Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 1 (vol. 75)

    • grek.grek w kinach "KOnwój" 14.01.17, 18:14
      Janusz Gajos i Robert Więckiewicz w jednym filmie ?

      Amerykanie, Francuzi czy Brytyjczycy potrafili [by] zrobić z takiego filmu majstersztyk albo przynajmniej coś szalenie atrakcyjnego, a tutaj ponoć obaj panowie jakoś nie mają okazji do wspólnych scen, grają korespondencyjni i [wątpliwa] interakcja między ich postaciami wcale nie jest motorem napędowym filmu.

      jak dla mnie : brzmi dyskwalifikująco dla reżysera i scenarzysty też :]

      recenzje ostrożne, mało zachwycone, bo nie dośc, ze potencjał wybitnych aktorów został przeputany, to jeszcze cała intryga rozłazi się w szwach i co gorsza trywializuje się bezwzględnie :

      wyborcza.pl/7,101707,21232923,konwoj-nie-ma-pojedynku-wieckiewicz-kontra-gajos-ale-jest.html
      film.interia.pl/recenzje/news-konwoj-recenzja-zabawa-i-nauka,nId,2336348
    • grek.grek BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 15.01.17, 13:03
      Siostro, o której rozpoczynają na BBC Brit ?

      w Ct2 start o 22:05 :]
      ponoć ten odcinek ma trwać bite 100 minut.

      nierówny to sezon, odc. 1 był przeciętny, odc. 2 już bardzo dobry, a oba razem stworzyły świetny punkt wyjściowy do odcinka 3.

      mamy w akcji siostrę Holmesów, która najwyraźniej nie ma najsympatyczniejszych zamiarów wobec braci, a może tylko jednego z nich ?

      co się z nią działo wcześniej ? dlaczego pojawiła się właśnie teraz ? jakie tajemnice i historie z przeszłości... rodu wyjdą na jaw ? jakie są naprawdę jej plany ? I jak cała relacja zostanie sfinalizowana ?

      Nie ma JIma Moriarty'ego, ale kto wie - może dostaniemy postać równie interesującą i obdarzoną niepowtarzaalną ekranową prezencją ?

      I ten tytuł "Ostatnie zadanie/sprawa".
      jakby zwiastował nieuchronne zmiany, w najgorszym razie - nawet koniec serialu, chociaż w to akurat wątpię szczerze. Nie kończy się serialu w momencie, gdy jest na absolutnym topie i nie tylko finansowo ustawia twórców, ale wzmaga ich artystyczną pozycję w branży :]

      wydaje [mi się], że losy "Sherlocka" zależą od pana Cumberbatcha. wszystkich bohaterów można albo wyeliminować albo zastąpić innymi aktorami i widzowie to będą akceptować bez zastrzeżeń dopóty, dopóki... Sherlock będzie miał twarz Cumberbatcha.

      nie wiem, czy są jakieś trailery do tego 3 odcinka, ale zaiste nawet jeśli są, to za chińskiego boga nie chcę ich oglądać ! ;]
      • siostra_bronte Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 15.01.17, 13:24
        23.00 :) Zastanawiam się, skąd ta różnica w godzinie emisji?

        Zgadzam się co do oceny obu odcinków.

        Generalnie mam wrażenie, że te długie, 2-3 letnie przerwy między sezonami tylko szkodzą. Bo tak nakręcają oczekiwania, że zwykle efekt nie jest w stanie zadowolić nikogo. Może lepiej, aby odcinki były krótsze, a sezony dłuższe? No, ale już za późno.

        Tak sobie myślę, że byłoby znacznie ciekawiej, gdyby to jeden szwarccharakter gnębił Sherlocka przez wszystkie sezony. Oczywiście, Moriarty :) Byłoby większe napięcie, no i silniejszy emocjonalny stosunek do tej postaci. A tak, w każdej serii jest ktoś inny, już nie tak fascynujący jak Moriarty i jakoś to się rozłazi.

        Nie wiem skąd ten pomysł z siostrą Sherlocka, choć być może jakieś sugestie co do trzeciego z rodzeństwa u Conan Doyle'a, głowy nie dam.

        I jeszcze naszła mnie refleksja, że wolałabym, aby te historie były bardziej powiązane z oryginałami Conan Doyle'a, tak jak to było na początku. Potem fabuła odchodziła coraz bardziej od kanonu (nieszczęsna Mary i cała Agra).. Po drodze zagubił się gdzieś klimat pierwszych odcinków, jakby efektowna realizacja i super szybkie tempo (wystarczy zagapić się na chwilę, a można się zgubić w akcji) były najważniejsze.

        Ale oczywiście jestem ciekawa dzisiejszego odcinka.
        • grek.grek Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 15.01.17, 15:03
          cześć, Siostro :]

          no właśnie, to ciekawa róznica.

          interesujący pomysł !
          ale, tak jak napisałaś, formuła 1,5 godzinnych filmów ma zbyt mocną pozycję, by dało się ją zmodyfikować.

          właśnie.
          poza tym, mam wrażenie, że dobrze by zrobiło "Sherlockowi" prowadzenie przez bohaterów większej ilości dochodzeń niezwiązanych z nimi osobiście :]

          zapewne o to chodzi z panią Holmes, aczkolwiek zauważyłaś na pewno, że w poprzednim odcinku na Baker Street z Sherlockiem mieszkał jakiś mężczyzna, towarzysząc mu w tym ciągu heroinowym.

          Fizjonomia aktora przywodziła na myśl Holmesów, więc - czyżby brat ?, a w 1 odcinku Mycroft sugeruje nawet, że ktoś taki istniał lub istnieje. Czy ta postać była duchem zmarłego czy istniała naprawdę [w ostatnim momencie 1 odcinka Mycroft "dzwoni do Sherrinforda" ale wcześniej mówi też o jakimś "uczuciu ?", które "dla TAMTEGO nie skończyło się dobrze", nie pamiętam już dokładnie dokładnego brzmienia tego zdania. "Tamten" sugerowałby, że chodzi może o zmarłego brata ?].

          o yes, Mary-agentka , to był wątek niefortunny stanowczo :]

          masz rację, Siostro.
          1 seria, to było objawienie, świeżość i nowość. 2 seria, wg mnie, też znakomita. Od Trzeciej coś faktycznie się zmieniło, choć "Sign of Three" podobał mi się bardzo i wydawał mi się na swój sposób bardzo zbliżony do oryginalnych odcinków.

          ha, może to jest potwierdzenie , że 'Sherlock" ciągle ma energię ? :] ciągle jednak czekamy na nowe odcinki, a dodatkowo żaden z finałowych odcinków poszczególnych sezonów nie zapowiadał się chyba tak frapująco jak ten dzisiejszy ? :]
        • grek.grek "Sherlock" sez.4 [1] 16.01.17, 12:05
          Siostro, jakie wrażenia ? :]

          Czcigodni, mieliście okazję obejrzeć ?

          wg mnie - znakomite zakończenie sezonu ! Ależ akcja, tempo i poziom logiki, no i JIM był, góra 2 minuty, ale zawsze :]

          opis dla potomności ? ;] Proszę o sprostowania, dopowiedzenia, ulepszenia !

          Mała dziewczynka jest w lecącym samolocie. Wszyscy pasażerowie i obsługa śpią. Mała jest przestraszona, ale próbuje zachowywać równowagę emocjonalna. Dzwoni przez telefon, wyjasnia sytuację i prosi o pomoc...

          Mycrofta nachodzą... duchy. Słyszy i widzi niepokojące rzeczy. Dziewczynka biega mu po mieszkaniu [rezydencji ;)], a potem straszy go okropny klaun. Duchy i klauny podają się za jego siostrę. Mycroft jest przestraszony, próbuje z nimi [z NIĄ] dyskutować, a wtedy z ukrycia wychodzą Sherlock i John. Ofk, była to pułapka, żeby wydusić z Mycrofta przyznanie, że istnieje panna Holmes. Co ciekawe, Sherlock nie pamięta jej. A John rzuca do Mycrofta : "Poinformowano nas, że można cię skłonić do absolutnej szczerości sprawiając, żebyś ze strachu zrobił w spodnie".

          Przy okazji - John lakonicznie wyjaśnia dlaczego Euros, ta siostra Holmesów, nie zabiła go w finale poprzedniego odcinka, ale przyznam, że nie załapałem : jak mu się udało przeżyć ? Nabój był ślepy ?

          Mycroft ląduje więc na dywaniku na Baker Street 221b i spowiada się z przeszłości : tak, istnieje siostra Holmes. IMieniem Euros, czyli "północny wiatr" z greckiego.

          Mamy retrospekcje rozgrywające się na w okolicach wietrznych i górzystych [Szkocja ?], gdzie stała okazała posiadłośc Holmesów, w któreej wychowała się cała trójka. Ofk, w trakcie tych retrospekcji Mycroft, Sherlock i John uczestniczą jako świadkowie w obrazkach z przeszłości.

          Mała Euros była najmądrzejsza z całego rodzeństwa. Wybitny umysł. Ale jednocześnie czegoś jej brakowało. BYć może serca, akceptacji i uwagi ze strony braci. Starszy o 6 lat Mycroft był zbyt starszy, żeby się z nią bawić, a młodszy o rok Sherlock wolał bawić się sam, ubrany w napoleońską czapkę, albo ze swoim psem Rudobrodym.

          Pewnego dnia Rudobrody zniknął. Euros go schowała. Nigdy nie powiedziała gdzie. Zamiast prostego wyjaśnienia, ułożyła rymowany wierszyk zawierający wskazówki pozwalająće, rzekomo, odnaleźć psa. Sherlock nigdy tej zagadki nie rozwiązał.

          Euros w końcu wylądowała w zakładzie psychiatrycznym. Zaraz po tym, jak podpaliła własny dom. Potem podpaliła też ów zakład zamknięty.

          Mycroft był już wtedy na stanowisku w rządzie. Użył swoich wpływów, by Euros przenieśc do specjalnego ośrodka, a rodzicom oficjalnie zakomunikować, że córka zmarła w tym pożarze, który wywołała.

          Ten ośrodek nazywa się Sherrinford. Stoi na kamienistej wyspie pośrodku morza, nie sposób tam dotrzeć inaczej jak szybką łodzią motorową albo helikopterem. Elektroniczny system najnowocześniejszych zabezpieczeń nie daje szans na ucieczkę. A JEDNAK Euros się wydostała - w jaki sposób ? MYcroft nie zna odpowiedzi na to pytanie.

          Kiedy siedzą tak sobie i dyskutują... do środka wlatuje dron. Uzbrojony w granat. Panowie wstają i rozważają co z tym fantem począć. Ładunek reaguje na ruch, ale Mycroft mówi, że od momentu ruchu do momentu wybuchu są 3 sekundy, aby spróbować ucieczki. Tak też robią, komicznie brzmi zastanawianie się, kto ma uciekać oknem, a kto po schodach :] Rzucają się więc John i Sherlock oknem, a Mycroft schodami, bo ma bliżej. Wybuch niszczy budynek, a panowie fruną przez okno ścigani kłębami ognia pomieszanego z dymem.

          Zginęli ? ;]] A skąd... Znajdują się na kutrze rybackim pływającym po morzu. Przejmują go, a potem w dostają się do środka Sherrinford. John daje się złapać wojskowym, jako John Watson, a Mycroft i Sherlock w przebraniach wchodzą do środka jako rzekomo "pokrzywdzeni" rybacy [Mycroft] lub funkcjonariusze straży przybrzeżnej [Sherlock].

          W środku ofk Mycroft zrzuca charakteryzację i przejmuje dowodzenie.

          Sherlock wizytuje pokoj, w którym przetrzymywana jest Euros. To raczej cała sala, niczym w "Skyfall", oddzielona szklaną ścianą. Dziewczyna jest w koszuli szpitalnej i gra na skrzypcach plecami do drzwi. Poznaje Sherlocka bez odwracania się do niego w jego stronę. Rozmawiają. Oczywiście w tonie niepokojąco-tajemniczym, bo choć Euros wydaje się spokojna i wyważona, to wiadomo, że jest groźna. Mówią o dawnych czasach, a ona wspomina Rudobrodego, dziwi się, ze brat jej nie pamięta, i powtarza, że "chce mu pomóc", żeby "pozwolił sobie pomóc". Sherlock trochę jest przytoczony, po raz pierwszy chyba od początku.

          Jednocześnie Watson i Mycroft dowiadują się od naczelnika, ze Euros ma niezwykłe możliwości psychologiczne. Manipuluje ludźmi. Poprzedniego lekarza zmusiła do zamordowania całej swojej rodziny, a potem do samobójstwa. Nie wolno z nią rozmawiać w pojedynkę.

          Przy okazji rozmowy z naczelnikiem wychodzi na jaw, ze Mycroft odwiedział siostrę i przysyłal jej... prezenty. Skrzypce, a później... Jima Moriarty'ego.

          I tutaj mamy scenę :] : ląduje helikopter, grają Queen, wychodzi Moriarty, przeciąga się w kuriozalny sposób, niczym gwiazda rocka na scenie. A potem odwiedza Euros. Poprosiła o 5 minut rozmowy z nim bez monitoringu. Przez szybę jakby "ocierają się" o siebie. Jak później powie, z telebimu, Jim : "Znaleźli chemię między sobą". O czym rozmawiali, to wyjdzie w praniu niebawem.

          Sherlock dostaje od siostry w prezencie skrzypce. Prosi go, zeby zagrał patrząc na nią. A potem, żeby podszedł do szyby i wyciągnął dłoń w jej stronę. Szyba opatrzona jest wieloma wywieszkami "nie podchodzić", "zachować metr odstępu" itd. Kiedy Sherlock wyciąga dłoń, i ignorując ostrzeżenia z napisów, podchodzi bliżej... okazuje się, ze nie ma żadnej szyby. Jego dłoń spotyka się z dłonią Euros. Dał się nabrać, jak nie on.

          Euros powala go i przydusza. A jednocześnie do pokoju, w którym są Watson i Mycroft wezwani zostają zbrojni. Cała trójka zostaje zakładnikami. Przyznam, że nie do końca wszystko tutaj zrozumiałem, ale wydaje mi się, że Euros po prostu przekabaciła na swoją stronę naczelnika i kierownictwo Sherrinfordu,korzystając ze swoich psychologicznych zdolności ?

          Tak czy owak, terraz to ona dyktuje przebieg zdarzeń. Jej twarz jest na telebimach rozwieszonych we wszystkich pomieszczeniach więzienia. A co jakiś czas... pojawia się na nich twarz Moriarty'ego, w gustownej czerwonej poświacie, jak z piekła rodem ;] Nie mówi nic ważnego, z przerażającą wesołością odmierza czas "tik, tak, tik, tak" albo zapowiada że zaraz coś się stanie.

          Euros wyznacza naszej trójce kolejne zadania. A jednocześnie włącza do rozgrywki tę małą dziewczynkę z lecącego samopas samolotu. Za każde rozwiązane zadanie Sherlock może przez minutę porozmawiać z małą i próbować pomóc jej zapanować nad samolotem, uratować jej życie i życie pasażerów.

          A zadania są... koszmarne.

          cdn


          • grek.grek Re: "Sherlock" sez.4 [2] 16.01.17, 12:45
            Pierwsze polega na tym, że któryś z nich trzech ma zabić naczelnika więzienia, aby tym sposobem uratować życie jego związanej i zakneblowanej żony. Mycroft nie jest w stanie, okazuje się zbyt słaby. Pozostaje John, ale mimo całego wojskowego obycia i rzeczowości, i on odpada. Nie może pociągnąć za spust, mimo błagań naczelnika. Nawet jeśli sam przed chwilą stracił żonę i wie, co czuje naczelnik i jakie motywy nim kierują. Wedle wytycznych Sherlock nie może tego zrobić za nich. Wyręcza ich więc sam naczelnik, który popełnia samobójstwo na ich oczach.

            Euros ze spokojem zabija jego żonę. "I co, panowie ? Wasze moralne wątpliwości kosztowały życie dwóch osób, zamiast jednej. Jesteście z siebie dumni ?", pyta ich przygwożdzając wzrokiem z telebimu. Wszyscy trzej są wstrząśnieci. Sherlock może porozmawiać minutę z małą, ale niewiele udaje mu się wyjaśnić.

            Następne zadanie, to dedukcja, który z trzech braci dopuścił się zabójstwa człowieka z odległości 300 metrów, z karabinu. Sherlock może dedukować tylko na podstawie rodzaju broni i fotografii potencjalnych zabójców. Kiedy to czyni, z pomoca Watsona i Mycrofta - nagle za szerokim oknem pojawiają się wszyscy trzej podejrzani. Związani i zakneblowani. Sherlock prawidłowo wyznacza właściwego, ale wszyscy trzej zostają bezceremonialnie zrzuceni na dół, zapewne giną po upadku z duzej wysokości na kamienie.

            Trzecia gra, to telefon do Molly, od której w ciągu 2 minut Sherlock ma uzyskać wyznanie miłosne słowami "Kocham cię". Inaczej Molly zginie od wybuchu bomby. Ani przez moment Holmes nie może jej zasugerować nawet, że grozi jej niebezpieczeństwo. Molly waha się zatem długo, wzbierają w niej emocje, Sherlock i towarzysze wstrzymują oddech, aż wreszcie Molly wypowiada zbawienne słowa. Wyznaje Sherlockowi miłośc, ale... tuż po tym, jak na jej prośbę on wyznał ją jej.

            Znów minuta na rozmowę z dziewczynką. I tekst Euros "Jestem zemstą Moriarty'ego na tobie" - chyba do Sherlocka.

            Zadanie czwarte... No cóż, Euros nakazuje Sherlockowi wybrać i zabić albo Watsona albo Mycrofta. Przyjaciel czy brat ? Mycroft z dezynwolturą niemal rozkazuje Sherlockowi zabić Johna. Wiadomo, "głupszy, nie z rodziny, a tutaj pomóc może bardziej intelekt niż sentyment". Watson... nie walczy o życie. WRęcz popiera Mycrofta. Tyle że Sherlock lufę pistoletu wycelowuje w brata, który zdobywa się na skruchę : "tak to moja wina, pozwoliłem jej spotkać się z Moriartym. 5 lat temu, przez 5 minut".. I kiedy już czas upływa postanawia zabić siebie. Odlicza 10 sekund do strzału i wtedy zimna Euros mięknie. Niemal krzyczy,żeby Sherlock tego nie robił. Dwie sekundy przed potencjalnym strzałem : z ukrytych dziurek w ścianach wylatują naboje usypiające.

            Sherlock budzi się w jakimś ciemnym pokoju. Ma kontakt z dziewczynką, ale nadal jest to za krótki czas, by zorientować się w sytuacji i jej pomóc. Pokój jest wytapetowany zdjęciami małego Sherlocka.

            A duży Sherlock ma kontakt z Johnem. Mycroft nie odpowiada. Jest kontakt głosowy z Johnem, który... za nogę jest uwiążany w jakimś pomieszczeniu z wodą sięgającą mu do kolan.

            Wreszcie Sherlock uderza dłonią w ścianę, a ta... kładzie się przed nim jakby była z papieru. Istotnie - jest z tektury, a sam Sherlock znajduje się tuż obok posiadłości, w której wychowywali się, z bratem, siostrą i rodzicami, gdy był mały. Wszystko wraca więc do korzeni.Jest noc, a zamek prezentuje się majestatycznie.

            Euros oczekuje od niego rozwiązania ostatniej zagadki, a więc : co stało się z Rudobrodym. Pies nigdy nie został odnaleziony. Znów wraca dziecięca rymowanka. Sherlock jest skołowany, przez całe życie próbował złamać ten szyfr i nigdy mu się nie udało.

            W tym momencie okazuje się, ze John jest w... studni. Do której , z prikazu Euros, zaczyna lecieć woda. Watson informuje o tym Sherlocka i siląc się na spokój dodaje "Musisz się pospieszyć, mamy mało czasu".

            Jednocześnie mała dziewczynka z saamolotu panikuje, że widzi światła, jesli Sherlock jej nie pomoże - samolot rozbije się w środku miasta. Holmes działa więc pod podwójną presją.

            Finał jest emocjonalno-rozliczeniowy. Kiedy Sherlock dokonuje dedukcji i na ekranie wyświetla się zapis jego równań i słownych szarad, z użyciem m.in epitafiów na nagrobkach rodzinnych na cmentarzu nieopodal domu, Euros wyznaje, że całe życie była sama, chciała się bawić z nim, ale odtrącał ją, miał przyjaciół, a ona "nie miała nikogo. Nikogo. NIKOGO".

            I wreszcie oświeca Sherlocka : Rudobrody nie był psem. BYł twoim przyjacielem. Tutaj pada imię chłopca, z którym Sherlock bawił się jako dziecko w piratów [stąd ta ksywa] Euros chciała się bawić z nimi, ale omijali ją i nie dopuszczali do siebie. Dlatego... wrzuciła Trevora do studni.

            W tym samym czasie John, unieruchomiony w tejże studni, i zalewany wodą, znajduje... ludzką czaszkę i kości. Yes, TRevor skończył w studni. Tak jak teraz może skończyć John. Sherlock już wie.

            Pozostaje jeszcze dziewczynka w samolocie... Ta zagadka wyjasnia się za moment. Nie ma żadnej dziewczynki. Jej głosem jest... Euros. Sherlock znajduje się siedzącą w kucki w swoim pokoju w ich starym dawnym domu. "Nigdy nie wyszłam z tego samolotu, ciągle tam jestem", powiada ona, a rzecz cała wydaje się jest metaforą jej stanu głębokiego osamotnienia, jakie odczuwała przez całe życie. Sherlock bierze ją w ramiona, a ona jego.

            Watson zostaje uratowany, ofk. Euros wraca pod klucz. MYcroft znajduje się - siostra zamknęła go w jego dawnym pokoju.

            A Sherlock...no cóż, przeszedł długą drogą. I musiał w tych wszystkich momentach kluczowych wykazac się raczej sercem, sentymentem, uczuciami niż intelektem. Mozę tego chciała go nauczyć Euros ?

            Rodzice Holmesów robią im niezłą awanturę, Mycroft zostaje zdrowo ochrzaniony za postepki sprzed lat, a Sherlock za to, że nie powiedział im teraz.

            John i Sherlock wracają na Baker Street 221b, sprzatają pobojowisko po wybuchu, organizują życie na nowo.

            Mycroft znów sprawuje kontrolę nad Euros zamkniętą w szklanym pomieszczeniu, a Sherlock odwiedza ją regularnie i...grają na skrzypcach. On po swojej stronie, a ona po swojej. I melodie które grają sa jakby ich bratersko-siostrzanym dialogiem, wyznaniem miłości wzajemnej.

            No i nie może zabraknąć Mary ;] Z kolejnej pozostawionej pośmiertnie dyskietki chwali Johna i Sherlocka, powiadając, że "kiedy wszystko w życiu zawodzi, rozpacz bierze górę, a sił i energii brak, są jeszcze oni... Sherlock Holmes i John Watson, z Baker Street 221b", a Holmes i Watson w zwolnionym tempie biegną jakimś krużgankiem :] Zaś inspektor Lestrade, chyba ujęty tym, że Sherlock powiedział do niego po imieniu, tytułuje Holmesa "nie tylko błyskotliwym człowiekiem, lecz takze... dobrym człowiekiem" :]

            No i... następna seria za 2 lata ? dlaczego tak późno ?! :]
            Jak z tymi dwiema kuracjuszkami u Allena : "Alez tu dają fatalne jedzenie ! - Właśnie !.. I do tego takie małe porcje" ;]

            "Sherlock" może być lepszy albo gorszy, ale musi BYĆ :] I jak się sezon kończy, to pada głośne [u mnie padło ;)] - ale co, że już koniec ? Naprawdę, nie będzie jeszcze jednego, najlepiej - dwóch, albo trzech, odcinków ? Tylko trzy ? Toż to skandalicznie mało !.

            hehe :]

            Interesujące zakończenie, wg mnie i bardzo ciekawy odcinek, ten cały tor przeszkód jaki Euros funduje bratu, w istocie jest testem jego uczuciowości, skłania go do moralnych wyborów i odszukania w sobie emocji, których, jak to mówi Mycroft, wyzbył się, kiedy stracił Rudobrodego, i których nigdy nie umiał okazać siostrze, nie dostrzegając jaka jest opuszczona i samotna.


            • grek.grek Re: "Sherlock" sez.4 [2] 17.01.17, 12:02
              Siostro, ależ stopniujesz oczekiwanie [na Twoją recenzję i wrażenia] ! :]

              póki co, kilka ocen z sieci :
              naekranie.pl/recenzje/sherlock-sezon-4-odcinek-3-final-sezonu-recenzja
              www.spidersweb.pl/rozrywka/2017/01/16/sherlock-4-the-final-problem-recenzja/
              I podsumowanie z Guardiana :

              www.theguardian.com/tv-and-radio/2017/jan/16/sherlock-recap-series-four-episode-three-the-final-problem
              • siostra_bronte Re: "Sherlock" sez.4 [2] 17.01.17, 13:01
                Greku, to nie było zamierzone :) Napiszę w wolnej chwili.
                • grek.grek Re: "Sherlock" sez.4 [2] 17.01.17, 15:56
                  tak, Siostro, domyślałem się, że chodzi o nadmiar obowiązków i zajęć.

                  z [nie]cierpliwością wyczekiwał będę/będziemy zatem na Twoją recenzję ! :]
      • grek.grek Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 18.01.17, 11:42
        wokół "The Final Problem" powstaje już niemal mitologia ;]
        kto wpuścił go do sieci dzień przed premierą telewizyjną ?
        czy istnieje zakamuflowany dodatkowy odcinek ?

        film.onet.pl/bbc-rozpoczyna-sledztwo-w-sprawie-nielegalnego-wycieku-sherlocka/8jhvbc
        film.onet.pl/wiadomosci/sherlock-czy-istnieje-4-zaginiony-odcinek-specjalny/2ksezc
        • grek.grek Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 18.01.17, 13:12
          zaczynam się wstydzić swojego bezkrytycznego i bezrefleksyjnego podejścia do tego sezonu "Sherlocka" :}] :

          [niezła ilustracja GIFami, m.in z Jimem wychodzącym z helikoptera, chociaż bez tła "I want to break free" ta scena ma tylko część swojej pierwotnej energii, hehe]

          mira-bell.blogspot.com/2017/01/sherlock-final-problem.html
          zabawki-anneke.blogspot.com/2017/01/sherlock-po-raz-czwarty-uwaga-ze.html

          • siostra_bronte Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 21.01.17, 14:08
            Wreszcie się zebrałam :)

            Przede wszystkim to jestem pod wrażeniem Twojego dokładnego opisu. Jak to wszystko spamiętałeś?

            Od razu napiszę, że ten odcinek miał świetne momenty, ale jako całość rozczarował. Historia była przekombinowana, do tego pozbawiona większego sensu i logiki.

            Początek był znakomity. Sceny z małą dziewczynką w samolocie, Mycroft dręczony przez jakiegoś ducha w swoim domu. Ale dalej było już gorzej.

            Przede wszystkim nie wypaliła moim zdaniem postać Euros, choć pani aktorka jest naprawdę dobra i robi co może. Trudno uwierzyć w kolejnego geniusza, i to jeszcze bardziej wybitnego niż Sherlock, w rodzinie Holmesów.

            Euros ma jakąś specjalną moc, może "przeprogramować" umysł każdego człowieka. Niestety, to pasuje do postaci wyciętej z komiksu, a nie w miarę realistycznego serialu kryminalnego. Po prostu nie wierzę w tę postać i już.

            Mimo super mocy Euros również trudno uwierzyć, że potrafiła tak dokładnie zorganizować "tor przeszkód" na wyspie (porwanie żony naczelnika więzienia, tudzież tych trzech gości, itd).

            I podstawowa sprawa, skoro Euros była taka genialna, i jak wiemy, opuszczała wyspę, to po cholerę na nią wracała i siedziała tam dalej? :)

            Jest tu dużo dziur w fabule, nie wyjaśnionych, co dodatkowo potęguje nieprawdopodobieństwo tej historii. Jak Euros, Sherlock i John dostali się z wyspy do dawnego domu Sherlocka? Dlaczego policja nie znalazła ciała małego Trevora, czyżby w ogóle nie przeprowadzono śledztwa? Takich znaków zapytania jest więcej.

            Dlatego trudno tę historię traktować poważnie. Nawet w momentach dramatycznych, typu John stający przed wyborem kogo zabić, jakoś nie czułam większych emocji. Za bardzo to wszystko szeleściło papierem.

            Napisałam dokładnie to samo co blogerka w zalinkowanej przez Ciebie recenzji, ale nic dziwnego, bo te nonsensy aż kłują w oczy!

            Oczywiście, musiała pojawić się nieśmiertelna Mary. Jak ja nie znoszę tej baby :)

            Najlepsza scena to oczywiście wejście Moriarty'ego z "I want to break free" w tle. Kapitalne!! Z pewnością przejdzie do klasyki. Na boku zostawiam fakt, że kocham Queen :) I znowu się okazało, jak dużo serial traci bez tej postaci!

            Nie wiem czy będzie sezon 5. Mam wrażenie, że twórcy doszli już do ściany w mnożeniu nieprawdopodobieństw. Jedynym wyjściem byłby, jak to napisałeś, powrót do rozwiązywania zagadek kryminalnych, ale nie wiem czy to możliwe.

            Uff...
            • grek.grek Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 21.01.17, 15:45
              cześć, Siostro :]

              dzięki za świetną recenzję :]

              wiesz, w pierwszej chwili, czyli w trakcie seansu i zaraz po nim, a nawet dnia następnego :], miałem wrażenie, że ten odcinek był świetny.

              czytając jednak Twoją recenzję, i te zalinkowane, doszedłem do wniosku, że o ile... emocjonalnie nadal uważam, że odcinek był dobry, "oglądało się" go znakomicie, o tyle jak chodzi o logikę intrygi oddaję słuszność Tobie.

              zdecydowanie, te rzeczy, które wypunktowałaś, były przesadzone albo niedopracowane. Serial utracił gdzieś solidny realizm, a niektore postaci zostały wyposażone w zdolności godne bohaterów uniwersum Marvela.

              wiesz, tak po prostu brakuje mi... codzienności Baker Street 221B:] Kolejnych śledztw zamiast "epickich" występów gościnnych :]

              Jest, wydaje mi się, pewien problem z tym serialem : mianowicie, przez większość pierwszych 2-3 sezonów trwało odkrywanie charakterów Sherlocka i Johna. Zgodnie z serialową tendencją wypadałoby je pogłębiać, odkrywać nowe rzeczy, rzucać nowe światło itd.

              A jesli granice zostały osiagnięte i dalsza droga wiedzie już tylko w takie rejony jak w 4 sezonie ? dzieciństwo, skrywana siostra o nadzwyczajnych zdolnościach, przy której nawet Mycroft zamienia się w załamanego gimnazjalistę, jakby nagle uleciała cała jego wybitna inteligencja, Sherlock robi się duszoszczipatielny, a Lestrade patetycznie tytułuje go 'dobrym człowiekiem'.

              zdecydowanie wolałem Sherlocka, którego na siłę nie socjalizowano ;], który tylko momentami gdzieś tam się ujawniał z alternatywną stroną swojej osobowości, a nie poddawano jej zmiękczeniom na dystanie całego sezonu.

              np.w "Baskerville" Holmes w rozdygotaniu rzuca gniewnie "Nie mam żadnych przyjaciół", ale chwilę później łapie Watsona i mówi "Powiedziałem, że nie mam żadnych przyjaciół... z wyjątkiem jednego" - wymownie patrzy na Johna, a dosłownie kilka sekund później łamie to wyznanie znów jakąś uwagą, z okazji której Watson może poczuć się niesympatycznie :] To było świetne. Te momenty. Ale analiza Holmesa-funkcjonalnego socjopaty ku odkrywaniu Holmesa-dobrego człowieka... Nie przypada mi do gustu jakoś.

              co do Euros, wydaje mi się, że jej celem było spotkanie z Sherlockiem. Uzdrowienie siebie i jego z emocjonalnego zimna, w jakie wpędziły ich wydarzenia z dzieciństwa. Może dlatego Euros nie uciekała na dobre, ale została w ośrodku ? Nie chodziło jej o ucieczkę, ale o konfrontację z Sherlockiem i przepracowanie traumy - jego i swojej ?

              czy to by oznaczało, ze w ewentualnej 5 serii zobaczymy Sherlocka pod tytułem "do rany przyłóż" ? nie będzie już się wywyższał ? Nie będzie dedukował w tempie kałasznikowa obdarzając ofiarę swojej błyskotliwości spojrzeniem zdobywcy i pogromcy ? :] Chyba nie chcę zobaczyć "ciepłego Sherlocka" :]

              haha, coś czułem, że Mary, i to w roli ciotki-klotki wygłaszającej patetyczne przemowy z offu, nie przypadnie Ci do gustu :]]

              o, Jim - rewelacja ! w 30 sekund ukradł połowę filmu wszystkim pozostałym :] Za sam pomysł ziluistrowania jego wejścia piosenkę Queen Moffat i Gattis powinni dostać rzęsiste brawa !

              pamiętasz finał "The Reichenbach Fall" ? Sherlock wchodzi na dach szpitala, a tam siedzi Jim i gra sobie z telefonu "Stay Alive" Bee Gees :] Ilustracyjny kawałek, tak samo idealnie definiujący okoliczności, co "I want..."

              Brakuje tej dwuznacznej relacji Moriarty'ego i Sherlocka, którą w tym 4 sezonie zamieniono na obsesję Holmesa na punkcie powrotu Jima. To już nie chwyciło, wg mnie.

              czy nie za wcześnie uśmierciono Moriarty'ego ? widać, ze nawet sami twórcy serialu zdają sobie sprawę z jego znaczenia i atrakcyjności dla widzów, bo nawet jak go nie ma, to albo pojawia się w retrospekcji, albo jego możliwy comeback stanowi podstawę działania innych bohaterów.

              ha, to jest pytanie sezonu, Siostro :]
              Własnie w takim brzmieniu jak to sformułowałaś.
              Czy PO TYM WSZYSTKIM 5 sezon w ogóle powinien być kręcony ?

              A może tylko jeden dodatkowy odcinek, eksploatujący do reszty konwencję, oficjalne pożegnanie z bohaterami ?

              jedno wydaje mi się pewne : najgorszym wariantem byłoby przeciąganie "Sherlocka" na siłę, wbrew zdrowemu rozsądkowi, obniżające rangę serialowi jako takiemu.
              • siostra_bronte Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 21.01.17, 16:11
                Podpisuję się :)

                Faktycznie, pierwsze wrażenie było całkiem dobre. Byłam pod wrażeniem efektownej intrygi, mrocznego klimatu, ale z czasem zaczęłam dostrzegać luki i nonsensy całej historii. Gdybym napisała tę recenzję wcześniej pewnie nie byłaby tak ostra.

                Tak, Euros mogłoby chodzić o konfrontację z Sherlockiem. No, ale po kiego licha wysłała do jego mieszkania tego drona z bombką? :) Cała trójka cudem wyszła z tego wybuchu cało. O dziwo, ten wybuch jak z filmu ze Stallonem nie spowodował u naszych bohaterów nawet zadrapań :) Kolejna niekonsekwencja.

                Zdecydowanie, Moriarty'ego uśmiercono za wcześnie. Moim zdaniem trzeba go było przetrzymać jak długo się dało :)

                Jakiś czas temu przeczytałam wszystkie opowiadania Conan Doyle'a dostępne w osiedlowej bibliotece :) Zwykle to naprawdę świetnie poprowadzone historie, które wciąż się bronią! W obecnej konwencji sezon 5 mógłby już stać się karykaturą.
                • grek.grek Re: BBC Brit/Ct2 - "Sherlock" sez.4 odc.3 21.01.17, 18:22
                  :]

                  ja się zatrzymałem na wrażeniu, stąd mój dziecięcy entuzjazm bezkrytyczny, który wszelako teraz trochę temperuję :]]

                  ha, trafiony ! :]
                  na tego drona nie mam kompletnie żadnego pomysłu.

                  chodzi mi po głowie, że Moffat i Gattis, jak już "Sherlocka' wyeksploatują, a zdaje się jest to kwestia najbliższej przyszłości, mogliby nakręcić spin-off, w którym głównym bohaterem byłby Moriarty. Jak Ci się podoba taka idea ? :"]

                  o, masz literacki background zatem :]
                  ja widziałem kiedyś kilka starych filmów, pamiętałem oryginał "Psa Baskerville'ów", w którym to tytułowy pies malowany był farbą fluorescencyjną. No i znałem parę powiedzonek a''a "... drogi Watsonie". Ergo : zazdroszczę Ci frajdy zabaw intertekstualnych, bo ponoć Moffat i Gattis mieszają w róznych odcinach rózne wątki z oryginalnych opowiadań. Według nich, jest to jedyna możliwość zahaczenia o nie w scenariuszu, bo same w sobie są zbyt krótkie jak na fabuły samodzielnych odcinków.

                  cóż, czeka nas nasłuchiwanie jakie też informacje wyfruną a'propos kontynuacji :]

                  A może tak po prostu wrócą do "zwyczajnych" odcinków ? ;] To by było chyba, paradoksalnie, najbardziej zaskakujące, nie sądzisz ?

                  to prawda,
    • grek.grek 20:00 TVP2 "Szósty zmysł" 15.01.17, 17:56
      w sumie... oglądałem raz, dośc dawno i skandalicznie mało pamiętam - byłaby to dobra przystawka przed "Sherlockiem":]

      a jak u Was wygląda sytuacja ?


    • grek.grek 20:05 Polsat "Dzień,w którym zatrzymała się Ziemia 16.01.17, 17:25
      z tego co pamiętam, to mnie jakoś nie porwał i nie uwiódł ;], ale z pewnością, wg mnie, warto spróbować jednak obejrzeć i ocenić.

      interesująca idea, to na pewno.
      środki i temperatura - to już do dyskusji :]

      rzecz polega na tym, że w Ameryce [a jakże by inaczej,hehe] ląduje statek kosmiczny z jednym pasażerem. Kosmita, jak już się w człowieczy kształ przyoblecze, chce koniecznie porozmawiać z jakimiś ważniakami o niezwykle istotnej misji jaką przybył wypełnić.

      miało być widowisko, a wyszedł film, który raczej do kanonu gatunku nie wejdzie, wg mnie.
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Joanna" 16.01.17, 17:29
      kolejna powtórka.

      samotna kobieta w okupowanej Warszawie przygarnia żydowską dziewczynkę, ukrywa ją, naraża się zarówno Niemcom, jak i Polakom, płaci osobistą cenę za swoje złote serce i bohaterską postawę.

      wiele wątków do ciekawej dyskusji, pamiętam że taką odbyliśmy :]

      dobry film !
      szczególnie docenić , wg mnie, warto odwagę reżysera, który pokazuje ze tzw. swoi w trudnych czasach potrafią być bardziej brutalni, bezduszni i tępi niż obcy najeźdźcy.

      I pytanie : co komu do tego, jak kto ratuje własne [i nie tylko] życie w czasie wojny, jesli ratuje je nie krzywdząc otoczenia ?

      czy zbiorowośc ma prawo narzucać komuś własną moralność ?

    • grek.grek w kinach : "Ja, OLga Hepnarova" 16.01.17, 17:34
      już jest.

      szalenie interesująca historia, do dziś pamiętana w Czechach :
      film.onet.pl/recenzje/ja-olga-hepnarova-jestem-waszym-wyrzutem-sumienia-recenzja/q30wjn
      www.filmweb.pl/reviews/Chłodnym+okiem%2C+z+zimną+krwią-18333
      weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21227503,miala-22-lata-gdy-z-zimna-krwia-zabila-osiem-osob-gdybym.html#TRwknd
    • grek.grek 21:05 Ct Art "Sen Kasandry" 17.01.17, 12:09
      ha, znam ten film :]

      dwóch braci cierpi na brak gotówki, przez co ich życiowe plany pozostają w stanie zawieszenia, a oni sami - głębokiej frustracji.

      I oto pewnego dnia pojawia sie wesoły wujek, który może jednym ruchem rozwiązać ich kłopoty i pchnąć ich los na optymistyczne tory. Muszą tylko pomóc wujkowi w likwidacji jego problemów, co wiąże się z wykonaniem mokrej roboty.

      pamiętam bardzo poważny ton tego filmu, jakże odmienny od wcześniejszych produkcji Allena. I fakt, że miejscem akcji jest [jak się nie mylę ?] Londyn Londyn.

      wariacja nt "Zbrodni i kary" - tak go oceniano. I chyba rzeczywiście coś w tym jest, bez względu na to, czy taki był zamysł rezysera czy wyszło mu przypadkiem.

      PS : za tydzień znów Allen... "Vicky Cristina Barcelona" :]
    • grek.grek 22:00 POlsat - "Adwokat" 17.01.17, 12:19
      kiepskie recenzje, niemal unisono wyrażane rozczarowanie, na Rotten Tomatoes 35 % pozytywnych ze 199 zgromadzonych recenzji.

      chyba jedyny sukces, jakiemu nikt nie zaprzeczył, to box office : zainwestowano 25 mln $, wyciągnięto 75 ;]

      ale pytanie jest frapujące : dlaczego film wyreżyserowany przez Ridleya Scotta, ze scenariuszem Cormaca Mc Carthy'ego, i z aktorskimi rolami Cameron Diaz, Penelope Cruz, Michaela Fassbendera, Javiera Bardema, Brada Pitta, Bruno Ganza, zaliczaa - w oczach krytyków filmowych i tak wielu widzów - artystyczną klapę ?

      fabuła polega na tym, że pewien prawnik podejmuje się przemytu narkotyków dla meksykańskiego kartelu, celem zarobienia na tym pieniędzy. Robi to ignorując ostrzeżenia lojalnego kolegi, że wspołpraca z mafią może stanowić śmiertelne dla niego niebezpieczeństwo.

      zapewne wkrótce tak właśnie będzie.

      Też brzmi nieźle, nieprawdaż ? :]

      I jak to się moglo aż tak bardzo nie udać ? I czy przypadkiem recenzenci nie przesadzają ? :] Co o tym sądzicie ?

      ciekawa konkurencja filmowa dzisiaj !


      • barbasia1 Re: 22:00 POlsat - "Adwokat" 17.01.17, 22:13
        Ależ ciekawa zapowiedź. Rzucę okiem! :) O! Już się zaczyna!
        • grek.grek Re: 22:00 POlsat - "Adwokat" 18.01.17, 11:34
          o, świetnie :]

          udało Ci się obejrzeć, Barbasiu ?
          • barbasia1 Re: 22:00 POlsat - "Adwokat" 18.01.17, 23:57
            Niestety nie cały, ale jutro dokończę oglądać, to napisze dwa słowa. A Ty oglądałeś?

            Początek filmu mocno przegadany, a dialogi ... szeleszczą papierem. Tyle powiem na początek. ;)
            • grek.grek Re: 22:00 POlsat - "Adwokat" 19.01.17, 11:28
              świetnie, Barbasiu :]

              dzięki za początek, z oczekiwaniem ciągu dalszego :]

              Niestety, nie udało mi się obejrzeć !

    • grek.grek w kinach : "Kot Bob i ja" 17.01.17, 16:04
      oparte na autentycznej historii londyńskiego ulicznego grajka, jegomościa tonącego w narkotykowo-finansowo-mieszkaniowych problemach, któremu inspirację do stawienia czoła kłopotom dostarczył... a jakże - KOT :]

      kot o imieniu Bob, w istocie - główny bohater tej, jakże pokrzepiącej historii.

      www.filmweb.pl/reviews/Pan+Bob+i+jego+człowiek-19601
      film.onet.pl/recenzje/kot-bob-i-ja-koci-czar-recenzja/fepsyq
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/uratowany-przez-kota-historia-jamesa-bowena-bezdomnego-narkomana-ktory-zostal-autorem/rhyz5l
      • barbasia1 Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 17.01.17, 22:15
        Kapitalna historia na film!
        Rudzielec - kot Bob - jest wspaniały. Jakie ma ładne szaliczki :))
        Dzięki.
        • grek.grek Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 18.01.17, 11:38
          haha :]

          prawda ?! :]
          Bob jest klasa gość, hehe.

          no i, wiesz... jak w tej piosence : ;]

          www.youtube.com/watch?v=yq8XjPReQpw
          • barbasia1 Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 18.01.17, 23:46
            Ależ świetna piosenka! :)) Początek już mi się nuci w głowie! :))

            "Everybody wants to be a cat
            Because a cat's the only cat
            Who knows where it's at
            Everybody's pickin' up on that feline beat
            'Cause everything else is obsolete"

            "But a cat's the only cat
            Who knows how to swing"

            www.img.nep.pl/gify/zwierzeta/koty/24.gif
            • barbasia1 Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 18.01.17, 23:48
              To jest kot swingujący ogonem do zalinkowanej piosenki. ;))
            • grek.grek Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 19.01.17, 11:27
              haha, ten kawałek ma to "coś", prawda Barbasiu ? ;']

              hahaha !
              swingujący ogonem kot :]]
              • barbasia1 Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 19.01.17, 23:51
                :))
                • grek.grek Re: w kinach : "Kot Bob i ja" 20.01.17, 11:39
                  wszedłem dziś na forum i co widzę... reklamę "Kot Bob i ja", hehe :]

                  albo coś zainspirowaliśmy albo to miły zbieg okoliczności... albo to sprawka Boba ;]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokument] 18.01.17, 11:50
      dokument o fińskim rockowym zespole LOrdi, który wygrał sensacyjnie Eurowizję w 2006 roku, prezentując na scenie hardkorową muzykę i "przerażajace" stroje oraz makijaże, przy których Marilyn Manson wygląda jak harcerz na pochodzie pierwszomajowym.

      niczym Banksy, nigdy nie ujawnili swoich tożsamości.
      chronią prywatność czy podsycają zainteresowanie zespołem ?

      film został zrobiony w 2014 roku i to w sumie ciekawe, czy nadal fani starają się dociec kim są członkowie zespołu, a może... naprawdę nie ma to większego znaczenia ? przecież to nie wpłynie na odbiór ich muzyki ? no chyba, że skład zespołu stanowią premier Szydło, prezydent Duda i prezes Kaczyński, a na basie wymiata minister Macierewicz ;]
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokument] 19.01.17, 00:04
        >no chyba, że skład zespołu stanowią premier Szydło, prezydent Duda i prezes Kaczyński, a na >basie wymiata minister Macierewicz ;]

        Hehehe!

        Widziałam tylko fragment. Sympatyczna mama jednego z Lordi, powiedziała synowi, że jest z niego dumna. W odpowiedzi na jego zarzut, że ona się go wstydzi. :)
        • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokument] 19.01.17, 00:05
          Mamy są wspaniałe. ;)
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokument] 19.01.17, 11:45
          tak właśnie :]

          trzeba przyznać, że Tomi aka Lordi ma w swojej mamie wiernego kibica i fana. Aczkolwiek, i on w jakiś sposob czuje jej oczekiwania, żeby się wreszcie ustatkował, założył rodzinę, miał dziecko... Przytomnie jednak odpowiada na te własne sugestie [bo matka wprost tego nie mówi] : "Dzieci nie powinny mieć dzieci, a ja... wciąż jestem dzieckiem i to się raczej nie zmieni".

          czy oglądałaś w całości, Barbasiu ?
          ciekaw jestem Twoich wrażeń ! :]

          wg mnie : interesujaca rzecz, pokazująca że nawet spektakularny sukces na Eurowizji niczego nie gwarantuje w tym biznesie.

          Mija 5 czy 6 lat, a Lordi toną w długach, wytwórnia zastanawia się czy w ogóle wydawać ich płyty, straty wydawnictwa z powodu niskiej sprzedawalności płyt zespołu sięgają już kilkuset tysięcy euro, a sam Lordi z kolegami zastanawia się, jakie piosenki skomponować, zeby nowy album odniósł finansowy sukces.

          jak wiele tutaj mowy o sukcesie, prawda ? Sukcesie mierzonym pieniędzmi, liczbą kupionych płyt, dochodami wytwórni.

          A Tomi to przecież marzyciel. Dla niego Lordi i cała ta historia, to nade wszsystko frajda, zabawa. Jesli jednak chce ją kontynuować - musi zarabiać dla swoich wydawców. To strasznie współczesne i w sumie smutne, że dziecięce radości realizować można tylko brudząc się w świecie dorosłych, zderzając się z surowym realizmem codzienności.

          kamera robi wszystko, żeby twarzy Tomiego nie pokazać, ale sam fakt, że pokazano jego mamę, kolegów, jego zdjęcia z dzieciństwa, powoduje że otoczenie już się dowiedziało kim jest lider zespołu :]

          a tak swoją drogą... tak naprawdę, w filmie nie widać było głównie jego oczu i czoła, cała reszta ujrzała światło dzienne, więc czy to takie zajmujące jak te oczy i czoło wyglądają ? ;] Mniej więcej można sobie twarz Tomiego wyświetlić bez zapoznawania się z całością materiału, hehe.

          happy end się przydarzył , wytwórnia przyjęła projekt nowej płyty, Lordi nagrał coś w Ameryce, a potem wykonał dobrą trasę po Europie, dzięki której spłacił długi.

          I ładne jest to co mówi Tomi na końcu "NIe chodzi tutaj o mnie, lecz o LORDI. O niego chodzi, o to by nadal był i trwał". Ładne. Lordi to jakby jego lepsza wersja, jego... dziecko :] takie trochę duże i kontrowersyjnie urodziwe, ale jednak ;]

          btw, początkowo myślałem, że muzycy z tego zespołu mają po 2 metry wzrostu, i to z okładem. Dopiero później dostrzegłem, że na scenę wchodzą w queerowych butach na niebotycznie wysokich platformach :]

          te ich kostiumy, maski, cała ta ikonografia - świetne !
          I jak sympatycznie wygląda ta scena, kiedy dziewczyna odchodząca z zespołu, basistka, zdejmuje maskę w garderobie, czesze się, i widać że to ładna młoda blondynka. Ta metamorfoza między wizerunkiem scenicznym, a codziennym wyglądem, z pewnością jest tutaj jednym z najciekawszych punktów programu.

          Tomi na codzień jest niewysokim dżentelmenem ze paroma nadprogramowymi kilogramami, na scenie zaś przeistacza się w 2 i półmetrowego groźnego Lordiego w kostiumie sugerującym posturę Wikinga :]

          No i smierć perkusisty, która wprowadza nastrój świadomości ulotności tego wszystkiego, co robią.

          w gruncie rzeczy, kilku ludzi, którzy oddają się tworzeniu i znajdują w tym radość.Cokolwiek powierdzieć o ich muzyce i scenicznej ekspresji - są to artyści :]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokument] 19.01.17, 23:51
            Nie, nie obejrzałam malutki fragment. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja. :)

            >w gruncie rzeczy, kilku ludzi, którzy oddają się tworzeniu i znajdują w tym radość.Cokolwiek >powierdzieć o ich muzyce i scenicznej ekspresji - są to artyści :]

            Tak.
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Monsterman" [dokum 20.01.17, 11:37
              o, na pewno będzie powtórka, Barbasiu :]

              :}
    • grek.grek 22:30 Ct2 "Czarne lustro" odc.3 18.01.17, 12:03
      udało mi się obejrzeć pierwszy odcinek, o czym szczegółowo się rozpisałem ;], a potem... naprawdę sądziłem, że to tylko na pilot był, jeden na zachetę.

      a tu się okazuje, że Czesi już 3 puszczają. aaa !
      Nic to, najważniejsze,że wiadomo jak się sprawy mają.

      generalnie, ten serial traktuje o zagrożeniach dla ludzi płynących z niemal nieograniczonego rozwoju i wszechobecności technologii, elektorniki i globalnej sieci informacyjno-społecznościowej.

      w opisywanym :] pierwszzym odcinku ofiarą stał się sam premier Wielkiej Brytanii.

      dzisiejszy odcinek, o ile dobrze zrozumiałem zapowiedź, traktuje o świecie przyszłości, w którym ludziom mają wszeczepione implany "niepamięci" rejestrujące całą historię ich życia. Wszystkie słowa, zdarzenia, sytuacje.

      w takiej rzeczywistości porusza się Liam, wydawałoby się spełniony 30-latek, który zauważa, że jego żona Fiona podejrzanie świetnie bawi się w towarzystwie dawnego kolegi ze studiów. odpowiedź na to, czy mają albo mieli romans, co ich łączyło, znajduje się zapewne w jej implancie.

      ciekawy serial, przynajmniej sądząc po tym jednym odcinku,który udało mi się obejrzeć. Czesi pokazują oryginalny sezon, podczas gdy w telewizjach płatnych lata już trzeci :] Nic to, jak kto nie oglądał wcale, to róznicy mu to żadnej nie robi, o czym chciałbym osobiście zaświadczyć ;]

      melduję się z opisem ! :]

      • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" odc.3 19.01.17, 00:00
        Brzmi ciekawie. Opowiadaj!

        /Pierwszy odcinek za chwilę doczytam do końca! /
        • grek.grek "Czarne lustro" odc.3 "Cała twoja historia" 19.01.17, 12:25
          dzięki, Barbasiu :]

          no to opowiadam :]

          Rzecz się dzieje w niedalekiej przyszłości. Ciekawe, że codziennośc wygląda zupełnie tak samo jak ta obecna, nawet samochody są jakby z lat 70-tych, no góra z 80-tych :] Za to w dziedzinie technologii postęp idzie lawinowo.

          Oto mamy świat, w którym człowiek może - ale nie musi - posiadać tzw.implant pamięci. Jest to czip wszczepiany pod skórą za uchem, który działa jak twardy dysk - nonstop rejestruje wszystkie sceny z życia swego posiadacza, widziane ofk jego okiem. COś jak niekończący się film z własnego życia, który mozna przewijać do tyłu, zatrzymywać stop klatką, powiększąc, przyblizać poszczególne obrazki itd itp. MOżna ten film wyświetlać zarówno intymnie, traktując jako ekran własne oko, jak i na zewnątrz - wtedy ekranem może być ekran telewizora, monitor komputera, szyba samochodowa albo jakakolwiek inna. MOżna też wspomnienia kasować, czyścić ten dysk naciskając na specjalnym pilocie "cancel".

          Bohaterem opowieści jest Liam. Spotykamy go w dniu, który od początku układa się kiepsko. W pracy jego projekt nie znajduje natychmiastowego uznania szefostwa, więc będzie musiał czekać na decyzję, a to zawsze powoduje zdenerwowanie.

          W metrze musi się wylegitymować, polega to na wyświetleniu w przyspieszonym tempie ostatnich dwóch dni własnego życia policjantom. Muszą wiedzieć, czy Liam nie chował do torby jakiejś bomby czy czegoś. Czip ma więc zastosowanie w prewencji.

          Prosto z pracy przyjeżdza na małe przyjęcie u znajomych, w ich oszklonej willi. Wchodzi i widzi jak jego żona Fiona rozmawia z jakimś mężczyzną. Za chwilę zostaje mu on przedstawiony. Ma na imię Jones. Liam jest lekko skonfundowany, bo zauwazył, jak Fiona smiała się przy JOnesie i jak natychmiast zrobiła się poważna przy nim. Węszy coś nieprzyjemnego...

          Impreza rozwija się w tempie niespiesznym. Liam zwierza się koleżeństwu, że w pracy miał trudną rozmowę z szefostwem. Towarzystwo namawia go, żeby im ją wyświetlił, to spróbują rozsądzić czy zachowanie szefów sugeruje dobre czy złe wiadomości na następnym spotkaniu. Liam jakoś się nie pali do tego, a niespodziewanie w sukurs przychodzi mu Jones.

          Przy stole Liama dyskretnie krew zalewa, bo okazuje się, ze Jones to facet dowcipny, sympatyczny i... Fiona zaśmiewa się do rozpuku z jego żarcików.

          JOnes właśnie się rozwiódł. Mówi, ze małżeństwa nie są dla niego, bo to głupia sytuacja, kiedy żona go nie podnieca, a on zamiast spełniać jej oczekiwania na seks, schodzi nocą na dół, żeby wyświetlać sobie swoje seksualne przygody z kobietami, z którymi był zanim ją poznał.

          Na tej kolacji mamy też dziewczyne, która pozbyła się twardego dysku z ciała. Uleciały jej wspomnienia, ale nie czuje się z tym źle, wręcz - dobrze jej jest z tą... świeżością życiową.

          Po imprezie Fiona i Liam jadą do domu, a po chwili orientujemy się, ze za nimi jedzie Jones. Para zaczyna się się sprzeczać : kto go zaprosił na tego drinka do nas ?! Fiona ze swojego twardego dysku wyświetla scenę , z której nie ma wątpliwości, że to Liam zaprosił Jonesa do ich domu.

          Liam nie moze się wyłgać, ale zawsze mozę odwołać zaproszenie. I tak też robi, jak już dojeżdzają pod ich dom. Mówi Jonesowi, że są zmęczeni i chyba nie dadzą już rady go ugościć. Jones jest miły i nie ma nic przeciwko. Rozstają się.

          W domu Liam zaczyna atakować Fionę. Czy znałaś Jonesa wcześniej ? kim jest on jest ? Widziałem jak się śmiałaś z jego nędznych dowcipów ! jak patrzyłaś na niego, a ja na mnie !- i tak w kółko. I wyświetla jej bez przerwy sceny z tego wieczora u przyjaciół, na których faktycznie widać jak Fiona świetnie się bawi z Jonesem i spogląda na niego zalotnie i z zaintrygowaniem. Fiona stara się schodzić z linii strzału, ale Liam nie odpuszcza.

          Idą spać. PO seksie, który wygląda tak, że oboje w tajemnicy przed sobą wyświetlają sobie intymnie wcześniejsze stosunki. Ten obecny jest drętwy i pozbawiony cienia namiętności.

          Rankiem Liam kontynuuje krucjatę. Wyświetla zachowania, spojrzenia i uśmiechy Fiony... opiekunce do dziecka, która przyszła by popilnować ich 1,5 roczną córkę. Dziewczyna jest skonfundowana pytaniami z cyklu "Widzisz jak ona się śmieje z jego żartu ? Czy ten żart, wg ciebie, był na tyle dobry by aż się się z niego zaśmiewać ?". Pytania kompletnie idiotyczne. Dziewczynę ratuje Fiona i odwołuje ją do domu.

          Liam cały jest w nerwach i ciągle naciska... I okazuje się, że miał dobrego nosa. Fiona w końcu wyznaje, że miała keidyś romans z JOnesem. W Marakeszu spędzili ze sobą tydzień. Mówiła o tym kiedy Liamowi. "Pan Marakesz, to Jones ?", pyta Liam i zaraz przypomina sobie, że Fiona mówiła o miesiącu romansu, a nie tygodniu. Od razu wyświetla jej tamtą scenę. Faktycznie, mówiła że to był miesiąc.

          Im dalej Liam brnie, tym bardziej Fiona jest zmęczona przesłuchaniem. Liam koniecznie chce wiedzieć, co ich łączy i nie przyjmuje do wiadomości, że NIC.

          W końcu lekko wstawiony siada do auta [ciekawe, ze odzywa się głos, który sugeruje, że "nie powinien w tym stanie prowadzić" :) auto ma chyba jakiś czujnik specjalny]. Jedzie do Jonesa. Nachodzi go w domu i robi nieprzyjemności. Okazuje się, ze Jones nie jest sam. Spędził noc z ta dziewczyną, która pozbyła się czipa.

          Liam opróżnia kolejną butelkę wódki i jest już nieźle rozdrażniony. Nie może znieśc tego, ze Liam - jak sam powiedział - 'wyświetla sobie przygody z poprzednimi dziewczynami". Przecież wśród tych dziewczyn była jego żona !

          Liam uderza butelką w głowę Jonesaa i... budzi się w swoim samochodzie, którym zaparkował na drzewie. Z pomoca twardego dysku pamięci przypomina sobie wydarzenia ostatnich godzin.

          A było to tak : JOnes próbuje go wyprosić, ale Liam rzuca się na niego i grożąc "tulipanem" rozbitej butelki rozkazuje skasować całą pamięć z implantu. Przyduszony do podłogi Jones wyświetla na ekranie tytułowe strony albumów i "canceluje" je. Dopiero wtedy Liam go puszcza.

          I oto Liam wraca do domu. Fiona jest w sypialni. Nad łózkiem wisi obraz, kolorowy i chaotyczny, jakaś impresjonistyczna martwa natura.

          Liam wchodzi, siada cięzko i mówi coś o tym obrazie, który on jej KUPIŁ... "Oszukałaś mnie", stwierdza. Fiona nie wie, o co mu chodzi. Liam wyświetla scenę z domu JOnesa, jak go przydusił, a Jones kasował swoją pamięć. Wśród stron tytułowych albumów był też album z seksem z Fioną. Na zdjęciu Fiona uśmiechała się, a za nią był...ten obraz ! A więc Fiona zdradzała go z JOnesem już w trakcie ich małżeństwa.

          Fiona płacze i przyznaje, że zrobiła to. Mieli wtedy krótki kryzys, on opuścił dom, a ona szukała pocieszenia. Było to 1,5 roku temu.

          Liam podejrzewa, że jego córka może... nie być jego córką. Córka ma 1,5 roku, 1,5 roku temu Fiona go zdradziła z Jonesem... Pyta ją, czy się zabezpieczyli. Fiona mówi, ze Jones założył prezerwatywę. Liam chce to WIDZIEĆ.

          Każe więc żonie znaleźć na jej twardym dysku pamięci seks z Jonesem i go wyświetlić, żeby się przekonać, czy kochanek zabezpieczył się czy nie.

          I... nie wiemy, jak było. Film ofk nie zostaje pokazany 1 do 1, słychac tylko odgłosy namiętności, Fiona kryje twarz w poduszce, a Liam złamany patrzy na ekran.

          Po tym wszystkim, Liam jest sam w domu. Patrzy na rózne miejsca, wionie z nich pustką. Nie ma Fiony, nie ma córki. Liam zapełnia tę aktualną pustkę wyświetlając z pamięci sceny, w których na pustej dziś kanapie siedziała uśmiechnięta Fiona, a w pustym łóżeczku dokazywała córeczka.

          W końcu idzie do łazienki i za pomoca żyletki i szczypców dłubie za uchem, by pozbyć się implantu...

          Prosta historia, ale jakże ciekawa, prawda ? Jakie ważne pytania stawia : czy naprawdę warto mieć coś, co zatrzymuje w kadrze całe życie ? Niby można dociec prawdy, ale czy ta prawda, koniec końców, jest warta ceny jaką za nią trzeba zapłacić ? Finalnie Liam dochodzi chyba do takiego wniosku, że jednak nie. I pozbawia się własnego implantu, żeby o wszystkim zapomnieć, zacząć od nowa, nie do zniesienia jest bowiem tęsknota i żal za tym co stracił.

          • grek.grek Re: "Czarne lustro" odc.3 "Cała twoja historia" 19.01.17, 12:28
            trailer :

            www.youtube.com/watch?v=3bFCqK81s7Y
          • grek.grek Re: "Czarne lustro" odc.3 "Cała twoja historia" 19.01.17, 12:31
            PS : "nie wiemy jak było" na tym filmie, ale z tego, co widzimy później, sugestia nasuwa się oczywista, że jednak Fiona mówiła nieprawdę, nie zabezpieczyli się wtedy i najpewniej córka Liama jest córką Jonesa, a przynajmniej są powody, by tak podejrzewać.

            trudno powiedzieć zatem, dlaczego Liam i Fiona nie są razem. Dlatego, że Liam uważa, iż córka nie jest jego czy może dlatefgo, że Fiona poważnie go okłamała ?
    • grek.grek 20:20 CT Art "Tom i Viv" 19.01.17, 12:38
      historia krótkiego związku poczytnego literata T.S Eliota z Vivienne Haigh-Wood, pani tyleż namiętnej, co psychicznie niestabilnej i skłonnej do konsternujących zachowań.

      Willem Dafoe i Miranda Richardson w rolach głównych.

      reżyseria Brian Gilbert.

      tytuł sugeruje opowieśc niczym o parze punkowych desperratów [a'la "Sid i Nancy" etc] :],a tymczasem na fotografiach z filmu widać absolutnie szykowne dekoracje początku XX wieku, co w sumie razem może dać ciekawy efekt dramaturgiczny :]


      • siostra_bronte Re: 20:20 CT Art "Tom i Viv" 19.01.17, 12:43
        Jak już pisałam, znakomity film!
        • grek.grek Re: 20:20 CT Art "Tom i Viv" 19.01.17, 13:01
          dzięki, Siostro ! :]

          pamiętam !
          jak zawsze, Twoje "zielone światło" dla danego filmu sprawia, że ze zwiększoną niecierpliwością i ciekawością wyczekuję seansu :]
      • grek.grek "Tom i Viv" [1] 20.01.17, 12:33
        Bez dwóch zdań : świetny film, interesująca historia, znakomite widoki i doskonała MIranda Richardson.

        Tom siedzi na wykładzie dot. filozofii w jakimś uniwersyteckim budynku, ale nie słucha wywodów profesorskich. Patrzy przez okno na otoczoną grupką adoratorów, radosną, pląsającą, biegającą i śmiejącą się dziewczynę na ulicy. Ona zauważa go i robi przekorne miny, baletowe figury, kłania się wytwornie dla zabawy. Tom jest trafiony. Zdobyty. Intrygujące : Toma uwodzi to, co jest niewinną i niewidoczną dla oka zapowiedzią kłopotów jakie przyniesie mu ten energetyczny charakter Vivianne.

        Ona ma na imię Vivianne i jest córką bogatych państwa, co mają posiadłość. Rodziców nie ma w domu, jest tylko brat Maurice, któremu oczy zamieniają się w talerze, kiedy Vivianne oświadcza, że zamierza poślubić Toma. Znają się przecież dopiero moment... Vivianne nigdy nie zaprząta sobie głowy konwenansami : pali papierosy, prowadzi auto, śmieje się na cały głos, więc i decyzję o małżeństwie podejmuje brawurowo. Rodzice są niezadowoleni, ale co ją to obchodzi.

        Tom i Viv dostają mieszkanie w Soho, dzięki wstawiennictwu Bertranda Russella, mentora Toma. Profesor towarzyszy im także przy okazji róznych wypadów za miasto i jest zachwycony Vivianne.

        POczątki wspólnego życia już nastręczają trudności. Vivianne źle znosi menstruacje, dostaje wtedy histerii, pomiędzy wierszami padają sugestie, że para może mieć kłopot z seksem. Tom zamyśla się, wychodzi na spacery, a Vivianne zapewnia go, że "da mu szczęście !".

        Ofk, Tom pisze poezje. I szuka pracy. Także po to, by spełnić oczekiwania rodziców Viv. Zwłaszcza jej ojca, surowo rozpytującego Toma o pracę, plany, pieniądze, mieszkanie itd. Matka jest cieplejsza, zabiera Toma na spacer po pięknych ogrodach i po kilku mintach rozmowy stwierdza : "Będziesz cenną częścią naszej rodziny". Tak też się stanie, Tom i matka Vivianne - Rose, pozostaną blisko do końca, ale do PRAWIE końca.

        Ideał życia Toma polega na uporządkowanej codzienności, w której jest etat, są pieniądze, jest codzienna sumienna praca i obowiązki, a potem czas na pisanie. Vivianne uważa, ze to burżujski styl bycia. "Ty musisz pisać, tworzyć, a nie chodzić do jakiejś głupiej pracy !", strofuje go i namawia, żeby zgodził się na pomoc finansową jej ojca. Tom się, owszzem, zgadza, ale na... pracę w banku, którą załatwił mu jej ojciec. Viv próbuje przeciwdziałać za pomocą.... wyrzucenia mu spodni za okno. Bez spodni do pracy nie pójdzie, prawda ? :} Ostatecznie portki przynosi na górę dozorca :]

        Tak więc : Tom jest urzędnikiem, oraz poetą po godzinach, a Vivianne pomaga mu na cały etat : przepisuje teksty, dopinguje, a nawet wymyśla tytuł jego sztandarowego dzieła "Jałowa ziemia'.

        I jest niepoprawna... Podczas rodzinnej kolacji prowokuje ojca pacyfistycznymi wtrętami. Wie, że ojciec ma Tomowi za złe, że nie jedzie na wojnę. Vivianne cytuje poglądy Russella, co ojca denerwuje dodatkowo, bo Russell nie ma dobrej opinii w jego kręgach.

        Bierze dużo leków. Ma całą szafkę rozmaitych specyfików. Pewnego razu Tom znajduje się nieprzytomną w toalecie. Viv zwierza się, ze miewa bardzo silne bóle żołądka i głowy. Z okazji miesiączek zwłaszcza.

        Jest bystra. Podczas jakiegoś garden party [cudownie pięknie nakręcona scena w wyjątkowo urodziwych okolicznościach przyrody !] towarzystwa uniwersyteckiego, profesorowie zaczynają grę w intelektualne szarady. Liczy się szybkośc myślenia i sprawnośc liczenia. Pytanie trafia do Toma, a ten mimowolnie spogląda na Viv, która na migi i bezgłośnie podaje mu odpowiedź. Tom ją powtarza na głos i jest ona celna. I patrzy na nią dziwnie jakoś, na co ona statuje momentalnie z pretensją "Dlazcego tak na mnie patrzysz ?! Nie patrz tak na mnie !". Wybucha krótka kłótnia, kontynuowana na osobności : Viv nie bez racji sugeruje, że Tomowi nie w smak było, iż żona okazała się od niego błyskotliwsza. Viv wpada w słowotok histeryczny, a Tom w końcu z troską pyta "Co się z tobą dzieje ?". I ona się uspokaja, bierze oddech i dodaje "Oni wszyscy do pięt ci nie dorastają, pamiętaj o tym". Przytulają się i znów jest dobrze.

        tak to właśnie wygląda : jej nieustanne napady nerwowe i jego cierpliwe znoszenie ich. Pewnego razu Viv na złość Tomowi pozwala się zabrać nad morze Russellowi. Ledwie wyjeżdzają, a już przychodzi informacja, żeby Tom się zjawił, bo Viv ma poważne problemy ze zdrowiem. Jedzie więc i zastaje ją rozgorączkowaną w łózku. A dwa dni później już idą na tańce do klubu.

        Towarzystwo spogląda na nią negatywnie. Nie lubią jej. Uważają, że prowadzi ona Toma do zguby, niszczy go. On wie, co mówią, ale zawsze ma jedną odpowiedź : "KOcham ją. I muszę o nią dbać, to mój obowiązek". A sama Viv nie pozostaje dłużna plotkarom, i to w sposób wulgarny : przy wytwornym stole obiadowym głosno obgaduje jedną z nich mówiąc, że dowiedziała się od jej byłego kochanka, że "ta pani ma waginę jak ptasi pazur" :] Tom milczy, patrzy na nią i słucha jej z coraz większą troską i niepokojem o jej stan zdrowia.

        Zaprzyjaźnia się z jej bratem, Maurice'em. Kiedy wraca z wojny i odwiedza Toma w jego biurze - padają sobie w objęcia jak bracia. POtem Maurice wyjeżdza na jakiś czas do Afryki, ale nigdy nie zapomina przysłać kartki z życzeniami czy pozdrowieniami.

        W tym samym czasie Tom poznaje pewnego biskupa [zabawny strój brytyjskiego duchownego jest iście kapitalny w porownaniu z tymi przycięzkimi kolubrynami polskkich, a poza tym biskup brytyjski jest szczupły, żwawy i młody jak na swoje lata] i koniec końców zamierza się ochrzcić.
        Vivianne uważa to za kolejny dowód na filisterską mentalność Toma.

        Kiedy biskup odwiedzaa ich w domu, Tom dyskretnie prosi Viv, żeby "poszła na zakupy", na co ona zupełnie niedyskretnie rzuca "Biskupie, poświeca pan spooru czasu ateiście. Niech się pan nie łudzi, jego nie obchodzi poszukiwanie Boga, jego cieszy ta żenująca mieszczaska forma życia, której się oddaje, bo głupio wierzy, że jest mu potrzebna do pisania poezji !". I wychodzi trzaskając drzwiami. Cudownie niepoprawna politycznie :]

        Tom ma wreszcie na tyle dośc jej wyczynów, że kontaktuje się z lekarzem. Oględnie rzecz ujmjąc, pan doktor powiada, że Viv ma problem z głową, jej psychika nie radzi sobie z problemem menstruacji. I zapowiada, że "to będzie postępowało, będzie coraz gorzej".

        Ojciec Viv czuje się coraz gorzej. Ale Viv go nie oszczędza. Kiedy zbierają się w rodzinnym gronie by posłuchać jak Tom czyta "Jałową ziemię" - Viv tak długo wprowadza słuchaczy w sens utworu, ze z jednej strony złośliwie komentuje swoje własne małżeństwo i nieporozumienia z Tomem, a przy okazji de facto wyprasza ojca, który o konkretnej godzinie musi jechać na wózku przyjąć lekarstwa.

        Ojciec Viv umiera. Majątek zostawia Maurice'owi i Tomowi. Mają wspólnie podejmować decyzje. Viv nie dostaje nic, więc robi kolejną scenę, której musi wysłuchać notariusz rodzinny. Dopiero matka ją uspokaja.

        Jest zazdrosna o wszystko, zwłaszcza o kobiety, z którymi styka się Tom. Bo właśnie zmienił pracę. Teraz udziela się w jakims wydawnictwie. Viv nie moze tego znieść. Tom trzyma się, ale w pewnym momencie szeptem, cały zdesperowany, mówi do Maurice'a "Pomóz NAM !". A Maurice nie wie co odpowiedziec, tak samo zatroskany o siostrę, i tak samo chwilowo bezradny wobec jej kaprysów.

        Viv nie ma zajęć przy Tomie. On ma teraz sekretarki od przepisywania tekstów, Viv czuje się odstawiona na boczny tor. Biega więc po sklepach, odpala jednefgo papierosa od drugiego, i zdobywa przyjaciółkę : Louise, dziewczynę którą poznała w jakimś sklepie czy gdzieś tam. Bywa u niej w domu i opowiada o swoich problemach. Louise imponuje dama z wyższej klasy społecznej, wiec chętnie ją gości.

        POjawiają się znów lekarze. Tym razem swoje diagnozy dot. stanu zdrowia Viv referują nie tylo Tomowi, ale także Rose, matce Viv. A Vivianne w tym czasie dowcipnie obmalowuje manekina lekarskiego. Lekarze wyrokują, ze Viv ma problemy neurologiczne, stan się pogarsza itd.

        cdn




        • grek.grek "Tom i Viv" [2] 20.01.17, 13:13
          Pewnego dnia zazdrosna Viv obserwuje z ukrycia drzwi wejściowe do budynku, w ktorym pracuje Tom. Widzi rózne kobiety tam wchodzące, więc wkurzona dzwoni i chce z nim porozmawiać. Sekretarka, pewnie przeszkolona w tym kierunku :], odpowiada, że to niemożliwe, na co Viv robi jej awanturę i zapowiada, że zaraz tam wpadnie i wykona demolkę. Przerażona sekretarka pędzi do drzwi i zamyka je od środka. Viv spogląda czujnie przez otwór na listy [przekomiczna scena], a potem... wpycha do srodka opakowanie czekolady. "TO dla męża", powiada. I tyle co odchodzi od drzwi, sekretarka bierze tę czekoladę i wyrzuca ją z powrotem na chodnik, przez ten otworek na listy :]

          No to Viv następnego dnia gotuje całą misę czekolady i korzystając z lejka - wlewa ją do skrzynki na listy, tak że sektetarka wrzeszczy przerażona, kiedy wyjmując pocztę wpada ręką w lepką maź :]

          Tom znów cierpi. Przytula się do wyrozumiałego biskupa i powiada "Nie wiem co robić... kochamy się, ale nic nam nie wychodzi".

          Niebawem Tom bierze chrzest. Udziela mu go sam biskup. Viv próbuje wtargnąć na uroczystośc i robi potworną awanturę pod drzwiami katedry, ale młody ksiądz nie wpuszcza jej do środka.

          Tom do kościoła chadza regularnie. Rzadko widuje Viv, a ta tęskni za kontaktem z nim. Uwaza, że "jest po to by mu pomagać w poezji". Jak ma to robić, kiedy on jej unika ?

          Na ulicy Viv spotyka dwie panie z towarzystwa. Kiedy one ją wołają po imieniu, Viv podchodzi i konfidencjonalnym szeptem powiada "ja nie jestem Vivianne, wiem jednak że jest ktoś, kto się pode mnie podszywa !". Kiedy obie jejmoście próbują jej uciec taksówką, Vivianne idzie za nimi, wyciąga nóz, grozi im i z tej taksówki je wręcz wypędza. Uciekają w panice. A Viv rozsiada się i rzuca "Ile się trzeba namordować, żeby złapać taksówkę tylko dla siebie..." :]

          Zabawne, ale kolejne te incydenty powodują, ze otoczenie naprawdę poważnie zaczyna myśleć : co z nią począć ?

          VIvianne znajduje na biurku Toma list z Harvardu - stoi tam jasno, że Tom ma objąć katedrę filozofii. Vivianne jest podłamana, bo Tom o niczym jej nie wspominał...

          Wraca z Afryki Maurice. Viv i Tom czekają na niego na prowizorycznym lotnisku. Jadą razem autem do domu, prowadzi Tom i nie mogą się z Maurice'em nagadać. Viv siedzi z przodu i jest chyba wewnętrznie wściekła, że panowie jej nie zauważają. Wreszcie znienacka łapie za kierownicę i skręca auto w bok. Omal się nie wywracają, Maurice obrywa w zęby, a Tom jest w szoku.

          Ten numer przypieczętowuje los Vivianne. Nawet Maurice, z trudem i bólem, stwierdza "Musimy coś zrobić". Wychodzi też na jaw, że od pewnefgo czasu Vivianne pisze i rozsyła listy szkalujące rózne damy z towarzystwa, które oskarża o próby uwiedzenia Toma.

          Na zaproszenie Maurice'a w domu zjawiają się lekarze. Urzędnik z Izby Lekarskiej zostaje upoważniony do wykonania pisma rekomendującego zabranie Viv do ośrodka leczenia chorób psychicznych. I zjawiają się dwaj lekarze aby ją zbadać. I rodzina... wszyscy na czarno :}}

          Viv jest sama w pokoju. Spokojna. Tom pierwszy wchodzi i rozmawia z nią krotko, a potem wchodzi reszta. Viv jest zaskoczona, ale trzyma fason. Na uwagę, że ostatnio zachowuje się niepokojąco i że groziła nożem kobietom.... Viv wyjmuje nóz i niby to rzuca się na nich z tą kosą, ąz się wycofują w popłochu, na co ona ironicznie : "Spokojnie, kochani... ja tylko pokazuję, jak się na nie "rzuciłam" " :]]

          Lekarze zaczynają ją badać, jej zdolnośc logicznego myślenia. Zadają jej szarady intelektualne jak dla licealisty, Viv na pierwsze pytanie odpowiada z rozbawieniem, ale przy drugim... patrzy z ogromnym rozczarowaniem i smutkiem na Toma : "naprawdę do tego dopuściłeś, żeby odpytywali mnie jak dziecko ?'. I odpowiada źle. Celowo. Lekarz z satysfakcją stwierdza "błędna odpowiedź !". I to jest podstawą do wniosku o umieszczenie jej w zakłądzie zaamkniętym.

          Viv ma jeszcze 2-3 dni, a potem zostanie ubezwłasnowolniona. Bez prawa do korzystania z pieniędzy, samochodu, bez praw do głosowania. Zgodę na to muszą jednocześnie wyrazić Tom i Maurice. I tak robią. Oni też, wspólnie !, mogą zdecydować o jej zwolnieniu.

          Viv zostaje zgarnięta do ośrodka wprost z restauracji, w której siedzi z Louise. Dramatyczna to scena. Viv próbuje się bronić, muszą ją wynosić za ręce i nogi, a Louise bezsilnie płacze i wspiera ją, a tych co ją zabierają nazywa "bandytami !". I nawet w tym momencie Viv nie brak wdzięku, już prawie "zapakowana" do auta wyjmuje portmonetkę, wręcza Louise pieniądze i zupełnie spokojnie prosi "Zapłać za naszą herbatę".

          Mija parę lat...

          Rose nie możę wybaczyć Tomowi, że pozwolił Viv utknąć w tym ośrodku. Piękne to miejsce, wspaniały salon, cudowne ogrody, stawy, niemal lordowska posiadłość, ale jednak w zamknięciu... Od 10 lat Tom nawet nie zajrzał do Viv. Coś niesamowitego...

          Maurice znów wyjeżdza do Afryki. Żegnają się z Tomem jak starzy przyjaciele, i na odchodnem Tom z niewyraźną miną pyta go "Maurice... co myśmy zrobili..?". Obaj mają fatalne miny.

          Viv w ośrodku wygląda znakomicie, jest grzeczna, stateczna i opanowana. I ciut się postarzała, ale tylko odrobinę. Odwiedza ją jakiś lekarz wojskowy, który mówi że słyszał o jej przypadku, i jego zdaniem może ją wyleczyć terapia hormonalna. Musiałaby się tylko zgodzić, porprosić może męża, i pozwala sobie na kulturalną uwagę, że mąż mógłby sam się zainteresować jej sytuacją... na to Viv reaguje ostro : "proszę pana, mój mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie ! Kochamy się ! to wybitny poeta, a ja jestem częscią jego poezji, ja mu pomogłam w jej stworzeniu, JA TAM JESTEM !". I opuszcza go zamaszystym krokiem.

          Odwiedza ją Maurice. Już również postarzony nieco. Okazuje się, ze od 7 lat nikt Viv nie odwiedzał. Zapomnieli o niej.

          Wymowna jest scena, kiedy w radio Tom czyta swoje nowe wiersze, a Viv słucha audycji w ośrodku.

          VIv wręcza Maurice'owi samodzielnie upieczony tort czekoladowy. Prosi żeby przekazał go Tomowi. To jej dla niego podarunek. Maurice nie wie, co ma ze sobą zrobić, widzi jak ogromną być mozę krzywdę wyrządził siostrze. I płacze po męsku. A moze płacze, bo rozumie, że jedynym sposobem na przywrócenie jej do formy było właśnie to zamknięcie ?

          tak czy owak, opuszcza ośrodek spłakany jak bóbr. Spogląda w okno, i widzi tam Viv z kwiatami. A mozę to tylko wspomnienie...

          Tom spotyka Russella. Chwilę rozmawiają. Russell próbuje go przekonać, ze dobrze zrobił, ale Tom jest zimny dla niego, rzuca "Mówiłeś, że ona jest wolnym duchem", na co Russell "Serio ? Nie przypominam sobie". Mocna szpila.

          I widzimy Toma, jego twarz, za okratowaniem windy, którą zjeżdza w dół. Twarz zdeterminowaną, napiętnowaną poczuciem winy. Spojrzenie prosto w kamerę wycelowane, pytajace - "Czy to wszystko moja wina ?", a może stwierdzajace "To moja wina" ?.

          I tak się kończy film.

          ... pięknie oprawiony muzycznie przez Debbie Wiseman, i zagrany znakomicie przez Mirandę Richardson/Viv, która jest doskonała : działa na wielu poziomach emocji i ekspresji, fruwa między rejestrami, ale ani na moment nie szarżuje i nie przekracza cienkiej linii między wybitnym aktorstwem, a aktorskim kampem, kiczem.

          Przyćmiewa Willema Dafoe'a/Toma, który jest skupiony i gra do wewnętrz, zmaga się z dylematami i cierpieniem w środku, wszystko niemal wygrywa twarzą, albo dyskretnym słowem, gestem, czy to wobec biskupa czy Maurice'a.

          Maurice/Tim DUtton oraz Rosemary Harris/Rose świetnie wchodzą w swoich momentach, a Nickolas Grace kradnie sceny jako Bertrand Russell, nieduży, ufryzowany, energiczny, który zabawia Viv tańcami, aż Maurice zdumiony pyta "To filozofowie umieją tańczyć ?".

          zdecydowanie film skupiony na aktorach, bo chodzi w nim przede wszsystkim o psychologię postaci; niemniej : miejscówki są wspaniałe również : scena, kiedy Tom i Viv przyjeżdzają na przyjęcie, chyba do jej rodziców, a kamera z góry pokazuje dziedziniec pałacowy... uff :]
          • grek.grek Re: "Tom i Viv" [2] 20.01.17, 13:23
            estetycznie powalajaca jest scena garden party, kiedy kamera z 8 piętra opisuje cały krajobraz : ogrody, trawniki, staw po którym pływają łódki, park, spacerowicze i państwo grający w siatkówkę.

            Stroje i charkteryzacja - perfekcja. Panowie z wystylizowanymi przedziałkami, panie z nawiniętymi lokami.

            Także samochody, no i wnętrza, zarówno te w wytwornych posiadłościach, jak i w mieszkaniach, pokojach hotelowych czy miejscach pracy - wybrane i filmowo użyte w sposób najlepszy z możliwych.

            Słowem : wybitne kino !
            • grek.grek Re: "Tom i Viv" [2] 20.01.17, 13:33
              no to jeszcze trailer, do kompletu :}

              www.youtube.com/watch?v=YZyOxE04wnE
              • siostra_bronte Re: "Tom i Viv" [2] 21.01.17, 15:07
                Dzięki, Greku :)

                Świetnie, że tak Ci się podobało. Zresztą byłam tego pewna!

                Widziałam ten film dawno temu, ale czytając Twój opis przypominałam sobie dokładnie niektóre sceny, miałam je przed oczami. Choćby to przyjęcie w ogrodzie, kiedy Viv podpowiada Tomowi, wyrzucenie spodni, akcja z czekoladą. To świadczy o klasie filmu, że tak mocno utkwił mi w pamięci.

                Tak, strona wizualna jest naprawdę znakomita. Jest na co popatrzeć!

                Pamiętam, że zastanawiałam się, dlaczego Viv nie powiedziała Tomowi PRZED ślubem o swoich problemach ze zdrowiem. Tak chyba byłoby uczciwiej? Pewnie bała się, że Tom odejdzie...

                Te "wybryki" Viv brzmią zabawnie, ale z pewnością życie z nią pod jednym dachem mogło być piekłem. Szkoda, że doszło do tego zamknięcia w ośrodku, może wystarczyłoby, aby wróciła pod opiekę rodziców? Już nie pamiętam co oni o tym wszystkim sądzili.

                Ten film jest właściwie konwencjonalny, a jednak historia jest tak ciekawa, a postaci fascynujące, że ogląda się go z zapartym tchem.

                Zgadza się, to koncert Mirandy Richardson. Willem Dafoe tak mocno kojarzył mi się z kinem amerykańskim i zbyt licznymi rolami szwarccharakterów, że trochę mi tu nie pasował do roli angielskiego poety, ale w sumie wypadł ok.

                • grek.grek Re: "Tom i Viv" [2] 21.01.17, 16:16
                  dzięki, Siostro :]

                  bardzo się cieszę, że mogłem - na ile to możliwe w moim wykonaniu - przyczynić się do przypomnienia sobie przez Ciebie tego filmu ! :]

                  o, wszystko to prawda, o czym piszesz - wizualna strona uwodzi wręcz bezceremonialnie :]

                  ha, to ciekawe pytanie, Siostro, możę MIranda nie uprzedziła Toma, bo sama była niezbyt świadoma, że jest chora ?

                  patrząc przez pryzmat dalszych losów tej pary można ocenić otwarcie filmu jako rewelacyjnie przewrotne.

                  Toma uwodzi energia i dynamika, niekonwencjonalność, spontaniczność Viv, które w istocie można odczytywać jako pierwsze symptomy jej dolegliwości. Wygląda to koniec końców tak, jakby Tom zakochał się w... jej chorobie, tym co później sprawi, że nie będzie mógł z nią normalnie żyć i zapragnie odseparować się od niej do końca życia. Szalenie błyskotliwa wizja reżysera !

                  to prawda, Siostro, z punktu widzenia widza filmowego rozbrykanie Viv wygląda jednak inaczej niż musiało [by] wyglądać w realu.

                  wydaje się, że jej bliscy bali się, że ona po prostu kogoś zabije. Albo siebie.

                  w filmie ojciec Viv umiera długo przed jej zamknięciem w ośrodku, matka jest za skierowaniem jej pod klucz, a - tak wynikało z narracji - jej opiekunami mieli być Maurice i Tom. Decyzję o jej wypuszczeniu, po odbyciu ofk serii badań lekarskich - mogli podjąć tylko WSPÓLNIE.

                  film sugeruje, że Maurice byłby gotów taki dokument podpisać, ale Tom się nie zgadzał. matka Viv wyrzuca mu, że przez całe 10 lat nie odwiedził Viv. I Tom nic z tym nie robi. Nie idzie do niej. Co oznacza, ze najpewniej nie chciał, aby wyszła.

                  A to już stawia w dośc ponurym świetle pana poetę. Widzimy bowiem Viv opanowaną, całkiem normalną, a także wiemy że jest lekarz, który chce jej pomóc ordynując terapię hormonalną, prawdopodobnie skuteczny lek na jej kłopoty.

                  wszystko mogło się ułożyć, ale wygląda na to, że Tom nie dopuszczał nawet myśli o jej wyjściu. Końcowe sceny sugerują, że nie pozbył się nigdy poczucia winy, co zagęszcza dodatkowo psychologię [bohatera].

                  zgadzam się - jak zawsze : z przyjemnością - z Twoją opinią, Siostro :]
                  Miranda Richardson olśniewa swoją dynamiką i głębią osobowości bohaterki którą gra !

                  Dafoe trochę miał, wg mnie, niewdzięczną rolę, bo raz że w cieniu energicznej koleżanki, a dwa - Tom Eliot swoje dramaty musi wygrywać bardzo subtelnie, nie ma okazji do swobodnego szarżowania, no i sama postać wydaje się zdecydowanie mniej atrakcyjna, bo - co tu dużo kryć - znakomity poeta został namalowany tutaj jako filister i konformista, a wobec może i nie końca zdrowej, ale pełnej polotu i niepoprawnej politycznie Vivianne prezentuje się niezbyt atrakcyjnie :]

                  dzięki raz jeszcze, Siostro !
    • grek.grek 22:30 Polsat "Dziewiąte wrota" 19.01.17, 12:46
      o, po seansie premierowym, kwadrans na najpilniejsze sprawy ;] i znakomita powtórka z kina Polańskiego.

      wierni czytelnicy "Klubu Dumas" z pewnością nie mogą wybaczyć reżyserowi sposobu w jaki potraktował ich kultową powieść, ale wg mnie - a czytałem "Klub..." muszę się pochwalić ;) - adaptował go w dobrym stylu.

      ofk, pozbył się wielu wątków, pominął wiele smacznych szczegółów, ale scenariusz jest dostosowany do reguł filmowych i generalnie efekt jest bardzo dobry.

      dyskusje nt zgodności "Wrót" z "Klubem" zdominowały rozmowę na temat filmu, a szkoda, bo są tu klasyczne motywy kina POlańskiego : samotny bohater w labiryncie niebezpieczeństw, pchany naprzód ciekawością silniejszą od strachu, zderzający się z siłami, których pochodzenia nie może do konca ogarnąć.

      świetny jest Johnny Depp, wg mnie, niesamowicie pełna wdzięku Emanuelle Seigner, a poszczególne punkty drogi jaką przebywa Dean Corso zaprojektowane w sposób niezwykle malowniczy. jak dobrze, że Polański ma zakaz kręcenia w Ameryce ! dzieki temu może swoje filmy umiejscowić w niepowtarzalnym klimacie miast europejskich i takichże obrazków podmiejskich :]


      • siostra_bronte Re: 22:30 Polsat "Dziewiąte wrota" 19.01.17, 12:53
        A ja byłam rozczarowana. Depp, jak zwykle w historiach współczesnych, bez wyrazu.
        • grek.grek Re: 22:30 Polsat "Dziewiąte wrota" 19.01.17, 13:05
          o !

          :]
          przyznam, że mnie Depp zdobył tym wizerunkiem : wąs, okulary [w klasyczny dla Polańskiego komiczny sposób ulegają one wkrótce częściowemu uszkodzeniu], chlebak przewieszony przez ramię, sfatygowana marynarka... który to jest poniekąd świetną przykrywką dla cynizmu, stanowiącego naczelną cechę osobowości Deana Corso :]
      • grek.grek Re: 22:30 Polsat "Dziewiąte wrota" 20.01.17, 11:44
        PS : warto wspomnieć o świetnej muzyce Wojciecha Kilara.

        już ta rozbiegówka, z tym klasycznym już chyba lejtmotiwem, jest znakomita, a potem jest tylko lepiej i lepiej i lepiej... :]
    • siostra_bronte "Błękitny anioł" 20.01.17, 11:26
      Brawo Kultura! Dzisiaj o 20.20 klasyk Josepha von Sternberga z 1930 r. Widziałam go dawno temu.

      Dramatyczna miłości szanowanego profesora do Loli Loli, artystki kabaretowej, prawdziwej kobiety fatalnej. Przełomowa rola Marleny Dietriech i wybitny Emil Jannings. Niestety, nie dam rady obejrzeć, więc liczę na Wasze recenzje.
      • siostra_bronte Re: "Błękitny anioł" 20.01.17, 11:26
        *Dramatyczna historia miłości...
      • grek.grek Re: "Błękitny anioł" 20.01.17, 11:42
        dzięki, Siostro :]

        widziałem wczoraj w ramówce, miałem nadzieję, że zapowiesz :]

        o, szkoda że nie będziesz mogła obejrzeć...
        ofk, mam nadzieję, że Cię nie zawiedziemy i obejrzymy licznie ! :]

        nakłada się na "Wielki sen" w Ct2, więc mam pewien dylemat JAk to rozegrać, ale spróbuję znaleźć... złoty środek, heh.
        • siostra_bronte Re: "Błękitny anioł" 20.01.17, 11:55
          O, to fatalnie. Zapomniałam o tym piątkowym przeglądzie u Czechów. To faktycznie masz dylemat :)
          • grek.grek Re: "Błękitny anioł" 20.01.17, 13:25
            na szybko obliczyłem, ze "Anioł" ucina 40 minut "Snu", więc... muszę wybrać jeden z nich :]


      • grek.grek "Błękitny anioł" - kilka słów po seansie 21.01.17, 13:27
        Obejrzałem ! :]

        ha, rzeczywiście, jest to historia dramatyczna.

        Surowy, starszy wiekiem profesor śledząc swoich figlarnych uczniów, trafia do kabaretu nocnego i... zakochuje się we frywolnej szansonistce Loli. Codziennie ją odwiedza, znosi kwiaty, ona jest miła i dowcipna, a jej impresario chwali się nim przed resztą widowni, jakby chciał podnieść prestiż swojego przybytku poprzez fakt, że gości tam także człowiek nauki.

        profesor staje się obiektem drwin swoich uczniów, a koniec końców także dyrekcja gimnazjum, wymawia mu posadę, bo jego związki z podejrzanymi typami świata nocnych uciech zupełnie nie licują z powagą stanowiska w placówce pedagogicznej.

        Profesor nic sobie z tego nie robi, bo ma zamiar poślubić Lolę i żyć z nią długo i szczęsliwie.

        Oświadcza się w ostatnim momencie, tuż przed wyjazdem całwego kabaretu z miasta w trasę po kraju. Lola najpierw się śmieje z jego gestu, a potem przyjmuje oświadczyny. Wesele jest radosne i wesołe.

        A po latach do głosu dociera proza życia. Kabaret jeździ po kraju i zarabia grosze. Profesor udziela się w nim jako facet chodzący między stolikami i usiłuujący sprzedawać fotografie Loli. Bez sukcesu, może dlatego że robi to kompletnie bez przekonania.

        Lola się zmieniła i jest oschła. A na dodatek, nie opiera się specjalnie zalotom przygodnych miłośników jej talentu i... nóg.

        Dyrektor impresario też już nie traktuje profesora jako gościa wielebnego, ale jak popychadło.

        Kolejnym etapem trasy koncertowej ma być miasto, w którym Lola i profesor się poznali. I tutaj następuje kompromitacja profesora, który zostaje wepchnięty na scenę w stroju klauna, dyrektor pokazuje sztuczki iluzjonistyczne, w ramach ktorych m.in rozbija mu na głowie jajka. Publicznośc ofk zna profesora i zaśmiewa się do rozpuku z dawnego szkolnego killera, budzącego postrach wśród uczniów, a dzisiaj odgrywająćego pajaca na scenie.

        Profesor zbiera jajka na głowę, dyrektor lży go i upokarza, a równocześnie nieszczęsny klaun widzi jak jego Lola ulega miłosnym zalotom jakiegoś playboya za kulisami.

        Wreszcie traci głowę, wybiega za kulisy, rzuca się na nich. Uciekają i próbują się zamknąć w jakimś pomiesczeniu, ale rozjuszony profesor dopada Lolę i dusi ją. Jakoś go odwodzą od zamiaru, a on zupełnie wyjęty z kontekstu i oszołomiony wybiega na ulicę i zatacza się prosto do gimnazjum, w którym uczył.

        Przywiera całym ciałem do nauczycielskiej katedry, a woźny nie jest w stanie oderwać jego kurczowo zaciśniętych na blacie palców. Zegar wybija godzinę, a profesor zdaje się... zmarł na tym swoim dawnym miejscu pracy ?

        Cóz, wg mnie dośc nieprawdopodobna historia, bo mimo wszystko starszy pan zakochujący się niczym nastolatek, wygląda trochę dziwnie.

        Z drugiej strony, widzimy mieszkanie profesora zawalone ksiązkami aż po sufit : całkiem możliwe, że nigdy nie był naprawdę zakochany, bo poświęcał się nauce od lat najmłodszych, więc teraz dopiero przyszła pora. Na pierwszą miłośc nigdy za późno nie jest, a czasami bywa ona ostatnią. Więc - może jednak ?

        Jakoś nie kupiłem tego "ponadczasowego seksapilu scenicznego" Marleny Dietrich, o których mówił p. Chaciński przed filmem :] proszę o wybaczenie i jak najniższy wymiar kary, ale ruchyh Dietrich są ciężkawe, a ten bielizniano-rajstopowy image mocno jest sfatygowany i zwyczajnie nieatrakcyjny. Sądzę, że nawet jak na lata 30-te jest to mało smaczne jak chodzi o zmysłowość i erotyzm.

        natomiast prześwietne są sceny, w których Lola jest miła i sympatyczna, a profesor czerwieni się [mimo że film jest czarno-biały] na słowa, ze 'jest całkiem przystojny" albo kiedy dyrektor wprowadza go do loży i profesor widzi z niej nagą figurę kobiecą wiszącą tuż obok. Emil Jannings jest wiarygodny zarówno jako surowy nauczyciel, jak i rozczulający starszy pan z nieśmiałą radością odkrywający uroki nocnych rozrywek i kobiecych wdzięków, a potem jako człowiek sprowadzony na dno rozpaczy, któremu życie się sproszkowało.

        swoją drogą, ten jego "tyranizm" szkolny, o którym z kolei wspominał p. Sobolewski, jest także w wersji lekkiej, a jak na dzisiejsze czasy - wręcz poczciwej, podany.

        Uczniowie też niedzisiejsi, bo nauczycieli można obśmiewać, ale oni to robią za pomocą naprawdę komicznych rysunków na tablicy w klasie. Na jednym z nich widnieje podobizna profesora idącego dziarskim krokiem i unoszącego na ramieniu kobiecą nogę w pończosze kabaretowej :] Na drugim profesor wyobraża Amora z dziennikiem szkolnym pod pachą :]

        A sam profesor jest przekomiczny, kiedy konfiskuje uczniom gadżety związaane z Lolą, i kiedy zostaje sam z zapamiętaniem bawi się jej zdjęciem, które zaopatrzone jest w spódniczkę, pod którą można zajrzeć dmuchając spod spodu. I profesor bawi się tym jak dziecko :]

        Jak na pierwszy dźwiękowy film [niemiecki tylko ?] - rewelacja. Naprawdę świetna robotajak na debiut, zarówno dialogi, jak i odgłosy w tle, muzyka i piosenki są lepiej niż dobrze nagłośnione i doskonale zsynchronizowane.

        Marlena Dietrich, wg mnie, wypada świetnie kiedy nie musi śpiewać i pokazywać tej koszmarnej bielizny i rajstop z przeceny ;] Ten film, jak wieśc niesie, zrobił z niej ikonę kina, ale - moim zdaniem - dzisiaj ten status, jesli się broni, to z dużym trudem. Na pewno jednak jest to etap, moment w historii rozwoju kina i sztuki filmowej, więc koniecznie warto go znać i... przez to przejść ;]

        trochę żartuje, ale jednak temu kabaretowi brak polotu.Ma się wrażenie, że artystyki i artyści są tam za karę, a nie po to, zeby rozbawić widownię, przez co... rozbawienia widowni zupełnie nie sposób zrozumieć :] Emblematem tego stanu rzeczy jest co i rusz wyglądający skądś smutny klaun.

        Ciekawa jest , może być, interpretacja polityczna, wedle której profesor jest metaforą niemieckiego mieszczaństwa i inteligencji ulegającą tandetnej i prymitywnej partyjnej propaagandzie faszystowskiej i idącej za nią w tragedię niemającą odpowiednika w historii świata. Przy czym faszystowskie kierownictwo partyjnej uosabia cyniczny i wredny dyrektor, a sama LOla byłaby chyba raczej marionetką na usługach, kimś kto zatracił zmysł samoorientacji w chaotycznej przestrzeni społecznej, może artystką w rodzaju Leni Riefenstahl ?

        Gdyby tak ten film zinterpretować - podobałby się jeszcze bardziej. MOże ta interpretacja poniekąd wyjaśnia ten nieporywający charakter scenicznych występów kabaretu Błękitny Anioł ?




        • siostra_bronte Re: "Błękitny anioł" - kilka słów po seansie 21.01.17, 14:29
          Dzięki, Greku :)

          Mam jednak nadzieję, że nie żałujesz wyboru? :) Bo to jednak klasyk!

          Wiesz, ja się zupełnie nie dziwię, że sex-appeal bohaterki Cię nie ruszył. Pamiętajmy, to był 1930 rok. Podejrzewam, że mało która aktorka z tego okresu zrobiłaby na Tobie wrażenie. Wtedy sex-symbolem w Hollywood była choćby Mae West, dzisiaj trudno to zrozumieć :)

          To były inne standardy, jeżeli chodzi o urodę, ubrania i tak dalej....Jak napisałeś, to był pewien etap w historii kina w pokazywaniu zmysłowości kobiety.

          Tak przy okazji, nie jestem fanką Marleny także z późniejszego okresu, ale muszę przyznać, że miała świetny pomysł na siebie i mimo ograniczonych możliwości aktorskich znakomicie poprowadziła swoją karierę, w końcu grała u najwybitniejszych reżyserów.

          Nie pamiętam szczegółów, ale domyślam się, że artyści klepali biedę, więc nic dziwnego, że nie widać było po nich entuzjazmu w pracy :)

          Sama historia to klasyczny przykład miłości fatalnej. Warto wspomnieć, że scenariusz oparto na powieści Henryka Manna "Profesor Unrat".

          • grek.grek Re: "Błękitny anioł" - kilka słów po sean 21.01.17, 15:59
            dzięki, Siostro :]

            czy udało Ci się obejrzeć ?

            o, zdecydowanie NIE ! żałuję takiego wyboru :]
            "Wielki sen" obejrzę kiedy indziej.

            zapewne masz rację, Siostro.
            przy czym, chciałbym to podkreślić, Marlena Dietrich jest atrakcyjną kobietą w tym filmie. Problem, wg mnie, polega na sposobie prezentacji jej postaci. Te sceniczne, w zamierzeniu seksowne, przechadzanie się, śpiewy i machanie nogami są wykonane zbyt ciężko i bez francuskiej lekkości oraz amerykańskiego uśmiechu, bez których ta konwencja po prostu nie "chwyta", wg mnie.

            to prawda !
            czytałem, że piosenki w "Błękitnym aniele" były celowo dośc proste, bo przykrojono je do niezbyt wygórowanych możliwości wokalnych Dietrich. Ale - co w tym negatywnego ? śpiewa znośnie, a od śpiewu i tak ważniejsze są teksty, które jej bohaterkę kreują na wampa i "niewolnicę miłości" :] zresztą, poza "boiskiem" udowadnia ona, że miłość ta jest przewrotna w jej wykonaniu, bo dotyczyć może coraz to nowych mężczyzn.

            to także, Siostro :]

            wiesz, trochę mimo wszystko artystom brakuje... profesjonalizmu ;]
            POlega on na tym, jak wiadomo, że prywatnie mogą być smutni i załamani, ale na scenie muszą dać show dla widza, który oczekuje szwungu i radości, choćby i iluzorycznej, ale jednak wydzielanej przez artystów energii życiowej i radości. Kabaret musi zachować swoją formę. Show must go on. Dlatego ten filmowy wizerunek kabaretu wydaje mi się albo reżyserskim niedopatrzeniem albo politycznie nacechowaną metaforą.

            tak jest, Siostro :]

            tak, cenna uwaga. Profesor nazywa się Rath, ale uczniowie dopisują do tego "Un", co oznacza "śmiecia".

            dzięki za rekomendację, Siostro !
            stanowczo warto było obejrzeć ten film !
            klasyka jest obowiązkowa, ale... ileż niesie przyjemności ze sobą obcowanie z tą klasyką :] z filmami ważnymi, wyznaczającymi estetykę kinową w swoim czasach, przyczyniającymi się do rozwoju sztuki filmowej - bezcenne !
    • grek.grek 21:45 Ct2 "Wielki sen" 20.01.17, 13:30
      no właśnie - jak tu wybrać ;]

      na podstawie powieści Chandlera, Bogart jako Philip Marlowe, a partneruje mu Lauren Bacall, wówczas jego żona, a i bez tego ;] znakomita aktorka i ówczesny symbol kobiecego seksapilu, a za kamerą Howard Hawks.

      yikes !

      co tu wybrać ? dwa znakomite filmy, w tym samym czasie... ech ! :]]
      • barbasia1 Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 20.01.17, 23:30
        I jeszcze pierwszy odcinek brytyjskiego serialu o królowej Wiktorii z 2016 roku dobrze oceniany.
        • grek.grek Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 21.01.17, 12:48
          obejrzałaś, Barbasiu ?

          jakie wrażenia ? :}
          • barbasia1 Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 21.01.17, 23:25
            Tak, tak. Jutro opowiem. O filmie "Błękitny anioł" dowiedziałam się za póżno. Ale może to dobrze, bo nie wiedziałabym, co wybrać.
            • grek.grek Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 22.01.17, 12:22
              aaa, szkoda, Barbasiu !

              "BŁęktiny Anioł" naprawdę robi wrażenie, także z powodu swojego zacnego miejsca w historii rozwoju sztuki filmowej, ale i historia jest poruszająca i nakręcona z wysoką świadomością dramaturgiczną.

              ale... co racja, to racja - czasami przypadek pomaga jednocześnie trafić na coś ciekawego, co - to ważne - będzie miało swoje kolejne odcinki i może wciągnąć swoją fabułą i estetyką :]
              • barbasia1 Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 22.01.17, 17:08
                Obejrzałam właśnie na youtube w wersji hiszpańskiej! Twój opis oczywiście pomógł. :)
                • barbasia1 Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 22.01.17, 17:10
                  I poszukałam w necie kilka tekstów o filmie.
                • grek.grek Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 22.01.17, 17:58
                  obejrzałaś "BŁękitnego Anioła", Barbasiu ? wow ! :]

                  z niecierpliwością wyczekiwał będę, i wszyscy będziemy - jak myślę, Twojej recenzji ! :]
              • barbasia1 Re: 21:45 Ct2 "Wielki sen" 22.01.17, 17:08
                Zaraz wtrącę swoje trzy grosze.
    • barbasia1 W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 1 WOW! 20.01.17, 20:42
      Dziś, teraz. Na stronie IMBD serial oceniono wysoko, 8,3/10.
      • grek.grek Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 1 WOW! 21.01.17, 12:48
        I to w publicznej tiwi ? :]

        dzięki za informację, Barbasiu :]
        niestety, pora jest to niezbyt wygodna, bo... wszędzie filmy lecą ;]
        • maniaczytania Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 1 WOW! 21.01.17, 19:14
          oglądałam i bardzo mi się podobała - piątkowe wieczory rezerwuję dla tej nietuzinkowej młodej damy ;) I Rufusa Sewella :)))
          • barbasia1 Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 21.01.17, 23:22
            >oglądałam i bardzo mi się podobała - piątkowe wieczory rezerwuję dla tej nietuzinkowej młodej >damy ;)
            Świetnie!!! :)))
            >I Rufusa Sewella :)))
            O tak! :}
          • grek.grek Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 22.01.17, 12:02
            o, wypada pogratulować TVP celnego wyboru , skoro obu Wam, Maniu i Barbasiu, ten serial przypadł go gustu :]
        • barbasia1 Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 1 WOW! 21.01.17, 23:21
          Wypatrzyłam powtórki w soboty w TVP1 oczywiście. Dziś była o 12:25. Za tydzień będzie dużo wcześniej ok. 10:00. Serial świetnie się zapowiada. Jutro opowiem o "Wiktorii". Obiecuję.
          • grek.grek Re: W TVP1 20:30 serial "Wiktoria" - odc. 22.01.17, 12:19
            świetnie, Barbasiu :"]
    • grek.grek w kinach "La La Land" 21.01.17, 13:31
      cóż tu można powiedzieć jeszcze... :]

      7 Złotych Globów, czołowe miejsce w niemal wszystkich rankingach najlepszych filmów sezonu, murowany Oscarowy faworyt :]

      Maniu, czy bilety już kupione ? dzień seansu zaplanowany ? nastrój znakomitej przygody filmowej-kinowej unosi się w powietrzu ? :]]
      • maniaczytania Re: w kinach "La La Land" 21.01.17, 19:15
        biletu jeszcze nie mam i staram się nie pompować balonika oczekiwań, ale tak, wybieram się w najbliższym czasie ;)
        • grek.grek Re: w kinach "La La Land" 22.01.17, 12:05
          świetnie, Maniu :]

          zatem, oczekiwać będziemy z niecierpliwością Twojej recenzji fillmu, wrażeń z seansu, a także - oczywiście ! - szczegółów z backstage, jak ostatnim razem :] każdy drobiazg i detal może mieć znaczenie i walor poznawczy ! :]

    • siostra_bronte Fassbinder w Kulturze 21.01.17, 15:52
      Kultura wraca do przeglądów reżyserskich!

      Od poniedziałku filmy jednego z najwybitniejszych niemieckich reżyserów Rainera Wernera Fassbindera. Jego filmy są u nas mało znane, rzadko grane. Efekt jest taki, że nie widziałam żadnego z nich.

      Z tego co wiem Fassbinder nakręcił mnóstwo filmów, robił je bardzo szybko. Wg. wikipedii aż 41 filmów (łącznie z telewizyjnymi) w ciągu 13 lat. Nie potrafię napisać o nim nic więcej.

      Niestety, godz. 20.20 jest dla mnie fatalna, nie obejrzę żadnego z nich! Liczę na Wasze recenzje.
      • siostra_bronte Re: Fassbinder w Kulturze 21.01.17, 15:54
        Jeszcze jedno, z pewnością to kino niekonwencjonalne, może być trudne w odbiorze. A reżyser prowadził artystyczny tryb życia, zmarł młodo, w wieku zaledwie 37 lat co tylko ugruntowało jego status twórcy kultowego.
      • grek.grek Re: Fassbinder w Kulturze 21.01.17, 16:21
        dzięki, Siostro :]

        zupełnie nie znam tego reżysera i jego twórczości, więc na pewno będę polował na te filmy w ramówce :]

        mam nadzieję, że uda Ci się jednak zobaczyć choć część z tych filmów, Siostro ! :]

        że NAM się uda, co piszę z nadzieją patrząc na całe nasze znakomite grono forumowe :]]
        ze swojej strony, mam nadzieję zmobilizować się szczególnie i obejrzeć, oraz zrecenzować, jak najwięcej :]
        • siostra_bronte Re: Fassbinder w Kulturze 21.01.17, 16:35
          Niestety, na obejrzenie nie ma żadnych szans. Ale liczę na powtórki, może kiedyś, bo jak pisałam już parę razy, Kultura uparcie nie powtarza filmów z piątkowego pasma, z ostatniego okresu.

          Oby tak było :)
          • grek.grek Re: Fassbinder w Kulturze 21.01.17, 18:04
            szkoda, Siostro !

            faktycznie, powtórek nie ma, czasami tylko te filmy z prime time repetują nocą albo nad ranem niemal.

            miejmy nadzieję :]

            spory ten przegląd, nieprawdaż ?
            zauważyłem w ramówce już 5 albo 6 tytułów.
            • barbasia1 Re: Fassbinder w Kulturze - plan 22.01.17, 18:30
              Od 23 do 27 stycznia TVP Kultura zaprasza na retrospektywę jednego z największych reżyserów światowego kina - Rainera Wernera Fassbindera. Emisje filmów poprzedzone będą rozmową Michała Chacińskiego z Kubą Czekajem.
              Rainer Werner Fassbinder to jeden z najpłodniejszych i najbardziej kontrowersyjnych twórców kina. Jego doba trwała 96 godzin. W ciągu swojego krótkiego, zaledwie 37-letniego życia, stworzył ponad 37 dzieł. Pierwsze z nich powstało, gdy miał 21 lat. Był scenarzystą, operatorem, kompozytorem i reżyserem - teatralnym oraz filmowym. Jako aktor wystąpił w ponad 30 filmach - własnych i cudzych. Jego obrazy, których bohaterkami były często kobiety, podejmowały kwestie złożonych relacji międzyludzkich i braku porozumienia. Żył i tworzył intensywnie. Zmarł 10 czerwca 1982 r. w Monachium w wyniku przedawkowania narkotyków. Znaleziono go na podłodze z papierosem w ręku. Razem z nim odeszło Nowe Kino Niemieckie.
              Dlaczego pan R. oszalał? (1970 r.) / 23 stycznia, godz. 20:20
              Tytułowy Pan R. to spokojny, niepozorny obywatel. Ma dobrą pracę, kochającą żonę i syna. Jednak pewnego dnia wpada w szał i dopuszcza się zbrodni. Film stawia pytanie: dlaczego? Obraz Fassbindera otrzymał nominację do Złotego Niedźwiedzia oraz nagrody: Interfilm i OCIC na Berlinale w 1970 roku.

              Marta (1974 r.) / 24 stycznia, godz. 20:20
              „Marta” to jedno z najbardziej intrygujących dzieł Fassbindera. Jego bohaterką jest 31 - letnia bibliotekarka Marta Heyer – żona despoty, który znęca się nad nią i stopniowo pozbawia ją wolności. W filmie widać wyraźne inspiracje obrazem Luisa Buñuela z 1953 roku - „On”. Film Fassbindera otrzymał nagrodę Brytyjskiego Instytutu Filmowego.

              W roku 13 pełni (1978 r.) / 25 stycznia, godz. 20:20
              „Szkoda, że nie jesteś kobietą” - usłyszał Erwin od kolegi zaraz po tym, jak wyznał mu miłość. Mężczyzna wziął sobie słowa ukochanego do serca i… stał się Elwirą. Film pokazuje jej ostatnie dni życia. Tytuł „W roku 13 pełni” nawiązuje do wiary w wyjątkowe znaczenie w życiu człowieka lat, w których księżyc przybiera 13 pełni. Laureat Brązowego Hugo na MFF w Chicago.

              Lola (1981 r.) / 26 stycznia, godz. 20:55
              Bohaterka opowieści, tytułowa Lola (Barbara Sukowa) to upadła kobieta żyjąca w powojennych Niemczech. Scenariusz filmu był wyraźnie inspirowany „Błękitnym aniołem” z Marleną Dietrich w roli głównej. Dzieło Fassbindera otrzymało Niemieckie Nagrody Filmowe w trzech kategoriach: dla najlepszego aktora i najlepszej aktorki pierwszoplanowej oraz dla najlepszego filmu.

              Tęsknota Veroniki Voss (1982 r.) / 27 stycznia, godz. 20:20
              Akcja filmu toczy się w zachodnich Niemczech lat 40. i 50. Jego bohaterką jest Veronika Voss - uzależniona od morfiny aktorka, która marzy o powrocie na ekran. Kiedyś była kochankę samego Goebbelsa; teraz, podobnie jak inni Niemcy, musi rozliczyć się z przeszłością. Film otrzymał Złotego Niedźwiedzia na Berlinale w 1982 roku.

              tvpkultura.tvp.pl/28672562/filmy-rainera-wernera-fassbindera-w-tvp-kultura

              Mam nadzieję obejrzeć. Nie znam twórczości Fassbindera.
              • grek.grek Re: Fassbinder w Kulturze - plan 22.01.17, 18:36
                o, znakomita rozpiska !
                dzięki, Barbasiu :]

                ja też nie mam pojęcia o twórczości tego reżysera :]
                zatem... odkrywamy nowe lądy, ahoj przygodo filmowa ! :]
                • barbasia1 Re: Fassbinder w Kulturze - plan 22.01.17, 18:41
                  Ahoj, Kapitanie Greku! ;))
                  • grek.grek Re: Fassbinder w Kulturze - plan 23.01.17, 11:26
                    ahoj, Admirał Barbasiu ! :]
              • barbasia1 Re: Fassbinder w Kulturze - plan 22.01.17, 18:41
                Rainer Werner Fassbinder uprawiał sztukę głęboko niepokojącą moralnie i stale wzbudzającą rozliczne kontrowersje. W swych zuchwałych i bezkompromisowych filmach demaskował pozbawione zasad etycznych postawy społeczne, ujawniał skrywane obszary degradacji człowieka, ostro atakował niemieckie mieszczaństwo.

                www.akademiafilmowa.pl/program,20,61,8,Rainer-Werner-Fassbinder-i-Wim-Wenders.html
    • maniaczytania Kinowo - Wielki Mur 21.01.17, 19:19
      a tak, właśnie w kinach od chyba tygodnia wyświetlany jest naprawdę świetny film czysto przygodowo-widowiskowy.
      Wielki Mur odgradza stolicę Chin od potworów, które pojawiają się co 60 lat. Właśnie nadszedł czas kolejnego ataku. Obrońcy szykują się do walki, a do nich trafia dwóch uroczych łotrzyków -William i Tovar, którzy wybrali się do Chin w poszukiwaniu czarnego proszku, który zamienia się w ogień ;)
      Sceny walk - iście wspaniałe! Kojarzyły mi się z drugą częścią Władcy Pierścieni, ale parę scen tutaj nawet lepszych. Trochę humoru, trochę chińskiej elegancji w ruchach (te choreografie walk, a zwłaszcza natarcie korpusu żurawi - samych kobiet!) - naprawdę znakomicie spędzony czas :)
      • barbasia1 Re: Kinowo - Wielki Mur 21.01.17, 23:08
        To chiński film? Kto reżyserował? Zresztą zaraz sprawdzę.

        >natarcie korpusu żurawi - samych kobiet!
        Grekowi się spodoba. ;)
        • barbasia1 Re: Kinowo - Wielki Mur 21.01.17, 23:17
          No proszę, Zhang Yimou jest reżyserem filmu. . Budżet: $150 000 000. Kooprodukcja chińsko-amerykańska.
          • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 12:18
            dzięki za research, Barbasiu :]

            do-szukałem, że w głównej roli występuje Matt Damon.

            w sumie : bardzo interesujący projekt filmowy, naprawdę z chęcią obejrzę ten film, choćby dla jego widowiskowości i dynamiki, o których na gorąco napisała Mania.

            co sądzisz ?
            • barbasia1 Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 18:25
              >naprawdę z chęcią obejrzę ten film, choćby dla jego widowiskowości i dynamiki, o których na >gorąco napisała Mania.

              O tak, tak. :) Choć chyba konwencja wuxia wielkich chińskich historycznych blockbusterów chyba powoli się wyczerpuje?
              • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 18:33
                o, możliwe że masz rację, Barbasiu.

                na pewno kino wuxia nie jest już dla świata filmowego nowością i zaskoczeniem. twórcy będą chyba zmuszenie niebawem dodawać do tych opowieści nowe elementy.

                ale myślę sobie, że samo w sobie takie kino jest już osobnym gatunkiem i jako takie dorobiło się grona oddanych fanów, którzy z ochotą obejrzą kolejne produkcje utrzymane w klasycznym stylu :]
        • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 12:16
          haha ;]

          kobiety-żurawie ?
          to musi być zajmująca scena ! :]

          chciałbym zobaczyć ją na żywo, pod warunkiem ofk, że żurawice byłyby nakarmione i nie szukały właśnie łatwo dostępnej kolacji ;]
          • barbasia1 Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 18:21
            >chciałbym zobaczyć ją na żywo, pod warunkiem ofk, że żurawice byłyby nakarmione i nie szukały >właśnie łatwo dostępnej kolacji ;]

            Hehehe! :))))
            Jak wyglądasz apetycznie, to biada Ci.
            • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 18:30
              haha ;]

              wiesz, Barbasiu, głodne żurawice łapią do popadnie, więc coś mi się wydaje, że ani zręczny kamuflaż ani faktyczne braki nie są w stanie uratować pechowca ;] albo wprost przeciwnie - szczęściarza ;]
              • barbasia1 Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 18:46
                Też tak mi się zdaje, hehe! :))
                • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 23.01.17, 11:28
                  haha :]]
      • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 12:13
        dzięki, Maniu :]

        sojusz filmowy chińsko-amerykański, ciekawa rzecz. Amerykańscy bohaterowie wspólnie z bohaterami chińskimi przeciw potworom... jakby to zinterpretować politycznie, to mogłyby wyjśc różne dziwne konstrukcje ;]

        ale najważniejsze, że - jak wynika z Twojej recenzji - film się świetnie ogląda.

        czy są tu elementy kina wuxia ? przyznam, że mam słabość do scen walk z tego typu filmów, raz że są szalenie spektakularne, a dwa - każdy bohater walczy w stylu, który jest ilustracją jego osobowości, filozofii życia i namiętności.

        tylko czy w takiej epickiej histori jest miejsce na podobne indywidualizmy ?

        a tak przy okazji, nie mogę wciąż zrozumieć, dlaczego polskie kino nie korzysta z niesamowitych możliwości współczesnej techniki, i nie słychać nic o planach nakręcenia historycznych widowisk z dziejów Polski - taką, np. , bitwę pod Grunwaldem dzisiaj można by było pokazać w sposób oszałamiająco efektowny, a nawet w 3D :] I to by się sprzedało znakomicie, więc inwestor nie straciłby ani grosza, a nawet dużo dolarów by zarobił :]
        • maniaczytania Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 17:01
          nie wiedziałam, że to się tak nazywa -kino wuxia :) , ale tak, jak najbardziej moim zdaniem są tu elementy tego kina! Tam jest kilka formacji obronnych, a głównie bohaterowie też mają swój specyficzny styl. Walki są bardzo spektakularne i piękne.
          Wydaje mi się, że główni bohaterowie nie są Amerykanami, William jest chyba Anglikiem, a Tovar na pewno Hiszpanem.

          Oj, ja też bardzo jestem za takim kinem u nas - historii nie brakuje!
          • grek.grek Re: Kinowo - Wielki Mur 22.01.17, 17:53
            wuxia ma charakter realizmu magicznego, albo w ogóle nadrealizmu :] bardziej wyraża stan ducha i wyobraźnię wojowników niż prezentuje faktyczne umiejętności, bo prezentowana przez nich sprawność fizyczna i technika momentami mocno wykraczają poza ludzkie możliwości :]

            cieszy mnie, że są w tym filmie takie elementy fabuły.
            liczyłem na to, bo skoro są monstra, z którymi dzielni bohaterowie toczą boje, to dlaczego miałoby nie być nadrealistycznych technik walki wręcz :]
            mam nadzieję, że są odpowiednio wplecione w całą opowieść :]

            o, no tak, Amerykanie w tamtych wiekach, to rzeczywiście trochę by było nie a'propos, przepraszam za moje pomysły ;]]

            świetnie, Maniu :] miejmy nadzieję, że wkrótce polskie kino historyczne... zdobędzie znaczących sponsorów, którzy sfinansują odpowiednie projekty :]
    • grek.grek w kinach : "Manchester by the Sea" 22.01.17, 13:26
      w zestawieniach prasy filmowej zachodniej - jeden z najlepszych filmów ostatniego roku [tam premierę mieli wcześniej, hehe].

      Casey Afleck ze Złotym Globem, ma szansę na Oscara.

      w Polandzie też recenzje dobre, a nawet wyśmienite :

      esensja.pl/film/recenzje/tekst.html?id=24043
      film.wp.pl/manchester-by-the-sea-oszlifowany-diament-recenzja-6081448226665601a
      www.filmweb.pl/reviews/Pokój+z+widokiem+na+morze-19316#
      film.interia.pl/recenzje/news-manchester-by-the-sea-recenzja-komizm-zaloby,nId,2300024
    • grek.grek 20:00 TVN "Sherlock Holmes" 22.01.17, 13:39
      ciekawe, na ile oba film Guya Ritchiego zainspirował twórców serialowego "Sherlocka" ?

      Siostra mnie zgromi :], ale... nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest w tym kinowym "Sherlocku" coś interesującego, uwodzicielskiego nawet.

      muzyka tworzy świetne tło, Robert Downey Jr rozbraja dynamiką swoich poczynań i łączy brawurę z roztargnieniem pewnym, Jude Law - wg mnie - jest znakomitym Watsonem i jako "ten zdrowszy na rozsądku" ostatecznie i tak daje się wciągać w kłopoty Holmesowi, lista wad, niedoskonałości towarzysko-społecznych oraz hobby Holmesa [skrzypce są, boks też, nie mam pewności co do kokainy ;)] - jest obecna, a sam Sherlock na szczęście nieco rózni się od serialowego : jego brytyjskość i arogancję zastępuje rysem komicznym, wciąż dystansując pozostałych szybkością myślenia i celnością spostrzeżeń.

      Intryga z lordem Blackwoodem, jak i sam lord we własnej osobie, wprowadzają niezbędną dawkę ciemnej energii, która unosi się w powietrzu aż do końca filmu, ofk będąc równoważoną przez kolejne finezyjne wyczyny pary detektywów z Baker Street.

      akcja czasami zastępuje błyskotliwość procesów dedukcji, ale te sceny są nakręcone z rozmachem, no i Londyn XIX wieczny jest uwodzicielsko niehigieniczny i zapuszczony ;]

      słowem : to dobra powtórka jest :]
      • siostra_bronte Re: 20:00 TVN "Sherlock Holmes" 22.01.17, 15:41
        Chodziło Ci o to, na ile film Ritchiego zainspirował serial? :)

        Ta czasowa zbieżność obu "Sherlocków" jest interesująca. Nie wiem czy można tu mówić o wzajemnych inspiracjach. Czasem jakieś tematy krążą w powietrzu i niezależnie różni twórcy wpadają na podobny pomysł w tym samym czasie.

        Z ciekawości prześledziłam jak to było.

        Publicznie ogłoszono plan realizacji serialu "Sherlock" w sierpniu 2008 r. na jakimś brytyjskim festiwalu telewizyjnym. Najpierw miał być 60-min. pilot, a później, gdyby się spodobał 6 następnych, również 60 min. odcinków.

        Produkcję pilota rozpoczęto w styczniu 2009 r. A więc prawie na rok przed premierą "Sherlocka" Ritchiego. Niestety, pilot nie został pokazany, bo BBC zmieniło koncepcję. Miał powstać 3 odcinkowy serial, każdy epizod po 90 min. Historia z pilota została nakręcona na nowo ("Study in pink").

        Produkcja serialu rozpoczęła się w styczniu 2010 r.

        Jeżeli chodzi o film Ritchiego jego produkcja rozpoczęła się w październiku 2008 r., a decyzja o jego zrobieniu zapadła rok wcześniej. Premiera odbyła się w grudniu 2009 r.

        Uff...

        Gromów nie będzie :) "Sherlock" Ritchiego to dobra rozrywka, choć miałam wrażenie lekkiego chaosu i przeładowania.






        • grek.grek Re: 20:00 TVN "Sherlock Holmes" 22.01.17, 16:49
          tak, Siostro :]

          otóż to.

          wydaje mi się, że na pewno Ritchie odświeżył cały koncept, pokazał Holmesa i Watsona w kostiumie z epoki, ale w dynamicznym, zdecydowanie współczesnym wydaniu.

          ha, przeprowadziłaś śledztwo niczym sam detektyw z Baker Street ! :]

          ciekawa zbieżność, rzeczywiście.
          Upada więc trochę moja teoria, jakoby film inspirował serial.

          podobnie to widzę, jak chodzi o film :]

          uwielbiam tę scenę na samym początku, kiedy Watson odsłania zagracony pokój Holmesa. Zawsze tak właśnie wyobrażałem sobie mieszkanie Sherlocka, hehe - artystyczny... burdel, bo innego słowa nie da się użyć :] : ksiązki, papiery, laboratorium, skrzypce, setki pierdółek o strategicznym znaczeniu :] od razu wzruszenie człeka ogarnia, bo poczułbym się tam jak u siebie w domu ;]]

          i przepadam za tą sceną, kiedy Holmes zostaje zaskoczony przez jakiegoś przestępcę i pozostawiony w hotelowym łózku - nago, przypięty kajdankami, z poduszką zamiast liścia figowca ;]

          wchodzi do pokoju służba hotelowa w postaci młodej kobiety i jest przerażona widokiem. Holmes siląc się na spokój zagaja "Proszę się nie obawiać, jestem profesjonalistą !", ale ona wybiega z krzykiem, na co Holmes rzuca kwaśno : "Dawniej pokojówki były bardziej frywolne..." :]

          btw, a'propos zakończonego 4 sezonu. Recenzja podkreslająća rozczarowanie 4 serią, która zamieniła się w "rodzinną psychodramę Holmesów i Watsonów" i stawiająća niemal dosłownie te same pytania, które i nam do głowy przyszły, czyli : "Sherlock Holmes stał się lepszym człowiekiem. Dotarło do niego, że ludzie wokół, a zwłaszcza John Watson, nie są ciężarem, a uczucia do nich nie są przeszkodą w byciu genialnym detektywem. (...) tylko czy bardziej ludzki, wrażliwszy, Holmes to to na czym nam zależało ? Czy oglądaliśmy "Sherlocka" dla detektywa bawiącego się z córeczką Watsonów i pamiętającego, że Lestrade ma na imię Greg, czy raczej dla geniusza myślącego szybciej, niż jest w stanie mówić, i dziwiącego się, że ktoś umierający może myśleć o dziecku, które kiedyś stracił ?". I puentuje : "Czy wrócą ? Mogliby. Ale pod warunkiem, że zamiast analizować siebie i swoje wzajemne relacje zaczną na powrót analizować przestępcze umysły".

          a mnie się wyświetla inne pytanie : czy tak dogłębnie przeanalizowany, przerobiony do spodu, odsłonięty i pozbawiony tajemnicy Sherlock Holmes może być jeszcze jakąkolwiek serialową atrakcją ? jak tu dalej oglądać Holmesa i Watsona wiedząc już wszystko o obu bohaterach ? śledztwa jakie prowadzili i przygody jakie przeżywali, zawsze miały w tle stały element programu w postaci drobiazgów, które gdzieś tam odsłaniały rąbek kurtyny, ale zawsze zaraz ją znów opuszczały. Teraz nie ma już sensu odsłanianie rąbka, skoro zerwało się przed chwilą kurtynę i pokazało wszystko. wg mnie, to jest koniec tego serialu. mam nadzieję ,że się mylę, ale niespecjalnie widzę przestrzeń do dalszej aktywności tej pary bohaterów w tym kontekście.

          Co o tym sądzisz, Siostro ?

          Czcigodni, jakie jest Wasze zdanie ?

          ach, jeszcze link do artykułu :

          wyborcza.pl/7,101707,21277704,sherlock-podsumowanie-4-sezonu-co-teraz-zrobia-chlopcy.html

    • grek.grek 22:45 TVN "Śmiertelna wyliczanka" 22.01.17, 13:58
      Dwóch licealistów , zainspirowanych zapewne klasyką literacką, planuje morderstwo doskonałe. Ma ono być dowodem ich znakomitości intelektualnej oraz siłą cementującą ich przyjaźń, opierającą się na dośc dwuznacznym wzajemnym przyciąganiu.

      wszystko mają zaplanowane i wymyślone perfekcyjnie.

      A kiedy już pojawia się ofiara, przypadkowa dziewczyna, do akcji wkracza policjantka z przeszłością.

      I ta policjantka jakoś zawsze mi nie pasuje :] Sama w sobie jest postacią ciekawą, ale pomysł, żeby dać tę rolę Sandrze Bullock był wg mnie nietrafiony.

      aktorka mocno opatrzona jako komediowa przerzucona do, w założeniu, mrocznego dramatu ze zbrodnią w tle, to idea ryzykowna. w efekcie, wg mnie, udział Bullock trochę nie pozwala zrealizować potencjału tkwiącego w tej historii.

      I chyba także nie popisał się reżyser, bo żeby rozegrać podobną opowieść w słońcu kalifornijskim, trzeba mieć jednak parę asów w rękawie, a reżyser pojawił się na planie w koszulce bez rękawów.

      wg mnie, kluczowe sceny między bohaterami powinny być rozegrane w bardziej klimatycznej scenografii, a także większy nacisk można było położyć na ich psychikę, pogłębić wątek ich specyficznego związku.

      no i ta Sandra ;]]
      mam nadzieję, że to tylko moja paranoja, ale cały czas miałem wrażenie, że jej głównym zadaniem aktorskim jest nie tworzenie postaci policjantki z traumą, ale panowanie nad ochotą strojenia min i wdzięczenia do kamery, jak w tych komediach, w których masowo się udzielała.

      Pomogłaby zmiana wizerunku, może to by ją "natchło" do innego grania, De Niro zawsze powtarza, że najpierw jest image - jak już ma odpowiednio zrobione ciało, fryzurę, odzienie, to wtedy zaczyna czuć się postacią, którą gra. Zaczyna od zmiany fizycznej, a wtedy osobowośc, styl bycia i gest postaci przychodzą i same się układają w jego głowie.

      może Sandra nie czytała tego wywiadu z De Niro ? ;]

      tym większa szkoda, bo Michael Pitt i Ryan Gosling grają naprawdę nieźle i silna, wiarygodna trzecia osoba tego dramatu mogła z tego filmu zrobić dzieło lepsze niż jest, nawet jesli jest to, wg mnie, dobry film.

      Ale się nagadałem, uff :]
      • siostra_bronte Re: 22:45 TVN "Śmiertelna wyliczanka" 22.01.17, 14:50
        Widziałam kiedyś. I nawet mi się podobał. Naprawdę dobry thriller. I zaskoczę Cię, Greku, Sandra moim zdaniem była naprawdę dobra.

        Skoro przywołujesz przykład de Niro, jak wiesz, ja akurat nie przepadam za jego aktorską techniką. Dzięki Bogu, nie wszyscy aktorzy ją stosują :)
        • grek.grek Re: 22:45 TVN "Śmiertelna wyliczanka" 22.01.17, 16:27
          cześć, Siostro :]

          o, ciekawa ocena :]
          mam niezmiennie nadzieję, że to naprawdę jest tylko moja niechęć do aktorskiej maniery Sandry Bullock, i w oglądzie wszystkich innych widzów wypada ona znacznie lepiej niż mi się wydaje, bo gdyby było tak, jak mi się wydaje, to źle by było ;]]

          o :]
          przyznam tutaj z kolei, że do mnie przemawia ten schemat a'la De Niro, coś w tym jest, że z inną fryzurą, ubraniami, ciałem, zarostem [to o mężczyznach... głównie ;)] przychodzi jakaś inna forma samoświadomości, jakieś... inne myślenie, postrzeganie otoczenia, i przez otoczenie, inny typ istnienia wewnętrznego i zewnętrznego. Nie zmienia się cały człowiek, ale może dobudowuje kolejne znaczenia i modyfikuje.

          wydaje mi się też, że De Niro paroma rolami dowiódł skuteczności tej metody, trzeba mu przyznać, że wiedział zawsze doskonale jak ma wyglądać jego postać.

          Ostatnimi czasy De Niro niewiele zmienia, bo i gra postaci, które może zagrać na pół gwizdka, bez przygotowania ;]

          swoją drogą, czy naprawdę nie ma reżysera, który dałby mu jeszcze jedną okazję do wykazania się kunsztem, sprowokował do kolejnego wysiłku, żebyśmy w efekcie dostali jeszcze jedną wybitną rolę w jego wykonaniu ?

        • grek.grek Re: 22:45 TVN "Śmiertelna wyliczanka" 23.01.17, 11:46
          PS : okazuje się, że pani Bullock jest też producentką "Wyliczanki" :]] może to w jakiś sposób , częściowo :], tłumaczy jej występ w głównej roli.

          wyprodukuję wam ten film, ale ja gram główną rolę !

          albo :
          ja gram główną rolę !... i wtedy mogę być producentką ;]]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszalał ?" 23.01.17, 11:35
      a zatem, pierwszy film w ramach przeglądu Fassbindera.
      rocznik 1970.

      tytułowy pan R. jest wzorowym obywatelem należącym do klasy średniej - praca, zarobki, żona, rodzina, stabilizacja.

      pewnego dnia doznaje... ataku szału i staje się niebezpieczny dla otoczenia.

      czyżby pan R. przedawkował sztuczność i brak szczerości w relacjach z innymi ludźmi, koszta przystosowania do wzorca, i nagle dusza się odezwała i nie był to głos sympatyczny ?

      ciekaw jestem diagnozy postawionej w filmie, stylistyki całej opowieści i interpretacji rzeczywistości społecznej.

      oglądamy, mam nadzieję ! :]

      Siostro, trzymam[y] kciuki, może jednak uda Ci się obejrzeć ! :]
      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszalał ?" 23.01.17, 12:29
        Jestem ciekawa tego filmu!

        Niestety, absolutnie żadnych szans na oglądanie filmów o tej porze, niestety. Poza weekendami, ale wtedy jak na złość niczego ciekawego nie ma.
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 23.01.17, 13:30
          :]

          Siostro, powtórka "Pana R." jest o 2:05 w nocy, może - paradoksalnie - ten termin będzie dla Ciebie korzystniejszy ?

          tak czy inaczej - spróbuję[emy] zrecenzować po obejrzeniu :]
          • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 24.01.17, 10:32
            O, nie wiedziałam o nocnych powtórkach. Spróbuję obejrzeć choć jeden film!
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 24.01.17, 12:05
              doskonale, Siostro !

              trzymam kciuki za powodzenie Twoich planów ! :]

              PS : po obejrzeniu "Pana R." mam determinację, aby obejrzeć wszystkie filmy z tego przeglądu :]]
              • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 24.01.17, 12:27
                Czuję się zachęcona!

                Niestety, film na którym chyba najbardziej mi zależy, czyli "Tęsknota Veroniki Voss" nie ma nocnej powtórki, a drugi, który chciałabym obejrzeć, "Lola" leci dopiero o 3.45. Może skuszę się na dzisiejszą "Martę".

                Link do tekstu o Fassbinderze:

                film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/wszystko-co-mnie-boli-czyni-mi-dobrze/20234
                • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 24.01.17, 12:35
                  świetnie, Siostro !

                  pech !
                  szkoda, że tak niekorzystnie ułożono została ramówka...

                  ALE pamiętam, że inne filmy "przeglądowe" po jakimś czasie były powtarzaane w róznych zupełnie godzinach, więc - chciałbym napisać, że : nie mam wątpliwości - na pewno także filmy Fassbindera jeszcze się pojawią, w lepszych terminach niż te aktualne.

                  świetnie, Siostro ! "Marta" zapowiada się znakomicie.

                  dzięki, zaraz czytam :]
                  • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 25.01.17, 11:44
                    Tutaj jeszcze ciekawszy artykuł.

                    film.onet.pl/wiadomosci/bez-kompromisow/j6qrf
                    • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 25.01.17, 13:20
                      dzięki, Siostro :]

                      to sa naprawdę znakomite filmy !
                    • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszala 25.01.17, 23:28
                      Bardzo dobry tekst, dziękuję Bronte.
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Dlaczego pan R. oszalał ?" 23.01.17, 23:51
        Obejrzeliśmy ! :) Zakończenie mocne! Uch!
        Do jutra.
        • grek.grek "Dlaczego pan R. oszalał ?" kilka zdań po seansie 24.01.17, 12:02
          cześć, Barbasiu :]

          tak - zakończenie mocne. I... spodziewane ;]

          Cały film kręcony jest w niemal dokumentalnym stylu, aktorzy prawie nie grają, a kamera wykazuje ochotę nie tyle do kreowania postaci i akcji, ile do podglądania wydarzeń.

          Fabuła... ha - ostatnie 5 minut jest puentą poprzednich 80 :] Te 80 minut wstępu ma dać odpowiedź na przyczyny zachowań jakie widać w ostatnich 5 minutach. I to wychodzi bardzo dobrze, wg mnie; ogromnie istotne są szczegóły.

          Mamy więc Kurta Raaba [tak nazywa się zarówno aktor jak i główny bohater], który prowadzi nieaganne życie mieszczanina : pracuje w firmie projektującej budynki, zapewne ma wykształcenia z zakresu architektury. Jedna pani stuka na maszynie, a przy pozostałych biurkach panowie kreślą zapamiętale projekty nowych domów, mieszkań, budynków firmowych.

          Kurt Raab pracuje nad projektem hotelu. Szef udziela mu wskazówek.

          Kurt ma ładną żonę, kilkuletniego syna Amadeusza, i perspektywę awansu w pracy oraz zakupu nowego mieszkania, mimo że temu aktualnemu niczego nie brakuje. Wydaje się, że gośc ma w życiu wszystko o czym powinien marzyć, co foldery reklamowe i społeczne szablony ustanowiły jako ideał.

          W niedzielę odwiedzają ich teściowie. Rozmowa, spacer po okolicy, sporo śniegu pod nogami, bo to zima. Trochę teściowa poucza i strofuje żonę, ale Kurt w tym czasie rozmawia z teściem, więc dociera do niego tylko końcówka drobnej scysji między paniami. Ale dociera...

          W pracy stosunku są poprawne, po zakończeniu zmiany państwo wychodzą i wolno spacerując opowiadają sobie dowcipy.

          Jak nie rodzice, to Kurta z żoną odwiedzają sąsiedzi. W ich wieku, czyli ok. 40-tki, modnie ubrani, kulturalni.

          A jak trzeba, to Kurt z żoną wybierają się do szkoły Amadeusza, gdzie nauczycielka informuje ich, że syn ma spory potencjał, ale także problemy z koncentracją i integracją z innymi dziećmi, więc rodzice powinni mu pomóc w zdobywaniu większych tzw. umiejętności społecznych.

          Kurt z żoną kontaktują się poprawnie, a to idą ulicą i rozmawiają, a to samochodem jadą [ona prowadzi] i też rozmawiają, kamera filmuje ich z tylnego siedzenia.

          Innym razem Kurt kupuje płytę z piosenką, którą słuchał wraz z żoną. Nie zna tytułu, więc niezbornie próbuje opisać utwór sprzedawczyniom w sklepie, które są tymi jego usiłowaniami, oraz całą sytuację, szczerze rozbawione. W efekcie płyta się znajduje. KUrt spędza miły wieczór z żona, przy świeczce i winie.

          Znając puentę można zauważyć, że czy to w pracy, czy z żoną, czy z teściami - kontakty Kurta z nimi wszystkimi są powierzchowne, to rozmowy są o niczym, są sztuczne, a ich treść i forma dostosowane do okoliczności. W pracy ludzie spędzający kilkanaście godzin razem mówią sobie wciąz per "pan/pani".

          Odwiedza Kurta kolega z dzieciństwa. Wracają wspomnieniami do czasów szkolnych. Żona siedzi obok, pali papierosa i słucha w milczeniu, minę ma niespecjalną.

          Każda kolejna sytuacja kontaktu z innymi ludźmi zaczyna być dla Kurta coraz bardziej dotkliwa, frustracja się nawarstwia. Oglądąc cały czas miałem tę puentę zapowiedzianą w głowie, więc probówałem złapać te momenty, a ty Barbasiu ?

          Najpierw żona robi mu wymówki, że się roztył, co zauważyli odwiedzający ich sąsiedzi [istotnie, zauwazyli, a cała rozmowa między nimi, a żoną Kurta polega na tym, że oni dzielą się z nią informacjami na temat rodziny Kurta - że "macie państwo problemy z synem w szkole", "pani mąz przytył" itp.]. Czuć także, że uwiera żonę fakt, iż awans dla Kurta, i podwyżka, mogą nie dojśc do skutku, bo mąż ma kłopot z projektem tego hotelu, nad którym pracuje i od którego awans i podwyżka zależą.

          W pracy jest spotkanie świąteczne. Lekko wstawiony Kurt proponuje przejście na "ty" i bruderszaft, ale szef i inni wymawiają się, grzecznie i z uśmiechem, ale jednak. A kiedy wychodzą, żona robi Kurtowi wymówki o "jego zachowanie". I pada jasna sugestia, że jak "tak się będzie zachowywał", to awansu nie dostanie, bo szefowi nie spodobały się jego ciągoty fraternizacyjne.

          Podczas rutynowej wizyty u lekarza Kurt dowiaduje się, że ma podwyższone ciśnienie. Lekarz przypisuje to zamiłowaniu Kurta do palenia papierosów [dzisiaj trudno już o taki film, w którym niemal wszyscy bohaterowie odpalają jednego papierosa od drugiego, hehe]. Sugeruje, że powinien trochę ograniczyć tytoniowe przyjemności.

          W domu kolacja z synem i żoną. Znów rozmowa o niczym.

          A potem wspólne czytanie z synem. O orłach, które "są wolne i latają wysoko". Syn czyta, Kurt poprawia jego wymowę "sz", ale kiedy słyszy o tych "wolnych i latających wysoko orłach" zamyśla się na długi moment. To także, wg mnie, znamienny moment w tym filmie.

          Znów praca : maszyna stukająca, kreślenie projektów w milczeniu, przerywane tylko prośbami o podanie ołówka w kolorze zielonym, nadal "pani", nadal "pan"...

          Wieczór w domu : przychodzi sąsiadka, siedzą z żoną na kanapie, i jejmość nawija przez 10 minut o jeździe na nartach, na które wybiera się w weekend ze znajomymi. Jazda na nartach, symbol prestiżu, hehe. Ona nawija, a żona słucha.

          Kurt siedzi na drugiej kanapie i próbuje słuchać i ogladać telewizor. Wydaje się zainteresowany tyum, co tam leci, pali papierosa. Ot, zwykły sobie wieczór.

          Nagle... żona wychodzi do kuchni, po jakieś przekąski. Sąsiadka nawija jej o tych nartach, tak żeby słyszała z odległości. Kurt SPOKOJNIE bierze świecznik... i bęc twardą podstawą tego urządzenia w głowę sąsiadki. POtem bęc w głowę wracającej właśnie z kuchni żony. A potem bęc w głowę śpiącego w swoim pokoju syna. Wszystko bez pośpiechu, bez objawów histerii, na zimno.

          Następnego dnia, w biurze Kurta zjawia się trzech policjantów w cywilu. Szukają Kurta. Informują pozostałych pracowników, że w domu Raaba znaleziono trroje martwych ludzi, jego żonę i syna. Ludzie są zupełnie skonsternowani i zdumieni.

          Kurt przyszedł rano do pracy, a teraz - wedle ich zeznań - powinien być w toalecie, bo tam miał się udać, wedle jego własnych słów. Policjant próbuje drzwi otworzyć, ale są zamknięte.

          Idą więc tam wszyscy. Wspólnymi siłami wyważają drzwi. Prosto przed ich oczami, na oknie wisi Kurt Raab. Nie żyje.

          Koniec.

          cóż, dramatyczny finał, ale jako że zapowiadany - można się skupić na tym, co do niego prowadzi, jakie są przyczyny desperacji bohatera.

          I widać je jak na dłoni, wg mnie : codzienna mało zajmująca rutyna pracy, bezbarwne rozmowy, na każdym kroku zdystansowanie ludzi, brak szczerości, materializm żony, a przede wszystkim - kompletnie fatalna wizja przyszłości, w której... będzie to samo, co teraz, tylko w dawkach większych, i większych, i coraz większych.

          Ważne są też spotkania z kolegą z dzieciństwa, z którym wspólnie wspominają swoje młode lata spędzone na grze w orkiestrze, a także to czytanie z synem o "orłach, wolnych i latających wysoko". Kurt wie, że szczęśliwy... BYŁ. Wtedy, robiąc psikusy z kolegami. I już nie będzie nigdy tak dobrze, jak wtedy, bo UTKNĄŁ w rzeczywistości pozbawionej człowieczeństwa, wyobraźni, jakiegokolwiek wdzięku.

          Poniekąd, jak się tak patrzy na bohatera, to widać także, że i jemu samemu brakuje czegoś, co mogłoby stanowić kontrapunkt do tych wszystkich elementów systemu opresyjnego. Nie ma żadnego hobby, zainteresowań, nie mówiąc już o pasji. Praca-rodzina, praca-rodzina, praca-rodzina, wpadł w szablon, który go dusi swoją chłodem. Stara się coś zmienić, ale oni mu nie pozwalają. To irytujące pitolenie sąsiadki o nartach jest chyba już tylko niezbędnym rozsadnikiem jego frustracji. Choć może lepszym słowem byłoby : ROZPACZY.

          wg mnie, to jest portret człowieka zrozpaczonego, w ktorym uchowały się resztki wrażliwości, deptane przez nieczułe otoczenie, zupełnie już pozbawione jakiejkolwiek naprawdę ludzkiej cechy. Owszem, kulturalne, uśmiechnięte, ale tak strasznie rzeczowe, konkretne i oczywiste...

          wspaniały film.
          • siostra_bronte Re: "Dlaczego pan R. oszalał ?" kilka zdań po sea 24.01.17, 13:03
            Dzięki, Greku :)

            Świetna historia!

            Proza życia, codzienne rytuały i obowiązki, powierzchowność kontaktów międzyludzkich, uganianie się za kasą, bo bez niej wypadasz poza margines, poczucie bezsensu tych wszystkich starań i wysiłków... To może doprowadzić do rozpaczy i dramatycznych decyzji. Trzeba mieć skórę słonia, żeby przetrwać we współczesnym świecie. Nic dziwnego, że niektórzy tego nie wytrzymują.

            Oczywiście, przypomniał mi się Steiner ze "Słodkiego życia".

            Liczę na powtórkę!

            • grek.grek Re: "Dlaczego pan R. oszalał ?" kilka zda 24.01.17, 13:48
              dzięki, Siostro !

              to prawda, bezkompromisowa i prawdziwa historia everymena, w której wielu może dostrzec elementy świata dobrze im znanego.

              tak, świetna diagnoza, Siostro.

              właśnie - proza bez odrobiny nawet poezji. OBowiązki i rytuały bez minimum wyobraźni. Powierzchownośc zamiast szczerości.

              pan R. długo dojrzewa do finałowej manifestacji.
              wiesz, myślę sobie nawet, że dla bardzo wielu ludzi jego zachowanie byłoby kompletnie niezrozumiałe. Nie dostrzegliby bowiem w jego codziennym życiu niczego, co mogłoby prowokować do frustracji.

              może to właśnie jest smutne, że coraz częściej ludzie uważają, iż przysłowiowy "los Kurta Raaba" jest czymś naturalnym, że "tak się powinno własnie żyć", bo "jak niby inaczej żyć można ?".

              świetne porównanie, Siostro, ofk Steiner to wyrafinowany intelektualista, pan Raab jest z trochę innej planety, ale zdecydowanie ten sam rodzaj załamania i niemożności wyjścia poza życiowy kokon.

              miejmy nadzieję na powtórkę !
              musi być ! :]
    • grek.grek 21:55 Ct2 "Cena strachu" 23.01.17, 11:44
      najpierw był francuski oryginał w reżyserii Henriego Clouzota w 1953 r., a potem ten tutaj amerykański remake - 1977 r.

      za kamerą William Friedkin, więc nie byle jaki specjalista od kina wysokich lotów.

      fabuła polega na tym, że wybucha pożar szybu naftowego i ugasić go można tylko za pomocą wywołania bardzo silnego wybuchu, a żeby to wykonać - trzeba przywieźć na miejsce odpowiedni zapas nitrogliceryny.

      magazyn znajduje się 200 km drogi stąd. Kompania naftowa wybiera czterech śmiałków, którzy mają przewieźć skrzynki z materiałem wybuchowym na miejsce przeznaczenia.

      Haczyk jest w tym, że droga jest długa i niebezpieczna, wiedzie przez nierówny teren, a każdy mocniejszy podskok samochodu spowodować może eksplozję przewożonej nitrogliceryny.

      w głównej roli Roy Scheider. łapał już rekina, więc może i materiał wybuchowy zdoła dowieźć na miejsce ;]

      czy znacie ten film ?


      • siostra_bronte Re: 21:55 Ct2 "Cena strachu" 23.01.17, 12:30
        Nie widziałam. Ale oryginał znakomity.
        • grek.grek Re: 21:55 Ct2 "Cena strachu" 23.01.17, 13:32
          z tego co wstępnie zdążyłem się zorientować, panuje opinia, że otóż właśnie oryginał jest lepszy :]

          a
      • grek.grek Re: 21:55 Ct2 "Cena strachu" 24.01.17, 12:06
        PS : no niestety, wczoraj musiałem paść w ramiona Morfeusza :]

        mam nadzieję, że Czesi powtórzą ten film i będę mógł go jednak obejrzeć i podzielić się nim z Wami :]
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Frantic" 24.01.17, 12:18
      klasyka kina Polańskiego : saamotny bohater , w obcym miejscu, wplątany zostaje w intrygę, której sens musi odkryć samodzielnie, występując przeciw nieznanym, groźnym siłom.

      tutaj wplątany zostaje amerykański lekarz, którzy przyjeżdza z żoną do Paryża na sympozjum naukowe.

      Kiedy są w pokoju hotelowym, a on bierze prysznic, żona... znika. Lekarz sądzi, że zeszła na moment do hallu po coś tam i zaraz przyjdzie z powrotem. Kończy toaletę i czekając na nią zapada w sen. Budzi się, a tutaj wciąż jej nie ma. Schodzi więc do recepcji i tak zaczyna się jego dramatyczna odysesja po Paryżu w poszukiwaniu zaginionej.

      wg mnie, żelazny kanon filmów Polańskiego :]

      dobry Harrison Ford, jak zawsze świetna Emmanuelle Seigner, i nieprzyjemny, wrogi, zimny Paryż, który od najgorszej strony poznaje bohater.

      dobrze, że jest powtórka w niedzielę, bo dzisiaj termin koliduje z premierą w Kulturze :]
      • siostra_bronte Re: 20:00 TVN7 "Frantic" 25.01.17, 10:56
        Przy okazji, była znowu afera z Polańskim. Miał prowadzić tegoroczne Cezary (trochę dziwne, zwykle to były panie aktorki), ale było tyle protestów, że reżyser sam się wycofał i to w ostatniej chwili.
        • grek.grek Re: 20:00 TVN7 "Frantic" 25.01.17, 11:41
          cześć, Siostro :]

          słyszałem o tej sytuacji.
          dziwne, że po tylu latach są środowiska, które nie chcą mu odpuścić.
          przecież to już jest inny człowiek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka