bird_man2
12.02.06, 14:13
Tym razem bylem w innych Chinach i to w Chinach jakie lubie..
Ostatnie 2 lata i 4 pobyty to byl glownie Szanghaj.. brrr.. nie lubie i nie
rozumiem calego tego zafascynowania tym miastem w zachodnich massmediach.
Oczywiscie jest to miasto co sie dynamicznie rozwija i gdzie niemal w postaci
klinicznej mozna obserwowac tempo i stopien zmian w chinach dzisiejszych..
Ale nie lubie, zwlaszcza ludzie dzialaja mi na nerwy.. kazdy jest nastawiony
tylko na wlasne korzysci.. I nie jest to tylko moj wymysl- w calych chinach
panuje zle zdanie o szanghajczykach.
Ale tym razem bylo inaczej, bylem na poludniu chin (prawie dokladnie
naprzeciwko Hongkongu) w miescie ktore pod wzgledem standardu zycia jest
przez ludzi z zachodu uwazane jako jedno z najlepszych w Chinach. I poza tym
cieplo w zimie, czyste powietrze (co jest w chinach prawie niespotykane),
dobre jedzenie (no to jak prawie wszedzie) oraz mili, usmiechnieci ludzie..
Tym razem mialem rzeczywiscie stressowy job i naprawde malo czasu - 6 x w
tygodniu po 10-12 godzin pracy, i to bez jakiejkolwiek przerwy (nawet na
swieta i sylwestra), moje sylwestrowe plany w sydney diabli wzieli (jutka i
luiza mi to wybacza mam nadzieje)
Co sie da opowiedziec? Duzo i nie, najfajniejsze wspomnienia mam jak zwykle
zwiazane z ludzmi (szczegolnie ludziowymi :-) bo o dziwo duzo ludzi,
zwlaszcza mlodych mowilo zupelnie znosnie po angielsku (moj podstawowy
mandaryn natomiast mi sie zupelnie nie przadal bo tam to cantonski obowiazuje
a to juz zupelnie inna para kaloszy) - prawdopodobnie to sprawa bliskosci
Hongkongu. Jedyne co tym razem bylo wyjatkowo podle to Internet - strasznie
wolny i cenzura sie drastycznie od ostatniego roku zaostrzyla (nie wiem czy
tylko w okolicach HK ale nie sadze) calymi tygodniami mialem problemy, aby
otworzyc jakakolwiek "zachodnia" strone internetowa..
Polubilem chinskie apteki.. po przyjezdzie udalem sie do apteki w poblizu
hotelu aby sobie kupic paste do zebow i melatonine. Wchodze, usiluje po
angielsku - nikt nic nie rozumie, usiluje moim mandarynem i udalo mi sie
kupic paste do zebow, ale jak chodzi o melatonine to nikt nie rozumie o co
chodzi, jak napisalem nazwe to nikt nie potrafi przeczytac.. rozpacz..
Nie ma problemu, jedna z panienek dzwoni gdzies i prosi mnie o poczekanie
kilku minut, za kilka minut wpada do apteki mloda dziewczyna i ZDEBIALEM..
Takiej pieknej chinki jeszcze nie widzialem (sa z reguly naprawde niezbyt
urodziwe) i do tego jeszcze mowi po angielsku.. pracuje w tej aptece, jest po
studiach farmacji i byla tylko cos zjesc..No przeciez takiej okazji nie dam
przejsc kolo nosa - moj instykt mysliwego zadzialal i po zrobieniu zakupow
(meletonine dostalem) umowilem sie z nia zaraz na dinner wieczorem..
pozdrawiam
ptaszek