ewa553
10.11.07, 15:27
mialam wczoraj rozmowe rodzinna, ktora mna wstrzasnela niemalze.
Uswiadomila mi jak egoistycznym, bezmyslnym czlowiekiem jestem.
Zaczelo sie od tego, ze uzalilam sie nad wiecznym milczeniem
siostrzenca i jego rodziny, bo przeciez siedza codziennie przy
compie, wiec mogliby czasami napisac pare slow. I pomyslalam, ze
coraz mniej mnie z nimi laczy. I tak dalej rozmawiajac zaczelismy
sie zastanawiac jak to jest: czy licza sie naprawde zmiany ktore
nastepuja z wiekiem i z rozwojem naszej osobowosci, czy tez liczy
sie tzw. caloksztalt. Bo tenze siostrzeniec, to nie tylko ten ojciec
rodziny co milczy, ale to tez byle dziecko, zaledwie 15 lat mlodsze
ode mnie, z ktorym w dziecinstwie bardzo wiele nas laczylo. I lacza
nas rzadkie, ale piekne spotkania i przezycia w ostatnim
dziesiecioleciu. I nagle postawiono mi lustro, w ktorym zobaczylam
siebie i ciocie Maryle, z ktora mnie w mlodosci wiele laczylo. Byla
bezdzietna, wiec kazde z nas spedzalo u niej maksimum czasu, bo nas
lubila. Co wiecej, jak rodzice nie dajac sobie ze mna rady w okresie
dojrzewania chcieli mnie oddac do internatu, to ciocia wlasnie byla
ta osoba ktora jak Rejtan rzucila sie mowiac nigdy! i zabrala mnie
na rok do siebie. Wiele by mowic. Ale... No wlasnie, potem ja
totalnie olalam, mieszkala tak blisko, tak wiele nas laczylo, a ja
sie zupelnie skupilam na sobie, na swoim zyciu i ciocia gdzies
zostala na dalekim marginesie. W zyciu nie napisalam do niej kartki
ani na swieta, ani na imieniny, nie mowiac o kartkach z licznych
wyjazdow. Dlaczego? Czy naprawqde trzeba 40 lat, zeby sie obudzic?
Jest mi dzis przykro, nic juz nie moge dla niej zrobic. I ta
swiadomosc jest chyba dla mnie najwieksza kara.
Rozejrzyjcie sie wokol siebie: czy nie macie jakiejs zapomnianej
cioci Maryli w rodzinie? Albo zapomnianej przyjaciolki, ktora byla
dla Was wszystkim w trudnych chwilach? Zdaje sobie sprawe z tego, ze
troche jestem patetyczna. Ale tak mnie ta historia meczy ze
pomyslalam - moze to jest tez okazja aby innym pomoc w takiej
rozterce?