swiatlo
07.10.03, 00:47
Zyjemy w epoce rozkwitu dzikiego korporatyzmu. W epoce gigantyzmu,
globalizmu, w epoce gdzie dobre nie to co dobre, ale to co wielkie. Upada
indywidualne farmerstwo, targi gdzie od farmerow mozna kupic warzywa i owoce,
upadaja male piekarnie i cukiernie, male rodzinne punkty uslugowe i lokalne
biznesy.
Wszedzie wchodza wielkie korporacje, wielkie ponadnarodowe sieci. Gigantyzm i
korporatyzm rozdeptuje ogromnymi podkutymi butami wiele wiekow rodzinnych
firm, sklepikow, punktow, farm i restauracji.
Prowadze wiec taka mala wojne. W ogole ja prowadze wiele takich malych
prywatnych wojen. Na przyklad prywatna wojne z RIAA, o ktorej juz poprzednio
pisalem na watku o MP3.
Tym razem jest to wojna z gigantyzmem. Otoz prowadze moj wlasny bojkot owych
gigantow. Na przyklad chodze po pieczywo do malych prywatnych sklepikow, po
wedline do malych prywatnych wedzarni, po warzywa jezdze na farmy. Wszedzie
gdzie moge, to wspomagam te male rodzinne sklepiki, punkciki i restauracyjki.
Czasami mi sie to wrecz nie oplaca, ale czuje sie sam przez to lepiej.
Jak juz mam cos placic, to wole aby te pare moich dolarow poszlo nie do
jakiegos korporacyjnego wscieklego i chciwego szczura, ale do lokalnego
farmera albo lokalnej rodziny. Czasami musze placic przez to wiecej, ale
trudno. Takie sa konsekwencje mojej malej prywatnej wojny.
Taka to moja wlasna wojna. Nic przez to sam nie osiagne, ale przynajmniej
wiem, ze zrobilem swoje. I zapraszam do tej wojny wszystkich innych. Im nas
wiecej, tym wiecej zmienimy.
Nie bedzie juz RIAA ciagala do sadu babcie za to ze sciagnela ona sobie jakis
stary przeboj z Internetu.