akawill
12.06.04, 23:15
Godzina 17:00 w piątek. Szybki telefon do Myster albo Mysyz że się będzie
później albo czy tak można (zależy jak kto ma ;) i jedziemy. Do Tex-Mex
cantiny z wahadłowymi drzwiami i siodłami końskimi przy barze. Ale my na
taras, bo 33% z nas to palacze. Głównie męskie towarzystwo z wyjatkiem Donny
(ale nawet ona to przecież moja boyfriend). Długoletni pracownicy, 28 do 5
lat w firmie no i ja 6 - tygodniowiec. Dzielę się, że ja w zasadzie to w
życiu tzw. zawodowym nie byłem na happy hour, kiedyś dawno "w szkole"
owszem. No i że w związku z tym jest to dla mnie tracenie dziewictwa hepi-
ałerowego. Butelki i szklanice czycotamktoma idą w górę w toaście na te
słowa. Sprawy pracowe z tyłu zostawione. Luz. Ed mówi o swoim małym synku,
który wyraża afekcję rzucając przedmiotami w dane osoby. Niedawno rzucił
organkami w teściową. Pada komentarz, że gdyby mały umiał dobrze mówić to
powiedziałby: "play something, bitch!". Dowiaduję się że Ken jest
specjalistą od molestowania seksualnego. Molestuje tak, że nie można mu nic
zarzucić. Czasem osoba molestowana nawet nie wie że jest molestowana. Wie
to tylko sam Ken. Wyższa szkoła jazdy.
Eech, fajnie jest gdy poprawność zostaje w pracy.