swiatlo
25.01.05, 19:16
Nie lubię bardzo tytułu wątka na jakim rozmawiamy o pięknej Julii. Tytuł
zawiera czteroliterowe słowo które mnie razi.
Tak więc tematykę pięknej Julii przenoszę tutaj.
Otóż interesuje mnie pojęcie 'korupcja'. A szczególnie granica pomiędzy
korupcją kryminalną a naturalnym pędem człowieka do wzbogacenia się.
Czy jest w ogóle możliwe aby w systemie post-komunistycznym uniknąć tzw.
korupcji. Oczywiście potępiam korupcję kryminalną, czyli łapownictwo, związki
polityków z różnymi półświatkami, jawną kradzież, działalność mafijną itd.
Jest jednak inna dziedzina tzw korupcji, co do której nie mam tak
jednoznacznej opinii. Jest nim tzw. 'uwłaszczenie środków społecznych', jakie
nastąpiło po zmianie systemowej.
Dodam że moje dywagacje są amatorskie, bowiem nie znam się ani na prawie, ani
na ekonomii. Mogę jedynie trochę amatorsko moralizować.
Otóż czy jest to w ogóle możliwe, aby przejść z systemu socjalistycznego,
czyli z systemu powszechnej biedy i niedostatku, do normalnego systemu
kapitalistycznego opartego na prywatnej własności, bez przejścia poprzez tzw.
szarą strefę.
Ktoś musi się wzbogacić. W momencie masowej prywatyzacji wszystkich dziedzin
gospodarki, wiadomo że musi nastąpić wyścig szczurów, kto pierwszy ten
lepszy, kto bardziej agresywny i bezczelny, ten ma większą szansę.
Czy wołanie o potępienie tego zjawiska nie jest niebezpieczną utopią z punktu
widzenia czysto pragmatycznego?
Bo jeśli chcemy 'czystego' przejścia z systemu na system, to kto ma tej
czystości pilnować? Kościół? To tak jakby kościół sam był czysty!
Żaden autorytet nie jest w stanie zagwarantować objektywności i odporności na
pokusę korupcji. Jedynie teoretyczny Robespierre byłby w stanie ten proces
nadzorować, ale wtedy nie mielibyśmy do czynienia z demokracją, ale z
ideologiczną dyktaturą. A zatem doszliśmy do wniosku, że czystość przemiany
oraz demokracja są pojęciami wzajemnie sprzecznymi.
Jeżeli chcemy czystości, to musimy wprowadzić silny autorytet oparty na
moralnej ideologi ze wszelkimi uprawnieniami egzekwowania prawa, a więc
rezygnujemy z demokracji.
Jeżeli natomiast chcemy demokracji, to musimy dopuścić do wyścigu szczurów,
gdzie kryterium jest tupet, siła i bezwzględność. Nie ma na to rady.
Żaden system prawa nie jest w stanie doprowadzić w sposób czysty z systemu
powszechnej biedy do systemu opartego na stabilnym kapitale.
A więc jest następne zagadnienie: kiedy uznajemy że już korupcji dosyć. Otóż
proces tutaj także powinien być naturalny. Logicznie, powinien być nim ten
moment, w którym ci najwięksi już tak się wzbogacili, że w ich samym
interesie jest stabilizacja i prawo, bowiem stabilizacjia i prawo jest
jedynym gwarantem ich status quo.
Czy więc należy potępiać piękną Julię, Abramowicza czy innych wielkich tuzów
kapitalizmu post-komunistycznego, czy lepiej być może jest uznanie
istniejącego status quo? Jeżeli chcesz bowiem dać władzę osobie czystej, jest
wysoce prawdopodobne że ta czysta osoba jest goła jak święty turecki, a więc
pierwszą czynnością tej osoby u władzy będzie maksymalna i bezczelna prywata.
Czy nie lepiej właśnie zainstalować u władzy osoby które już na tym szczycie
są ustabilizowane, a więc są najbardziej zainteresowane stabilizacją systemu
jako całości.
Jest to trudne zagadnienie. Podobnie pamiętam z czasów komunistycznych. Nie
bałem się tych wszystkich farbowanych komunistów, którzy pod płaszczykiem
leninowskich sloganów budowali własne materialne imperia. Bałem się natomiast
najbardziej tych tzw prawdziwych komunistów. Tych nawiedzonych robespierrów,
czyli tych olszowskich, grabskich, siwaków itd. To było o wiele gorsze
niebezpieczeństwo.
Tak więc proszę o nie atakowanie pięknej Julii. Jak Jutka sama napisała,
wszyscy na Ukrainie są skorumpowani. Jest to proces naturalny i niemożliwy do
uniknięcia. To co jest bardziej niebezpieczne, to ideologizacja. W rodzaju
Giertycha, na przykład.
Tak więc należy pragmatycznie się pogodzić ze status quo, oprzec władzę na
tych, którzy właśnie już mają, bowiem danie władzy tym co jeszcze nie mają,
może być o wiele gorsze.
Masz wybór: albo otwarta demokracja, albo ideologiczna moralizacja
ewentualnie prowadząca do dyktatury.