swiatlo
28.10.04, 20:46
Wolność to uczucie jakie się ma kiedy się wchodzi rankiem do pickupa i świeże
poranne powietrze jesienne, nasycone zapachem gnijących liści, rozchodzi się
łagodnym powiewem po całym wnętrzu kabiny. Potem zapalam silnik i przy wpół
otwartych oknach sunę pomiędzy polami i łąkami mając przed sobą jeszcze sto
mil do pokonania. Mijam małe farmy, stodoły i owce. Wilgotna po nocnym
deszczu szosa odbija poświatę bladego słońca. Czuć narkotyczny zapach jesieni.
Wtedy to trzeba puścić ulubioną płytę. Właśnie tą którą niedawno wypaliłem
sobie na CD specjalnie na zbliżającą się wizytę Chrisa-Joe. Tylko po to aby
jemu ją puścić w drodze z lotniska do domu. Wiem i tak że on jak zwykle nie
będzie chciał tego słuchać, ale przynajmniej jest to dla mnie motywacja aby
to zrobić dla siebie.
Mijam rzekę. Tą samą po której w lecie często spływamy na tratwach. Mijam
wciśniętego pomiędzy pola i drzewa McDonalds'a. Czy ktoś, zwłaszcza ten kto
tak nienawidzi Amerykę za te plastykowe MacDonaldy i Starbucksy, pomyślał jak
właśnie te McDonaldy i Burgerkingi definiują tą unikalną kulturę tego kraju?
Szczególnie jak ten McDonalds tak stoi obok stodoły a dalej pasą się krowy?
Czyż nie jest to szczególnie piękna i pociągająca kultura? Kultura
ostatecznej prostoty i odpowiedzianych pytań.
Kultura wielkich przestrzeni i równie wielkich nadziei.