Dodaj do ulubionych

rozstania.....

04.07.04, 20:24
Obejrzalam przed chwila w TV ploteczki o prominentach. Obgadano m.in. Jette
Joop, ktöra po trzech latach wspölnego zycia z ksieciem Schaum-Lippe czy jak
mu tam, zerwala z nim telefonujac z drogi, komunikujac mu te nowosc i
natychmiast zadzwonila do dziennikarzy, informujac ich röwniez o tym.
W zwiazku z tym pytano rözne znane i mniej znane postacie o to, jak powinno
sie odbywac zakonczenie jakiegos zwiazku. No wiec Jette zostala ogölnie
potepiona/skrytykowana, kazdy mial inny pomysl na zakonczenie, ale wiekszosc
facetöw möwila, ze w gruncie rzeczy w momencie rozstania wola na dluz´szy
czas zejsc "w podziemie" i odczekac co z tego wyniknie. Normalne, meskie
tchörzostwo. Ja sama cos podobnego przezylam przed laty - ale chyba juz o tym
pisalam, wiec sie nie bede powtarzac. Co mnie interesuje, to moi Panowie
Wasza opinia na ten temat, jak powinno sie odbywac takie rozstanie.
Czy mam racje, ze osoba ktöra kiedys kochalismy nie zasluguje przypadkiem na
troche szacunku, na szczera rozmowe, wytlumaczenie co i jak? No?
Obserwuj wątek
    • kokolores Re: rozstania..... 04.07.04, 20:37
      Telepatia ,czy co???Ogladajac to dzisiaj rowniez myslalam o zalozenie takiego
      watku!!Temat ciekawy i chyba przez wszystkich juz przerabiany!!
      Teraz nie mam czasu(MECZ!!!) ,ale moze jeszcze dzisiaj cos napisze na temat!!
      :))
      • basia553 Re: rozstania..... 04.07.04, 20:45
        Im dluzej o tym mysle, tym bardziej mnie zastanawia, czy mezczyzni tak
        postepuja z tchörzostwa, czy z lekcewazenia, A jesli z lekcewazenia, to czy tej
        konkretnej pani, czy kobiet ogölnie? Bo moze w Was jest ciagle jeszcze to
        uczucie wyzszosci nad kobieta, tylko nie dopuszczacie tej mysli do swoich
        cywilizowanych glöw? No, Panowie! Do tablicy!
    • jutka1 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:16
      Najgorsze rozstanie w moim zyciu. Ktos z kim mam codzienny kontakt znika na
      ponad miesiac. Wlasciwie bez powodu, poza "przeciez wiesz, ze jak mi zle to
      uciekam". Potem sie dowiaduje przez soby trzecie, ze toto mialo "tajemnicza
      aczkolwiek powazna" chorobe. Ja, osoba NIBY kochana i bliska, nie jestem
      informowana. Nie jestem warta dzielenia sie takimi wiadomosciami.

      Na email, sugerujacy, ze moze ta cala historia te osobe przerosla, i jesli tak,
      to ide sobie w cholere, nie otrzymuje odpowiedzi. Yes, no, maybe, ok, not ok,
      nie. NIC.

      I to jest najgorsze rozstanie w moim zyciu. Kogos kochalam, i nawet nie
      otrzymalam zwyklego ludzkiego czegos. Co wiecej, toto po paru miesiacach zaczelo
      sobie dorabiac teorie, ze to ja bylam Zla Kobieta, przez ktora to sie rozwalilo.
      Yuck.

      Jutka.
      • basia553 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:18
        Widzisz Jutka, kolejny przyklad na... no wlasnie, na co? Ponawiam moje pytanie:
        tchörzostwo, lekcewazenie, obojetnosc/gruboskörnosc? Kurde, gdzie sa nasze
        chlopy????
      • don2 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:36
        dreszcze wstrzasaja pieknym cialem,glowa bezsilnie lezy na moich
        kolanach.Ani slowa nie slysze ,zadnej skargi.noc koszmarna,i te oczy wpatrzone
        we mnie ,oczy ,ktore zawsze tyle wyrazaly.Nad ranem ,ostatnie
        spojrzenie,westchnienie.....cialo spreza sie w okropnym bolu.Koniec.za oknem
        swita zaczyna sie nowy dzien.Nie musialo tak sie stac.jak blyskawicznie
        straszna choroba odebrala mi ciebie.bezsilnosc i smutek.nigdy cie nie zapomne.
        • basia553 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:46
          Ach Ty Pajacu Forumowy! Prosze o powazne odpowiedzi! Czy Ty np. zawsze rzucales
          swoje panie, czy bywales rzucany? Jesli to pierwsze: byles gentelmanem, czy
          chowales sie w podziemiu czekajac, az sie babce znudzi szukanie? Mysle ze
          akurat Ty mozesz na ten temat najwi3ecej opowiedziec. Mozesz ew. wziasc
          przyklad z Ptaszka i opowiedziec, co Ci koledzy opowiadali:))))
        • jutka1 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:46
          Donie.
          Mozesz sie smiac ile chcesz

          Niestety nie bylo to przyjemne
          • don2 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:48
            Spokojnie nic nie sklamalem.To bylo naprawde,tak umieral Khalif,moj rotweiller
            • szfedka Re: rozstania..... 04.07.04, 21:52
              don2 napisał:

              > Spokojnie nic nie sklamalem.To bylo naprawde,tak umieral Khalif,moj rotweiller


              O Kalifie

              To przez ciebie ten wiersz -
              chyba już wiesz?

              Paliłem z Kalifem nargile,
              zachciało się odejść na chwilę
              a Kalif, nie myśląc długo,
              uciął głowę, przyprawił drugą.

              W tej drugiej chyba nic więcej
              prócz kwiatów stu Barwistanów.
              Chcesz ściąć, to zetnij i nie zamęczaj,
              ale się jeszcze zastanów.

              W.Broniewski
              • don2 Re: rozstania..... 04.07.04, 21:59
                Dziekuje ,piekna klepsydra,to byl najpiekniejszy rotweiller na swiecie dozyl
                tylko 6 miesiecy.rodzice champ.medale itp.parvovir. nie daje szans.
                • basia553 Re: rozstania..... 04.07.04, 22:06
                  DON, chyba nie masz zamiaru skurvić na psa????????
      • clairejoanna Re: rozstania..... 05.07.04, 12:59
        jutka1 napisała:

        "Co wiecej, toto po paru miesiacach zaczel o sobie dorabiac teorie, ze to ja
        bylam Zla Kobieta, przez ktora to sie rozwalilo. Yuck."
        ---> Ciociu, nie załamywać się! To przecież On uciekł nie zostawiając Tobie
        żadną wiadomość, a to przecież Ty próbowałaś nawiązać z Nim kontakt. Dorabianie
        teori jest dobre, przyjnajmniej ma się jakieś tam wytłumaczenie; ale nie powinno
        się pod żadnym (rzadym) pozorem zaczac obwiniać siebie!

        Pozdrowienia,

        CJ
    • basia553 Re: rozstania....bo wola.... 04.07.04, 22:11
      A wiesz Szwedka, że ynam pare przykładów na to, jak ci co to nie spią zonami,
      mają nagle ciężarne żoneczki? Jeszcze pare lat temu tu ynajoma będąca w siódmym
      niebie, bo kochanek taki wspaniały, od tylu lat już y oną nie sypia itd.
      No i nagle spotyka żonę z dużym brzuchem. Boże, jak ona to przeżyla!!
      • szfedka ciezarne zony... ;) 04.07.04, 22:29
        ino zyczyc chlopca :)))
    • kokolores Re: rozstania..... 04.07.04, 22:25
      Na to jedno(3) zdanie czas sie znajdzie!!
      "Podrozujacych nie nalezy zatrzymywac"!!
      Czy jest naprawde sens rozmowy z tym,kto chce odejsc?? Szukania
      winnego,refleksji ,ktora nic nie zmieni??
      • clairejoanna Re: rozstania..... 05.07.04, 13:08
        kokolores napisała:

        "Czy jest naprawde sens rozmowy z tym,kto chce odejsc?? Szukania
        winnego,refleksji ,ktora nic nie zmieni??"
        ---> Wiesz, jest to lekki szok, kiedy cztery godzinny temu było w porządku, a
        potem nagle się obruciło o 180 stopni. Może coś nie zauważyłam? Może coś
        zrobiłam? Bo praktycznie nie odszedł, nie było powodu, żadnej kłutni, żadnej
        innej. Po prostu powiedział, że byciem razem jest niemożliwe, nie podał powodu,
        ja się tylko mogę domyślać, rok się już domyślam.

        A traumę po tym wszystkim mam niezłą. Jeżeli się nie znajdzie winnego, powodu,
        dla którego to wszystko się rozpadło... będę się bała nowego związku. I po to te
        rozmowy, refleksje, szukania winnego.

        Pozdrowienia,

        CJ
    • don2 Re: rozstania....bo wola.... 04.07.04, 22:36
      masz racje szwedziu,zdarza sie i tak.kazdy moze uzywac taktyki jaka chce i
      umie.moge przytoczyc tez kilka niezlych przykladow.zreszta byl juz chyba taki
      watek ?? moje doswiadczenie mowi-zostaw kobiete i odejdz pozostaniesz
      sukinsynem na cale zycie.Pozwol kobiecie by myslala ,ze to ona ciebie
      • szfedka szkoda.. 04.07.04, 23:08
        w tymroku jade przez Nynäshamn ale...
        znasz namiary :;
    • ani-ta rozwazania teoretyczne 04.07.04, 23:19
      dlaczego odchodza bez slowa?
      bo po:
      1) mezczyzni uzywaja zdecydowanie mniej slow niz kobiety - dla nich pewne
      sytuacje sa na tyle jasne, ze nie wymagaja dodatkowych wyjasnien;
      2) bo latwiej uciec i udawac, ze nic sie nie stalo, niz spojrzec komus w twarz
      i powiedziec... ze nic nie bylo, ze to cos sie skonczylo, ze to byla pomylka,
      chwilowe zauroczenie, blad;
      3) bo nie sa pewni swojej decyzji i taka rozmowa moglaby zachwiac ich decyzja;
      4) bo boja sie kobiecych lez.

      mysle, ze pierwszym odruchem na tego typu dzialania jest rozpacz, potem
      szukanie winy w sobie, potem szukanie winy w NIM, potem zlosc (wrecz
      agresja).... potem... potem... potem...
      a na koniec... "szkoda, ze nam sie nie udalo:( to byl naprawde
      wspanialy/nieprzecietny facet"...
      oby ten etap nastepowal jak najszybciej... bo patrzec jak ktos bliski sercu
      cierpi jest ciezko... tym ciezej im bardziej ma sie swiadomosc, ze szanse na
      szczesliwe zakonczenie byly niewielkie:(

      a.
      • kokolores Re: rozwazania teoretyczne 04.07.04, 23:24
        Na koniec to ja zawsze myslalam "on nie wie co traci"!!
        • don2 Re: rozwazania teoretyczne 05.07.04, 00:07
          Kochane panie !!! troszke mniej zarozumialstwa,wiecej obiektywizmu.Zycie to nie
          wpis na Forum.Popelnia sie bledy ,omylki ,wyrasta sie od siebie.Zakochuje " na
          stronie" tyle powodow ile rozstan.Krewetka powiedziala najglupsza rzecz jaka
          slyszalem !!!. On nie wie co on traci !!! ha ha ha! Widocznie wie co zyskuje!!!
          Mila krewetko-jak sie nie ma czego sie oczekuje w domu ,szuka sie gdzies
          indziej.I to dotyczy obu stron.Prawda jest ,ze gdyby rozwody byly latwiejsze
          prawie kazda para ,zyjaca w naszej sferze kulturowej by sie rozwiodla.
          Juz pisalem,u mnie-jeden podpis,jednej ze stron,6 dni i 40 €.koniec.Nikt
          nikogo nie pyta i zadne sady nikogo nie wzywaja-w wypadku dzieci i finansow
          trwa nieco dluzej,ale rozwod zawsze i predko.I nie ma co klamac,presja
          religii.rodziny,otoczenia,sprawy finansow.Trzymaja wiele pseudo malzenstw.
          I co tu sobie dupe krecic wyszukiwaniem powodow itd.jakl tylko jednej ze stron
          przychodzi do glowy ,ze zycie z tym czlowiekiem jest nie do zniesienia.Nic juz
          nie uratuje malzenstwa.Bo odejscuie nie musi byc rownoznaczne z pakowaniem
          walizki itp.Mozna doskonale zyc osobno,bedac razem.czemu nie...nie wiem ile
          procent malzenstw tak zyje.podejrzewam ,ze wysoko siegnalby slupek w diagramie.
          I nie ma madrych.Znane autorytety w poradnictwie malzenskim ,najczesciej sa po
          rozwodzie ,w trakcie lub maja kogos na boku. I nigdy bym nie powiedzial serio:
          odchodzisz i nie wiesz co tracisz ! bzdura, najzalosniejsza proba unikniecia
          przyznania sie do kleski.Nie liczac przypadkow drastycznych,rozstanie sie to
          wina obojga-jak by na to nie patrzec !!!
          • kokolores Re: rozwazania teoretyczne 05.07.04, 00:14
            Ja nie mowilam wprawdzie o malzenstwie, bo to juz powazniejsza sprawa.
            Zdziwilbys sie ,bo niektorzy z nich probuja wrocic do swoich bylych.I czasem
            jest to duzo lepszy zwiazek niz przed rozstaniem.Twoje subiektywne zdanie nie
            jest wyznacznikiem dla wszystkich,wiec oszczedz mi twoich epitetow!!
            :)

            Nie liczac przypadkow drastycznych,rozstanie sie to
            > wina obojga-jak by na to nie patrzec !!!
            Z tym sie zgodze!!
            • don2 Re: rozwazania teoretyczne 05.07.04, 00:19

      • akawill Re: rozwazania teoretyczne 04.07.04, 23:39
        ani-ta napisała:

        > dlaczego odchodza bez slowa?
        > bo po:
        > 1) mezczyzni uzywaja zdecydowanie mniej slow niz kobiety - dla nich pewne
        > sytuacje sa na tyle jasne, ze nie wymagaja dodatkowych wyjasnien;
        > 2) bo latwiej uciec i udawac, ze nic sie nie stalo, niz spojrzec komus w
        twarz
        > i powiedziec... ze nic nie bylo, ze to cos sie skonczylo, ze to byla pomylka,
        > chwilowe zauroczenie, blad;
        > 3) bo nie sa pewni swojej decyzji i taka rozmowa moglaby zachwiac ich decyzja;
        > 4) bo boja sie kobiecych lez.
        >
        > mysle, ze pierwszym odruchem na tego typu dzialania jest rozpacz, potem
        > szukanie winy w sobie, potem szukanie winy w NIM, potem zlosc (wrecz
        > agresja).... potem... potem... potem...
        > a na koniec... "szkoda, ze nam sie nie udalo:( to byl naprawde
        > wspanialy/nieprzecietny facet"...
        > oby ten etap nastepowal jak najszybciej... bo patrzec jak ktos bliski sercu
        > cierpi jest ciezko... tym ciezej im bardziej ma sie swiadomosc, ze szanse na
        > szczesliwe zakonczenie byly niewielkie:(
        >
        > a.

        Jak teoretycznie to i ja mogę. Samego doświadczenia mało.
        Myślę, że często są słowa tylko właśnie jest ich mało i wydaje się że ich brak,
        że coś dla pań jest nie do końca wyjaśnione. Panowie są też chyba skłonni do
        podjęcia decyzji, która jest tylko ich a nie wspólna (pani pomyśli tfu odczuje
        że jak to? przecież byli razem). Po prostu dlatego, że tak będzie lepiej, może
        także dla niej chociaż ona tego nie widzi. Chciałbym zwrócić też uwagę, że
        decyzja pana wyglądająca "sucho i "zimno" może wcale taka nie być, choć na
        zewnątrz i tak nie ma szans z kobiecymi łzami.
        • ani-ta Re: rozwazania teoretyczne +akawill 05.07.04, 00:03
          dobrze, ze sie odezwales akawillu.
          dla mnie samej pkt. 1) jest najwazniejszy...
          a po nim wage przejmuje pkt. 4).
          na zimno, na trzezwo, na "bezdoswiadczeniowo"... czuje, ze sa one trafione i
          bezstronne.

          nigdy nie powiem, ze "rozumiem" tego typu wyjscie... bo jako kobieta - nigdy
          nie zrozumiem... ale trzeba je przyjac do wiadomosci, jako ewentualnosc wedlug
          waszej plci najbardziej prawdopodobna.

          mezczyni nie mowia, nie dziela sie smutkiem i jego pochodnymi - tym sie roznia
          od istot z planety wenus:(
          a szkoda...
          by byloby latwiej;)

          a.:)
    • basia553 Re: rozstania..... 05.07.04, 06:37
      No tak, wypowiedzieli sie akurat malo miarodajni Panowie (wybaczcie, Chlopcy!):
      Akawill, absolutny teoretyk i Don, dla ktörego rozstania sa juz taka rutyna, ze
      az nudne. Gdzie reszta? Robie krötkie podsumowanie wczorajszych wypowiedzi:
      no wiec mezczyzni sa zdecydowanie tchörzliwi i malo subtelni i dopöki wszystko
      gra, potrafia byc czuli i wczuwac sie w nastroje i zyczenia partnerek. Ale jak
      tylko maja ochote/musza zerwac, znika gdzies ich subtelnosc, a i branie wzgledu
      na uczucia partnerki uwazaja za zbedny balast. A co niektörzy dorabiaja sobie
      nawet teorie, ze nie chca swoimi problemami, wewnetrzna walka obciazac
      partnerki. Tacy to oni potrafia byc szlachetni.
      Otwieram druga runde dysklusji. Reszta Panöw proszona o zabranie glosu.
      Szkoda, ze c-j sie akurat przeprowadza, bo i on biedny chyba mialby na temat
      rozstan niejedno do powiedzenia.
      Wszystkich pozdrawiam zyczac milego dnia/tygodnia.
      A ja czekam przy kompie na Misia: zadzwonil w nocy z polskiej granicy, ze
      trzymali ich w Zgorzelcu 2 godziny przetrzepujac autobus i znajdujac
      nieprawdopodobne szmuglowanych papierosöw. Witamy w Europie zlodziejaszköw!
      Zaznaczam, ze moja uwaga nie kieruje sie przeciw Polakom, bo szmugiel dziala na
      prawie wszystkich granicach.
      • sabba ja nie facet 05.07.04, 09:36
        ale cos powiem.
        Basiu na podstawie jakiejs wyssanej z palca (wiadomo jak to bylo naprawde??)
        historii przez dziennikarzy na temat zycia i rozstan prominencji wyczarowalas
        watek z tendencja. Z tendencja bo zalozylas na podstawie jakiejs telewizyjnej
        statystyki ze faceci to tchorze i sie chowaja w podziemie. Ja nie wiem czy tak
        jest, ze swojego doswiadzcenia moge powiedziec ze roznie bywa ale nie bede ze
        swojego przypadku wyciagac wnioski dla calej ludzkosci.Rozstanie to rozstanie
        kazdy po trochu jest winny. Chowasz glowe w piasek jak sobie znalazlas inszego
        dochodzacego, ale jak twoj staly Cie zdradzal to cio tez chowasz glowe w piasek?
        Zalezy od powodu zalezy od ochoty. Rozstanie dla niekogo latwe i przyjemne nie
        jest, wiec chowanie glowy w piasek jest sytuacja moze nie godna pochwaly(ale kto
        wie, moze lepiej niech zniknie, nie widziec, nie wiedziec i sie nie ludzic ze
        wroci) ale stosowana jak najbardziej przez obie plcie...
        • basia553 Re: ja nie facet 05.07.04, 09:57
          Droga Sabciu, nie kto z czego co wyssal i zwisa mi to ogölnie rzecz biorac.
          Wiadomosc ta tylko nasunela mi mysl ze moze jest w tym zdzblo prawdy,
          zainteresowalam sie tematem i zapytalam naszych panöw. Jaki jest odzew, widzisz
          sama. Odezwalysmy sie raczej my, kobiety z doswiadczeniem wlasnym lub cudzym i
          tak oto powstal nasz tendencyjny, jasne obraz menszczyzny.
          Zwracam Ci röwniez uwage, ze moich dochodzacych zwalniam w sposöb kulturalny,
          nie wreczam im wprawdzie wypowiedzenia, ale möwie "cos sie skonczylo, nie moge
          tego uzasadnic, ale uczucia sie skonczyly, wiec zabawa przestala mi sie
          podobac". Mozesz mi wierzyc lub nie, ale by mi na mysl nie przyszlo schowac
          glowe w piasek, choc z natury jestem tchörzliwa. Ale oczekujac uczciwego
          traktoewania, sama takie stosuje. Buzka!
          • don2 Re: A ja facet 05.07.04, 11:38
            Prawie basiu zgodzilas sie z tym co napisalem.jezeli chodzi o moje zdanie ( w
            tym temacie :)) )to opieram to na wlasnych doswiadczeniach i przemysleniach.
            uwazam to za najlepsza podstawe do wypowiadania sie na temat.wiedza
            zaslyszana i wyczytana ,w odniesieniu do miedzyludzkich relacji nie ma zbyt
            wielkiej wartosci.Jak ktos jest razem z partnerem az 3 lata i to jest drugi w
            zyciu.To o rozstaniach ma g...do powiedzenia.Tak jak i posiadacz pierwszego w
            zyciu samochodu o samochodach. Amen.
          • sabba bas 05.07.04, 11:46
            bas ja o tych dochodzacych zwracajac sie per ty mialam na mysli nie konkretnie
            ciebie ale wimaginowanego partnera czy partnerke, sorry, by nie bylo
            nieporozumien:) aha i chowanie glowy w piasek chodzi mi nie o np przezycia Jutki
            gdzie kochana osoba nie powiedziala jej wprost ze zrywa, tylko w przypadku przez
            Ciebie podanym, ta Jopp i jej ksiaze: powiedziala mu papa i koniec, zadnej
            mozliwosci rozmowy i wyjasnienia.
    • xurek Jako ze rozstanie samo w sobie 05.07.04, 11:53
      jest faktem bolesnym i trudnym, niemozliwym jest chyba, by przebieglo dla obu
      stron zadowalajaco. Z moich doswiadczen wynika (a chyba mam ich nawet jak dla
      Dona wystarczajaco – trzy po zwiazkach „dlugich“ i cztery po w miare krotkich),
      ze ten, ktory jest opuszczany nigdy nie uzna zachowania partnera przy rozstaniu
      za zadowalajace, natomiast ten, ktory odchodzi przewaznie uwaza, iz zrobil
      najlepsze, co mogl w danej sytuacji. O „jakosci“ rozstania swiadczy chyba tylko
      tzw. „dluzsza meta“, czyli jak byli partnerzy widza owo rozstanie po latach i
      po zagojeniu sie wszelkich ran. Patrzac z tej perspektywy nie widze specjalnej
      roznicy miedzy tym, jak zachowali sie mnie zostawiajacy i tym, jak zachowalam
      sie ja opuszczajac kogos. Odchodzacy i owszem, wyjasniali swoje powody, ale dla
      mnie wtedy bylo to zawsze za krotko, wyssane z palca, niesprawiedliwe i moim
      kosztem. Ja odchodzac tez mialam wrazenie, ze wszystko wyjasnilam i rozstalam
      sie w sposob jak najmniej bolesny dla partnera, partnerzy byli zdania, iz
      postepuje wysoce egoistycznie i na dodatek bez dania im mozliwosci „naprawy
      bledow“.
      Mnie nikt nie porzucil tak, bym „po latach“ nie byla w stanie zrozumiec i dojsc
      do wniosku, ze zachowal sie zupelnie w porzadku. Ja niestety raz jeden
      zachowalam sie wg. Basi „czysto mesko“ konczac zwiazek krotkim zdaniem, ze we
      mnie i w okol mnie wszystko sie zmienilo, wiec nie ma na ten zwiazek miejsca i
      to przez telefon i na dodatek przemilczajac, ze facet zostal w miedzyczasie
      zastapiony innym. Probowalam przez lata przeprosic, wyjasnic, sie spotkac i
      pogadac i za kazdym razem trafialam na mur, do ktorego moim zdaniem facet ma
      zupelne prawo. Mea culpa wiec nie ma sie co dziwic, ze wybaczenie nie
      nadeszlo.

      Ogolnie uwazam, ze kazdemu nalezy sie wyjasnienie i to osobiste a nie przez
      telefon albo poczta, nawet jezeli ta droga jest trudniejsza a reakcja
      porzucanego nieprzyjemna. Tego, ktory zostaje i tak boli bardziej wiec ma moim
      zdaniem „prawo“ do przynajmniej wyrzucenia z siebie tego „zobaczysz, jeszcze
      pozalujesz Ty .....“, nawet jezeli jest ono zalosne....

      Xurek
      • don2 Re: Jako ze rozstanie samo w sobie 05.07.04, 12:00
        Od pierwszej do ostatniej litery ,zgadzam sie.
        • bella-donna Re: Jako ze rozstanie samo w sobie 05.07.04, 12:20
          don2 napisał:

          > Od pierwszej do ostatniej litery ,zgadzam sie.

          i ja rowniez podpisuje sie, chociaz zycie oszczedzilo mi dramatow.
    • clairejoanna Re: Do Cioci Basi 05.07.04, 12:53
      basia553 napisała:

      "Ja sama cos podobnego przezylam przed laty - ale chyba juz o tym pisalam, wiec
      sie nie bede powtarzac."
      ---> Powtarzaj! Powtarzaj! Znaczy się, konkretnie bym chciała wiedzieć, jak
      sobie z tym dałaś radę. Jestem w podobnej sytuacji i... coraz lepiej sobie daję
      radę, choć mam cały czas "Rueckfaelle"...

      Pozdrowienia,

      CJ
    • clairejoanna Re: przyjaźń po rozstaniu... 05.07.04, 13:21
      Jest możliwa? Tak mi się to nasuneło czytając ten wątek: Czy przyjaźń po
      rostaniu jest możliwa?

      Pozdrowienia,

      CJ
      • lucja7 Re: przyjaźń po rozstaniu... 05.07.04, 13:30
        Co mozna powiedziec na koniec? Nic!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Nic nie odda zycia opuszczanemu ktory umiera, nic nie jest bardziej zmudne i
        uciazliwe temu ktory odjezdza... Cale zycie w nastepujacej ciszy.
        Mam znajomego ktory zostal powiadomiony listem poleconym przez adwokata zony o
        wszczeciu rozwodu przez jego kochajaca zonusie. A pojechala tylko odpoczac na
        tydzien wakacji...
        La vie est belle.....
        lucja7.
      • xurek rzadko 05.07.04, 13:36
        Ludzie sie rozstaja, bo nie sa w stanie ze soba zyc, bo pewne cechy osobowosci
        do siebie nie pasuja. Poza tym niosa ze soba bagaz nieprzyjemnych doswiadczen,
        co rowniez nie ulatwia rozpoczecia nowego, inaczej zdefiniowanego zwiazku.
        Przy rozstaniu „fair“ mozna pozostac dobrymi znajomymi, przyjaznie zdarzaja sie
        rzadko.

        Moj „pierwszy Ex po dlugim zwiazku” jest moim przyjacielem, ale mysle, ze
        mielismy wyjatkowe szczescie. Bylismy „para z liceum“, rozstanie nastapilo na
        drugim roku studiow, rozstalam sie co prawda ja, ale po dwoch „nieudanych
        probach“ z jego strony, wiec chyba oboje mielismy dosyc. Rozstalismy sie nie
        dlatego, ze ktos komus cos zlego zrobil, tylko dlatego, ze uczucia umarly
        smiercia naturalna a co pozostalo to duza sympatia przy jeszcze wiekszej
        niekompatybilnosci charakterow. On jest bardzo spokojny i konserwatywny, ja
        raczej na odwrot. Teraz mamy oboje swoje rodziny i dzieki bogu partnerow,
        ktorych na wzajem lubimy i cenimy, co tez bardzo ulatwia sprawe. Ja jestem
        bardzo wdzieczna za te przyjazn, bo dzieki niej moja pierwsza mlodosc pozostaje
        wciaz zywa – na spotkania maturalne idziemy zawsze razem :))).

        Z drugim “dlugim Exem” laczy mnie wiez bardzo dziwna. On jest duzo starszy ode
        mnie i na dodatek psycholog – juz w czasie zwiazku troche przejal “role ojca”
        (ktora mu sie zreszta szybko przestala podobac i dlatego mnie porzucil :)) i
        tak juz zostalo – jak mam problem, to sie zglaszam z iscie
        dzieciecoegoistycznym podejsciem, ze on zawsze musi miec czas i ochote. Jak
        dotad nigdy mnie nie zawiodl, na szczescie nie miewam problemow zbyc czesto :)).

        Pozostali “ex” to mniej lub bardziej czeste poprawne znajomosci – czasem jest
        wesolo, czasem mniej, przerwy miedzy kontaktami sa dlugie.

        Teraz przerabiam “sytuacje na odwrot” bedac zona wieloletniego “najlepszego
        przyjaciela”. Tez ponoc nie ma szans dzialac :)))).

        Xurek
        • clairejoanna Re: Szczerość 05.07.04, 13:54
          Z osobą X straciłam kontakt na rok, do dzisiaj nie wiem, dlaczego, On nie chce o
          tym rozmawiać, więc nie drążę, ale widzę, że się czuje winny. Po roku
          nieoczekiwanie się zgłosił; ja już na tym wszystkim położyłam patyk, nie
          odpowiadał na żadne próby nawiązania kontaktu. Zgłosił się i okazało się, że
          kogoś już ma. Pierwsze miesiące były trudne, ale teraz jesteśmy najlepszymi
          przyjaciólmi.

          Osoba Y w pewnym momencie, praktycznie z dnia na dzień, zaczęła się zachowywać
          dziwnie, po czym zaczął mnie ignorować. Nawet za bardzo nie wiedziałam, czy to
          takie przejściowe, czy nadal jesteśmy przyjaciółmi, czy co? Kilka tygodni temu
          przypadkowo się dowiedziałam, że kogoś ma; podobno nie mam żadnego prawa o nic
          się pytać. Niech czort weźmie ten cały związek, prendzej czy poźniej by się i
          tak rozpadło, jeżeliby jedno z nas sie nie zmieniło. Ale dlaczego nie możemy być
          przyjaciółmi?

          Szczerość. Mi się wydaje, że jeżeli jest się szczerym, jak się rozstanie, to
          rozstanie nie jest aż tak bolesne. Może jest bolesne, ale człowiek nie cierpi i
          nie cierpi tak długo... I jeżeli jest się szczerym i stawia kawę na ławę, to
          jest szansa być nadal przyjaciółmi.

          Pozdrowienia,

          Ślepa Gienia
          • bella-donna Re: Szczerość 05.07.04, 14:29
            clairejoanna napisała:

            >Z osobą X straciłam kontakt na rok, do dzisiaj nie wiem, dlaczego, On nie chce
            > o tym rozmawiać, więc nie drążę, ale widzę, że się czuje winny. Po roku
            > nieoczekiwanie się zgłosił; ja już na tym wszystkim położyłam patyk, nie
            > odpowiadał na żadne próby nawiązania kontaktu. Zgłosił się i okazało się, że
            > kogoś już ma. Pierwsze miesiące były trudne, ale teraz jesteśmy najlepszymi
            > przyjaciólmi.
            >
            > Osoba Y w pewnym momencie, praktycznie z dnia na dzień, zaczęła się zachowywać
            > dziwnie, po czym zaczął mnie ignorować. Nawet za bardzo nie wiedziałam, czy to
            > takie przejściowe, czy nadal jesteśmy przyjaciółmi, czy co? Kilka tygodni temu
            > przypadkowo się dowiedziałam, że kogoś ma; podobno nie mam żadnego prawa o nic
            > się pytać. Niech czort weźmie ten cały związek, prendzej czy poźniej by się i
            >ak rozpadło, jeżeliby jedno z nas sie nie zmieniło. Ale dlaczego nie możemy
            być przyjaciółmi?
            > Szczerość. Mi się wydaje, że jeżeli jest się szczerym, jak się rozstanie, to
            >rozstanie nie jest aż tak bolesne. Może jest bolesne, ale człowiek nie cierpi i
            >nie cierpi tak długo... I jeżeli jest się szczerym i stawia kawę na ławę, to
            >jest szansa być nadal przyjaciółmi.
            > Ślepa Gienia

            jestes troche dziwna osoba, nie rozumiem dlaczego tak bardzo zalezy Ci na
            przyjazni osob ktore zadaly Ci bol, oklamaly ? Czy w ogole taka osobe,
            jak w/w X i Y mozna nazwac przyjacielem ? ja bylabym daleko od tego.

            • clairejoanna Re: Szczerość 05.07.04, 14:51
              bella-donna napisała:

              "jestes troche dziwna osoba, nie rozumiem dlaczego tak bardzo zalezy Ci na
              przyjazni osob ktore zadaly Ci bol, oklamaly?"
              ---> Dlatego, bo nie jest to tak proste. Jeżeli chodzi o osobę X, to nie wiem;
              byliśmy młodzi i głupi, ale tego dobrego było na prawdę dużo więcej, niż tego
              złego. Mam w Nim oparcie, bardzo często mi pomógł. A co najważniejsze: Jesteśmy
              do siebie szczerzy. Więc jak jest coś nie tak, to walę z mostu, On wali z mostu
              i się godzimy.
              A z osobą Y jest trudniej, bo po prostu nie wiem, co jest. Ale mielśmy dużo
              miłych chwil i szkoda mi ich. Nie wiem co było, nie wiem co jest i nie wiem co
              będzie. W tej chwili na pewno nie nazwałabym Go moim przyjacielem. Mam nadzieję,
              że kiedyś będę mogła. Ale my przecież nie o tym mieliśmy! :-)

              Pozdrowienia,

              CJ
              • bella-donna Re: Szczerość 05.07.04, 15:15
                clairejoanna napisała:

                > Jeżeli chodzi o osobę X, to nie wiem;
                > byliśmy młodzi i głupi, . A co najważniejsze: Jesteśmy
                > do siebie szczerzy...
                > A z osobą Y jest trudniej, bo po prostu nie wiem, co jest. Ale mielśmy dużo
                > miłych chwil i szkoda mi ich. Nie wiem co było, nie wiem co jest i nie wiem co
                >będzie. W tej chwili na pewno nie nazwałabym Go moim przyjacielem. Mam nadzieję
                > ,że kiedyś będę mogła.

                Pan X, czy rzeczywiscie jest tak szczery jak teraz go usilujesz przedstawic ?
                Przeciez do tej pory nie wiesz, dlaczego Cie zostawil, takiemu czlowiekowi
                podziekowalabym za wszelka pomoc. Zreszta ma juz kogos , po co sie wiec
                napraszasz.?
                Pan Y tez ma juz kogos, szukaj wiec nowych "przyjaciol".
                • clairejoanna Re: Szczerość 05.07.04, 15:26
                  bella-donna napisała:

                  "Pan X, czy rzeczywiscie jest tak szczery jak teraz go usilujesz przedstawic?"
                  ---> Tak.
                  "Przeciez do tej pory nie wiesz, dlaczego Cie zostawil, takiemu czlowiekowi
                  podziekowalabym za wszelka pomoc."
                  ---> Ale się dowiem :-) Bo mam z Nim do pogadania, szczerze. :-)
                  "Zreszta ma juz kogos, po co sie wiec napraszasz?"
                  ---> Ja się Mu napraszam? W jaki sposób? Z czego, co ja wiem, to lubi być moim
                  przyjacielem i cieszy się, że ja jestem jego przyjacielem.
                  "Pan Y tez ma juz kogos, szukaj wiec nowych "przyjaciol".
                  ---> Czy my już nie rozmawiamy o przyjani platonicznej? Chyba sie pogubiłam...

                  Pozdrowienia,

                  CJ
                  • bella-donna Re: Szczerość 05.07.04, 15:35
                    clairejoanna napisała:
                    > ---> Ja się Mu napraszam? W jaki sposób? Z czego, co ja wiem, to lubi być mo
                    > im
                    > przyjacielem i cieszy się, że ja jestem jego przyjacielem.

                    dziewczyno, przeciez to On Cie porzucil w bardzo podly sposob, a teraz szuka z
                    Toba przyjazni, a Ty go znowu bierzesz pod swoje skrzydla, tak jakby sie nic
                    nie stalo ? Miej troche litosci nad soba i godnosci.

                    > "Pan Y tez ma juz kogos, szukaj wiec nowych "przyjaciol".
                    > ---> Czy my już nie rozmawiamy o przyjani platonicznej? Chyba sie pogubiłam.
                    > ..

                    teraz, to prawde powiedziawszy nie wiem o czym mowisz
                    • clairejoanna Re: Szczerość 05.07.04, 15:56
                      bella-donna napisała:

                      "dziewczyno, przeciez to On Cie porzucil w bardzo podly sposob, a teraz szuka z
                      Toba przyjazni, a Ty go znowu bierzesz pod swoje skrzydla, tak jakby sie nic nie
                      stalo ? Miej troche litosci nad soba i godnosci."
                      ---> Prawdopodbnie jestem naiwna, ale wychodzę z założeia, że trzeba wybaczać,
                      zwłaszcza, jeżeli ktoś Cię przeprasza. Jeżeli bym nie wybaczała i nie dawała
                      nowej szansy, nie miałabym żadnych przyjaciół. I ja się nie zachowuje tak, jakby
                      się nic nie stało, na odwrót, mam cały czas na uwadze, że może mi znowu zniknąć
                      i dlatego z Nim rozmawiam i pytam, czy jesteśmy nadal przyjaciółmi, jak mi
                      zaczyna podpadać.

                      "teraz, to prawde powiedziawszy nie wiem o czym mowisz"
                      ---> Bo to twoje "naproszenie sie" tak zabrzmiało. Tak, jakbym szukała związku z
                      osoboą X (osobę Y zostawmy na boku, bo jest prawdopodobnie znierównoważona).

                      Pozdrowienia,

                      CJ
                      • bella-donna Re: clairejoanna, a ile Ty masz lat ? 05.07.04, 16:23
                        clairejoanna napisała:
                        >>Prawdopodbnie jestem naiwna, ale wychodzę z założeia, że trzeba wybaczać,
                        > zwłaszcza, jeżeli ktoś Cię przeprasza.

                        tylko przeprasza , ale nie tlumaczy ? i w dodatku zjawia sie juz z inna
                        u boku ? a Tobie to zupelnie nie przeszkadza ?

                        >Jeżeli bym nie wybaczała i nie dawała
                        >nowej szansy, nie miałabym żadnych przyjaciół.

                        Ale zapomnialas , ze Pan X byl Twoim chlopakiem, a nie kolega, dla mnie
                        to zasadnicza roznica


                        >I ja się nie zachowuje tak, jakby się nic nie stało, na odwrót, mam cały czas
                        >na uwadze, że może mi znowu zniknąć
                        > i dlatego z Nim rozmawiam i pytam, czy jesteśmy nadal przyjaciółmi, jak mi
                        > zaczyna podpadać.

                        zgaduje, ze zawsze odpowiada Ci, ze TAK, alez oczywiscie, wiedzac ze i tak
                        to kupisz. no, ale skoro pozwalasz...

                        • clairejoanna Re: clairejoanna, a ile Ty masz lat? 05.07.04, 16:36
                          bella-donna napisała:

                          "tylko przeprasza, ale nie tlumaczy? i w dodatku zjawia sie juz z inna u boku? a
                          Tobie to zupelnie nie przeszkadza?"
                          ---> I tak, i nie. W tym momencie jest to już tak osobiste, że nie będę się
                          tłumaczyć.

                          "Ale zapomnialas, ze Pan X byl Twoim chlopakiem, a nie kolega, dla mnie to
                          zasadnicza roznica"
                          ---> A, no teraz rozumiem Twoje zbulwersowanie. Nieporozumienie. X nigdy nie był
                          moim chłopakiem, ja może miałam pewne uczucia dla Niego, On raczej nie, ale taką
                          prawdziwą, oficjalną parą nigdy nie byliśmy. A potem się zakochał w innej, ja
                          poznałam Y i życie się dalej toczyło.

                          "zgaduje, ze zawsze odpowiada Ci, ze TAK, alez oczywiscie, wiedzac ze i tak to
                          kupisz. no, ale skoro pozwalasz..."
                          ---> Nie, taka naiwna nie jestem. Mogę zdradzić, że ostatnio trochę swoje
                          przyjacielskie obowiązki zaniedbał i... czeka Go poważna rozmowa. X jest może
                          taki i siaki, ale przynajmniej szczery, można Mu ufać.

                          Pozdrowienia,

                          CJ
                          • bella-donna Re: clairejoanna, a ile Ty masz lat? 05.07.04, 17:08
                            clairejoanna napisała:

                            >Mogę zdradzić, że ostatnio trochę swoje
                            > przyjacielskie obowiązki zaniedbał i... czeka Go poważna rozmowa. X jest może
                            > taki i siaki, ale przynajmniej szczery, można Mu ufać.

                            rozumiem, ze "obowiazki" to mozna miec do swojej dziewczyny, ale do
                            przyjaciolki ? Cos dziwna jest ta "przyjazn" w twojej interpretacji.
                            • clairejoanna Re: clairejoanna, a ile Ty masz lat? 06.07.04, 11:27
                              bella-donna napisała:

                              "rozumiem, ze "obowiazki" to mozna miec do swojej dziewczyny, ale do
                              przyjaciolki? Cos dziwna jest ta "przyjazn" w twojej interpretacji."
                              ---> No, jest to przyjaźń platoniczna. W ramach żartów na serio nazywam Go
                              często moim bratem przyszywanym. A Twoim zdaniem przyjaźń między dziewczyna a
                              chłopakiem to niemożliwe?

                              Pozdrowienia,

                              CJ
    • akawill Re: rozstania..... 05.07.04, 17:40
      Też się zgadzam z Xurkiem, co prawda jestem absolutny teoretyk :), ale na
      wyczucie (hehehe zaraz mnie Don zjedzie że to żaden certyfikat :).

      Nasuwa mi się jeszcze myśl o pewnym zjawisku. Często jest tendencja do
      przyprawiania rogów tej niegdyś (jeszcze?) kochanej osobie. Rozumiem, że
      rozstanie może nie nastąpiło tak jak trzeba, ale podtrzymuję tezę Xurka, że
      jeżeli to jedna strona się rozstaje dla drugiej będzie to prawdopodobnie "złe"
      rozstanie. Mi przyprawiono rogi mimo, że rozstanie było poprzedzone miesięczną
      separacją, w czasie której była korespondencja listowna, a samo rozstanie było
      długą i zapowiedzianą rozmową. Wydaje mi się że rogi są tym większe im
      silniejsze było uczucie, co jest trochę paradoksem. Czy nie można skupić się
      na tych pięknych chwilach razem i je, nawet na siłę, pamiętać? OK, łatwo sobie
      tak pisać a gorzej poradzić z własnymi uczuciami. Najlepszym lekarstwem jest
      oczywiście czas.
      • ani-ta Re: rozstania..... 05.07.04, 19:48
        akawill,
        jezeli tobie kobieta po rozstaniu przyprawila rogi.....
        to kto jak kto...
        ale ty mozesz spokojnie powiedziec: "nie byla mnie warta!":)
        toz ty aniol!!!
        i to wcale nie czarny:)

        a.:)))

        P.S.
        to sie chyba nazywa odreagowanie... silne odreagowanie:)
        • don2 Re: rozstania..... 05.07.04, 23:40
          Z powodow kilometrowych i rodzinnych,absencjonowalem prawie caly dzien (piekne
          slowo wymyslilem )po powrocie ,poczytalem i najpierw walnelem glowa w stol
          ( w przenosni )Potem stwierdzilem ,ze nawet doswiadczenia i przemyslenia
          mlodych :)) ,tez sa cenne.chyba staje sie soft albo starzeje sie.
          • lucja7 Re: rozstania..... 05.07.04, 23:54
            I jedno i drugie. Don, narzeczona mi marnieje cos, mowie ze nie moze spac, nie
            je. Zrob cos;))
            lucja7.
            • don2 Re: rozstania..... 06.07.04, 00:33
              sama napisalas ,ze sie starzeje.coz wiec moze starzejacy sie wytypowany na
              swiadka uczynic?
    • emre_baran im bardziej pada deszcz 05.07.04, 19:23
      tym bardziej pada deszcz
      • xurek to tylko jedna z wielu mozliwosci 06.07.04, 15:44
        - tym bardziej mokre ulice
        - tym zielensza trawa
        - tym mniej swieci slonce
        - tym bardziej konieczny parasol
        - tym wieksza szansa na powodz
        - tym wieksza konsumpcja czasu telewizyjnego
        - tym mniej kwiatkow maja moje roze i to jest chwilowo najbardziej bolesne

        Xurek
        • emre_baran Young grasshopper! 06.07.04, 19:18
          Zastanow sie jaki jest dzwiek klaskania jenda dlonia, a wtedy czasu bedzie
          dokladnie tyle ile potrzeba.
          • xurek zalezy w co 07.07.04, 09:30
            mnie chyba najbardziej sie podoba dzwiek klaskania jedna dlonia w beben,
            najmniej w jakies tluste miecho, jak sie klaszcze w wode to sa jeszcze efekty
            dodatkowe a z czasem to wiadomo jak jest - raz jest go za duzo, dwa razy za
            malo ale bardzo rzadko tyle, ile trzeba. Np. wczorajszej nocy czasu bylo
            zdecydowanie za malo i teraz jestem bardzo niewyspana.

            Xurek
            • emre_baran no to sie nazywa 07.07.04, 10:10
              to sie nazywa ksiazkowa ilustracja braku okna komunikayjnego.
              • xurek I to jest wlasnie piekne i cenne 07.07.04, 11:14
                Brak okna komunikacyjnego i chyba mnie nie zrozumialas to rzecz w naszej
                komunikacji rownie normalna, co jej odwortnosc miedzy mna a wiekszoscia ludzi,
                z ktorymi komunikuje. I mimo, iz owego zrozumienia (prawie) calkowicie brak,
                wymiana przebiega zupelnie bezproblemowo. Ja powoli mam wrazenie, iz im mniej
                rozumiem Ciebie tym bardziej poprzez moje permanentnie „strzal poza tarcze“
                odpowiedzi rozumiem siebie. No i ucze sie rzeczy nowych i fascynujacych –
                toczyc niezrozumiala dyskusje, cierpliwosci itd. A na dodatek jestes kopalnia
                intelektualnej rozrywki. Takie wstawki jak ten indianin sa piekne – ja tak nie
                umiem, ale moze cos z tego w jakis sposob rozszerzy moj bardzo scisly
                umysl :))), czasem tez twoja nowa pisownia starych slow nadaje im zupelnie nowa
                i nieoczekiwana tresc.
                Krotko mowiac ja calkiem szczerze i na powaznie sobie owa wymiane
                bezporozumienna bardzo cenie jak rowniez sie ciesze, ze nie musimy razem
                pracowac, bo mogloby sie skonczyc zle :)).

                Wytlumaczeniem tego, iz klaskania jedna dlonia nie potrafie zrozumiec inaczej
                niz walenie owa w „cos“ moze byc jedynie moj juz wyzej wspomniany scisly umysl,
                ktore to wyrazenie sobie zaporzyczylam i nadalam mu nieco inna tresc idaca w
                kierunku „scisniety“ :))).

                PS: jak chcesz, to mozesz podjac jeszcze jedna probe wytlumaczenia mi, co ty
                tak naprawde chciales tym klasnieciem wyrazic, ale prosze bardzo, tlumacz jak
                slodkiej idiotce :)))).

                Xurek
                • don2 Re: I to jest wlasnie piekne i cenne 07.07.04, 11:35
                  w benben sie nie klaska dlonia.klaska sie dloniom o dlon,co nazywa siebiciem
                  brawa.jedna dloniom sie plaska-plasnal reka w wode,plasnala rekom w ugniecione
                  cisto,plasnal reka ja w jedrnom dupe,plasnela krowe w wypasiony bok.itd itp.
                  po czesku pleskac,po serbsku tez pleskac i serbskie hamburgery nazywaja sie
                  pleskavica od dzieky plaskania przy formowaniu mielonego.A o co chodzi
                  baranowi ,to wie tylko on sam.Ale tez lubie go czytac.
                • emre_baran jak sie tlumaczy slodkim kobieta. 07.07.04, 15:34
                  rozpoczunajac od zalozec, normatyw w postaci slodkiej idiotki jest dla mnie
                  archetypem nieznanym wnioskuje jendka ze chodzi o piekne kobiety dla ktorych sie
                  ma czas i checi tlumacyc cierpliwie

                  wlanczajac sie w nurd odnwy wychowania i dobrych rad. 0-powiem Ci jak pewnie moj
                  znjomy tlumaczy pieknym kobietom w szczegolnosci i najpewniej powinno byc ich
                  wiecej niz dwie. i tlumaczy im absolutnie wszystko poczawszy od zasady
                  nieoznaczonosci poprzez dlaczego sie nie lamie makaronu az po to "jak zwabic
                  jeza do ogrodu"

                  wiec tlumaczy on-byl-jest-bedzie mianowicie w taki sposob ze sbosob ze chodzi o
                  poszerzenie horyzontuw i wyluskanie sensu istnienia i o zrozumienie isotoy i
                  przekroczenie konwenansuw i ze powinna by sliczna Kasia jeszcze ladniejszej Ani
                  polizac zaraz teraz niezwlocznie i natychmiast, absolutnie koniecznie
                  koniuszkiem jezyka ...

                  aloha
                  • xurek jak zwykle 07.07.04, 17:39
                    okno komunikacyjne nie zaistnialo. Ale to moja wina. Nie powinnam sie byla dac
                    owinac forumowej bawelnie cytujac czyjes w innym kontekscie wypowiedziane slowa
                    i zrezygnowac z tej bezsensownej arabeski "slodka", ktora to miala li tylko
                    oslodzic gorycz zawarta w kwintesencji zdania, czyli idiotce i walnac prosto z
                    metalowej rury: wy-tlu-macz mi jak i-diot-ce. I tak to jednym malym mylacym
                    nicnieznacznikiem pozbawilam Ciebie czasu a siebie wytlumaczenia pojmowalnego
                    na temat klaskania jedna dlonia stwarzajac na dodatek calkowicie falszywy obraz
                    pieknej kobiety.

                    Proponuje zwrot w czasie i rozpoczecie jeden rozdzial wczesniej. Ja zaczynam:

                    Jak by ci sie chcialo, to mozesz mi wytlumaczyc jak tepej idiotce - cierpliwie,
                    powoli, w zdaniach prostych i niedwuznacznych trzymajac sie pierwotnych znaczen
                    i skostnialych struktur gramatycznych.

                    Xurek
                    • emre_baran Jednymslowemniedasie. 07.07.04, 18:15
                      xurek napisała:

                      Jak by ci sie chcialo, to mozesz mi wytlumaczyc jak tepej idiotce - cierpliwie,
                      powoli, w zdaniach prostych i niedwuznacznych trzymajac sie pierwotnych znaczen
                      i skostnialych struktur gramatycznych.

                      ---

                      Tu sie zaczyna i tu jest same zrodlo. Choc nie calkiem, bo byc moze moge w
                      zdaniach prostych [no kurwa nie udalo sie]. Cierpliwe. Jak zawsze. Jak waz
                      archetyp z drzewa wiadomoasci zlego, zrywam owoc i podaje.

                      Skostaniale struktury gramatyczne. Gramatyka jezykow naturalnych [polskiego w
                      szeczgolnosci] jest uposledza i jako taka nie nadaje sie do przekazanie nic
                      ponad to:

                      "Prosze tadziu, przynies chleba."

                      Alternatywa jest natomiast gramatyka nie naturalna, np. brain-fuck:
                      www.muppetlabs.com/~breadbox/bf/
                      A znaczenia pierwotne? Znaczenia natomiast, slodka lukrowa warstwa comunikacji,
                      istota osoby. Znacznia, ktoremi sie nasiaklo jak gabka przez dziesieciolecia,
                      rozumienia, warstwa swiadomosci (socjalizm, paradygmat) na warstwie bytu (matka,
                      jedzeni, milosc).

                      Jednymslowemniedasie.
                      • xurek Nowa proba 08.07.04, 13:40
                        Tutaj mamy zdanie wyjsciowe:

                        „Zastanow sie jaki jest dzwiek klaskania jenda dlonia, a wtedy czasu bedzie
                        dokladnie tyle ile potrzeba.“

                        Ja sie zastanowilam, teraz spisze mozliwe interpretacje, Ty mi powiesz, ktora
                        jest namniej niewlasciwa i na tej bazie wykonamy nastepny krok. Moze byc?

                        1). Dzwiek klaskania jedna dlonia jest bezdzwieczny, czyli go nie ma, czyli to
                        tak, jakby wcale nie klasnac czyli jakby nic nie robic. I wtedy czasu bedzie
                        wystarczajaco, czyli jezeli nie bede nic robic to bede miec duzo czasu.

                        2) Klaskanie jest symboliczne ale juz wiemy, ze nie ma oznaczac uderzania w
                        cokolwiek, wiec moze oznacza wystukiwanie postow jedna reka na klawiaturze?
                        Dzwiek jest bardzo powolny klllliiik...............kliiiiik.... itd a pisanie
                        zajmuje duzo czasu. Czyli powinnam przestac pisac posty a wtedy bede miala
                        wystarczajaco czasu na inne rzeczy?

                        3) intepretacja czysto intuicyjna w oderwaniu od etymologi slow: ty chcesz mi
                        powiedziec, ze mam przestac przynudzac i wziac sie za cos innego niz
                        odpisywanie na Twoje posty.

                        4) Dzwiek klaskania jedna dlonia jest wysoce metaforyczno – metafizyczny. Wiec
                        jezeli sie zastanowie i na tej drodze pojme i rozgryze jego istote to otworza
                        sie przede mna nowe horyzonty, ktore pozwola mi zrozumiec dlaczego czasu jest
                        zawsze tyle, ile potrzeba.

                        5) To zdanie w swym zamierzeniu nie mialo posiadac jakiegokolwiek znaczenia,
                        mialo tylko brzmiec gleboko i dostarczyc plaszczyzny wystarczajaco gietkiej, by
                        bez wzgledu na kierunek odpowiedzi zawsze mozna bylo powiedziec, iz zostalo zle
                        zrozumiane. Krotko mowiac taki komunikacyjny sabotaz.

                        No to ktora odpowiedz jest najwlasciwsza?

                        Xurek
            • emre_baran separacja spektu 07.07.04, 10:28
              To wzasadzie nie ma nic wspolnego, ale podoba mi sie etymologicznie, bo co w
              zadzadzie ma do rzecz jaki rdzen slowa klaskanie. Bardzo pieknie mozna by
              powiedizac ze:

              "Wodz indian Arapho Najezony-Konski-Ogon-Ktory-Nigdy-Nie-Zasypai KLASNAL z
              namszczeniem w rytualny beben przywolujac duchy przodkow."

              albo cos z socrealizmu:

              "Antoni Krzywolazl pogladzil w zamysleniu kawal tlustego miecha, ktore przed
              chwila odzielil od macierzy poltuszy. Patrzac na kawal jednrego miesa
              przeznaczony na stol dziedzi jeko serce napelniania zlosc. Rozpalny mamietnoscia
              nowego uczucia, ze rozpacza KLASNAL w soczysty kawal wieprzowimy."

              i tak dalej i tak dalej:

              Przypuszczam ze zle mie zrozumialas. Ja nie mowilem o slowie KLACNAC (o zreszta
              czeskie rodowodzie). Czu po polsku Klacka sie cos/kogos? Czy mozna uklackac?
              • xurek i jeszcze 07.07.04, 11:21
                mi moj scisly umysl podpowiada, ze sie po polsku rownie rzadko klaska "cos" jak
                jedna dlonia.

                Xurek
              • lucja7 czytelnosc 07.07.04, 13:54
                Panie baranie. Pragnelabym zebys moze zaczal wyrazac prosciej twoje mysli ktore
                sadze, maja sens.
                Piszesz jak piszesz i chcesz zebysmy uznali to za twoj sposob pisania. Ale jak
                dorzuce do twojego sposobu pisania wszystkiego rodzaju bledy mniej albo
                bardziej wazne oraz brak akcentow, twoj tekst staje sie po prostu nieczytelny.
                O ile to jest twoj cel, to zgoda, niemniej jednak po co pisac w takim wypadku?
                Do prostoty w sztuce, rowniez w sztuce pisania, dochodzi sie po jakims czasie
                cwiczen. Zaczyna sie zawsze w sposob skomplikowany ktory niektorym autorom
                wydaje sie, nie wiem czemu, bardziej oryginalny.
                Stac cie chyba na jakies minimum wysilku i uwazam ze wszyscy tu, jako
                czytelnicy, zaslugujemy na jakis szacunek.
                lucja7.
                • lucja7 Rzeznik 07.07.04, 14:02
                  Przelatuje inne watki zeby zalapac moje spoznienie w czytaniu i znow wpadlam na
                  teksty rozhulanego barana.
                  Ty baran jestes po prostu rzeznikiem jezyka polskiego, do ktorego przynajmniej
                  ja i po dlugiej przerwie, wracam z duza przyjemnoscia.
                  Ciao, lucja7.
                  • don2 Re: Rzeznik 07.07.04, 14:54
                    Podaje metode na czytanie i zrozumienie textow barana: 2 duze Gin/Tonic,pol
                    butelki wina o zaw,alkoh.przewyzszajacej 12 %,cwiartka zytniowki,4 piwa
                    duze.Oczywiscie nie wszystko razem-do wyboru.I naraz wszystko jest
                    zrozumiale ,logiczne i ma sens.
                  • jutka1 Re: Rzeznik 07.07.04, 15:00
                    Ja czasem rozumiem wsio. Czasem nic. Ale i tak jestem Barana fanka nr 2 (przez
                    skromnosc) - i baran jest fajny chlopak, ja Ci to mowie, Jutka, zobaczylam na
                    wlasne oczy... a dysleksja - nie jego wina.
                    :))))))
                    • lucja7 Re: Rzeznik 07.07.04, 15:15
                      Zrobie nalewki wg przepisu Dona i poczytam jeszcze raz, zobaczymy.
                      A w koncu tez napisalam ze go stac, wiec jakies zadatki moze ma.
                      No ale skoro mowisz ze ma, no to ma.
                      :)))))))
                      lucja7.
                      Ach, ty z tymi twoimi referencjami!
                      • jutka1 Re: Rzeznik ---- Lucjo :)))) 07.07.04, 15:21
                        lucja7 napisała:

                        > Ach, ty z tymi twoimi referencjami!
                        *********
                        Lucenko :))))
                        Jesli chcesz naprawde pozostac czescia mojego zycia, w co chce wierzyc, to
                        musisz wiedziec to i owo, nespa? :)))))

                        Swiat jutkowy jest czasami skomplikowany... chce Ci po prostu ulatwic
                        droge... :)

                        mrumrumru
                        J.:))))))
                        • emre_baran za wieszczem::specjalnie dla Pani 07.07.04, 15:37

                          So renovate or evacuate
                          You better think twice before you start flossing
                          I been in your bathroom often

                    • don2 Re: Rzeznik 07.07.04, 15:17
                      racja-dyslekcja to problem.Kiedys jak moja suka ( owczarek niemiecki)
                      oszczenila sie to okazalo sie ,ze jeden szczeniak ma dyslekcje-musialem uspic
                      szkoda zachodu na poprawe lub wyleczenie.
                      • lucja7 Re: Rzeznik 07.07.04, 15:33
                        Jak sie poznaje dyslekcje u ledwo urodzonego szczeniaka?
                        Ledwo urodzony i juz szczeka na odwrot, czy jak?
                        lucja7 :))
                        • lucja7 jutka - Prosba o tlumaczenie 07.07.04, 15:41
                          Jutus mozesz mi przetlumaczyc prace twojego podopiecznego?
                          W wolnej chwili, zeby nie bylo ze naduzywam. Dzieki z gory.
                          mru mru Lucja7


                          acha! czyli najtansza waluta swiata - wspolczucie
                          Autor: emre_baran
                          Data: 30.06.2004 16:06 + dodaj do ulubionych wątków

                          + odpowiedz na list

                          + odpowiedz cytując

                          --------------------------------------------------------------------------------
                          Pewnie ze mogi zosatc kafelkarzem, lekarzem czy czyms tam a nawet zostaja. Kiedy
                          taki kaflekarz polozy kafleki lub jak sie mowi w jamie smoka wawelskie FLIZY,
                          nikt mu tych kafelek nie skopiuje i nie sprzeda za pol ceny.

                          Wyzdialy uniewersyteckie nauki programowania mozgow elektronowych swieca
                          pustkami, lub zapelnianae sa studentami z tzw. trzeciego rozwijajacego sie
                          swiata.

                          Gwoli scislosci. Nie chodzi o hardware (elektornike czy cos), bo ten zeby uzywac
                          bez zgody wlasciela to nalezy wlascielowi. primo uprzednio dac w ryj. secundo
                          capnac i dac w dluga. terxjo pokonac bariere uksztaltowana bytem. A
                          oprogramowanie mozna poprstu skopiowac, u gdzie tu jakis problem. Przecierz
                          wszyscy tak robia.

                          Mnie bardzo szokuje ta podwujna norma Ze jednych prace mozna uzywac za fryko a
                          innych sie nie godzi.


                          • emre_baran w zasadzie z zasady i och jak slodko! 07.07.04, 15:50
                            Zostalem podopiecznym! pieknie! slodko! jakze mi lekko! Ho-Hop sa sa!

                            W zasadzie to i ja rowniesz sluze w miare moich skromnych srodkow przekazu. Moge
                            opowiedzec tez o historii mojej horoby, choc to dlugie i smutne.

                            Po pierwsze: Ktorego slowa Pani nie rozumie?
                            • lucja7 Re: w zasadzie z zasady i och jak slodko! 07.07.04, 15:52
                              horoba
                              lucja7.
                              • emre_baran wytezniajac moj zmysl pietnastny trzeciego oka 07.07.04, 16:20
                                domyslam sie iz chodzi miamowicie o to ze nie rozumiesz Pani slowa horoba.

                                Mianowicoe i istotnie jest to absolutnie zrozumiale i przewiewnie sprosnie,
                                alobwiem powiadam Ci jest to jedna sperelek.

                                Horoba mianowicie to zestaw cech a raczej przypadlosci, bedaca skrotem od
                                powrzechnie znanego slowa choroba.

                                Choroba jako skatalogowana i poznana przypadlosc uprawniajaca do roznego rodzaju
                                zachowac i swiadczen stoi w kontrascie do horoby, pozbawionej jakze istontego
                                bezdzwiecznego jak rownierz niemego c.

                                Horoba wyraza krzyk rozpaczy artysty na temat niezroumialosci i
                                nie-wy-zrozymienia zespolu przypadlosci, ktorym artysta obdarzony jest byl
                                bedzie. na wieki wiekow ament.
                                • don2 Re: wytezniajac moj zmysl pietnastny trzeciego ok 07.07.04, 16:39
                                  otworze chyba piwo !!!!! :))))))))))))))))))))))
                          • jutka1 Re: jutka - Prosba o tlumaczenie 07.07.04, 15:52
                            lucja7 napisała:

                            > Jutus mozesz mi przetlumaczyc prace twojego podopiecznego?
                            > W wolnej chwili, zeby nie bylo ze naduzywam. Dzieki z gory.
                            ***********
                            Lucjo! Tyle razy juz pisalam publicznie na tym forumie, ze Baran jest moim
                            idolem, jaki tam podopieczny... Jestem Barania fanka nr 2 (przez skromnosc), i
                            za to moge nawet i Rejtana zrobic czyli szaty drzec na grudzi :)))))))

                            W tym wpisie Baran bardzo prosto tlumaczyl sprawe wlasnosci intelektualnej
                            specjalistow piszacych programy komputerowe, ktorych kradzieze (programow)
                            czyli piractwo zabiera programistom nalezne tantiemy. W odroznieniu od owocow
                            pracy kafelkarza i innego profesjonalisty.

                            You're welcome.
                            M-M
                            J.:)
                      • emre_baran polecam sie 07.07.04, 15:39
                        zaluje i aboslutnie uwazam ze to moja wylaczna wina ze sie ze mna nikt nie mial
                        odwagi tak litosciwe obejsc. polecam sie i klaniam.
                    • emre_baran nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kici 07.07.04, 16:23
                      Jej gust w "chlopcach" jest conajmniej watpliwej korelacji z powrzechnie
                      panujacym. A mianowicie dotyczy umyslowo uposledzpnych, garbatych, obficie
                      owlosionych na/w nosie i uszach a wrecz przeciwnie na glowie facetow okolo piedz
                      dziesiatki, namietnie gustujacych w skidzakietach i pelerynach. Tak sie w
                      skrocie przedstawia opis barana jakiego Ruda-Kicia miala okazje zapoznac.
                      • jutka1 Re: nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kic 07.07.04, 17:10
                        Potwierdzam publicznie w calej rozpelznosci. Taki on ten nasz Baran jest jakim
                        sie opisuje. ;))

                        Moj gust w "chlopcach" jak baran pisze, jest jaki jest. Ostatnio ulega znacznej
                        by nie rzec fundamentalnej weryfikacji. Ament. Ortzam.

                        Pani R-K :)
                        • don2 Re: nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kic 07.07.04, 17:34

                          • jutka1 Re: nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kic 07.07.04, 17:45
                            Bardzo ciekawe i zaiste (zna sie te wyszukane... ;))) pozyteczne badania ze
                            zrodel anonimowych. Tylko glowie sie i glowie, dlaczego ten wpis pod rudom
                            kiciem ortzam podczepiony?
                            Ze niby mam omamy i Baran nie wyglada jak sie opisal, w ktorym to przypadku
                            jestem alkoholikiem-M.?
                            Ze moj gust w "chlopcach" cycat na trzezwo normalny, a po pijoku nienormalny?

                            ooosssssssochodzi????
                            :))))))))))))))))))))))))))))))))))
                            • don2 Re: nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kic 07.07.04, 17:52
                              Nie,nie chcialo mi sie tytula zmieniac.
                              wszelkie podobienstwo do osob znajdujacych sie na forum ,jest tylko przypadkowe
                              i nie moze sluzyc do badan porownawczych itp.Oraz obmowy i domyslow.
                              sprost.redakcji ( -) podpis
                            • emre_baran cziks with dix 07.07.04, 17:52
                              a ja wiem. oczywiscie don-kor-leon chcial powiedizec ze nie jestem kobieta za
                              ktora sie podaje albowiem zadna kobieta by sie nie przyznala ze choojow
                              wygladzi, jak ja to czynie powyzej.
                              • don2 Re: cziks with dix 07.07.04, 17:56
                                Pytia baranska czy kto?
                      • tos.ka Re: nie dajmy sie podejsc knowania Pani rudej-kic 08.07.04, 14:21


                        1. gustow zrodlo siega glebi naszyej archetypowej podswiadomosci. dokladnie
                        dlatego tak bardzo podobaja Ci sie rude.
                        www.n2.net/prey/bigfoot/hominids/redheads.htm
                        zx_spectrum1.webpark.pl/
                        2. co ty wiesz o korelacji? tylko Wileka Milosc i kobieca gotowosc do poswiecen
                        pozwala mi wybaczyc memu slubnemu jego rozklad owlosienia, pokrywajacy
                        zdecydowanie sklepistosci czaszki a nie jej otwory. nawet nadzie ze czas leczy-
                        patrzac na ojca i dziadka- nie ma.

                        3. a tak wogole to uwazaj, bo Cie jeszcez w swietle prawa i slusznosci bez
                        leb...
                        www.freewebz.com/redheadsunited/thehallofshame2.html
                        • xurek Pozory mylom i nic nie rozumiem 08.07.04, 14:35
                          Pkt 1:
                          I tak by siem nam moglo wydawac, ze jak siem czlek europejski z tako rudom
                          zada, do wszystko we wlasnym sosie bondz rasie pozostanie. A tu proszem, siem
                          okazac moze, ze to calkiem cus innego – nie dosc, ze neandertalsko rude, to
                          jeszcze agresywne :)).
                          A z drugiej strony siem blondwolsemu i bladookiemu moze zdac, ze jak siem zada
                          z czarnoskorym, to siem poza wlasny sos wychylil a tu proszem – przynajmniej w
                          ramach sapiensa pozostal :))).
                          Z tego moral wynika tylko jeden: czasem myslisz, ze to kameleon, a to np. agama
                          albo inna iguana :))).

                          Pkt 2:
                          “tylko Wileka Milosc i kobieca gotowosc do poswiecen pozwala mi wybaczyc memu
                          slubnemu jego rozklad owlosienia, pokrywajacy zdecydowanie sklepistosci czaszki
                          a nie jej otwory“

                          Tutaj wsiadam zupelnie. Sklepistosc to dla mnie gora czachy czyli wlasnie to,
                          co powinno w miare mozliwosci byc owlosione. Otwory to natomiast oczy, usta,
                          uszy, nos, gdzie to w zadnym absolutnie wypadku wlos nie powinieni sie
                          znajdowac, gdyz nie mam takich zapasow milosci. A u Ciebie na odwrot?
                          Toska!!!!!!:)))))))))

                          Xurek zbulwersowany

                          (satyra w krotkich majteczkach, Przekroj bodajze, pamietam do dzis
                          "mamusiu, nasz kotek zbulwersowal sie pod lozkiem")
                          • tos.ka punkt drugi 08.07.04, 15:53
                            dosadnosc opisu i wyobrazenia to srodek artysycznego wyrazu majaca oddac
                            tkwiace gleboko w ukryciu w kobiecie (we mnie?) -fantazyje.

                            ps. a malzonka-ratuje jeszcze trzydniowy zarost- w ktorym mu bardzo seksi:)
                          • tos.ka punkt piewrszy 08.07.04, 19:54
                            a ja mysle ze na sprawe trza spojrzec nieco inaczej. ten rudy gen wzbudzal taka
                            namietnosc a pozadanie, ze nie tylko udalo mu sie przeskoczyc na sapiens, ale
                            jeszcze pretrwac kolejne 30 tys. lat...
                  • emre_baran Alez tak! 07.07.04, 15:41
                    z serca mi to pani's wyjelas,
                    a co w sercu to i na jezyku,

                    absolutna racja i smoutek i poroniione nadzieje
                    niestety ach niestyte ze mna ten problem co z chmastwem

                    gdy sie do chamstwa mowi ze jest chamstwo
                    chamstwo nie jeste wsatanie rozpoznac ze sie o nim mowi
                    tako i jako ja

                    Hop sa sa!
                    • don2 Re: Alez tak! 07.07.04, 16:06
                      nie rozczulaj sie baranie,jest OK
                      • emre_baran lza krokodyla kapie mnie z nosa 07.07.04, 16:10
                        jaktu sie nie rozczulic, jak nie ryczec i plakac, kiedy kto wrazliwy i czuly
                        rozumni bool i blond mojego istnienia! padlbym ci w ramiona gdbybynie to ze
                        hestem homo-fobem.
                        • ertes Re: lza krokodyla kapie mnie z nosa 09.07.04, 02:58
                          barana i stokrotki bez pol litra nie rozbiejriosz
                          Poniewaz nie pije to i nie rozumiem.
    • jan.kran Re: rozstania..... 08.07.04, 21:17
      Przeczytalam caly watek od deski do deski. Wszystko rozumiem oprocz barana.
      Baran mi przypomina do zludzenia inny nick , ale jak sie probowalam dowiedziec
      innymi kanalami czy dobrze mysle to ulyszalam , ze baran to nie stokrotka...
      Widocznie jestem tepa na pewne fale .
      Szkoda , bo jestem ciekawa swiata , ale jak widac granice percepcji sa
      ograniczone :-))) K.
    • ani-ta rozstalam sie z NIM:( 08.07.04, 21:44
      w sumie fakt ow byl do przewidzenia:(
      od kilku miesiecy czulam, ze tak bedzie, ze jest to nieuniknione, ze w koncu to
      nastapi.
      on mnie unikal.
      ja zle znosilam jego towarzystwo.
      coraz gorzej szla nam wspolpraca na wielu plaszczyznach.
      plaszczyznach?
      o czym ja mowie??????
      mowie tutaj o gorkach i dolkach... wiecznej walce!
      ja go kochalam...
      od zawsze! odkad pamietam byl przy mnie, wspieral, koil, leczyl poszarpane
      rany... zawsze przy mnie - wierniejszy niz ktorykolwiek z przyjaciol... dawal
      mi cieplo i slodycz i radosc i sile...
      i nagle cos sie peklo...
      moze nie nagle... pekalo od kilku miesiecy... dzien po dniu... kawalek po
      kawalku...
      on mnie unikal...
      a mnie przestalo bawic jego towarzystwo...
      w niedziele powiedzialam - TO JUZ KONIEC!
      ZEGNAJ!
      nie chce cie juz!
      nie bedziesz moim marzeniem, narkotykiem, upokorzeniem mojego ego...
      nie pragne cie juz!
      doroslam!!!
      wiec... zegnaj juz!





























      o... cukrze przeklety!!!!!!!!!!!!!!!




      i ta spowiedzia zamykam... watek rostan:)
      moich:)
      reszte chce miec ZAWSZe przy sobie!
      z wasza wirtualna obecnoscia wlacznie!:))))))


      a.:))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka