Dodaj do ulubionych

Taniec cząstki wirtualnej

01.06.04, 21:57
Jakaś japońska firma właśnie ogłosiła monitory telewizyjne cienkie jak folia.
Można to wieszać na ścianie albo zwijać w rulonik.
Jeszcze gdzie indziej jakaś grupa naukowców na uniwersytecie amerykańskim
(czyli za moje własne podatkowe pieniądze) ogłosiła wyniki swojej pracy na
temat związku wzrostu człowieka, długością jego członka a rozmiarem jego
buta.
Podobne grupy naukowe wydają bardzo duże pieniądze (ponownie moje własne) na
badania na temat zapładniania bez udziału człowieka, na temat związku
otyłości człowieka a jego zainteresowaniami telewizyjnymi, roli feminizmu w
społeczeństwie, oraz wielu wielu innych.

Ludzie, czy to już koniec?

Przeczytałem że ilość ogólnej sumy danych, czyli tzw. "wiedzy", rośnie
wykładniczo. Jednocześnie człowiek jako istota przyrodnicza przestał już
ewoluować. Po prostu ewolucja człowieka się już raz na zawsze zakończyła.
Ewolucja jest oparta na doborze naturalnym, czyli słabi i głupi odpadają,
natomiast mądrzy i inteligentni zostają. Ten proces już od dawna się nie
dokonuje. Żyją i rozmnażają sie wszyscy. Powtarzam: WSZYSCY. Kalecy, głupi,
słabi. Z moralnego punktu widzenia to ogromne osiągnięcie, z ewolucyjnego
natomiast, to koniec rozwoju człowieka jako istoty biologicznej.
Znaczy to że za lat milion będziemy identyczni jacy jesteśmy obecnie.
Podobnie za sto milionów. Jeżeli będziemy, oczywiście. Czyli tacy sami jak
obecnie, ograniczeni, glupi, obsesyjni i coraz bardziej chorowici.

Wobec ilości danych od jakich jesteśmy jako cywilizacja zależni, ten system
zwany ludzkością przestaje już funkcjonować. Zaczyna się poważnie zacinać.
Mówiąc komputerowo: zawieszać.
Na przykład jeden lek na jedną chorobę powoduje w dalekiej perspektywie
rozwój chorób o wiele straszniejszych niż choroba oryginalna.
My już nie wiemy co sami robimy.

Upadek Starożytnego Rzymu jest przykładem zrebootowania systemu który
przerósł sam siebie. Powrotem do fundamentów, do budowania z patyków.

Siedzę właśnie i wyglądam przez okno z mojego biura. Na wietrze kołyszą sie
liście, za nimi widać sylwetki samochodów na pobliskiej autostradzie. Na
ścianach mojego pokoiku wiszą zdjęcia mojej rodziny, dzieci, żony. Obok nich
zdjęcia himalajskich szczytów. To mój świat.
Jest nas sześć miliardów. Wyobraźcie sobie sześć bloków sześciennych, każdy o
wymiarze metr na metr na metr. Potem podzielcie te bloki na milimetry
sześcienne. Czyli każdy blok to taka metr na metr na metr siatka milimetrowa.
To jest cała ludzkość. Jeden z tych milimetrów to ja. Włącznie z tymi
zdjęciami na ścianie, wspomnieniami ze szkoły i widokiem samochodów na
autostradzie za oknem.

Są w fizyce cząstki wirtualne. Czyli nagle na zasadzie losowej pojawia się
cząstka i jej antycząstka. Pojawiają się na krótki okres czasu i znikają
całkowicie. Bez najmniejszego śladu. Czyli praktycznie mówiąc nie istniały
nigdy, bowiem po ich istnieniu nie ma dosłownie żadnego śladu. Żadnego. Swym
krótkim istnieniem nie spowodowały żadnej zmiany w Kosmosie. Nawet w swojej
własnej lokalnej skali, nawet w swojej własnej skali kwantowej.
A jednak istniały. Nawet jeśli Kosmos byłby zupełnie identyczny i bez nich,
jednak one były. I być może z ich punktu widzenia ich istnienie to była cała
nieskończoność.

Komplikacja systemu w jakim żyjemy powoduje że zawalenie się dwóch wieżowców
w Nowym Yorku o tysiące mil ode mnie ma fundamentalny wpływ na całe moje
istnienie. Na to czy jestem w stanie spłacić swój dom, czy mam za co kupić
kamerę cyfrową, czy mój syn będzie mógł chodzić do klubu sportowego, czy
będzie mnie stać na chodzenie do kina na "The Day After Tomorrow" i inne
filmy kilka razy w miesiącu. Czy mogę się wykąpać pod gorącym prysznicem dwa
razy dziennie oraz oglądać moje ulubione kanały na ekranie cienkim jak folia.
Czyli wszystko to, bez czego moje życie się całkowicie zawali w proszek.
A jednocześnie jest to system, którego istnienie jest całkowicie wirtualne,
podobnie jak istnienie owej cząstki elementarnej. ..I jak moje własne.
Można na zasadzie dekadencji puścić się w tany i korzystać z życia
wołając: "a co mnie to obchodzi!". I to zresztą robię bo jest napisane abym
tak robił.
I tak trzeba: dane nam jest wirtualne życie, więc trzeba wirtualnie żyć..

Czasami wydaje mi się że moje życie byłoby bardziej realne jakbym przestał
produkować dzieci, przestał pisać programy i kopać ogródek, a zamiast tego
się odizolował na wyspie i zaczął samotnie studiować księgi religijne. Być
może wtedy bym bardziej wniknął w realność świata niż wychowując dzieci i
płacąc rachunki za elektryczność.

A jednak tego nie robię. Wolę wirtualnie tańczyć.
Obserwuj wątek
    • tortugo Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 22:13
      istnieje jednak mozliwosc, ze ktorys z tych milimetrow wplynie przynajmniej na
      otaczajace go inne milimetry, jesli nie na caly metr, a moze i szesc--choc i to
      mozliwe :) wtedy nastapi zmiana otoczenia, co z kolei spowoduje nastepny krok
      ewolucji czlowieka. (tu pora zwrocic uwage, ze ewolucja to nie tylko mieszanie
      genow w czasie prokreacji, ale rowniez ich subtelne i bardzo wolne modyfikacje
      warunkowane otoczeniem.) Sztuka polega na tym, zeby wywrzec pozytywny wplyw na
      otoczenie i posunac do przodu, nie do tylu, stan rozwoju natury :) dlatego nie
      wszyscy powinni sie tego podejmowac. Ja, n.p. wychowuje dzieci i staram sie
      byc dobrym przyjacielem, i na tym koncza sie moje ambicje jesli chodzi o wplyw
      na ewolucje.
    • chris-joe Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 22:14
      b. ladny tekst.
      I nadal -po ilu to juz latach rozumnego istnienia gatunku?- na
      najfundamentalniejsze pytania nie mamy odpowiedzi.
      A piramidy, sredniowieczne katedry i foliowe ekrany, czy nie sa to elementy
      tego samego bytu wirtualnego, ktory stwarzamy z instynktownym wrecz uporem po
      to, by zataic fakt, ze owe fundamentalne pytania sa pytaniami retorycznymi?
      • chris-joe Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 22:23
        no i: czy "byt wirtualny", to nie jedynie najnowsze okreslenie tego, co zwykle
        okreslalismy mianem "cywilizacji"?
        Cywilizacji, jako antytezy "natury"; cywilizacji, ktora "wybralismy" -jak to
        pieknie poucza stary mit- zrywajac zakazany owoc wiedzy. A ktory to owoc -jak
        pouczaja inne piekne mity- nigdy nie zaspokoi naszego glodu.
      • tortugo Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 22:29

        > A piramidy, sredniowieczne katedry i foliowe ekrany, czy nie sa to elementy
        > tego samego bytu wirtualnego, ktory stwarzamy z instynktownym wrecz uporem po
        > to, by zataic fakt, ze owe fundamentalne pytania sa pytaniami retorycznymi?

        a moze dla tych, co je naprawde stwarzaja (w odroznieniu od tych, ktorzy je
        tylko widza i uzywaja je w stanie gotowosci) stanowia one cos wiecej niz zwykle
        obiekty, skonczonosc tworcza i konkretny cel?

        a moze ci, co je naprawde stwarzaja posiadaja wyzszosc nad tymi co je tylko
        kontempluja wyrazajaca sie tym, ze nie zadaja sobie zbednego wysilku na
        szukanie odpowiedzi na pytania retoryczne?

        a moze ludzie sie juz modla do ekranow foliowych?

        • chris-joe Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 23:53
          "a moze dla tych, co je naprawde stwarzaja (w odroznieniu od tych, ktorzy je
          tylko widza i uzywaja je w stanie gotowosci) stanowia one cos wiecej niz zwykle
          obiekty, skonczonosc tworcza i konkretny cel?"

          -byc moze wyrazilem sie zbyt malo doslownie, teza moja jednak byla taka, ze ped
          do tworzenia oraz sam tworczy czyn jest -paradoksalnie?- wyrazem naszej
          impotencji poznawczej. Nie przypadkiem przeciez w wielu mitologiach nirwana
          czy raj, jako stan osiagniecia kompletnej wiedzy i jedni z absolutem, sa
          stanem "nieczynienia". Na tym polega wiec moje widzenie Sztuki jako
          dzialalnosci tragicznej, ktora odzwierciedla -mym skromnym i
          egzystencjonalistycznym zdaniem- tragizm ludzkiego istnienia.

          "a moze ci, co je naprawde stwarzaja posiadaja wyzszosc nad tymi co je tylko
          kontempluja wyrazajaca sie tym, ze nie zadaja sobie zbednego wysilku na
          szukanie odpowiedzi na pytania retoryczne?"

          -napisalem kiedys, ze zazdroszcze Poetom: oni niekiedy potrafia wyrazic ludzka
          rozpacz egzystencji, w przeciwienstwie do tych, ktorzy moga "jedynie" czynic
          bolesne grymasy. Rozpacz jednak pozostaje ta sama.

          "a moze ludzie sie juz modla do ekranow foliowych?"

          -bo ja wiem? moze i tak... Sfery sacrum i profanum w Erze Nowoczesnej czesto
          bywaja ledwo odroznialne.
    • maly.ksiaze Nieprawda 01.06.04, 22:18
      Moze i dobor naturalny (eliminacja genow 'uposledzajacych') przestal dzialac,
      ale nadal dziala dobor plciowy. Tak naprawde dobor plciowy jest motorem
      ewolucji ssakow.
      Bo, panie Swiatlo, to nie jest tak, ze kazda z kazdym i kazdy z kazda... Moze
      troche szkoda, ale trudno.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • jutka1 Re: Nieprawda 01.06.04, 22:52
        maly.ksiaze napisał:

        > Bo, panie Swiatlo, to nie jest tak, ze kazda z kazdym i kazdy z kazda... Moze
        > troche szkoda, ale trudno.
        **********
        I tutaj sie zgodze z moim ulubionym laureatem nagrody MacArthur'a i kandydatem
        do Nobla (ktore to plany zostaly pokrzyzowane przez rektora a ojca nieletniej,
        z ktora to kandydat no, ten, ehem.. ;))))))

        Nie kazda z kazdym, nie kazdy z kazda, a nawet powiem wiecej: nie kazdy z
        kazdym, i nie kazda z kazda.

        Podobna ceniona jest symetria, oraz feromonalne wyczucie kompatybilnosci genow
        w celu prokreacji. Oraz w wersji strejt: szerokie biodra, waska talia, biust do
        karmienia, a z drugiej strony przeczucie mozliwosci zapewnienia potomstwu oraz
        rodzicielce aktualnej przetrwania . Itepe itede. "The Red Queen" i inne ciekawe
        zrodla.

        Ja wiem jedno. Albo pasuje albo nie pasuje, i tom mundrosciom ludowom -

        Pozdrawiam serdecznie laureata ;))))
        Jutka
        • jutka1 I PeEs 01.06.04, 22:54
          Ja wiem, ze czasem szkoda ze nie kazdy z kazda itepe, ale z drugiej strony
          wyobrazasz sobie ten chaos?? brrr....
          • ani-ta ja sobie wyobrazam!!! 01.06.04, 23:19
            • ani-ta Re: ja sobie wyobrazam!!! 01.06.04, 23:20
              sodomia i gomoria!!!!!!!!!

              jak mowia w kolku rozancowym!:)


              poprzedni post mi podniecenie wyrwalo!
              alem sie opanowala......

              a.:)))))
          • maly.ksiaze Re: I PeEs 01.06.04, 23:57
            Oj tak, wyobrazam sobie. Ty, jako specjalista od parteuse pewnie tez...

            Pozdrawiam,

            mk.
            • jutka1 Re: I PeEs -- dementi!!!!! :))))))) 02.06.04, 00:11
              maly.ksiaze napisał:

              > Oj tak, wyobrazam sobie. Ty, jako specjalista od parteuse pewnie tez...
              **********
              Zlosliwa bestio, Ty!! To lubie, hahahaha ;)))))

              Dla "nowych" forumowiczow odnosnik, moj watek tutaj o lapsusach jezykowych :)

              No wlasnie mk, chaos and mayhem, inaczej nie widze cycat :)
    • bird_man Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 23:15
      drohi swiatlo,
      na temat "czastek wirtualnych" i innych temu podobnych teorii nie bede sie
      wypowiadal, bo mam swoje zdanie ( a przydarzylo mi sie w moim zyciu 2 lata
      studiow fizyki..)
      Natomiast Twoje twierdzenie, za jakoby rasa ludzka stoi na koncu rozwoju
      ewolucyjnego jest nie dosc ze nie poparta zadnym jakimkolwiek dowodem naukowym,
      ale, wybacz jest po prostu smieszna..
      Jeszcze tak naprawde to nie zaczelismy sie rozwijac.. jak sobie czlowiek
      uswiadomi, ile nowego odkralismy w ciagu ostatnich 5.000 lat i ile tak naprawde
      jeszcze nie wiemy i ile przed nami jeszcze tajemnic to az dusza spiewa..
      naprawde jest po co zyc i cholernie szkoda, ze nie dozyje tego nowego
      (niekoniecznie lepszego..) swiata.. I nie ma to nic wspolnego ze strachem przed
      smiercia.. chcialbym juz teraz wiedziec wszystko i dopiero od kilku lat wiem
      jak glupio zmarnowalem kilka lat swojej mlodosci na kobiety, wino i spiew..
      ++++++++++++++++++++++++
      coz to znaczy, ze rozmnazaja sie wszyscy?
      A fakt ze w niektorych (wielu) krajow azji do 50% populacji jest zarazona AIDS-
      em to do ciebie nie przemawia? A fakt, ze codziennie umiera na swiecie
      kilkadziesiat (moze i wiecej..) tysiecy ludzi z glodu i pragnienia to nic?
      Tyle jest jeszcze do zrobienia przed nami.. A poza tym to uwazasz, ze "kalecy,
      glupi i slabi" (cytuje ciebie) nie maja prawa do zycia ? Kto ma decydowac o
      prawie do zycia i rozmnazania? uzurpujesz sobie to dla siebie?
      nie wiem, ja mysle inaczej.. moze zbyt wiele juz w zyciu widzialem i
      przezylem..moze jeszcze za malo..
      I nie bedziemy wiecznie tacy jak obecnie (cytuje) "ograniczeni, glupi,
      obsesyjni i coraz bardziej chorobliwi" bo po prostu i dzisiaj tacy nie
      jestesmy..
      Nie wiem co cie napadlo i dlaczego masz zly dzien dzisiaj, ale radze ci abys w
      to nadchodzace lato wybral sie z dzieci lub przyjaciolmi na wyprawe za miasto z
      nocowaniem na lonie przyrody, z gwiaazdzistym niebem i rozmowami przy ognisku..
      Przypomnisz sobie swoja mlodosc i moze zrozumiesz, ze to nie swiat jest taki
      jak go widzisz lecz taki jak go widza ludzie mlodzi i otwarci na zycie, ludzie
      ktozy sie do tego zycia rwa i chlona go kazdym nerwem i kazdym centymetrem
      skorý.. Oni by cie wysmiali, bo oni wiedza ze tak naprawde w zyciu inne
      wartosci sa wazne niz te ktore nam starym zaslaniaja swiat (dom, pieniadze,
      nowy samochod ... pokazanie sie sasiadom itp..)
      zacznij otaczac sie ludzmi mlodymi i inteligentnymi i swiat i w twoich oczach
      bedzie inny - czytaj prawdziwy..
      ten obraz swiata to obraz komiwojazerow, ktorzy chca ci sprzedac nastepny
      produkt aby uczynic cie szczesliwym..
      Och moj drogi Swiatlo, tak bardzo chcialbym ci pomoc, ale nie potrafie..
      Nie potrafie bo nie umiem pisac, umie tylko rozmawiac ..
      Chcialbym dac ci czastke tej sily ktorej mam tak wiele i ktora mnie tak rozsadza
      chociaz uwazam, ze kazdy mezczyzna jest sam odpowiedzialny za to czy jest silny
      czy nie .. i nie chodzi mi tu o sile fizyczna..
      wyjsz przed dom w nocy, popatrz na rozgwiezdzone niebo i uswiadom sobie, ze
      jestes CZESCIA TEGO WSPANIALEGO SWIATA i masz jedyna w swoim rodzaju szanse
      zdawac sobie z tego sprawe i przekazac to dalej..
      pozdrawiam cie
      janusz

      • chris-joe Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 23:33
        nic ci innego teraz nie wypada, Swiatlo, jak przeprosic za pesymistyczne
        spojrzenie na wspolgatunkowcow i nabyc jak najszybciej ogolnoludzkiej krzepy,
        radosci i buchac energia bytu.
        (Nawiasem mowiac, przeciwstawianie jednej postawy drugiej jest kardynalnym
        bledem, obie bowiem czesto swietnie z soba wspolzyja. Wiem cos o tym).
      • ani-ta Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 23:36
        "kolege" optymiste witam w klubie;)
        <"kolege" bo nie wiem czy tytułowanie przez "kolege" przejdzie bez pomruku
        dezaprobaty.... ta czy siak - witam w klubie optymistow!>

        "kochajmy sie i rozmnazajmy" to moje haslo od kilku lat:) poki co kochajmy sie
        jest spelniane efektywnie;) ale i to wystarcza by zyc z godnoscia czlowieka
        spelnionego:)

        chcialabym jednak podniesc temat pominiety przez reszte rozmowcow
        zbuwersowanych raczej koncowa trescia wypowiedzi kolegi swiatla... a
        zapominajacych o jej poczatku:)
        jako osoba gruntownie ksztalcona (prosze zauwazyc, ze przedrostka "wy" nie ma!)
        do tej pory obracalam sie w kregu ludzi swiatlych, ale fantastow;) tzn.
        badalismy, tworzylismy bardziej dla idei... jak juz cos zbadalismy i o dziwo
        stworzylismy, wtedy kombinowalismy do czego toto mogloby sie przydac???
        od kilku tygodni obracam sie w kregu ludzi swiatlych, ale praktykow;) roznica
        polega na tym, ze... robie dokladnie to samo co wczesniej... tyle, ze juz na
        poczatku widze cel! konkretny! wspomagajacy... cokolwiek.... ale uzyteczny!:)
        nie ukrywam, ze drugi krag mi zdecydowanie bardziej odpowiada:)
        osiaganie celu, wyznaczanie kolejnego, osiaganie, wyznaczanie.... to moj
        zywiol:)
        ale przychodzi tez refleksja... przeciez gdyby nie ci fantasci... ich pomysly,
        czasem z piekla rodem... gdzies przez przypadek wcielone w zycie... a potem
        wymagajace poprawek... moja skromna osoba bylaby zbedna! a tego chyba nikt by
        nie chcial odczuc?:)

        stad wiec.... mimo, ze badania wyzszosci swiat nad swietami uwazam za
        bezsensowne... nie moge pozwolic sobie na wniesienie zasadnosci swojej opinii
        na forum publicznym... bo nie wiem, czy badania owe nie okaza sie niezbednymi w
        czasie przyszlym? czy nie zdarzy sie, ze ktos szukajac odpowiedzi na
        pytanie "czemu Sw. Mikolaj nosi wlasnie CZERWONA czapke" nie znajdzie naukowego
        uzasadnienia sprzed 50lat - jakiegos fantasty - badacza wpływu koloru czapki na
        samopoczucie noszacego:)

        itd.:)

        a.:)
        • tortugo Re: Taniec cząstki wirtualnej 01.06.04, 23:50
          no wlasnie, wlasnie. i o tym pisalem, jeno moj belkot pewnie zakamuflowal cala
          mysl przewodnia. dzieki, zes to tak fajnie ujela :)))))))))))
          ~:O:=o
      • swiatlo Re: Taniec cząstki wirtualnej 02.06.04, 00:06
        bird_man napisał:

        > na temat "czastek wirtualnych" i innych temu podobnych teorii nie bede sie
        > wypowiadal, bo mam swoje zdanie ( a przydarzylo mi sie w moim zyciu 2 lata
        > studiow fizyki..)

        To nie o to chodzi. Nie chcę dywagować o kwantowych właściwościach cząstek
        wirtualnych, z pewnościa więcej masz na ten temat do powiedzenia. To nie jest w
        tym sęk. Chodzi o przykład czegoś co istnieje na zasadzie całkowicie
        wirtualnej. Czego istnienie nie ma żadnego matematycznego wpływu na dokładnie
        nic i co się zupełnie nie przyczynia do dosłownie niczego, niezależnie jaki
        status zawansowania to osiąga.
        Przykładem jest cała nasza cywilizacja. Nawet jak będziemy istnieć zawsze,
        czyli nie skończymy się całkowicie z jakiegoś tam powodu, to sam rozmiar świata
        w jakim żyjemy oraz prawa fizyki spowodują że nasza cywilizacja będzie zawsze
        ograniczona do naszego maleńkiego sąsiedztwa Układu Słonecznego i razem z nim
        też bezpowrotnie się skończy.
        W skali kosmicznej będzie to przykład owego bytu wirtualnego, które niezależnie
        jak się technologiczne rozwinie i jakie arcydzieła sztuki stworzy, wszystko to
        całkowicie przepadnie. Bez jakiegokolwiek wpływu na nic.
        Czyli jesteśmy po prostu taką czarną dziurą, żyjemy w bąblu, tworzymy bardzo
        skomplikowane systemy i wartości, ale jest i będzie to na zawsze tylko i
        wyłącznie ograniczone do tego bąbla i wraz z nim zniknie.

        Czy nie jest to podobne do nas samych? Tworzymy bardzo skomplikowane światy i
        systemy w naszych świadomościach i marzeniach. To co wychodzi przez naszą mowę
        na zewnątrz, to jedynie znikome strzępy owych bogatych i ogromnych światów,
        jakie istnieją wewnątrz nas. Jednak owe światy, jakkolwiek skomplikowane i
        zaawansowane by one były, giną na zawsze razem z nami nie zostawiając po sobie
        zupełnie nic.

        Takim prawie wirtualnym bytem jest może być nasza technologiczna cywilizacja.
        Nasza cywilizacja swoim wiekiem dochodzi już do wieku Starożytnego Rzymu.
        Tamten byt osiągnął swój szczyt... i przepadł bezpowrotnie.
        My poziomem nonsensu jaki tworzymy i na jakim się opieramy, podejrzewam że i
        tak powinniśmy być szczęśliwi że tak daleko doszliśmy i że jeszcze istniejemy.

        Jest to wszystko trochę podobne do wierzeń Greków, którzy wierzyli że Ziemia
        istniała zawsze, a brak postępu bierze się stąd, że przechodziła ona zawsze
        okresowe kataklizmy które cofały jej mieszkańców z powrotem do punktu wyjścia.

        > Natomiast Twoje twierdzenie, za jakoby rasa ludzka stoi na koncu rozwoju
        > ewolucyjnego jest nie dosc ze nie poparta zadnym jakimkolwiek dowodem
        > naukowym, ale, wybacz jest po prostu smieszna..

        Podobny argument użyła moja córka jakiś czas temu kiedy jej o tym samym
        mówiłem. I miała rację, jak i ty ją masz.
        Moje uproszczenie polega na tym, że oparłem mój wywód na założeniu
        zaawansowanej i stabilnej cywilizacji technologicznej. W takim modelu
        rzeczywiście ewolucja bilogiczna prawie stoi w miejscu, podczas gdy jej poziom
        komplikacji wzrasta wykładniczo.
        W świecie obecnym z wyjątkiem świata zachodniego reszta jednak rzeczywiście
        całkowicie podlega prawom ewolucji: epidemie, klęski głodowe, wojny itd.
        Jednak zakładamy model cywilizacji technologicznej jako nasz model docelowy i o
        tym też mówiłem.
        Wygląda jednak na to, że ów model jest niemożliwy do osiągnięcia. Że być może
        krzywa historii jest cykliczna a nie rosnąca.

        > wyjdz przed dom w nocy, popatrz na rozgwiezdzone niebo i uswiadom sobie, ze
        > jestes CZESCIA TEGO WSPANIALEGO SWIATA i masz jedyna w swoim rodzaju szanse
        > zdawac sobie z tego sprawe i przekazac to dalej..

        I to robię. Czyli jak to powiedziałem: "tańczę wirtualnie"...
        • tortugo Re: Taniec cząstki wirtualnej 02.06.04, 00:44
          Znasz utwor "Dust in the Wind" w wykonaniu grupy Kansas, z ok. 1978 roku?
          Polecam, bardzo ladna piosenka, a slowa to dokladnie to, o czym mowisz :)))

          ~:O:=o

          p.s. kto potrafi zdefiniowac Weltschmertz?

      • xurek Biologiczny upadek rasy ludzkiej? 03.06.04, 18:12
        Bede pisac po kawalku, bo za duzo mysli mi sie klebi.

        Swiatlo:
        “Ewolucja jest oparta na doborze naturalnym, czyli słabi i głupi odpadają,
        natomiast mądrzy i inteligentni zostają. Ten proces już od dawna się nie
        dokonuje. Żyją i rozmnażają sie wszyscy. Powtarzam: WSZYSCY. Kalecy, głupi,
        słabi. Z moralnego punktu widzenia to ogromne osiągnięcie, z ewolucyjnego
        natomiast, to koniec rozwoju człowieka jako istoty biologicznej.”

        Bird Man:
        “Natomiast Twoje twierdzenie, za jakoby rasa ludzka stoi na koncu rozwoju
        ewolucyjnego jest nie dosc ze nie poparta zadnym jakimkolwiek dowodem naukowym,
        ale, wybacz jest po prostu smieszna…..
        Tyle jest jeszcze do zrobienia przed nami.. A poza tym to uwazasz, ze "kalecy,
        glupi i slabi" (cytuje ciebie) nie maja prawa do zycia ? Kto ma decydowac o
        prawie do zycia i rozmnazania? uzurpujesz sobie to dla siebie?”

        Ostatnio duzo zastanawiam sie nad tym, jak to jest z naszym “stanem
        biologicznym”. Bo niby (opieram sie tutaj wylacznie na krajach cywilizacji
        zachodniej) zyjemy coraz dluzej (srednia) czyli niby powinnismy byc coraz
        zdrowsi. Malutenki wycinek znanego mi otoczenia sklonil mnie do podwazenia tej
        tezy, bo wydaje mi sie, ze ani dluzej nie zyjemy ani zdrowsi nie jestesmy.
        Sprobowalam (dyletancko, bo az tyle czasu nie mam) przyjrzec sie danym
        statystycznym sredniej zycia plus umieralnosci niemowlat i doszlam do wniosku,
        ze gdyby oddzielic jedno od drugiego, to wynik bylby zupelnie inny, czyli
        potwierdzajacy “ani dluzej ani zdrowiej”.

        Dobor naturalny na drodze ewolucji. Glownym jego celem jest zapewnienie
        przetrwania potomstwu. Genetycznie i socjalnie.
        Genetycznie powinno nastepowac poprzez wbudowane nam mechanizmy “genetycznej
        oceny potencjalnego partnera”. Ile z nich jeszcze mamy? Czy jestesmy w stanie
        wyczuc ponoc bardzo przy tym istotny zapach partnera poprzez wlasne i jego
        perfumy? Czy jestesmy w ogole w stanie „poddac“ sie owej „genetycznej
        wskazowce“ jezeli nie idzie ona w parze z wyuczona hierarchia wartosciowo –
        moralna? Mysle, ze ten mechanizm w naszej cywilizacji dziala coraz slabiej. Do
        tego dochodzi fakt coraz pozniejszego macierzynstwa / ojcostwa i to na szeroka
        skale. Gdzies kiedys czytalam ze material genetyczny w jajach / plemnikach
        traci na wartosci z posuwajacym sie wiekiem....
        Socjalnie dobieramy sobie takiego partnera, ktory w danym ukladzie spolecznym
        zapewnia najlepsze przezycie. Co to jest najlepsze przezycie? Materialnie
        czy “duchowo”? Zalezy pewnie od nastawienia jednostki, od tego, czy przekaz
        wlasciwych wartosci moralnych czy tez zapewnienie szerokich mozliwosci
        materialnych jest wazniejszy. W obydwu przypadkach pokrycie sie tego kryterium
        z kryterium “genetycznym” jest moim zdaniem rzadkie i coraz rzadsze. Czyli
        biologia przegrywa….

        No i strona moralna. Czy “glupi i slabi” maja prawo do rozmnazania i kto ma o
        tym decydowac? Kiedys nie bylo problemu – decydowala natura i to przewaznie
        tak, ze potomstwo “glupich i slabych” mialo niewielkie szanse na dalsza
        reprodukcje, nawet jezeli przezylo. Teraz sa mozliwosci utrzymania “przy zyciu
        i prokreacji” (prawie) kazdego. W przyrodzie nie bierze sie z niczego nic,
        czyli musza one odbywac sie kosztem czegos innego. Brutalnie upraszczajac
        utrzymanie przy zyciu 6-miesiecznego wczesniaka z 90% prawdopodobienstwem
        uposledzen “kosztuje” byc moze smierc niedozywionych dzieci w krajach trzeciego
        swiata. Co jest “lepsze i moralniejsze”? Czy “lepsze” jest
        rownoczesnie “moralniejsze”? I znow pytanie, kto ma podejmowac decyzje i na
        jakiej podstawie? Moralnie jestesmy zdania, ze kazdy powinien miec “szanse na
        wszystko”, przy czym rozmiar “zagadnienia” wzrasta, czyli nie sa to wyjatki nie
        majace wplywu na nic, tylko aktywna ingerencja w kryteria doboru naturalnego a
        co za tym idzie nasza biologie. Cos mi sie wydaje, iz rozwazania Swiatla na ten
        temat wcale nie sa takie smieszne…..

        Coraz czesciej dochodze do wniosku, ze zapedzilismy sie w kozi rog. Miotamy sie
        w dylemacie, ktory moim zdaniem jest w sposob, w jaki sie do tego zabieramy nie
        do rozwiazania. Dylemat polega na niekompatybilnosci naszej “genetycznej
        natury” i naszego na drodze rozwoju intelektu wyrobionego “kodeksu moralnego”.
        Natura jest brutalna a jej droga “do lepszego” prowadzi doslownie po trupach.
        Nasz kodeks moralny chce dojsc do tego samego celu ratujac “kazdego i wszystko”
        po drodze i dajac “kazdemu i wszystkim” rowne szanse. Ze to dzialac nie moze
        widac na kazdym kroku w rozbieznosci miedzy teoria a praktyka naszych systemow
        spolecznych. I chociaz to widzimy to wciaz jestesmy zdania, ze idac w slady
        Matki Teresy dojdziemy do raju. Ja nie jestem taka pewna, czy sobie nie mydlimy
        oczu.

        PS: jezeli ktos czytajac to ma wrazenie, iz jestem skonczonym pesymista i
        powinnam isc poogladac gwiazdy na swiezym powietrzu to sie myli, nie uzurpuje
        sobie rowniez prawa decydowania o czyimkolwiek (nie) bycie oprocz mojego, tak
        sobie tylko rozwazam....

        Xurek
    • luiza-w-ogrodzie Ludzie sa zaprogramowani na taniec pingwina 02.06.04, 01:05
      W domach jak klocki olbrzyma
      Rury zawyły ze strachu przed dniem
      Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle

      Zwija śniadanie w gazetę
      Chowa pod skrzydła pysk blady jak wosk
      Dziób mu się zgina rośnie łysina od trosk

      Życie na boki go kiwa
      Kusym truchcikiem załatwia sto spraw
      Czasem obrywa, czasem się zgrywa jak paw

      Ściska co dzień nowe dłonie
      W setkach papierów zostawia swój ślad
      Śni o melonie, śpi na peronie pod wiatr

      Z okna widać to samo
      Co dzień bardziej ukośnie
      Widać w lustrze co rano jak wolno dziób rośnie

      W domach jak klocki olbrzyma
      Rury zawyły ze strachu przed dniem
      Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie

      "have your fun and keep lafing" ©joanna

      .·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸.·´¯`·...¸><((((º>
    • starypierdola Swiatlo, gwoli scislosci .... 02.06.04, 05:17
      >>Jeszcze gdzie indziej jakaś grupa naukowców na uniwersytecie amerykańskim
      (czyli za moje własne podatkowe pieniądze) ogłosiła wyniki swojej pracy ...<<


      Nie przesadzaj!! W Ameryce, wliczajac w to Stan Oregon, nie ma universytetow
      ktore byly by fundowane przez rzad federalny. Duza wiekszosc jest fundowana
      przez rzady stanowe (stad in-state fees), przez "land grants", etc; niektore sa
      prywatne, fundowane przes studentow.

      Wiec twoje podatki (stanowe) funduja co najwyzej czesciowo uniwersytety w
      Oregon, i to nie wszystkie. Srednio 35% "operating cost" uniwersytetow
      stanowych w Twoim stanie to pieniadze stanowe; reszta to tuition fees i "inne"
      dochody, glownie overhead on research.

      Wiec nie dawaj nam tu siana ze Ty fundujesz jakis research z Twoich podatkow.
      Az taki wazny nie jestes, nawet jesli placisz jakies podatki.

      Aparencias enganian
      SP
      • tortugo Re: Swiatlo, gwoli scislosci .... 02.06.04, 17:25
        starypierdola napisał:

        > Nie przesadzaj!! W Ameryce, wliczajac w to Stan Oregon, nie ma universytetow
        > ktore byly by fundowane przez rzad federalny.

        a akademie Army, Navy, i takietam inne?
        • starypierdola scislosci .... 02.06.04, 19:23
          >>> a akademie Army, Navy, i takietam inne?<<


          Nie ta para kaloszy. To Army / Navy / Air Force... Slysze ze teraz to nawet i
          CIA ma Universytet gdzie ucza skrycie mordowac i torturowac ....

          SP
          • tortugo Re: scislosci .... 02.06.04, 19:35
            mordowac, torturowac... tez w sumie moze byc legitimate research ;)))

            ale, ale... bralem cie bardziej za pragmatyka, a ty mi tu takie... ;))
            ~:O:=o
    • jutka1 Swiatlo.. 02.06.04, 10:22
      W chwili spokoju fizyczno-psychicznego czyli teraz i tutaj, przeczytalam
      jeszcze raz Twoj tekst. Bardzo mi sie podoba.

      Rzeczywiscie mozna o sobie i o nas, i o calym wszechswiecie mayslec jak o
      nagromadzeniu nic nie znaczacych wirtualnych czastek. Bo w skali wiekszej
      takimi jestesmy, bez znaczenia, bez sladu, skupiamy sie na niewaznych rzeczach
      albo takich, ktore waznymi sie wydaja a nic do niczego nie wnosza.

      Ale tak jak napisal rzulwik, te milimetry szescienne wnosza cos w skali mikro -
      dotykaja, poruszaja pare/kilkanascie/kilkadziesia/kilkaset... innych milimetrow
      szesciennych. Zostawiaja jakis slad, jakas energie, jakies wspomnienia. A ze to
      tez jest niewazne in the big scheme of things? Wazne jest wtedy, kiedy sie
      dzieje, wazne jest tak dlugo jak ktos nas pamieta i my pamietamy. Potem i tak
      jest jedno wielkie nic, przynajmniej z naszego wirtualno-milimetrowego punktu
      widzenia, ktorego tez juz nie bedzie.

      I pociagajac Twoja przed-konkluzje o krok dalej, izolacja na wyspie studiujac
      madre ksiegi, zeby zrozumiec sens tego wszystkiego tez jest o kant de rozbic,
      bo wiedzy tej nie przekazesz, a potem i tak nicosc. Dlaczego wiedzy tej nie
      przekazesz, zapytasz? Ano dlatego, ze kazdy czlowiek ma w sobie inny
      wszechswiat, i Twoja wiedza jest wiedza dla Ciebie, tak jak moja wiedza: li-
      tylko dla mnie.

      Mowisz, ze nic na nic nie ma wplywu. Jako adwokat diabla przypomne powiedzenie,
      ze trzepot skrzydel motyla w Amazonii ma wplyw na zbiory ryzu w Chinach. Oraz -
      niedowiedziona ale kto wie czy nie prawdziwa - teoria o 6 degrees of separation
      (nie mam pojecia jaki jest polski odpowiednik, moze ktos zna), mowiaca, ze od
      kazdego jednego czlowieka na ziemi dzieli nas tylko 6 osob w jakis sposob
      znajomych.

      Wszystko jest powiazane i nie ma przypadkow. Nic nie jest powiazane, jestesmy
      jednym wielkim chaosem, i samotni-sami cale zycie.

      Pozdrawiam, i dziekuje za ten tekst.
      Jutka :)
    • artur666 To w sumie smutnie, ze spisz jeszcze spokojnie. 02.06.04, 11:17
      Ty widzisz tylko twoje podatki przeznaczone na szkolnictwo.

      Smutne jest, ze nie liczysz ile z twojej kasy idzie na to bezsensowne
      ZBROJENIE!!!!
      Mylalem, ze twoja swiadomosc siega troche wyzej.
      • tortugo Re: To w sumie smutnie, ze spisz jeszcze spokojni 02.06.04, 18:31
        polecam zapomniany WATEK DLA WSTRZEMIEZLIWYCH ;))
    • xurek wow, Swiatlo 03.06.04, 17:28
      ten tytul tak mnie zmylil, ze dopiero teraz to przeczytalam i jestem pod
      wrazeniem. Jak przetrawie to cos napisze. Moze nawet przetlumacze Behemotowi,
      bob naprawde mi sie podoba.

      Xurek
    • akawill sens 06.06.04, 23:03
      swiatlo napisał:

      > To co wychodzi przez naszą mowę na zewnątrz, to jedynie znikome strzępy owych
      > bogatych i ogromnych światów, jakie istnieją wewnątrz nas. Jednak owe światy,
      > jakkolwiek skomplikowane i zaawansowane by one były, giną na zawsze razem z
      > nami nie zostawiając po sobie zupełnie nic.

      Czy tylko coś co materialne i wielkie w swoim materializmie i sile procesów
      jest istotne? Ja nie jestem przekonany że te bogate i skomplikowane światy
      które istnieją(ały) w nas giną. Nawet jeżeli nie zostały przekazane innym. A
      ich fakt zaistnienia uważam absolutnie za bezcenny, po prostu jako sens.
    • xurek Schizofrenia bytu? 07.06.04, 14:15
      Swiatlo:
      „komplikacja systemu w jakim żyjemy powoduje że zawalenie się dwóch wieżowców
      w Nowym Yorku o tysiące mil ode mnie ma fundamentalny wpływ na całe moje
      istnienie.”

      To juz zaczelo sie znacznie wczesniej a mnie brutalnie rzucilo w oczy przy
      plajcie niemieckiego koncernu od lodowek (ABB czy jakos tak), ktory to nie
      splajtowal, bo zle produkowal albo zbytu nie mial, tylko bo akcje na gieldzie i
      spekulacje gdzies tam…

      Z jedej strony zupelnie sie w pale nie miesci, co ma bulka do wykresu na
      ekranie. Jezeli ktos umie bulke upiec i ma ja komu sprzedac to niby by sie
      wydawalo, iz wiecznosc piekarni jest zapewniona i zaden wykres albo cena ropy
      albo inny konflikt gdziestam nie moze jej zachwiac. Z drugiej strony tyle sie
      juz takowych zjawisk naanalizowalam, iz zupelnie dobrze i w sposob oczywisty to
      rozumiem i jest to rownie naturale co przewidywalne i na dodatek realnie sie
      dzieje. I to wlasnie jest najbardziej przerazajace w tej calej sprawie. Ja
      znacznie latwiej pojmuje nic z realna bulka nie majace wspolnego „procesy
      rynkowe“, ktorych na dodatek ani zjesc sie nie da ani w nie w zimie otulic niz
      proces upieczenia bulki, ktorej to upiec nie umiem. Nierealne staje sie
      oczywistym a realnosc przestaje miec codziennie-realny wymiar. A jak przyjdzie
      co do czego to umre z glodu przed wykresem na ekranie….

      Co rusz to pojawia sie jakas nowa maszyneria. A to nowe odtwarzacze muzyki czy
      obrazu, a to nowy aparat, a to nowa generacja komputera, a to piec zdalnie
      sterowany albo odkurzacz z sensorami goniacy za smieciami itd. Po pierwsze ta
      maszyneria robi cos, czego zrobienie wczoraj bylo zupelnie zbedne a jutro
      stanie sie nieodzowne. Po drugie ja staje sie innym stworzeniem. Patrzac na
      maszyne zupelnie mi nie znana znacznie latwiej intuicyjnie znajde dorge do
      wlaczenia i zmuszenia do dzialania, niz na przyklad w sytuacji „oko w oko z
      baranem na pastwisku“ gdzie intuicja milczy uparcie i wcale mi nie podpowiada,
      iz powinnam isc do przodu a nie biec do tylu. Przystosowalam sie. Intuicyjnie
      wiem jak powinnien wygladac i gdzie byc guziczek off / on i „menue“
      badz „setup“ ale juz nie wiem, czy rzadko widywany zwierz jest akurat w dobrym
      czy zlym humorze.... No i jak przyjdzie co do czego to tylko sie modlic, ze
      bedzie to kulawy baran.....

      Na dodatek umiem wszystko wlaczyc, uzyc, wykorzystac ale…… nie umiem nic
      naprawic albo zrobic. Wystarczy jeden glupi przepalony drut w zelazku i juz
      koniec z prasowaniem. To samo z gotowaniem, myciem, praniem itd itp. Nawet
      pojscie spac bez kremu to trudna sprawa, bo skora «sciaga » i jest niewygodnie.
      Jak sie robi krem, gdyby go np. zabraklo?

      No ale co robic? Do buszu i nauczyc sie “przezycia”? Po co? Po to, zeby wrocic
      z powrotem i nagle stanac przed nowym automatem biletowym i nie wiedziec jak
      wydebic bilet? Wiec tak jak Swiatlo tancze sobie dalej i przewracam oczami
      slyszac meza, ktory po raz milionowy narzeka, ze puszczam niepotrzebnie wode
      jak myje zeby albo ze po cholere potrojne opakowanie albo ze miska z woda na
      podlodze jest takim samym nawilzaczem jak ta moja halasujaca maszyneria itd.

      A ostatnio na basenie taka sytuacja: jakies 15 osob w wirlpoolu, min. mama z
      mala dziewczynka. Dziewczynka mowi nagle pelna dumy “mamusiu, wlasnie zrobilam
      siku”. Zaloga wirlpoola patrzy na siebie z paniczna odraza i nagle wszyscy jak
      na komende wyskakuja jak oparzeni z owego i biegna pod prysznic. Zostaje ja,
      Behemot, nasze dzieci i mamusia nieszczesnej dziewczynki prawie ze niezywa ze
      wstydu i pytajaca gdzie ma sie udac, coby wirlpool wydezynfekowali. Behemot
      mowi, a co pani mysli, ze te maluchy co tu siedza i nic nie mowia to nie
      sikaja? Potem rzuca jeszcze zupelnie anarchistyczna teza, ze moze nawet i
      dorosli. Potem pokazuje pani trzy dysze, ktore na okraglo wymieniaja wode i
      mowi, zeby sie odprezyla.

      A ja sobie mysle, ze gdyby nagle nad wirlpoolem pojawila sie chmura
      radioaktywna to ucieczka bylaby mniej paniczna niz w przypadku siusiu malenkiej
      dziewczynki….
      Cos jakos wszstko stoi na glowie albo przynajmniej mnie ostatnio tak sie wydaje.

      Xurek
      • lucja7 Przed schizofrenia, Filozofia bytu 07.06.04, 15:02
        Sens dzisiejszego zycia widze w nieskonczonej liczbie sytuacji mogacych sie
        tworzyc z roznorodnosci miejsc gdzie jestesmy, czyli tradycji i obyczajow.
        Pomnozonych przez historie literatur, sztuk i dziejow przez tysiaclecia czasu.
        Dla mnie to jest bogactwo dzisiejszego zycia.
        A nasze zycie w tym? Kto kogo i jak i w jakich okolicznosciach spotka? Co z
        soba zabiera na zawsze? Co zostaje?

        B. Maj pisal:

        Lisc, jeden z ostatnich, oderwal sie od galezi klonu:
        wiruje w przezroczystym powietrzu pazdziernika, spada
        na sterte innych, nieruchomieje, gasnie. Nikt
        nie podziwial jego porywajacej walki z wiatrem,
        nie sledzil jego lotu, nikt nie odrozni go teraz
        lezacego wsrod lisci, nikt nie zobaczyl
        tego, co ja, nikt. Jestem
        sam.
        .........................

        Jeszcze troche podyskutujemy a bede juz gotowa opowiedziec dlaczego mam ochote
        wszystko odpuscic i sluchac jedynie szumu wiatru i szelestu piasku.
        Caluje, lucja7.

    • xurek Konsumpcja a tworzenie 07.06.04, 15:41
      Lucja:
      „Sens dzisiejszego zycia widze w nieskonczonej liczbie sytuacji mogacych sie
      tworzyc z roznorodnosci miejsc gdzie jestesmy, czyli tradycji i obyczajow.
      Pomnozonych przez historie literatur, sztuk i dziejow przez tysiaclecia
      czasu.Dla mnie to jest bogactwo dzisiejszego zycia.“

      Swiatlo
      „Czasami wydaje mi się że moje życie byłoby bardziej realne jakbym przestał
      produkować dzieci, przestał pisać programy i kopać ogródek, a zamiast tego się
      odizolował na wyspie i zaczął samotnie studiować księgi religijne. Być może
      wtedy bym bardziej wniknął w realność świata niż wychowując dzieci i płacąc
      rachunki za elektryczność.“


      Dla Lucji obfitosc przekazow to bogactwo, z ktorego mozemy czerpac. Swiatlo
      jest juz w polowie drogi – chcialby sie w duzej mierze od tego bogactwa
      odizolowac i zajac „sam soba“ na bezludniej wyspie, jednazkze w oparciu o czesc
      przez innych nagromadzonych przemyslen i doswiadczen.

      To fakt, ze doznan wszelkich bez wlasnego udzialu jest coraz wiecej. Wszystko
      jest na wyciagniecie leniwej reki – architerkura, sztuka, historia, fikcja,
      piekno, brzydota, milosc, nienawisc – wszystko w kazdej zyczonej formie –
      ksiazka, film, tasma, muzeum, budynek itp. De facto w ogole nie trzeba niczego
      samemu przezyc, by wszystko doswiadczyc – z pewnoscia znacznie szerzej i
      doglebniej, niz samemu byloby sie stworzyc w stanie i z pewnoscia znacznie
      plyciej i emocjonalnie ograniczenie. Ale czy to naprawde jest bogactwo? Czy
      bogactwem jest cos “odziedziczonego bez trudu” czy raczej cos “samemu
      osiagnietego”?
      Konsumpcja jest najlatwiejsza droga a czlowiek istota leniwa. I do tego ten
      nawal.
      Nawet gdyby chcialo sie cos samemu stworzyc, to owo “dzielo” I tak nie wytrzyma
      konkurencji z czyms przez kogos juz kiedys stworzonym. Czy to moze dac
      szczescie?

      Czytajac ogladajac rozmawiajac podrozojac i wyobrazajac sobie na tej bazie z
      pewnoscia doswiadczylam o ocean wiecej niz np. moi dziadkowie. Ale sama nic nie
      stworzylam (no moze prawie). Oni stworzyli pare mebli, w duzej mierze swoj
      wlasny dom, duza czesc swojego odzienia, pare bajek dla dzieci i moze jeszcze
      cos, o czym nie wiem. Ja kiedys szylam, pisalam wiersze i komponowalam
      piosenki. Wszystko z pewnoscia denne w porownaniu do “swiatowego poziomu”. Ale
      moje. Teraz niczego (prawie) nie tworze, bo mnie ogolnoobecny swiatowy poziom
      przytlacza. Tworze plany, bo od tego jestem spec a w glowie mam, ze tworca
      mozna byc tylko bedac specem – w pozostalych dziedzinach nalezy
      byc “konsumentem bogactwa”.

      Jak komponowalam taka piosenke albo tworzylam wymyslony ciuch to bylam tym
      zajeta dlugig czas, po ktorym przychodzilo zdorwe zmeczenie, relaksujacy sen i
      pewnien rodzaj zadowolenia, ze zrobilam COS. Teraz czesto przyswoilam sobie COS
      i co? Nieraz nawet podyskutowac o tym czyms sie nie chce albo nie ma z kim, bo
      inni przyswoili sobie cos innego i tym wlasnie sa zajeci. Ja juz nawet nie
      przerabiam tego przyswojonego, tylko odkladam na myslowa polke gdzie stoi i sie
      kurzy i nigdy nie zostanie przerobione.

      A jak zaczyna mi sie wydawac, ze jest za duzo i ze musze sie odizolowac, zeby
      zostal kawalek mnie na moje wlasne pomysly i wytwory to bardzo szybko
      slysze “jak to? Nie slyszalas? Nie widzialas? Jezu, jaka ty jestes
      niedoinformowana......“ I juz znow szybko lece nadrobic zaleglosci w konsumpcji
      bogactwa, bo zwierze stadne jestem...... Na dodatek konsumuje totalne
      niepotrzebne przezycia i glupoty. A jak nagle sie okazuje, ze przydalby sie
      jakis kawalek wiedzy na temat zdrowia to widze, ze nie wiem nic i ze caly
      wielki swiat istnieje nieznany obok mnie a jego wielkosc od razu mnie
      przytlacza.......Takich swiatow jest mnostwo – np. rolnictwo, albo elektronika
      albo ... albo... albo.

      A ja czytam sobie dalej „die rote Antilope“, bo przyzwyczajona jestem przezywac
      emocje i miejsca o ktorych nie mam pojecia a nieprzyzwyczajona zajac sie czyms,
      co niby jest mi tak bliskie a jednak tak odlegle jak dzialanie ludzkiego
      organizmu.....

      Taki mam ostatnio schizo-filozoficzny nastroj :)))

      Xurek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka