Bardzo wiele lat temu mieliśmy wypadek samochodowy w Bułgarii. Nasza Skoda wyglądała bardzo podobnie do Skody Guruy po samobójstwie. Odwieźli nas do szpitala, tam udawali, że przebadali a rano wypuścili. Samochód z miejsca wypadku milicjanci sciągnęli na dziedziniec najbliższego Komisariatu Milicji. Poszliśmy tam po wyjściu ze szpitala zobaczyć ten wrak i wtedy przyjechał Komendant. Stanął obok nas i słucha milicjanta, który posłusznie relacjonuje zdarzenie. Ogląda kupę złomu, kiwa głową i pyta:
Żyje ktoś?
Ja się też pytam: żyje ktoś?