Wręczanie rozpoczęło się od przygotowania posłańca, co zajęło nieco czasu.
Potem tylko spakowanie prezentów do torby, kosz kwiatów i posłaniec z
pomocnikami wyruszył w drogę.
/ W tym to czasie podgrzewacz do herbaty ze świeczką wraz z dzbankiem uknuli
plan. Też chcieli zrobić niespodziankę.../
Podróż wbrew obawom przebiegła bez incydentów. Samochody na widok posłańca
nie wpadały na latarnie, przechodnie się nie przewracali, nie było też po
drodze rodziny wicepremiera.
/... płomieniowi świeczki udało się wyciągnąć i zaczął lizać plastik
dzbanka.../
Po zajechaniu na miejsce, okazało się, że jest jeszcze trochę czasu do
umówionego południa. Posłaniec i jego pomocniki spędzili go na dyskusji o
tym, jak potoczą się dalsze wypadki. Nadzwyczaj liczni autochtoni w osobach
matek/nianiek z wózkami i robotników budowlanych za to gapili się z
natężeniem. O mało co dzieci i rur nie pogubili.
/... plastik dzbanka palił się tymczasem wesołym płomieniem i ogniste krople
kapały na obrus.../
W rozeznaniu sytuacji pomógł przedskoczek. Pod bramę Gurui zajechał
samochodem jakiś obcy posłaniec z kopertą. Zadzwonił furtką, która się
otworzyła i wszedł do środka. Po chwili wyszedł bez koperty.
/... obrus nie pozostał obojętny i zaczął się ochoczo palić, już na wstępie
odlutowując ucho od tacy z cukierkami.../
No cóż, wyszedł żywy, więc posłaniec ustawił się przed furtką. Po obu bokach
ukryli się na chodniku pomocniki z aparatami. Posłaniec zadzwonił.
/... cukierki przyłączyły się do draki i też się zapaliły. Od spodu
przyłączył się stół. Dogłębnie.../
Za częściowo przeszklonymi drzwiami zaczął się jakiś ruch. Być może też
zaniepokojenie, ale furtka zabzyczała. W wejściu ukazała się Gurua. Z lekka
zaskoczona jednak. Posłaniec został zaproszony do środka. Kłębiący się przy
furtce pomocnicy też.
/...Moc indiańskich tańców Asi doleciała w ostatniej chwili. Moc dmuchnęła
albo spuściła deszcz albo co, w każdym razie spisek został zagaszony./
Po chwili namysłu i napawaniu się widokiem posłańca Gurua poleciała najpierw
po inne włosy, a po chwili drugi raz po aparat. Były chwile, że wszyscy
jednocześnie się fotografowali.
Telegram, kwiecie i paczka zostały doręczone i pokwitowane. Gurua wszystkim
była zachwycona. Pobieżnie przejrzała fotoksiążkę (wszystko obiecała
dokładnie przeczytać na spokojnie, co nie ulega wątpliwości), butelkę po
prawie aksamicie zapowiedziała, że zachowa jako wazonik

, pochwaliła
siewnik, obiecała zapoznać się z g...ną herbatką, obśmiała się przy bonie.
Telegramy od razu przypomniały premierę Wszystkich podejrzanych.
Zostaliśmy poproszeni o zdjęcia ze spotkań. Gurua powiedziała, że jak chce na
siebie popatrzeć, to ma lusterko, ale dzieci i inne osoby ją o zdjęcia męczą,
to by miała co im dawać na żer.
Sama Gurua odczytała nasze myśli i zamierza się z nami spotkać niekoniecznie
w okresie świątecznym jak jest Robert. Trzeba to będzie drążyć.
Jeżeli powstanie kolejny tom Autobiografii, to zostaniemy w nim opisani

))
TWCh zostało posądzone o spreparowanie (pewnie dziwnych?) życzeń od Rosjan po
angielsku. Może to ten przedskoczek je przyniósł.
Wbrew przewidywaniom, Gurua była sama, tylko z gosposią panią Henią. Pan
Tadeusz nie leżał Reymontem w furtce.
Po kilku minutach posłaniec i pomocniki pożegnali się i pełni przeżytych
wrażeń oddalili się.
W przygotowaniu wszystkiego udział wzięli w różnym stopniu:
Pani Prezes Lylika, Anmanika, Asia.sthm, Edyta95, Goonia, Groha, G0p0s,
Jotka13, Mkostki, Stefan.maria oraz autorzy haseł do bonu.