Gość: ms
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.10.04, 10:38
[UWAGA! kilka spoilerów]
"Chodząc po wodzie" / "Walk on water"
(Izrael)
Agent Mossadu na tropie hiterowskiego zbrodniarza. Odgrywa rolę przewodnika
turystycznego dla młodego niemieckiego turysty aby dotrzeć do mrocznych
tajemnic jego dziadka...
Film ogląda się dobrze i jest to przede wszystkim zasługa postaci głównego
bohatera. Eyal został zagrany wprost fantastycznie przez Liora Ashkenaziego.
Eyal, trzydziestoletni, odrobinę flegmatyczny, ze sporym dystansem do siebie
i świata i z niezwykle ironicznym spojrzeniem zwłaszcza na swojego młodego
gościa z Europy. Film opowiada o niebanalnych sprawach, jednak sala kinowa
często wybucha zdrowym śmiechem i jest to w 90% zasługa Ashkenaziego.
Po obejrzeniu mam jednak mieszane uczucia. Niepotrzebnie wpleciono wątek
Palestyńczyków, zupełnie nieprzystający do wątku głównego, nic do filmu nie
wnoszący, a nie rozwinięty tak, aby mógł rzeczywiście coś wnieść. W efekcie,
po scenie tej pozostaje niesmak, który do końca filmu nie pozostaje
rozładowany.
Pierwsza część filmu to reklamówka turystyczna Izraela, niezwykle potrzebna
mieszkańcom tego kraju zwłaszcza w kontekście zamachów terrorystycznych,
które odstraszają turystów. Nie mam tego twórcy filmu za złe, acz w kilku
momentach ów folder turystyczny wydawał mi się nieco zbyt nachalny.
Przezabawne dialogi i sceny z udziałem dwóch głównych bohaterów łagodzą
jednak sprawę.
Niestety, w drugiej części film traci konsekwencję. Nasz agent bohater
popełnia błędy, których wstydziłby się nie tylko agent Mossadu, ale nawet
harcerz na podchodach. Do tego porażające braki logiki scenariusza. Film
traci przez to wiele ze swojego uroku (ale ma go ciągle sporo!).
Całość dobija przebanalizowane zakończenie. Nastąpiło za szybko, za
gwałtownie, a w odmianę bohatera... jakoś nie potrafimy uwierzyć! I tęsknimy
trochę za tym sarkastycznym Eyalem z początku filmu.
Szkoda, bo trudny temat rozliczania oprawców holokaustu zapowiadał się tu
bardzo obiecująco. Problem odpowiedzialności dzieci za grzechy rodziców
oraz - z drugiej strony - cierpienia dzieci z powodu cierpień ich rodziców
jest bardzo "filmowy", a reżyser już prawie go "miał". Niestety, potem film
mu się trochę rozjechał.
Jednak polecam go - to ciągle dobry kawałek kina. Ogląda się świetnie,
dzięki rewelacyjnemu Eyalowi i niezłej grze młodych aktorów niemieckich
(chociaż dziewczyna była trochę irytująca).
Plus za muzykę - sporo klasycznego rocka.
Ocena 4/6.
marcin