Napisałam doktorat. Ciągle jeszcze w to nie wierzę, ale lezy tu, to go sobie
czasem macam. Ciągle leży. Znaczy napisałam.
I uczicłam - pojechałam sobie na jeden dzień do Krakowa pod pozorem wyjazdu do
recenzentki. Pozór był potrzebny, żeby książę małżonek zechciał zająć się
dziećmi. Się więc zajął, a ja wyjechałam i spędziłam czas pobytu na ganianiu w
strugach deszczu, a czas podróży na lekturze "Kocich worków". Miałam je już
kiedyś, ale jakieś bydlę mi je rąbnęło i ku czci doktoratu i Gurui razem
odkupiłam je sobie własnie teraz.
Pomijając setki innych zalet "Worków", popieram przekonanie, że koty są
znakomitą bronią. Zawsze uważałam, że najgorszą rzeczą, którą mogłabym zrobić
potencjalnemu napastnikowi, byłoby rzucenie w niego kórymś z moich kotów

(OK, Mrówkiem nie dałabym rady).
I teraz będę miała więcej czasu, i będe sobie czytać, i pisać też sobie będę
tutaj czasem, i tak mi będzie dooooobrze...
A teraz idę... sipić

-----------------------
Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)