lylika
23.03.07, 13:19
U Guruy w książkach i w życiu "normalnych inaczej" nie brakuje. U nas też z pewnością nie brak. Wątek podsunęło mi wydarzenie sprzed dwóch dni z mojej rodziny.
Mam ciocię. Ciocia pracuje w teatrze. Dwa dni temu idąc do pracy miała wypadek. Potrącił ją samochód na pasach i przeleciała przez maskę. Sprawczyni, młoda kobieta, nie uciekła tylko zaczęła udzielać pomocy. Ciocia stwierdziła, że absolutnie nic jej nie jest – jest tylko przemoczona i ubłocona, więc natychmiast musi się przebrać. Tonem nie znoszącym sprzeciwu zadysponowała: Musi mnie pani natychmiast zawieźć do domu. Sprawczyni posłusznie zawiozła ciocię do domu, pomogła wejść do mieszkania i czekała aż ciocia się przebierze, bo ciocia zażyczyła sobie również odwiezienia do pracy.
W teatrze odprowadziła ciocię aż do jej pokoju. Ciocia jeszcze w płaszczu zaczęła przeglądać papiery. W tej chwili wszedł z jakąś sprawą dyrektor artystyczny. Ciocia, pomimo przebrania się musiała jednak robić wrażenie osoby mocno poturbowanej, bo zapytał co się stało, odebrał cioci papierzyska, siłą doprowadził do samochodu i odwiózł na pogotowie. Pogotowie na sygnale do szpitala. W szpitalu stwierdzono: silny uraz głowy, podejrzenie wstrząśnienia mózgu, podejrzenie pęknięcia kości biodrowej, uraz lewego kolana, zwichnięcie lewego nadgarstka, silne potłuczenia, obtarcia, zasinienia i rany na rękach i nogach. Kiedy ciocia po badaniach, unieruchomieniu nogi, szyciu i założeniu opatrunków została na wózku odwieziona na salę wydała jeszcze dyspozycję dyrektorowi: Niech mi pan tu przywiezie te wszystkie dokumenty, które mi pan odebrał. To są ważne sprawy i to nie może czekać aż ja się pozrastam.