Gość: Józuś
IP: *.chello.pl
03.05.03, 22:21
ech, my mężczyźni... jak tylko już nie chcemy z kimś coś, to zaraz znajdzie się
powód: "brzydka i skacowana". Hej Jurku, po prostu: to jest pani szefowa.
Trzymać się z daleka i tyle. Nie jest brzydka (no, nie widziałem...), ale jest dużo
gorzej: jest szefową.
Też kiedyś - raz czy dwa - bywałem szefem; ze zdumieniem i przerażeniem
obserwowałem, jak moi koledzy, kumple, przyjaciele... nagle zaczynali po awansie
odnosić się do mnie dziwnie, jakoś inaczej, rozmowy milkły, kiedy wchodziłem...
Ale to jest zdrowa i normalna reakcja: w niezdrowym układzie szef/pracownik,
przełożony jest naturalnym wrogiem, choćby nawet byl fajny, kompetentny i
bronił swoich ludzi jak lwica młodych. Taki chciałem być. Próbowałem - nie dało
się.
Ale było mi miło - nie przeczę - gdy ci sami ludzie po mojej rezygnacji z
odpowiedzialnego stanowiska mówili mi "coś ty ch/.../ narobił i co teraz będzie?
nie mogłeś zostać?". Dzięki, koledzy! Spotkamy się przy wódce!
W poniedziałek rzucam pracę w cholerę (zróbcie to samo, jeśli możecie!), bo
oczywiście nie jest fajnie być szeregowym pracownikiem, który kiedyś byl szefem.
Jest przecież nowy szef - żeby było zabawniej, to ten sam, po którym w swoim
czasie odziedziczyłem posadkę - szef szefów po prostu dał mu więcej forsy (nawet
wiem ile, po paru latach biurek uczymy się odnajdywać potrzebne, a poufne
informację... no nie?) no i koleś wrócił.
W sumie - współczuję Aśce, bo fajnie nie ma, ale chyba dobrze sobie z tym radzi .
Ohyda.
Jak myślisz, Malwo? (i tu wiosenne żółciutkie mlecze w bukieciku)
No i poproszę więcej o Marcie...