Dodaj do ulubionych

Między słowami

    • Gość: Woytek Aleee kichaa... komedia? kpiny... 6* chyba minus 6 IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 12.03.04, 00:30
      jesli ktos nazywa film komedia, to nastawiam sie na komedie, a nie na film
      filozoficzny jakim sa te flaki bez oleju. Szczesc gwazdek to moze miec, ale w
      kategorii melodramat..
      Dluzyzny, wymuszanie smiesznych akcji ... Strata czasu.
      nagrody? tak dostanie ! MALINE. :D
      Za te gwiazdki to chyba dystrybutor musial nizle zaplacic.
      Klapa. Lubie Murreya, film byl "dziwny", ale na pewno _nie_smieszny_.
      • scoutek Re:a jednak miedzy slowami 12.03.04, 09:50
        duzo czytalam o tym filmie, przetlumaczenie tytulu Lost in translation na
        Miedzy slowami denerwowalo mnie... w koncu poszlam i jestem zachwycona...
        nastroj, to wszystko co dzieje sie tak powoli wlasnie miedzy slowami, na
        poziomie wzroku, usmiechu, mimiki ... tak wlasnie rodzi sie "cos" miedzy
        ludzmi... porozumienie czy juz oczarowanie czy nawet poczatek czegos
        glebokiego.... ten film ma jeszcze cos co widac po tych wszystkich postach na
        forum - kazdy widzi w nim to co najblizsze wrazliwosci ogladajacego... dlatego
        kazdy dopowie sobie sam co Bob Harris (fantastyczny w tej roli Bill Murray)
        powiedzial Charlotte (przecietnej w urodzie - i slusznie - Scarlett Johansson)
        w ostatniej scenie filmu.... dlatego dobrze, ze tego nie slyszymy....
        • Gość: Mikado Re:a jednak miedzy slowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.04, 22:12
          No wlasnie ludzie dziela sie na tych ,ktorzy ten film rozumieja (jak my!!) i
          tych ignorantow co by chcieli strzelaniny i seksu ,a tu Bill lezy z dziewczyna
          w lozku i delikatnie dotyka jej stop , po czym oboje zasypiaja -no wiec
          calkowita nuda prosze panstwa. Inne sekwencje tez nudne,bo ona placze on jej
          mowi cos na ucho(miedzy slowami...) i ona sie tajemniczo usmiecha jak jakas
          Mona Lisa.(Momenty byly-pytal kiedys Zaorski ,pamieta ktos to?) No ,wiec
          cholera tych momentow nie bylo-i to mabyc film o milosci??!! WLASNIE TAK i
          dlatego tylu wrazliwych ludzi(pozdrowka) wzrusza i zachwyca.
    • Gość: Xargas Re: Między słowami IP: 81.210.125.* 18.03.04, 19:05
      Ten film jest naprawdę jedną z najlepszych komedii jakie widziałem.FILM JEST
      WIELKI!!
    • Gość: Karolinka Re: Między słowami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.04, 13:58
      Dziwne, film w którym pokazano wewnętrzny smutek dwóch pozornie nieznających
      się osób, ale oglądając go bardzo nam wesoło. No, może poza fragmentami gdy
      głowna bohaterka zdaje sobię sprawę z tego, że nie wie kim jest, z kim jest i
      gdzie jest. Wspaniala rola Billa Murray'a, genialnie zagrane. Polecam!!!
    • Gość: Antoni A. MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.04, 16:44
      Przeczytałem kilka recenzji (dytyrambów) filmu "Między słowami". Następnie
      zniesmaczyłem się nieco, a później mocno zaniepokoiłem. I pojawiło się pytanie:
      Czy deficyt dobrego kina popularnego, usprawiedliwia tak pochopną relatywizację
      ocen?
      Film wzbudza powszechny zachwyt. Być inaczej nie może, skoro i Globami i
      nominacjami do Oskarów go uhonorowano. Pewności, że właściwie ulokowaliśmy
      swoją sympatię, dają rodzinne konotacje reżyserki. W ten sposób mamy spokój
      oraz porządek, bo już wiemy, co białe, a co ciemniejsze i kogo barbarzyńcą
      nazwać. Jako że krytykiem jestem niedzielnym, a więc ostracyzmu i odwoływania
      od czci i gustu obawiać się nie muszę, pozwolę sobie na odrobinę herezji.
      Czyta się, że film dostarcza nieopisanej (no może niezupełnie, a szkoda)
      przyjemności, której źródłem jest przede wszystkim nieuchwytny charakter
      relacji, powstającej na naszych oczach między dwójką głównych bohaterów: Bobem
      (Bill Murrey) i Charlotte (Scarlett Johansson). Z tym bynajmniej nie zamierzam
      polemizować. Oglądając film, błądzimy gdzieś pomiędzy przyjaźnią, fascynacją
      erotyczną, instynktami ojcowskimi z jednej i komplementarnymi potrzebami z
      drugiej strony. Analizujemy każdy ruch, zdanie, ale to nie wystarcza, aby móc
      zająć jednoznaczne i zadowalające stanowiska. Kiedy myślimy, że coś nas
      wreszcie wyrwie z drażniącego i fascynującego zarazem stanu niepewności,
      reżyserka niweczy oczywistość konsekwencji zachowań i słów. Ktoś nazwał ten
      obraz „erotycznym” - musiał być to jeszcze większy antagonista tego filmu niż
      ja, gdyż w ten sposób krzywdząco go zredukował, niwecząc wachlarz subtelnych
      możliwości interpretacyjnych. Istotę stosunku łączącego tych ludzi tworzy
      wrażliwość i dorobek doświadczeń pojedynczego widza. Gdybym był złośliwy,
      dodałbym tu, że efekt ten nie był nadmiernie trudny do osiągnięcia, zważywszy,
      że po części jest on zasługą najzwyczajniejszej bierności i swego rodzaju
      apatii panującej między bohaterami (co nie stanowi bynajmniej zarzutu, gdyż
      jest wynikiem stanu świadomości obojga) - między słowami ma tu możliwość
      wydarzyć się naprawdę dużo. Ale oprócz pomysłu i gry aktorskiej na film składa
      się jeszcze innych parę elementów, a ta reszta jest niestety słaba.
      Największą (wręcz unicestwiającą) słabości tego filmu jest to, że jest on po
      prostu nudny. W tym momencie na pewno posypie się wiele słów pod moim adresem,
      których sens można by sprowadzić do tego, że jestem troglodytą z całym
      dobrodziejstwem inwentarza. Lubię melancholijne, nieśmiałe, nieśpieszne
      nastrojowe kino, ale TO jest tylko nudne.
      Film od początku uderza swoją nijakością. Zamysłem reżyserki było
      przedstawienie kondycji psychicznej bohaterów nie tylko poprzez grę i dialogi,
      ale przede wszystkim wsączając esencję ich stanu duchowego w taśmę filmową.
      Niedoświadczona twórczyni podjęła się sztuki trudnej i poniosła klęskę -
      przeciągnięta struna i próba budowy nastroju inercji, zgorzkniałości,
      wyobcowania przemienia się w najzwyczajniejszą monotonność, a mówiąc
      trywialnie – nudę. Reżyserka zdaje się tu wykonywać rolę sabotażysty własnego
      dzieła i jedynie gra aktorów ratuje przed kompletną klapą. Bo ich losy są
      frapujące, ale sposób prowadzenia akcji nie pozwala w nich z zainteresowaniem
      uczestniczyć, wprowadza sztuczność i utrudnia empatię.
      Kolejny powód do narzekań pod adresem Coppoli (a jest to właściwy adres, bo to
      również autorka scenariusza) dostarcza typ dowcipu. Jest to dowcip
      inteligentny – tak przynajmniej twierdzi dystrybutor, a gro recenzentów
      przytakuje. Wprawdzie „inteligentny” jest pojęciem nieostrym, ale o zakresie
      przynajmniej w przybliżeniu do uchwycenia. Zakres, jaki obejmuje humor tego
      filmu, niekiedy się z wcześniejszym zakresem pokrywa. Reszta to przeciętny
      dowcip sytuacyjny lub słowny, który równie dobrze mógłby gościć w każdej
      przeciętnej produkcji z Kalifornii. Nie żeby urągał możliwościom umysłowym tzw.
      intelektualisty – jest „sympatyczny”, ale jego źródłem są przede wszystkim
      proste, narzucające się odmienności kulturowe Japończyków. Żadnej w tym
      specjalnej finezji, subtelności, a przede wszystkim zaangażowania
      intelektualnego. Są to gagi typu: Japończyk gada długo po japońsku – pani
      tłumaczka treść jego wypowiedzi umieszcza w dwóch angielskich słowach. I
      jeszcze bez umiaru eksploatowane. Dobrze zagrane mogą być, ale reżyserce
      chodziło chyba o coś więcej.
      Tokio – to też jeden z głównych bohaterów tego filmu. Podobno, reżyserkę łączy
      z tym miastem szczególna więź, a wyrazem tego mają być szczególne zdjęcia,
      ukazujące jego szczególne piękno. Powiem tak: dzięki temu filmowi zaoszczędzę
      ewentualne wydatki na podróże do Tokio. To miasto w filmie to hałaśliwa
      futurystyczna aglomeracja, atakująca zewsząd potokiem kiczowatego neonowego
      światła i drażniąca nieładem architektonicznym. Jej obraz może i interesujący
      ze względów kulturowo-socjologicznych, ale z pewnością nie dostarcza
      pozytywnych wrażeń estetycznych (podejrzewam, że sam Francis Ford miałby z tym
      duże trudności).
      Na koniec słówko o muzyce. Chwali się niezmiernie Sophii Coppoli, że
      konsekwentnie w swoich filmach posiłkuje się nowatorską czy wręcz
      eksperymentalną muzyką. Ale jej obecność w filmach nie ma być celem, a
      środkiem. Tu tego często nie czuć - zamiast „ilustrować” obraz, muzyka
      częstokroć burzy jego specyfikę i klimat. Odczuwamy dysonans między tym, co
      słyszymy, a tym, co widzimy. A to, w połączeniu ze wspomnianymi słabościami
      toku akcji składa się na potężny cios w plecy aktorów.
      Ten film jest wybornym dowodem na to, że sam dobry pomysł i znający swój fach
      aktorzy nie są jeszcze gwarancją sukcesu. Martwi to bym bardziej, że ta
      koncepcja subtelnej gry uczuć szczerze ujmuje i stanowi „ożywcze” urozmaicenie
      na tle, z reguły czarno-białej filmowej rzeczywistości relacji damsko-męskich.
      Do kina można się wybrać, bo w końcu, jak mawia Lars von Trier, nasze życie
      tworzą zarówno dobre, jak i złe doświadczenia.



      • Gość: Przemek Re: MAM PEWNE WĄTPLIWOŚCI... IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 25.03.04, 19:32
        Film w warstwie "komediowej" jest niezly, te lapsusy jezykowe, "Lodzia Mur" -
        zabawne. Jako film psychologiczny... moze nie ocenilbym go zle, gdybym nie
        wspomnial filmu Wong Kar Wai "In the mood for love" (spragnieni milosci). Film
        Coppoli, w porownaniu z filmem Wong Kar Wai, przegrywa na wszystkich frontach.
        Oba filmy poruszaja podobne problemy, jednak ile u Wong Kar Wai jest
        delikatnosci uczuc, finezji (np. ujecia, w ktorych bohaterowie "cwicza" sceny
        majace sie rozegrac w przyszlowci miedzy nimi lub ich malzonkami). U Coppoli -
        dialogi typu "Co studiowalas... powinnas pisac" - plytkie to...
        Wezmy samych bohaterow. U Wong Kar Wai bohaterowie, sami skrzywdzeni przez
        wspolmalzonkow, wahaja sie naruszyc zasade lojalnosci (a moze wiernosci samemu
        sobie). U Coppoli - bohater, zirytowany nadmiernym zaangazowaniem zony w sprawy
        rodzinne, bez zmruzenia oka "przelatuje" piosenkarke, a potem jeszcze ma zal do
        losu, ze nie wyszedl mu romans z inna kobieta... I ja mam sie tym przejac!
        Inna sprawa - muzyka. Jakos nic nie pamietam z filmu Coppoli, a potrafie do
        dzis zanucic "Quezas, quezas, quezas" (przepraszam za blad w transkrypcji,
        jesli go popelnilem).

        Moze jestem zbyt surowy, jak napisalem na wstepie, sa w filmie Coppoli niezle
        sceny (np. "urwanie sie" z polazu tanca erotycznego ze slowami pozegnania
        wypowiedzianymi w kierunku wypietej pupy tancerki). Wlasciwie nawet nie zaluje,
        ze obejrzalem ten film. Ale do zachwytu daleko.

    • Gość: Wod Re: Między słowami IP: *.ljcrf.edu 27.03.04, 00:21
      Niesamowity film, nietypowy. Nie dla wszystkich. Prawdziwy.
      • Gość: sas Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.04, 03:33
        I znowu slogany.
        • michaelandro Re: Między słowami 27.03.04, 10:55
          a ja już nie czytuje recenzji. To jak odbieramy film jest sprawą tak daleko
          subiektywną, że całe to pisanie nie jest wiele warte. Tym bardziej, że często
          są to przechwałki na temat tego co kto w kinie widział, lub tego jak by
          poprowadził w danym momencie kamerę.
          Ja uwielbiam "lost in translation" ale już "drużnika", którym się wszyscy
          zachwycają nie mogę znieść. Lubię poczytać forum i czasem podyskutuję, ale
          zajmuje bezpieczny dystans.
          dzisiaj wybieram się na okna :)
    • Gość: fan Re: Między słowami IP: 213.76.128.* 27.03.04, 12:28
      Moim zdaniem mocno przereklamowany. Jestem zawiedziony. Polecam dla
      kontrastu "Dróżnika"...
    • Gość: gośka Re: Między słowami IP: 80.55.37.* 28.03.04, 16:40
      Najbardziej podobało mi się nocne życie Tokio.
      I plecy B.M. :)
      • Gość: Przemek Re: Między słowami IP: *.tele.pw.edu.pl 30.03.04, 12:41
        "Najbardziej podobało mi się nocne życie Tokio."

        Chyba jako karykatura... Wszystko tam zamerykanizowane, nic autentycznego.
        Trzeciorzedne piosenkarki i przyglupie hollywoodzkie starletki graja tam role
        gwiazd pierwszej wielkosci.

        Jesli cos mi zostanie w pamieci, to (nie liczac smiesznych jezykowych lapsusow)
        to poranek na nieskazitelnie zielonym polu golfowym z konturem Fudzijamy w
        tle... i moze drewniane swiatynie Kioto.
        Te sceny naleza jakby do innego filmu, bohaterowie sa w nich sami, nie
        zanudzaja nas tym swoim niby-romansem.
        • Gość: gośka Re: Między słowami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.04, 14:43
          jako karykatura, czy nie jako karykatura
          po prostu podobało mi się
    • Gość: Marco Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 13:40
      Zupelnie sie nie zgadzam. Ten film jest pusty i zalosny.

      Droga gazeto, od dawna ogladam wylacznie filmy otrzymujace od was wiecej niz 5
      gwiazdek. Przez kilka lat schemat ten zapewnia mi dostep do najwyzszej jakosci
      obrazu. Teraz jednak jestem zalamany gdyz w zadnym wypadku nie zgadzam sie
      by "Miedzy slowami" otrzymalo 6 gwiazdek!!!!! To skandal. Ten film zasluguje
      zaledwie na 3-4. Rozumiem ze to nazwisko rezyserki tak podzialalo na zawyzenie
      oceny, bo nie podejrzewam jakis komercyjnych powiazan :)
    • Gość: ea Re: Między słowami IP: 81.15.233.* 07.04.04, 13:52
      byłam w kinie i .......wielkie rozczarowanie. Jednym słowem - nudny film o
      nudzeniu się.
    • Gość: vesca Re: Między słowami IP: 217.153.87.* 17.04.04, 14:14
      jeśli ktos twierdzi, że ten film jest pusty i żałosny, to sam jest pusty i
      żałosny. ciekawy, ładnie nakręcony i, jak na amerykańskie kino, bardzo
      orginalny film o emocjach. scena ze stopą - ciepła erotyka. i scena końcowa -
      przyjemnie niehollywoodzka. no i część z karaoke.. polecam tym, którzy mają
      jeszcze w sobie to 21 gram.
    • amnesiac_79 Re: Między słowami 05.05.04, 14:01
      Widzialem "Lost in translation" dopiero przedwczoraj i musze przyznac, ze
      zaskoczyl mnie pozytywnie. Nie wczytywalem sie w recenzje, a tu okazalo sie, ze
      to jest wlasnie "moje kino".
      Ostatnim razem takie wrazenie zrobila na mnie chyba "Magnolia".
      Z drugiej strony przegladajac poprzednie opinie na forum nie moge polecic tego
      filmu kazdemu, bo to dosyc specyficzny obraz i rozumiem, ze nie kazdemu sie
      spodoba.
    • Gość: baola Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 18:51
      Film genialny. Czy nie można kupować więcej takich filmów zamiast tandety jak
      np. "Rrrrr"?
    • Gość: anja Re: Między słowami IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.04, 08:24
      Ja już się wypowiadałam o tym filmie pare miesięcy temu, a teraz tylko dodam,
      że od tej pory nie widziałam w kinie nic co by mnie w równym stopniu zachwyciło
      jak film Coppoli.
      Moim znajomym z kolei, którzy tak jak ja sa kinomaniakami film się dłużył i nie
      podobał, co potwierdza tylko moją poprzednio wyrażoną tezę, że jest to kwestia
      wrażliwości.Nie żeby ktoś miał lepszą czy gorszą, ale inną po prostu.
    • haniballecter123 Re: Między słowami 04.08.04, 10:03
      Mi się film bardzo podobał.Oglądałam z zapartym tchem i nie myślałam o tym żeby
      iść sobie herbaty zrobić
      • puziel czemu? 02.10.04, 16:46
    • Gość: elen Re: Między słowami IP: *.jgora.dialog.net.pl 26.11.04, 14:13
      Nie jestem znawcą kina, wiec moja ocena 'Miedzy Słowami' opiera się wyłącznie
      na własnej wrazliwosci. Nie czytałam tez recenzji (tyle tylko, ze wiedzialam ze
      film jest generalnie chwalony), wiec nie mialam wielkich oczekiwan ani
      okreslonego nastawienia do filmu. Wlasciwie film wpadl mi w rece prezypadkiem
      (okazalo sie, ze jest na komputerze) i pierwszy raz ogladalam go sama, a drugi
      raz z kolezanką - roznica byla ogromna. Moze jest to film, ktory zyskuje, kiedy
      oglada sie go w samotnosci - kameralny, wyciszony. I trzeba miec taki nastroj
      zeby sie w niego wczuc, zauwazyc w nim wszystko, co jest 'miedzy slowami'.
      Jesli ktos nastawia sie na rozrywke, to pewnie sie zawiedzie. Mysle, ze
      najwieksza zaleta filmu jest to, ze tak wiele osob moze utozsamiac sie z
      głownymi bohaterami - właściwe pozornie szczesliwymi (rodziny, sukces,
      pieniadze) ale w tej konkretnej chwili zagubionymi, samotnymi (pobyt w takim
      mieście-molochu jak Tokio, w zupełnie innej kulturze, poglebia wrazenie
      alienacji). Najbardziej zachwyciła mnie scena z Charlotte siedzaja na parapecie
      okna hotelowego, patrzaca w doł na panorame Tokio, ze sluchawkami na uszach,
      sluchajaca tasmy o 'prawdziwym przeznaczeniu jej duszy'. Dla tej jednej sceny -
      oddajacej jej samotność, niepewność, niezdecydowanie, jej małość i
      niedoświadczenie wobec całego wielkiego świata, wobec życia, któremu bedzie
      musiala stawić czoła - warto było zobaczyć ten film.
      I Bob, który wiele 'potyczek z życiem' (wygranych bądź nie) ma juz za sobą, i
      chyba boi się, że nie ma juz zadnych przed nim.
      I ich przyjaźń, taka zwyczajna, platoniczna - bo obydwoje nie chca zniszczyc
      swoich malzenstw, zranic ludzi ktorych kochaja, i pewnie zdaja sobie sprawe, ze
      nawet gdyby zdecydowali sie pojsc dalej, to ich zwiazek predzej czy pozniej
      wpadlby na takie same rafy jak te obecne. Ich zwiazek jest piekny, bo jest
      bezinteresowny, spontaniczny, niewyrachowany. I to jest piekne - to przeslanie,
      ze dwoje ludzi moze byc dla siebie waznych, moga byc dla siebie pociechą, nawet
      jesli znaja sie tak krótko i wiedzą, że wkrótce się rozstaną, a to co ich
      łączy, pozostanie między słowami. Ale obydwoje wyniosa z tej znajomosci
      przekonanie, ze zycie moze byc piekne, nawet jesli czasami potrafi dokopac, a
      zwiazki miedzy ludzmi mogą byc glebokie, cieple i bezinteresowne (nawet w
      zdehumanizowanym Tokio).

      Jeszcze co do wczesniejszych opinii odnoście zdrady Bob'a - nie usprawiedliwiam
      go, ale facet był w ciezkiej depresji (po wystepie w 'prestizowym' talk-show :-
      D, nieporozumieniach z żona) i (co wynika z tego pierwszego) pewnie mocno
      pijany, wiec pewnie niezbyt sie kontrolowal ;)

      Podsumowujac: film mnie zachwycil. Ale nie oceniam go w kategoriach dziela
      filmowego (bo nie posiadam do tego odpowiedniej wiedzy), ale w kategoriach
      wlasnej wrazliwosci. Nawet jesli wszystko to, o czym opowiada Miedzy Słowami,
      juz w kinie bylo, to czy odbiera to automatycznie filmowi wartość? Czy jest
      jakis limit dobrych filmow na dany temat? ;)

      Pozdrowienia
      • Gość: ufok79 Re: Między słowami IP: *.softpro2.pl 27.11.04, 00:12
        zgadzam sie, ze ten film nalezy odbierac wrazliwoscia a nie analizowac fabule i
        zwroty akcji, ktorych tak na prawde w Miedzy Slowami prawie nie ma.
        Musze powiedziec, ze film widzialem juz ponad pol roku temu i od tej pory zaden
        obraz nie wywarl na mnie takiego wrazenia.
        Ale tak teraz mysle, ze gdybym wybral sie do kina ze znajomymi z nastawieniem,
        ze ide na typowa komedie, to moglbym przeoczyc niesamowity klimat i kto wie,
        czy jeszcze bym pamietal o Bobie i Charlotte...
        • kasiar74 Re: Między słowami 28.11.04, 20:00
          coś w tym jest, tego filmu sie nie zapomina. Sceny i przede wszystkim jego
          klimat wrzynaja sie głęboko w pamięć.
          • galeriafilizanka Re: Między słowami 04.12.04, 15:23
            jeśli jest tam trochę "mojej" Japonii, to muszę obejrzeć koniecznie :)
            • Gość: Regis Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.04, 10:58
              Przeczytałem kilkanaście opinii na temat Między słowami (najlepsza jest
              niejakiego Łysego - szacuneczek;) i co poniektóre wypowiedzi rozdrażniły mnie do
              tego stopnia że postanowiłem, że będę musiał i swoją, dość brutalną opinię
              przedstawić.
              Ja wiem czemu ludzie wychodzili w trakcie seansu(u mnie nie wychodzili ale z
              pełnego dezaprobaty cmokania wnosilem że najchętniej by to zrobili) Otóż ludzi
              uciekali ponieważ film został zaklasyfikowany, przez dystrybutora, kina i czort
              wie kogo jeszcze, jako komedia romantyczna. No to ludziska myślą - fajnie jakieś
              notting hill, love actually albo bridget jones tylko że ma dużo nominacji do
              oscara to może jeszcze większa beka będzie (no i laski+przystojniacy). A tu
              dupa. Film z romcomem nie ma nic wspólnego ponieważ jest to dojrzała, głęboka i
              jak najbardziej serio opowieśc o dwojgu jak najbardziej samotnych i smutnych
              ludzi. No i nie ma obowiązkowego w komediach romantycznych Happy Endu.
              NIe znaczy to że film nie jest śmieszny. Ale co to za humor... Wybaczcie państwo
              krytycy, ale ja wam zdradzę, choć narażę się na gromy. Otóż jest to humor
              inteligentny, subtelny, abstrakcyjny, lekko absurdaly i groteskowy. Niewątpliwie
              do jego zrozumienia potrzeba, mało że dużej inteligencji, to jeszcze
              wrażliwości. I jestem pewien, że dla większości przeciwników filmu jest to humor
              dziwaczny i niezrozumiały.
              Film jest rewelacyjny. Prawdopodobnie najlepszy z powstałych w ostatnich kilku
              latach jaki widziałem. Bardzo subtelnie przedstawia tę słodko-gorzką
              historię:jak to zderzenie dwojga nieszczęsliwych ludzi może być zabawne i
              urocze. I jak bardzo niemożliwe jest czasem szczęście. Film jest świetnie
              skonstruowany, ewolucja uczuć pokazana jest w sposób bardzo nienarzucający się,
              cień fatalizmu wraz z końcem filmu skrada się by zatriumfowac w ostatniej scenie.
              Bohaterowie grani przez Murraya i Johanson to zywe osoby, takie ktore ja znam i
              spotykam codziennie. Zero hollywoodu w budowie postaci, dialogach, grze aktorskiej.
              Nie widziałem Virgin Suicides, obejrzę chętnie ale nie mam złudzeń: nie wierzę
              żeby wcześniej Copolla nakręciła coś równie dobrego. Nie wiem też, czy uda się
              zrobić coś takiego poźniej. Chcialbym się mylić;)
              • jasiek_natolin Re: Między słowami 05.12.04, 12:42
                Pierwszy jej film był na pewno interesujący, nie na tyle jednak ,bym mógł
                przypuszczać,że po nim nastąpi taka eksaplozja talentu.Bo "Między słowami" jest
                taką eksplozją niewątpliwie.
                A ja wierzę,że Coppola nakręci jeszcze wiele równie dobrych albo i ciekawszych
                filmów.
                Chyba jutro wybiorę się do kina,żeby znowu obejrzeć "Między słowami".A
                najlepsza scena tego filmu? Johanson przyglądająca się zasuwającemu na
                gitarze "Richardsowi"?Jej oczy w tej scenie,w ogóle zresztą w całej sekwencji
                wędrówki przez współczesne piekło ,a raczej piekiełko,jakim jest w tym filmie
                tokijskie centrum rozrywki.
                • Gość: art Re: Między słowami IP: *.acn.waw.pl 17.01.05, 23:48
                  Wlasnie wrocilem z Luny. Bardzo dobry film.

                  I to za 5 zlotych. Chodze od dzis do Luny co tydzien ;))))

                  Pozdrawiam
    • quasimodo subtelny i delikatny 22.01.05, 22:20

      wspaniały:)

      Sofia ma wielki talent
      Bill i Scarlett w tym filmie po prostu byli
      i to jak BYLI!

      obejrzałem go pierwszy raz przed dwoma miesiącami
      w małym zapomnianym kinie,może z sześć osób na sali
      cisza,spokój,pięknie opowiedziana historia
      wyjątkowy wieczór:)

    • Gość: ketos Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 21:30
      to magiczny film o jeszcz bardziej magicznej historii!jdnak najbardziej cenie
      go za naturalność-w 100% można go opisać na wiele pozytywnych sposobów!!:)
    • Gość: pawciogafcio Re: Między słowami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 01:18
      Film jakich malo!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka