Macie takie danie? Które robicie bez mrugnięcia okiem, o dwunastej w południe i o trzeciej rano, które nie spędza Wam snu z powiek, bo zwykle
wychodzi, a zarazem także s m a k u j e?

Gurua chyba wszystkie te z "Książki poniekąd..." do takich zaliczała, ale żadnej jednej jedynej "popisówki" nie pamiętam.
U mnie to jest zupa rybna - solianka, o której pisałam onegdaj w "kulinariach". I naleśniki. I kurczak z przepisu Pascala ["z pomocem widelcem"], marynowany w sosie imbirowo-sojowym. I omdlały imam oraz ratatuj, choć ten ostatni ciągle dopracowuję. I jeszcze spaghetti carbonara i alla puttanesca. Ale chętnie bym poszerzyła repertuar i podpatrzyła, co też Wam się udaje