groha
29.03.10, 15:09
Podobno całe życie jest jednym, wielkim absurdalium, które da się przeżyć
wyłącznie dzięki poczuciu humoru (i ja się z tym całkowicie zgadzam), a jednak
wciąż coś potrafi człowieka zaskoczyć, cholerka. Dzisiaj, na przykład, zbił
mnie z tropu całkowity brak towaru w osiedlowej jajczarni. To taki punkt
sprzedaży specjalistycznej, jakby kto pytał - oferują tylko jajka w różnych
rozmiarach i nic więcej. Wprawdzie ten dzisiejszy brak, to tylko malutki
drobiażdżek, nie żaden scyt absurdu, a jednak zadziwia. Bo wiadomo, że święta
jajeczne idą, wrasta popyt, podaż raczej też nadąża, gdyż teraz w kurnikach
kury łaski nie robią i znosić jajka muszą, a tu - jaj nie ma i już nie będzie,
koniec, kropka. I proszę mi tu nie wydziwiać i nie dopytywać dlaczego, tylko
iść i kupić sobie gdzie indziej, zapraszamy po świętach, szlus. To poszłam.
Ale tak sobie myślę, jak to możliwe, że całe pokolenie, pamiętające wyłącznie
czasy dyktatury braków i wypaczeń, powoli odchodzi w cień, a jaja z klienta
wiecznie żywe? Co nie znaczy, że nie lubię absurdów, no, w życiu. Wprost
przeciwnie - ja je kocham! I kolekcjonuję je z zapałem, jak kiedyś widokówki
ze zdjęciami wstrząsających blokowisk, klasy robotniczej z młotami w mocnych
dłoniach, potężnych turbin okrętowych oraz innych zdobyczy socjalizmu,
okraszonych wyjaśniającym napisem: "pozdrowienia znad morza".
Macie może jakieś fajne absurdziki na zbyciu?