gabrysia843
23.12.10, 17:53
Dziś przed południem przy ul. Męczenników Oświęcimskich leżał sobie piesek, żal mi się go zrobiło. Zauważyłam przez okno,że sąsiadka idzie do sklepu więc poprosiłam ją aby dała mu jedzenie, które przygotowałam. Okazalo się, że pies jest ranny. Zadwoniłam do Straży Miejskiej. Przyjechali, nie sprawdzałam ile czasu im zajęło dotarcie na naszą ulicę. Potwierdzili dyżurnemu moje zgłoszenie [ nie myślałam żartować, wszak podałam im swoje dane personalne]. No i trochę sobie postali panowie. Okazało się,że czekają na pana ze schroniska. Minęło może pół godziny, albo trochę więcej. Przyjechał pan, który moim skromnym zdaniem nie nadawał się do zaopiekowania rannym psem. Pies przeżył traumę, najprowdopodobnie został potrącony przez samochód. Zamiast zdobyć zaufanie psa i podejść do niego "mówiąc do niego" pan chciał zdobyć go szturmem, wystraszony pies nabrał na tyle sił, aby mu uciec. No a pan co zrobił? Ku mojemu zaskoczeniu, schował chwytak na psy, ciekawie jak tego rannego psa miał zamiar doprowadzić do samochodu, wsiadł do samochodu i odjechał. Daleko nam do zachodu, gdzie działa policja dla zwierząt i pracują tam ludzie, którym dobro zwierząt leży na sercu. Wyszłam do panów ze Straży. No cóż. Panowie ponoć robili to co do nich należało. Poinformowali mnie, żebym "śledziła" tego psa i ewentualnie jeszcze raz zadzwoniła do dyżurnego jak go zobaczę gdzieś leżącego. Problem sam się rozwiązał. Jak mnie poinformowali, mogę złożyć skargę do Rady Miasta i Burmistrza na pana ze schorniska. Och życie. Nie widziałam już tego pieska, poszedł sobie gdzieś.