Gość: makavity
IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl
14.07.02, 09:00
Film w sumie taki sobie. Pearce znosny (choc kalkuje znany z tysiaca innych filmow obraz roztargnionego naukowca), FX-y calkiem,
calkiem (upływ czasu poza wechikułem) za to Morlkowie jakos dziwnie podobni (zarówno w wygladzie jak i w sposobie poruszania
sie) do orków z Władcy pierscieni.
Jednak najciekawsze jest to, że Amerykanie przedstawili w filmie kilka interesującuych faktów, ktore najprawdopodobniej odnalezli w
jakims specjalnym, nieznanym szerokim masom czytelników wydaniu ksiazki Wellsa. I tak na przyklad okazuje sie ze cala rzecz nie
dziala sie w Anglii, lecz w USA, bohater nie był Londyńczykiem, lecz... tak! zgadliscie! - był Nowojorczykiem Fani ksiazki Wellsa
dowiaduja sie z filmu także tego, co sklonilo bohatera do stworzenia maszyny czasu - mianowicie okazuje sie ze on miał ukochana,
ktora w tzw. miedzyczasie zeszla i jemu zalezalo na tym aby odwrocic bieg wydarzen . Okazuje się że ludzkosc przyszlosci nie
dzielila sie na 2 rasy - Morlokow i Elojów, lecz byli jeszcze ci, ktorzy tym wszystkim sterowali - czyli pociągali za sznurki z ukrycia
(przy okazji ujawniona została cała filozofia zwiazana z problematyką podrózy w czasie ;)) .
Jednak najwieksze swiństwo ci podli wydawcy zrobili nam, czytelnikom, fałszując zakończenie ksiazki. Bowiem tak naprawde to Alex
wcale nie powrocil do swoich czasow lecz zniszczyl wechikuł po to, aby spowodowac eksplozje ktora unicestwila podziemną
kryjowke Morloków Sami więc widzicie ze dotad znalismy powieść perfidnie zafałszowaną przez pazernych, nastawionych na jak
najszerzy krąg czytelników wydawców. Chwała więc twórcom filmu za to, ze odkryli przed nami całą prawde!
Herbert George byłby z nich dumny.