chris-joe
09.01.05, 21:52
Bez slodyczy moge istniec, raz na kilka miesiecy tylko miewam dziwne
zachcianki. Dzis na przyklad zachcialo mi sie pound cake- czyli rodzaju babki
piaskowej. Doszedlem jednak do wniosku, ze nie mam pojecia, gdzie to nabyc.
Wowczas przypomnialem sobie europejskie cukiernie, te male, lokalne,
obslugujace piec ulic po sasiedzku, ktore oferuja cale mnostwo drobiazgu,
lacznie z lokalnymi plotkami. Zatesknilem rowniez za europejskimi
wedliniarniami z calym asortymentem kielbas, kielbasek, szynek i pasztetow
takich i owakich; za piekarniami za rogiem z pachnacymi bulkami, buleczkami,
chlebem w ciapki i bez ciapek (do pln.amerykanskiego puchowego chleba na tosty
nigdy nie przywykne).
Mamy tu w Ameryce Pln. rozne "European Deli", ale trzeba sie naszukac i
najezdzic. Lokalni nie desperuja, bo nie maja tych kaprysnych nawykow, jakie
my z soba tu poprzywozilismy.
W pogoni za babka piaskowa skonczylo sie na lokalnym supermarkecie, w ktorym
kupiem zamrozony pound cake Sary Lee oraz Apple Streusel Coffe Cake masowej
firmy McCain. Nie sa te konfekcje takie znow zle, ale chwilowa tesknota za
europejskimi lakociami zostala rozbudzona.
ps. Z drugiej strony, mama narzeka, ze nie moze w Warszawie znalezc
automatycznej suszarki do bielizny...