Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 5 (vol. 79)

    • siostra_bronte "Geniusz" (4) 15.05.17, 18:04
      Przypominam, Einstein pracuje w urzędzie patentowym w Bernie jako szeregowy pracownik. Ma już synka. Narzeka, że siedzi w pracy 10 godzin dziennie, 6 dni w tygodni. Rzadko widuje rodzinę.

      No i brakuje mu czasu na pracę naukową. Ślęczy więc po nocach, czasem też coś bazgrze w czasie pracy, co oczywiście budzi niezadowolenie szefa. Mileva proponuje pomoc. Chodzi do biblioteki, wykonuje część obliczeń. Wszystko dobrze się układa.

      Niestety, rodzice Milevy, którzy mieszkali z młodymi jakiś czas muszą wracać do domu. Powstaje więc problem opieki nad synkiem i ogarnięcia domu. Mileva jest wkurzona, że Einstein uniósł się honorem i nie przyjął od zamożnego teścia sporej sumy pieniędzy, żeby ich wesprzeć, co by rozwiązało ich problemy, przynajmniej na jakiś czas.

      Einstein wpada na pomysł, żeby pomogła im jego matka, co oczywiście budzi niezadowolenie Milevy. Na początku wszystko jest ok, ale szybko teściowa próbuje dyrygować synową. Nie rozumie, że Mileva chce pomagać Einsteinowi, angażuje ją w zakupy i prace domowe.

      Mileva jest wściekła, ma pretensje do Einsteina, że nie reaguje, ale nie może nic zrobić. W końcu, po kolejnej kłótni, kiedy to teściowa wypomina Milevie, że nie zajmuje się domem, ta krzyczy, że Einstein nie ożenił się z nią, żeby była jego gosposią. Na to teściowa odpowiada zimno, że jest "najwyżej jego sekretarką". Einstein bierze stronę żony i prosi matkę, żeby wyjechała. Kobieta na odchodnym przepowiada, że z tą kobietą z pewnością nie zazna szczęścia.

      W międzyczasie Einstein pracuje nad swoimi badaniami. Trudno mi powtórzyć o co dokładnie chodziło :) Jest taka scena, kiedy bawiąc się z synkiem doznaje olśnienia. Opowiada ogólnie o czasie, że ta chwila zabawy szybko minie, że czas zawsze płynie zawsze z taką samą szybkością, nie może zwolnić...Patrzy na zegar i coś zaczyna świtać mu w głowie. "Chyba, że..." i zaczyna się śmiać. Znaczy, wpadł na jakiś genialny pomysł :)

      Einstein opowiada o swoim odkryciu żonie, która oczywiście jest zachwycona. Odkrycie jakiego dokonał może udowodnić istnienie cząsteczek. To wywraca podstawy całej fizyki opartej na Newtonie. Dalej nie pamiętam, strasznie to skomplikowane. Generalnie to była tzw. szczególna teoria względności, dotycząca ruchu ciał i światła, tudzież czasu i przestrzeni :)

      Nasz bohater pisze artykuł do jakiegoś pisma naukowego, ale nie otrzymuje odpowiedzi. Ale Mileva dopinguje go do dalszych prób. Einstein pisze kilka kolejnych tekstów, wysyła też wyniki swoich badań do Maxa Plancka w Berlinie. Współpracownik Plancka zwraca mu uwagę na pracę Einsteina, ale ten to ignoruje.

      Einsteinowi w pracy pomagał też przyjaciel, Michele Besso, którego poznał jeszcze na studiach. Potem załatwił mu pracę w jego urzędzie patentowym. Besso był też mężem siostry Marie, którą poznał przez przyjaciela.

      Przy okazji, w rodzinie Marie dochodzi do tragedii. Jej brat, zapewne cierpiący na chorobą psychiczną zabija na oczach całej rodziny matkę, a potem popełnia samobójstwo. Einstein jedzie na pogrzeb i jest to okazja do spotkania z Marie i jej rodziną. I do wzruszającej rozmowy z ojcem, który mówi Einsteinowi o swoim poczuciu winy i przestrzega go przed szybkim upływem czasu: "nawet nie zauważysz kiedy twój syn dorośnie". Einstein jest poruszony tą wizytą.

      Kiedy Einstein pokazuje żonie kolejny wydrukowany artykuł, ta jest oczywiście zadowolona. Ale na końcu widzi podziękowania za pomoc Besso. A gdzie są dla niej? Przecież mu pomagała! Einstein najpierw jest zaskoczony. Tłumaczy nieporadnie, że nie pomyślał o tym. Ale to przecież oczywiste, że to także jej praca. Są jednością, "Einstein" to znaczy jeden kamień! Ale Mileva ma łzy w oczach i jest mocno rozczarowana.

      Aż w końcu współpracownik Plancka przekonuje go, żeby zapoznał się z pracami Einsteina. Robią takie wrażenie, że Planck wysyła asystenta do Berna. Odnajduje Einsteina w urzędzie patentowym. Najpierw myśli, że to szef biura, bo to najstarszy facet :) Jest zaskoczony, kiedy szef wskazuje rozczochranego, młodego człowieka za biurkiem.

      Oczywiście Einstein jest szczęśliwy. Planck chce go zatrudnić na swojej uczelni! Asystent pyta czy jeszcze nad czymś pracuje. Einstein pokazuje stos papierów. W bazgrołach rozpoznajemy wzór: E=mc2 :) Asystent wykrzykuje: genialne!

      Muszę wspomnieć jeszcze o wątku Skłodowskiej-Curie! Mamy kilka scen: poznanie Marii i Piotra Curie w Paryżu, odkrycie radu i przybycie wysłannika ze Szwecji z listem informującym o przyznaniu nagrody Nobla Piotrowi Curie (kiedy dowiedział się, że nie nagrodzono żony zażądał zmiany, inaczej nie przyjąłby nagrody).

      Nazwisko Curie pojawia się też w ostatniej scenie, z asystentem Plancka, gdy Einstein tłumaczy, że jego badania mogą być potwierdzona przy pomocy pierwiastków nieswoistych (?) "madame Curie".

      Kolejny bardzo ciekawy odcinek!

      Świetne są liczne odniesienia do czasu i jego upływu, przy różnych okazjach, w pewien sposób związane z tym, nad czym pracował Einstein.

      Tutaj króciutki trailer:

      channel.nationalgeographic.com/genius/videos/genius-preview-chapter-four/
      • grek.grek Re: "Geniusz" (4) 16.05.17, 14:01
        Dzięki, Siostro :]

        jak zawsze, znakomicie się czytało !

        podoba mi się scenariusz tej historii.
        z jednej strony, codzienne historie, zwyczajne - rzec by można : tutaj problemy z relacjami żony z matką, tam znów dziecko dorasta, gdzie indziej wątek pracy zarobkowej, która frustruje, bo zabiera energię i czas, które by można spożytkować dla nauki.

        A z drugiej - naukowe teorie, kontakty z wybitnymi profesorami, odkrycia, olśnienia.

        Bardzo dobrze łączy się tutaj wielkie i małe, codzienne i wyjątkowe, zwykłe i odświętne.

        Postać żony bardzo jest interesująca. Kobieta jak z Dostojewskiego, poświęcająca się dla mężczyzny, ale jednocześnie wyskakująca z tej szufladki, bo czuła na punkcie niedocenienia własnej pracy i znaczenia, a zatem - w pełni nowoczesna, wyemancypowana i świadoma siebie kobieta XXI wieku.

        te odkrycia, ktory Einstein dokonuje podczas codziennych czynności, przypominają dedukcje Sherlocka Holmesa trochę, nieprawdaż ? :]

        Doskonale, że przybliżone zostają teorie naukowe Einsteina, nawet jesli ich język jest hermetyczny i trudny do powtórzenia. Cała opowieśc potrzebuje tego bardzo, wg mnie, bo
        dzięki tym wstawkom tworzy dobry balans między tym, co kluczowe, a zatem - co wniósł on do historii nauki, a całą resztą normalnego życia normalnego człowieka, którego portret jest tutaj - jak się wydaje - równie istotny i znaczący.

        naukowcy często bywają odhumanizowani zupełnie 'głowił się, eksperymenty robił, wziął i wynalazł i się okazało, że wynalazł ważną rzecz..." - i na tym koniec. A gdzie człowiek w tym wszystkim ? :] Tutaj jest i to połączenie działa.

        znakomity opis, Siostro, dzięki raz jeszcze :]
        z ciekawością wyczekuję [wyczekujemy, jak myślę !] kolejnych częsci !

        z pewnością jest to, jak dotąd, jedna z najciekawszych rzeczy w tym roku, w naszych zbiorach :]
        • siostra_bronte Re: "Geniusz" (4) 17.05.17, 15:32
          Dzięki, Greku :)
          • grek.grek Re: "Geniusz" (4) 17.05.17, 16:15
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]
      • barbasia1 Re: "Geniusz" (4) 23.05.17, 00:27
        Dziękuję, Bronte!
    • grek.grek 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam" 16.05.17, 14:18
      film Woody'ego Allena, którego tytuł nie pozostawia złudzeń co do intencji reżysera, jak mi się wydaje ;]

      czy znacie ten film ?
      • mala_ciekawostka Re: 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam" 16.05.17, 14:25
        Pewnie, że wiadomo o co chodzi, Greku:) Nie widziałam tego filmu, nie znam go.
        • grek.grek Re: 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam& 16.05.17, 16:51
          ja też nie miałem jeszcze okazji, Mala Ciekawostko :]

          wszystko przed nami ! :]
          • mala_ciekawostka Re: 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam& 16.05.17, 17:06
            No właśnie :)
            • grek.grek "Zagraj to jeszcze raz, Sam" - kilka zdań a[propos 17.05.17, 13:23
              Jam już po seansie :]

              świetnie się bawiłem :]

              Fabuła jest prosta i pozornie banalna, ale wiadomo, że scenariusz pióra Allena i on sam na ekranie, to gwarancja kontaktu z interesującymi dialogami i postaciami. Aczkolwiek, postaci są charakterystyczne dla jego pomysłu na swoje kino.

              Gra on Allana, swoje klasyczne alter ego, roztargnionego, gadatliwego neurotyka. Właśnie odchodzi od niego dziewczyna, Nancy, i na odchodnem zarzuca mu, że 'ty byś tylko filmami się zajmował, a ja chcę dotykać prawdziwego życia !". Rzuca go zatem, i wyjeżdza w poszukiwaniu mężczyzny, który zabierze ją w podróż dookoła świata motocyklem.

              Allan zostaje sam i źle to znosi, więc przyjaciele - Linda [przeurocza Diane Keaton] i Dick - starają się mu pomóc w powrocie do życia, czyli znalezieniu nowej partnerki.

              Trzecim pomocnikiem jest niejaki Humphrey Bogart, w stroju z Casablanki', idol Allana, który już na początku filmu, po obejrzeniu w całości końcowej sceny filmu wzdycha 'nigdy nie będe jak on, po co się łudzić..."

              Kiedy odchodzi Nancy, nagle Bogart zaczyna do niego mówić, a później pokazuje mu się regularnie i namawia do większej życiowej śmiałości, do 'brania byka za rogi", do odważnych posunięć. Jest to komiczne, bo ALlan kompletnie nie nadaje się do takich zachowań.

              "Jak zniosłeś to, że ona odchodzi z innym ?" - pyta Allan o ostatnią scenę filmu, na co BOgart odpowiada : "Miałem wtedy sporo bourbona we krwi, więc jakoś to przetrwałem", na co ALlan wzdycha : "Ja mdleję już po kropli alkoholu" :] Potem próbuje w barze wypić drinka i faktycznie doznaje napadu dzikiego kaszlu.

              Kolejna sekwencja filmu, to seria randek, na których Allan spotyka się z dziewczynami poleconymi [i nierzadko umowionymi] przez parę przyjaciół. oczywiście, z żadnej z nich nic nie wychodzi, bo zazwyczaj jest on tak zestresowany, że przypomina trąbę powietrzną, która demoluje otoczenie : strąca, niszczy, wywraca, przewraca wszystkie przedmioty, które znajdują się w zasięgu jego rąk :]

              Bogart nonstop mówi mu ; "Świat pełen jest kobiet, które tylko czekają żeby pstryknąć na nie palcami", co zamiast Allanowi dodać otuchy wpędza go w dodatkowe frustracje, jako że jego "pstrykanie" najwyraźniej jest jakieś beznadziejnie nieudaczne ;]

              Jedyną kobietą, która akceptuje go bez zastrzeżeń, a nawet więcej - uważa go za świetnego faceta i śmieje się z jego dowcipów, jest... Linda, rzecz jasna.

              Pod nieobecność jej partnera, dicka, Allan próbuje zmienić relację przyjacielską w związek. Udaje mu się Lindę uwieść, spędzają razem noc. Scena jest jakże zabawna, bo odbywa się w mieszkaniu Allan [wytapetowanym plakatami z Bogartem i z 'Casablanki'], oboje siedzą na kanapie, Allan próbuje jakoś zebrać się, by ruszyć do ataku, obok sofy stoi Bogart i instruuje go, co ma mówić i robić ;] Allan przyjmuje instrukcje z trudem, sprzecza się, buntuje, ale z czasem ulega perswazjom wyimaginowanego idola [który w kluczowym momencie zostaje... zastrzelony przez również pojawiającą się w wyobraźni Allana - Nancy, która odpala w niego z pistoletu, bo 'namawiasz mojego eks faceta do zdrady !"] i w efekcie rzuca się do całowania przyjaciółki, czym ją płoszy i zmusza do salwowania się ucieczką. Załamany zostaje po tej stronie drzwi, ale... za moment Linda wraca i wyznaje mu, że ona też go kocha.

              Tyle że następnego dnia ona wcale nie jest przekonana, że powinni być razem, bo... co z Dickiem ?

              Allan ma również narastające wątpliwości, w serii koszmarnych wizji widzi Dicka, który zrozpaczony odejściem LIndy popełnia samobójstwo topiąc się, albo jako włoski macho zabija Allana w scenerii zaplecza pizzeri ;]

              Wreszcie w finałowej sekwencji Dick wraca do miasta, spotyka się z Allanem i wyjawia mu, że LInda chyba kogoś ma, a przez sen powtarza... imię Allana. Dick tak bardzo nie wierzy, że to moze być właściwy adres, że gubi się w domysłach, z kim też Linda może się spotykać.

              Między parą dochodzi do poważnej rozmowy, którą ciągle przerywa im telefonami Allan. W końcu Dick wychodzi i smętnie podąża na lotnisko, chce wyjechać. LInda goni za nim, a za LIndą - Allan, który przybiegł zaalarmowany jej rozgorączkowaniem w telefonie. Kiedy jedzie taksówką na lotnisko, kierowcą okazuje się Bogart, który mówi mu : "Na kobietach świat się nie kończy... czasami trzeba też być dobrym przyjacielem dla najlepszego kumpla'.

              No i - wiadomo ;] : ostatnia scena odbywa się na lotnisku i kropka w kropkę przypomina tę z Casablanki'. Allan wspaniałomyslnie rezygnuje ze starań o LIndę, która wyznaje, że wprawdzie Allan jest wspaniały i cudowny, ale ona jednak kocha Dicka.

              Allan oczywiście próbuje udawać [parodiuje z wdziękiem] styl Bogarta i mowi jego słowami : "Ten samolot nie poleci bez ciebie... [itd]".

              LInda i Dick znikają we mgle nocnego lotniska. Allan raz jeszcze zamienia kilka słów ze swoim idolem dochodząc do wniosku,ze jedyną receptą na swoje bolączki i niedopasowania jest bycie sobą, znajdowanie własnych recept i popełnianie własnych błędów, co bardzo się BOgartowi podoba :]

              A zatem : Woody Allen jak żywy ;]

              Jest tutaj kilka świetnych scen i dialogów/one linerów.

              Oto Nancy odchodzi od Allana, wymienia długą listę jego wad i kończy "Ale nie bierz osobiście", na co on : "Obiecuję. Po prostu się zabiję i gotowe" :]

              LInda i Dick przeglądają katalog modelek [mają firmę modową, chyba] i wybierają Allanowi jakąś dziewczynę. Allan nerwowo przechadza się po pokoju i zaklina ich "Błagam, nie mówcie, że kobieta mnie rzuciła. Powiedzcie, że... zmarła ! Tak, jestem rozwodnikiem, moja żona zgineła w wybuchu pieca kaflowego !" :]

              Randka zostaje umówiona, na co ALlan rzuca : "Hurra, na to konto wyszoruję tym razem wszystkie zęby !". A wieczorem szykuje się do wyjścia i perfumuje zaciekle, na co Bogart "Cuchniesz jak francuski burdel" ;]

              POczątek czterooosbowej randki [Dick i LInda idą z nimi, żeby dodać mu odwagi] odbywa się w jego mieszkaniu. Linda dziwi się pieczołowitości z jaką Allan modeluje wygląd wnętrza, na co on ; "Nie przekładaj moich medali za osiągnięcia w sprincie !... dałem za nie 100 dolarów !" ;]

              Ofk, sposób w jaki zachowuje się Allan kiedy przychodzi jego randka, to komedia sama w sobie ; pozy jakie przybiera, miny jakie stroi, a w końcu zachowania słonia w składzie porcelany przewracjącego wszystko, co napotkają jego niszczycielskie dłonie, to jest klasyka filmowej demolki :]

              Nie wychodzi mu nawet z nimfomanka, która przyjmuje go w zamczysku z ogrodem w środku, opowiada o swoim uzależnieniu od seksu. Allan dochodzi do wniosku,że z taką kobietą można grać w otwarte karty, za co obrywa po twarzy, okrzykniety zostaje "gwałcicielem !" i wyrzucony na ulicę :]

              Pyszna jest scena w galerii malarstwa. ALlan zauważa ciekawą dziewczynę, LInda namawia go,zeby spróbował ją poznać i umówić się. Allan podchodzi, pyta o obraz Pollocka, ktory akurat dziewczyna ogląda, a ona na to serwuje mu krótki wykład na temat egzystencjalnego pesymizmu. Allan jest zauroczony, pyta : "Co pani robi dziś wieczorem ?", ona "POpełniam samobójstwo", na co, po krótkiej pauzie, "... a jutro ?" ;]

              Impreza. Allan widzi atrakcyjną blondynkę wijącą się w tańcu. Wlepia się w nią spojrzeniem i mamrocze do przyjaciół : "Rety, za taką dziewczynę oddałbym własną matkę Arabom" :]]
              Ofk, próbuje ją poderwać, ale tańczy tak okropnie, że zostaje skasowany w pierwszym zdaniu.

              Inna dziewczyna zabiera go do baru dla motocyklistów. Żeby było bardziej pieprznie. Ofk, tutaj od razu mają na karku dwóch ordynarnych typków, którzy próbują ją poderwać, a biedny Allan musi jej bronić. Najpierw w środku, a potem na zewnątrz. Stara się natreętów zbywać dowcipami, ale nie chcą dać się spławić. NIe pomaga pomysł pt "Będę kulał, jak weteran wojenny, może nam dadzą spokój " :]]

              Jeden typek zaczyna dusić Alana, a drugi przystawia się do dziewczyny. Ona : "Bo zacznę krzyczeć !" na co rozpaczliwie próbujący wyswobodzić się z nelsona Allan : "Nie krzycz, daj mi szansę nas uratować !". Po chwili Allan rezygnuje z bezowocnej walki :
              • grek.grek "Zagraj to jeszcze raz, Sam" - jeszcze kilka :] 17.05.17, 13:29
                Allan i Linda umawiają się na kumpelską kolację, pod nieobecnośc Dicka. LInda : "Przyniosę alkohol", na co Allan : "Dobrze, dla ciebie spróbuję wypić odrobinę. Tylko pilnuj mnie, żebym nie zaczął tańczyć nago" :]

                Scena, kiedy Allan wyznaje Lindzie uczucia i uwodzi ją na sofie, a BOgart go 'nawiguje' - przekomiczna.

                Scena rozmowy Dicka z Lindą, którym związek się rozpada, a Allan spanikowany nonstop wydzwania, przerywa im i utrudnia Lindzie i tak dostatecznie trudną sytuację - też świetna, zabawową konwencją łagodzi cięzar gatunkowy właściwy.

                Ciekaw jestem, jak by ten film wyglądał, gdyby reżyserował go sam Woody Allen, ale myślę sobie, ze zapewne dośc podobnie. W istocie, kiedy postaci na ekranie "mówią allenem', a główną jest sam Allen, w dodatku z Diane Keaton u boku - to jest film allenowski od czubka głowy do pięt :]
              • grek.grek Re: "Zagraj to jeszcze raz, Sam" - kilka zdań a[p 17.05.17, 16:20
                ucięło puentę ;]

                a wygląda ona tak , że duszony Allan orientuje się, że jednak nie zdoła się uwolnić z uścisku znacznie silniejszego przeciwnika i rzuca "Dobrze, teraz mozesz krzyczeć" :]

                Po powrocie do mieszkania spotyka się z Lindą i Dickiem, opowiada im całą historię, a na ich pytanie jak sobie ostatecznie poradził rzuca zgryźliwie : "Wyszedłem z tego obronną ręką. Jednego zdzieliłem brodą w pięśc, a drugiego głową w kolano i odczepili się od nas" :]]

                Jest to opowieśc tak komiczna, że początkowo zaniepokojona Linda zaśmiewa się do łez.

                takie właśnie sceny budują relację tej pary, a Allen i Keaton tak świetnie czują się razem na ekranie, że to porozumienie wzajemne jest wyjątkowej urody.
      • siostra_bronte Re: 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam" 16.05.17, 14:46
        Znamy! :)

        Ale poprawka, reżyserem jest Herbert Ross. Woody napisał scenariusz.

        Typowy dla Allena, neurasteniczny bohater, krytyk filmowy, próbuje radzić sobie z problemami przy pomocy uwielbianego Humphreya Bogarta :) Liczne odniesienia do "Casablanki"!

        I zabawne, i wzruszające. Klasyka!
        • grek.grek Re: 21:10 CT Art "Zagraj to jeszcze raz, Sam& 16.05.17, 16:55
          świetnie, Siostro :]
          dzięki !

          o, faktycznie.
          doczytałem, że - o ile Czesi nie robią tutaj błędu - jest to adaptacja sztuki teatralnej Allena ?

          ciekawa zapowiedź, szykuję się zatem na wieczorny seans :]

          [Czesi w tym sezonie wyraźnie faworyzują filmy Allena/ z Allenem, to już chyba 6 albo 7 tytuł]
    • grek.grek jutro początek festiwalu w Cannes :] 16.05.17, 16:59
      od jutra jubileuszowy 70. rocznik startuje :]

      na otwarcie "Ismael's Ghosts" ze znakomitą [żeńską głównie] obsadą :

      film.onet.pl/wiadomosci/ismael-s-ghosts-filmem-otwarcia-festiwalu-w-cannes-2017/09htdf
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Palec boży" 16.05.17, 17:04
      na podstawie prozy Erskine'a Caldwella, który - jak tu piszą - był przenikliwym obserwatorem kultury i obyczajów amerykańskiego Południa.

      główna bohaterka, Mrs. Bowser, jest nieszczęśliwa i sfrustrowana swoim życiem, a jej główną misją staje się ostrzeżenie i uchronienie przed podobnym losem córki Lilly.

      obok Anny Dymnej - Maria Peszek, Jan Peszek, Marian Opania.

      żeby nie "Sam" w Ct, to chętnie bym obejrzał... a to peszek ! ;]

      Mam nadzieję, że Wam się uda ! :]
    • grek.grek "Dzikie żądze" via Nova 17.05.17, 14:08
      Kryminał z 1998 roku. Niezły :]

      Akcja wyraźnie podzielona jest na dwie części.

      W pierwszej may obrazek z życia szkoły średniej w małym mieście na Florydzie.
      Uczennica Kelly [Denise Richards] - typ szkolnej liderki i miss popularności - z wdziękiem, ale dośc natrętnie, uwodzi nauczyciela Sama Lombardo [Matt Dillon]. Któregoś dnia sama sie oferuje, że umyje mu samochód, a potem cała ponętnie mokra pakuje mu się do mieszkania i zachowuje się jednoznacznie, wprawiając go w lekką konfuzję, i... no własnie.

      Nie wiadomo co się stało później : widać jak po chwili Kelly wybiega na ulicę, ma podartą koszulkę. Zgłasza gwałt. Na te wieśc szewskiej pasji dostaje jej matka, Sandra Van Ryan [Theresa Russell], typ "kuguarzycy", która romansuje z ogrodnikiem-bodyguardem, a wcześniej miała romans z LOmbardo.

      Co się stało : Kelly chciała uwieśc Sama, ale odmówił, więc z zemsty oskarżyła go o gwałt ? A może jednak Sam nabroił ?

      Sprawa trafia na policję, a potem do sądu. Sam wynajmuje adwokata Bowdena [Bill Murray]. Niespodziewanie z dodatkowym oskarżeniem zgłasza się inna uczennica, Suzie Toller [Neve Campbell]. Wg jej zeznan, Sam miał ją molestować.

      Suzie to rewers Kelly - buntowniczka, outsiderka.

      Nauczyciel jest więc w trudnej sytuacji, ale dzieki świetnej postawie adwokata wychodzi z calej sprawy bez szwanku - przygwożdzona trudnymi pytaniami Suzie pęka i przyznaje, ze wszystko zmyśliła. Oskarżenie Kelly również pada na twarz, a efekt całej historii jest taki, że matka Kelly zostaje zmuszona do zapłaty bardzo wysokiego odszkodowania na rzecz Sama. Na biedną nie trafiło, pani Van Ryan ma kasy jak lodu.

      Po zamknięciu sprawy Sam odchodzi z pracy, a Suzie nagle znika z domu. Jesteśmy w połowie filmu, więc spodziewać się można porządnego twista.

      No i jest :] Sam, Suzie i Kelly spotykają się w chacie gdzieś niedaleko mokradeł typowych dla Florydy. Okazuje się, że cała afera była ustawką. Chodziło o wyciągnięcie forsy z portfela matki Kelly.

      Teraz tylko nasza trojka musi odczekać, aż ugoda się uprawomocni, a kasa wpłynie na ich konto. Potem mogą planować nowe życie.

      W tym czasie nad całą tą dziwną sprawą główkuje policjant Ray Duquette [Kevin Bacon], ze swoją partnerką Glorią Perez [ Daphne Perez [.

      Dochodzą do wniosku,że coś tu nie gra, dlaczego np. Sam pominął w sądzie wątek romansu z matką Kelly ? Dlaczego wydaawałoby się pewna siebie i opanowana Suzie zmiękła tak nagle ?

      Ray zaczyna prowadzić grę : odwiedza Kelly i informuje ją, ze domyśla się, ze coś tu cuchnie. Dodaje,że powinna uwazać na Suzie, bo ona ją wystawi. A potem odwiedza Suzie i mówi jej to samo o Kelly, czym wprowadza obie dziewczyny w niepewnośc wobec siebie nawzajem. Divida et impera, czy jakoś tak :]

      Znajduje też Sama i zaczyna go śledzić.

      W trójkącie robi się gorączkowo, a wreszcie Kelly i Sam zabijają Suzie. Sam pozbywa się jej zwłok. POlicja znajduje tylko jej porzucony samochód. A nieco później także ząb i slady krwi.

      Ray odwiedza Kelly i próbuje ją przekonać, że Sam jej zagraża. Znów nie widac, co się dzieje w mieszkaniu Kelly, słychać tylko wystrzały z pistoletu. Po chwili wyczołguje się ze srodka ranny Ray. Kelly nie żyje, a Ray zeznaje, ze zabił ją w samoobronie, po tym jak rzuciła się na niego z bronią w reku. Dochodzenie wewnętrzne w policji stwierdza, że wszystkie slady na miejscu czyni wskazują, że tak właśnie było.

      Sam zostaje... sam ? Nie do końca - jest z nim... Ray :]

      Znów twist, bo oto okazuje się,ze to Ray z Samem umówili się, że wyciągną tę kasę i się nią podziela. Sam wkręcił w to nieświadome niczego dziewczyny. A teraz pozbyli się ich obu. Na dodatek, Ray sfingował ślady krwi Suzie w aucie Kelly, a więc : Kelly zabiła Suzie, a potem chciała zabić Raya i sama zginęła. Idealna sytuacja.

      Panowie wybierają się na wycieczkę jachtem po oceanie. Widąć, że coś się święci. Sam tylko czeka na dogodny moment do ataku i strąca do wody Raya. Ten wraca na pokład i staje do walki, ale zostaje ranny i kiedy usiłuje jakoś się pozbierać, zza pleców zachodzi go... Suzie. Ze zmienioną fryzurą, ale to ona. Musiała się ukrywać pod pokładem.

      Ray jest zdumiony, a chwilę później Suzie wysyła go na łono Abrahama strzałem z karabinu.

      A więc - Sam i Suzie, taki był początkowy układ.

      Rzecz jednak w tym, że... winner takes it all, a ten może być tylko jeden.
      Suzie przygotowuje drinki dla obojga, a po pierwszym łyku Sam zaczyna się dusić i rychło umiera. Suzie zostaje sama na placu boju, przejmuje stery łodzi, wraca na ląd, u adwokata SAma pobiera pieniądze i znika z gracją.

      Partnerka Raya, pani Perez, próbując dociec przyczyn zniknięcia Raya, węszy wokół ostatniej sprawy którą razem prowadzili. Odwiedza rodziców Suzie i dowiaduje się o niej wielu nowych rzeczy : o jej logice myślenia, o zimnym chłodzie i... doskonałych umiejętnościach sterowania łodzią. Zaczyna myśleć i łączyć znane sobie fakty, co sugeruje, że dociera do prawdy, choć już po finale całej sprawy.

      Ciekawy zabieg : podczas napisów końcowych lecą sceny wyjaśniające kluczowe dla akcji momenty.

      A zatem : Kelly nie chciała zabić Raya - to on ją zastrzelił z zimną krwią, a potem sam siebie postrzelił, żeby miec alibi; ząb Suzie znaleziony przez policję [przez Raya, który wiedział gdzie i czego szukać] został sobie saamej przez nią wyrwany kombinerkami [aaa !]; to Sam zapropnował Rayowi układ, na który Ray się skwapliwie zgodził.

      Dobry kryminał : zawiesista, erotyzująca atmosfera dusznej Florydy, wzmacniana atrakcyjnością aktorek; kolejne zwroty akcji; sugestywna, mistycyzująca muzyka nosząca znamiona wpływów kubańskich, przywodząca na myśl jakieś rytuały voodoo; dobra rola Matta Dillona, który w pierwszej części wiarygodnie gra rolę poczciwego belfra w pułapce modliszkowatych kobiet, a w drugiej ujjawnia swoje faktyczne oblicze - manipulatora i bezwzględnego cwaniaka.




      • grek.grek Re: "Dzikie żądze" via Nova 17.05.17, 14:10
        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=M6DsFyC9l-U
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Tropicalia" 17.05.17, 17:36
      historia ruchu kulturowego pod taką właśnie nazwą, który działał w Brazylii w latach 60-tych. Głowną jego formą ekspresji była muzyka, łącząca rock z fado i bossa novą, a ideą wolnośc i swobody obywatelskie, bo był to czas rządow junty wojskowej.

      aktywisci Tropicalii trafiali do więzień, byli wyciszani i doznawali represji.

      wyjeżdzali więc z kraju i szukali azylu m.in w Wielkiej Brytanii.

      ciekawie brzmi, nieprawdaż ?
      kawałek historii.
    • grek.grek "Zielony książę" dokument via TVP2 [1] 18.05.17, 13:40
      znakomity dokument. JAka szkoda, że TVP puszcza takie rarytasy w środku nocy, a w prime time te marnej jakości telenowele. Nie rozumieją na czym polega misja, ale domagają się na nią abonamentu.

      "Zielony książę" jest historią werbunku i współpracy jaką przez 10 lat prowadził syn wysokiego rangą przywódcy Hamasu z izraelskim wywiadem Shin Bet. Jest to tak świetnie połączone, że ich osobne wypowiedzi z dwóch róznych punktów widzenia pokazują tę samą historię, dopowiadają wątki i odsłaniają niuanse gry jaką ze sobą prowadzili.

      Film polega na wypowiedziach do kamery dwóch głównych bohaterów tej autentycznej historii : Mossaba Hassana, tytułowego "Księcia" i agenta, który go prowadził - Gonena. "Setki" przetykane są zdjęciami archiwalnymi i sekwencjami fabularyzowanymi.

      Mosab wychował się w cieniu okupacji Strefy Gazy, w ideologii ucisku ze strony IZraela, we wrogości do tego państwa. Ojciec, - Yusuf, lider Hamasu, był dla niego zawsze autorytetem i wyrocznią.

      Kiedy Mosab miał 17 lat został zatrzymany przez Shin Bet. Spodziewał się najgorszego - słyszał o torturach polegających na odbieraniu więźniowi snu, na przetrzymywaniu wielogodzinnym w niewygodnych pozycjach, przez co umysł wariuje i dostaje się szajby.

      Spotkało go jednak coś innego. Jego wywiadowcy nie robili mu żadnej krzywdy, po prostu z nim rozmawiali. Gonen wyjaśnia, że taka była strategia. Wiedzieli, kogo mają w rękach i nie chcieli go zastraszać, lecz przeciągnąc na swoją stronę i zrobić z niego agenta w samym sercu Hamasu [ze względu ofk na bliskość z ojcem].

      Mossab spędził potem kilka tygodni w więzieniu dla członków Hamasu. Zobaczył tam coś zupełnie innego niż w siedzibie Shin Bet. Hamasowcy byli w stanie brutalnie torturować i zabijać swoich pobratymców, za saamo podejrzenie pójścia na współpracę z wywiadem izraelskim. "W Hamasie szpiegostwo na rzecz Izraela, to grzech najcięższy, cięższy nawet od zgwałcenia własnej matki", tłumaczy MOssab.

      To był szok dla chłopaka. Nie mógł zrozumieć, jak jego ojciec - człowiek światły i rozumny - moze się poświęcać dla... "czegoś takiego".

      Mossab wyznaje, ze te zdarzenia nałożyły się na inną traumę w jego życiiu - został zgwałcony przez innego mężczyznę. Ukrywał to, musiał żyć z piętnem i wstydem, który go od środka wykańczał.

      W takim stanie emocjonalnym poszedł na spotkanie z agentem izraelskim Gonenem, ktory zaprosił go na spotkanie. Tajne, oczywiście. Zapewnia, że Mossab jest bezpieczny, nie zostanie zdemaskowany, im - Shin Bet - najbardziej zależy, żeby tak pozostało.

      "Złapał haczyk", opowiada Gonen i do dziś dziwi się, ze tak latwo poszło. Najwyraźniej te przeżycia, o których mowa wyżej, naprawdę mocno poruszyły Mossaba. on sam mówi, że zaświatała mu myśl, że wojna, wzajemna walka jest bez sensu, że niszczy jego naród, i trzeba coś zrobić, żeby zapobiegać kolejnym aktom terroru, w wyniku których giną niewinni ludzie, a jego społeczność [palestyńska] w ostateczności obrywa najmocniej.

      "Był dla mnie jak ojciec - mówi Mossab o Gonenie. Istotnie, Gonen namawiał go, aby chodził do szkoły, uczyl się, modlił, był przykładnym członkiem społeczności. Gonen mówi, że taki był plan wywiadowczy : żeby Mossab mógł zdobywać infomacje, które im potem przyniesie, musiał mieć dobrą opinię w środowisku. Zatem, Gonen był jak ojciec, ale na początku głównie z powodów czysto profesjonalnych.

      "Mossab był naszym klejnotem w koronie", z dumą mówi Gonen - był najważniejszym agentem jakiego mieliśmy kiedykolwiek". Oni o wszystkim decydowali, oni zlecali mu zadania, ale Mossab nigdy nie był marionetką - zawsze chciał mieć własne zdanie, dyskutował, a nawet zmieniał niektóre elementy planu, jeśli nie chciał ich wykonywać. Miał duże poczucie własnej ważności, imponowała mu pozycja jaką zdobył.

      POlubił ten sport. Gonen i inni agenci szkolili go : jak się zachowywać, jak mówić, co mówić, jak zadawać kluczowe pytania, żeby nikt się nie zorientował, że jest on szpiegiem i interesuje się przesadnie takimi czy innymi kwestiami. Był bardzo pojętny - np.nie był religijny, ale modlił się, bo wiedział, że tylko w ten sposób może zyskać zaufanie w organizacji.

      "Wiedział, że ma nad nami pewną władzę", przyznaje Gonen, "musieliśmy tak go prowadzić, żeby tego poczucia w nim nie zdusić, a jednocześnie nie mogliśmy pozwolić, by przejął kontrolę nad nami".

      Gonen poświęca się dla sprawy. W pewnym momencie Mossab przynosi informację o początku Intifady. W tym okresie czasu Gonen rzadko sypia, zaniedbuje rodzinę, całą energię poświęca sprawom bezpieczeństwa państwa.

      Zamachy są codziennością, każdego dnia wybuchają bomby, są liczne ofiary - zarówno terroru Hamasu jak i działań odwetowych wojsk izraelskich. Obaj, Gonen i Mossab, przeżywają stres i frustrację. Każdy zrealizowany zamach, to wyrzut sumienia : nie mogliśmy zapobiec, a "przecież powinniśmy !".

      Mossab powiada : "Mój ojciec był w ścisłym kierownictwie zatwierdzającym te zamachy, ale nie jestem przekonany, że w duchu je popierał, myslę że był w kontrze".

      Shin Bet postanowiło aresztować przywódców Hamasu, w tym ojca Mossaba. Syn próbuje go ostrzec, ofk tak żeby nie wyjawić że jest agentem izraelskim. Ojciec przystał na propozycję ukrycia się. Czy wtedy podejrzewał, że syn może stać po drugiej stronie ?

      Shin Bet nie aresztowało Yusufa, mimo że wiedziało gdzie się ukrywa [Mossab wyjawił im wiele kryjówek liderów Hamasu]. Chodziło o to, żeby tak odizolować Yusufa,aby jego jedynym kontaktem z otoczeniem był właśnie Mossab. W ten sposób wszystkie rozkazy i ustalenia dowództwa Hamasu przechodziły przez Mossaba. A Mossab, nawigowany przez wywiad izraelski, mógł manipulować informacjami, wprowadzać informacyjny szum.

      Gonen wyznaje, że nigdy nie rozmawiał z Mossabem o tym, że 'jest zdrajcą". "MYślę, ze to słowo by go zaszokowało. On sam nigdy go nie używał, nie dopuszczał do świadomości, że mógłby kogoś zdradzić. To co robił, tłumaczył staraniami o ratowanie życia ludziom. W istocie tak było".

      Sam Mossab powiada, że faktycznie przestał to wszystko nazywać, rozbierać na czynniki pierwsze, 'życie stało się snem", puentuje, "istniałem w nierzeczywistości".

      Gonen opowiada, że mimo wielu dowodów jego lojalności, nigdy nie ufali mu na sto procent. Na spotkania często wysłali po niego agentów, mimo że przyszedł by sam i to chętnie. "Takie są reguły tej gry", mówi.

      Mossab miał z tym problem : stwierdził, że nie ufaja mu, traktują jak potencjalnego wroga, nie dbają o jego zasługi, są podejrzliwi. "Narażałem się, zdradzałem rodzinę, przyjaciół, ojca, a oni nadal mi nie ufali !".

      Mossab chciał wtedy odejśc, ale Gonen uratował sytuację w ostatniej chwili. Spotkał się wtedy z MOssabem sam na sam, co było złamaniem procedur. Przekonał go, m.in własnie tym faktem, ze dla niego zaryzykował własne życie i karierę.

      Mossab opowiada jak któregoś dnia przychodzi do niego grupka hamasowców przygotowujących się do zamachu. Mossab daje im adres z bezpieczną kryjówką i pieniądze, a potem zawiadamia Shin Bet. Niedoszli zamachowcy zostają aresztowani, ale aby zachować pozory - Shin Bet musi aresztować także Mossaba. Inaczej niechybnie zostałby zdemaskowany, a przynajmniej utraciłby zaufanie w organizacji z powodu podejrzeń.

      Shin Bet przeprowadza więc ostrą akcję, z bronią, strzałami, niszczeniem rodzinnego domu Mossaba, łapie go i aresztuje. Nawet jego matka uwierzyła, a on sam - po tym numerze - zyskał w środowisku maksymalną wiarygodność. "Uratowaliśmy mu życie", powiada Gonen.

      PIeniądze ? Niewielkie. Mossab nie obłowił się na swojej działalności.
      W więzieniu nonstop wzywali go na przesłuchania, wracał po wielu godzinach zmęczony jak diabli. "Moi współwięźniowe myśleli, że moje zmęczenie brało się z agresywnej dociekliwości agentów, nie wiedzieli, że jego źródłem był mój intensywny udział we współpracy z nimi", wspomina.

      "Wydaje mi się, że wtedy mój ojciec już wiedział, że jestem szpiegiem", wyrokuje Mossab. cdn.
      • grek.grek "Zielony książę" dokument via TVP2 [2] 18.05.17, 14:13
        W tym okresie czasu umiera Jaser Arafat. W Hamasie mają się odbyć wybory do władz, a górę brać zaczynają młodzi radykałowie, którzy mają poparcie w społeczeństwie [cóż, 70 % mieszkańców Strefy Gazy to ludzie poniżej 30 r.ż]. OJciec Mossaba optuje za rozejmem, do czego nakłania go również MOssab. Co ciekawe, agenci izraelscy nie byli z tej postawy Mosaaba zadowoleni, woleli aby był agresywny i nieprzejednany wobec Izraela, bo takie zachowanie uwiarygadniało go w oczach aktualnych przywódców i dawało większe szanse na wkupienie się w ich łaski i pozyskiwanie cennych informacji.

        NIebawem w siedzibie Hamasu wybucha bomba. Mossab dostaje od Gonena zapewnienie, że to nie była robota izraelskich służb specjalnych. Ktoś wewnątrz Hamasu chciał zapewne wpłynąć na wyborcze wyniki ? Albo/i sprowokować kolejną odsłonę wojny. I udało mu się. Kolejne starcia, kolejne aresztowania. Sam Mossab tym razem nie chciał dać się zamknąć. Gonen przekonal go jednak, że tak trzeba, również dla jego bezpieczeństwa. Aresztowano go razem z ojcem. Mossab wiedział, że przyjdą tej konkretnej nocy. Ojciec tego nie wiedział. Mossab opowiada, jak w wieczór poprzedzający aresztowanie spędził z ojcem w kuchni gdzie wesoło gotowali.

        Wybory wygrywa organizacja bojowa Hamasu, a to oznacza ciąg dalszy przemocy i terroru. Jest to rok 2006.

        Mossab wychodzi z więzienia po półrocznej odsiadce. Jest w psychiczno-moralnym kryzysie. Zauważa, że nie ma przyszłości, grozi mu albo dalsze życie w konspiracji, albo dekonspiracja i śmierć. Gdzie rodzina, żona, dom, dzieci, normalne życie ?.. Shin Bet usiłuje przekonać go, by jednak nie rezygnował i znów skutecznie.

        Kierownictwo uważa, że to Gonen jest winien postawy Mossaba, że go źle prowadził. ZOstaje zmuszony do złożenia dymisji i odesłany na emeryturę. Sam Gonen odczytuje to jako "zdradę". "Byli dla mnie jak rodzina, i zrobili mi takie coś... tak bezceremonialnie i na zimno...", wspomina emocjonalnie.

        Mossab ma nowego prowadzącego i jest traktowany jak debiutant. Od 10 lat robi za wtyczkę, tyle razu już pomógł, tyle razy udowodnił lojalnośc, a oni teraz badają go... na wariografie. Jakby mu dali w twarz. I te pytania, na które ma odpowiadać "tak lub nie", a przecież na pytanie "czy planował zamachy ?" nie może udzielić takiej odpowiedzi, bo "planował" je, ale jako agent i kontakt operacyjny, a więc w istocie nie planował, tylko działał na rzecz zapobieżenia im.

        Mossab ma naprawde dośc tej całej "zabawy". Zgodzili się na jego odejście, ale z klauzulą, że będą to "wakacje', po których wróci do współpracy.

        Chcieli mu ułatwić wyjazd do Europy, ale Mossab uparł się, ze ma to być Ameryka. "W Europie trzymaliby mnie na smyczy", tłumaczy swój wybór.

        W Ameryce jednak wcale nie jest lepiej...
        Oficjalnie, MOssab wyjeżdza doi Kalifornii na jakąs operację.

        Poznaje nową kulturę, obyczaje, przechodzi na katolicyzm [choć głównie po to, by się integrować społecznie, a nie z powodu erupcji wiary w Boga]. UBiega się, po cichu, o azyl polityczny.

        I wtedy izraelski wywiad, celem powstrzymania go przed uwiciem sobie gniazdka w Stanach, zawiadamia FBI, że Mossab może współpracowac z orgaanizacjami terrorystycznymi.

        On sam, na spotkaniu modltewnym, opowiada o swojej przeszłości. Zostaje odrzucony przez środowisko. "Zaczeli się mnie bać...", wspomina gorzko.

        Traci mieszkanie, ląduje na ulicy, osamotniony, w obcym kraju. Postanawia się ujawnić, zamknąc sobie drogę do powrotu do ojczyzny, ale jednocześnie być może utorować ścieżkę do lepszego życia w Ameryce. Ujawniony agent nie jest już groźny.

        Najpierw zawiadmia ojca, który przez telefon zapewnia go, ze "pozostanie jego synem, bez względu na wszystko". MOssab nakłania go, zeby go jednak wydziedziczył, inaczej cała rodzina będzie miała problemy. Trzeba pokazać społeczności, że przestrzega się jej zasad.

        Sprawa ląduje w telewizji. Widać migawki z CNN, która ją coveruje. I pojawia się tam informacja, że ojciec Mossaba jednak się go wyrzekł, wydał nawet oświadczenie. On i cała rodzina. MOssab bardzo to przeżywa. Wiedział, ze "zhańbi rodzinę', namawiał, zeby zrobili to, co dla nich będzie dobre i bezpieczne, ale jednak ... to bolało.

        Amerykański wywiad sprawdza Mossaba i odkrywa m.in że kupował broń dla Hamasu. Tyle,że... jak miał nie kupować, skoro działał pod przykrywką i musiaał być maksymalnie wiarygodny ?

        Wtedy cała historia dociera do Gonena, który robi coś niezwykłego : ujawnia się, łamie w ten sposób przyjęte normy - wedle których aktywni czy emerytowani : agenci Shin Bet pozostają zakonspirowani do końca życia.

        Jedzie do Ameryki, by złożyć wyjaśnienia w sprawie Mossaba. I opowiada całą tę historię zasług i lojalności swojego "kontaktu".

        A więc ten specyficzny związek zaszedł dalej niż się można było spodziewać, wkroczył w fazę przyjaźni, braterstwa i odpowiedzialności za siebie nawzajem.

        Gonen spotyka się także z MOssabem. Jak opowiada : spojrzeli na siebie i od razu zaczęli się śmiać, i tak się śmiali i ściskali przez kolejny kwadrans.

        Mossabowi groziła deportacja do Strefy Gazy, czyli de facto wyrok śmierci. Shin Bet nabrał wody w usta, nie pomógl Gonenowi. Na szczęscie, Amerykanie mu uwierzyli. Wątek przebił się do mediów, znów widać fragmenty materiału telewizyjnego.

        Gonen mówi ; "Shin Bet nic nie zrobiło aby mi pomóc, ale... jednocześnie nie przeszkadzali mi. Odczytałem to jako milczącą zgodę na moje działanie".

        Mossab miał jednak do nich żal za to, że wypięli się na niego po latach owocnej współpracy, dla której tak wiele poświęcił.

        Gonen i MOssab zostali przyjaciółmi, rozmawiają ze sobą przez telefon przynajmniej raz w tygodniu. I są dowodem na to, ze obie strony tego konfliktu moga się dogadać, jeśli tylko wyjażą odpowiednią dozę inicjatywy i zrozumienia.
        • grek.grek Re: "Zielony książę" dokument via TVP2 [2] 18.05.17, 14:19
          Istotny jest też wątek agenta, który nie pomaga wrogowi, bo wierzy że ten wróg ma rację, a jego wspólnota go nie ma.

          on wierzy w to, ze dzięki jego działalności można zredukować przemoc i rozlew krwi. Zdrada zatem ma tutaj cechy aktywności szlachetnej i słusznej. Mossab jest idealistą, po prostu nie wierzy w wojnę, jako środek rozwiązywania problemów. jego wybór nie następuje pomiędzy "swoimi' i "obcymi", ale pomiędzy "wojną i śmiercią niewinnych ludzi', a 'pokojem i współistnieniem". Czy to nadal jest "zdrada" ?

          www.youtube.com/watch?v=FclTE28oI3Y
    • grek.grek Cannes 2017 - dzień 1 18.05.17, 15:32
      zaczęło się :]

      film otwarcia nie zachwycił, ale już drugi - 'Niemiłość" Zwiagincewa - zdobył świetne recenzje.

      wyborcza.pl/7,101707,21825829,pierwsze-koty-za-ploty-na-festiwalu-cannes-pokazane-na-otwarcie.html
      wyborcza.pl/7,101707,21827691,cannes-2017-pierwsze-spelnienie-niemilosc-andrieja-zwiagincewa.html
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-pokaz-dramatu-ismael-s-ghosts-otworzyl-festiwal.html
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-1-fatalne-otwarcie-relacja/bw42t3
    • grek.grek 16:55 KUltura "O północy w Paryżu" 18.05.17, 15:35
      zaraz Czesi grają z Rosją ćwierćfinał MŚ w hokeju ;]

      nie mogę nie zaznaczyć "O północy..." - iście paryski wdzięk tego filmu jest nadzwyczajną wartością dodaną do świetnych aktorów i znakomitego scenariusza :]
      • grek.grek Re: 16:55 KUltura "O północy w Paryżu" 19.05.17, 12:50
        żałoba w Czecach ! ;]]

        0-3 z Rosją i pożegnanie z MŚ Elity.

        Rosja gra świetnie w tym turnieju, wysoki pressing przez cały mecz, szybkie ataki, kombinacje, mają indywidualności [Namiestnikow, Kuczerow, Orłow m.in].

        w półfinale zagrają z Kanada [ wygrała z Niemcami].
        Finlandia [ograła USA] ze Szwecją [po wygranej ze Szwajcarią - swoją drogą, Szwajcarzy w sportach zespołowych naprawdę się rozwijają bujnie].

        Czesi są w taki sposób wychowani, że porażki przyjmuję z pełną dozą racjonalizmu i skupiają się raczej na interesującej analizie przyczyn niż na lamentach i obwieszczaniu narodowej tragedii, więc z tą "załobą" żartowaałem, niemniej : porażki w hokeju, na punkcie którego mają istnego hopla, jest tam w jakiś sposób odczuwane. Trudno się znosi niepowodzenia w swoich koronnych konkurencjach.
    • grek.grek 20:20 Kultura "Easy rider" 18.05.17, 15:36
      Kultura powtórkami stoi, ale za to jakimi !

      klasyka !

      a do tego o 1:00 "Zeszłego roku w Marienbadzie".
      szkoda, że nie na odwrót ;]
      • siostra_bronte Re: 20:20 Kultura "Easy rider" 18.05.17, 15:53
        O właśnie, chętnie obejrzałabym w końcu "Zeszłego roku...", ale ta pora jest za późna!
        • grek.grek Re: 20:20 Kultura "Easy rider" 19.05.17, 12:44
          miejmy nadzieję, że niebawem znów powtórzą, Siostro :]

          [ja czekam na następne powtórki "Słodkiego życia" i "OSiem i pół" ;)]
    • grek.grek finał Ligi Mistrzów w TVP 19.05.17, 12:53
      całe szczęscie :]

      a cała LIga Mistrzów od nowego sezonu przenosi się do POlsatu.
      może jest więc nadzieja, że choć jeden mecz z każdej kolejki pokazany zostanie w
      otwartym kanale ?

      oby przysłowiowa już pazerność Polsatu tym razem nie wzięła góry nad... misyjnością ;]
      ktoś w tym kraju w końcu MUSI !
    • grek.grek Barbasiu, z majowym pozdrowieniem ! :] 19.05.17, 12:57
      Barbasiu, nie zapominaj o nas ! :]

      z dedykacją dla Ciebie, za inspiracją wczorajszego "O północy..." :
      www.youtube.com/watch?v=1Uumh9aJFec
      • barbasia1 Re: Barbasiu, z majowym pozdrowieniem ! :] 20.05.17, 00:20
        Dziękuję! :)))

        Ale piękna piosenka!

        Serdeczności!

        Do jutra!

        • grek.grek Re: Barbasiu, z majowym pozdrowieniem ! :] 20.05.17, 13:05
          :]]

          Barbasiu, to specjalna piosenka dla Ciebie :]

          cześć :]


          • barbasia1 Re: Barbasiu, z majowym pozdrowieniem ! :] 21.05.17, 19:24
            Cześć, Greku! :)))

            Dziękuję serdecznie raz jeszcze! :)

            A to dla Ciebie:

            www.youtube.com/watch?v=fDABaYQ7Ag0

            :)
            • grek.grek Re: Barbasiu, z majowym pozdrowieniem ! :] 22.05.17, 13:17
              :]]

              temat z Cinema Paradiso !!
              cudowne !

              dzięki, Barbasiu !!

              przepiękny prezent :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Ona" 19.05.17, 13:09
      ten piątkowy wieczór filmowy w Kulturze - z kinem współczesnym.

      w niedalekiej przyszłości, mężczyzna zakochuje się w programie komputerowym płci żeńskiej, uwodzi go jego [jej ?] sztuczna osobowośc i głos.

      rzecz na czasie, robotyzacja i cyberseks pędzą na złamanie karku, a człowiek ma coraz mniej czasu [i szans ?] by odnaleźć szczęście z drugą osobą.

      może tworzenie bytów sztucznych, ale sugestywnie imitujących żywego człowieka, to jest właśnie klucz do rozwiązania problemu ?

      w końcu, człowiek nie zawsze szuka osoby, zazwyczaj szuka zespołu zalet i walorów, a jesli
      poszukiwane cechy będą miały dodatkową ten przymiot, że występować będą bez towarzystwa wad i niedoskonałości, to kto wie, czy rynek sztucznej inteligencji uczuciowej nie zacznie wypierać ludzkiego ?
      • grek.grek "Ona" - kilka słów po seansie 20.05.17, 13:56
        Czy oglądaliście ?

        bardzo ciekawa wizja niedalekiej przyszłości.

        Prosta fabuła : Theodore, pan trudniący się pisaniem listów [miłosnych głównie] w imieniu innych ludzi, wrażliwiec, rozstaje się z partnerką i nie mogąc znaleźć nowej towarzyszki życia - postanawia skorzystać z nowoczesnej technologii, czyli Operacyjnego Systemu, którym jest sztuczna inteligencja o głosie kobiety. Nazywa się Samantha i prowadzi normalne konwersacje, przejawia zaainteresowania, charakter, potrafi dyskutować, wymieniać uwagi, celnie puentować itd. A nawet uprawiać cyberseks doskonale imitując podniecenie i orgazm.

        jedyna jej wada, to brak powłoki cielesnej.

        Theodore jest dośc nieufny na początku, ale co tam - zagaduje do swojej nowej przyjaciółki i... eureka - odkrywa sympatyczną, zabawną, miłą, inteligentną dziewczynę.

        Szybko zapomina, że Samantha to tylko głos w specjalnej słuchawce wkładanej do ucha, maszyna, program komputerowy, DUCH.

        Tak dobrze się dogadują, tak się wspaniale z nią czuje, że nagle świat nabiera barw, smętnie snujący się ulicami i przesiadujący w grobowym nastroju w swym sterylnym mieszkaniu Thedor nagle śmieje się, idzie na plażę, biega wśród ludzi z radosną miną, normalnie inny człowiek ;]

        W pewnym momencie Samantha znika, system nie odpowiada. Theodore dostaje ataku paniki. Kiedy Samantha znów się odzywa i uspokaja,że to była tylko "aktualizacja systemu" - jegomość dosłownie wraca z zaświatów, gdzie był już jedną nogą.

        Przy okazji jednak odkrywa, że ona nie jest systemem tylko dla niego. Nie jest jedynym jej "mężczyzną" i 'kochankiem'. Samantha, choć pod innymi imionami, ale zawsze z tym samym głosem, ma ich... prawie 700. Theodore jest tym niemile zaskoczony, ale po pierwszym szoku odzyskuje przytomnośc i znów jest świetnie między nimi.

        ofk, czasami kryzysy się zdarzają, bo Samantha - po upgrejdzie - potrafi się już pokłócić, posprzeczać i w ogóle się emancypuje.

        W pewnym momencie Samantha próbuje doprosić do ich związku 'tę trzecią", realną kobietę, dla jego saysfakcji ofk, ale eksperyment nie wypala, z czego Theodore wcale nie jest niezadowolony.

        Dzieki Samancie, która zrobiła selekcję i wysłała ją do wydawcy, listy pisane przez Theodore'a ukazują się drukiem. on sam nigdy by się nie zdobył na odwagę, by zaprezentować je jakiemuś wydawcy i spytać o możliwośc publikacji ksiązkowej. Jest zaskoczony i szczęsliwy.

        Ostatecznie jednak, Samantha musi odejśc. System zostaje wycofany. Theodore żegna się z nią tonąc we łzach i jest to scena naprawdę wzruszająca. dyskretna i prawdziwa. Przyrzeka jej, że jeśli kiedykolwiek znajdzie się w przestrzeni cybernetycznej, jako coś innego niż człowiek, odnajdzie ją na pewno. Taka nadzieja z pewnością pomaga mu przetrwać to rozstanie.

        W ostatniej scenie znów smutny Thedore odwiedza swoją koleżankę Amy, która w międzyczasie rozstała się z partnerem i również miała przyjaciela/kochanka OS-a, którego utraciła podobnie jak Theodore w momencie wycofania z systemu z użytkowania.

        Amy stwierdza, że rozstanie to nie było łatwe, ale... relacja z OS-em nauczyła ją, że życie domaga się optymistcyznego potraktowania, że warto je choć trochę polubić. I Thedore słuchając jej dociera zdaje się do przekonania, że Samantha nauczyła go dokładnie tego samego. Odeszła, ale coś po niej zostało - właśnie ta wiara w sens i znaczenie życia.

        w ostatnim kadrze Theodore i Amy siedzą razem na dachu wieżowca i patrzą na miasto. Świta. Dla nich też zaczyna się jakaś nowa życiowa droga, zapewne wspólna.

        BArdzo interesująca wizja.

        MOzna by od razu zaznaczyć, że Theodore dostaje partnerkę tudzież idealną, bo przecież nie chorującą, nie mającą humorów, zawsze w doskonałym nastroju, co jednak bezcielesną. Głos, który podkłada Scarlett Johanson jest ofk wspaniały, ale to ciagle tylko głos.

        czy da się zatem utrzymać zarzut padający w filmie, że Theodore poszedł "na łatwiznę" ?

        on się naprawdę zakochuje w tej sztucznej inteligencji. W jej sposobie prowadzenia rozmowy, w poczuciu humoru, w bezpretensjonalności. Zakochuje się w zespole cech, jakby nie było... LUDZKICH.

        A więc, kocha sztuczną inteligencję za rzeczy, ktorych szuka u kobiet z krwi i kości.

        powstaje pytanie : co jest prawdziwe ? Czy cyber-świadomość nie jest prawdziwa, skoro można się w niej zakochać ?

        Theodore, gdy odkrywa, że Samantha jest systemem dostępnym setkom użytkowników, z którymi zapewne kontaktuje się w takim stylu jak z nim, jest... zazdrosny o nią. o ten seks z nią, o rozmowy, o sympatię wzajemną, o wyznawane uczucia.

        Może zatem, to ludzka potrzeba i emocje uczłowieczają system sztuczny i nadają mu range realnego partnera ?
        Kto powiedział, że technologia ma służyć tylko do zabawy i ułatwiania życia na poziomie czysto praktycznych czynności ? Czy wszczepione mu uczucia, w odpowiedni sposób artykułowane, nie stają się realnością z powodu pozytywnej reakcji na nie człowieka nimi obdarzanego ?

        Samantha realizuje ideał, którego pewnie próżno szukać w tzw realnym zyciu. Tylko... czy człowiek nie szuka właśnie takiego ideału ? Piewcy rozsądku każą człowiekowi uznać, ze ideałów nie ma i akceptować wszelkie związane z tym ograniczenia i niedogodności.

        A tutaj nagle... człowiek może ten ideał znaleźc w doskonale zaprogramowanym systemie. jak ten system ubrać w odpowiedni kostium fizyczny, to nagle powstaje pytanie : kto jeszcze będzie zawracal sobie głowę ludzką konkurencją, skoro androidy staną się perfekcyjnymi towarzyszami życia ?

        moraliści będą skazani na klęskę, nikt ich nie będzie słuchał, a sądze że pierwsi przestaną słuchać oni sami [siebie] ;]

        W filmie Samantha znika, bo system znika, ale to rozwiązanie czysto tchórzliwe ze strony pana scenarzysty i pana reżysera. Chodzi bowiem o pokazanie triumfu człowieka nad technologią. Owszem, może ona odegrać ważną rolę, ale koniec końców : dla człowieka parą i towarzyszem życia moze być tylko inny człowiek. Puenta jest więc poczciwa.

        No ale niekoniecznie jest to zgodne z myślą techniczną, jaka za chwilę wejdzie w kolejną fazę najwyższego zaawansowania i zaoferuje możliwości wcześniej niespotykane.

        kto jeszcze zgodzi się na kontakt z żywym człowiekiem, przedkładając jego walory i zalety ponad wady i niedoskonałości, podczas gdy można go będzie zastapić relacją z idealną kopią, która nie a żadnych wad i żadnych niedoskonałości ? Czy tak trudno będzie zapomnieć, że to jednak nie jest realny człowiek ?

        Puenta "Ona" jest ostrożna, ale chyłkiem chyłkiem, coś się udało przemycić rewolucyjnego ;]

        wg mnie, rewolucyjna jest sugestia,że kontakt z nieludzkim, ale jednak, ideałem - leczy człowieka z depresji, wzmacnia jego energię życiową, nadaje codzienności rangę. A zatem : zniknięcie Samanthy i finałowy kadr z parą ludzi na dachu pozwala zakończyć film zgodnie z oczekiwaniami, niemniej : powstaje pytanie - a jakby Samantha nie zniknęła ?

        A jakby za 5 lat dostała ciało [może być ciało Scarlett Johanson, do kompletu ;)] ? CO wtedy ?

        Reżyser nie stawia jednak Theodore'a wobec konfrontacji z zupełnie nową epoką w dziejach ludzkości. Zatrzymuje się w dośc bezpiecznej odległości.

        Szkoda ;]
        • siostra_bronte Re: "Ona" - kilka słów po seansie 20.05.17, 14:42
          Dzięki, Greku :)

          Moim zdaniem znakomity film! Oczywiście, można mu zarzucić (np.ckliwa scena z dyktowaniem maila do ex-żony w finale) to i owo, ale sam pomysł jest kapitalny, a realizacja naprawdę świetna.

          Trzeba przyznać, że Szanghaj wypada znakomicie jako miasto z przyszłości. Nie trzeba było budować scenografii!

          Mam wrażenie, że twórcy filmu jak najbardziej kibicują związkowi Theodore'a i Samanthy :)

          Jest pewien moment kryzysu u bohatera, po spotkaniu z żoną. Ale przyjaciółka, Amy, mówi mu, że życie jest krótkie, i należy się nam "trochę radości". Skoro więc ten związek daje mu szczęście to nie ma się nad czym zastanawiać. I Theodore wraca do Samanthy.

          Z drugiej jednak strony widać jednak zagrożenia jakie niesie współczesna technologia i tak duże uzależnienie od niej w codziennym życiu. Widzimy to już dzisiaj, a co dopiero będzie w przyszłości? Jednak technika to tylko technika, zawsze może zawieść. Theodor jest przecież w panice, kiedy nagle jego system operacyjny jest niedostępny. Na szczęście to tylko "aktualizacja" :)

          No i jednak Theodore powinien zdawać sobie sprawę, że systemy operacyjne szybko się zmieniają, zanim tak bardzo się zaangażował. Powinien się z tym liczyć, że prędzej czy później jego o.s wypadnie z obiegu.

          Przy okazji, przypomniała mi się symptomatyczna scenka sprzed paru dni, jaką zaobserwowałam na moim osiedlu. Chodnikiem szło sobie dwóch nastolatków. Ale nie rozmawiali ze sobą, za to namiętnie wpatrywali się w swoje smartfony. Wyglądało to i komicznie, i smutno. Szczerze mówiąc, życzyłam im, żeby trafili na jakieś nierówności chodnika. Jakby zaliczyli "glebę" to dostaliby nauczkę :)

          W filmie są sceny kiedy Theodore widzi na ulicy podobnych do siebie, dyskutujących ze swoimi o.s. i jest to jednak trochę przygnębiające.

          Wizja, że kiedyś powstaną maszyny, będące idealną kopią człowieka jest nader kusząca, ale pieśń przyszłości i to bardzo odległej. Ileż to razy zapowiadano stworzenie człekopodobnych robotów, a efekty są mizerne, nijak niepodobne do Scarlett :) No i taka wizja niesie ze sobą niebezpieczeństwa. Bo skoro owe maszyny będą tak idealne i zdolne do myślenia i rozwoju, to w końcu zdominują rasę ludzką. Czy tego chcemy? :)

          I tak twórcy filmu zaszli w tym temacie daleko, więc nie miałabym do nich pretensji.

          Tak samo odebrałam zakończenie, kiedy Amy kładzie głowę na ramieniu Theodore'a. Że być może to początek ich związku. Napisałeś, że to poczciwa puenta. Ja ją odebrałam pozytywnie :) Że pewnej granicy w kontakcie z techologią jednak nie da się, a może raczej nie powinno się przekraczać.

          Muszę jeszcze wspomnieć o świetnej roli Scarlett. Ma fantastyczny głos! :)

          W sumie naprawdę znakomity seans!



          • grek.grek Re: "Ona" - kilka słów po seansie 20.05.17, 16:34
            dzięki, Siostro :]

            w pełni się zgadzam !
            [zaskakująco ?] dobry film.

            o, ciekawa opinia.
            faktycznie, coś w tym jest, zestawienie charakterów sprzyja kibicowaniu tej dwójce bohnaterów :]

            celna uwaga, Siostro.
            technologia może być zawodna.

            ale... z drugiej strony - żywy człowiek też bywa zawodny, może zachorować, albo coś jeszcze poważniejszego stać się moze.

            technologia może mieć z kolei tę przewagę, że partner ze sztuczną inteligencją będzie stały w emocjach i lojalny, stabilny, godny zaufania. Cos czego żaden człowiek zagwarantować nie moze.
            w filmie Samantha ma wielu innych towarzyszy/kochanków, ale - sztuczna inteligencja na wyłącznośc/zamówienie, to przecież tylko kwestia poszerzenia poziomu dostępności technologii.

            haha :]
            wiesz, że i mnie takie sceny zasmucają.
            w ich wieku goniliśmy zaa pilką, graliśmy w gry planszowe, jeździliśmy rowerami na wycieczki, czytalismy ksiązki przygodowe, urządzaliśmy Wyścig Pokoju z użyciem kapsli z "koszulkami' i w wakacje właściwie od 7 rano do 22 byliśmy w akcji ;] a teraz... nos w telefonie i szlus ;] gdzie wyobraźnia, gdzie kreatywnośc, gdzie duch w narodzie ? ;]

            technologia szybko się rozwija, Siostro; może jesteśmny bliżej rozwoju rynku człowiekopodobnych tworów niż sądzimy :] nawet coś tak banalnego dzisiaj jak Internet powstał przecież stosunkowo niedawno. Rozwój jest tak szybki, że dziś jest to preshistoria ;]

            ciekawe zagadnienie poruszyłaś. kluczowe.
            na ile sztuczna inteligencja będzie w stanie przejąć kontrolę nad człowiekiem.

            wydaje mi się, że człowiek będzie tutaj sam za siebie odpowiedzialny, bo maszyna nie wyjdzie poza zapisy w oprogramowaniu. jesli człowiek, w swojej : pysze ? dążeniu do stworzenia czegoś nadzwyczajnego ? przesuwaniu granic ?, wyposaży ją w narzędzia możliwe do zdominowania jego samego - to mamy przegwizdane ;]

            o, ja też myślę,ze to pozytywna puenta, Siostro :]
            taka o jaką chodziło od początku.

            jak napisałaś : chyba ciut za wcześnie na zbyt śmiałe projektowanie przyszłości, w której człowiek wybiera maszynę :]

            yes ! :]

            tak ! :]




          • barbasia1 Re: "Ona" - kilka słów po seansie 21.05.17, 19:25
            Przyłączam się do pochwał.
          • barbasia1 Re: "Ona" - kilka słów po seansie 21.05.17, 19:26
            >Tak samo odebrałam zakończenie, kiedy Amy kładzie głowę na ramieniu Theodore'a. Że być może to początek ich >związku. Napisałeś, że to poczciwa puenta. Ja ją odebrałam pozytywnie :) Że pewnej granicy w kontakcie z techologią >jednak nie da się, a może raczej nie powinno się przekraczać.

            Tak.
        • barbasia1 Re: "Ona" - kilka słów po seansie 21.05.17, 20:41
          Mała korekta - realna kobieta w zastępstwie Samanthy pojawiła się zanim nastąpiła "aktualizacja systemu" OS-a, zanim Theodor dowiedział się, że Samatha rozmawia równocześnie z innymi osobami własnie po aktualizacji systemu . Po tej wiadomości Theodor zmarkotniał, a potem przyszła ostatnia wiadomość od Samanthy, że odchodzi.

          Amy miała przyjaciółkę OS-a.

          >kto jeszcze będzie zawracal sobie głowę ludzką konkurencją, skoro androidy staną się perfekcyjnymi towarzyszami życia?

          O ile faktycznie androidy mogą się stać perfekcyjnymi towarzyszami. Wszystko ma swoje zalety i wady.

          Oglądałam kiedyś , a było to ... w ubiegłym wieku, heh, świetny spektakl SF w teatrze telewizji. Nie pamiętam tytułu, reżysera, nawet nie pamiętam, która aktorka wystąpiła w głównej roli (będę wdzięczna , gdyby ktoś, kto wie, podpowiedział, co to był za spektakl). Pamiętam tylko główny wątek, bohaterka zamówiła sztuczną inteligencję - partnera idealnego, oczywiście wg jej kryteriów, niestety, po jakimś czasie okazuje się, że ideał nie spełnia do końca jej oczekiwań i trzeba go wymienić na nowy, a potem na kolejny ...


          Puenta , że człowiek żyje długo i szczęśliwie ze sztuczną inteligencją ideałem o ciele dajmy na to Scarlett Johanson (sam głos i samozdowalanie to jednak za mało), chyba byłaby nieco naiwna.
          • grek.grek Re: "Ona" - kilka słów po seansie 22.05.17, 13:35
            prawda, prawda, Barbasiu, trochę mi się pomieszała chronologia - dzięki za sprostowania :]]

            o, to jest fakt pytanie o przyszłośc naszego gatunku.
            jak będziemy do tych androidalnych tworów podchodzić ?
            ilu z nas gotowych będzie wybrać ich jako towarzyszy życia [partnerów, kochanków, przyjaciół...
            rodzinę ! ?] zamiast ludzi ?

            w którym momencie zaawansowanie techniczne oprogramowania takiej sztucznej inteligencji pozwoli jej osiągnąc świadomość, w której zaistnieje odczucie negatywne ?

            ha, :]
            otóż to, dzisiaj jestem gotów zgodzić się z Twoimi uwagami, Barbasiu.
            jako ludzkość nie jesteśmy jeszcze gotowi na rewolucję w tej materii.
            Ale... kto wie, co będzie za te 30, 40, 60 lat ? :]
    • grek.grek 21:50 Ct2 "Skok na kasyno" [1962 r.] 19.05.17, 13:18
      starej daty włamywacz w stylu Arsene'a Lupina, wychodzi po 5 latach za więziennym murem i organizuje skok życia na kasyno w Cannes. Do pomocy dobiera sobie utalentowanego młodego złodzieja, którego trzeba trochę podszkolić i popracować nad jego psychiką i techniką.

      na polskich stronach piszą, że to "inteligentny thriller', a Czesi zapowiadają, że to "brawurowa komedia w stylu noir" ;]

      w czeskiej wersji tytuł brzmi "Melodia podziemia".

      w rolach głównych Jean Gabin i Alain Delon. I oczywiście... Cannes ;]
      Złoty Glob dla najlepszego filmu nienaglojęzycznego jak napisane jest w notce, ale Filmweb tego nie potwierdza. NO nic, nagrody nie są najważniejsze.

      znacie może ten film ?

      PS : znów dwa na siebie zachodzą, ech te piątki filmowe, zawsze kłopotliwe z powodu nadmiaru atrakcji :]

      • barbasia1 Re: 21:50 Ct2 "Skok na kasyno" [1962 r.] 20.05.17, 00:20
        Nie i chętnie poznam.
        • grek.grek Re: 21:50 Ct2 "Skok na kasyno" [1962 r.] 20.05.17, 13:08
          no to zawiodłem...

          przepraszam, Barbasiu, ale nie obejrzałem, niestety.
          zostałem na filmie w Kulturze, o którym zaraz kilka słów napiszę; mam nadzieję, że
          oglądałaś ?
          oglądaliście, Czcigodni ?

          jeśli tylko Czesi powtórzą "Skok...", a mam przeczucie, że to nastąpi :], niezawodnie wrócę do tego wątku i opiszę ten film najlepiej jak będę potrafił. Obiecuję ! :]
    • grek.grek Cannes 2017 dzień 2 19.05.17, 16:00
      póki co, najwięcej dyskusji wzbudzają : francuski niewypał na otwarcie festiwalu i dwa filmy Netflixa dopuszczone do konkursu, ale zakwestionowane zarówno przez media, jak i przewodniczącego jury [P Almodovara], z tego powodu, że nie bedą miały premiery kinowej, a jak dotąd była to zasada - w Cannes pokazywano tylko nowe filmy, i tylko takie nowe filmy, które miały zaklepaną późniejszą premierę w kinach [francuskich].

      przynajmniej wiadomo, ktore dwa z 19 tytułów w głównym konkursie nie mają szans na zdobycie Złotej Palmy ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-2-wonderstruck-w-krainie-cichego-dziecinstwa-relacja/9k05nn
      film.wp.pl/pokaz-okja-na-festiwalu-w-cannes-przerwany-przez-buczaca-widownie-6124263253948033a
      wyborcza.pl/7,101707,21832560,cannes-2017-rewelacyjna-niemilosc-zwiagincewa-i-nostalgiczna.html
    • grek.grek w kinach : "Uczeń" 19.05.17, 16:04
      od tygodnia w kinach.

      fanatyzm religijny demonstrowany na modelu nastoletniego ucznia :

      www.filmweb.pl/reviews/Troll+z+Pismem+Świętym-20034
    • siostra_bronte "Ogród rozkoszy ziemskich" 20.05.17, 14:03
      Grek pewnie ślęczy nad recenzją znakomitego filmu Jonze'a, więc wstrzymam się ze swoją opinią :)

      Wypatrzyłam w tvp Polonia o 21.40. Film Lecha Majewskiego z 2003 r. Nie mamy go w archiwum.

      Fabuła kręci się wokół tytułowego obrazu Boscha, w tle Wenecja i śmiertelna choroba. Pamiętam skrajne recenzje. Od zachwytów, że to arcydzieło, po zarzuty, że pretensjonalne i manieryczne. Ale na pewno warto obejrzeć. Niestety, nie dam rady, ale może ktoś się skusi?
      • grek.grek Re: "Ogród rozkoszy ziemskich" 20.05.17, 14:28
        rozgryzłaś mnie, Siostro :]]
        cieszę się, że oglądałaś, ciekaw jestem Twojej opinii o "Onej" ! okreslenie jej mianem "znakomitego filmu" sugeruje, że spodobał Ci się :] Czekam z niecierpliwością na szczegóły !

        dzięki za rekomendację, "Ogodu...", Siostro.
        mam wrażenie, ze kiedyś widziałem ten film, ale zdaje się, że nie w całości, a we fragmentach. Lecz głowy za to nie dam :]

        Niestety, nie posiadam TVP Polonia, więc - mam nadzieję, że niebawem pojawi się ten film w bardziej dostępnych kanałach TVP :]


    • grek.grek TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 14:24
      śledzicie może ten kabaret ? ;]

      najpierw zrobiła się afera, bo TVP z Opola wyprosiła panią Kayah, za to że udzielała się w KOD i Czarnym Proteście.

      na to konto od razu wykonała gest solidarności pani Nosowska i sama się wycofała również.

      nastepnym wysiudanym został zespół pt dr Misio, który ma na koncie videoklip, w którym występuje nadziobany jak szpak, pazerny na mamonę, ksiądz.

      w geście solidarności z Dr Misio wycofał się z Opola zespół Audiofeels.

      A wreszcie "pas" powiedziała też pani Rodowicz, która miała festiwal uświetnić swoim koncertem na 50-lecie działalności estradowej.

      w sumie, TVP zostali tylko pan Zenek i pan Janek.

      Jakby tak jeszcze widownia się zbuntowała... ;]

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,21838078,rodowicz-zrezygnowala-z-udzialu-w-opolu-owsiak-zapraszam-marylo.html
      a jeszcze wcześniej, TVP wygumkowała [nie pamiętam już z czego, ale jednak] panią wokalistkę Przybysz, za to ze wyznała, iż przerwala ciążę i nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia.

      PS: wyjątkowo ohydny czas nam nastał, publiczne, należące do nas wszystkich media, wykluczają z koncertów muzyków i piosenkarzy tylko za to, ze mają inne poglądy polityczne, społeczne, religijne.

      PS 2 : w tym samym czasie, od paru miesięcy, PIS i jego przyd,pasy niszczą we Wrocławiu Teatr Polski, jeden z najlepszych w tej częsci Europy, a mozę nawet w całej Europie.

      to znaczy : do niedawna "jeden z najlepszych". Dzisiaj jest on zdekompletowany, zdemotywowany i wciąz rozbijany i destruowany.

      a do tego minister kultury domaga się emisji kiczu "Roja" na festiwalu w Gdyni, bo przecież nie po to zapędzano uczniów i jednostki wojskowe do kin, żeby teraz wymachiwanie wysoką oglądalością miało polec w starciu z argumentem, że artystycznie, to jest ciężka chała ;]

      postkomuna w szale dewastacji.
      a suweren patrzy, i jak w piosence "coraz mocniej swędzą ręce".


      • mala_ciekawostka Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 14:33
        Oj swędzą te ręce, swędzą... Szkoda słów na to, co się ostatnio dzieje...
        P.S. N. Przybysz wycięli chyba z jakiegoś jubileuszowego koncertu związanego z A. Osiecką.
        • grek.grek Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 16:12
          tak własnie, Mała Ciekawostko.

          swoją drogą, wiesz, TVP osiąga pewien ideał : propagandę sukcesu a'la epoka Gierka [wystarczy obejrzeć po jednym wydaniu Panoramy, Wiadomości albo dziennika głównego w Info, żeby te opasłe rządowe bloczki reklamowe dostrzec] łączy harmonijnie z polityką zaciśniętej piąchy a'la Gomułka ;]

          wyżeej wymienieni klasycy pękliby z dumy widząc jakich sobie wychowali pojętnych uczniów :]
          • mala_ciekawostka Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 16:26
            Masz rację Greku. Ja właśnie dlatego nie oglądam już programów informacyjnych w TVP, wolę obejrzeć bardziej obiektywne gdzie indziej (niekoniecznie na TVN;)), za bardzo mi się kojarzą z Dziennikiem Telewizyjnym.
            • grek.grek Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 16:42
              tylko stylowych mundurków im brakuje, Mała Ciekawostko ;]

              język już opanowali :]

              ja tę komunę tak średnio pamiętam, ale co nieco widziałem na starych filmach i w gazetach.
              tamtą cenzurę po częsci jestem w stanie zrozumieć - wszyscy pamiętali, jak się skończyła próby demokratyzacji na Węgrzech i w Czechosłowacji, więc kaganiec nakładali sobie gorliwie, bo
              lepiej mieć na dziobie kaganiec niż trupy na ulicach i na wczasach na Syberii.

              a dzisiaj ? Ani żadnego Wielkiego BRata na Wschodzie, ani żadnego zagrożenia, ani żadnej dziejowej konieczności... wszystko z własnej i nieprzymuszonej woli, co każe zadać serię bolesnych pytań w brzuch na temat charakterów ludzi, którzy teraz w Polsce rządzą.

              oryginalna komuna została Polsce narzucona w 1945 roku.
              ta obecna wersja została wyłoniona w wyborach.
              taka różnica :]
              • mala_ciekawostka Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 17:12
                Dokładnie, Greku. Wiadomo, muszą wychwalać obecną władzę, ale czasami ciężko wytrzymać to "lukrowanie" rzeczywistości... Za dużo się tego nawarstwia... Naprawdę, gdzie indziej można obejrzeć bardziej obiektywne przedstawienie rzeczywistości i wyrobić sobie własną opinię.
                • grek.grek Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 17:31
                  yes.

                  wiesz, ostatnio rzuciłem okiem na program "W tyle wizji'" w Info.

                  Polega on na tym, że siedzi sobie dwóch panów i naśmiewa się z opozycji politycznej obecnej władzy. takie "Szkło kontaktowe" a rebours.

                  i fajnie, niech druga strona też ma taki program, nawet jeśli jest on nieudolnym naśladownictwem oryginału.

                  jest tylko jedno "ale" : "Szkło..." było/jest? w TVN, stacji komercyjnej, która za własne pieniądze moze sobie pokazywać nawet dwie małpy grające na banjo.

                  A "W tyle wizji" grane jest w TVP, która uprawia swoją aktywność za pieniądze publiczne, a to oznacza, że my wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych, finansujemy politycznych błaznów czapkujących jednej stronie, a drugą obśmiewających.

                  na mój gust, dowodzi to nieudacznictwa i dziadostwa tzw środowisk okołopisowskich.
                  Podczas gdy liberalne media finansują się same i za własną kasę mają zasięg ogólnopolski, gołod..pcy z "dobrej zmiany" musieli dorwac się do publicznych pieniędzy, żeby podobny megafon sobie zorganizować ;]
                  • mala_ciekawostka Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 17:44
                    O, to musiałeś mieć chyba dużo samozaparcia, żeby obejrzeć chociaż kawałek tego programu:)

                    Zgadzam się z ostatnim akapitem w stu procentach.

                    Tak właśnie jest, gdy publiczna TV trafia w ręce polityków (niezależnie od opcji, choć chyba teraz jest najgorzej od 27 lat).
                    • grek.grek Re: TVP wykonuje taniec św Wita 20.05.17, 18:36
                      nie było to łatwe zadanie, ;]

                      święta racja.
                      Przez 27 lat żadna władza nie zrobiła porządku z mediami publicznymi, bo to rezewuar posad dla zasłużonych w kampaniach kolesiów. Musiało się to doczekać puenty odpowiednio koszmarnej :]
      • barbasia1 Re: TVP wykonuje taniec św Wita 21.05.17, 17:29
        A tak, dochodzą do mnie wieści o tym, co się dzieje w TVP. I nie dziwi mnie specjalnie. Odkąd tylko nastała "dobra zmiana" systematycznie piętnuje się i wyrzuca myślących inaczej. A że władze prezentują dość skrajne poglądy, grono wykluczonych stale się poszerza. Jestem tylko ciekawa , jak to się wszystko skończy. Bo że będzie miało zgubny wpływ na polską kulturę to pewne.

        >PS: wyjątkowo ohydny czas nam nastał, publiczne, należące do nas wszystkich media, wykluczają z koncertów muzyków i >piosenkarzy tylko za to, ze mają inne poglądy polityczne, społeczne, religijne.

        To tak jak za czasów PRL-u. :)


        • grek.grek Re: TVP wykonuje taniec św Wita 22.05.17, 13:02
          cześć, Barbasiu !! :"]

          to prawda, takiego upartyjnienia mediów, które przecież są nasze wspólne, nie było nigdy wcześniej [po 89 roku].

          lista tych, którzy wycofali się z udziału w Festiwalu opolskim jest coraz dłuższa. A samo miasto zakazało wstępu TVP na teren miasteczka festiwalowego i zastanawia się nad przesunięciem tej całej imprezy na inny termin oraz w innych wariancie organizacyjnym [wybór artystów nalezałby tylko do Opola, a TVP załatwiałaby logistykę] :

          opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,21844299,opole-2017-tvp-nie-dotrzyma-umowy-prezydent-opola-trzeba.html

    • grek.grek MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 14:31
      za pół godziny hit : świetna Kanada gra ze znakomitą Rosją.

      a o 19:00... też hit : Szwecja kontra Finlandia :]

      na lodzie gwiazdy NHL, oprawa na lodowiskach niemieckich i francuskich - doskonała,
      a goście w studio CTV - fachowi i dyskretni ;]
      • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 14:33
        dla kronikarskiej dokładności : są to półfinały :]

        finał jutro o 20:00

        a o 22:10 w Ct2 "Zawrót głowy".
        szykuje się świetny wieczór filmowo-sportowy :]
        • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 16:27
          Akurat tego filmu Hitchcocka jeszcze nie widziałam, czeka w kolejce na swoją kolej :)
          • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 16:32
            Oj, trochę mi wyszło masło maślane w poprzednim poście :)
          • siostra_bronte Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 16:45
            O, zobacz koniecznie!! My z Grekiem go uwielbiamy :) Arcydzieło Hitchcocka!!!!
          • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 16:46
            o, ależ Ci zazdroszczę, Mała Ciekawostko ! :]

            "Zawrót głowy", to jest dzieło sztuki !
            takie filmy chciałoby się wymazywać z pamięci, by móc je odkrywać ponownie i ponownie :]

            świetnie, że tę przygodę filmową masz przed sobą :]

            • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 17:03
              Dziękuję Wam za rekomendację!:) Obejrzę na pewno, bo uwielbiam te filmy Hitchcocka, które do tej pory widziałam, a było ich kilka :)
              • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 17:21
                trzymamy Cię za słowo, Mała Ciekawostko ! :]

                I koniecznie musisz napisać recenzję, opowiedzieć o swoich wrażeniach ! :]
                • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 19:20
                  Pewnie, że napiszę! :)
                  • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 21.05.17, 17:24
                    doskonale, Mała Ciekawostko ! :]

                    PS : w hokeju dzisiaj finał : Kanada zagra ze Szwecją [wczoraj pewne 4-1 z Finlandia, 2 gole podczas gry w przewadze].

                    stawiam na Szwedów, aczkolwiek Kanada do wszystkiego jest zdolna ;]
                    • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 21.05.17, 18:38
                      Ja jednak obstawiam Kanadę :)
                      • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 22.05.17, 13:13
                        Mała Ciekawostko, niewiele brakowało ! :]

                        Szwecja objęła prowadzenie... grając w osłabieniu [w tej sztuce byli najlepsi na tym turnieju ]. Kanada wyrównała, o ile dobrze pamiętam, w samej końcówce.

                        A w ostatniej minucie doszło do sytuacji kuriozalnej : Szwecja grała w przewadze, która wlaśnie się kończyła. POdczas klasycznej "hokejowej zmiany" przez moment na boisku pojawiło się o jednego za dużo Szwedów, za to sędziowie musieli ich ukarać i oto Kanada nie dośc, ze właśnie skończyła grę w osłabieniu, to zrządzeniem losu zbiegło się to z początkiem gry w przewadze ;]

                        nie udało im się jednak zdobyć gola, mimo że bombardowali szwedzką bramkę z podziwu godną determinacją.

                        ostatecznie staneło na rzutach karnych, które wygrali Szwedzi, a decydującą bramkę strzelił Backstrom, na codzien zawodnik Washington Capitals, jeden z najlepszych graczy w NHL, który dołączył do zespołu dzięki temu, że w równolegle odbywających się playoffs najlepszej ligi świata jego zespół odpadł z rozgrywek.

                        najlepszym graczem uznany został Nylander, napastnik szwedzki [najlepszy strzelec turnieju, 7 goli], najlepszym bramkarzem -Wasiljewski,. Rosjanin; najlepszym napastnikiem, Artjem Panarin z Rosji [wygrał on też klasyfikacją kanadyjską, czyli zssumowane punkty za gole i asysty], a najlepszym obrońcą - pan hokeista z Niemiec, przepraszam, ale nazwisko wyleciało mi się z pamięci :]

                        uff ;]

                        PS : brązowy medal zdobyli Rosjanie pokonując Finów
                        • mala_ciekawostka Re: MŚ w hokeju na lodzie 22.05.17, 17:04
                          Dziękuję Greku za relację! Niesamowici ci Szwedzi!
        • grek.grek Re: MŚ w hokeju na lodzie 20.05.17, 16:50
          2-0 dla Rosji w meczu z Kanadą :]
          w połowie II tercji.
    • grek.grek Cannes 2017 - dzień 3 20.05.17, 17:20
      na razie najwięcej emocji pojawiło się wokół dwóch propozycji Netflixa, nie wiedzieć czemu dopuszczonych do konkursu [festiwalowi selekcjonerzy, organizatorzy i wodziereje nie spodziewali się, że będzie protest właścicieli francuskich kin ?], i to niekoniecznie w związku bezpośrednim z rangą prezentowanych filmów ;]

      www.filmweb.pl/news/CANNES+2017%3A+Okja+taka+jak+my-123221
      www.filmweb.pl/article/CANNES+2017%3A+Między+światami-123215
      wyborcza.pl/7,101707,21836854,cannes-2017-netflix-pokazuje-sympatyczna-superswinie-protest.html
      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2017-dzien-3-przerwany-pokaz-i-wyjaca-sala/c8x535

      PS : Kanada przegrywa już tylko 1-2.

      chwilowo śledzę w sieci, w takich chwilach myślę, że to czysty pech, że kompa mam na dole, a telewizor na górze i to tak wysoko po schodach, heh! :]
      • mala_ciekawostka Re: Cannes 2017 - dzień 3 20.05.17, 18:03
        No i mecz skończył się wynikiem 4:2 dla Kanady. Nieźle..
        • grek.grek Re: Cannes 2017 - dzień 3 20.05.17, 18:41
          yes, piorunujący finisz Kanady !
    • grek.grek "Współlokatorka" via TV6 21.05.17, 13:02
      film z cyklu : zagraj to jeszcze raz... John ;]

      Sympatyczna i zrównoważona Sara dostaje się do nowojorskiej szkoły dla przyszłych projektantów mody. Wprowadza się do akademika. Jej współlokatorką jest Rebecca, panna z dobrego domu, z własnym samochodem a'a ferrari, z kasą i ubrań masą, ale jakaś "dziwna" : na imprezy nie chce chodzić, przyjaciół Sary taksuje wzrokiem surowym i "psychopatycznie" lodowatym, a samą Sarę zaczyna traktować z niepokojącym przywiązaniem...

      ... które, a jakże, wkrótce przekształca się w zaborczośc i patologiczną zazdrość. Rebecca chce mieć ją na wyłączność, a każdy kto kręci się przy niej uznany zostaje za wroga i przeszkodę do usunięcia. Podobnie jak ci, którzy stają jej na drodze do urzeczywistnienia marzeń lub źle traktują. Rebecca chroni i wspomaga... swoją własność.

      A zatem : imprezowa Tracy, która wyciąga Sarę na nocne zabawy w klubach ? Rebecca nachodzi ją, bije pod prysznicem, grozi i zdziera kolczyk razem z uchem; żonaty wykładowca, który dobiera się do Sary ? Rebecca inscenizuje scenę romantyczną, a potem udaje, ze jest gwałcona i musi walczyć o cnotę, wszystko zaś nagrywa - nauczyciel jest "pozamiatany" i obolały, bo dostaje przy okazji z kopa w okolice bolesne ;]

      Sara ma chłopaka ? Rebecca próbuje go przepłoszyć.

      Sara na nową przyjaciółkę, Irene, która proponuje jej przeprowadzkę do jej obszernego mieszkania, a w dodatku zaagina na nią erotyczny parol, bo lubi dziewczyny ? Rebecca najpierw sama rani się nożem i tłucze głową, a potem skarży się Sarze, że ktoś ją chciał zgwałcić. Kiedy mimo to Sara zamieszkuje u Irene, Rebecca organizuje randkę z właścicielką mieszkania, celem zastraszenia, a może i zabicia.

      Nawet mały kot znaleziony na ulicy i przygarnięty przez Sarę pada ofiarą manipulacji mających doprowadzić do zatrzymania przy sobie dziewczyny.

      Przyjeżdza do miasta eks-chlopak Sary, z którym ona nie chce już się widywać, a on mimo to nalega ? Rebecca przebiera się za Sarę, umawia się z nim na randkę i zabija w łózku.

      Przez dłuższy czas Sara nie orientuje się w sytuacji, a sugestie przyjaciół, że Rebecca jest jakaś dziwna i niepokojąca zbywa uśmiechem, bo przecież dla niej jest do rany przyłóż. Poza tym, Sara stracila młodszą siostrę, więc

      Zaczyna coś podejrzewaać podczas wizyty weekendowej w domu Rebeccy. Prawdziwej posiadłości, z ogrodem i całą resztą. Rodzice, ludzie bogaci i kochający swoją jedynaczkę, zachowują się z pewnym zakłopotaniem, a córka ich zbywa. Nocą Sara przypadkiem słyszy, jak z zatroskana matka pyta Rebeccę czy bierze leki.

      POtem Rebecca zabiera koleżaankę na spacer po swoim miasteczku. Sara zdziwiona widzi, jak grupki dziewczyn widząc Rebeccę uciekają niemalże na jej widok. A jedna z nich, ktorej portety namalowane przez Rebeccę, wiszą na ścianach jej pokoju... nie ucieka, ale na uporczywe spojrzenie Rebeccy odpowiada ; 'NIgdy nie byłyśmy przyjaciółkami", co wyraźnie Rebeccę rozczarowuje.

      po powrocie do akademika, Sara znajduje w szufladach Rebeccy leki na schizofrenię.

      A w finale mamy oczywiście decydującą rozgrywkę na pięści, pazury, wypadunki oknem, strzały młotkiem po głowie ;], a wreszcie nóż w plecach.

      Rebecca ginie, kiedy próbuje uśmiercić Sarę, zaraz po tym jak ta przeprowadza się do swojego chłopaka.

      Ergo : historia powtarzana od dawien dawna, cokolwiek zgrana i bez niespodzianek :]

      www.youtube.com/watch?v=6LFRQNH3BnA
    • grek.grek "Podwójna gra " Via Stopklatka 21.05.17, 13:47
      Bardzo przyzwoity nienajcięższy dramat obyczajowy.

      Głównym bohaterem jest Brandon, świetnie zapowiadający się rozgrywający footballowy zespołu uniwersyteckiego [w tej roli Matthew McConaughey]. Podczas ostatniego meczu sezonu wykonuje akcję sezonu, zdobywa decydująće punkty, ale doznaje paskudnej kontuzji kolana. Przechodzi operację i już nie wraca do sportu. Kolano nie nadaje się do użytkowania na poziomie zawodowego wyczynu.

      Pracuje więc w jakiejś redakcji czy firmie, czy czymś takim, w Las Vegas. Prowadzi skauting młodych footbalistów. Któregoś dnia przypadkiem musi zając się typami na mecze, jakie redakcja umieszcza w jednej z rubryk. Błyskawicznie przeprowadza analizę, a efekt jest sensacyjny. Trafia wszystkie wyniki. A potem znów i znów.

      Nie traktuje tego zbyt serio do momentu, gdy z Nowego Jorku nie dzwoni jegomość nazwiskiem Walter Abrams [ kolejna dobra rola Ala Pacino]. Proponuje mu miejsce w swoim zespole, który zawodowo zajmuje się doradztwem w zakresie typowania wynikow meczów.

      Co ma Brandon do stracenia... pakuje graty i jedzie.

      Abrams okazuje się klasycznym rekinem rynkowym, który gra ostro, ale ma swój chłopięcy sznyt, liczne nałogi [woda ognista i hazard są na szczycie listy] oraz atrakcyjną i rozsądną żonę, Toni [Renee Russo].

      Istotnie, Walter prowadzi profesjonalny biznes :" w paru pokojach kilkadziesiąt osób nonstop prowadzi telefoniczne konsultacje z hazardzistami, którzy stawiają większe lub mniejsze kwoty na wyniki posczególnych meczów. team Waltera ma im doradzić typ, a jak trafią to na konto firmy spływa okreslony procent od wygranej danego klienta. Są oni podzieleni wedle wartości rynkowej : jedni obstawiają za setki dolarów, inni a tysiące, a jeszcze inni za miliony.

      Brandon jak dotąd legitymował się skutecznością 80 % celnych prognoz, Walter powiada, że zakochał się w jego talencie na tyle, by dać mu specjalne miejsce w zespole. Osobny pokój i luksusowe niemal warunki pracy, czyli komputer z dostępem do wszystkich informacji, ciszę, spokój i po sąsiedzku mieszkanie z siłownią w środku.

      No i Brandon rusza z kopyta - tydzień w tydzień typuje wyniki weekendowych ligowych kolejek footballu zawodowego i uniwersyteckiego, a trafnośc jego prognoz nie schodzi poniżej 80 %. Niesamowite.

      Walter prowadzi program telewizyjny. Chce tam pokazać Brandona, uczynić go liderem swojej 'stajni analityków'. Ale najpierw, powiada, Brandon musi przestać być... Brandonem, a stać się 'Johnem Anthonym" - wygadanym, nieco hałaśliwym, bezczelnie uprawiającym autoreklamę, a takze ubranym w najlepsze garnitury, ufryzowanym jak makler w Wall Street, telewizyjnym gościem, który robi wrażenie. Inwestuje więc z "Johna Anthony'ego" i fakt, udaje mu się Brandona nauczyć wszystkich potrzebnych w tej branży umiejetności.

      A Brandon, od teraz w telewizji pojawiający się jako John Anthony, odwdzięcza mu się wciąz świetnymi rezultatami. Obroty firmy Waltera rosną jak na drożdzach. Wszyscy chcą stawiać na typy podawane przez Johna Anthony'ego. A John, niczym kaznodzieja religijny, hipnotyzuje kamerę i zamiast krzyczeć mówi zimnym, ale uwodzicielskim tonem : znam ten biznes, znam wszystkich graczy, znam wszystkie zespoły, znam wszystkich trenerów jak własną kieszeń, więc.. zaróbmy trochę kasy. NO i to działa.

      Walter uczy go życia przez cały czas, w pracy i w czasie wolnym. Oto idą do restauracji. Zakładają się, czy Brandon poderwie dziewczynę przy stoliku nieopodal. Walter utrudnia mu zadanie zaczepiając ją i dwóch towarzyszących jej mężczyzn. Ostatecznie jednak Brandon poznaje ją i od razu zaciąga do łózka. Uważa się za gościa, który wygrywa zawsze i wszędzie. A jako że to dopiero 1/3 filmu, to upadek jest nieuchronny ;]

      Upadek obu zawodnikow, aczkolwiek...

      ... Walter w parterze przebywa niemal cały czas. Pije, hazarduje, z meetingów AA, na które chodzi, urządza cyrk, zamiast się leczyć przekonuje innych, że powinni zaakceptować swój problem, a wszystko to kosztem rodziny : kochającej go resztką sił Toni i małej córeczki, ktorą oboje wychowuja. Toni nie była święta, przyjaźniła się blisko z narkotykami, ale rzuciła je i dzisiaj jest elegancką, pełną klasy właścicielką salonu kosmetycznego. Walter pozostaje facetem z problemami.

      Rzecz polega na tym, że on nie chce porzucać radości i emocji jakie daje mu hazard, gra, decyzje wprost idiotyczne, ale podnoszące ciśnienie. Nie chce się tego wyrzec.

      W którejś kolejce meczów stawki rosną do rekordowych rozmiarów, a Brandon trafia bez pudła. Firma zgarnia 2 miliony. Święto. Rekord. Impreza z kieliszkami i szampanami.

      BRandon dowiaduje się od Waltera, że dostanie z tych 2 mln zysku - 100 tys. jest zawiedziony, jakby nie patrzeć, to on zdecydował o tej wygranej. Proponuje 10 % dla siebie, ale Walter reaguje jak pies buldog ; łapie go za kark, przyciąga jego ucho do swoich ust i cedzi : ja tu rządzę, a ty grasz dla mnie, jak chcesz wygrać - musisz mi tę kasę wyrwać siłą, masz dośc odwagi ?

      Brandon jest zszokowany, wycofuje się bezwiednie tyłem do drzwi i dalej nie świętuje. Zaczyna wykazywać daleką posuniętą lekkomyślnośc : typuje na kolanie, nie przeprowadza analiz, korzysta tylko i wyłącznie z własnego przekonania i znajomości tematu, mecze sobotnie i niedzielne typuje już we wtorek, nie czekając na to, co zdarzy się w tygodniu, na ewentualnie wypadki losowe, ktore mogą zupełnie zmienić rzeczywistość. Ucieka z pracy, umawia się na spotkania z bogatymi klientami w godzinach, w których powinien oglądać zaległe mecze i wykonywać pracę analityczną. Walter czuje, że Brandon odgrywa się na nim za to, że został ustawiony do pionu, że chce mu dowieśc swojej wartości w sposób niemal dziecinny.

      Jednocześnie próbuje poderwać Toni. Kiedy Walter wyjeżdza do Las Vegas w interesach, Brandon i Toni spędzają wspólnie popołudnie, a potem idą razem do mieszkania Toni i Waltera... w sugestii erotycznej konsumpcji znajomości.

      Na efekty tego rozprzężenia nie trzeba długo czekać : Brandon vel John zaczyna dołowac. 2 trafienia na 11, 4 na 11, 2 na 12, a w końcu zero na 14... Klapa. Bogaci klienci tracą ciężkie miliony, niektórzy dopadają Brandona podczas joggingu i biją, postponują i żądają przeprosin za to, że na jego prognozach wtopili 30 milyjonów. Inny gośc płacze do słuchawki, że zbankrutował i chyba pójdzie się powiesić. Z firmy odchodzą kolejni pracownicy. Telefony coraz częściej milczą i pomieszczenia firmowe, które kiedyś przypominały ul, dzisiaj wyglądają jak grobowiec.

      Walter nie rezygnuje z Brandona. Gotów jest nawet wyrzucić swojego najwierniejszego kolegę, z którym zakładał ten biznes, kiedy tylko ten próbuje wymóc na nim zwolnienie Brandona z pozycji głównego analityka.

      A Brandon spuszcza trochę pary, i naprawdę zaczyna się martwić. Co się dzieje ? Czy rzeczywiście przestał logicznie rozumować ? A mozę miał tylko dobrą passę, może wyniki w sporcie są nie do przewidzenia na dłuższą metę, może wiedza o zawodnikach, drużynach i treneach nie ma tu nic do rzeczy, może o wszystkim decyduje szczęście ?

      Próbuje sobie dodać animuszu i odwiedza tę dziewczynę, którą poderwał wtedy w restauracji. Chyba chce sobie przypomnnieć, jak działa jego "gen zwyciężania". I znów dostaje po głowie : dziewczyna zbywa go zimno, i informuje, ze wcale jej wtedy nie poderwał, bo... Walter zapłacił jej 5 tysięcy, żeby z nim poszła. Zainwestował 5 tysięcy tylko po to, by... wygrać zakład.

      Brandon bierze się w karby - wraca do poprzedniej strategii : cięzka praca 12 godzin na dobę, dokładne analizy, uważne wyłapywanie najdrobniejszych detali... Sporządza dwa kolejne typy na niedzielne mecze półfinałowe.

      Cały pozostały przy życiu zespół śledzi transmisje z tych spotkań. Pierwszy typ wchodzi. Drugi... nie wchodzi. ZNów przegrywają. Znów tracą kasę. Znów na telefonach wiszą głównie ci, którzy wtopili na sprzedanych im typach.

      Toni prosi Waltera na osobności : daj mu [Brandonowi] odejść, pozwól mu zrezygnować, sam tego nie jest w stanie zrobić. A Walter - nie i nie. Trzyma się wiary w
      • grek.grek Re: "Podwójna gra " Via Stopklatka 21.05.17, 14:14
        Trzyma się wiary w "kosmiczny talent" Brandona.

        A nakręca go chorobliwa potrzeba gry, stawiania się w sytuacjach irracjonalnych, wypłukanych z rozumowych przesłanek.

        Przychodzi ostatnia szansa na sukces. Ostatni, finałowy mecz sezonu. Wszyscy klienci, którzy przegrali w półfinałach przenoszą stawki na finał, podwajając je.

        Brandon musi podać typ. Jest tak zdenerwowany, że niemal umiera w toalecie przed rozpoczęciem programu telewizyjnego. Rozkłada papiery z analizami i nic. Nie wie. Nie potrafi podjąc decyzji. Wreszcie... wyjmuje monetę i rzuca. Na tej podstawie typuje. Cóż za gest rozpaczy :]

        Wbiega w ostatniej chwili do studia. Walter hipnotyzuje widownię i mówi, że zaraz "najlepszy w historii analityk poda wam niezawodny typ". Brandon podsuwa mu wyplutą kartkę, Walter czyta, a kiedy w tv lecą plansze informacyjne, pyta : jesteś pewien ? Brandon na to : rzuciłem monetą... mina Waltera jest teraz bezcenna. Kiedy wracają na antenę, Walter robi rzecz kuriozalną...

        Składa samobójczą obietnicę. . "Pierwszy raz w historii tego biznesu - gwarantuję wam prognozę wyniku. Jeśli nasz typ nie wejdzie - zwrócę pieniądze, które postawiliście".

        Brandon jest zaszokowany i po wyjściu ze studia rzuca "Jesli nie trafię - jesteśmy ugotowani", na co Walter odpowiada : już jesteśmy, a potem opowiada mu, że są zadłużeni, bo on osobiście przeputał nadwyżkę pozostałą z lepszych czasów. Przegrał na hazardzie.

        I to właśnie, podbramkowa sytuacja w jakiej postawił siebie i całą firmę, jest dla niego afrodyzjakiem. Zrobił to, żeby zaszumiało mu w głowie.

        Przychodzi dzień meczu i być albo nie być Brandona i Waltera.
        Znów cały zespół ogląda mecz w duzym pokoju. do przerwy jest źle. Ich typ przegrywa na całej linii. Brandon traci wiarę. Pakuje swoje bety do torby, zrzuca garnitury i fryzury - jedzie na lotnisko. Nie ma tu już nic do szukania.

        Po 3 kwartach sytuacja zaczyna się jednak odwracać. Typowana przez Brandona drużyna goni przeciwnika. Ma niewielką stratę, wszystko rozstrzygnie się w finałowej 4 kwarcie.

        Walter szukająć Brandona spotyka swoją żonę. Dochodzi do dramatycznej rozmowy. Walter zarzuca Toni zdradę, ale ona mówi, że Brandon przewidział, ze nie wyjechałeś, że będziesz jego/nas śledził, nie poszliśmy do łózka, Brandon wyszedł tylnymi drzwiami. A ty... następnego dnia byłeś taki radosny, szczęsliwy. Byłeś taki, bo... grałeś. Grałeś mną. Nie chodziło ci, o to czy pójdę z nim do łózka, ale o to, żeby twoje przeczucia były górą. Walterowi wydłuża się mina.

        Oni rozmawiają dramatycznie, Brandon na lotnisku ogląda mecz, a reszta zespołu doznaje najwyższych kibicowskich spazmów widząc... ich typ zwycięza. Znów są górą, znów zarobili cięzkie miliony.

        Walter o tym nie wie, wstrząsa nim co innego - wyznanie miłosne żony, która powiada, że 'chciałbyś zostać sam i z niczym, to twoje marzenie, ale ja ci na to nie pozwolę, bo kocham cię bardziej niz ty siebie sam, dla nas i dla naszej córki". padają więc sobie w objęcia i to na klęczkach.

        Brandon obserwuje mecz w telewizorze na lotnisku. Reaguje na swoje zwycięstwo... ironiczym uśmiechem. Przecież on rzucił monetą. NIczego nie wydedukował, nie przeprowadził żadnej rzeczowej analizy, tchórzliwie uciekł od podjęcia decyzji i zdał się na ślepy traf. Ten trafiony wynik nie może być przepustką do odzyskania wiary w swój "talent", bo tutaj nie było od początku żadnego "talentu", bo być nie mogło. Było szczęście, dobra passa, chwilowo niezawodny instynkt. Żadnej podstawy, na której można by ufundować przyszłośc.

        Z "człowieka sukcesu', który z uśmiechem patrzył jak jego "mniej utalentowani" koledzy spadają na dół, został człowiek oświecony, świadom bezlitosnego chaosu świata, w którym sie obracał.

        Wraca do swojego miasta i w finałowej scenie widzimy, że zajął się trenowaniem najmłodszych footballistów, w którego to zbożnego dzieła akcie odnajduje nadwątloną przyjemność z życia.

        Cóz, dobry film, Pacino i McConaughey prowadzą dzielnie ten wózek, tematyka jest interesująca, a puenta, której przekaz drwi sobie z wszelkiej maści tele-fachowców i ekspertów, którzy twierdza,że przeniknęli rozumem materię nieprzenikionego - bardzo celna i może nawet uszczypliwa :]

        www.youtube.com/watch?v=s_JtYF9jk2Y
    • grek.grek 20:05 TVP2 "Wyścig z czasem" 21.05.17, 16:58
      znów [w TVP] :]

      przyzwoite kino, jakby nie patrzeć.
      Ciekawa wizja przyszłości, w której każdy człowiek przestaje się starzeć w wieku 25 lat, ale od tego momentu przeżyje tylko tyle czasu, ile go sobie kupi. Walutą rozliczeniową staje się więc czas.

      I jak to w świecie ludzkim : 10 % towarzystwa ma tego czasu miliony lat, a 90 % w pocie czoła kupuje sobie wręcz godziny i codziennie może umrzeć.

      biedni gnieżdzą się w gettach, a bogacze mieszkają w stolicy, do której biedny nigdy nie dotrze, bo na kolejnych punktach granicznych trzeba płacić całymi latami życia, których ci na zbyciu nie mają.

      nad porządkiem czuwa specjalna policja, która ma mapę ekonomiczną i doskonale odczytuje, w którym miejscu nastąpiła nagle jakaś podejrzana transakcja na sporą kwotę czasu. Są też gangi, które porywają i okradają ludzi z ich czasu.

      I mamy chłopaka, który mieszka w gettcie, żyje z dnia na dzień, aż pewnego razu spotyka zmęczonego nadmiarem żywota bogaczaa, który wyraźnie szuka kłopotów. Pomaga mu uciec przed gangiem, co to już czyha na jego walutę, a kiedy śpi zostaje obdarowany ponad 100 latami życia z licznika pana zmęczonego, który z powodu wyzerowania automatycznie umiera.

      policja rejestruje, że doszło do wypływu jakiejś sporej sumy czasu, więc chłopak staje się celem poszukiwań, a sam postanawia udać się do stolicy, by tam... właśnie - to jest zasadnicza częśc tej historii :]

      ciekawe kino, z lewicową filozofią, a Justin Timberlake znów udowadnia, że jest dobrym aktorem.
      scenarzysta i reżyser Andrew NIccol , od 1997 roku nakręcił 7 filmów i prawie każdy był trafiony, na czele z "Truman Show" i "Gattaca".

      "Pan życia i śmierci" też ma potencjał, a "Terminal" chyba jeszcze nie przerabialiśmy, chociaż zdaje się leciał już w TVN ?
      • siostra_bronte Re: 20:05 TVP2 "Wyścig z czasem" 21.05.17, 19:31
        Tak jest, dobre kino!
        • grek.grek Re: 20:05 TVP2 "Wyścig z czasem" 22.05.17, 13:18
          cześć, Siostro !! :]


    • grek.grek 22;10 Stopklatka "Autor widmo" 21.05.17, 17:08
      za 15 lat to będzie klasyk, mówię Wam ;]

      świetna atmosfera, znakomicie podkręcana charakterystyczną muzyką i niepokojąco klaustrofobicznymi, odizolowanymi od świata miejscówkami, które doskonale działają, kiedy
      kolejne fakty odkrywane przez bohatera budzą coraz większą konfuzję i przekonanie, że
      dookoła niego toczy się jakaś śmiertelnie groźna rozgrywka, której - jak to bohaterowie
      Polańskiego - nie jest świadom i pozostaje pionkiem na planszy.

      ciekawość zawsze jest pierwszym stopniem do piekła, ale jednocześnie bez niej życie nie ma smaku :]

      No i jest tutaj polityka, są nawet tacy którzy sugerują, iż Polański dlatefgo miał ponowne kłopoty z prawem, dlatego [jesli dobrze pamietam ?] poddano go aresztowi domowemu, by utrudnić mu zrobienie tego filmu.

      konkluzje jakie padają w tym filmie są jednak dośc niezręczne dla stosunkow brytyjsko-amerykańskich.

      Nawet jeśli reżyser "tylko" ekranizuje powieść Roberta Harrisa. Kino to kino :] klasyk mawiał, że to najpotężniejsza ze sztuk i uczniowie lekcję przyswoili, heh.

      a sam film naprawdę świetny, po czubek głowy zanurzony w gęstej atmosferze podchodów, śledztwa, odkrywania, inteligentnego łączenia faktów, zagrożenia.
    • grek.grek 23:00 TV4 "Okręt" 21.05.17, 17:17
      dobra dziś konkurencja :]

      okręt flagowy niemieckiego kina lat 90, słusznych 6 nominacji do Oscara, hit kasowy, starzeje się stylowo, czyli młodnieje ;.]

      obraz życia niemieckiej łodzi podwodnej, widzianej oczyma niemieckiego korespondenta wojennego, który ma za zadanie zrobić propagandowy materiał o dzielnych marynarzach Kriegsmarine.

      klasa tego filmu, wg mnie, polega na tym, że jest tu zarówno dreszczowiec wojenny, bo łódź nie pływa sobie w celach podziwiania flory i fauny podwodnej, ale po to, by niszczyć jednostki wroga, więc są akcje i jest suspens, sa emocje, ale jednocześnie widać bardzo sugestywny obraz ludzi, którzy nie są bohaterami ze spiżu, lecz zwykłymi zjadaczami chleba, którzy siedzą w zamkniętym pomieszczeniu, pocą się, mają lęki, z nerwów wpadają w konflikty, generalnie : niby nie słyszą i nie widzą wojny, ale ta wojna rozrasta im się w głowach, a klaustrofobiczna miejscówka wykańcza nie gorzej niż gazy bojowe.

      wybitne kino, wg mnie. ciągle robi wrażenie, bo może nie jest tak nowoczesne i efektowne jak współczesne produkcje, ale ten ładunek emocjonalno-psychologiczno-dramatyczny ma ponadczasowe właściwości.

      dzisiaj 1 częśc, druga pewnie za tydzień.
      • siostra_bronte Re: 23:00 TV4 "Okręt" 21.05.17, 19:33
        Podpisuję się!
        • grek.grek Re: 23:00 TV4 "Okręt" 22.05.17, 13:20
          cieszę się, Siostro :]

          szkoda, że TV4 nadaje takie filmy zawsze w takich... nieporęcznych terminach :]
      • barbasia1 Re: 23:00 TV4 "Okręt" 21.05.17, 20:44
        Brzmi świetnie, ale późno leci.
        • grek.grek Re: 23:00 TV4 "Okręt" 22.05.17, 13:37
          yes, Barbasiu, to naprawdę atrakcyjny i znaczący film :]

          a te terminy wyznaczane przez niektóre stacje, istotnie - koszmarne :]]
          tak jakby na 20:00 mieli jakieś lepsze propozycje, heh.
        • grek.grek Re: 23:00 TV4 "Okręt" 22.05.17, 13:38
          PS : będzie powtórka 1 części "Okrętu" !

          w sobotę o 14:50.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka