Stado ciężarnych sprzątaczek z garbami kłębiło się po autografy, które
trzaskała nasza dublerka. Gurua stanęła w drzwiach i trochę ją przytchło

)
Tak rozpoczęliśmy. Gościliśmy Guruę, Monikę, pana Tadeusza i z pewnym
poślizgiem Pawła (od waszej maci). Gururzątko niestety zostało otrute
parówkami. Otrucie nie było do końca skuteczne i życzymy szybkiego powrotu do
zdrowia!
Naszą kopią Gurui była oczywiście stuningowana Lylika. Widać na zdjęciach, że
podobieństwo jest bardzo duże. Można się nabrać

Rozlokowaliśmy się na miejscach i jednak wróciliśmy do standardowego wyglądu.
Gurua powiedziała, że bez wąsów to ja jestem wykapanym Karolkiem przebranym
za sprzątaczkę

))
Spotkanie prowadziła nasza Szefowa i chwała jej za to. Robi to kapitalnie.
Ponieważ nic tak dobrze nie wzmacnia przyjaźni jak prezenty, to przez całe
spotkanie je wręczaliśmy. Na pierwszy ogień poszło świąteczne opowiadanie
Wołoducha. Rulon przewiązany piękną kokardą (materiał i wykonanie - Lylika).
Gurua powtarza wielokrotnie, że słowo pisane bardzo lubi i ceni. Przeczytała
więc opowiadanie od ręki i pochwaliła w sposób ponadkurtuazyjny. Powiedziała
że się jej podoba i przeczyta sobie jeszcze raz po spotkaniu.
Pewnie coś pokręcę i pominę, proszę o sprostowania i uzupełnienia. Następnie
Szefowa wręczyła Gurui torebkę z prawie krokodyla. A w niej: rękawiczki z
prawie węża, prawie pistolet (zapalniczka) i 50 tysięcy złotych w prawie
niezniszczonych banknotach. Zapalniczka pewnie będzie używana, natomiast
forsa być może pójdzie do kominka. To w końcu jeszcze lepiej niż przypalić
sobie cygaro jednym banknotem

)
c.d.n.
PS
Nie mam monopolu na relacje