kimbeli Re: Odpowiadam 12.03.07, 23:50 A ja stres przedwyjazdowy(( Im bardziej wszyscy mnie zapewniają, że nie mam sie czym martwić, tym bardziej się martwię. Po co mi to było. Boże!! ja się zawsze muszę wpuścić w kanał na własne życzenie. Czy ja nigdy nie zmądrzeję?? Reksiu, ja jej nie zazdroszczę, ale też nie współczuję. Teściowie postawili synowi ultimatum, nawet nie za to, że opuścił rodzinę w takim momencie. Widywała sytuację podobną do mojej i, jak sama powtarza, brzydziła się takich ludzi. To że jej syn zrobił coś takiego, było dla niej osobistą porażką życiową. Pisałam już wcześniej, że byli ludźmi bardzo prawymi. Ultimatum dotyczyło tego, że nie łożył na utrzymanie dzieci, gdy ja nie mogłam pracować, że zabrał samochód, który był mi niezbędnie potrzebny, żeby szybko przemieszczać się pomiędzy domem i szpitalem, oraz faktu, że ogołocił nasze wspólne konto. Nie było ono zasobne, ale pozwoliłoby mi przeżyć. Rodzice wtedy mu oświadczyli, żeby nie liczył na jakikolwiek spadek po nich, oni muszą zabezpieczyć los tych, których on beztrosko porzucił. Warunkiem nie był powrót do rodziny, ale zainteresowanie się naszym losem. Czego oczywiście nie uczynił. Nie zerwali z nim kontaktów, ale powiedzieli mu, że teraz jest już dużym chłopczykiem, który sam będzie płacił za swoje błędy. Na nich niech nie liczy. Tego co mają dorobili się sami, wiec mogą z tym zrobić, co chcą. Kolejną sprawą było żądanie od matki zachowku po śmierci ojca. Teść zapisał wszystko żonie. Podczas długiego odchodzenia ojca syn był kilka razy w domu, ale nawet pomoc, do której sam się zobowiązał, nigdy nie nadeszła. Wtedy jeszcze zarabiał dobrze. Teściowa mogła liczyć tylko na mnie. Czego oczywiście nie poczuwam sobie za żadną zasługę, ale za obowiązek i nakaz serca. Moi synowie dostali darowiznę, a w prawie spadkowym jest tak, że zachowku dochodzi się najpierw od obdarowanych, czyli od jego dzieci. Nie uczestniczyłam w postępowaniu spadkowym, więc nie wiem dokładnie jak to było. Koniec końców Teściowa gotówki nie miała, bo choroba Teścia pochłonęła wszystko, sprzedała więc mieszkanie po córce i go spłaciła. Wściekła się wtedy na niego na maksa. Wiedziałam, że i tak dostałby jakieś pieniądze, ale nieco później. Mieszkanie poszło w dość niekorzystnym momencie i za niewielkie pieniadze. Syn o zachowek nie wystąpił na otwarciu testamentu, ale trochę później i jakos dość nieładnie. Płakała mi do słuchawki. Co do mojej następczyni. Ma na ten temat swoje własne zdanie, do którego ja na podstawie znanych mi faktów bardzo się przychylam. Co do faceta: utrzymuje swoja żonę i jej dziecko prawie od 10 lat. Na początku bardzo dobrze zarabiał, skoro nie łożył na swoje dzieci, coś z tymi pieniędzmi robił. Pamiętam ją z pogrzebu teścia i naszej sprawy rozwodowej i wcale na zabiedzoną nie wyglądała. Raczej na bardzo zadowoloną z siebie, dobrze (czytaj: drogo) ubraną kobietę. To jest kobieta bez skrupułów, która potrafi o siebie zadbać. Tyle że postawiła na niewłaściwego konia. No i ma problem. Wieszać się nie będzie - do tego też trzeba odwagi. Odpowiedz Link
reksia Re: Reksiu 13.03.07, 00:48 Dominika zlituj sie ja nie chcę nic udowadniać. A swoją drogą co u Ciebie? Odpowiedz Link
kimbeli Re: Reksiu 13.03.07, 01:00 A swoja drogą. Reksiu może reszta pytań na priva. Nie miałam nigdy skłonności do ekshibicjonizmu, ale w drodze wyjątku mogę zaspokoić twoja ciekawość. Odpowiedz Link
reksia Re: Reksiu 13.03.07, 01:23 nie przesadzajmy z tym privem watpię by ktokolwiek chciał namierzać kim jest jakas tam kimbelli czy reksia , bo było by to conajmniej głupie , nasze historie sa jak tysiace temu podobnych, takich jak nasze są setki..wiec nie przesadzajmy z tą anonimowością Odpowiedz Link
kimbeli Re: Reksiu 13.03.07, 01:37 A wiesz, że to nie przyszło mi do głowy) Pomyślałam raczej o tym, że taka wymiana zdań miedzy nami przerodziła sie w dyskusję, która juz nikogo - oprócz nas - nie obchodzi. Stąd moja propozycja. Namierzenia sie nie boje, bo chociąż nie opowoadam o tym wkoło, moja historię zna wiele osób. Odpowiedz Link
dominika303 Re: Reksiu 13.03.07, 01:03 Oki lituje się ale obiecaj, ze to nie będzie nastepna prowokacja, lub tez pokazywanie drugiej strony ) U mnie po staremu - ale miło, ze pytasz Pozdrawiam Odpowiedz Link
reksia Re: Reksiu 13.03.07, 01:28 juz chyba za późno ale oki na Twój wniosek obiecuje, że nie bedzie pokazywania drugiej strony)) Odpowiedz Link
kimbeli Re: Odpowiadam 13.03.07, 10:27 Reksiu, teściowa wzięła na siebie obowiązek pomocy dla byłej rodziny syna NIE ZA NIEGO, ale dlatego, że on sie dziećmi nie interesował. To subtelna różnica. On miał obowiązek, Ona wzięła go na siebie dobrowolnie. On obowiązek zrzucił, ona była konsekwentna w tym co robi. Czy to tak trudno zrozumieć? Jej syn ma problemy finansowe na własne życzenie. Ciapą nie jest, ale człowiekiem bez charakteru. Świetnie wykształcony (kto z 40 latków miał możliwość jeżdżenia na kursy językowe do Anglii???) Przez pierwsze 10 lat pracy zarabiał bardzo dobrze. Miał ciekawą pracę i ogromne perspektywy. Gdyby nie jego wybory życiowe, pewnie teraz to on szykowałby sie do wyjazdu. W naszym kraju znacznie łatwiej awansują mężczyźni. Tak sie jednak nie stało, ponieważ odchodząc z pracy dobrowolnie, liczył na znalezienie zatrudnienia w innej firmie o podobnym profilu - miał przecież 10 lat doświadczenia. Ale nie znalazł nic, co odpowiadałoby jego kwalifikacjom. Pewnie liczył, że to przejściowe, ale przejściowe nie było. Od 4-5 lat pracuje jako nauczyciel. Cały czas ma pracę i niezły stan zdrowia. On miał znacznie lepszy start po rozwodzie niz ja. Oboje zdrowi, młodzi (koło 30), mieli mieszkanie nowe mieszkanie, samochód, oszczędności i oboje pracę. We dwójkę zarabiali na 3 osoby. Ja zostałam sama z dójka dzieci, w małym mieszkaniu, bez ŻADNYCH oszczędności, bez samochodu. Nie zarabiałam i miałam 2 dzieci, w tym jedno chore. Żeby było jasne teściowa pieniądze na życie dawała mi przez pierwsze 1,5 roku. A skąd je miałam brać? Próbowała zdyscyplinować synalka, stawiając mu ultimatum opisane gdzieś w wątku, ale nic z tego nie wyszło. Teściowa wini synową za stoczenie się syna. Moze nie ma racji, a może coś w tym jest. Po naszym rozstaniu nasi wspólni koledzy z pracy opowiadali o tym, co sie działa i jak się ona zachowywała. Niektóre wątki były ciekawe. Ich zdaniem podstarzała (sic!)) trzydziestka, której mijają ślady - niewielkiej zresztą - urody przyszła do firmy, w której pracują bogaci faceci bez większych skrupułów, żeby złapać faceta. Najpierw mieszkała z jednym, ale jak ten sie nie chciał wymiksować z rodziny chodziła koło mojego. Nawet jak już z nim mieszkała, sypiała z kimś innym. Nie pisałam o tym nigdzie, bo to nie ten problem mnie gnębił, ale skoro dokonujesz portretu psychologicznego mojej teściowej, powinnaś o tym wiedzieć. Teściowa też na pewno o tym wie, w firmie nadal pracuje najlepszy przyjaciel byłego, którego ona traktuje nieomal jak syna. Może Cię zainteresuje nie to, ze mój były się wyniósł z firmy nie dlatego, że miał wyrzuty sumienia wobec mnie i nie chciał mnie mijać na korytarzu. O nie!!! o to go nie posądzam. Wyniósł się, mając dość podgadywania kolegów, że zamienił młodszą, ładniejszą i sympatyczniejszą dziewczynę na starszą i brzydszą)))) I że mu te wymiany wychodzą jak nikomu) Co do niej: na początku żyła jak udzielna księżna. Za nasze wspólne oszczędności jeździli na wczasy zagraniczne, gdy ja nie miałam z czego życ. Pieniądze się rozeszły szybciej niz sie to komukolwiek wydaje. Zachowek po teściu zmarnotrawili. Ona kiedyś sama powiedziała, że nie po to wyszła za bogatego goscia, żeby pracować. A gość wcale taki bogaty nie był i jeszcze do tego miał rodziców, którzy uważali, że skoro nawarzył piwa, sam powinien je wypić. Oni w uczcie udziału wziąć nie chcieli. Odpowiedz Link
reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 11:52 Odszedł z rodziny gdy miał sie urodzić drugi maluszek , do swej narzeczonej ( obecnej zony) Ty przez 1,5 roku nie miałas pracy i wspomagała cię teściowa , prawa kobieta, która nie potrafiła znieść faktu, że syn porzucił rodzinę. Piszesz jednak, że ty teraz pracujesz w tej firmie co wnioskuję z tekstu.To własnie rozumiem w tej firmie awansujesz obecnie. Rozumiem, ze z tej firmy gdzie miał takie perspektywy ogromne odszedł. Nie rozumie jednak dlaczego? Piszesz, że dlatego bo mu koledzy dokuczali, że zamienił ładniejszą na brzydszą )))))))))))) Nie gniewaj sie, ale do mnie to nie trafia. Jak powiesz, że twój obecny partner tez pracuje w tej firmie, na kierowniczym stanowisku co ułatwiło Ci np awans i pracowała tam obecna żona twego byłego męża,9co zresztą chyba gdzieś wyżej zostało już powiedziane), to faktycznie iście brazylijski serial sie z tego robi, nie dziw sie wiec ze zadaje pytania i się gubię;PPPP Zachowanie jednak byłych "kolegów" twego męża świadczy jednak , czy chcesz to widziec( czy nie), ale o ich niskim poziomie ) Facetowi dokuczali koledzy, matka odsuneła sie od niego.Gdzie Ty tu widzisz miejsce na to by tkwił w tym chorym układzie ja nie pojmuje. Jego odejście , tym bardziej po twoim przyjściu do pracy w tej firmie jest chyba jak najbardziej zrozumiałe.Predzej wyglada to na to iz odszedł z twego powodu a nie z powodu braku urody nowej żony.Czemu wiec teściowa ją obwinia za to ze zmarnował sobie zycie i czemu twierdzisz, że z jej powodu zrezygnował z super perspektyw? Mi sie wydaje że bardziej twoja osoba miała bezposredni wpływ na jego odejście.Co tłumaczyło by jego obecne milczenie i tak ostre reakcje Nexi. Nie rozumiem tez w jakim ty jesteś związku(czy to głębszy dłuzszy związek , czy takie towarzyskie podchody dopiero) i czy wyjeżdżając wyjeżdżasz z nowym partnerem? Ja tak kapkę być może źle rozumie, bo patrzę przez swoją perspektywę, ale ja jestem własnie od kilku lat w związku drugim i gdybym miała gdziekolwiek wyjeżdżać, to własnie było by dla nie czymś najbardziej naturalnym, by dzieci zostały pod opieką obecnego partnera, a nie exi. Tym bardziej że twój Ex mąż pracuje, więc (zanim pojawiał sie babcia w tej opowieści)planowałaś zostawic dzieci pod jego opieką i tym samym opieką Nexi, zamiast np opieką obecnego partnera.Nie rozumiem wiec roli twego partnera w Twoim nowym związku. Dla mnie po prostu jest czymś naturalnym, że dzieci zostają w domu pod opieką ludzi z którymi sa na codzień. Ale to akurat moje doświadczenia i moje patrzenie na świat , na pewno sa inne i równie logiczne. Odpowiedz Link
kimbeli Re: Odpowiadam 13.03.07, 12:27 Odszedł z rodziny gdy miał sie urodzić drugi maluszek Maluszek już był a świecie. Miał 7 miesięcy Piszesz jednak, że ty teraz pracujesz w tej firmie co wnioskuję z tekstu.To > własnie rozumiem w tej firmie awansujesz obecnie. Nie ja juz w niej nie pracuję, przeszłam kilka lat temu do innej i w niej obecnie awansuję. Chociaż nie ukrywam, że awansowałam - i to szybko - w tamtej. Jak powiesz, że twój obecny partner tez pracuje w tej firmie, na kierowniczym > stanowisku co ułatwiło Ci np awans i pracowała tam obecna żona twego byłego > męża,9co zresztą chyba gdzieś wyżej zostało już powiedziane), to faktycznie > iście brazylijski serial sie z tego robi, nie dziw sie wiec ze zadaje pytania Nie, mój obecny partner nigdy w tej firnie nie pracował. Pracuje w całkiem innej branzy. Znam go od około 4 lat. Nie zna też obecnej zony byłego. Nie miał nic wspólnego z moim awansem. Ona pracowała w firmie na zastępstwo, na podrzędnym stanowisku. Teraz nazywałby się to outsourcing personelu. > Zachowanie jednak byłych "kolegów" twego męża świadczy jednak , czy chcesz to > widziec( czy nie), ale o ich niskim poziomie ) Nie wiem, o czym świadczy, ale wiem, że do dzisiaj nowi kumple z pracy są raczeni historyjką o tym, jak facet wymienił zonę jedna na drugą)))) Więc nie dziw się, że mógł mieć dość. Predzej wyglada to na to iz odszedł z twego > powodu a nie z powodu braku urody nowej żony. O to musisz już jego zapytać. Nie rozumiem tez w jakim ty jesteś związku(czy to głębszy dłuzszy związek , czy > > takie towarzyskie podchody dopiero) i czy wyjeżdżając wyjeżdżasz z nowym > partnerem? > Ja tak kapkę być może źle rozumie, bo patrzę przez swoją perspektywę, > ale ja jestem własnie od kilku lat w związku drugim i gdybym miała gdziekolwiek > > wyjeżdżać, to własnie było by dla nie czymś najbardziej naturalnym, by dzieci > zostały pod opieką obecnego partnera, a nie exi. reksiu, może zacznij czytać wszystkie komentarze, zanim zaczniesz zadawać pytania - bo inaczej wyjdzie nam z tego telenowela brazylijska i 3456 post na temat tego, dlaczego mój były mąż wolał moja następczynie ode mnie, wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom. O oto wyjaśnieni dlaczego podjęłam taka decyzję: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58593619 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58916080 Proszę przeczytaj to, ale ze zrozumieniem Moja droga, mój były jest nauczycielem, za chwile będzie miał wakacje, dwa miesiące. Jego żona nie pracuje. Moi synowie wyjadą na wakaje, raczej nie ze mną, ale zawsze spedzaja te dwa miesiące poza domem. Więc byłemu pozostałoby raptem do opieki: 10 dni marca, kwiecień, maj, czerwiec i wrzesień. Kwiatków podlewać nie musi. Sama oceń czy to tak dużo. Od początku było wiadome, że mój obecny partner biędzie ich zabierał chociaż co drugi weekend. Miałam ja przyjeżdzać i babcia, więc w czym problem? > Dla mnie po prostu jest czymś naturalnym, że dzieci zostają w domu pod opieką > ludzi z którymi sa na codzień. Nie są z nim na codzień. Mój partner z nami nie mieszka - p;rzynajmniej nie miezkał do tej pory. Odpowiedz Link
joanna9969 Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:05 > to ze zmarnował sobie zycie i czemu twierdzisz, że z jej powodu zrezygnował z > super perspektyw? Mi sie wydaje że bardziej twoja osoba miała bezposredni wpływ Pewnie wstretna kimbeli osmielila sie urodzic chore dziecko , poswiecic sie jemu zamiast pamietac o swoim zakichanym obowiazku opieki nad misiem w wyniku czego on MUSIAL poszukac sobie kochanki , a potem ta bezczelna baba osmielila sie chciec jeszcze wrocic do pracy aby zaspokoic fanaberie jego dzieci aby miec co jesc i gdzie mieszkac . No i nie zapomijmy jeszcze o deszczu i gradobiciu ktore tez sa oczewiscie wina Kimbeli . Oj reksiu chyba ci ta czapka neksi na oczy opadla . Odpowiedz Link
reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:22 joanno jesli sadzi ze facet odchodzi od kobiety z dwójką dzieci tylko dlatego że znalazł drugą "dziurkę" to chyba kpisz!! zazwyczaj taki rozpad zapowiada sie duzo wczesniej, a powód rozpadu takiego związku jest duzo głębszy ,i niestety nie ma nic wspólnego z potrzebami sexualnymi!! jesli jednak tobie w zyciu patrzenie przez perspektywę"wszyscy faceci to swinie" czy "wszyscy to babiarze" coś w życiu ułatwia. To zyczę powodzenia. a powoływanie sie matki na chorobą dziecka by u słuchaczy wywołac wieksze współczucie, uważam za wskazujące na zasłanianie rzeczywistego problemu "dzieckiem tarczą" Odpowiedz Link
joanna9969 Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:37 Abstrachujac od powodow rozejscia ktorych nie znamy ani my ani byc moze nawet nie zna lub nie chce znac sama Kimbeli to uwazam ze obwinianie bylej zony jaka by ona nie byla za pozniejsze niepowodzenia zyciowe faceta ktory w momenie rozstania jest mlody , zdrowy , solidnie wyksztalcony z doswiadczeniem i bez obciazen finansowych jest chyba lekka przesada. Odpowiedz Link
reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:51 to ia Kimbelii nie obwiniam , chcę co najwyżej podkreslić ,że problem jest głębszy niz powierzchownie przedstawiony powyższy Odpowiedz Link
babe007 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:35 Podziwiam Twoją cierpliwość kimbeli.... Odpowiedz Link
natasza39 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:42 babe007 napisała: > Podziwiam Twoją cierpliwość kimbeli.... No fakt tłumaczysz reksi wszelkie zawiłości jak "krowie na rowie", mnie by się nie chciało. A co do reksi... Reksiu nie zauważyłaś, że odbiegasz od tematu? Co ma wspólnego powód dla którego facet wymienił żonę czy firmę do tego, że aktualnie nie może zaopiekowac się własnymi dziećmi? Bo ja jak Boga kocham nie rozumiem. Odpowiedz Link
jowita771 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 13:01 ja myslę, że reksia grubo przesadza z tym przesłuchaniem. Odpowiedz Link
kimbeli Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 13:38 Moim zdaniem, Reksia wpadła w pułapkę spotykaną u drugich żon. Przyjęła mianowicie założenie, że kobieta, którą opuszcza mężczyzna ZAWSZE jest temu winna, nawet WBREW obiektywnym argumentom, albo przynajmniej WSPÓŁWINNA. Że to pewnie jakiś potwór w kobiecej skórze i biedny facet nie ma innego wyjścia. I że te drugie dzieci skażone są podłością tej kobiety. Oczywiście w ten sposób ja upraszczam. Robie to jednak celowo: ja uważam, że prawda jest nieco bardziej skomplikowana. Czasem po prostu ludzi się nie dobierają i znacznie lepiej, żeby sie rozstali. Trudno mówić o winie, karze itp.Ale widziałam przypadki, gdy jedna strona (nie tylko kobieta) była ewidentnie niewinna i skrzywdzona. I co w takim przypadku? Zaprzeczać prawdzie?? Zawsze dbałam o prawidłowe relacje z ojcem, nigdy dzieci przeciwko niemu nie nastawiałam. Ale myślisz, że 13-latek nie widzi i nie myśli. Chłopcy nie znają jego zobowiązań finansowych, nie wiedzą też, że nie płaci alimentów - ale wyraźnie mają żal do ojca. Nie musiałam im niczego odmawiać, bo ojciec nie płaci. Ale co mają mówić dzieciom matki, które są w innej sytuacji, a jeszcze dzieci widzą ogromną dysproporcję pomiędzy standardem nowej rodziny taty, a swoim życiem. Matka powinna się wziąć do roboty? Tak, tyle, że zarabia sama na cały dom, bo groszowe zwykle alimenty niczego nie rozwiązują, a poza tym kobiety w Polsce zarabiają mniej, choaciaż sa lepiej wykształcone. SZukanie prawdy i drugiej strony? Mam się saqmobiczować i mówić im, że byłam potworem i MUSIAŁ mnie opuścić. To chyba nie tędy droga. Dzieci mojej przyjaciółki w wieku 18 i 22 lat zerwały wszelkie kontakty z ojcem po tym, jak dotarła do nich prawda o rozwodzie rodziców i jego postępowaniu wobec byłej żony i dzieci. Matka nie miała z tym nic wspólnego. I kto tu cierpi najbardziej (dzieci mają wsparcie ze strony mądrej matki)? Najbardziej cierpi córka z drugiego małżeństawa ojca, która w wieku 14 lat straciła rodzeństwo. I zaczyna zadawać trudne pytania. Ale to na szczęscie nie mój problem. Ja też Odpowiedz Link
natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 13:53 Ponadto reksia poprzez własne, niezbyt miłe doświadczenia, próbuje tłumaczyć Twojego exa. Sama pisze o matce, która się od niej odwraca w trudnej dla reksi sytuacji - wniosek matka exa kimbeli jest wredna, bo odwraca się od wlasnego dziecka plecami. Błąd myślenia. Matka nie jak każdy człowiek też ma pewne granice wytrzymałości i toleramcji. Lojalnośc wobec dzieci w imię tylko i wyłacznie więzów krwi jest głupia. Czasem bowiem dalsi krewni czy nawet obcy ludzie okazują więcej serca i racjonalniej się zachowują, niż wlasne dzieci. Dlaczego zatem wbrew zdrowemu rozsądkowi zawsze stawać po stronie dzieci? Odpowiedz Link
kimbeli Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 14:08 Ona była dla niego bardzo dobrą matką. Kochała go, wykształciła. Oboje z mężem stworzyli mu takie warunki, o których wiele z nas nawet pomarzyć nie mogło, wtym wykjazdy zagraniczne języki i wiele innych atrakcji, które teraz może nie dziwią, ale ponad 20 lat temu były wyjątkiem.. Wspierali go finansowo gdy zaczął pracować, co też nie było bez znaczenia na jego karierę zawodową. Odbyło się to kosztem pewnych wyrzeczeń z ich strony, bo nie byli bogaci. Byli całkiem zamożni, ale nie bogaci. i mieli jeszcze jedną córkę. Teraz teściowa jest znacznie zamożniejsza, niż była przez całe życie. Wszystko dostałby on, no może po naszym rozwodzie dzieci dostałyby jakiś zapis, ale skoro widziała, że się z nią zupełnie nie liczy, to zrobiła jak uważała. I ma do tego prawo. Postępuje zgodnie z wolą męża - wszsytkiego dorobili się we dwoje. Odpowiedz Link
reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:17 Kimbelli ja mam swoją Nexię) i Exię też są to z goła rózne kobiety dzieki temu zycie nauczyło mnie jednego. Nie ważne jest czy ktoś jest Next czy Ex czy inna "nacja". Istotne jest jakim jest człowiekiem Ojciec moich dzieci tez na nie nie łozy, ale moje dzieci nie mają żalu do ojca bo ja uważam ze płatności to sprawa miedzy mną a nim do załatwienia.To ja powinnam zadbać o sciagniecie zaległych alimentów, skoro nie potrafię, to powinnam to nadrobić w inny sposób. Dla mnie jednak gdyby moje dzieci odczuwały do ojca bezposrednio jakiś ogromny żal, ja zastanowiła by sie nad tym czy aby nie jestem zbyt toksyczna. natomiast pomimo iż mój M płaci na swoje dzieci REGULARNIE, DZIECI WYCHOWANE SĄ W PRZEKONANIU ŻE ŁOŻY ZBYT MAŁO I MAJĄ DO OJCA OGROMNY ŻAL)) Cóż wiec mam rzec, nie szanuje kobiet, które wykorzystują dzieci do załatwiania swych prywatnych spraw, rachunków. Ponadto w trakcie rozstania to mąż i zona decydują o rozstaniu sie i oni powinni wziąść za TĄ DECYZJĘ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!Przerzucanie winny na kolejnych partnerów (projekcja czy insze) świadczy moim zdaniem o wielkiej niedojrzałości i braku odwagi w spojrzeniu na prawdziwy problem Uważam iż nalezy sie przedewszystkim zastanowić nad sobą -nad tym- co zrobiłam niewłaściwego w związku ze sie rozpadł-ty widzisz tylko winę wszystkich innych (jego , jej)swoje błędy postrzegasz bardzo powierzchownie.Twierdzisz ze nie ma sensu sie samobiczować wiec rozumie skąd to sie bierze i skad takie twoje stanowisko . A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne błędy , choc skupienie sie tylko na winie partnera i malownicze jej ukazywanie jest niewatpliwie umiejętnością wielu pań z samodzielnych ;PP I ja takie rzeczy zauwazyłam w twoich wypowiedziach KiM. Ponadto mam uczulenie na matki, które zasłaniają sie "cierpiącym potomstwem". Własnie teraz trwa rozprawa gdzie, moja Ex utrzymuje, że nie moze od 12 lat podjąc pracy, bo jej dzieci chorują!Najcięższa z tych chorób to zapalenie oskrzeli na przełomie kilku lat, ale ona opowiadając o chorowitości dzieci powoływała sie na takie"górnoloty", że aż mi samej jest jej żal. moja Ex wraz ze swoją przyjaciółką zrobiły mojemu M piekło z pracy, facet musiał prosić o przeniesienie do innej siedziby (szkalowanie, przegladanie szafek, szperanie po prywatnej korespondencji, telefoniki do kobiety z którą wówczas był, miałam okazję rozmawiać z tą kobietą, exia stworzyła z jej życia piekło,zniszczyła ich związek-kobitka zyczyła mi bym miała wiecej szczęścia niż ona) miałam ostatnio dość okazji nasłuchać sie jak to wyglada z dwóch stron , wiec wybacz, ale gdy któraś z pań przybiera minę niewiniątka, mówiąc jednocześnie z zadowoleniam ,że wszyscy od byłego w firmie sie odwrócili- to wg mnie to śmierdzi tez mam swego ex ,pracowaliśmy razem ALE MOJEMU EX NIKT W FIRMIE NIE MÓWIŁ I NIE MÓWI ze popełnił błąd w wyborze drugiej partnerki,nie z powodu urody czy braku , ale z tego powodu iż NIKOGO W NASZĄ PRYWATĘ NIE MIESZALIŚMY wybacz wiec, ale mam watpliwości , czy aby ludzie sa tacy nadgorliwi w twoim otoczeniu, czy na rękę moze być jednemu z poartnerów dopuścić do obmawiania drugiego, a w pracy jak to w pracy, gdy istnieje duża rotacja stanowisk , zrobienie komuś koło pióra jest dla co niektórych bardzo korzystne, chociazby ze wzgledu na awanse ale tak czy inaczej kimbelli proszę ci o wybaczenie poniważ własnie zapada w tej chwli wyrok w sprawie mego męża, czekam na telefon od niego i przyznam szczerze jestem poddenerwowana proszę wiec o wybaczenie jesli czegoś nie doczytałam dość wyraźnie w powyższym wątku i oceniałam cię zbyt porywczo, na pewno jestem pod wpływem bardzo silnych emocji, mam nadzieję że pogawędzimy kiedy indziej, już na spokojnie, a nie w biegu))( gdy ja czekam na telefon, a ty siedzisz na walizkach) bo w takim momencie takie rozmowy nie mają sensu, są pobieżne i trudno przedstawić w biegu swe racje i argumenty;P wtedy wczytam sie dokładnie w wątek-pozwolisz, że jednak teraz sie wycofam ) muszę sie na tą chwilkę zająć własną rodziną i własnymi sprawami pozdrawiam i życzę miłej podróży Odpowiedz Link
natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:27 reksia napisała: > A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne błędy , A mogłabyś, reksiu, oświecić nas na czym polegało 50% Twojej winy w przypadku rozkładu Twojego związku z exem? Odpowiedz Link
babe007 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:33 natasza39 napisała: > reksia napisała: > > > A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne > > błędy , > > A mogłabyś, reksiu, oświecić nas na czym polegało 50% Twojej winy w przypadku > rozkładu Twojego związku z exem? > )))) Odpowiedz Link
natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:38 Osobiście uważam, że wina leży w rozkładzie związku po obu stronach, ale nigdy nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to fifty-fifty. Czasem jest to wina polegajaca tylko na grzechu zaniechania, a czesem na kompletnym olaniu związku. Nie ma fifty-fifty. A już napewno nie w sytuacji, kiedy facet odchodzi w chwili, kiedy najbardziej go potrzebujesz jako partnera i ojca. Zgadzam się natomiast, że liczba dzieci z exową nie ma nic do rzeczy, jesli facet zdecyduje się na odejście, a dodatkowo, jak ma gdzie isc (w domysle ma już kandydatkę na next). I nie chodzi tu raczej o seks i "dziurki", ale o to, ze chłopy przeważnie odwlekaja decyzje odejscia do momentu, kiedymaja poukładaną przyszłośc. Tacy po prostu są. Dla nas, kobiet liczba dzieci z partnerem jest wazna i często "dla dobra dzieci" męczymy się w nieudanych małżeństwach. Faceci po prostu oddzielają te dwie sprawy i już. Ale nie zgodzę się nigdy ze stwierdzeniem, że za rozpad związku ponosi się zawsze wspólwinę w takim samym stopniu, bo ani w zyciu ani w prawie nawet się to nie przekłada. Odpowiedz Link
reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 16:00 ja pisząc 50/50 pisze ogólnie,na pewno jest 51/ na 49 czy 44 na 56 lub zdarzaja się kombinacje rózne! ale tez na pewno spłycanie sprawy do poziomu"wszystko przez koklusz gradobicie i cykistów" świadczy albo o małej dojrzałości albo o toksyczności osoby tak sie wypowiadajacej , chodz rozumie ze np po wpływem emocji człowiek moze "poleciec z taką wiązanką" by ułatwić sobie skrótowo wypowiedź Odpowiedz Link
reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:45 Nataszo mogę jak najbardziej! Moje pretensje do mojego Ex dotyczą tego że zostawił mnie z ogromnymi długami, których był sprawcą. To ze był sprawcą długów to jego odpowiedzialność, ale to ze ja pozwoliłam by cała firma transportowa była zapisana na mnie to brak mojej odpowiedzialności i to moje 50% winy. Gdybym nie pozwoliła na naiwne zapisanie firmy na siebie, nie miałabym prawnej współodpowiedzialności za długi. Ponadto w kazdym momencie kolejnych zdarzeń mogłam powiedziec "stop" i powinnam była to uczynic juz po pierwszych sygnałach, a nie dopiero w momencie gdy doszło do sytuacji drastycznej. Moje 50% to moja naiwność spowodowana pazernością.Bylam młoda i głupia, a zachciało mi sie szefowania i jak "ciołek" dałam bezmyslnie na siebie spisac całą firmę i wziąśc odpowiedzialność za coś, do czego na ówczesny czas nie dorastałam(ograniczony światopogląd, brak doświadczeń , wyjatkowo młody wiek, zajeta studiami zamiast tym co działo sie w firmie). Ot takie dziecko "roboli" pełne marzeń z doświadczeniem zyciowym ŻADNYM Odpowiedz Link
luna67 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 14.03.07, 01:08 Szkoda, ze przegapialm ten watek przez nadmiar pracy, ale wam wszystkim tutaj zebranym powiem, ze REKSIA ma racje (naturalnie nie we wszystkim, ale w wiekszosci wypowiedzi). A zeby bylo smieszniej jestem w tej samej sytuacji co autorka postu prawie w 100 %-ach !!! Odpowiedz Link
kimbeli Do Luny 14.03.07, 01:57 Przepraszam, ale w czym ma rację? Czy możesz mi wytłumaczyć. Będę wdzięczna. Czy wtedy, gdy mnie przesłuchuje na okoliczność tego czy pisze prawdę? Co moim zdaniem nie ma sensu, przecież gdybym chciała kłamać, to i tak bym to robiła. I nie jest to do sprawdzenia, a tym bardziej do udowodnienia. Zresztą po co mam kłamać? Czy wtedy, gdy twierdzi, że mądra matka to taka, która dla dorosłego syna zrobi wszystko nawet wbrew swoim najświętszym przekonaniom? Wypnie się na wszsytko i będzie bronić syna, chociaż widzi, że ten robi żle i krzywdzi wszytkich wkoło? Czy może wtedy, gdy oskarża mnie o żebractwo i wykorzystywanie biednej staruszki? W sytuacji, gdy ta staruszka (wtedy nieco po 50-ce) tak na marginesie miała wobec nas obowiązki alimentacyjne. Jednak nie: ona powinna nam dać umrzeć. A ja z honorem powinnam zamorzyć dzieci głodem. wyjściem byłoby wynajęcie Ukraińców. Czy wtedy gdy twierdzi, że potępia matki, które zasłaniają się chorobą dziecka (daje przykład zapalenia oskrzeli) po to, żeby nie pracować? Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę i zobaczyć, że choroba, która zdiagnozowali lekarze (na szczęście błędnie) raczej zapalenia oskrzeli nie przypomina. Porównanie jest nie trafione. Czy wtedy, gdy twierdzi, że odpowiedzialnośc za rozstanie obie strony ponoszą fifty/fifty, jeżeli nawet wszystkie obiektywne przesłanki mówią inaeczej ( w drodze łaski pozwala na zmniejszenie winy do 48% - myśle, że po negocjacjach opusciłaby jeszcze ze dwa punkty). Czy wtedy gdy twierdzi, że obowiązki wobec dzieci ma obecny partner, a nie ojciec dzieci. Czy swojego partnera z zaniedbywania obowiązków wobec jego dzieci też rozgrzesza? Czy wtedy, gdy sugeruje, że należałoby pilnować tatusia, a nie slęczeć w szpiatalu, bo dziecku i tak sie niec nie stało. A nawet gdyby było inaczej, to o nowego męża trudniej niż o kolejne dziecko. Czy w sytuacji, gdy ją podstawy podejrzewać, że sprawdzą się najczarniejsze scenariusze (siostra jego odeszła na tę wadę genetyczną) a w psychologii i nawet socjologii doskonale jest opisany syndrom wyparcia, nadal matka jest winna temu, że tatus nie sprostał opiece nad kaleką? Nie chce mi się sprawdzać, w czym ewentualnie mogłaby miec rację, bo zdecydownie robi sie z tego telenowela. Może ma rację, gdy nie potrafi lub nie chce przeczytać ze zrozumienie tego, co jej odpowiadam kilka wpisów wcześniej, tylko wysnuwa wnioski tak jak jej pasuje. Przepraszam, ale jestem przyzwyczajona do nieco innych standardów dyskusji. mam raczej do czynienia z dyskutantami, którzy czytają to, co uczestnik dyskusji pisze i nie starają się na siłę dokonywać projekcji swoich oczekiwań czy pogladów. A może tworząc dość pokrętne analizy psychologiczne. Nie studiowałam psychologi, nie czytam poradników "Jak w 30 dni odnienić swoje zycie", "Jak...", wieć nie wiem, jakie mądrości one kryją, ale od praktykujących psychologów wiem, że każda teoria ma dowolna ilośc antyteorii, które jej zaprzeczaja. I domorosłe gdybanie na podstawie swoich doświadczeń prowadzi na manowce. Bardzo proszę o odpowiedź. Odpowiedz Link
luna67 Re: Do Luny 14.03.07, 10:24 kimbeli, bylo pozno jak wrocilam z "pracy", napisalam co mi przyszlo na mysl (bardzo w skrocie porownujac twoj dialog z Reksia). Czytajac moj wpis dzisiaj zastanawialam sie czy to ja go napisalam nie chcialam ciebie urazic, mam do ciebie szacunek i podziwiam. Nie mam czasu na prowadzenie dialogu (nie zrozum mnie zle), odpowiedz mi prosze tylko na pytanie, czy ty i twoj M macie rodzicow? Odpowiedz Link
kimbeli Re: Do Luny 14.03.07, 10:44 Witaj, Nie obrażam się z zasady)) Ja rodziców i siostrę straciłam w wypadku, krótko po moich 15 urodzinach. Najpierw byłam w domu dziecka skąd wyciągnął mnie przyrodni brat mojego ojca, jedyny żyjący krewny. Wujek zmarł tuż przed moim ślubem. Mąż ma rodzinę: teść zmarł kilka lat po naszym rozstaniu, siostra zginęła w wypadku kilkanaście lat temu, druga zmarła w dzieciństwie przed jego urodzeniem. Ma wujków, ciotki i kuzynów. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58605713 Też nie mam czasu śledzić tego wpisu, nawet nie wiedziałam jak to wciąga))) Ja pierwszy raz. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Odpowiedz Link
kimbeli Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:47 Być może to moja jedyna zaleta Teraz znikam, bo muszę popracować) Odpowiedz Link
chalsia Re: Co Wy o tym myslicie??? 16.03.07, 01:36 Re: Tym razem do reksi reksia 15.03.07, 12:18 + odpowiedz Kimbelli zdaj sobie wreszcie sprawę z TEGO ja w rozmowie z Chalsią ROZWAŻAM JAKĄŚ TAM ABSTRAKCYJNĄ SPRAWĘ A NIE twoją PERSONALNĄ ___________________________ niniejszym wyjaśniam Reksiu, że ja w swoich postach do Ciebie w tym wątku NIE rozważam jakiejś tam abstrakcyjnej sprawy, ja w tym watku odnosiłam sie JEDYNIE do sprawy Kimbelli. I nie poruszałam tematów abstrakcyjnych, ogólnych etc. Trzecia rada Reksiu (na dodatek do dwóch, które skierowane były do Ciebie w tym watku przeze mnie) - sama napisałaś, że chcesz i powinnaś ulepszyć swoją umiejętność wyrażania pisemnie tego, co chesz przekazać. I dobrze (choć na razie jakoś nie widać efektów, ale rozumiem, że sutuacja domowo-sądowa nie sprzyja). Jednak umiejętnośc ta, nawet opanowana w wysokim stopniu na nic się nie zda, o ile nie będzie poprzedzona umiejętnością zrozumienia tektu przeczytanego - więc i nad tym warto popracować. Chalsia PS. Dobry przykład Mamba podała z tym pijakiem. Odpowiedz Link