Zachciało mi sie dziś na obiad zupy ogórkowej. Dobrej, poczciwej
ogórkowej z dobrze ukwaszonych ogórków.
Ale...Mieszkam w Niemczech, a tu niestety nie tak łatwo o kiszone
ogórki (poza setką przeróżnych korniszonów)
Nie poddaję się, udaję się do hipermaketu, gdzie odkrywam stoisko z
ogórkami kiszonymi w beczkach! I z kiszoną kapustą, też w beczce!
Nabieram więc do kubełka dorodne ogórasy, jeden po drugim.. Już
niemal czuję smak i zapach ogórkowej..
Kątem oka zauważam za plecami jakąś szamotaninę i płacz dziecka.
Chłopczyk, może trzylatek, wyrywa się tacie z rąk i pędzi w moim
kierunku z roziskrzonym wzrokiem.
Myślę sobie "Musi być nasz, bo które zagraniczne dziecko (i wielu
dorosłych) lubi kiszone ogórki??"
I nie pomyliłam się. Słyszę jak dzieciak krzyczy: "Ja chcę
ogórka!!!!!"
A moja ogórkowa właśnie się gotuje. Trochę spóźniłam się dziś z
obiadem.
Pozdrawiam z Berlina!