Gość: lena
IP: *.g1.pl
16.04.02, 21:37
Malo co w kinie jest juz w stanie zaskoczyc, wszystko co zakazane juz bylo
pokazane.. az nagle okazalo sie mozna jeszcze bulwersowac.
Idac do kina na "Pianistke" moglam przypuszczac, ze Haneke nie bedzie
idealizowal ( patrz "Funny games" ); ale nie myslalam, ze posunie sie az tak
daleko w ciemne zakamarki ludzkiej zwichrzonej, chorej psychiki...
Czemu ma sluzyc ten film? Przestroga? Ostrzezenie? Czego obawiac sie moze
czlowiek, ktory staruje w zycie z czysta karta, ktora dopiero pozniej zapisuja
inni ludzie, zdarzenia? A moze tabula rasa to mit, moze wszystkiemu winne sa
geny, przyrodzone skolnnosci? Bo czy wystarczy zaborcza, chrobliwie kochajaca
matka i samotnosc (?) w muzyce by byc jak Erica..