Dodaj do ulubionych

Co Wy o tym myslicie???

    • kimbeli Re: Odpowiadam 12.03.07, 23:50
      A ja stres przedwyjazdowysad((

      Im bardziej wszyscy mnie zapewniają, że nie mam sie czym martwić, tym bardziej
      się martwię. Po co mi to było. Boże!! ja się zawsze muszę wpuścić w kanał na
      własne życzenie. Czy ja nigdy nie zmądrzeję??

      Reksiu, ja jej nie zazdroszczę, ale też nie współczuję.
      Teściowie postawili synowi ultimatum, nawet nie za to, że opuścił rodzinę w
      takim momencie. Widywała sytuację podobną do mojej i, jak sama powtarza,
      brzydziła się takich ludzi. To że jej syn zrobił coś takiego, było dla niej
      osobistą porażką życiową.
      Pisałam już wcześniej, że byli ludźmi bardzo prawymi.

      Ultimatum dotyczyło tego, że nie łożył na utrzymanie dzieci, gdy ja nie mogłam
      pracować, że zabrał samochód, który był mi niezbędnie potrzebny, żeby szybko
      przemieszczać się pomiędzy domem i szpitalem, oraz faktu, że ogołocił nasze
      wspólne konto. Nie było ono zasobne, ale pozwoliłoby mi przeżyć.

      Rodzice wtedy mu oświadczyli, żeby nie liczył na jakikolwiek spadek po nich, oni
      muszą zabezpieczyć los tych, których on beztrosko porzucił. Warunkiem nie był
      powrót do rodziny, ale zainteresowanie się naszym losem.
      Czego oczywiście nie uczynił.

      Nie zerwali z nim kontaktów, ale powiedzieli mu, że teraz jest już dużym
      chłopczykiem, który sam będzie płacił za swoje błędy. Na nich niech nie liczy.
      Tego co mają dorobili się sami, wiec mogą z tym zrobić, co chcą.

      Kolejną sprawą było żądanie od matki zachowku po śmierci ojca. Teść zapisał
      wszystko żonie. Podczas długiego odchodzenia ojca syn był kilka razy w domu,
      ale nawet pomoc, do której sam się zobowiązał, nigdy nie nadeszła. Wtedy jeszcze
      zarabiał dobrze.
      Teściowa mogła liczyć tylko na mnie. Czego oczywiście nie poczuwam sobie za
      żadną zasługę, ale za obowiązek i nakaz serca.
      Moi synowie dostali darowiznę, a w prawie spadkowym jest tak, że zachowku
      dochodzi się najpierw od obdarowanych, czyli od jego dzieci. Nie uczestniczyłam
      w postępowaniu spadkowym, więc nie wiem dokładnie jak to było.

      Koniec końców Teściowa gotówki nie miała, bo choroba Teścia pochłonęła wszystko,
      sprzedała więc mieszkanie po córce i go spłaciła.
      Wściekła się wtedy na niego na maksa. Wiedziałam, że i tak dostałby jakieś
      pieniądze, ale nieco później. Mieszkanie poszło w dość niekorzystnym momencie i
      za niewielkie pieniadze.
      Syn o zachowek nie wystąpił na otwarciu testamentu, ale trochę później i jakos
      dość nieładnie. Płakała mi do słuchawki.

      Co do mojej następczyni. Ma na ten temat swoje własne zdanie, do którego ja na
      podstawie znanych mi faktów bardzo się przychylam.
      Co do faceta: utrzymuje swoja żonę i jej dziecko prawie od 10 lat. Na początku
      bardzo dobrze zarabiał, skoro nie łożył na swoje dzieci, coś z tymi pieniędzmi
      robił. Pamiętam ją z pogrzebu teścia i naszej sprawy rozwodowej i wcale na
      zabiedzoną nie wyglądała. Raczej na bardzo zadowoloną z siebie, dobrze (czytaj:
      drogo) ubraną kobietę. To jest kobieta bez skrupułów, która potrafi o siebie
      zadbać. Tyle że postawiła na niewłaściwego konia.
      No i ma problem.

      Wieszać się nie będzie - do tego też trzeba odwagi.









      • reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 00:03
        jak dawno umarł Twój teść?
        • kimbeli Re: Odpowiadam 13.03.07, 00:08
          Niedługo będzie 6 lat.
          • dominika303 Reksiu 13.03.07, 00:42
            Co ty chcesz udowodnić??
            • reksia Re: Reksiu 13.03.07, 00:48
              Dominika zlituj sie smile ja nie chcę nic udowadniać.


              A swoją drogą co u Ciebie?
              • kimbeli Re: Reksiu 13.03.07, 01:00
                A swoja drogą.
                Reksiu może reszta pytań na priva. Nie miałam nigdy skłonności do
                ekshibicjonizmu, ale w drodze wyjątku mogę zaspokoić twoja ciekawość.
                • reksia Re: Reksiu 13.03.07, 01:23
                  nie przesadzajmy z tym privemwink watpię by ktokolwiek chciał namierzać kim jest
                  jakas tam kimbelli czy reksia , bo było by to conajmniej głupie , nasze
                  historie sa jak tysiace temu podobnych, takich jak nasze są setki..wiec nie
                  przesadzajmy z tą anonimowością
                  • kimbeli Re: Reksiu 13.03.07, 01:37
                    A wiesz, że to nie przyszło mi do głowysmile)

                    Pomyślałam raczej o tym, że taka wymiana zdań miedzy nami przerodziła sie w
                    dyskusję, która juz nikogo - oprócz naswink - nie obchodzi. Stąd moja propozycja.

                    Namierzenia sie nie boje, bo chociąż nie opowoadam o tym wkoło, moja historię
                    zna wiele osób.
              • dominika303 Re: Reksiu 13.03.07, 01:03
                Oki lituje się smile
                ale obiecaj, ze to nie będzie nastepna prowokacja, lub tez pokazywanie drugiej
                strony smile)

                U mnie po staremu smile - ale miło, ze pytasz smile

                Pozdrawiam
                • reksia Re: Reksiu 13.03.07, 01:28
                  juz chyba za późnouncertain

                  ale oki na Twój wniosek obiecuje, że nie bedzie pokazywania drugiej stronysmile))
    • kimbeli Re: Odpowiadam 13.03.07, 10:27
      Reksiu, teściowa wzięła na siebie obowiązek pomocy dla byłej rodziny syna NIE ZA
      NIEGO, ale dlatego, że on sie dziećmi nie interesował.
      To subtelna różnica.

      On miał obowiązek, Ona wzięła go na siebie dobrowolnie. On obowiązek zrzucił,
      ona była konsekwentna w tym co robi. Czy to tak trudno zrozumieć?

      Jej syn ma problemy finansowe na własne życzenie. Ciapą nie jest, ale
      człowiekiem bez charakteru. Świetnie wykształcony (kto z 40 latków miał
      możliwość jeżdżenia na kursy językowe do Anglii???)
      Przez pierwsze 10 lat pracy zarabiał bardzo dobrze. Miał ciekawą pracę i ogromne
      perspektywy. Gdyby nie jego wybory życiowe, pewnie teraz to on szykowałby sie do
      wyjazdu.
      W naszym kraju znacznie łatwiej awansują mężczyźni.

      Tak sie jednak nie stało, ponieważ odchodząc z pracy dobrowolnie, liczył na
      znalezienie zatrudnienia w innej firmie o podobnym profilu - miał przecież 10
      lat doświadczenia. Ale nie znalazł nic, co odpowiadałoby jego kwalifikacjom.
      Pewnie liczył, że to przejściowe, ale przejściowe nie było. Od 4-5 lat pracuje
      jako nauczyciel. Cały czas ma pracę i niezły stan zdrowia.

      On miał znacznie lepszy start po rozwodzie niz ja.
      Oboje zdrowi, młodzi (koło 30), mieli mieszkanie nowe mieszkanie, samochód,
      oszczędności i oboje pracę. We dwójkę zarabiali na 3 osoby.
      Ja zostałam sama z dójka dzieci, w małym mieszkaniu, bez ŻADNYCH oszczędności,
      bez samochodu.
      Nie zarabiałam i miałam 2 dzieci, w tym jedno chore. Żeby było jasne teściowa
      pieniądze na życie dawała mi przez pierwsze 1,5 roku. A skąd je miałam brać?
      Próbowała zdyscyplinować synalka, stawiając mu ultimatum opisane gdzieś w wątku,
      ale nic z tego nie wyszło.

      Teściowa wini synową za stoczenie się syna. Moze nie ma racji, a może coś w tym
      jest.
      Po naszym rozstaniu nasi wspólni koledzy z pracy opowiadali o tym, co sie działa
      i jak się ona zachowywała. Niektóre wątki były ciekawe. Ich zdaniem podstarzała
      (sic!smile)) trzydziestka, której mijają ślady - niewielkiej zresztą - urody
      przyszła do firmy, w której pracują bogaci faceci bez większych skrupułów, żeby
      złapać faceta. Najpierw mieszkała z jednym, ale jak ten sie nie chciał
      wymiksować z rodziny chodziła koło mojego. Nawet jak już z nim mieszkała,
      sypiała z kimś innym.
      Nie pisałam o tym nigdzie, bo to nie ten problem mnie gnębił, ale skoro
      dokonujesz portretu psychologicznego mojej teściowej, powinnaś o tym wiedzieć.
      Teściowa też na pewno o tym wie, w firmie nadal pracuje najlepszy przyjaciel
      byłego, którego ona traktuje nieomal jak syna.

      Może Cię zainteresuje nie to, ze mój były się wyniósł z firmy nie dlatego, że
      miał wyrzuty sumienia wobec mnie i nie chciał mnie mijać na korytarzu.
      O nie!!! o to go nie posądzam.
      Wyniósł się, mając dość podgadywania kolegów, że zamienił młodszą, ładniejszą i
      sympatyczniejszą dziewczynę na starszą i brzydsząsmile))))
      I że mu te wymiany wychodzą jak nikomuwink)

      Co do niej: na początku żyła jak udzielna księżna. Za nasze wspólne oszczędności
      jeździli na wczasy zagraniczne, gdy ja nie miałam z czego życ. Pieniądze się
      rozeszły szybciej niz sie to komukolwiek wydaje. Zachowek po teściu
      zmarnotrawili. Ona kiedyś sama powiedziała, że nie po to wyszła za bogatego
      goscia, żeby pracować. A gość wcale taki bogaty nie był i jeszcze do tego miał
      rodziców, którzy uważali, że skoro nawarzył piwa, sam powinien je wypić.
      Oni w uczcie udziału wziąć nie chcieli.
      • reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 11:52
        Odszedł z rodziny gdy miał sie urodzić drugi maluszek , do swej narzeczonej (
        obecnej zony) Ty przez 1,5 roku nie miałas pracy i wspomagała cię teściowa ,
        prawa kobieta, która nie potrafiła znieść faktu, że syn porzucił rodzinę.

        Piszesz jednak, że ty teraz pracujesz w tej firmie co wnioskuję z tekstu.To
        własnie rozumiem w tej firmie awansujesz obecnie.

        Rozumiem, ze z tej firmy gdzie miał takie perspektywy ogromne odszedł.

        Nie rozumie jednak dlaczego?

        Piszesz, że dlatego bo mu koledzy dokuczali, że zamienił ładniejszą na
        brzydszą smile))))))))))))
        Nie gniewaj sie, ale do mnie to nie trafia.

        Jak powiesz, że twój obecny partner tez pracuje w tej firmie, na kierowniczym
        stanowisku co ułatwiło Ci np awans i pracowała tam obecna żona twego byłego
        męża,9co zresztą chyba gdzieś wyżej zostało już powiedziane), to faktycznie
        iście brazylijski serial sie z tego robi, nie dziw sie wiec ze zadaje pytania i
        się gubię;PPPP

        Zachowanie jednak byłych "kolegów" twego męża świadczy jednak , czy chcesz to
        widziec( czy nie), ale o ich niskim poziomie smile)

        Facetowi dokuczali koledzy, matka odsuneła sie od niego.Gdzie Ty tu widzisz
        miejsce na to by tkwił w tym chorym układzie ja nie pojmuje.
        Jego odejście , tym bardziej po twoim przyjściu do pracy w tej firmie jest
        chyba jak najbardziej zrozumiałe.Predzej wyglada to na to iz odszedł z twego
        powodu a nie z powodu braku urody nowej żony.Czemu wiec teściowa ją obwinia za
        to ze zmarnował sobie zycie i czemu twierdzisz, że z jej powodu zrezygnował z
        super perspektyw? Mi sie wydaje że bardziej twoja osoba miała bezposredni wpływ
        na jego odejście.Co tłumaczyło by jego obecne milczenie i tak ostre reakcje
        Nexi.

        Nie rozumiem tez w jakim ty jesteś związku(czy to głębszy dłuzszy związek , czy
        takie towarzyskie podchody dopiero) i czy wyjeżdżając wyjeżdżasz z nowym
        partnerem?
        Ja tak kapkę być może źle rozumie, bo patrzę przez swoją perspektywę,
        ale ja jestem własnie od kilku lat w związku drugim i gdybym miała gdziekolwiek
        wyjeżdżać, to własnie było by dla nie czymś najbardziej naturalnym, by dzieci
        zostały pod opieką obecnego partnera, a nie exi.

        Tym bardziej że twój Ex mąż pracuje, więc (zanim pojawiał sie babcia w tej
        opowieści)planowałaś zostawic dzieci pod jego opieką i tym samym opieką Nexi,
        zamiast np opieką obecnego partnera.Nie rozumiem wiec roli twego partnera w
        Twoim nowym związku.

        Dla mnie po prostu jest czymś naturalnym, że dzieci zostają w domu pod opieką
        ludzi z którymi sa na codzień.

        Ale to akurat moje doświadczenia i moje patrzenie na świat , na pewno sa inne i
        równie logiczne.
        • kimbeli Re: Odpowiadam 13.03.07, 12:27
          Odszedł z rodziny gdy miał sie urodzić drugi maluszek

          Maluszek już był a świecie. Miał 7 miesięcy

          Piszesz jednak, że ty teraz pracujesz w tej firmie co wnioskuję z tekstu.To
          > własnie rozumiem w tej firmie awansujesz obecnie.

          Nie ja juz w niej nie pracuję, przeszłam kilka lat temu do innej i w niej
          obecnie awansuję. Chociaż nie ukrywam, że awansowałam - i to szybko - w tamtej.

          Jak powiesz, że twój obecny partner tez pracuje w tej firmie, na kierowniczym
          > stanowisku co ułatwiło Ci np awans i pracowała tam obecna żona twego byłego
          > męża,9co zresztą chyba gdzieś wyżej zostało już powiedziane), to faktycznie
          > iście brazylijski serial sie z tego robi, nie dziw sie wiec ze zadaje pytania

          Nie, mój obecny partner nigdy w tej firnie nie pracował. Pracuje w całkiem innej
          branzy. Znam go od około 4 lat. Nie zna też obecnej zony byłego.
          Nie miał nic wspólnego z moim awansem.

          Ona pracowała w firmie na zastępstwo, na podrzędnym stanowisku. Teraz nazywałby
          się to outsourcing personelu.

          > Zachowanie jednak byłych "kolegów" twego męża świadczy jednak , czy chcesz to
          > widziec( czy nie), ale o ich niskim poziomie smile)

          Nie wiem, o czym świadczy, ale wiem, że do dzisiaj nowi kumple z pracy są
          raczeni historyjką o tym, jak facet wymienił zonę jedna na drugąsmile)))) Więc nie
          dziw się, że mógł mieć dość.

          Predzej wyglada to na to iz odszedł z twego
          > powodu a nie z powodu braku urody nowej żony.

          O to musisz już jego zapytać.


          Nie rozumiem tez w jakim ty jesteś związku(czy to głębszy dłuzszy związek , czy
          >
          > takie towarzyskie podchody dopiero) i czy wyjeżdżając wyjeżdżasz z nowym
          > partnerem?
          > Ja tak kapkę być może źle rozumie, bo patrzę przez swoją perspektywę,
          > ale ja jestem własnie od kilku lat w związku drugim i gdybym miała gdziekolwiek
          >
          > wyjeżdżać, to własnie było by dla nie czymś najbardziej naturalnym, by dzieci
          > zostały pod opieką obecnego partnera, a nie exi.

          reksiu, może zacznij czytać wszystkie komentarze, zanim zaczniesz zadawać
          pytania - bo inaczej wyjdzie nam z tego telenowela brazylijska i 3456 post na
          temat tego, dlaczego mój były mąż wolał moja następczynie ode mnie, wbrew
          wszelkim racjonalnym przesłankom.
          O oto wyjaśnieni dlaczego podjęłam taka decyzję:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58593619
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58916080
          Proszę przeczytaj to, ale ze zrozumieniemwink

          Moja droga, mój były jest nauczycielem, za chwile będzie miał wakacje, dwa
          miesiące. Jego żona nie pracuje. Moi synowie wyjadą na wakaje, raczej nie ze
          mną, ale zawsze spedzaja te dwa miesiące poza domem.
          Więc byłemu pozostałoby raptem do opieki: 10 dni marca, kwiecień, maj, czerwiec
          i wrzesień. Kwiatków podlewać nie musi. Sama oceń czy to tak dużo. Od początku
          było wiadome, że mój obecny partner biędzie ich zabierał chociaż co drugi
          weekend. Miałam ja przyjeżdzać i babcia, więc w czym problem?

          > Dla mnie po prostu jest czymś naturalnym, że dzieci zostają w domu pod opieką
          > ludzi z którymi sa na codzień.

          Nie są z nim na codzień. Mój partner z nami nie mieszka - p;rzynajmniej nie
          miezkał do tej pory.



        • joanna9969 Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:05
          > to ze zmarnował sobie zycie i czemu twierdzisz, że z jej powodu zrezygnował z
          > super perspektyw? Mi sie wydaje że bardziej twoja osoba miała bezposredni wpływ

          Pewnie wstretna kimbeli osmielila sie urodzic chore dziecko , poswiecic sie jemu
          zamiast pamietac o swoim zakichanym obowiazku opieki nad misiem w wyniku czego
          on MUSIAL poszukac sobie kochanki , a potem ta bezczelna baba osmielila sie
          chciec jeszcze wrocic do pracy aby zaspokoic fanaberie jego dzieci aby miec
          co jesc i gdzie mieszkac .
          No i nie zapomijmy jeszcze o deszczu i gradobiciu ktore tez sa oczewiscie wina
          Kimbeli .

          Oj reksiu chyba ci ta czapka neksi na oczy opadla .

          • reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:22
            joanno jesli sadzi ze facet odchodzi od kobiety z dwójką dzieci tylko dlatego
            że znalazł drugą "dziurkę" to chyba kpisz!!

            zazwyczaj taki rozpad zapowiada sie duzo wczesniej, a powód rozpadu takiego
            związku jest duzo głębszy ,i niestety nie ma nic wspólnego z potrzebami
            sexualnymi!! jesli jednak tobie w zyciu patrzenie przez perspektywę"wszyscy
            faceci to swinie" czy "wszyscy to babiarze" coś w życiu ułatwia. To zyczę
            powodzenia.

            a powoływanie sie matki na chorobą dziecka by u słuchaczy wywołac wieksze
            współczucie, uważam za wskazujące na zasłanianie rzeczywistego
            problemu "dzieckiem tarczą"
            • joanna9969 Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:37
              Abstrachujac od powodow rozejscia ktorych nie
              znamy ani my ani byc moze nawet nie zna lub
              nie chce znac sama Kimbeli to uwazam
              ze obwinianie bylej zony jaka by ona nie byla
              za pozniejsze niepowodzenia zyciowe
              faceta ktory w momenie rozstania jest mlody ,
              zdrowy , solidnie wyksztalcony
              z doswiadczeniem i bez obciazen finansowych jest
              chyba lekka przesada.




              • reksia Re: Odpowiadam 13.03.07, 15:51
                to ia Kimbelii nie obwiniam , chcę co najwyżej podkreslić ,że problem jest
                głębszy niz powierzchownie przedstawiony powyższy
    • babe007 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:35
      Podziwiam Twoją cierpliwość kimbeli....
      • natasza39 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:42
        babe007 napisała:

        > Podziwiam Twoją cierpliwość kimbeli....

        No fakt tłumaczysz reksi wszelkie zawiłości jak "krowie na rowie", mnie by się
        nie chciało.
        A co do reksi...
        Reksiu nie zauważyłaś, że odbiegasz od tematu?
        Co ma wspólnego powód dla którego facet wymienił żonę czy firmę do tego, że
        aktualnie nie może zaopiekowac się własnymi dziećmi?
        Bo ja jak Boga kocham nie rozumiem.
        • jowita771 Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 13:01
          ja myslę, że reksia grubo przesadza z tym przesłuchaniem.
          • kimbeli Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 13:38
            Moim zdaniem, Reksia wpadła w pułapkę spotykaną u drugich żon.
            Przyjęła mianowicie założenie, że kobieta, którą opuszcza mężczyzna ZAWSZE jest
            temu winna, nawet WBREW obiektywnym argumentom, albo przynajmniej WSPÓŁWINNA.
            Że to pewnie jakiś potwór w kobiecej skórze i biedny facet nie ma innego
            wyjścia. I że te drugie dzieci skażone są podłością tej kobiety.

            Oczywiście w ten sposób ja upraszczam. Robie to jednak celowo: ja uważam, że
            prawda jest nieco bardziej skomplikowana. Czasem po prostu ludzi się nie
            dobierają i znacznie lepiej, żeby sie rozstali. Trudno mówić o winie, karze
            itp.Ale widziałam przypadki, gdy jedna strona (nie tylko kobieta) była
            ewidentnie niewinna i skrzywdzona. I co w takim przypadku?
            Zaprzeczać prawdzie??

            Zawsze dbałam o prawidłowe relacje z ojcem, nigdy dzieci przeciwko niemu nie
            nastawiałam. Ale myślisz, że 13-latek nie widzi i nie myśli. Chłopcy nie znają
            jego zobowiązań finansowych, nie wiedzą też, że nie płaci alimentów - ale
            wyraźnie mają żal do ojca. Nie musiałam im niczego odmawiać, bo ojciec nie
            płaci. Ale co mają mówić dzieciom matki, które są w innej sytuacji, a jeszcze
            dzieci widzą ogromną dysproporcję pomiędzy standardem nowej rodziny taty, a
            swoim życiem. Matka powinna się wziąć do roboty? Tak, tyle, że zarabia sama na
            cały dom, bo groszowe zwykle alimenty niczego nie rozwiązują, a poza tym kobiety
            w Polsce zarabiają mniej, choaciaż sa lepiej wykształcone.

            SZukanie prawdy i drugiej strony?
            Mam się saqmobiczować i mówić im, że byłam potworem i MUSIAŁ mnie opuścić.
            To chyba nie tędy droga.

            Dzieci mojej przyjaciółki w wieku 18 i 22 lat zerwały wszelkie kontakty z ojcem
            po tym, jak dotarła do nich prawda o rozwodzie rodziców i jego postępowaniu
            wobec byłej żony i dzieci. Matka nie miała z tym nic wspólnego.
            I kto tu cierpi najbardziej (dzieci mają wsparcie ze strony mądrej matki)?
            Najbardziej cierpi córka z drugiego małżeństawa ojca, która w wieku 14 lat
            straciła rodzeństwo.
            I zaczyna zadawać trudne pytania.

            Ale to na szczęscie nie mój problem.

            Ja też
            • natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 13:53
              Ponadto reksia poprzez własne, niezbyt miłe doświadczenia, próbuje tłumaczyć
              Twojego exa.
              Sama pisze o matce, która się od niej odwraca w trudnej dla reksi sytuacji -
              wniosek matka exa kimbeli jest wredna, bo odwraca się od wlasnego dziecka
              plecami.
              Błąd myślenia. Matka nie jak każdy człowiek też ma pewne granice wytrzymałości
              i toleramcji. Lojalnośc wobec dzieci w imię tylko i wyłacznie więzów krwi jest
              głupia.
              Czasem bowiem dalsi krewni czy nawet obcy ludzie okazują więcej serca i
              racjonalniej się zachowują, niż wlasne dzieci. Dlaczego zatem wbrew zdrowemu
              rozsądkowi zawsze stawać po stronie dzieci?
              • kimbeli Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 14:08
                Ona była dla niego bardzo dobrą matką. Kochała go, wykształciła. Oboje z mężem
                stworzyli mu takie warunki, o których wiele z nas nawet pomarzyć nie mogło, wtym
                wykjazdy zagraniczne języki i wiele innych atrakcji, które teraz może nie
                dziwią, ale ponad 20 lat temu były wyjątkiem..
                Wspierali go finansowo gdy zaczął pracować, co też nie było bez znaczenia na
                jego karierę zawodową.
                Odbyło się to kosztem pewnych wyrzeczeń z ich strony, bo nie byli bogaci. Byli
                całkiem zamożni, ale nie bogaci. i mieli jeszcze jedną córkę.

                Teraz teściowa jest znacznie zamożniejsza, niż była przez całe życie. Wszystko
                dostałby on, no może po naszym rozwodzie dzieci dostałyby jakiś zapis, ale skoro
                widziała, że się z nią zupełnie nie liczy, to zrobiła jak uważała.
                I ma do tego prawo. Postępuje zgodnie z wolą męża - wszsytkiego dorobili się we
                dwoje.
            • reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:17
              Kimbelli ja mam swoją Nexięsmile) i Exię teżuncertain są to z goła rózne kobiety dzieki
              temu zycie nauczyło mnie jednego. Nie ważne jest czy ktoś jest Next czy Ex czy
              inna "nacja".
              Istotne jest jakim jest człowiekiem smile

              Ojciec moich dzieci tez na nie nie łozy, ale moje dzieci nie mają żalu do ojca
              bo ja uważam ze płatności to sprawa miedzy mną a nim do załatwienia.To ja
              powinnam zadbać o sciagniecie zaległych alimentów, skoro nie potrafię, to
              powinnam to nadrobić w inny sposób. Dla mnie jednak gdyby moje dzieci odczuwały
              do ojca bezposrednio jakiś ogromny żal, ja zastanowiła by sie nad tym czy aby
              nie jestem zbyt toksyczna.

              natomiast pomimo iż mój M płaci na swoje dzieci REGULARNIE, DZIECI WYCHOWANE SĄ
              W PRZEKONANIU ŻE ŁOŻY ZBYT MAŁO I MAJĄ DO OJCA OGROMNY ŻALwink))

              Cóż wiec mam rzec, nie szanuje kobiet, które wykorzystują dzieci do załatwiania
              swych prywatnych spraw, rachunków.

              Ponadto w trakcie rozstania to mąż i zona decydują o rozstaniu sie i oni
              powinni wziąść za TĄ DECYZJĘ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!Przerzucanie winny na kolejnych
              partnerów (projekcja czy insze) świadczy moim zdaniem o wielkiej
              niedojrzałości i braku odwagi w spojrzeniu na prawdziwy problem

              Uważam iż nalezy sie przedewszystkim zastanowić nad sobą -nad tym- co zrobiłam
              niewłaściwego w związku ze sie rozpadł-ty widzisz tylko winę wszystkich innych
              (jego , jej)swoje błędy postrzegasz bardzo powierzchownie.Twierdzisz ze nie ma
              sensu sie samobiczować wiec rozumie skąd to sie bierze i skad takie twoje
              stanowisko

              . A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne
              błędy , choc skupienie sie tylko na winie partnera i malownicze jej ukazywanie
              jest niewatpliwie umiejętnością wielu pań z samodzielnych ;PP

              I ja takie rzeczy zauwazyłam w twoich wypowiedziach KiM.

              Ponadto mam uczulenie na matki, które zasłaniają sie "cierpiącym potomstwem".
              Własnie teraz trwa rozprawa gdzie, moja Ex utrzymuje, że nie moze od 12 lat
              podjąc pracy, bo jej dzieci chorują!Najcięższa z tych chorób to zapalenie
              oskrzeli na przełomie kilku lat, ale ona opowiadając o chorowitości dzieci
              powoływała sie na takie"górnoloty", że aż mi samej jest jej żal.

              moja Ex wraz ze swoją przyjaciółką zrobiły mojemu M piekło z pracy,

              facet musiał prosić o przeniesienie do innej siedziby (szkalowanie,
              przegladanie szafek, szperanie po prywatnej korespondencji, telefoniki do
              kobiety z którą wówczas był, miałam okazję rozmawiać z tą kobietą, exia
              stworzyła z jej życia piekło,zniszczyła ich związek-kobitka zyczyła mi bym
              miała wiecej szczęścia niż ona)

              miałam ostatnio dość okazji nasłuchać sie jak to wyglada z dwóch stron , wiec
              wybacz, ale gdy któraś z pań przybiera minę niewiniątka, mówiąc jednocześnie z
              zadowoleniam ,że wszyscy od byłego w firmie sie odwrócili- to wg mnie to
              śmierdzi

              tez mam swego ex ,pracowaliśmy razem ALE MOJEMU EX NIKT W FIRMIE NIE MÓWIŁ I
              NIE MÓWI ze popełnił błąd w wyborze drugiej partnerki,nie z powodu urody czy
              braku , ale z tego powodu iż NIKOGO W NASZĄ PRYWATĘ NIE MIESZALIŚMY

              wybacz wiec, ale mam watpliwości , czy aby ludzie sa tacy nadgorliwi w twoim
              otoczeniu, czy na rękę moze być jednemu z poartnerów dopuścić do obmawiania
              drugiego,

              a w pracy jak to w pracy, gdy istnieje duża rotacja stanowisk , zrobienie komuś
              koło pióra jest dla co niektórych bardzo korzystne, chociazby ze wzgledu na
              awansewink


              ale tak czy inaczej kimbelli proszę ci o wybaczenie poniważ własnie zapada w
              tej chwli wyrok w sprawie mego męża, czekam na telefon od niego i przyznam
              szczerze jestem poddenerwowana

              proszę wiec o wybaczenie jesli czegoś nie doczytałam dość wyraźnie w powyższym
              wątku i oceniałam cię zbyt porywczo, na pewno jestem pod wpływem bardzo silnych
              emocji, mam nadzieję że pogawędzimy kiedy indziej, już na spokojnie, a nie w
              bieguwink))( gdy ja czekam na telefon, a ty siedzisz na walizkach) bo w takim
              momencie takie rozmowy nie mają sensu, są pobieżne i trudno przedstawić w biegu
              swe racje i argumenty;P wtedy wczytam sie dokładnie w wątek-pozwolisz, że
              jednak teraz sie wycofam smile) muszę sie na tą chwilkę zająć własną rodziną i
              własnymi sprawami

              pozdrawiam i życzę miłej podróży
              • natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:27
                reksia napisała:

                > A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne
                błędy ,

                A mogłabyś, reksiu, oświecić nas na czym polegało 50% Twojej winy w przypadku
                rozkładu Twojego związku z exem?
                • babe007 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:33
                  natasza39 napisała:

                  > reksia napisała:
                  >
                  > > A ja ci powiem krótko rozwód to wina 50/50 i trzeba umieć zauważyć własne
                  >
                  > błędy ,
                  >
                  > A mogłabyś, reksiu, oświecić nas na czym polegało 50% Twojej winy w przypadku
                  > rozkładu Twojego związku z exem?
                  >

                  smile))))
                • natasza39 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:38
                  Osobiście uważam, że wina leży w rozkładzie związku po obu stronach, ale nigdy
                  nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to fifty-fifty.
                  Czasem jest to wina polegajaca tylko na grzechu zaniechania, a czesem na
                  kompletnym olaniu związku. Nie ma fifty-fifty.
                  A już napewno nie w sytuacji, kiedy facet odchodzi w chwili, kiedy najbardziej
                  go potrzebujesz jako partnera i ojca.
                  Zgadzam się natomiast, że liczba dzieci z exową nie ma nic do rzeczy, jesli
                  facet zdecyduje się na odejście, a dodatkowo, jak ma gdzie isc (w domysle ma
                  już kandydatkę na next). I nie chodzi tu raczej o seks i "dziurki", ale o to,
                  ze chłopy przeważnie odwlekaja decyzje odejscia do momentu, kiedymaja
                  poukładaną przyszłośc. Tacy po prostu są.
                  Dla nas, kobiet liczba dzieci z partnerem jest wazna i często "dla dobra
                  dzieci" męczymy się w nieudanych małżeństwach. Faceci po prostu oddzielają te
                  dwie sprawy i już.
                  Ale nie zgodzę się nigdy ze stwierdzeniem, że za rozpad związku ponosi się
                  zawsze wspólwinę w takim samym stopniu, bo ani w zyciu ani w prawie nawet się
                  to nie przekłada.
                  • reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 16:00
                    ja pisząc 50/50 pisze ogólnie,na pewno jest 51/ na 49 czy 44 na 56 lub zdarzaja
                    się kombinacje rózne! ale tez na pewno spłycanie sprawy do poziomu"wszystko
                    przez koklusz gradobicie i cykistów" świadczy albo o małej dojrzałości albo o
                    toksyczności osoby tak sie wypowiadajacej , chodz rozumie ze np po wpływem
                    emocji człowiek moze "poleciec z taką wiązanką" by ułatwić sobie skrótowo
                    wypowiedź
                • reksia Re: Nie wiem, co o tym mysleć 13.03.07, 15:45
                  Nataszo mogę jak najbardziej! Moje pretensje do mojego Ex dotyczą tego że
                  zostawił mnie z ogromnymi długami, których był sprawcą.

                  To ze był sprawcą długów to jego odpowiedzialność, ale to ze ja pozwoliłam by
                  cała firma transportowa była zapisana na mnie to brak mojej odpowiedzialności i
                  to moje 50% winy.

                  Gdybym nie pozwoliła na naiwne zapisanie firmy na siebie, nie miałabym prawnej
                  współodpowiedzialności za długi. Ponadto w kazdym momencie kolejnych zdarzeń
                  mogłam powiedziec "stop" i powinnam była to uczynic juz po pierwszych
                  sygnałach, a nie dopiero w momencie gdy doszło do sytuacji drastycznej.

                  Moje 50% to moja naiwność spowodowana pazernością.Bylam młoda i głupia, a
                  zachciało mi sie szefowania i jak "ciołek" dałam bezmyslnie na siebie spisac
                  całą firmę i wziąśc odpowiedzialność za coś, do czego na ówczesny czas nie
                  dorastałam(ograniczony światopogląd, brak doświadczeń , wyjatkowo młody wiek,
                  zajeta studiami zamiast tym co działo sie w firmie).
                  Ot takie dziecko "roboli" pełne marzeń z doświadczeniem zyciowym ŻADNYM
                  • luna67 Re: Nie wiem, co o tym mysleć 14.03.07, 01:08
                    Szkoda, ze przegapialm ten watek przez nadmiar pracy, ale wam wszystkim tutaj
                    zebranym powiem, ze REKSIA ma racje (naturalnie nie we wszystkim, ale w
                    wiekszosci wypowiedzi).

                    A zeby bylo smieszniej jestem w tej samej sytuacji co autorka postu prawie w 100
                    %-ach !!!


                    • kimbeli Do Luny 14.03.07, 01:57
                      Przepraszam, ale w czym ma rację?
                      Czy możesz mi wytłumaczyć.
                      Będę wdzięczna.

                      Czy wtedy, gdy mnie przesłuchuje na okoliczność tego czy pisze prawdę?
                      Co moim zdaniem nie ma sensu, przecież gdybym chciała kłamać, to i tak bym to
                      robiła. I nie jest to do sprawdzenia, a tym bardziej do udowodnienia.
                      Zresztą po co mam kłamać?

                      Czy wtedy, gdy twierdzi, że mądra matka to taka, która dla dorosłego syna zrobi
                      wszystko nawet wbrew swoim najświętszym przekonaniom?
                      Wypnie się na wszsytko i będzie bronić syna, chociaż widzi, że ten robi żle i
                      krzywdzi wszytkich wkoło?

                      Czy może wtedy, gdy oskarża mnie o żebractwo i wykorzystywanie biednej staruszki?
                      W sytuacji, gdy ta staruszka (wtedy nieco po 50-ce) tak na marginesie miała
                      wobec nas obowiązki alimentacyjne.
                      Jednak nie: ona powinna nam dać umrzeć. A ja z honorem powinnam zamorzyć dzieci
                      głodem. wyjściem byłoby wynajęcie Ukraińców.

                      Czy wtedy gdy twierdzi, że potępia matki, które zasłaniają się chorobą dziecka
                      (daje przykład zapalenia oskrzeli) po to, żeby nie pracować?
                      Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę i zobaczyć, że choroba, która zdiagnozowali
                      lekarze (na szczęście błędnie) raczej zapalenia oskrzeli nie przypomina.
                      Porównanie jest nie trafione.

                      Czy wtedy, gdy twierdzi, że odpowiedzialnośc za rozstanie obie strony ponoszą
                      fifty/fifty, jeżeli nawet wszystkie obiektywne przesłanki mówią inaeczej ( w
                      drodze łaski pozwala na zmniejszenie winy do 48% - myśle, że po negocjacjach
                      opusciłaby jeszcze ze dwa punkty).

                      Czy wtedy gdy twierdzi, że obowiązki wobec dzieci ma obecny partner, a nie
                      ojciec dzieci. Czy swojego partnera z zaniedbywania obowiązków wobec jego dzieci
                      też rozgrzesza?

                      Czy wtedy, gdy sugeruje, że należałoby pilnować tatusia, a nie slęczeć w
                      szpiatalu, bo dziecku i tak sie niec nie stało. A nawet gdyby było inaczej, to o
                      nowego męża trudniej niż o kolejne dziecko.

                      Czy w sytuacji, gdy ją podstawy podejrzewać, że sprawdzą się najczarniejsze
                      scenariusze (siostra jego odeszła na tę wadę genetyczną) a w psychologii i nawet
                      socjologii doskonale jest opisany syndrom wyparcia, nadal matka jest winna temu,
                      że tatus nie sprostał opiece nad kaleką?

                      Nie chce mi się sprawdzać, w czym ewentualnie mogłaby miec rację, bo zdecydownie
                      robi sie z tego telenowela. Może ma rację, gdy nie potrafi lub nie chce
                      przeczytać ze zrozumienie tego, co jej odpowiadam kilka wpisów wcześniej, tylko
                      wysnuwa wnioski tak jak jej pasuje.
                      Przepraszam, ale jestem przyzwyczajona do nieco innych standardów dyskusji. mam
                      raczej do czynienia z dyskutantami, którzy czytają to, co uczestnik dyskusji
                      pisze i nie starają się na siłę dokonywać projekcji swoich oczekiwań czy pogladów.
                      A może tworząc dość pokrętne analizy psychologiczne. Nie studiowałam psychologi,
                      nie czytam poradników "Jak w 30 dni odnienić swoje zycie", "Jak...", wieć nie
                      wiem, jakie mądrości one kryją, ale od praktykujących psychologów wiem, że każda
                      teoria ma dowolna ilośc antyteorii, które jej zaprzeczaja. I domorosłe gdybanie
                      na podstawie swoich doświadczeń prowadzi na manowce.

                      Bardzo proszę o odpowiedź.


                      • luna67 Re: Do Luny 14.03.07, 10:24
                        kimbeli,

                        bylo pozno jak wrocilam z "pracy", napisalam co mi przyszlo na mysl (bardzo w
                        skrocie porownujac twoj dialog z Reksia). Czytajac moj wpis dzisiaj
                        zastanawialam sie czy to ja go napisalamsmile nie chcialam ciebie urazic, mam do
                        ciebie szacunek i podziwiam.

                        Nie mam czasu na prowadzenie dialogu (nie zrozum mnie zle), odpowiedz mi prosze
                        tylko na pytanie, czy ty i twoj M macie rodzicow?




                        • kimbeli Re: Do Luny 14.03.07, 10:44
                          Witaj,
                          Nie obrażam się z zasadysmile))

                          Ja rodziców i siostrę straciłam w wypadku, krótko po moich 15 urodzinach.
                          Najpierw byłam w domu dziecka skąd wyciągnął mnie przyrodni brat mojego ojca,
                          jedyny żyjący krewny. Wujek zmarł tuż przed moim ślubem.

                          Mąż ma rodzinę: teść zmarł kilka lat po naszym rozstaniu, siostra zginęła w
                          wypadku kilkanaście lat temu, druga zmarła w dzieciństwie przed jego urodzeniem.
                          Ma wujków, ciotki i kuzynów.

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=58532632&a=58605713
                          Też nie mam czasu śledzić tego wpisu, nawet nie wiedziałam jak to wciągasmile)))
                          Ja pierwszy raz.
                          Pozdrawiam i życzę miłego dniasmile
      • kimbeli Re: Co Wy o tym myslicie??? 13.03.07, 12:47
        Być może to moja jedyna zaletawink

        Teraz znikam, bo muszę popracowaćsmile)
    • chalsia Re: Co Wy o tym myslicie??? 16.03.07, 01:36
      Re: Tym razem do reksiwink
      reksia 15.03.07, 12:18 + odpowiedz


      Kimbelli zdaj sobie wreszcie sprawę z TEGO ja w rozmowie z Chalsią ROZWAŻAM
      JAKĄŚ TAM ABSTRAKCYJNĄ SPRAWĘ A NIE twoją PERSONALNĄ
      ___________________________

      niniejszym wyjaśniam Reksiu, że ja w swoich postach do Ciebie w tym wątku NIE
      rozważam jakiejś tam abstrakcyjnej sprawy, ja w tym watku odnosiłam sie JEDYNIE
      do sprawy Kimbelli. I nie poruszałam tematów abstrakcyjnych, ogólnych etc.

      Trzecia rada Reksiu (na dodatek do dwóch, które skierowane były do Ciebie w tym
      watku przeze mnie) - sama napisałaś, że chcesz i powinnaś ulepszyć swoją
      umiejętność wyrażania pisemnie tego, co chesz przekazać. I dobrze (choć na
      razie jakoś nie widać efektów, ale rozumiem, że sutuacja domowo-sądowa nie
      sprzyja). Jednak umiejętnośc ta, nawet opanowana w wysokim stopniu na nic się
      nie zda, o ile nie będzie poprzedzona umiejętnością zrozumienia tektu
      przeczytanego - więc i nad tym warto popracować.

      Chalsia

      PS. Dobry przykład Mamba podała z tym pijakiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka