megasia
17.10.02, 11:31
Wczoraj widziałam "Ediego". Przykro mi to mówić, ale dla mnie film był
wielkim rozczarowaniem. Po prostu - niestety - kiepski scenariusz. Mocno
wydumany - zbieracze złomu i mafiozi, cytaty - dosłowne i nie z "Romea i
Julii" z elementami historii Abelarda, plus Elvis Presley - każdy dzień może
być wigilią ("why can't every day be like Christmas"). OK, zgadzam się -
piękne zdjęcia, ale nie dla zdjęć (jedynie)chodzi się na film. Henryk
Gołębiewski - oczywiście bardzo dobry i prawdziwy, ale nawet on -
przynajmniej moim zdaniem - nie uwiarygodnił dialogów.
Bardzo przykro jest mi oceniać w ten sposob film, który jest z gruntu wielce
szlachetny w przesłaniu. Ale dobrymi chęciami wybrukowane są podobno bardzo
gorące rejony, a niespójności, niekonsekwencji, naiwności i braku logiki tego
filmu nie można rozgrzeszać szczytnymi zamierzeniami. Ten film mnie nie
wzruszył!! A powinien!!
Paradoksalnie jednak uważam, że to Edie powinien nas reprezentować w walce o
oskarową nominację. Dzień Świra, chociaż o niebo lepszy - jest zbyt polski,
zbyt hermetyczny i jak się zdaje - nie może być zrozumiały dla Akademii.
Edie, chociaż rozczarowuje, moim zdaniem wpisuje się w logikę
kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny". Pozostaje życzyć sukcesów...