Gość: o. IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 11.01.04, 18:01 Typowy rozrywkowy film norweski ,plus dodatki pod publiczke malych festiwali. moja ocena: 3/6 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: widz Re: Kumple IP: *.noname.net.icm.edu.pl 16.01.04, 15:00 Coz za arbitralna ocena!!! A ja uwazam ze te "dodatki pod publiczke malych festiwali" maja duza wartosc podobnie jak "Samotni" czy "Wloski dla poczatkujacych". Zycze mozliwosci obcowania jedynie z "wielkimi dzielami swiatowych festiwali". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: celeste Re: Kumple IP: *.bydgoska.ds.uj.edu.pl 17.01.04, 13:22 Fajna,ciepła prosta historia opowiedziana naturalnie i szczerze.Bez pompy,wydumanych komplikacji i baaaaaaaaardzo opymistyczna.Może nie z tych,co to je wszyscy górnolotnie określają "ambitne",ale na pewno wartościowa,angażująca emocjonalnie i energetyzująca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kyliks Kumple, czyli przyjaźń jest bezcenna. IP: *.chello.pl 17.01.04, 23:38 Właśnie przed chwilką wróciłam z kina, gdzie obejrzałam „Kumpli”. Film wywołał na mnie niesamowite wrażenie. Co prawda nie jest to przepełniony efektami specjalnymi film – podobny do amerykańskich superprodukcji, ale… ogląda się go z dużo większą uwagą. Wszystko, co dzieje się na ekranie, po prostu wciąga widza. Od początku do końca film jest ciepły, sympatyczny, otwarty na wrażliwość widza. Młodzi ludzie, w miarę usamodzielnieni, borykają się z problemami typowymi dla ich rówieśników – nie tylko w Norwegii – ale na całym świecie. Czym się więc różnią? Ano tym, że przypadkowo dostają się w ręce „ludzi z TV”, a to oznacza: szybką karierę, szybką popularność, niestety również szybką porażkę. Jednakże cały film zrobiony jest w konwencji optymistycznej, toteż kończy się – może zbyt infantylnie – ale bardzo pogodnie. Wychodząc z kina czułam, że jest mi bardzo wesoło, choć miałam też o czym myśleć, ponieważ problematyka filmu była dużo głębsza, niźli na początku mogłoby się wydawać. Opowieść o tych młodych ludziach, to jednocześnie wskazówka dla widza, aby rozejrzał się w swoim środowisku i być może zauważył problemy innych, którzy żyją obok. Problemy – czasami tak dziwaczne, jak np. bojaźń przed opuszczeniem miejsca zamieszkania, czy przed podróżą pociągiem – problemy, których na co dzień nie zauważamy, ponieważ już do nich przywykliśmy i zamiast pomóc, po prostu nie utrudniamy życia. I nie pomagamy… Warto obejrzeć „Kumpli” chociażby po to, by później móc zastanowić się nad tym, co i w jakim celu robimy. Czy umiemy dochować sekretu? Czy złożoność przypadkowości życia ludzkiego nie powoduje, iż mamy czasami przez nią kłopoty, nad którymi nie panujemy, ba... kłopoty pojawiają się jakby znikąd i spadają na nas lawinowo... Warto też pomyśleć o tym, co oznacza słowo „przyjaźń”. W tym filmie przyjaźń gra najważniejszą rolę – jest ponad wszystko. Dla przyjaźni młodzi ludzie rezygnują z kariery, ze sławy, z pieniędzy. Rezygnują, ponieważ inaczej utraciliby coś znacznie cenniejszego - przyjaciół. Film bardzo mi się spodobał i będę go długo wspominała. Każdemu polecam obejrzenie tej skandynawskiej produkcji, ponieważ naprawdę warto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asiawu Re: Kumple IP: *.acn.pl 18.01.04, 22:08 film lekki i przyjemny.. bez specjalnych rewelacji.. głębokich doznań i przeżyć.. i chociaż zakończenie jest jakie jest to właśnie miło się uśmiechnąć na jego obraz.. i mimo prostoty i nieskomplikowania warto spojrzeć na ten film.. ale bez oczekiwań.. asia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafik Re: Kumple IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.01.04, 10:04 Po prostu film w konwencji: oni filmowali swoje życie, a ktoś sfilmował ich. Z tym, że reżyser ukazał to, co w ich mniemaniu było lekkim przeżywaniem młodzieńczych uniesień, bez poruszania trudnych problemów, od których jednak uciec sie nie da. Film z happy andem, ale może sie podobać. Plus dla muzyki Odpowiedz Link Zgłoś
lahliq Re: Kumple 19.01.04, 12:21 Tacy norwescy "Samotni" (z tym, że czeska wersja jest niedościgniona :)). Miły, sympatyczny, normalny film. Co mi się podoba w tego typu kinie europejskim, że ludzie są tacy sami jak my, tutaj w Polsce. Podobnie wyglądają, zachowują się i ubierają. Nie sa jakoś tak hollywoodzko sztucznie piękni. :) Film warty zobaczenia, choć równie dobrze nadaje się do tv. Nie musi mieć tej "kinowej otoczki" by się podobać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm lajtowa (w najgorszym tego slowa znaczeniu) chala! IP: *.acn.pl 20.01.04, 18:56 film widzialem juz w pazdzierniku (wmff) i bylem przerazony, ze taki gniocik wygral plebiscyt publicznosci! bylo tyle naprawde wspanialych filmow (a jesli juz musi byc komedia, bo cos powazniejszego by nie 'dotarlo', to dlaczego nie chociazby rowniez norweski 'wiekszosc ludzi mieszka w chinach', m.in. w rezyserii tegoz rezysera), a tak glupawa komedyjka moze sie podobac (ale tak bardzo podobac, zeby az na nia glosowac!) chyba ludziom uwazajacym coelho za literature wyzszych lotow itp. gusta kulturalne padaja na pysk, az plakac sie chce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w-t-k Re: lajtowa (w najgorszym tego slowa znaczeniu) c IP: *.fortisbank.com.pl 21.01.04, 10:16 A mnie sie podobal. Bo o sprawach tak istotnych jak przyjażń i odpowiedzialność, czasem warto mowic bez nadecia, bez udziwnien i nie ma się co żżymać, ze to pod publiczke itd. Nikt nie kreci filmów dla siebie. Warty zobaczenia film, ktory wprowadza w dobry nastrój. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anka Re: lajtowa (w najgorszym tego slowa znaczeniu) c IP: *.autocom.pl 28.01.04, 12:35 otoz to. juz myslalam, ze nikt tego nie napisze. film cienki jak pupa weza. coz w nim bylo nowego? srednio smieszny. mozna go puszczac w tv po teleranku. dzieci nie bylyby rozczarowane w przeciwienstwie do ludzi doroslych. Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: lajtowa (w najgorszym tego slowa znaczeniu) c 10.02.04, 14:04 Po teleranku puszcza się filmy robione przez dorosłych, z myślą o dzieciach i te faktycznie rażą sztucznością. A ten film został zrobiony przez młodych ludzi i dla młodych ludzi. Jest szczery, bezpretensjonalny i pozytywny. To w sumie całkiem sporo, jak porównać z filmami, które są głupkowate, nie mają pobudzać do ciepłego śmiechu, tylko do głupawego rechotu, dowcipy są w nich głównie o pierdzeniu itp., albo z tymi, które całkowity brak uniwersalnego przesłania pokrywają pseudoartystycznym prężeniem się. Mnie ujęła bezpretensjonalność tego filmu. __________________________ Roody102 "Dostęp do Internetu powinien być prawnie reglamentowany, najlepiej wydawany po okazaniu świadectwa lekarskiego i za zgodą rodziców." Jerzy Pilch Odpowiedz Link Zgłoś
ceboolka Kumple są super 22.01.04, 21:59 Miły i optymistyczny film, po którym wychodzi się z kina z uśmiechem na ustach... Chociaż momentami widzowi z przejęcia może chwilami zabić mocniej serce: czy Kristoffer nie zdradzi ideałów i kumpli, czy wybierze miłą Henriettę zamiast wrednej i wyrachowanej blondyny...;) Bardzo dobry film na mroczne i mroźne zimowe popołudnie, od którego robi się cieplej i jaśniej na sercu... Aha... i fajna muzyka jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Quella Ham-Kam IP: 62.148.86.* 28.01.04, 11:14 Polcam wszystkim ciepla rozrywke. Film rewelacyjny, o waznych rzeczach. Smieszny i smutny. Zabawny i powazny. I na szczescie norweski :-) Bardzo, bardzo fajny! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: korsyka Re: Kumple IP: *.um.krakow.pl 30.01.04, 12:28 Maly film o wielkich sprawach:) Odpowiedz Link Zgłoś
roody102 Re: Kumple 10.02.04, 03:02 Wyjdź z kina i atakuj! „Kumple” to jeden z tych filmów, które wyraźnie dzielą publiczność na widzów i krytyków - ci pierwsi są zachwyceni, czego dowodzą kolejne (w tym warszawska) nagrody publiczności. Ci drudzy pozostają sceptyczni skarżąc się na błahą historię i niedociągnięcia różnej maści, tak w fabule, jak i w realizacji. Kristoffer (Nicolai Cleve Broch) i Gier (Aksel Hennie) żyją tak, jak chcieliby żyć wszyscy dwudziestokilkulatkowie: mają słabą pracę, która pozwala jakoś zaspokoić podstawowe potrzeby i jeszcze znaleźć sporo czasu na dobrą zabawę. Wynajmują pokoje od Stiga Inge (Anders Baasmo Kristiansen), zamkniętego w sobie projektanta stron www. Wygłupiają się, podrywają dziewczyny, imprezują. Kristoffer zapisuje to wszystko na taśmie wideo. Prowadzi swój dziennik. Któregoś dnia kasety trafiają przypadkiem do telewizji, która od razu proponuje, że zrobi z tego program. I tak dziennik staje się… blogiem. Nagle wszystkie sprawy trzech młodych chłopaków stają się własnością publiczności. Póki jest zabawnie, wszystkim się to podoba, ale nagle wszystko się komplikuje – Kristoffer miota się między dwoma dziewczynami, Gier nie może dłużej ukrywać (szczególnie przed samym sobą) faktu, że ma syna a Stig Inge, że panicznie boi się przekroczyć granice kompleksu handlowo-mieszkaniowrgo Toyen. Przez popularność, przestają to być ich własne sprawy. A telewizja ma do powiedzenia tylko jedno: bądź profesjonalistą. Co dzieje się dalej? Dwie dziewczyny wpadają na siebie w mieszkaniu chłopaków, Stig Inge staje się pośmiewiskiem, a Gier nie może już dłużej udawać, że nie wie kim jest blondynek z piłką, który zresztą wszystkiego się domyśla. Kristoffer będzie musiał wybrać – zabawa czy kariera? Przyjaźń, czy profesjonalizm? Henriette czy Elizabeth? I wybierze, oczywiście dobrze. Wszystkie wypadki będą miały swój sens, bo nie tylko on „wyjdzie z bramki i zaatakuje” – Gier, Stig Inge, Elisabet i Henrietta – wszyscy podejmą w końcu swoje decyzje. Dobre decyzje. Historia skończy się w najprostszy możliwy sposób, ale nie będzie ani banalnie, ani ckliwie. Granica nie zostanie przekroczona, wzruszenie będzie szczere a uśmiech szeroki. A wszystko to pokazane w nowoczesny, nieco niechlujny, ale w żadnym wypadku nie męczący widza, sposób. Oszczędna, skandynawsko chłodna, ale nie oziębła, bardzo naturalna gra, swobodna praca kamery korespondująca z robionym z ręki videodziennikiem bohatera, współczesna muzyka lekko sugerująca nastrój i uniwersalne problemy zupełnie zwyczajnych ludzi. Właściwie nie miałem wyboru – musiałem się z nimi identyfikować, bo to historia, jaka mogłaby się przydarzyć każdemu ich rówieśnikowi. I dlatego bliżej mi do zachwytu widzów, niż do dystansu krytyki. Zresztą po co mam na chłodno analizować film, z którego wyszedłem z szerokim uśmiechem i ładunkiem pozytywnej energii do działania? To mi wystarcza. Tyle samej recenzji. Na marginesie muszę powiedzieć, że „Kumple” bardzo mocno kojarzą mi się z „Samotnymi”. Czas i miejsce akcji w sumie dosyć podobne - Europa, przełom wieków, by tak rzec. Historie, w skali Europy, uniwersalne i też trochę podobne - zwyczajni, młodzi ludzie i krótkie, acz bardzo mocne zawirowanie towarzyskie, które pozwala oczyścić atmosferę i poustawiać wszystko na miejscach. Podobne ciepło z nich bije, podobny uśmiech na mojej twarzy wywołują. Jedna jest między nimi różnica – w życiu nie kupię sobie płyty z piosenkami po norwesku! A już całkiem prywatnie, oba te filmy „przydarzyły mi się” w podobnych okolicznościach. „Samotni” wyciągnęli mnie z dołka rok temu a „Kumple” poprawili mi nastrój, po krótkim, acz głębokim zjeździe sprzed paru dni. Bez wchodzenia w bardziej osobiste rejony i pisania o tym, z kim przy tych dwóch okazjach identyfikowałem najbardziej, bo po co komu taka wiedza? PS: Zerknąłem do wątku i widzę, że w skojarzeniu z "Samotnymi" nie jestem bardzo oryginalny. Damn it! ;) __________________________ Roody102 "Dostęp do Internetu powinien być prawnie reglamentowany, najlepiej wydawany po okazaniu świadectwa lekarskiego i za zgodą rodziców." Jerzy Pilch Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Barszczewska Re: Kumple IP: 193.227.223.* 10.02.04, 07:37 A mi sie "kumple nie podobali". W zasadzie wyszlam z kina dosc zazenowana. No bo niby mialo byc milo, ale jakos nie moglam sie w to milo wczuc Odpowiedz Link Zgłoś
vulture Re: Kumple 10.02.04, 15:55 A mi się ten film spodobał. Może nie był wielki, ale na pewno bardzo sympatyczny - taka bajka w stylu "Samotnych" czy "Amelii". Jeśli zadaniem tego filmu było poprawienie humoru osobom go oglądającym, to spełnił swoje zadanie i bardzo mnie to cieszy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bryza Re: Kumple IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 17:58 Nie wiem jakie sa typowe filmy norweskie, ale KUMPLI warto zobaczyc chociazby z powodu duzej dawki optymizmu.Moze i naiwnego, 'mlodziezowego', ale czy w ogole mozliwy jest optymizm bez naiwnosci? Odpowiedz Link Zgłoś