa.

      nie do przegapienia. skaczę !

      skaczecie też ? :]

      [jutro riplej o 22:35, coś czuję że to będzie dwuskok, heh]

      • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 12.04.15, 15:50
        O! Widziałam w kinie! :) To niewątpliwie najlepszy, najbardziej udany z "europejskich filmów"
        Allena. Trochę czarodziejski film. ;)


        > razu jednego rusza w miasto wieczorem, wchodzi do jakiegoś klubu, a stamtąd, dz
        > iwnym zbiegiem okoliczności, teleportuje do lat schyłkowych belle epoque. ubran
        > ia, ludzie, styl, zabawy... wszystko jak z tamtych czasów.

        Nie mógł Allen wymyślić lepszego konceptu na przenosiny bohatera w czasy belle epoque.
        Przenosiny odbywają się zaraz po wyjściu z klubu nocna porą ...

        • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 12.04.15, 17:48
          właśnie, Barbasiu, amiętam Twoją pochlebną opinię nt tego filmu -

          "Urocza, pomysłowa i dobrze zagrana komedia" - po takiej rekomendacji Twojego autorstwa, jak można nie obejrzeć ? :]
        • mozambique Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 13.04.15, 10:11
          mimo fajnego zabiegu przenosin w czasie to nie jest wybitne dzieło niestey , oczywiscie broni sie Owen WIlson i tyle

          no ale poziomu "Zakochanych w RZymie" cal esczescie - nie sięga
          • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 14.04.15, 12:21
            mozambique napisała:

            > mimo fajnego zabiegu przenosin w czasie to nie jest wybitne dzieło niestey , oc
            > zywiscie broni sie Owen WIlson i tyle


            Oscar za scenariusz, przypominam, Mozambique.;)

            • mozambique Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 14.04.15, 12:43
              no niby

              ale malo juz tu widzilesmy oscarowych filmów które na tym forum budzily jedynei zdziwienie ?

              no ale oczywiscie to wyłącznie maj opinjon :)
              • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 14.04.15, 14:59
                > ale malo juz tu widzilesmy oscarowych filmów które na tym forum budzily jedynei
                > zdziwienie ?

                Racja. Aczkolwiek nie przypominam sobie , żebyśmy kręcili nosem na oscarowy scenariusz. Ale być może się mylę. Jeśli tak poprawcie mnie.

                Scenariusz paryskiej komedii Allena, imo, na pewno jest niebanalny, pomysłowy, erudycyjny!, zawiera sporo zabawnych dialogów, konceptów, scen, o których wspomniałam niżej. Ale oczywiście, to rzecz gustu.

                • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 14.04.15, 15:31
                  Erudycyjny (scenariusz), a jednocześnie przystępny, doskonale zrozumiały dla przeciętnego widza,widza z podstawową wiedza na temat kultury europejskiej i światowej.
        • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 13.04.15, 13:42
          Mozambique widzę tak średnio się podobało :]

          a ja bym powiedział, że to film pełen wdzięku.

          szybko Allen załatwia kwestię przedstawienia Paryża, pierwsza długa sekwencja opiewa piękne widoki wybranych zaułków, uliczek, parków, bulwarów, kawiarenek, księgarni i znanych budynków miasta, a potem skupia się już na opowieści, która zresztą takze odbywa się w jakże efektownych okolicznościach paryskiej infrastruktury.

          bohaterowie sprzed stu lat są przedstawieni dośc stereotypowo, Hemingway chce się ciągle z kimś bić na pięści, Dali ma surrealne wizje, Picasso się jeży i szybko mówi po hiszpańsku... generalnie, każdy jest w swojej skórze, pojawia się na dłuższą lub krótszą chwilę, aby zaprezentować się w swym emploi.

          dlatego rzeczywiście wymyślony Gil staje się tutaj postacią znacznie ciekawszą od encyklopedycznych malarzy, pisarzy i filmowców, a Owen Wilson kradnie dla siebie cały film.

          podczas gdy tamci są dośc papierowi, Gil ma swoje dylematy i zaintrygowania. Muzyką POrtera, deszczowym Paryżem, atmosferą Montmartre'u.

          w istocie Gil odbywa wspaniałą podróż w swojej wyobraźni, a jest to możliwe, ponieważ, jako rzece Allen - tamte postaci, tamten świat istnieje zaklęty w miejscach i pamięci miasta. Człowiek prawdzieie w nim zakochany, odnajdzie te ślady.

          Zatem, cała przygoda Gila jest funkcją jego miłości do Paryża i do przeszłości, która w jego umyśle ciągle żyje i nie odeszła.

          Zupełnie nie pasuje do swojej narzeczonej, a jej rodzice są wyjątkowo niesympatyczni. Nic dziwnego,że Gil odrzuca perspektywę związku z Inez, a znajduje swoje szczęście w osobie romantycznej Paryżanki, która tak samo jak on lubi moknąć na deszczu.

          fajna, luźna, ale przecież inteligentna także, ćwierć-komedia bardzo-romantyczna.

          Paryż allenowski - w znacznej mierze złożony z landszaftów i landszaficków, taki Paryż oglądają turyści, a potem doznają rozczarowania, bo w bezpośrednim oglądzie prezentuje się on nie dość zjawiskowo :]

          no cóż, nie sposób dorównać ideałowi, zwłaszcza tak wystudiowanemu i pieczołowicie poskładanemu :] Ponoć najcięższe przypadki depresji z powodu niekompatybilności realnego Paryża z pocztówkowym notuje się wśród Japończyków :]

          Muzyka allenowska, i to jaka bardzo allenowska ! :] świetna, te klasyczne dla jego filmów swingi w tle, tym razem wzbogacone paryskimi akordeonami, sama tylko muzyka od razu naprowadza na pewny trop nazwiska reżysera :]

          no własnie, bo twórca żyje w dziele które kreuje.

          dlatego prezentacje szeregu twórców, których losy były związane z Paryżem, tak średnio wychodzi na ekranie. Raz, ze trudno zaprezentować coś ciekawego w tak krótkich wejściówkach, a dwa - np. Dali, to Płonąca Żyrafa, albo MIękkie Zegary, no może jeszcze wąsik ;]. oto twórca. trudno cokolwiek osiągnąc pokazując samego człowieka. Ofk, w filmie chodzi przede wszystkim o percepcję i wrażenia Gila, no ale mimo wszystko :]]

          jesli się uda, to z przyjemnością zobaczę dzisiaj powtórkę :]]
          choćby dla ostatniej sceny.
          • pepsic Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 13.04.15, 14:39
            Moje słowa sprzed pary lat nadal są aktualne:
            Do ochów i achów się przyłączam, aby z równym entuzjazmem stwierdzić, że to bardzo przyjemny film w odbiorze, w dobry nastrój wprowadzający.

            Ps. Umiesz człowieka marzącego o wycieczce do Paris pocieszyć;)
            • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 13.04.15, 16:07
              zaskakująco zgodną opinię mamy :]

              jak na razie...

              haha, wiesz jak to jest z tymi Japończykami.
              nastawiają się na to, że od razu wskoczą w scenerię z filmu, a tutaj całkiem normalne miasto,
              ani lepsze ani gorsze od innych, więc dostają dostają doła ;]]

              Allen ujmuje to najlepiej : żeby zakochac się w Paryżu, musi być TO COŚ. chemia, przewodzenie impulsów, zgranie bez słów między człowiekiem, a miastem.

              dlatego : jesli marzysz o Paris, Paris, to całkiem możliwe,że niczym Gil odnajdziesz tam coś pięknego i przekraczającego nawet Twoje nadzieje, w przeciwieństwie do kompanii Made in Japan, która z aparatami na szyjach, fotkami z google images w pamięci i kompletnie bez sercowych przyczyn pojechała wziąć udział w filmie, a zastała rzeczywistość. yikes ! ;]

              • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 11:26
                > haha, wiesz jak to jest z tymi Japończykami.
                > nastawiają się na to, że od razu wskoczą w scenerię z filmu, a tutaj całkiem no
                > rmalne miasto,
                > ani lepsze ani gorsze od innych, więc dostają dostają doła ;]]

                Gdzie żeś takie historie wyczytał!?? W Polsce za granicą obserwowałam , spotkałam,poznałam wielu Japończyków, wszyscy byli zachwyceni Europą, nie wspominając o Paryżu, który jest absolutnie przewspaniały. Przede wszystkim dlatego, że jest zupełnie inna niż Japonia.
                • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:10
                  :] :

                  www.psychika.eu/syndrom-paryski-czyli-japonczycy-z-depresja-turystyczna/

                  www.bringo/pl/informacje/items/depresja_w_paryzu.html

                  www.e-francja.pl/2011/08/syndrom-paryski-dolegliwosc-turystow-odwiedzajacych-paryz/
                  • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 15:14
                    To się wrobiłam. ;)) Dzięki za linki. Znów się dzięki Tobie czegoś nowego dowiedziałam. :)

                    Aleee jednakowoż badania z 2004 roku dotyczą malutkiego promila turystów japońskich. Po drugie ów syndrom paryski nie mówi nic na temat urody czy braku urody stolicy Francji, dowodzi on raczej imo kruchej kondycji psychicznej tych biednych ludzi, którzy doznają szoku kulturowego w zetknięciu z kulturą europejską.
                    • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:28
                      ;]] takie tam...

                      yes.
                      generalnie chodzi o to, ze ludzie japońscy oglądają pocztówki, ściśle wyselekcjonowane kadry z odpowiednio podrasowanych filmów i na tej podstawie budują 1 do 1 przekonanie, ze w rzeczywistości też tak jest.

                      a TAk jest tylko wtedy, kiedy... kocha się Paryż, prawda ? ;] tak szczerze, jak Gil :]

            • siostra_bronte Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 13.04.15, 18:00
              Urwało mi pierwsze pół godziny, więc może nie powinnam się wypowiadać. Ale to co zobaczyłam niestety mnie nie zachwyciło. Pomysł ze słynnymi twórcami z przeszłości fajny, ale zupełnie nie wykorzystany. Kolejne postaci przewijają się przez ekran, tak szybko, że trudno o nich cokolwiek powiedzieć. Tak jak napisałeś Greku, to papierowe figury, a nie ludzie.

              Zgadzam się, że Paryż został pokazany stereotypowo. Można się było trochę wysilić i wybrać mniej opatrzone widoki.

              Denerwował mnie ostro pokazane niedopasowanie Owena Wilsona i jego narzeczonej. Jakim cudem oni się w ogóle pobrali?

              W sumie letni filmik, nie wywołujący żadnych emocji (przynajmniej u mnie)

              Pepsic, nie zniechęcaj się :) Paryż JEST piękny.
              • siostra_bronte Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 13.04.15, 18:11
                *niewykorzystany
              • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 10:45
                siostra_bronte napisał(a):

                Pomysł ze słynnymi twórcami z przesz
                > łości fajny, ale zupełnie nie wykorzystany. Kolejne postaci przewijają się prze
                > z ekran, tak szybko, że trudno o nich cokolwiek powiedzieć

                Nie zgodzę się, że pomysł jest "zupełnie" nie wykorzystany, jest tu np. kapitalna i autentycznie zabawna scena, kiedy Gil podpowiada Bunuelowi pomysł na film. „Grupa znajomych przychodzi na elegancką kolację, a potem nie może wyjść z pokoju" – mówi Gil. Surrealista, Bunuel , nie chwyta pomysłu! :) Domaga się dalszych wyjaśnień. „Nie mogą przejść przez drzwi” – dodaje Gil. „Ale dlaczego?’ - pyta nic nierozumiejący Bunuel . „Kiedy są zmuszeni , by być razem, pozory dobrych manier znikają i wychodzi z nich zwierzęca natura” - Gil dopowiada skwapliwie. Ale widząc konsternację na twarzy Bunuela, klepie go po ramieniu i serdecznie radzi przemyśleć ten pomysł. „Może kiedyś przy goleniu spodoba się panu” – dodaje , wychodząc. :)

                Dodam, że ten koncept pojawia się w filmie "Anioł zagłady", który Bunuel zrealizował w roku 1962 roku w Meksyku .

                Uroczy jest Salwador Dali w wykonaniu Adriena Brody’ego, zakręcony na punkcie malowania nosorożców i ciągle o nosorożcu gadający . Dali zafascynowany był w szczególności rogiem nosorożca (zdaje się nieco później pojawiła się ta fascynacja nosorożcami , ale nie jestem pewna )/, który jego zdaniem, jak zapisał w swoim dzienniku: „odznacza się boską geometrią, ponieważ rozwija się w spirali logarytmicznej”.

                Bardzo zgrabna rozmowa się wywiązuje. Gli wyznaje Dalemu oraz Bunuelowi i Man Reyowi, którzy właśnie się dosiedli, że przybył z przyszłości z roku 2010. „Żyjesz w dwóch światach” – oznajmia zupełnie nie zdziwiony Man Rey, też przecież sympatyk surrealizmu. :)

                Gil wyznaje towarzyszom swój problem. W swoim świecie jest zaręczony z Inez , ale kocha Adrianę, muzę artystów z lat 20. „Mężczyzna kocha kobietę z innej epoki!” – oznajmia z zachwytem Dali. „Widzę fotografię.” – oznajmia słynny fotograf Man Rey. „Widzę film.” - mówi słynny reżyser Bunuel. „A ja widzę problem nie do rozwiązania” – oznajmia realista Gil. „Widzę … nosorożca!” – oznajmia radośnie Salvador Dali. :))

                Świetny jest smaczek w scenie, w której Gil odwiedza po raz pierwszy z Hemingwayem Gertrudę Stein. Drzwi otwiera Alicja (Alicja B. Toklas , partnerka i sekretarka Gertrudy ), z którą wita się Hemingway. Gertruda siedzi na fotelu za nią na ścianie wisi jej autentyczny portret , namalowany przez Picassa w 1906 (który teraz znajduje się, jak podają w 91 książeczce z kolekcji Wielcy Malarze, w Metropolitan Muzeum of Art w Nowym Yorku ), który zapowiada eksperymenty kubistyczne. Gretruda Stein była przyjaciółką i promotorką Picassa, popierała go i lansowała od chwili, kiedy się spotkali w 1905 roku . Picasso cenił jej inteligencję, w dodatku , tu ciekawostka, fakt, że sama mówiła słabo po francusku ułatwiał mu pozbycie się własnych kompleksów w tej materii. :)

                Uważam , że kapitalna jest scena w której Gertruda analizuje kubistyczny obraz Picassa, uważam, że zawiera ona subtelny, acz najwyższej próby komizm. :)

                Świetny jest też wątek prywatnego detektywa, wynajętego przez ojca Inez, który miał śledzić Gila podczas jego nocnych paryskich wędrówek i który zagubił się w czasoprzestrzeni. Zwędrowawszy w daleką przeszłość, odnalazł się na dworze zapewne któregoś z królów Ludwików. Król wzywa straże , by aresztowały intruza, detektyw zmuszony jest brać nogi za pas. Agencja detektywistyczna podaje informację o zaginięciu detektywa. :))

                Itd.


                Trudno oceniać film , jeśli nie obejrzało się go w całości, zgadzam się.
                • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:32
                  Gil w zasadzie podsuwa pomysł Bunuelowi, na który on sam wpadłby prędzej czy później :]

                  finał losów detektywa jest bezbłędny :]]

                  • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:49
                    grek.grek napisał:

                    > Gil w zasadzie podsuwa pomysł Bunuelowi, na który on sam wpadłby prędzej czy później :]

                    No pewnie! ;)

                    > finał losów detektywa jest bezbłędny :]]

                    Tak. :)) Ale mam nadzieję, że się wyrwał ostatecznie z rąk kata i wrócił do XXI wieku.
              • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 11:56
                Zgadzam się, że Paryż został pokazany stereotypowo. Można się było trochę wysilić i wybrać mniej opatrzone widoki.

                Zupełnie mi to mnie przeszkadza. poza tym oprócz stereotypowych widoków paryskich jest bardzo wiele także mniej mi znanych (oczywiście rozumiem, że dla kogoś, kto zna doskonale Paryż , bywa tam bardzo często, wyszystkie obrazy pokazane w filmie mogą się wydać opatrzone). Tak więc suma sumarumobraz Paryż wypada w filmie na plus, imo .
              • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:17
                trochę zmieniło mi się zdanie po drugim obejrzeniu, wczoraj, Siostro :]

                figury są nadal papierowe, ale zauważyłem rzecz ciekawą - one mają swój sens i cel. POzostając w zgodzie z własnym emploi poprawiają życie Gila. Hemingway pomaga mu zrozumieć istotę namiętności i ostatecznie wyrwać się z nieudanego związku, Stein naprowadza go na właściwą drogę twórczą, a Gaugain z Degasem uświadamiają, że przekonanie o tym, iż lepsze byłoby życie w przeszłości nie jest dobrym pomysłem na kształtowanie swojego losu.

                postaci z kart encyklopedii uczą Gila życia :]

                dlateego, przedstawienie ich jest trochę papierowe i ogrywa emploi znajome, ale jednocześnie właśnie jako takie te postaci modelują [właściwy] sposób myślenia i postzregania siebie i świata przez Gila :]
                • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:42
                  grek.grek napisał:

                  > trochę zmieniło mi się zdanie po drugim obejrzeniu, wczoraj, Siostro :]

                  Hehehe! :))
                  > figury są nadal papierowe, ale zauważyłem rzecz ciekawą - one mają swój sens i
                  > cel. POzostając w zgodzie z własnym emploi poprawiają życie Gila. Hemingway pom
                  > aga mu zrozumieć istotę namiętności i ostatecznie wyrwać się z nieudanego związ
                  > ku, Stein naprowadza go na właściwą drogę twórczą, a Gaugain z Degasem uświadam
                  > iają, że przekonanie o tym, iż lepsze byłoby życie w przeszłości nie jest dobry
                  > m pomysłem na kształtowanie swojego losu.

                  O widzisz! Teraz mówisz jak prawdziwy Grek.grek! ;))
                  Tak, właśnie tak.
                  Świetnie powiedziane. Miałam to podobnie napisać. Ale nie zdążyłam spisać cytatów. Ufff!
                  • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:30
                    w znaczeniu : dostrzegam [także] jasną i pozytywną stronę rzeczy ? :]]

                    nie przejmuj się drobiazgami, wykonałaś kawał świetnej roboty, dzięki Tobie ten film
                    wygląda teraz [przynajmniej w moim oglądzie] zupełnie inaczej. Ileż szczegółów ukrytych,
                    ileż sensów nowych w wielu scenach !

                    • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 16.04.15, 20:14
                      To też. I potrafisz wyciągnąć na wierzch i nazwać istotę rzeczy. :)

                      Przykro mi się zrobiło , kiedy ten uroczy i błyskotliwy film Allena spotkał się tu z tak chłodnym przyjęciem.

                      Dziękuję serdecznie. :))

                      Billie Holiday - Lets Do It (Let's Fall In Love) Cole Porter 1941
                      www.youtube.com/watch?v=F2BxQuDEKtw
                      ;)






                      • barbasia1 "O północy w Paryżu" Let's Do It (Let's Fall In Lo 16.04.15, 20:19
                        Ella Fitzgerald: Let's Do It (Let's Fall In Love)

                        www.youtube.com/watch?v=2RPerSEvP4Y

                      • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 18.04.15, 11:57
                        dzięki, Barbasiu :]

                        to chyba 100 rocznica urodzin Billie Holiday, nieprawdaż ?

                        świetne zestawienie. Ella Fitzgerald taka klasyczna i stonowana, Bille Holiday żywa, namiętna. dwie rózne wokalizy, ale ta sama ponadczasowa klasa :]
            • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 13.04.15, 23:18

              Ps. Umiesz człowieka marzącego o wycieczce do Paris pocieszyć;)

              Nie słuchaj , Pepsic, zbieraj kasę i jedź jak najprędzej do Paryża. Paryż na żywo jeszcze piękniejszy , jeszcze ciekawszy niż na zdjęciach. Byłam w Paryżu!
          • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 11:21
            Po raz pierwszy odnoszę wrażenie, żeś nie oglądał filmu uważnie, albo przysypiał na filmie!?? ;)

            > dlatego prezentacje szeregu twórców, których losy były związane z Paryżem, tak
            > średnio wychodzi na ekranie.

            Nie zgodzę się!

            Raz, ze trudno zaprezentować coś ciekawego w tak k
            > rótkich wejściówkach, a dwa - np. Dali, to Płonąca Żyrafa, albo MIękkie Zegary
            > , no może jeszcze wąsik ;]. oto twórca.

            A tu jest niespodzianka przy Dalim , niestereotypowo pojawia się motyw nosorożca! Motyw mniej kojarzony przez niespecjalistów i niefanów z twórczością Dalego. N i e z a u w a ż y ł e ś? ;)

            Poza tym według mnie subtelnie wpleciona została tu aluzja do okresu religijnej egzaltacji Dalego w późniejszych latach. Namalował wtedy m.in. słynnego "Chrystusa Świętego Jana od Krzyża" (1951) , wiszącego nad pejzażem Port Lligat.
            (W filmie Dali chce narysować portret Gila, z którego twarzy spływa łza, w której znajduje się twarz Chrystusa i ... nosorożec :).


            Jest tu np. kapitalna i autentycznie zabawna scena, kiedy Gil podpowiada Bunuelowi pomysł na film. „Grupa znajomych przychodzi na elegancką kolację, a potem nie może wyjść z pokoju" – mówi Gil. Surrealista, Bunuel , nie chwyta pomysłu! :) Domaga się dalszych wyjaśnień. „Nie mogą przejść przez drzwi” – dodaje Gil. „Ale dlaczego?’ - pyta nic nierozumiejący Bunuel . „Kiedy są zmuszeni , by być razem, pozory dobrych manier znikają i wychodzi z nich zwierzęca natura” - Gil dopowiada skwapliwie. Ale widząc konsternację na twarzy Bunuela, klepie go po ramieniu i serdecznie radzi przemyśleć ten pomysł. „Może kiedyś przy goleniu spodoba się panu” – dodaje , wychodząc. :)

            Dodam, że ten koncept pojawia się w filmie "Anioł zagłady", który Bunuel zrealizował w roku 1962 roku w Meksyku .

            Uroczy jest Salwador Dali w wykonaniu Adriena Brody’ego, zakręcony na punkcie malowania nosorożców i ciągle o nosorożcu gadający . Dali zafascynowany był w szczególności rogiem nosorożca (zdaje się nieco później pojawiła się ta fascynacja nosorożcami , ale nie jestem pewna )/, który jego zdaniem, jak zapisał w swoim dzienniku: „odznacza się boską geometrią, ponieważ rozwija się w spirali logarytmicznej”.

            Bardzo zgrabna rozmowa się wywiązuje. Gli wyznaje Dalemu oraz Bunuelowi i Man Reyowi, którzy właśnie się dosiedli, że przybył z przyszłości z roku 2010. „Żyjesz w dwóch światach” – oznajmia zupełnie nie zdziwiony Man Rey, też przecież sympatyk surrealizmu. :)

            Gil wyznaje towarzyszom swój problem. W swoim świecie jest zaręczony z Inez , ale kocha Adrianę, muzę artystów z lat 20. „Mężczyzna kocha kobietę z innej epoki!” – oznajmia z zachwytem Dali. „Widzę fotografię.” – oznajmia słynny fotograf Man Rey. „Widzę film.” - mówi słynny reżyser Bunuel. „A ja widzę problem nie do rozwiązania” – oznajmia realista Gil. „Widzę … nosorożca!” – oznajmia radośnie Salvador Dali. :))

            Świetny jest smaczek w scenie, w której Gil odwiedza po raz pierwszy z Hemingwayem Gertrudę Stein w jej salonie przy Rue des Fleurs. Drzwi otwiera Alicja (Alicja B. Toklas , partnerka i sekretarka Gertrudy ), z którą wita się Hemingway. Gertruda siedzi na fotelu za nią na ścianie wisi jej autentyczny portret , namalowany przez Picassa w 1906 (który teraz znajduje się, jak podają w 91 książeczce z kolekcji Wielcy Malarze, w Metropolitan Muzeum of Art w Nowym Yorku ), który zapowiada eksperymenty kubistyczne. Gretruda Stein była przyjaciółką i promotorką Picassa, popierała go i lansowała od chwili, kiedy się spotkali w 1905 roku . Picasso cenił jej inteligencję, w dodatku , tu ciekawostka, fakt, że sama mówiła słabo po francusku ułatwiał mu pozbycie się własnych kompleksów w tej materii. :)

            Uważam , że kapitalna jest scena w której Gertruda analizuje kubistyczny obraz Picassa, uważam, że zawiera ona subtelny, acz najwyższej próby komizm. :)


            > podczas gdy tamci są dośc papierowi, Gil ma swoje dylematy i zaintrygowania. Mu
            > zyką POrtera, deszczowym Paryżem, atmosferą Montmartre'u.

            Oczywiście, że postacie znanych twórców są trochę papierowi, nie mogą być inni! Bo to są tylko wyobrażenia Gila, które powstały na bazie przeczytanych artykułów (może i nawet powielających stereotypy) , książek.



            > bohaterowie sprzed stu lat są przedstawieni dość stereotypowo,Picasso się jeży ...
            ???
            Cokolwiek to znaczy, nie brzmi stereotypowo. ;)
            • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 12:52

              > Bardzo zgrabna rozmowa się wywiązuje. Gli wyznaje Dalemu oraz Bunuelowi i Man Reyowi, >którzy właśnie się dosiedli, że przybył z przyszłości z roku 2010. ;Żyjesz w dwóch światach” – oznajmia zupełnie nie zdziwiony Man Rey, też przecież sympatyk surrealizmu. :)


              Ten świetny dialog cytuję dokładniej :

              -"Pomyślicie, ze zwariowałem albo się upiłem" - mówi Gil do Dalego, Bunuela i Man Raya." Ale muszę to komuś powiedzieć. Przybyłem tu z innego czasu, epoki. Z przyszłości. Z lat dwutysięcznych. Wsiadłem w auto i przeniosłem się w czasie".
              - "Zgadza się. Żyjesz w dwóch światach. To nic dziwnego." - potwierdza baz cienia zdziwienia fotograf Man Ray.
              -"Panowie , wy jesteście surrealistami, a ja normalnym facetem". - mówi Gil . :) I dodaje: - "W jednym życiu mam narzeczoną, którą kocham. Chyba? Mam nadzieję?. Przecież się z nią żenię" [...].

              I jest inna kobieta, Adriana z lat 20. w której Gil się zakochał...

              • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:36
                świetna ejst ta scena, kiedy Gil leży w łózku obok śpiącej Inez i cichaczem mamrocze do siebie, analizując całe swoje życie, a zaczynając od upewniania się, ze wie, jak się nazywa, kim jets i gdzie się znajduje :]

                pewnie każdy na jego miejscu, uznałby że jednak mógł zwarriować, skoro przed chwilą rozmawiał z Hemingwayem, a Gertruda Stein czytała jego ksiązkę ;]

                właśnie.
                związek Gila z Inez jest niemożliwy, bo Inez nie znosi Paryża i lat 20-tych.
                związek Gila z Adrianą też jest niemożliwy, bo ona z kolei woli belle epoque, a Gil niekoniecznie.

                tak więc swój los Gil wiąże z Gabrielle, która ma te same upodobania co on, mokry Paryż i muzyka Cole'a Portera. dopasowanie :]
                • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 15:56
                  grek.grek napisał:

                  > świetna ejst ta scena, kiedy Gil leży w łózku obok śpiącej Inez i cichaczem mam
                  > rocze do siebie, analizując całe swoje życie, a zaczynając od upewniania się, z
                  > e wie, jak się nazywa, kim jets i gdzie się znajduje :]

                  Tak!!! Hehehe!

                  Owen Wilson jest fantastyczny w tej roli. Kapitalna ,młoda blond włosa , wyprzystojniona wersja Woody'ego Allena. ;)) Najlepsza. Jak to się pisze? Woody Allen 0.2?

                  > właśnie.
                  > związek Gila z Inez jest niemożliwy, bo Inez nie znosi Paryża i lat 20-tych.
                  > związek Gila z Adrianą też jest niemożliwy, bo ona z kolei woli belle epoque,
                  > a Gil niekoniecznie
                  > tak więc swój los Gil wiąże z Gabrielle, która ma te same upodobania co on, mok
                  > ry Paryż i muzyka Cole'a Portera. dopasowanie :]

                  Dopasowanie! Klucz do udanego z związku. :)
                  • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:25
                    Owen Wilson idealnie naśladuje młodego Allena - podobne gesty rąk unoszonych podczas mówienia na wysokość uszu, ręce w kieszeniach bawełnianych portek, styl mówienia, opuszczanie i wznoszenie oczu, a nawet tembr głosu itd.

                    nie jest to zapewne aż tak trudne technicznie, ale wygląda i brzmi świetnie i swojsko ;]
            • barbasia1 Salon Gertrudy Stein przy rue de Fleurus 27 14.04.15, 12:58
              > Świetny jest smaczek w scenie, w której Gil odwiedza po raz pierwszy z Hemingwa
              > yem Gertrudę Stein w jej salonie przy Rue des Fleurs.

              rue de Fleurus , pardon .
            • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 korekta 14.04.15, 13:16
              > Uważam , że kapitalna jest scena w której Gertruda analizuje kubistyczny obraz
              > Picassa, uważam, że zawiera ona subtelny, acz najwyższej próby komizm. :)


              Uważam , że kapitalna jest scena w której Gertruda analizuje kubistyczny obraz
              Picassa, uważam, że płynie z niej subtelna ironia najwyższej próby. :)

              Przepraszam!
            • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 14:29
              w zasadzie, co ja mogę powiedzieć na tak znakomitą i dokładną analizę jaką przeprowadziłaś, Barbasiu ? :]

              pozostaje mi tylko uznać Twoją rację :]
              z przyjemnością zresztą.

              rzeczywiście, smaczkow i ukrytych sensów jest mnóstwo.

              potraktowałem rzecz po łebku, przyznaję, może za bardzo dałem się zwieść prezsentacji
              zewnętrznej, co w zestawieniu z raczej słabą orientację w twórczości występujących postaci,
              spowodowało efekt dośc mizerny.

              podoba mi się ta wizja światów równoległych jaką Allen przedstawia.

              lata 20-te, 2010-te, belle epoque... stoją w zasadzie obok siebie. bohaterowie się do nich przenoszą, jak z pokoju do pokoju, aczkolwiek tylko ruchem wstecznym. ci z przeszłości nie szukają dróg do przyszłości. można się tylko cofać. I to co już istniało - istnieje dalej.

              jak kończy ten detektyw wysłany za Gilem ? :]] ląduje w XVII czy XVII wieku i od razu książęta czy królewska para każa go złapać i ściąć mu głowę, więc salwuje się ucieczką przed strażnikami :]

              światy istnieją... w innym wymiarze, którego nie dostzregamy ?

              Może Gil nie przenosi się w czasie, a znajduje po prostu bramę do świata, ktory nigdy nie zniknął ? PRZEminą, ale NIE minął ?
              • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:24
                Dziękuję za sympatyczne słowa, Greku. :)

                Uważam, że lata 20-te są na wyciągnięcie ręki, każdy , jeśli tylko ktoś chce, może tam skoczyć, ... zagłębiając się choćby w lekturze "Święta ruchomego" Hemingwaya, w którym opisuje on swoje wrażenie z pobytu w Paryżu w latach 20. i ciekawych ludzi , których tam spotkał.

                Przeszłość bliższa i dalsza jest obecna na kartach książek, każdy, kto czyta ją może dla siebie nowo dziś ją odtworzyć, na swój sposób ożywić, czerpać z niej garściami.
                • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:34
                  cała przyjemność po mojej stronie :]

                  yes, pięknie powiedziane.
                  przeszłośc nie umiera, jesli jest kochana i hołubiona.
                  Gil nie zwariował, a nawet jego wyobraźnia nie płata mu figli, on po prostu
                  trafia w świat, ktory funkcjonuje gdzieś obok.

                  co sądzisz o tej interpretacji z istnieniem światów równoległych, w innych wymiarach, do których można przeskakiwać ? miałaby jakieś zastosowanie w tym przypadku [filmowym, ofk, odnośnie konceptu scenariusza] ?
                  • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 17.04.15, 17:54

                    > cała przyjemność po mojej stronie :]

                    :))


                    > co sądzisz o tej interpretacji z istnieniem światów równoległych, w innych wymi
                    > arach, do których można przeskakiwać ? miałaby jakieś zastosowanie w tym przypa
                    > dku [filmowym, ofk, odnośnie konceptu scenariusza] ?


                    > yes, pięknie powiedziane.
                    > przeszłośc nie umiera, jesli jest kochana i hołubiona.

                    Tak. :))



                    > co sądzisz o tej interpretacji z istnieniem światów równoległych, w innych wymi
                    > arach, do których można przeskakiwać ? miałaby jakieś zastosowanie w tym przypa
                    > dku [filmowym, ofk, odnośnie konceptu scenariusza] ?

                    Wolę interpretować tę opowieść jednak jako skok w głąb umysłu Gila, uciekającego w marzenia (o przeszłości, o pięknych latach 20., ulubionych artystach) od rzeczywistości, która go uwiera i z którą długo nie chce się zmierzyć.

                    Podobnie uciekała w świat iluzji, w świat filmowy bohaterka wcześniejszego filmu Allena "Purpurowej róży z Kairu", Cecilia.


                    Jeśli chodzi o istnienie światów równoległych, to nie mówię zdecydowanego nie, są rzeczy na tym świecie, o których fizjologom się nie śniło. :))


                    Paweł Felis uświadomił mnie dlaczego ten film jest prawie tak dobry jak starsze filmy Allena. Otóż, pisze Felis: "Pomysł na "O północy w Paryżu" wydaje się niemal wprost wzięty - chociaż sam autor nigdzie o tym nie mówi - z jego opowiadania "Wspomnienie lat dwudziestych" sprzed 40 lat". (!) Bohaterem był przechwalający się pisarz, który prowadził bogate życie towarzyskie z samymi sławami: Hemingwayem, Fitzgeraldem, Dalim, Stein, Picassem [...]. Wszyscy oni pojawiają się też w najnowszym filmie, tyle że Gil, filmowy rzemieślnik, który chciałby stać się artystą, traktuje ich inaczej - jak mistrzów, z nabożnością.

                    wyborcza.pl/1,76842,10168408,Najlepszy_Allen_od_lat.html
                    • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 17.04.15, 17:56
                      Stary, dobry Allen! To Siostrę powinno zachęcić do filmu. :)
                      • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 17.04.15, 17:59
                        Stary, dobry Allen! To powinno ostatecznie zachęcić Siostrę do filmu. :)
                        • siostra_bronte Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 18.04.15, 13:31
                          Oj, nie. Do "starego Allena" nie ma nawet porównania!
                      • pepsic Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 18.04.15, 12:33
                        Stary, dobry Allen!
                        Nie zgodzę się, to zaskakująco świeży i zabawny Allen bez zadęcia i pretensjonalności.
                        • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 20.04.15, 21:18
                          pepsic napisała:

                          > Stary, dobry Allen!
                          > Nie zgodzę się, to zaskakująco świeży i zabawny Allen bez zadęcia i pretensjonalności.

                          To ja się zgodzę z tym komentarzem. Trafiony w punkt! :)
                    • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 18.04.15, 12:00
                      to też dobrze świadczy o scenariuszu - że okoliczności całej historii można różnie interpretować i zawsze będzie to miało swój sens.

                      a tak, świetne nawiązanie.

                      yes ! :]] fizjologom, a nawet fizjonomom ;]

                      ciekawe, dlaczego Allen przze 40 lat nie wykorzystywał tego pomysłu ? :]] ale za to ma timing : od razu trafił w Oscara, hehe.
            • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 PS 14.04.15, 15:49

              > podczas gdy tamci są dośc papierowi,

              Oczywiście, że postacie znanych twórców są trochę papierowi, nie mogą być inni! Bo to są tylko wyobrażenia Gila, które powstały na bazie przeczytanych artykułów (może i nawet powielających stereotypy) , książek.

              To postacie, które powstały w umyśle Gila na bazie przeczytanych lektur twórców, których spotyka w Paryżu, w oparciu o jego przemyślenia na temat tych dzieł.
          • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 11:44
            grek.grek napisał:


            [...] "taki Paryż [" złożony z landszaftów i landszaficków"] ,oglądają turyści, a potem doznają rozczarowania, bo w bezpośrednim oglądzie prezentuje się on nie dość zjawiskowo :]

            no cóż, nie sposób dorównać ideałowi, zwłaszcza tak wystudiowanemu i pieczołowicie poskładanemu "

            Nie prawda! :)
            • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 16:35
              yikes ! ;]

              • siostra_bronte Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 14.04.15, 18:16
                Naprawdę się dziwię, że tak się rozpisaliście o tym filmie :) Fakt, że nie widziałam całości, ale mogłam sobie jednak wyrobić jakieś zdanie. Czy tylko ja nie byłam zachwycona?
                • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 15.04.15, 14:01
                  hehe :]

                  wiesz, w końcu to oscarowy scenariusz :]
                  sądzę, że Barbasia wyczerpująco dowiodła,że ten Oscar się należał Allenowi.

                  o, zauważyłem pełne kurtuazyjnej i sympatycznej, ale jednak, rezerwy recenzje i opinie
                  wszystkich z nas, procz Barbasi :]

                  a później obejrzałem drugi raz, Barbasia rozpisała to wszystko na czynniki pierwsze, i musiałem zmienić zdanie.

                  wiem, że zdradziłem, ale... zdradzić z Barbasią i Woodym, to przyjemność usprawiedliwiona, jak sądzę... chyba mi wybaczysz, Siostro ? ;]]
                  • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 15.04.15, 22:15
                    > sądzę, że Barbasia wyczerpująco dowiodła,że ten Oscar się należał Allenowi.

                    Dziękuję, Greku. :))

                    > o, zauważyłem pełne kurtuazyjnej i sympatycznej, ale jednak, rezerwy recenzje i
                    > opinie wszystkich z nas, procz Barbasi :]

                    I Pepsic! Pepsic napisała bardzo ciepłą, bardzo pozytywną recenzję już po premierze!

                    > wiem, że zdradziłem, ale... zdradzić z Barbasią i Woodym, to przyjemność uspraw
                    > iedliwiona, jak sądzę... chyba mi wybaczysz, Siostro ? ;]]

                    Haha! :)))

                    Na pewno Siostra wybaczy. Może nawet sama się przekona do filmu, doceni, jak obejrzy porządnie i w całości w jakieś odpowiedniej chwili.
                    • grek.grek Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 16.04.15, 16:58
                      cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]

                      yes, pamiętam :]

                      hehe, ja za drugim razem się przekonałem, no i jak poczytałem Twoje wskazówki i interpretacje. MOże i Siostra nas zaskoczy zmianą stanowiska ? :]]
                  • barbasia1 Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 16.04.15, 16:46
                    Dla Pepsic , dla wszystkich wybierających po raz pierwszy, ale i nie tylko pierwszy do Paryża znalazłam świetny przewodnik śladami bohaterów filmu. Sama mam nadzieję z niego kiedyś skorzystać!


                    Oto 15 miejsc, w które Woody Allen zabiera bohaterów filmu "O północy w Paryżu":

                    1. Ogrody Moneta w Giverny

                    W egzotycznych ogrodach założonych przez Clauda Moneta w normandzkim Giverny powstały słynne "Nenufary" i wiele innych prac – Monet spędził w Giverny drugą połowę swego życia. W tym czarującym parku widzimy Gila i Inez po raz pierwszy – stoją na mostku japońskim, a za nimi rozciąga się pokryty egzotycznymi kwiatami staw.

                    Adres:
                    rue Claude Monet, 27620 Giverny, Haute-Normandie

                    2. Hotel Bristol

                    W tym luksusowym hotelu zatrzymują się Gil i Inez. Hotel został oficjalnie otwarty w 1925 roku, a zatem w czasie, do którego przenosi się nocami Gil. W paryskim Bristolu zatrzymywały się takie postaci jak Chanel czy Picasso.

                    Być może właśnie to sprawiło, że stał się także jedną z lokalizacji filmu "O północy w Paryżu" Woody’ego Allena.

                    Adres: 112 rue du Faubourg Saint-Honoré, 75008 Paris

                    3. Restauracja Le Grand Vefour

                    Podczas kolacji z rodzicami Inez Gil rozprawia o polityce, obrażając przy tym ojca narzeczonej i zrażając do siebie jej matkę.

                    Restauracja, w której odbywa się to niefortunne spotkanie, to Le Grand Vefour, jeden z najbardziej wytwornych lokali Paryża.

                    Adres: 17 rue de Beaujolais, 75001 Paris

                    4. Muzeum Rodina

                    Gil i Inez wraz z Paulem I Carol podziwiają w ogrodzie rzeźbę Augusta Rodina zatytułowaną "Myśliciel". Podobnie jak wiele innych prac, można ją podziwiać w ogrodzie przylegającym do muzeum tego artysty.
                    W filmie Woody’ego Allena bohaterów oprowadza po nim przewodniczka grana przez Carlę Bruni. Tam także dochodzi do pierwszej utarczki między Gilem a Paulem – czy to Camille była żoną Rodina, a Rose kochanką? A może na odwrót?

                    Adres: 75bis / 77, rue de Varenne, 75007 Paris

                    5. Hotel Le Meurice

                    Jednego z wieczorów Gil I Inez wraz z jej nieznośnymi przyjaciółmi wybierają się na degustację wina. Gil wychodzi z niej lekko oszołomiony. Nic dziwnego – degustacja odbywa się na tarasie z widokiem na Paryż przyprawiającym o zawrót głowy.

                    Taras należy do hotelu Le Meurice, jednego z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych w Paryżu. Cena za pokój w Le Meurice sięga nawet 4 tys. euro za noc.

                    Adres: 228 rue de Rivoli, 75001 Paris

                    6. Rue Montagne St. Genevieve

                    To właśnie tu dociera Gil podczas nocnego spaceru po mieście. Z Rue Montagne St. Genevieve porywa go rozbawione towarzystwo – jak się później okaże to Scott i Zelda Fitzgeraldowie.

                    Ulica, na której rozpoczyna się szalona przygoda Gila, znajduje się w 5. Dzielnicy Paryża, na lewym brzegu Sekwany.

                    7. Muzeum Oranżerii w parku Tuileries, Paryż

                    To właśnie tu można obejrzeć "Nenufary" Moneta, które przez swoje ogromne rozmiary wymagają szczególnej ekspozycji. W muzeum, co również widzimy na filmie, mieszczą się wspaniałe zbiory malarstwa XIX- i XX-wiecznego, w tym obrazy Cezanne’a, Renoira, Henri Rousseau ("Celnika"), Modiglianiego i Pabla Picassa.

                    Wiedzą o jednym obrazów Picassa popisuje się Gil – w końcu rozprawiał o nim z samym artystą.

                    Adres: Jardin des Tuileries Place de la Concorde 75001 Paris



                    8. Wersal

                    Kto był w Paryżu, musiał być też w Wersalu. Miejscowość oddalona od Paryża o 30 kilometrów jest siedzibą pałacu Króla Słońce, Ludwika XIV.

                    Pałac jest wyjątkowy nie tylko przez swój przepych i oszałamiające bogactwo, ale i rozległy ogród, klasyczne dzieło stylu francuskiego. To po nim spacerują Gil i Inez.

                    9. Cafe Polidor

                    Cafe Polidor to legendarna kawiarnia, zlokalizowania niedaleko ogrodów luksemburskich. Pod obecną nazwą działa od początku wieku. Od tego czasu nie zmienił się ani jej wystrój z charakterystycznymi obrusami w czerwoną kratkę, ani menu.

                    W Polidorze bywali Raymond Queneau, André Gide, James Joyce. Właśnie tam Gil poznaje Ernesta Hemingwaya, dawnego bywalca kawiarni.

                    Adres: 41 rue Monsieur le Prince, 75006 Paris

                    10. Marche Paul Bert

                    Marche Paul Bert to pchli targ w miejscowości Saint Ouen, na który wybierają się paryżanie, kiedy poszukują antyków czy odzieży w stylu vintage. Tutaj Gil kupuje od Gabrielle płytę winylową oraz spotyka Inez i jej rodziców.

                    Adres: 96 rue des Rosiers lub 18 rue Paul Bert, 93 400 Saint Ouen

                    11. Plac Jean XXIII:

                    Plac Jeana XXIII mieści się na tyłach katedry Notre Dame. Na filmie "O północy w Paryżu" możemy go podziwiać, kiedy Gil spotyka się z przewodniczką z muzeum Rodina.

                    Bohaterka, grana przez Carlę Bruni, tłumaczy mu pamiętniki Adriany.

                    12. Musée des Arts Forains:

                    W muzeum zgromadzono pokaźną kolekcję starych rzeźbionych karuzeli oraz sprzętów będących niegdyś wyposażeniem wesołego miasteczka. To tutaj odbywa się przyjęcie, na którym Gil spotyka Adrianę po raz drugi.

                    Adres: 53, avenue des Terroirs de France 75012 Paris


                    13. Restauracja Maxim's:

                    W tej restauracji Gil i Adriana zanurzają się w czasach Belle Epoque. Wnętrza Maxime’s wspaniale oddają ten okres – wnętrze jest urządzone w stylu art nouveau. Zostało przygotowane na odbywającą się w Paryżu Wystawę Światową w 1900 roku.

                    Adres:
                    Maxim's de Paris - 3, rue Royale - 75008 Paris

                    14. Shakespeare & Co. Bookstore:

                    To jedna z najsłynniejszych księgarni świata, od 1919 roku prowadzona przez Sylvię Beach, amerykankę osiadłą w Paryżu.

                    Bywali w niej Ezra Pound, James Joyce, Man Ray. Ernest Hemingway wspomina o tym miejscu w swoich wspomnieniach wydanych pt. "Ruchome święto".

                    W filmie "O północy w Paryżu" widzimy, jak Gil opuszcza księgarnię.

                    Adres: 37 rue de la Bucherie 75005 Paris



                    15. Pont Alexandre III:

                    Słynny most Alexandra III to miejsce, w którym Gil spotyka Gabrielle w końcowej scenie filmu.

                    Mimo ulewnego deszczu spacerują razem we wspaniałej scenerii: most rozciąga się pomiędzy placem Inwalidów a Polami Elizejskimi.


                    life.forbes.pl/styl-zycia/artykul/Podroze/o-polnocy-w-paryzu--czyli-gdzie-,19105,1#
                    • grek.grek Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 16.04.15, 16:59
                      świetne ! :]
                      • barbasia1 Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 16.04.15, 17:28
                        Prawda!? :))

                        Chciałam się pochwalić, że z tych 15 wymienionych miejsc nie widziałam żadnego. ;)

                        Takie banalne miejsca i obiekty pokazane w filmie, będące celem każdej szanującej się wycieczki turystycznej ( w tym tej ,na której na byłam), jak Luwr, wieża Eiffla, katedra Notre Dame, Moulin Rouge przy 82 Boulevard de Clichy, bazylika Sacré-Cœur – kościół na szczycie wzgórza Montmartre i dzielnica Montmartre nawet nie zostały uwzględnione na liście!

                        Oblecieliśmy w szalonym tempie wszystkie te miejsca z moją wycieczką , pod drodze zahaczając jeszcze o cmentarz Père-Lachaise / największy i najsławniejszy cmentarz paryski, założony w 1804 / , by odwiedzić groby Fryderyka Chopina i ... Jima Morrisona /zaledwie /.

                        W Luwrze skompromitowałam się doszczętnie, pytając panią z muzeum o obrazy impresjonistów, które zebrane są oczywiście w muzeum d'Orsay , po drodze koleżanki na nie trafiły, a ja w tym czasie zajęłam kolejkę w gigantycznym ogonku do kasy biletowej do Luwru.

                        A na wieżę Eiffla wchodziłam na nogach, podczas, gdy moje leniwe koleżanki podwiozły się windą.
                        • grek.grek Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 17.04.15, 13:15
                          tak mi się wydaje, że jak ktoś chce ów Paryż [ale i każde inne miasto podlega temu prawu, tak sądzę] poznać, to najlepszą metodą byłoby pojechać na tydzień samemu. I przez te siedem dni po prostu łazić po mieście, zaglądac w każdą dziurę, każdą uliczkę :] rano wychodzić, a na noc łapać pierwszy lepszy hotelik za parenaście euro, żeby tylko przenocować i rano ruszyć w dalszy rejs. Jak to mówią : zwiedzanie na własną rękę :]

                          słuszna decyzja z tymi schodami, Barbasiu :] wszak już poeta mawiał : "od tego są nogi, by łazić na nich" :]]
                          • barbasia1 Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 17.04.15, 16:51
                            Zdecydowanie tak jest najlepiej. Tak zwiedzałam po raz drugi Rzym.

                            > słuszna decyzja z tymi schodami, Barbasiu :] wszak już poeta mawiał : "od tego
                            > są nogi, by łazić na nich" :]]

                            Nie, nie. Nogi są do pokazywania , nie chodzenia, jak mawia moja koleżanka. ;))
                            • grek.grek Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 18.04.15, 12:04
                              haha :]

                              mężczyźni pokazywać nie mają co, a skoro kobiety nie powinny używać nóg do chodzenia, to oznacza że mężczyznom nogi niezbędne są do... noszenia kobiet na rękach ;]
                          • pepsic Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 17.04.15, 23:14
                            Moim zdaniem najlepiej obcy kraj poznaje sie mieszkając na obczyźnie w domu wraz z cudzoziemcami, a zabytki niestety lub stety z przewodnikiem.

                            Ps. Nie spodziewałam się, że mój niewinny żart będący odpowiedzią na żarcik Greka spowoduje takie poruszenie, dodam życzliwe. Zatem fękju forumowe koleżanki za wsparcie. Jednocześnie pragnę Was uspokoić, że Paryż nie spędza mi snu z powiek:)
                            • barbasia1 Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 20.04.15, 21:20
                              pepsic napisała:



                              > Moim zdaniem najlepiej obcy kraj poznaje sie mieszkając na obczyźnie w domu wr
                              > az z cudzoziemcami, a zabytki niestety lub stety z przewodnikiem.

                              To byłaby idealna opcja. Ale mało kto ma takie szczęście.

                              Jednocześnie pragnę Was uspokoić, że Paryż nie spędza mi snu z powiek:)

                              Taka myśl ani przez moment nie postała nam w głowie.
                              • pepsic Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 20.04.15, 21:26
                                Emigranci mają;)
                                • barbasia1 Re: Przewodnik po Paryżu śladami bohaterów filmu 22.04.15, 15:51
                                  :)
                • pepsic Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedync 18.04.15, 12:28
                  Aby go dobrymi intencjami nie "zarżnęli" ;)
                  W tym skądinąd miłym filmiku do wielokrotnego użycia nie doszukiwałam bym się aż tylu podtekstów i teorii spiskowych poza banalnym acz nie nachalnym przesłaniem, że ludziom wydaje się, iż kiedyś było lepiej.
      • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 12.04.15, 15:56
        teleportuje do lat schyłkowych belle epoque. ubran
        > ia, ludzie, styl, zabawy...

        Ówczesna paryska bohema: Luis Bunel, Henri Matisse, Paul Gauguin, Edgar Degas, Scott i Zelda Fitzgeraldowie, Gertruda Stein, Ernest Hemingway, Salvador Dali, Pablo Picasso, T.S. Eliot, Henri de Toulouse-Lautrec.
        • barbasia1 Re: "O północy w Paryżu" o 21:25 w Jedynce 14.04.15, 11:46
          teleportuje do lat napierw do lat 20 potem do belle epoque. ubran
          > ia, ludzie, styl, zabawy...

          Ówczesna paryska bohema: Luis Bunel, Henri Matisse, Paul Gauguin, Edgar Degas, Scott i Zelda Fitzgeraldowie, Gertruda Stein, Ernest Hemingway, Salvador Dali, Pablo Picasso, T.S. Eliot, Henri de Toulouse-Lautrec.
    • grek.grek "Wydział wewnętrzny" [1990] via TVN7 14.04.15, 14:03
      Kolejny film o skorumpowanej policji amerykańskiej :]

      Tym razem gościa, który robi lewe interesy gra Richard Gere.

      Dennis Peck nie trzyma się żadnych procedur. Kiedy kolega z prywatnych pobudek zastrzeli gościa - Peck pomaga mu zainscenizować działanie w samoobronie. Po prostu wciska zabitemu nóz do ręki. Kiedy inny kolega aresztuje znajomą prostytutkę, Peck przedstawia ją jako swoją informatorkę i wymusza na nim jej zwolnienie. Prawdopdoobnie dlatego, że bierze działkę od jej alfonsa. Są jeszcze jakieś narkotykowe i szmuglerskie akcje, które Dennis rozkręca z kolegami przestępcami. Bierze kasę za trzymanie nad nimi parasola ochronnego. W wydziale dziwią się, że Peck nie chce awansować... :] "Lubi pracę na ulicy", tak sobie tłumaczą fakt, że uważany za dobrego, skutecznego glinę Dennis nie stara się wspinać w hierarchii.

      Tym kolegą, który zastrzelił człowieka na służbie, jest Van Strech. Peck pomaga mu zamarkować akt samoobrony, bo Strech jest jego wspólnikiem w interesach, lojalnym i wiernym. Tyle że naiwnym i jednocześnie histerycznym. Praca w policji, to wyraźnie robota nie na nerwy Strecha. W robocie załatwia jakieś mało ważne porachunki za pomocą zabijania, a w domu znęca się nad żoną.

      Peck to inna liga. Opanowany, chłodny, wyrachowany. Na tyle dobry w swoim fachu, że zgłasza się do niego jakiś znajomy z propozycją... zabicia swoich rodziców. Proponuje 15 tysiaków za odstrzelenie im głów, a motywuje to faktem, że rodzice stoją na drodze jego biznesów. Peck oburza się na taki deal. BYnajmniej nie z racji niemoralności takiego działania. Chodzi o zbyt niską cenę. Uśmiecha się, a potem cedzi przez zęby : "15 tysięcy ? Czy ty sobie żarty stroisz ?".

      Poza tym, Peck lubi cudze zony. MIał już trzy własne, teraz ma czwartą, ale jak się trafi jakaś inna, to czemu nie ? Romansuje z żoną Strecha, romansuje z żoną tego rodzicobójcy [chyba ostatecznie nie pomaga mu w pozbyciu się starych], w tym drugim przypadku zupełnie jawnie i na oczach jej męża.

      Ma też siedmioro dzieci z tych małzeństw.

      Sprawę zabójstwa jakie na służbie popełnił Strech zbadać ma wydział wewnętrzny. Delegowani zostają do tego Amy Wallace i Raymond Avilla [Raul Garcia]. Avilla jest świeży w branży, ale był prymusem w szkole, przeszedł porządne szkolenie, poza tym ma za sobą lata uprawiania boksu.

      I od przesłuchania do przesłuchania, od papierka do papierka - Avilla i Wallace zaczynają czuć, że Peck to po prostu gangster. Nitki kolejnych spraw wiodą właśnie do niego. Problem jest ten co zawsze - nie ma dowodów i nikt nie chce zeznawać przeciwko Peckowi.

      Peck to szczwany lis, w pewnym momencie orientuje się, że kontrolerzy depczą mu po piętach, stara się wyprowadzić z równowagi Avillę, dostaje po twarzy ale osiąga efekt. Avilla nie lubi go, wchodzą w grę uczucia i młody policjant gubi się w śledztwie.

      KIedy histeryk Strech wreszcie nie wytrzymuje stresu dochodzenia w jego sprawie, rozłąki z żoną i chce wyznać prawdę wewnętrzniakom - Peck zabiera go na rzekomą obławę na przestępców. Na miejscu Strech otwiera tył furgonetki, a wynajęty Latynos siedzący w środku pakuje w niego kulę z armaty. Potem Peck zabija Latynosa. A kiedy okauzje się, ze Strech jeszcze dycha - Peck osobiście dusi go na amen. Przyjeżdzają posiłki policyjne, karetka i zastają Pecka z głową martwego kolegi na kolanach. Jaki wzruszający obrazek...

      Peck ma jednak mały niefart. Latynosów było DWÓCH. Jeden strzelał, a drugi siedział w szoferce. I ten drugi z piskiem opon nagle odjeżdza. Peck wie, że jest świadek, który może go pogrązyć.

      Żona Strecha domyśla się, kto zabił męza. Kiedy Strech podjął decyzję, że powie prawdę Avilli - zadzwonił najpierw do niej, a ona wtedy była z Peckiem i Peck wszystko słyszał. Tyle że ona nic nie powie, bo za bardzo się boi zemsty Pecka.

      Kiedy ten rodzicobójca zastaje Pecka w jednoznacznej pozycji ze swoją żoną - przygląda się im ogłupiały, a Peck uśmiecha się do niego świńsko ;] Wreszcie chłop wyciąga pistolet, na co Peck "Zastrzelisz mnie ? I jak to wytłumaczysz ?", a kiedy tamten jest zupełnie skołowany, Peck podchdzi do niego i pokazuje palcem na jego zonę "Ta suka daje wszystkim, zabij ją, ona cię ośmiesza". I facet rzeczywiście strzela do swojej żony... Trudno powiedzieć czy ją zabija, możliwe że tak.

      Podczas śledztwa dotyczącego zabójstwa Strecha policja ustala, że brało w tym udział dwóch Latynosów. Dopadają tego drugiego, tego który wie że Peck stał za całą akcją, ale na nieszczęście ktoś nieostrożnie strzela do tego Mexicano i jedyne, co udaje się uzyskać Avilli, to jego przedśmiertne wyznanie i wskazanie na Pecka jako na pomysłodawcę tej zbrodni.

      A Peck nie oszczędza Avilli. Spotyka się z żoną Avilli, Kathleen. Avilla śledzi Pecka, widzi ich oboje w restauracji, widzi jak Peck całuje ją w rękę i zabawia. Jest przekonany że mają romans. Traci ich z oczu, a kiedy odnajduje go Peck - najpierw z zaskoczenia bije go dotkliwie, powala na podłogę windy i wygaduje, że własnie "przeleciał jego żonę". Na końcu rzuca mu damskie majtki, rzekomo - JEJ majtki - i każe "wytrzeć sobie krew".

      Avilla jest podłamany, robi żonie sceny, a ona nie wie, co jest grane. Oczywiście, Peck kłamie. Nie miał z nią żadnego romansu, a wszystko zmyślił, żeby zdołować swojego przeciwnika.

      Ofk, to nie może się skończyć polubownie. Avilla i Wallace znajdują wreszcie jakiś trop wiodący do budynku, w którym rzekomo Peck ma kręcić swoje nielegalne biznesy z przestępcami. Peck tam jest i strzela do Wallace. Potem ucieka.

      Wallace ląduje w szpitalu i ledwie ratują jej życie, a ścigany Peck nie chce się poddać bez walki i próbuje wziąć za zakładnika żonę Avilli. Do finałowej sceny dochodzi w mieszkaniu Raymonda Avilli i zgadnijcie kto wychodzi z niej cało, a kto w plastikowym worku ? :]] Yes, znów good guy triumfuje.

      Ale skoro bad guya gra aktor taki jak Gere, to nie umiera on ot, tak sobie, lecz w finale wygłasza ważny speech. Otóż, Peck już nafszerowany ołowiem przez Avillę, wyjaśnia swoje motywacje "dobrem dzieci". Ma ich siedmioro, musi wykarmić, a z policyjnej pensyjki nie miałby na to szans. Avilla nie ma dzieci, więc możliwe że go nie rozumie.

      W sumie, sam się dziwię, ale rzeczywiście Raymond Avilla, grany przez oschłego Andy'ego Garcię, naprawdę wypada na sztywnego jak kołek w płocie typa, co to bez rozkazu, paragrafu, instrukcji, upoważnienia i przepisu nie byłby w stanie podrapać się po tyłku. Peck ofk ściemnia, bo w jego zachowaniach nie ma wyłącznie motywacji rodzinnej, jest taką trochę zapowiedzią Waltera White'a z "BReaking Bad" - może i rzeczywiscie na początku dobro rodziny było dla niego podstawową motywacją, ale później górę wzięło chyba po prostu poczucie bezkarności i
      przyjemnośc kontrolowania innych ludzi.

      Gere gra znacznie lepiej, jest cyniczny w sugestywny sposób, a te jego prowokacje z firmowymi uśmieszkami, to naprawdę kawałek dobrego aktorstwa, jak na taki gatunek filmowy.

      www.youtube.com/watch?v=tWMzNDEZWgU
      • barbasia1 Re: "Wydział wewnętrzny" [1990] via TVN7 14.04.15, 16:33
        > Otóż, Peck już nafszerowany ołowiem przez Avillę, wyjaśnia swoje motywacje "dobrem >dzieci". Ma ich siedmioro, musi wykarmić, a z policyjnej pensyjki nie miałby na to szans.

        Hehehe! Ale koncept! Dobre! ;))

        Peck ofk ściemnia, bo w jego zachowaniach nie ma wyłącznie
        > motywacji rodzinnej, jest taką trochę zapowiedzią Waltera White'a z "BReaking
        > Bad" - może i rzeczywiscie na początku dobro rodziny było dla niego podstawową
        > motywacją, ale później górę wzięło chyba po prostu poczucie bezkarności i
        > przyjemnośc kontrolowania innych ludzi.

        Brzmi zdecydowanie lepiej. :)


        Już od dawna brakowało mi Twojej opowieści o skorumpowanej policji amerykańskiej. Od takich filmów zaczynaliśmy naszą działalność rozrwykową na tym forum, nieprawdaż!? ;)
        • grek.grek Re: "Wydział wewnętrzny" [1990] via TVN7 14.04.15, 16:38
          tłumaczenie dośc pokrętne, ale gdzies tam mające swój punkt zaczepienia :]
          zwłaszcza, że Avilla nie ma dzieci i powstaje ciekawe pytanie : co on zrobi, kiedy będzie je miał [jesli będzie je miał, a planuje] ? czy nie zejdzie na drogę przestępstwa ? czy wtedy te wszystkie paragrafy i podpunkty regulaminu tak samo będzie święcił i się przed nimi płaszczył ? :]

          hehe :]

          yes, zdecydowanie, takie były początki.
          od tamtego czasu trochę się... ambitniejsi zrobiliśmy ;]]

          ale jak się trafia okazja, to nie zaprzepaszczamy, prawdaż ? :]
    • siostra_bronte "Hotel" 14.04.15, 19:13
      Dzisiaj o 20.10 w Ale kino. Szwedzko-duński film z 2013 r. o którym gdzieś słyszałam. Zapowiedź brzmi bardzo ciekawie.
      • mozambique Re: "Hotel" 15.04.15, 09:49
        widzialam kawalek - gdy starsza zaniedbana kobieta zaprasza na szybki seks w kibelku calkeim obcego przystojniaka, dobrego męża i ojca :)))
        • siostra_bronte Re: "Hotel" 15.04.15, 19:15
          Yes, świetna scena :)

          W ogóle film bardzo ciekawy. Piątka osób z grupy terapeutycznej postanawia oderwać się od swoich kłopotów, od siebie. Każdy ma jakieś poważne problemy. Bohaterka filmu, Erika, wpadła w depresję po urodzeniu chorego dziecka. Jest dziewczyna dręczona kiedyś przez rówieśników. Jest facet w sile wieku, którego katowała matka. Jeszcze samotna pani i sympatyczny brodacz, o który wiemy najmniej (potem okazuje się, że zmyślał, żeby się wygadać w grupie).

          Grupa przenosi się z hotelu do hotelu i tam robi po prostu co chce. Cała piątka opowiada o swoim wymarzonym życiu, prawi sobie komplementy, których nie słyszy na co dzień. Erika wchodzi w rolę kochającej matki dla faceta, którego katowała jego rodzicielka , o on w rolę jej "dziecka". Grupa pomaga samotnej babce znaleźć kochanka :) Wszyscy bardzo się wspierają, chociaż w pewnym momencie sielanka się kończy. Ale akurat ta dramatyczna scena w hotelu wydaje mi się przesadzona.

          Zakończenie jest ostrożnie optymistyczne, bo bohaterka filmu (robiąca międzynarodową karierę Alicia Vikander) postanawia wrócić do domu i w końcu po raz pierwszy odwiedza swoje dziecko w szpitalu. Pozostali członkowie grupy zostają gdzieś w trasie i nie wiadomo co zrobią dalej.

          Atutem filmu jest naprawdę znakomite aktorstwo całej piątki bohaterów!

          Trailer:

          www.youtube.com/watch?v=IkCRxbx_c9Y
          • pepsic Re: "Hotel" 17.04.15, 22:59
            Nierówny, z początku nudnawy. Pani Alicia owszem urodziwa, ale jednocześnie odpychająca. Podobne wrażenia miałam w "Kochanku królowej", gdzie tenże królewna Śnieżka waliła męża króla w rogi z najlepszym jego przyjacielem. A wracając do "Hotelu" - nasza bohaterka to podręcznikowa kobieta XXI wieku, która naiwnie wierzy, że wszystko w życiu można skrupulatnie zaplanować, a tu zonk, niestety nie.
        • pepsic Re: "Hotel" 17.04.15, 22:59
          Na weselu też niezłą furorę zrobiła;)
    • grek.grek "Hanniba" seria 2 w TV Puls, 23:15 15.04.15, 14:33
      Czcigodni, Barbasiu :]

      cichaczem Puls wypuszcza serię 2 i wkleja się w środy. Pierwsza była w niedziele, jakoś
      się rzucała w oczy, a ta, to tak jakoś tylnymi drzwiami :]

      dziś już 2 odcinek.

      oglądamy ?

      Barbasiu, skaczemy ? :]
      • grek.grek "Hannibal" seria 2 w TV Puls, 23:15 15.04.15, 14:33
        Hannibal, oczywiście :]
      • barbasia1 Re: "Hannibal" seria 2 w TV Puls, 23:15 15.04.15, 19:32
        O!!!
        Nie mamy wyjścia, Greku. Skaczemy. Już się boję. ;)

        Rzeczywiście cichaczem wszedł "Hannibal". Nie widziałam zapowiedzi, choć prawdę mówiąc, nie oglądałam ostanio TV Puls!?
        Myślałam nawet, że 2. sezonu nie zakupiono.

        Greku, drugiego odcinka "Hannibala" jednak nie będę dziś oglądać, bo mam rezerwację na "Glengarry Glen Ross", o którym Bronte wspomina i do którego zachęca. Obejrzę go więc na dniach w ...
        Oczywiście liczę , że zainaugurujesz sezon "Hannibala".
        :)
        :)
        • grek.grek Re: "Hannibal" seria 2 w TV Puls, 23:15 16.04.15, 14:31
          obejrzałem wczoraj 1 odcinek.
          dzisiaj spróbuję obejzreć drugi.

          napiszę trochę dziś albo jutro, tak żeby Cię wprowadzić w akcję.
          od razu powiem, że nie jest ona przesadnie szybka, wciąż za to zasadza się na grzebaniu
          w głowach bohaterów. I jest nowa postać, grana przez znajomą aktorkę. Więcej niebawem, stay tuned :]

          • barbasia1 Re: "Hannibal" seria 2 w TV Puls, 23:15 16.04.15, 19:34
            Czyli wszystko po staremu. :)

            OK. Zatem skaczę w Twój tekst...
            • grek.grek Re: "Hannibal" seria 2 w TV Puls, 23:15 17.04.15, 16:14
              a taki :]

              dzięki :]
    • grek.grek "Księga Ocalenia" na bis [TVN, 22:30] 15.04.15, 17:48
      zestaw obowiązkowy : nowy odcinek "KIepskich" i Liga Mistrzów :]

      w kinie zasadniczo powtórki.
      widzę "Księgę Ocalenia" w TVN, czyli Denzel Washington kontra Gary Oldman w scenerii postapokaliptycznego Dzikiego Zachodu, w rozgrywce o tytułowy przedmiot najcenniejszy z cennych, klucz do panowania nad społeczeństwem, którym okazuje się... domyślacie się zapewne CO :]

      się pochwalę, że oglądałem ;] i opisałem, haha. wtedy pokazywał ten film POlsat.

      moim zdaniem, warto spróbować. dynamiczne sceny pojedynków na miecze, szable i katany, scenografia, kolorystyka wyjałowiona jak Ziemia po wojnie nuklearnej, no i aktorzy którzy nawet w rolach niekoniecznie najambitniejszych sprawdzają sie bez pudła.
    • siostra_bronte "Glengarry Glen Ross" 15.04.15, 17:52
      Dzisiaj w Kulturze o 22.15. Filmowa wersja sztuki Mameta. Świetna obsada: Jack Lemmon, Al Pacino, Alan Arkin, Kevin Spacey. Oglądam :)
      • grek.grek Re: "Glengarry Glen Ross" 15.04.15, 18:01
        widzę, ze jest riplej o 2:35

        jesli nie padnę - chętnie wykonam skok :]
        dzięki za zapowiedź, Siostro.
        • barbasia1 Re: "Glengarry Glen Ross" 15.04.15, 19:34
          grek.grek napisał:

          > widzę, ze jest riplej o 2:35
          >
          > jesli nie padnę - chętnie wykonam skok :]
          > dzięki za zapowiedź, Siostro.

          Greku, nie czekaj do powtórki, obejrzyj o 22:15! Bo padniesz!
          "Hannibala" złapiemy później.
    • grek.grek "Stacja" made in Poland 2001 [Stopklatka, 21:55] 15.04.15, 17:59
      dawno temu zdarzyło mi się oglądać.

      ciekawa rzecz, zwłaszcza jak na polskie warunki... gatunkowe.

      prowincjonalona stacja benzynowa na odludziu. zima. dwóch ludzi zawiaduje tym interesem : starszy i młodszy. starszego gra Zbig Zamachowski, młodszego Bartosz Obuchowicz.

      dociera do tej stacji gangster poszukiwany przez policję.
      w tej roli Bogusław Linda, w swoim emploi z lat 90-tych :]
      jest cięzko ranny.
      i ma przy sobie torbę z dużą kasą.
      no i broń, którą terroryzuje obsługę, aczkolwiek widać że to może długo nie potrwać,
      zanim zemdleje osobiście.

      najciekawszy jest dylemat, przed któreym staną bohaterowie : starszy jest pazernym małym chłopkiem, który koniecznie chce zabrać gangsterowi torbę z pieniędzmi i samochód. dla siebie albo do spienieżenia.

      młodszy jest bardziej etyczny, a do tego podczas rozmów w gangsterem zaczyna z nim sympatyzować.

      trzeba zdecydoaać, czy go wydać policji, czy pomóc przeżyć, a może zabić saamemu lub pozwolić umrzeć, by zagarnąć te kradzione fanty ?

      rozgrywka jest ciekawa, akcja przenosi się z budki w której siedzi gangster na zewnątrz, a i na okoliczne szosy.

      naprawdę warko skoczyć, Czcigodni.
      dobre polskie kryminalno-dramatyczne kino w interesującej scenerii, ze świetnym aktorstwem wszystkich ww. panów.

    • siostra_bronte "Popiołki" 15.04.15, 18:05
      Obejrzane wczoraj w CBS Europa. Brytyjsko-hiszpański film z 2008 r. w reż. Paula Morriseya. Temat intrygujący, bo to historia platonicznego romansu Federico Garcii Lorki i Salvatore Dali (Dalego?) jeszcze ze studenckich czasów.

      Niestety film niezbyt się udał. Na plus ładne zdjęcia i klimatyczna, hiszpańska muzyka i znakomita rola Javiera Beltrana jako Lorki. Za to scenariusz kuleje, a postać Dalego wypada blado przy Lorce. Niestety tę rolę gra Robert Pattinson i to jest dramat. Pattinson błąka się zagubiony po ekranie z ekspresją manekina. Gdyby nie ta fatalna rola to może całość zrobiłaby lepsze wrażenie.
      • barbasia1 Re: "Popiołki" 15.04.15, 20:09
        Robert Pattinson w roli Salvadora Dalego!!? Brzmi słabo. ;)
        Sam temat rzeczywiście ciekawy.

        Skąd taki osobliwy tytuł! filmu !?


        PS Salvadora Dalego (albo Dali) .
        • siostra_bronte Re: "Popiołki" 15.04.15, 20:18
          W ogóle to się zastanawiam jak Pattinson dostał tę rolę??

          Tak, tytuł po polsku brzmi dziwacznie. Pochodzi od obrazu Dalego "Cenicitas" (Little Ashes).
          • barbasia1 Re: "Popiołki" 15.04.15, 21:54
            Może twórcy liczyli, że jego osoba przyciągnie młodych widzów!?

            Dzięki. :)

            Znalazłam ten obraz w necie:
            3.bp.blogspot.com/_XEumqASVqLc/TKDdvQ4v3wI/AAAAAAAAARY/ujUDoNn4mZU/s1600/DS1495_52.jpg
            • siostra_bronte Re: "Popiołki" 16.04.15, 13:14
              O, na pewno chodziło o przyciągnięcie damskiej widowni :) Ale pewnie Pattinson próbował uciec od swojego wizerunku, co niestety zakończył się tutaj klapą.
              • barbasia1 Re: "Popiołki" 16.04.15, 17:40
                siostra_bronte napisał(a):

                > O, na pewno chodziło o przyciągnięcie damskiej widowni :) Ale pewnie Pattinson
                > próbował uciec od swojego wizerunku, co niestety zakończył się tutaj klapą.

                :)
            • siostra_bronte Re: "Popiołki" 16.04.15, 13:25
              Yes, ten obraz pojawia się w filmie.
      • mozambique Re: "Popiołki" 16.04.15, 09:32
        no wlasnie - ten Pattison mimo bezsprzecznie magnetycznej urody jakos mi do calosci tego hiszpańskeigo cyrku nie bardzo pasował
      • grek.grek Re: "Popiołki" 16.04.15, 17:46
        dzięki, Siostro :]

        to są zwykle dośc trudne przedsięwzięcia, jak sądze, bo sam fakt że pisarz z malarzem romansował nie musi być od razu gwarancją, ze to był romans ciekawy, a twórca którtego dzieła są interesujące - musi być interesującym człowiekiem.
        • siostra_bronte Re: "Popiołki" 16.04.15, 17:51
          No, i Lorca i Dali na pewno zasłużyli na lepszy film!
    • mozambique "Opowieść podręcznej " 16.04.15, 10:01
      tak stary film ze jzu stał sie klasyką a ja go ani razu nie widziałam , dziwne
      za to duzo dbrego slyszlaam o nim
      więc se obejrzałam i .. troszke śmieszno a troszku dziwnie

      to na podtsawie powieści MArgaret Atwood - wizja antyutopii - państwa totalitarnego , zorganizwoane tak troche na wzór III rzeszy , permanentna kontorla wszystkich i wszystkeigo , klasa uprzywilejowana i klasa calkowiecie podległa , kara smierci grozi za wszystko a najwiekszym problemem jest coraz ninzsza płodnośc kobiet . SPOleczenstwu grozi wymarcie wiec nieliczne mlode i zdrowe i płodne kobiety maja za zadanie spelnic misje dziejową - rodzic dzieci beplodnym parom z kasty uprzywilejowanej. TAk calkeim jak Lebensborn.
      Te mlode i zdrowe dziewczęta zyją skoszraowane , pod 100% kontrolą, skąd są "wynajmowane" przez rodziny PANÓW do kopulowania z panem domu, zajscia w ciąze , urodzenia zdrowego dziecka i apiać znowu to samo.
      Jedną z a takich własnie podręcznych jest mloda NAatscha Richardson , o imieniu KAte ktora na czas "pracy " otrzymuje imię "of Fred" ( tlumaczone to jest na Freda ale chodzi tu o wylacznie okresleneie jej całkowitej"przynaleznosci " do Pana o imieniu Fred, a jej kolezanki, inne podreczne miewaja imiona " of Gill" czy "of Will" ) zamieszkuje w domu PANÓW - pułkownika ROberta Duvalla i jego pieknej eleganckeij zony Faye Dunaway. MA szybko zajsc w ciążę , dbac o nią , urodzić i poza tym schodzic wszytskim z oczu . Jesli sie nie sparwi dosc szybko to moze byc kiepsko , bo jej poprzedniczka w tym domu , nie zaszła i powiesiła się ! NIe bardzo to łatwe bo osobistym kierowćą pułkownika i jego osobistym asystentem jest przystojniacha Aidan Quinn. Natascha i Aidan pod jednym dachem ? nie bedzie spokojnie :)
      Kopulajce odbywaja sie jak ceremonia religijna , wielka uroczystosc oparta na cytatach z PIsma a jednoczesnie nieodparcie przypomina to czynnosc hodowlaną - pokrywanie cennej klaczy równie cennym ogierem, powtarzane regularne co do dnia , przygotowywane i szybko kontrolwoane przez ginekologa.
      Regularnie jest tez kontorlowana przez ZAKON ktory wszystkie podreczne przygotowuje do swej funkcji, gdzie bajbardziej demoniczną siostrą jest piekna , o wyjatkowo delikatnej urodzie Victoria Tennant. Jest tez jej koleznaka, buntowniczka Elisabeth McGOvern która planuje ucieczkę z tego piekła.

      Zycie Fredy łatwe nie jest bo po kilku miesiącach starań "zaskoczyc " jakos nie moze, gienkolog wyjawia jej ze Fred jest bezpłodny ( co jest tajemnicą ) wiec jej los jest niepewny, wiec sam ochoczo jest gotów pomoc jej w poczęciu, nawet tu i teraz , w gabinecie , Faye coraz bardziej sie neicierpliwi i staje sie niemiła ( a wszyscy wiemy jaki groźny potrafi byc ten delikatny usmieszek FAye? ) do tego Aidan jest coraz ładniejszy i napalony na Fredę itp .
      Z grubsza mozna sobei wyobrazic co bedzie sie dzialo dalej - petla wokół Fredy bedzie sie zaciskac , bo do komplety ruch oporu zechce wykorzystac staly dostęp Fredy do pułkownika w celu dokonanai zamachu, pułkownik chyab sie zakocha bo bedzie Frede zaparszal na kolacje i do lokali, FAye bedzie coraz bardzij wsciekła ze ciązy nie ma a Aidan coraz bardziej gorący. To musi wybuchnąc ...

      to tak z grubsza - bo zakonczenie az tak cieakwe nie jest , nie wiem czy to wina materialu literackiego czy rezyserii ale roziwaznaie akcji jest dosc naiwne, sztampowe i nawet infantylne.
      Do tego wizja plastyczna filmu ( rok 1990) dzis wydaje sie nawet zabawna - jakos tak naiwnoscią troche ciągnie ale moze sie komus spodoba.
      NA pewno warto dla aktorów, na pewno dla nieodżalwoanej NAtaschy , tragicznie zmarłej pare lat temu zony LIama Neesona.
      • siostra_bronte Re: "Opowieść podręcznej " 16.04.15, 12:47
        Dzięki za recenzję. Oglądałam, ale jakoś nie było czasu, żeby o nim napisać.

        Ważne jest to, że to antyutopia pokazująca świat, w którym zwyciężył religijny fanatyzm. Pułkownik opowiada, że wcześniej świat był pozbawiony wszelkich wartości, ogólnie sodoma i gomora. Teraz wszystko jest pod kontrolą państwa religijnego. Wciąż trwają walki z partyzantami, np. baptystami :) Egzekucje ludzi, którzy sprzeciwili się systemowi są spektakularne, odbywają się przy cytowaniu Biblii, a tłumy podręcznych wpadają niemal w religijną ekstazę.

        Faktycznie warto obejrzeć dla aktorów, ciekawe są też kostiumy (każda z grup kobiet ma przypisany inny kolor).
        • siostra_bronte Re: "Opowieść podręcznej " 16.04.15, 13:12
          Dla ciekawych jedna z lepszych scen:

          www.youtube.com/watch?v=R-45xL7QLXc
          • mozambique Re: "Opowieść podręcznej " 16.04.15, 13:18
            nooo

            od razu mi skojarzylo z ekgzekucjami inkwizycji - my nie zabijamy , my tylko wydajemy wyrok i przekazujemy winną w ręce swieckie, i to te rece swieckei podpalają stos
            • barbasia1 Re: "Opowieść podręcznej "- książa 16.04.15, 17:39
              A mnie się historia skojarzyło z Talibami, z Państwem Islamskim .

              Jerzy Jarniewicz w związku z kolejnym ? wydaniem "Opowieść podręcznej " w 2006 napisał artykuł do Wyborczej na temat tej książki. Mam tu szalenie ciekawy fragment:

              Futurystyczna powieść Atwood ma konkretne historyczne zakorzenienie. Powstawała za prezydentury Ronalda Reagana, kiedy amerykańska prawica próbowała powstrzymać proces emancypacji kobiet. Swoją siłę zaczęli ujawniać przedstawiciele "moralnej większości", przeciwnicy konstytucyjnej poprawki o równouprawnieniu płci i aktywiści antyaborcyjni spod znaku pro-life, w tym także inspiratorzy zamachów terrorystycznych skierowanych przeciwko klinikom aborcyjnym. W tym samym czasie świat dowiadywał się o zakazie wszelkich form kontroli urodzin i przymusowych testach ciążowych wprowadzonych przez rumuńskiego dyktatora Ceau escu oraz o ubezwłasnowolnieniu kobiet w nowo powstałej teokracji irańskiej. "Opowieść podręcznej" wyrosła z obaw, że ten szaleńczy mariaż totalitarnej ideologii z religijnym fundamentalizmem, który w Ameryce nawiązywał wprost do jej purytańskiego dziedzictwa, może nadać kształt przyszłym społecznościom.

              Polecam zresztą cały artykuł na temat tej książki.
              Cały tekst: wyborcza.pl/1,75517,3303894.html#ixzz3XUF6kj00


              Książka Margaret Atwood "Opowieści podręcznej" musi się znaleźć u każdego na liście "must read".


              Mozambique, powiedz, jak się kończy film, pliz?

              Dzięki wielkie za opowieść. Liczę, że TVPKulturę przypomni ten film.

              • mozambique Re: "Opowieść podręcznej "- książa 17.04.15, 10:58
                o widzisz , nie wiedziazam , dzieki za link , poczytam

                no wiec spojleruję :

                po milosnych uniesieniach z Aidanem w sekrecie - Freda oczywiscie zachdozi w ciążę , co spotyka sie w wielką radością PANSTWA jak i zakonu. Pułkownik Fred emabluje ją jeszcze bardziej , dochdozi do tego ze nawet "wypozycza" z szafy żony przepiekna suknie wieczorową ( oczywiscie bez wiedzy żony), daja ją Fredzie i cichaczem , po nocy , wywodzi ja do luksusowego nocnego lokalu dla elity , który jest bardzo ladnym i drogim burdelem, gdzie panienką jest . m.in , byla przyjaciólka Fredy , - Mc Govern, przyłapana na ucieczce z zakonu , odpowiednio ukarana , okaleczona i zmuszona do takiej roboty . Taki jest los podrecznych ktore podpadły/ nie sparwdziły się.

                POtezna awantura wybucha gdy Faye znajduje swą suknię , uzwaną przez Fredę i staje sie jej wrogiem. Freda wie jej zycie moze byc w niebezpieczenstwie.
                W dodatku ruch oporu wydaje jej listownie "polecenie" zabicia pulkownika, dostarcza jej nóż i podaje dogodny termin , Freda wykorzystuje romantyczne nocne tete a tete w gabinecie pulkownika i wbija mu nóz w szyję. Co dziwne - niemal po 3 minutach pod dom podjezdzają wozy z umundurowanymi mezczyznami z ostra bronią i natychmiast aresztują Fredę, jednym z nich jest Aidan. ZOstaje skuta , zwiazana i pzreniosiona do "suki" w akompaniamencie złorzeczen Faye, innych sluzących , sąsaidów itp .

                W wozie Aidan wyznaje jej ze tez jest w ruchu oporu, ze to on podlozył jej list i nóż i zeby sie nie bała. Wywozi ją za miasto , przekauzje w rece kumpli -rewolucjinistów i wraca rozpocząc zbrojne obalanie systemu.

                OStatni kadr - dzicz w górach , bezludzie , wysoko ciezarna Freda mieskza sobie spokojnie w przyczepei kampingowej z ładnym duzym psem , zycej swobodnie, jest zdrowa, szczesliwa i łądna , podziwia przepiekne zachody słońca i wyczekuje przyjazdu Aidana.

                The end.
                • barbasia1 Re: "Opowieść podręcznej "- książa 17.04.15, 17:10
                  Dzięki! :)

                  Filmowe zakończenie ma zdecydowanie optymistyczny wydźwięk, książkowe zakończenie historii Podręcznej jest otwarte. Freda wsiada do wozu Aidana/ Nicka, ale nie wie na pewno, czy on jest rzeczywiście w ruchu oporu czy jednak reprezentuje siły rządowe. Jej przyszłość jest niepewna.

                  Jarniewicz w swoim tekście na temat książki, wspomina jeszcze o ironicznym epilogu.

                  Tak więc adaptacja filmowa różni się w paru miejscach od filmu.

                  :)
                  • barbasia1 Re: "Opowieść podręcznej "- książa 17.04.15, 17:16
                    Aleee epilog sugeruje , że Adien/Nick jednak był w ruchu oporu i pomógł uciec Fredzie. ;)
                  • barbasia1 Re: "Opowieść podręcznej "- książa 17.04.15, 17:23
                    Jej przyszłość jest nieznana.
      • grek.grek Re: "Opowieść podręcznej " 16.04.15, 17:43
        dzięki za sugestywną recenzję :]

        wizja interesująca. możliwe, ze tu i tam już praktykowana. A już na pewno za pieniądze.

        ciekawe, że seks i morderstwa zawsze muszą się, w takich światach zorganizowanych wg
        religijnych wzorców, odbywać z udziałem świętych cytatów. jakież to ludzie sobie zawsze umieją
        znaleźć sposoby na to, by wytłumaczyć własne libido albo usprawiedliwić zamordyzm. musi wynikac
        z wyższych pobudek, służyć wyższym celom, boskim celom, boskiemu porządkowi.

        dzisiaj nie inaczej jest. te same chęci, tyle że świadomośc społeczna i obieg informacji inny.

        przypomniała mi się "Wyspa", science fiction niedawne, gdzie - uwaga : spoilery - również grupa młodych ludzi, mężczyzn i kobiet, trzymana jest w spcjalnym ośrodku, gdzie hoduje się ich jak gęsi albo kury nioski. Okazuje się wkrótce, że są klonami bogatych ludzi, które mają im służyć jako dawcy organów na wypadek choroby, a także przedłużenia sobie biologicznej żywotności o bagatela kilkadziesiąt lub -set lat.

    • grek.grek "Daily Soup" Teatr w TVP Polonia 16.04.15, 14:12
      sporo humoru jest w tym spektaklu. Co jakiś czas bohaterowie odcinają się sobie zgrabnie i zabawnie, a widownia nie powstrzymuje śmiechu. W istocie jeddnak jest to rzecz o ludziach pokonanych przez własne wspomnienia, frustracje i złość na innych.

      Mąż i Żona, oboje około 60-tki [Janusz Gajos i Halina Skoczyńska. Jej matka [Danuta Szaflarska]. I ich 30-letnia Córka [Anna Grycewicz].

      Dom. Stół, przy którym jedzą posiłki. Kawałek imitacji kuchni, gdzie posiłki powstają. Kanapa, na której siadają aby oglądać telewizję. Kilka par drzwi wmontowanych w scenografię, którymi wchodzą i wychodzą. Oraz rampa ze schodkami w dół, na którą wdrapuje się albo z której schodzi Córka. Sceny dziejące się wieczorem są sygnalizowanie lekkim przyciemnieniem świateł.

      Żona ciągle narzeka, na życie, męża. Bywa że narzeka z humorem złośliwym. Ale nie napastliwym. Czasami narzeka do słuchawki telefonicznej, kiedy dzwoni jego matka. Wtedy mąz podkręca glośnośc w telewizorze, żeby tylko nie słyszeć rozmowy.

      Kiedy z kolei on ma coś do powiedzenia o swoich bolączkach - ona łapie za odkurzacz i zagłusza gadkę. Czasami ścierają się bezpośrednio. I zawsze o to samo : a to o to, ze ona ogląda tylko "te bździny" w telewizji, za które Mąz uważa "Szcęście i sukces", telenowelę jako żywo brzmiącą jak "Moda na sukces" [czyta ją Tomasz Knapik], co z offu brzmi absolutnie wiatrygodnie, a dialogi płynące z "ekranu" są kuriozalnie oraz piramidalnie głupie.

      Kiedy się kłocą, MĄż nieustannie czepia się tej telenoweli. Definiuje przez jej pryzmat inteligencję, ambicje i marzenia swojej żony. Janusz Gajos wart jest tyle złota ile sam waży, mozna słuchać jego tekstów choćby i cały rok w kółko. Bywa dowcipny, bywa złośliwy, bywa momentami nawet agresywny, ale zawsze z takim dystansem, że czuje się w tym podtekst. Nawet jak wskakuje na stół, nawet jak wyczynia tańce-łamańce w pasji monologowej, albo straszy teściową niczym Ferdek Kiepski Babkę Rozalię ;]

      Mąż pracuej jako aptekarz. Jego ojciec zmarł na raka żołądka. W związku z tym Mąz ma poczucie, że umrze tak samo, a w snach zjawia się jego stary, aby "siedzieć mu na żołądku i dusić". Sugeruje,że to choroba nadchodzi. W telewizji oglądać tylko stzrelanki i karate. Gapi się obojętnie i sennie, a kiedy żona oglada "te bździny" grozi, że "kupi sobie telewizor i wstawi do swojego pokoju, żeby swoje programyh oglądać bez przeszkód".

      Dokopują sobie zacnie i momentami po prostu komicznie. Agresja a'la 60-letnie mieszczuchy razy komizm tekstów = czysta tragifarsa.

      Starsza pani żyje wspomnieniami. Młodości. POdczas której przeżyła traumę. Do miasta przyjechał linoskoczek i podczas występu, czyli wchodzenia po linie na budynek, spadł i się zabił. Spadł... tuż pod jej nogi. Kieddy na popczątku spektaklu Babcią śpiewa piosenkę, w której " Do miasta Lwowa przyjechał mistrz Mucha i spadł z trzeciego piętra" [jest tam rym, ale przyznam, że nie pamiętam jaki]" wydaje się, że to jakaś starcza demencja, później jednak wychodzi na jaw smutna prawda.

      Babcia do wszystkich potraw używa miodu. Do pierogów, do flaków, do wszystkiego. Córkę to irytuje. Mąz jest otwarcie negatywny wobec niej, ale bez agresywności zbyt poważnej.

      Córka staje się ofiarą codzienności swojej rodziny. Ciągłe kłótnie, docinki, dogryzki... A ona siedzi na krześle albo na podłodze, z kolanami pod brodą; albo zamyka się w łazience, co denerwuje Ojca; albo siedzi gdzieś wysoko na rampie. w nocy zaś myszkuje na czworakach po salonie.

      Właśnie przeszła na wegetarianizm, czego matka nie umie pojąc i uszanować. Czasami zawierają sojusze, głównie wtedy kiedy matka ma konflikt z ojcem. Albo kiedy ojciec ma konflikt z matką. Córka, Iwona, staje po obu stronach, starając się je godzić i równoważyć, marząc o tym by w tym pomieszczeniu zapanowało ciepło rodzinne, zgoda i wyrozumiałość. Na próżno.

      Jedynym momentem łączącym rodziców jest informacja, ze Iwona wyjeżdza na głodówkę. Jakiś turnus zdrowotny chyba. Wtedy zawierają oni sojusz pod tytułem "Głodówka ? Płatna w dodatku. Jak można głodować i jeszcze za to płacić ?" a w ogole to "Snieg, zaiwerucha, ślizgawica, uprasza się o unikanie poruszania się pojazdami mechanicznymi". Wtdy starzy są razem. A i to na moment. Wystarczy rozmowa telefoniczna z Iwoną. Ojciec tłumaczy jej żeby nie jechała, bo to marny pomysł i pogoda kiepska, po czym słuchawkę bierze Matka i dokładnie to powtarza. Ojciec na to zżyma się na boku, że "Po to mówi do słuchawki, zeby powtarzać po mnie ? A impulsy lecą... Po 18:00 jest czas na powtarzanie, bo wtdy taniej. Jak Boga kocham, założę własną linię telefoniczną !" - publiczność pada miejscami ze śmiechu, bo Gajos ma vis comica, ale ten śmiech szybko milknie, bo widać postępującą duszenie się tych ludzi we własnym towarzystwie.

      Matka lunatykuje po nocy. Przychodzi do kuchni, wyciąga sztućce i przytula je, niczym dziecko. A Córka ma sny, w których okazuje się, ze ma brata. Wymysł ? Możliwe, ale w jej pamięci jest jakiś rodzaj przekonania niejasnego, że kiedyś miała naprawdę brata. Gdzie on teraz jest ?

      Córka probuje ich pytać o tego brata, ale zawsze jej przerywają. Jakby nie chcieli odpowiedzieć.

      W onirycznej scenie w końcówce, kiedy huśtają się na dziecinnej huśtawce i kręcą na karuzeli, pada gdzieś z boku zdanie głosem Ojca : że BYŁ syn, ale jako niemowlę wypadł z okna i się zabił.

      Czy opowieść starszej pani o linoskoczku nie była przypadkiem opowieścią tak naprawdę o wnuku, który zginął tragicznie jako osesek, przefiltrowaną przez starczą niepamięć i chaos w głowie ?

      Pada zdanie "NIe upilnowała go". Kto ? Babka ? Matka ? CÓRKA ? Iwona wydaje wtedy zduszony krzyk żalu i goryczy. Czy to dlatego śni się jej brat ? Z poczucia winy ?

      W ostatniej scenie umiera starsza pani. Córka przeżywa dramat, stara się zatamować rozpacz i łzy wciskaniem w usta tortu przygotowanego na urodziny babci. Rodzice nagle są razem, pogodzeni, chociaż w pojedynczych monologach Ojciec narzeka na to, ze Matka znosi nocą sztućce do łózka, a on musi odnosić je z powrotem do kuchni. I że to mu przeszkadza w spaniu.

      Rzecz o codziennym piekielku czterech ścian, w których męczą się ze sobą ludzie, z których wyparowało ciepło, a potencjał w postaci poczucia humoru materializuje się we wzajemnych potyczkach na słowa.

      W finale, starsza pani siedzi martwa na krześle. Umarła w spokoju. Rodzice stoją za nią milcząć i jakby nie ledwie siebie znosząc, niczym stare sypiące się meble, kiedy nie ma za co i JUŻ nie ma po co kupować nowych. Córka bezradnie siedzi po turfecku na podłodze, dłonie ma wywinięte do zewnątrz, jakby w pozie medytacyjnej.

      ANna Grycewicz wiele serca włożyła w te ostatnie sceny. Podczas wyjścia do braw widać, ze nie jest jej łatwo wyjśc z tej roli. Oto aktorka prawdziwie zaaangażowana, która poczuła głęboko swoją bohaterkę.

      Janusz Gajos momentami szarżuje, ale jemu wszystko wolno, bo jak szarżuje to wspaniale i tak że nie da się oderwać oczu i uszu. Kiedy w końcówce wybucha feerią frustracji, pretensji i rozczarowania wszystkim - jest nie do zatrzymania.

      Halina Skoczyńska dotrzymuje mu kroku, świetnie dorysowuje swojej postaci podskórny smutek. Subtelnie ukazywany, i dzieki temu sprawiający wrażenie tym głębszego zranienia rzeczywistością. Denerwująca, kiedy w zawoalowanej formie, czepia się Męza, ze nie ma ziemniaków na obiad, kiedy wpatruje się w tę "Modę na sukces" jak w "jakiegoś cholernego Hamleta" [co wyrzuca jej Mąż], kiedy łaje Córkę za niejedzenie mięsa, a Matkę za to,że "miodek dodaje do wszzystkiego, Pszczółka Maja, proszę państwa".

      Danuta Szaflarska jak profesorka, starsza pani - lekko dziecinna, ale pełna wdzięku i zabawna bez złośliwości. W jednej ze scen Matka znosi krzyżówki, żeby rozwiązały kilka, taki trening intelektu aby zapobiec alzhaimerowi. Czyta hasło w tej krzyżówce "Partner owcy, na B", na co starsza pani, zaaferowana chwilowo czym innym, odpowiada : "Baca" :]]
      • grek.grek Re: "Daily Soup" Teatr w TVP Polonia 16.04.15, 14:27
        pani Szaflarska trzyma się niesamowicie. 100 lat, i oby 200 było. Ciekawe, że takich pięknych lat dożywają jednak osoby pogodne, cieszące się życiem, ciekawe świata, zapracowane w swoich pasjach, nieprawdaż ?
        Ciekawość życia i świata konserwuje lepiej niż wszelka medycyna :]

        To między Babcią, a Córką/Wnuczką jest porozumienie. One dwie znajdują ciepło. Rodzice przetaczają się po tym małym swiecie jak tornada. Ojciec jak tornado głośne, Matka jak tornado ciche, a oboje tworzą tornado burzące wszelki spokój.

        Kiedy Iwona i Babcia są razem - wtedy rodzi się ciepło. Iwona w ukryciu przed Matką chrzci babcine jedzenie miodem, a kiedy zjawia się matka - słoik skrzętnie chowa, tak żeby tamta nie zrzędziła. I ten uśmiech jaki mają dla siebie. Te rzeczy są warte więcej niż milion słów.

        Dlatego takim szokiem dla Iwony jest śmierć Babci. Znajduje pocieszenie w medytacji, z rozmazanym na twarzy i włosach tortem, który przygotowany był aby Babci urodziny uczcić inaczej niż to się stało.

        Daily SOUP niedaleko pada od Daily SOAP, czyli opery mydlanej.
        Opera mydlana leci [słownie] z ekranu niewidocznego telewizora.
        Odbywa się także między bohaterami. Ale nie jest to opera pocieszna i sztuczna. Jest zupełnie prawdziwa, nawwet jeśli Matka za koronny przejaw ojcowskiej nielojalności uznaje fakt, że wyjadł z szafki słodycze i zrobił to tak ostentacyjnie, że nawet pudełka nie wyrzucił. Małe rzeczy rosną do rangi symboli, spory o byle co, w sytuajcach bylejakich opisują ten mikroświat, a przyszłośc maluje się w barwach mało optymistycznych.

        jest to sztuka Amanity Muskarii. Reżyserowała ją dfla TVP Małgorzata Bogajewska.
        Scenografię wymyslił i ustawił Maciej Chojnacki.

        wideo nie widzę, ale fotografie z planu są :

        teatrtelewzji.tvp.pl/teatr_tv/galerie/galeria/daily-soup-na-zywo_7363606/
        • grek.grek Re: "Daily Soup" Teatr w TVP Polonia 16.04.15, 14:48
          PS :

          to ładne... Amanita Muskari, to pseudo "sióstr Muskała, Gabrieli i Moniki". i od razu człek się robi jakby taki światlejszy ;]]
    • grek.grek "Hannibal" seria 2, odcinek 1 16.04.15, 16:43
      1 sezon kończy się wpakowaniem Willa Grahama, eksperta kryminalnego FBI, do więzienia za popełnienie rzekomych morderstw. Will zdaje sobie sprawę, ze najpewniej sprawcą jest jego kolega i pomocnik, również współpracujący z agencją, psychiatra Hannibal Lecter. NIe ma jednak dowodów na to, a i jego pamięć nie funkcjonuje najlepiej. Will ma niepospolitą wyobraźnię, dzięki której odtwarzać potrafi sposób myślenia morderców i przebieg wypadków na miejscu zbrodni. Ta wyobraźnia, to jednak nie tylko dar, ale i przekleeństwo. Will przestaje odróżniać rzeczywistość od imaginacji, w czym usilnie pomaga mu makiaweliczny Lecter, aby ukryć fakt, że to on sam jest poszukiwanym zabójcą, który pozbawia życia kolejne ofiary i czyni to w sposób barokowy i fantazyjny.

      Oskarżony Will ląduje w więzieniu, dowody świadczą przeciw niemu, a on sam jest zupełnie pogubiony i nie wie już : naprawdę zabijał tych ludzi czy tylko twory wyobraźni były na tyle dojmujące, a wpływ Lectera, podczas sesji psychoterapeutycznych wprowadzającego w Grahamie coraz większy zamęt i chaos umysłowy, na tyle kluczowy, by mu się to wszystko przyśniło na jawie ?

      1 odcinek 2 serii zaczyna scena bijatyki między Jackiem Crawfordem, a Lecter. W domu Lectera. Ciosy się sypią, jeden drugiemu razów nie szczędzi. Wreszcie Lecter rani nożem w szyję Crawforda. Jackowi udaje się wyjśc z kuchni i zamknąć na klucz drzwi od salonu za sobą. Lecter szturmuje je kopniakami i całym ciałem, ale nie przedostaje się.

      Akcja cofa się o 3 tygodnie...

      Will siedzi w więzieniu. W ośrodku doktora Chiltona. Ma do dyspozycji niewielką... klatkę.
      Chilton próbuje go badać, przesłuchać, ale Graham nie odzywa się ani słowem. W myslach odbywa uprawia rybołóstwo w górskim potoku. Z wody nagle wolno wyłania się jelenie poroże, a potem człowiek... Will budzi sie. To był koszmar. Co zapowiada ?

      Crawford odwiedza Lectera. Klasyczna kolacja u Hannibala - elegancja francja, dźwięku gustownej muzyki poważnej, no i estetyczne i smakowite dania. Tematem rozmowy jest Will. Crawford zastanawia się, dlaczego Will zanim go areszztowano wskazywał uparcie na Lecxtera, jako mordercę. Lecter to bagatelizuje, zrzuca na karb zapaści nerwowej jaką przeżył Will, w związku z tym, ze to on zabijał.

      Ofk, FBI jest zaciekawione jak to się stało, że Crawford i reszta wodzów nie dostzregła, że ich człowiek może być mordercą ? Zwłaszcza, że doktor Alana Bloom ostrzegała, że z Wilem nie dzieje się dobrze, sprawa tych barokowych zabójstw zupełnie go wykańcza, traci on kontakt z rzeczywistością. Zbagatelizowano jej raport. Wydział wewnętrzny przysyła kontrolę. W osobie Kade Prurnell [gra ją Cynthia Nixon, czyli MIranda z "Seksu w wielkim mieście", tutaj zmieniona, wyszczuplona, z krótką fryzurą]. I zdaje sie, ze pani Kade to nie jest zawodniczka, którą łatwo da się zbyć albo się przed nią wykręcić.

      Tymczasem w górskim potoku w Rockville, Maryland, znalezione zostają ludzkie ciała. Odkrywają je przypadkiem jacyś pracownicy wodociągów, czy czegośtam. Cztery sztuki ciał. Wszystkie znakomicie zakonserwowane, zabalsamowane, a nawet natarte żywicą, aby zachowały odpowiedni kształt. Tak więc, wizje Willa zapowiadały przyszłośc...

      Lecter odwiedza dwukrotnie doktor Maurier [nadal gra ją Gillian Anderson :)]. Są to ciekawe rozmowy. Lecter przyznaje jej, ze chciałby porozmawiać z Willem. Maurier ostrzega go "On może tobą manipulować", a za chwilę sugeruje "A może to ty nim chcesz manipulować ?". Bystra babka. Ona wie, ze relacje Lectera z Grahamem mają podtekst.

      Hannibal odpowiada, ze Will go intryguje, jego umysł, to w jaki sposób probuje uciec od samego siebie i nie potrafi. Na co dokttor Maurier z rozmysłem pyta Lectera : "A ty ? Od czego nie możesz uciec ?".

      Lecter zdobywa pzepustkę na spotkanie z Willem. Próbuje go podejść, powołuje się na przyjaźń, ale Will szorstko go zbywa : nie jesteśmy przyjaciółmi, a ty jesteś mordercą. Lecter próbuje go spokojnym tonem sprowadzić na ziemię : Will, ty po prostu nie umiesz pogodzić się z tym, co zrobiłes. Nie umiesz wziąć za to odpowiedzialności. Graham wyraźnie ma problem z pamięci i jest tego świadom : "TO co mi mi zrobiłeś, ma źródło w mojej pamięci. Kiedy ją odzyskam, wszystko będzie jasne. Wtredy wyrównamy rachunki", powiada, a Lecter zimno kwituje "Powodzenia. Wierzę w ciebie".

      W laboratorium FBI badane są ślady z miejsc zbrodni i porównywane z DNA WIlla, ale także Lectera, w końcu Lecter też zaangażowany był w sprawę, ofiocjalnie jako konsultant FBI. Nie ma żądnych dowodów łączących Hannibala z zabójstwami. Za to są takowe a'propos Willa.

      Hannibal dostaje posadę Willa. Jego pierwsza sprawa, to właśnie te zwłoki z potoku z Rockville.

      Podczas drugiej rozmowy z doktor Maurier Hannibal powiada, ze "spojrzał na to wszystko oczyma WIlla" - "Byłem nim, patrzyłem na TO jego wzrokiem, wiem już co czuł".

      Pewny siebie Lecter wyraża pisemną zgodę dla doktor Maurier, aby ze szczegółami zrelacjonowała ich sesje terapuetyczne Crawfordowi i żeby śmiało o nim i jego stanie psychiki rozmawiali. Maurier jest zaskoczona, że Lecter pozwala im na tak wiele, a Lecter odpowiada, ze zależy mu na pełnej szczerości.

      Jedst przekonany, że doktor Maurier powie Crawfordowi, że oskarżenia Willa wobec Lectera nie mają podstaw nie tylko w materiale dowodowym, ale także i w jej spostrzeżeniach z tych sesji psychologicznych odbytych z Hannibalem. A jesli doktor MAurier nie jest przekonana, że z Lecterm wszystko dobrze ?

      Taka jest właśnie sugestia jaką Maurier zgłasza. "Znów będę musiała kłamać dla ciebie...", powiada, a Lecter odpowiada "Nie skłamiesz TYLKO dla mnie". Lecter : "CRawford ufa mi bardziej niż ty", na co Maurier "On nie wie, na co cię tak naprawdę stać...", na co Lecter "Ty też tego nie wiesz...". Kapitalny dialog. CO ona wie o Lecterze z dawnych czasów ? Co ich łączyło ? Czy ona wie czy tylko się domyśla, ze Lecter chowa jakieś trupy w szafie ?

      Willa odwiedza dr Bloom, która chce mu pomóc. Za pomocą hipnozy stara się znaleźć klucz do jego pamięci. Bloom nie twierdzi, ze Will jest niewinny. MOże zabił, a może nie. Jest za to przekonana, ze jeśli zabił, to dlatego ze sfiksował. Stracił kontakt z ziemia. Peron mu odjechał.

      Bloom "Mogłeś to zrobić, ale nie miałeś wtedy kontroli nad sobą"
      Will : "a jesli przypomnę sobie, CO MI ZROBIONO ?"
      Bloom "A jesli przypomnisz sobie, że TO TY SAM ?"

      też znakomita scena.

      Sesja hipnotyczna Willa to seria obrazków w jakimś niezbornym zupełnie zestawieniu, najpeweniej mających sens i znaczenie, ale nie tylko Will, ale i widz :], ma problem aby to poskładać.

      Lecter zaprasza na kolację doktora Chiltona, aby dowiedzieć się, co wskórała doktor Bloom i czy Will coś sobie przypomniał. Chilton mówi tylko tyle, że "Will ciągle powtarza, że to ty jesteś zabójcą". Lecter obraca to w żart, ale wyraźnie jest zaniepokojony.

      Na dniach Willa odwiedza także ta przyjemna Azjatka z laboratorium. Doktor Katz. Przynosi na spotkanie akta sprawy tych zwłok znalezionych w potoku. Oraz zdjęcia osób zaginionych w ostatnich latach w tym regionie. Prosi Willa o konsultację. NIelegalnie i cichcem :] Will zgadza się chętnie, zawsze to jakaś forma kontaktu ze światem z zewnątrz. Rozkłąda zdjęcia, czyta akta i diagnozuje "Widzę tutaj paletę barw...". Enigmatyczny wniosek, ale zapewne znajdzie wkrótce swoje rozwinięcie.

      POza tym Willa nawiedzają wizje, w których Lecter grzebie mu w gardle. Na tyle sugestywne, ze Will nie jest w stanie dokończyć więziennej kolacji.

      Jack Crawford ma wyrzuty sumienia. Will to jegop protegowany. Jesli zabijał, a Crawford nie widział, że coś się z nim dzieje niedobrego i mu w porę nie pomógł - to część winy spoczywa na nim. A możliwe także, ze Jack nie wierzy w winę Willa.

      Odwiedza doktor Bloom, w domu Willa, który teraz stoi pusty, a w którym bywa Alana, aby zajmować się psami, ktore zostawił GRaham. Jack nie ma do niej pretensji, ze przedstawiła raport, wedle którego Crawford zignorował pogaraszający się stan zdrowia Willa.
      • grek.grek Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 16.04.15, 16:55
        Jack może ponieśc karę za swoje niedopatrzenia, ale jest na to gotów. Najbardziej zależy mu na pomocy Willowi. Pyta dr Bloom, co naprawdę sądzi o tej historii, a ona odpowiada, ze wg niej Will jest winny, ale walczy sam ze sobą, aby tę winę przyjąc i zaakceptować. Dlatego oskarża Hannibala. Chce zrzucić swój bagaż na kogoś innego, oddalić od siebie perspektywę tego co zrobił, uciec przed konfrtontacją z własnym sumieniem i świaodmością.

        doktor Bloom ofk chce jak najlepiej dla Willa, ale nawet jej wychodzi z zupełnie obiektywnych kalkulacji i badań, ze to jednak Will jest killerem.

        Crawford odwiedza w więzieniu Willa, mówi mu że wszystko sprawdzili i nic nie znamionuje zamieszania Lectera w zbrodnie. Will odpowiada, że Lecter "zrobił to idealnie...przekonał was. To nie mnie szukacie, ale jesazcze nie macie o tym pojęcia".

        W ostatnich scenach ktoś napada młodego czarnego chłopaka. Najpierw w metrze jakiś męski głos mówi do niego "Masz taką miękką skórę...", a potem ten sam chłopak widzi na ciemnym parkingu gdzieś w bocznej ulicy, ciemnym wieczorem/nocą samochód. Zaciekawiony podchodzi, bagażnik jest otwaerty i wyścielony folią. Za plecami chłopaka pojawia się jakiś gość. Wydsaje sie, ze długowłosy...

        Chłopak budzi się po zastrzyku usypiającym. Jest zszokowany, bo odkrywa, że ma dłoń przyszytą do policzka, możliwe także że inne części ciała ma pozszywane ze sobą. Cięzko coś dostrzec, bo panują egipskie ciemności, a on sam spoczywa w jakiejś... ogromnej niecce, jakby to było wnętrze silosa zbożowego ?

        kamera unosi się do góry i okazuje się, ze chłopak leży pośród dziesiątek nagich martwych ciał, rfównież dziwnie ułożonych, w jakiś splątany wzór.

        Ciemnośc. ten odcinek tonie w ciemnościach. Ledwie widać ludzi. Najczęściej słyuchać głosy, a postaci zauważalne są ledwie ledwie, zarysy, cienie, połówkki twarzy. Tworzy to świetny klimat i człek puchnie z ciekawości starając się coś dojrzeć w tej ciemnej mgle :]

        Odcinek wprowadzający, bez dwóch zdań, rysujący pewne wątki i scenariusze na tę serię/tej serii.

        • barbasia1 Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 17.04.15, 16:47
          > Odcinek wprowadzający, bez dwóch zdań, rysujący pewne wątki i scenariusze na tę
          > serię/tej serii.

          Yes.
          Przede wszystkim, co oczywiste, Will będzie, musiał znaleźć sposób na udowodnienie swej niewinności. Zobaczymy , co wymyślą twórcy serialu. :)

          Dobrze rozumiem, że przyczyna walki Jacka Crawforda z doktorem Hannibalem, która została pokazana na początku nie została jeszcze wyjaśniona?

          Finał odcinka pokazuje, że wysoki poziom makabry z pierwszego sezonu będzie utrzymany utrzymany. Uch!

          Dziękuję, Greku!


          :)
          • grek.grek Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 18.04.15, 12:10
            dzięki, Barbasiu :]

            na razie ciekawe jest odwrócenie sytuacji z "Milczenia owiec" : tam : w więzieniu prowadzonym przez dr Chiltona siedzi Hannibal i Chilton próbuje się do niego dobrać. Tutaj siedzi Will i Chilton stara się nakłonić go do zwierzeń.

            tak właśnie.
            możliwe, że te "3 tygodnie" oddzielające bójkę Crawforda z Hannibalem od właściwego początku zdarzeń 2 serii potrwają przez znaczną część serii.

            ofk, przyczyna tej bójki jest interesująca.
            co się stało ?
            Crawford odkrył prawdę ?
            gdyby to zrobił, to czy raczej nie aressztowałby Lectera w asyście uzbrojonego wsparcia ? a może odkrył to nagle ? A może Hannibal odkrył, że Crawford coś wie i pierwszy zaatakował ?

            hehe, yes "uch !" jest tutaj bardzo na miejscu :]

            inna rzecz, ze ta makabreska na razie odbywa się w ciemnościąch niemal zupełnych, stąd trudno ocenić całą jej skalę.

            • barbasia1 Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 20.04.15, 21:25
              > na razie ciekawe jest odwrócenie sytuacji z "Milczenia owiec" : tam : w więzien
              > iu prowadzonym przez dr Chiltona siedzi Hannibal i Chilton próbuje się do niego
              > dobrać. Tutaj siedzi Will i Chilton stara się nakłonić go do zwierzeń.

              Świetna uwaga!

              > inna rzecz, ze ta makabreska na razie odbywa się w ciemnościąch niemal zupełnych, stąd
              > trudno ocenić całą jej skalę.

              Wyobraźnia niepokojąco podpowiada straszne obrazy ...
              • grek.grek Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 21.04.15, 16:46
                dzieki :] jutro 3 odcinek, coś czuję że będziemy nadrabiać ? ;]

                o, ja Tobie nie dorównam na tym polu, ale też coś tak czuję,że będzie zarówno strasznie jak i...
                nadspodziewanie finezyjnie, aczkolwiek... czy scenarzyści i spece od charakteryzacji mogą przebić te obrazki z pierwszej serii ? :]
                • barbasia1 Re: "Hannibal" seria 2, odcinek 1 22.04.15, 17:05
                  Dzięki za wprowadzenie, oswojenie, teraz będzie mi raźniej wejść w ten serial. Dziś.


                  > o, ja Tobie nie dorównam na tym polu, ale też coś tak czuję,że będzie zarówno s
                  > trasznie jak i...

                  Nie bądź taki skromny! ;)

                  > nadspodziewanie finezyjnie, aczkolwiek... czy scenarzyści i spece od charaktery
                  > zacji mogą przebić te obrazki z pierwszej serii ? :]

                  Ja nie patrzę jaka jest charakteryzacja, jaka scenografia, tylko daje się ponieść opowieści, wchodzę w klimat i potem zamieram z przerażenia. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka