Zainspirowana wątkiem koncertowym Madonny stwierdziłam, że
najchętniej wybrałabym się w latach 60 (gdybym była na świecie) na
The Beatles, te piski, krzyki, omdlenia to by było coś

Poza tym żałuję, że ominęły mnie koncerty Quinn i nieodżałowany
Freddy Mercury.