Gość: metaliczna IP: *.necik.pl 06.08.04, 12:02 kocham Metallice i uwazam ze kazdy fan powiniec obejrzec ten dokument Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: RottenMan Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.04, 17:54 Metallica to wielka komercha i wielka kupa. Nie polecam filmu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SUICYCO GROOVER Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.stacje.agora.pl 06.08.04, 18:44 Rotten Man - na jakiej podstawie nie polecasz filmu którego nie widziałeś? Odpowiedz Link Zgłoś
cze67 Re: Metallica: Some Kind of Monster 06.08.04, 18:56 Polecam z czystym sercem, nie tylko wielbicielom zespołu, ale ludziom ciekawym, co też dzieje się z grupą ludzi, którzy grają ze sobą (bo muszą, bo chcą?) 20 lat. Jak trudno im się dogadać, jak ciężko wydobyć z siebie pierwotną radość grania (która była pomysłem na nagranie St. Anger). Jest kilka naprawdę mocnych kawałków, szczególnie w czasie rozmów Larsa i Jamesa, a już najbardziej w czasie rozmowy Larsa z Dave'm Mustainem. PS. St. Anger przesłuchałem dwa razy. Nie spodobała mi się ta płyta. Znając okoliczności jej nagrywania, sięgnę po nią po raz trzeci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: metallicafans.net Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.com.pl 06.08.04, 21:37 Poniżej zamieszczam recenzje mojego autorstwa, życzę miłej lektury:) Nic nie zapowiadało, że 24 lipca będzie pod jakimś względem dniem wyjątkowym. Słoneczna (!) pogoda, zwykły dzień, zwykła sobota - tyle, że nie we własnym mieście, a w Cieszynie, do którego przyjechałem przede wszystkim na seans filmu stworzonego przez Joe Berlingera i Bruce'a Sinofsky'ego. Filmu to mało powiedziane - dzieła, które przez prawie 140 minut mniej lub bardziej wciskało w fotel, w mniejszym lub większym stopniu wywołującego wzruszenie ludzi, którzy o godzinie 16 już siedzieli w (niewygodnych) fotelach kina Era (Czeski Cieszyn). Film ukazuje zespół od zupełnie innej strony niż ta, którą dotychczas znaliśmy. Nie ma już Jamesa Hetfielda, który na przed koncertem, w jego trakcie ("drinking music maestro") i po wypija hektolitry piwa i wódy. Jest za to nowy James. W pewnym momencie filmu przestaje przypominać on faceta, który przez ponad 20 lat był symbolem ostrej rock'n'rollowej zabawy. Maska twardziela, pijaka i kogoś, dla kogo liczyła się kiedyś tylko Metallica - tej maski już nie ma. James podczas swojej ostatniej kłótni z Larsem ukazuje swoje prawdziwe oblicze - gościa, który doskonale umie kontrolować sytuację w zespole, krytykować ludzi, jednocześnie będąc bezkrytycznym wobec siebie i tracąc kontrolę nad swoim życiem. Alkohol jest dla niego źródłem spokoju. Z rozrzewnieniem wspomina przed kamerą polowania na niedźwiedzie na Syberii, gdzie wódka była dla niego codziennością, dobrą zabawą. Traci jeden z najważniejszych momentów w życiu (jeśli nie najważniejszy) - pierwsze urodziny swojego najmłodszego syna. Jest wtedy właśnie na Syberii i pije "za jego zdrowie". Alkohol, który wykreował wizerunek twardego faceta, gościa trzęsącego sceną heavy-metalową lat 80. i 90. Właśnie ta używka sprowadza go na samo dno, gdy on sam, James Hetfield musi podjąć decyzję o opuszczeniu zespołu na blisko rok i podjęciu kuracji odwykowej. Oglądając film odnosi się wrażenie, że gdy zaczyna brakować w nim Jamesa, który już wtedy się leczy, zaczyna jednocześnie brakować głównego trzonu zespołu. Metallica umiera. Reszta zespołu podejmuje "walkę o pacjenta", która staje pod znakiem zapytania, gdy Kirk kontaktuje się z Jamesem (ciągle na odwyku). Hetfield podejmuje decyzje mające go przybliżyć do swojej najważniejszej rodziny - nie Metalliki, a żony i dzieci, które kocha z pewnością bardziej niż Larsa, Kirka i Boba Rocka. Po powrocie z odwyku Jamesa, gdy zespół opuszcza niemoc twórcza, będąca źródłami wielu konfliktów, reżyserowie ukazują nam prawdziwą twarz Hetfielda. Nie ma już pozerstwa, nie ma maski rock'n'rollowca. Jest za to ktoś, z kogo wyraźnie stara się wydostać na światło dzienne druga postać - prawdziwy James Hetfield, ojciec, mąż, a nie tylko rozpity Horseman. Jednak wraz z uzewnętrznieniem się uczuć Jamesa, uzewnętrznia się również jego ego. Jest to powodem ostrych starć w zespole, którym stara się zaradzić Phill Towle - psychoterapeuta wynajęty przez zespół po odejściu Jasona i pójściu przez Hetfielda na odwyk. Momentów budzących gniew, wywołujących niepokój związany z rychłym upadkiem metalowego giganta, budzących współczucie, wywołujących śmiech ("nastrovia" - przypomnienie Chorzowa 31.05;)) ale również wywyłujących olbrzymie wzruszenie - takich chwil znajdziecie w tym filmie mnóstwo. Nie ma się co oszukiwać - nie będzie osoby na sali, której chociaż przez chwilę serce nie podejdzie ze wzruszenia do gardła, gdy zobaczy chociażby Jamesa bawiącego się ze swoją córeczką - już nie ostrego metalowca, ale troskliwego ojca. I możecie mi wmawiać, że Hetfield zburzył tym samym swój "piekielny" wizerunek, ale kto nie widział filmu niech lepiej wszelkie komentarze zatrzyma dla siebie. Fakt, że po obejrzeniu po niektórych sytuacjach pozostaje niesmak, ale na pewno nie utraci się sympatii do członków zespołu, którzy odsłaniając swoje ego, uwalniając na światło dzienne sto procent swojej prywatności ukazali również proces twórczy jednego z najważniejszych albumów w swojej historii - "St. Anger". Ciągle niezdecydowanych na film bardzo gorąco zachęcam do pójścia do kina i obejrzenia. Film z pewnością nie jest przereklamowany, przekazuje nie tylko wartości czysto wizualne (a więc obraz i doskonałą muzykę genialnego zespołu), ale również jest medium, za pomocą którego The Four Horseman oczyścili swoje sumienia, ukazując się również od prywatnej, ludzkiej strony. Gorąco polecam! autor: Łukasz Mazurkiewicz "Lars" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rzul Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 14:53 Byłem akurat na festiwalu w Cieszynie kiedy ten film leciał... dla mnie to po prostu pokazuje czemu nowa płyta jest do ****. Każdy z zespołu wypowiadał się na temat gry drugiego... i w ten sposób powstał St.Anger... każda piosenka praktycznie taka sama... dla mnie to juz nie jest Metallica... jeszcze terapeuta który pomaga w tworzeniu płyty <hahaha> uważam ze kto ceni ten zespół za jego pierwsze płyty nie powinien tego filmu oglądać... w skrócie: film dla fanów st.Anger'a Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.u.mcnet.pl 07.08.04, 14:16 To cholernie wartosciowy film. Pokazuje, ze takze ludzie, ktorzy sie bardzo roznia, i ktorych ega sa na kursie kolizyjnym, potrafia sie ze soba dogadac. I przy okazji stworzyc dobra plyte ;-) Jasne, motywowala ich kasa, ale mimo tego mozna sie od nich sporo nauczyc. Np. otwartego mowienia o wlasnych uczuciach. Polecam nie tylko fanom metalu. PS. A dwie gwiazdki od "Gazetowego" recenzenta - parafrazujac Larsa: up his ass Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.u.mcnet.pl 07.08.04, 14:17 To cholernie wartosciowy film. Pokazuje, ze takze ludzie, ktorzy sie bardzo roznia, i ktorych ega sa na kursie kolizyjnym, potrafia sie ze soba dogadac. I przy okazji stworzyc dobra plyte ;-) Jasne, motywowala ich kasa, ale mimo tego mozna sie od nich sporo nauczyc. Np. otwartego mowienia o wlasnych uczuciach. Polecam nie tylko fanom metalu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolorka2 nie tylko dla fanów metalu, fakt IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 07.08.04, 20:25 Świetny dokument, kawał kina, wciaga nawet osoby, które nie akceptują ani muzyki, ani estetyki metalowej (jak ja ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sven Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 14:32 Ludzie się czepiają! Chłopaki mieli kryzys w zespole, ale nagrali dobrą płytę i miejmy nadzieję, że już wszystko będzie OK!!! Każdy fan ten film i tak zobaczy i będzie miał swoje indywidualne do niego podejście. A to co piszą tzw. krytycy to już tylko ich osobiste wypociny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dorota Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.09.04, 15:00 "scena absolutnie żenująco nuworyszowska". Czy autor artykułu aby na pewno zna znaczenie słowa "nuworysz"?! Bo w tym kontekście, po obejrzeniu filmu, absolutnie nie pasuje mi ono jako określenie wspomnianej sceny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: James Hetwielt Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 15:04 Metalika jest bardzo dobra Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fieldy Sprzedam 1 bilet na film METALLICA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 14:40 Sprzedam 1 bilet na film METALLICA Some Kind Of Monster na 20.30, miejsce w środku , cena tak jak kupiłem w Kinie czyli 20 zł nie mogę niestety iść.tel601- 43-19-73 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: confused Re: Metallica: Some Kind of Monster IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 21:52 film o metallice pomógł mi zrozumieć czemu ostatnia płytka jest, delikatnie mówiąc, beznadziejna... ::-[|] i wybaczyłam im tę klapę ale mam wrazenie, że już nic nie będzie takie, jak kiedyś, bo jezeli tych 3 facetów już się nie potrafi dogadać i potrzebuje psychologa, to coś tu jest nie tak... ostatnia scena filmu, jak przystało na amerykańką produkcję z happy endem, jest oczywiscie przesadzona i przesłodzona i nistety nie uwierzyłam w ten nowy wspaniały świat, no way, panowie sie chyba powoli kończą ::-(<) cóż mogę jeszcze pwoiedzieć... ten dokument polecam wszystkim, nie tylko fanom cięzkiej muzyki, bo chyba nie ona jest tu najważniejsza Odpowiedz Link Zgłoś