Dodaj do ulubionych

Solaris***

IP: *.icpnet.pl 12.02.03, 19:43
Zgadzam się z redaktorem "Gazety" - ten film zdecydowanie jest
nudny. Poza tym - George Clooney. O niektórych aktorach mówi się,
że grają oczami, inni - mimiką twarzy. Clooney gra torsem. I
skutkuje to tym, że film nadaje się do innej jeszcze części ciała...
Obserwuj wątek
    • Gość: Elżbieta Re: Solaris*** IP: 212.76.37.* 13.02.03, 11:00
      Z trudem wysiedziałam na filmie. Zmuszałam się do koncentracji
      i pierwszy raz od dawna nie wychodziło to mi. Film ten nic mie
      nie dał, a jedynie zmęczył. Poza tym brak w nim dobrej enegii,
      no magii, której oczekiwałam.Silenie sie na odkrywanie w tej
      ekranizacji metafizycznych przesłań jest mocno naciągane...
    • Gość: Elżbieta Re: Solaris*** IP: 212.76.37.* 13.02.03, 11:04
      Z trudem wysiedziałam na filmie. Zmuszałam się do koncentracji
      i pierwszy raz od dawna nie wychodziło to mi. Film ten nic mi
      nie dał, a jedynie zmęczył. Poza tym brak w nim dobrej enegii,
      no i magii, której oczekiwałam. Silenie się na odkrywanie w tej
      ekranizacji metafizycznych przesłań jest mocno naciągane...
      • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 14.02.03, 11:40
        Nic dziwnego. Budzet za maly na porzadne
        efekty specjalne, zreszta film zrobiony na
        podstawie marnego tlumaczenia z tlumaczenia
        na francuski...
        mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
    • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 14.02.03, 11:12
      Tu sie zgadzam z autorem recenzji. Hollywodzkie
      "Solaris" to takie "love story in space", na
      dodatek nudnawe i z malym (jak na Hollywood)
      budzetem...
      Lepiej poczytac (w oryginale) powiesc Lema!
      Kagan
      mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
    • Gość: orange Re: Solaris*** IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 18:19
      Na film poszedłam dzięki bogu przed przeczytaniem jakiejkolwiek
      recenzji naszych szanownych krytyków. Lema czytać nie cierpię
      więc traktowałem "Solaris" jako niezależne dzieło, co wyszło mi
      chyba na dobre. Mówiąc krótko bawiłem się bardzo dobrze a
      śledzenie opowiedzianej w sposób trzymający w napięciu fabuły,
      nie dało szansy pojawić się nudzie. Na koniec prośba: Jeśli
      czytasz ten tekst, znaczy to że na film nie masz po co iść, gdyż
      musisz już znać wypowiedź krytyka GW który "sprytnie"
      opowiedział 80% fabuły. Odbierze Ci to z pewnością całą frajdę..
      • Gość: Benek Re: Solaris*** IP: *.chello.pl 16.02.03, 18:59
        A mi sie film podobał!!! Dawno sie tak dobrze nie wyspalem....
    • Gość: Grzegorz smutne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.03, 19:27
    • Gość: ajem Re: Solaris*** IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 22:46
      Nie zgadzam się z redaktorem "Gazety". Napewno interpretację
      filmu i rozwiązanie paru nierozwiązanych zagadek ułatwiłoby mu
      przeczytanie słów znajdujących się na plakacie reklamującym
      film... brzmią one "How far would you go to get a second chance"
      Po przeczytaniu polecam wybrać się na film raz jeszcze
    • sniegu Re: Solaris*** 17.02.03, 10:18
      Obejrzałem ten film nie obciążony książką Lema, i uważam że jest
      to jedna z ciekawszych opowieści o miłości, o uczuciu, o
      człowieku i jego "istynktach".
      Już dawno nie widziałem filmu który po obejrzeniu daje tak wiele
      do myślenia,a Soderbergh jest jednym z nielicznych reżyserów
      pierwszej piątki Holywood, który nas do tego zmusza. I to jest
      jego największym atutem.
      • Gość: kinomanka Re: Solaris*** IP: *.ltk.com.pl 17.02.03, 12:21
        DLa mnie film jest splaszczony. Tresc, zamysl jest swietny. Ale dlaczego
        rezyser ukazal tylko watek milosny? Tam chodzi o cos wiecej...

        Powiem tak. Mi sie nie podobalo, ale nie zaluje ze obejrzalam. Moj maz byl
        zachwycony. Warto film zobaczyc, chociazby zeby wyklarowac wlasne zdanie...
    • Gość: Adam16 Re: Solaris*** IP: *.allianz.pl 18.02.03, 10:21
      Osobiście dołożyłbym 1* więcej. Na film wybrałem się po przeczytaniu materiałów
      o Solaris w Dużym Formacie i to był dobry pomysł! Nieobciążony zanadto książką
      (te lata szybko lecą) przyjemnie spędziłem czas zastanawiając się nad sensem
      tego wszystkiego dookoła. Atmosfera stacji kosmicznej jest przy tym niesamowita
      i trochę się udziela (przynajmniej mi w czasie zjazdu windą do garażu). Polecam
      tym miłośnikom gatunku którzy nie gustują w efekciaskich i głupawych
      produkcjach SF w rodzaju "Raportu Mniejszośći".
    • Gość: Epona Re: Solaris*** IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.02.03, 11:29
      A czy ktoś wie, jak odebrał film Stanisław Lem? To może być ciekawsze niż sam
      film... Pytam, bo może gdzieś przeoczyłam. :|

      Epona
    • Gość: bicz boży Re: Solaris*** IP: *.man.polbox.pl 18.02.03, 17:49
      Dupa Kluneja w kosmosie - i nic nie wiadomo i zgroza....
    • oyey Re: Solaris*** 19.02.03, 20:37
      Oyeyq, nudziłem się na tym filmie. Nic w nim nie gra. Niski poziom gry
      aktorskiej, fabuła niespecjalna. Nie znam oryginału wg Lema, pewnie było to
      trudne do realizacji i przerobienia na sensowny scenariusz, i twórcom nie
      wyszło. Nie dziwię się, że film furory za oceanem nie zrobił, tutaj też nie
      zrobi. Pytanie: po co ktoś sie do tego filmu zabierał, skoro nie miał na niego
      pomysłu ? A firmują to "dzieło" dość znaczące nazwiska.
    • Gość: tls film robi wielkie wrażenie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 22:15
      zwłaszcza po dobrym dżojncie
      całkowicie podpisuję się też pod opinią samego Lema
      Stanisław Lem o "Solaris": "Trudno porównywać książkę, kilkaset kartek
      papieru zapisanych prawie pół wieku temu, do zaawansowanego
      technologicznie obrazu, wykorzystującego szczytowe osiągnięcia techniki
      filmowej i komputerowej, nad którym pracował cały sztab ludzi. Wizja
      artystyczna Soderbergha wydaje się przemyślana i konsekwentna, pozostaje
      jednak w pewnym oderwaniu od pierwowzoru. Reżyser na pierwszy plan
      wysunął tragiczną miłość Krisa i Harey - element emocjonalny zdecydowanie
      dominuje nad intelektualnym. Solaryjski ocean jest wielkim nieobecnym! Film
      ma swój niepowtarzalny, obezwładniający widza klimat. Nasycenie światłem,
      kolorystyka, ujęcia, muzyka, gra aktorska, oszczędne użycie efektów specjalnych, przejrzysta narracja -
      wszystko to
      tworzy dzieło niezwykłe, zaskakujące, prawdziwie nowatorskie. Soderbergh popełnił kawałek ambitnego,
      artystycznego kina - trudny do zgryzienia orzech dla masowego odbiorcy karmionego hollywoodzką papką".
      • Gość: orange Re: film robi wielkie wrażenie IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 23:17
        No po tej wypowiedzi nic nie należy dodawać.
        • Gość: Kagan Re: film robi wielkie wrażenie IP: *.vic.bigpond.net.au 22.02.03, 02:50
          Gość portalu: orange napisał(a):
          No po tej wypowiedzi nic nie należy dodawać.
          K: 27 lutego SOLARIS (hollywoodzkie) wchodzi na ekrany kin w
          Australii. Reklamuja ten film jako SF love sory in space z
          elementami hororu, i to w rubryce ogloszen towarzyskich...
          Do zobaczenia wkrotce! ;)
          Kagan
          • Gość: Kagan film robi nijakie wrażenie IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 06:14
            Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
            James’a Cameron’a
            Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
            “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
            żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
            recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
            Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
            filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
            największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
            pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
            Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
            “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym
            ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de
            facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w
            niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a
            Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w
            przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne
            pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów:
            George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey,
            o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej
            zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu).

            Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
            Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
            raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
            przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego
            tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney
            pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu.
            Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt
            mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania
            powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na
            temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast
            wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów,
            iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a
            jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie
            marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox
            przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z
            francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie
            powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk
            bohaterów).

            Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
            stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne
            namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie
            komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest
            niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to
            postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na
            siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze
            pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety
            “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych
            uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli
            Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed
            przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa.
            Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale
            to przenież nie jest żaden powód do dumy…

            Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
            Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
            wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
            strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
            Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
            początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
            efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
            znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
            techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
            Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
            jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
            Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
            “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są
            obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na
            pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu
            pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod
            uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972.

            Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
            “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
            kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27
            lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca
            (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film
            studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić
            filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z
            gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu,
            zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a,
            marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale
            jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972.
            Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem
            niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam
            się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania
            “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on
            wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie
            wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a…
    • Gość: Timida Re: Solaris*** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.03, 15:41
      Niestety brak tu tej iskry nawet jak na psychologiczny obraz
      science-fiction.Rozczarowana.Brak głębi, problem przedstawiony
      powierzchownie/jakoś nie tak ,żeby poruszyć/tak jak nasze
      polskie "Quo vadis"...Ale autor zadowolony...
    • Gość: Witek Re: Solaris*** IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 24.02.03, 14:45
      dla większości ksiązka też byłaby nudna. Książkę czytałem wiele razy, film mi
      się bardzo podobał (pomijając zbędny happy-end). Potraktowanie wątku miłosnego
      jako "wiodącego" było chyba jedynym mozliwym rozwiązaniem, i jednoczesnie nie
      spłaszczyło dramatycznie filmu w stosunku do książki (biorąc pod uwagę, że
      film to nie książka..). Niektóre zmiany w stosunku do oryginału nie były może
      całkiem zrozumiałe, ale ogólnie film naprawdę ok.
      pozdr. Witek
      • Gość: jena Re: Solaris*** IP: *.infonet.gda.pl / 192.168.6.* / *.infonet.gda.pl 25.02.03, 14:05
        Ja nie rozumiem o jakim happy endzie ty mowisz?
        • Gość: r. Re: Solaris*** IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 19:31
          Gość portalu: jena napisał(a):

          > Ja nie rozumiem o jakim happy endzie ty mowisz?

          hehehe
        • Gość: witek Re: Solaris*** IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 06.03.03, 14:46
          W książce duplikat Harrey ginie i tyle. Tu mamy nagle jakieś 2 duplikaty,
          które żyją sobie "długo i szczęśliwie". Za coś podobnego, o ile dobrze
          pamiętam Lem obraził się na Tarkowskiego (a ten zdaje się dodał jeszcze domek
          chyba nawet z rodzicami, na środku Oceanu). Takie zakończenie zmienia
          diametralnie wymowę utworu...:-( I jest IMHO kompetnie bez sensu.
          pozdr.
          Witek
          www.mongolia94.prv.pl
      • Gość: r. Re: Solaris*** IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 19:32
        Witek rulez!
        Pewnie, że tak.
      • Gość: lammanski do witka (SPOILER!) IP: *.wesola.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 04:20
        achtung: spoiler! (czyli zdradzam tresc ;-)


        co to za historia z ta podmianka snauta? na wszelki wypadek przeczytalem
        oryginal po raz 258smy i wciaz nie wiem na grzyba to bylo?
        czy to dla uzasadnienia (??) przyspieszonej ewakuacji? a wiec oddania sie
        bohatera we wladanie wszechoceanowi?

        bylem calkowicie zauroczony filmem do chwili kiedy spojrzenia dwojki
        mieszkancow stacji spoczely na suficie chlodni - w tym momencie zaczal sie
        gwaltowny i niepohamowany zjazd na dno, pozalowalem, ze nie mam pilnego
        spotkania, ktore kaze mi wyjsc z kina :-(
        moze jest jakas inna wersja tego filmu?

        do tej sceny: 7/8 pozniej 1/10 w sumie 2/5 :-(((

        kilka absurdow:
        1sza harey wyje z bolu, kiedy kelvin chce wyjsc siku; 2ga w czasie rozmowy
        trojga mieszkancow obraza sie, potrzasa grzywka i odchodzi w sina dal bez
        krzty udreki
        podczas nocnej rozmowy harey z mila murzynka pojawia sie na kilka klatek obraz
        rozbitych drzwi umazanych krwia - wyraznie shot do nieujetej w filmie sceny
        ogarnietej szalem harey scigajacej kelvina
        • Gość: Witek Re: do witka (SPOILER!) IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 06.03.03, 15:14
          Cenne obserwacje. Ja nie byłem aż tak wnikliwy, chociaż faktycznie większość
          zmian w stosunku do książki nie miała chyba sensu. Uderzyła mnie
          tylko "łagodność" sceny wskrzesznia się Rhei (chyba o tym ktoś tu pisał..)
          pozdr. W.
    • Gość: solaris Re: Solaris*** IP: *.miedzyzdroje.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 16:14
      film jest niezly, mnie sie podobal. ale ma jeden powazny problem - jest
      cholernie nudna. warstwa emocjonalna na jak najwyzszym poziomie, swietnie
      dobrani aktorzyz, ale scenariusz nie ma akcji. film jest ciagniety na sile,
      zbyt wiele wspomnien chrisa. na szczescie mistrz lem dal rezyserowi
      rozgrzeszenie...
    • Gość: Kagan Solaris czyli nudny romans w kosmosie IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 06:10
      Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
      James’a Cameron’a
      Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
      “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
      żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
      recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
      Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
      filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
      największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
      pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
      Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
      “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym
      ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de
      facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w
      niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a
      Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w
      przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne
      pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów:
      George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey,
      o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej
      zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu).

      Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
      Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
      raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
      przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego
      tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney
      pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu.
      Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt
      mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania
      powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na
      temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast
      wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów,
      iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a
      jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie
      marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox
      przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z
      francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie
      powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk
      bohaterów).

      Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
      stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne
      namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie
      komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest
      niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to
      postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na
      siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze
      pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety
      “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych
      uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli
      Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed
      przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa.
      Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale
      to przenież nie jest żaden powód do dumy…

      Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
      Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
      wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
      strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
      Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
      początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
      efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
      znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
      techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
      Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
      jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
      Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
      “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są
      obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na
      pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu
      pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod
      uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972.

      Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
      “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
      kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27
      lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca
      (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film
      studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić
      filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z
      gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu,
      zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a,
      marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale
      jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972.
      Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem
      niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam
      się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania
      “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on
      wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie
      wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a…
      • Gość: Witek Re: Solaris czyli nudny romans w kosmosie IP: *.gdynia.sdi.tpnet.pl 06.03.03, 14:26
        Witam
        Od znajomych z którymi byłem na seansie, usłyszałem, że film był może nie
        nudny, ale bardzo spokojny, usypiający (nie to co Matrix na przykład). Sądzę,
        że przeciętny widz po prostu ma znieczuloną zupełnie percepceję wybuchami,
        wyrafinowanymi mordami, itd. Wystrzelenia Rhei w kosmos i całego "podskórnego"
        napięcia akcji pewnie nawet nie zauważył... Stąd prosty wniosek: nudny
        romans... Powtórzę się: książka też dla większości będzie nudna i zrobić z
        niej wciągający film dla współczesnego widza to chyba prawie niemożliwe...
        Kolega Kagan oczywiście wie, że Lem "wiekim poetą był" ale kiedy ostatni raz
        czytał książkę ?
        Pozdr. Witek
        www.krym2000.prv.pl
        • Gość: Kagan Re: Solaris czyli nudny romans w kosmosie IP: *.vic.bigpond.net.au 08.03.03, 10:21
          Gość portalu: Witek napisał(a):
          Witam
          K: Ja tez.

          W: Od znajomych z którymi byłem na seansie, usłyszałem, że film był może nie
          nudny, ale bardzo spokojny, usypiający (nie to co Matrix na przykład). Sądzę,
          że przeciętny widz po prostu ma znieczuloną zupełnie percepceję wybuchami,
          wyrafinowanymi mordami, itd. Wystrzelenia Rhei (HAREY, u Lema NIE ma
          zadnej "Rhei", to wymysl tlumaczy) w kosmos i całego "podskórnego"
          napięcia akcji pewnie nawet nie zauważył... Stąd prosty wniosek: nudny
          romans... Powtórzę się: książka też dla większości będzie nudna i zrobić z
          niej wciągający film dla współczesnego widza to chyba prawie niemożliwe...
          K: Ale na "Solaris" Tarkowskiego sie nie nudzilem...

          Kolega Kagan oczywiście wie, że Lem "wiekim poetą był" ale kiedy ostatni raz
          czytał książkę ?
          K: Wlasnie ja tlumacze na angielski (z oprami, bo nie wiem, czy mi ktos to
          tlumaczenie wyda)...
          I raczej uwazam, ze "Solaris" wielka powiescia jest. O lemie ma zdanie
          ambiwalentne, p.
          mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
          Pozdr. Witek
          www.krym2000.prv.pl
          K: NAWZAJEM!
          mywebpage.netscape.com/ljkel2/index.html
    • Gość: Michal Re: Solaris*** IP: *.sa.bigpond.net.au 01.03.03, 11:24
      Solaris wreszcie zawital (zawitalo?) do Australii. Poszedlem
      obejrzec i postanowilem, ze zrobie to bez uprzedzen - nie bede
      myslal o ksiazce, bede myslal o filmie. A film podobal mi sie
      bardzo, jest inny, bardzo niehollywoodzki. W dzien po tym jak
      obejrzalem ten film, w lokalnej gazecie pojawila sie recenzja
      znanego i szanowanego krytyka Stana Jamesa ktory dal mu cztery
      gwiazdki (z pieciu). Watpie aby czytal on wczesniej ksiazke i
      nie mial wiec z czym filmu porownac. Bardzo mi sie jego opinia
      podobala, tak samo zreszta jak caly film.
      • Gość: Kagan Re: Solaris (pol gwiazdki na 5) IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 07:14
        Gość portalu: Michal napisał(a):
        Solaris wreszcie zawital (zawitalo?) do Australii. Poszedlem
        obejrzec i postanowilem, ze zrobie to bez uprzedzen - nie bede
        myslal o ksiazce, bede myslal o filmie. A film podobal mi sie
        bardzo, jest inny, bardzo niehollywoodzki. W dzien po tym jak
        obejrzalem ten film, w lokalnej gazecie pojawila sie recenzja
        znanego i szanowanego krytyka Stana Jamesa ktory dal mu cztery
        gwiazdki (z pieciu). Watpie aby czytal on wczesniej ksiazke i
        nie mial wiec z czym filmu porownac. Bardzo mi sie jego opinia
        podobala, tak samo zreszta jak caly film.
        K: I co z tego? W Age dostal nawet 4 i pol gwiazdki,
        na SBS dostal 4 na 5. Ale przeciez David Straton, czy jak mu tam,
        z SBS przyznal sie, ze ksiazka Lema byla dla niego za trudna...
        Film byl zreszta zrobiony na podstawie marnego tlumaczenia nie
        z polskiego, a francuskiego, i jest po prostu nudny i zle, teatralnie
        grany, bez tempa czy nastroju i bez filozficznej glebi ksiazki,
        taki anty "2001" Kubricka, z ktorego nieudolnie czerpal garsciami...
        Wiadomo, ze gusta zawodowych krytykow filmowych sa zboczone: oni najwyzej
        oceniaja filmy nudne, teatralne, bo tak ich ucza na uniwerytetach,
        gdzie do dzis literatura popularna jest traktowana po macoszemu.
        Ile musialem sie naprzekownywac, aby dopuszczone byly zajecia z literatury
        popularnej...
        Pamietam, ze w Polsce zawsze czytalem recenzje na opak, czyli szedlem do kina,
        jak film mial marne recenzje. Zadko sie mylilem (te odrzucone przeze mnie filmy
        ogladalem pozniej w TV, co mnie utwierdzalo, ze podejmowalem na ogol
        prawidlowe decyzje).
        Kagan
        PS: napisz, w jakiej gazecie i kiedy widziales te recenzje, bo chce zrobic
        sobie kopie...
    • Gość: zsolarowana Re: Solaris*** IP: *.tk.poznan.pl / 192.168.1.* 01.03.03, 11:27
      Jak dla mnie film może być i nic wiecej
    • Gość: Nu! Re: Solaris*** IP: *.bmj.net.pl 02.03.03, 05:43
      Dobry film - po prostu.
      Zgadzam się z Witkiem, co do sposobu ekranizacji ksiązki.
      I najważniejsze - temat i sposób jego rozwinięcia jest jak najbardziej lemowski.

      • Gość: Nu! I ciekawostka... IP: *.bmj.net.pl 02.03.03, 05:48
        o ile słuch mnie nie zmylił, to muzyka, której słuchał Snow (Snaut) to... ICP jedna z najbardziej obrazoburczych, bluzgających i w ogóle ostrych kapel amerykanskich!

        Zauważyłem też ten skrót (ICP) wpleciony w napisy technologiczne...
        • Gość: Kagan Re: I ciekawostka... IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 07:02
          Gość portalu: Nu! napisał(a):
          o ile słuch mnie nie zmylił, to muzyka, której słuchał Snow (Snaut) to... ICP j
          edna z najbardziej obrazoburczych, bluzgających i w ogóle ostrych kapel ameryka
          nskich!Zauważyłem też ten skrót (ICP) wpleciony w napisy technologiczne...
          K: Gust Soderbergha jest na niezbyt wysokim poziomie...
          Wspolczesna muzyka made in USA, sluchana setki lat pozniej...
          Ponizej dna... :(
      • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 07:04
        Gość portalu: Nu! napisał(a):
        Dobry film - po prostu.
        Zgadzam się z Witkiem, co do sposobu ekranizacji ksiązki.
        I najważniejsze - temat i sposób jego rozwinięcia jest jak najbardziej lemowski
        K: ??? Nudny romans zrobiony z Solaris to ma byc po lemowsku?
        Moze po dzisiejszym Lemie, ale nie tym z lat 1960tych...
        Lem znow jest na poziomie socrealizmu:
        mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html
        • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:21
          Wczoraj wieczor (niedziela 2 marca 2003) widzialem w TV kolejna wersje "Psa
          Baskervillow" ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC
          (dwoch Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt
          Day jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson. Mimo iz
          widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura
          Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka
          przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala wersje
          "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem). Moze gdyby
          rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood nakrecil
          "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy pasjonujaca
          historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma miejsce w klasycznej
          juz powiesci Lema. Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do
          ktorej nalezy juz, niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego
          talentu, a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami, jak
          Soderbergh... Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze
          skoro Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym
          Basil Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista od
          horroru), Larry Hagman (Dallas), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who), Edward
          Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine, Christopher Lee,
          Jeremy Brett i nawet Buster Keaton... Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa
          Kelvina zagra znow prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina gral
          tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny trzeciorzedny
          amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac swa niezbyt dla
          normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa razy w tym samym
          filmie... :(
          Kagan
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: Nu! napisał(a):
          > Dobry film - po prostu.
          > Zgadzam się z Witkiem, co do sposobu ekranizacji ksiązki.
          > I najważniejsze - temat i sposób jego rozwinięcia jest jak najbardziej
          lemowski
          > K: ??? Nudny romans zrobiony z Solaris to ma byc po lemowsku?
          > Moze po dzisiejszym Lemie, ale nie tym z lat 1960tych...
          > Lem znow jest na poziomie socrealizmu:
          > <a
          href="http://mywebpage.netscape.com/ljkel2/lem01.html"target="_blank">mywebp
          > age.netscape.com/ljkel2/lem01.html</a>
          • Gość: ona Re: Solaris*** IP: *.bphpbk.pl 04.03.03, 11:13
            drogi kaganie,
            zastanawia mnie upór z jakim uparcie publikujesz (kilkakrotnie, sic!!!) te same
            recenzje we wszystkich możliwych wątkach dotyczących "solaris".
            przyjmij do wiadomości, że tak jak tobie film się nie podobał, tak innych ma
            pełne prawo zachwycić czy wzbudzić w nich pozytywne uczucia i to, że z uporem
            maniaka będziesz kopiował i wklejał swoje recenzje, naprawdę tego nie zmieni.
            ktoś wysłał cię do psychiatry, również mnie jako psychologa "in spe" twoja
            postawa bardzo zastanawia.
            serdecznie pozdrawiam
            • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 04.03.03, 11:32
              Gość portalu: ona napisał(a):
              drogi kaganie,
              zastanawia mnie upór z jakim uparcie publikujesz (kilkakrotnie, sic!!!) te same
              recenzje we wszystkich możliwych wątkach dotyczących "solaris".
              K: Robie Lemowi reklame...;)

              przyjmij do wiadomości, że tak jak tobie film się nie podobał, tak innych ma
              pełne prawo zachwycić czy wzbudzić w nich pozytywne uczucia i to, że z uporem
              maniaka będziesz kopiował i wklejał swoje recenzje, naprawdę tego nie zmieni.
              K: Pewnie ze nie, ale moze niektorym da (moze) cos do myslenia...
              Ja nie jestem misjonarzem, ja nikogo nie nawracam, jeno
              prowokuje do dyskusji i testuje przy okazji swoje teksty...

              ktoś wysłał cię do psychiatry, również mnie jako psychologa "in spe" twoja
              postawa bardzo zastanawia.
              K: Jako psycholog NIE masz ku temu kwalifikacji. ja tez studiowalem nieco
              psychologie i psychologie spoleczna (jako nauki pomocnicze i uzupelniajace
              socjologie), ale nie jestem tak glupi, jak ci forumowicze o ktorych piszesz,
              aby wystawiac diagnozy na podstawie jednego czy dwoch postow. marnie cie
              ucza na tym uniwerku! Nie wiesz, jaka baterie znormalizowanych testow
              trzeba zastosowac, aby wydac w miare poprawna diagnoze? Slyszlas np.
              o Minnesota Inventory? Wiesz ile tam jest pytan? radze zmiane uczelni
              (bron Boze nie studiuj w Polsce na prywatnej) albo kierunku studiow...
              Kagan
              • Gość: ona Re: Solaris*** IP: *.bphpbk.pl 05.03.03, 10:53
                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                > Gość portalu: ona napisał(a):
                > drogi kaganie,
                > zastanawia mnie upór z jakim uparcie publikujesz (kilkakrotnie, sic!!!) te
                same
                > recenzje we wszystkich możliwych wątkach dotyczących "solaris".
                > K: Robie Lemowi reklame...;)
                >
                > przyjmij do wiadomości, że tak jak tobie film się nie podobał, tak innych ma
                > pełne prawo zachwycić czy wzbudzić w nich pozytywne uczucia i to, że z uporem
                > maniaka będziesz kopiował i wklejał swoje recenzje, naprawdę tego nie zmieni.
                > K: Pewnie ze nie, ale moze niektorym da (moze) cos do myslenia...
                > Ja nie jestem misjonarzem, ja nikogo nie nawracam, jeno
                > prowokuje do dyskusji i testuje przy okazji swoje teksty...

                Ona: szkoda, że wciąż te same...

                >
                > ktoś wysłał cię do psychiatry, również mnie jako psychologa "in spe" twoja
                > postawa bardzo zastanawia.
                > K: Jako psycholog NIE masz ku temu kwalifikacji. ja tez studiowalem nieco
                > psychologie i psychologie spoleczna (jako nauki pomocnicze i uzupelniajace
                > socjologie), ale nie jestem tak glupi, jak ci forumowicze o ktorych piszesz,
                > aby wystawiac diagnozy na podstawie jednego czy dwoch postow. marnie cie
                > ucza na tym uniwerku! Nie wiesz, jaka baterie znormalizowanych testow
                > trzeba zastosowac, aby wydac w miare poprawna diagnoze? Slyszlas np.
                > o Minnesota Inventory? Wiesz ile tam jest pytan? radze zmiane uczelni
                > (bron Boze nie studiuj w Polsce na prywatnej) albo kierunku studiow...
                > Kagan
                Po pierwsze nie stawiam tutaj żadnej diagnozy, napisałam jedynie, że zastanawia
                mnie Twoja postawa, ale nie jestes od osobniony: mnie w ogóle intersują i
                zastanawiają ludzie, ich postawy, zachowania, emocje i motywacje i właśnie
                dlatego studiuję psychologię! a co do w miarę poprawnej diagnozy potrzeba nieco
                więcej niż znormalizowanych i wystandaryzowanych testów, one naprawdę nie są w
                stanie wszystkiego wyjaśnić...
                a studia ukończę tam gdzie je zaczęłam, dziękuję za "dobrą radę", ale, bez
                obrazy, nie jesteś dla mnie ani autorytetem ani miarodajnym źródłem informacji
                nt. studiów psychologicznych.
                pozdrawiam
            • Gość: Kagan Re: Solaris*** IP: *.vic.bigpond.net.au 04.03.03, 11:32
              Gość portalu: ona napisał(a):
              drogi kaganie,
              zastanawia mnie upór z jakim uparcie publikujesz (kilkakrotnie, sic!!!) te same
              recenzje we wszystkich możliwych wątkach dotyczących "solaris".
              K: Robie Lemowi reklame...;)

              przyjmij do wiadomości, że tak jak tobie film się nie podobał, tak innych ma
              pełne prawo zachwycić czy wzbudzić w nich pozytywne uczucia i to, że z uporem
              maniaka będziesz kopiował i wklejał swoje recenzje, naprawdę tego nie zmieni.
              K: Pewnie ze nie, ale moze niektorym da (moze) cos do myslenia...
              Ja nie jestem misjonarzem, ja nikogo nie nawracam, jeno
              prowokuje do dyskusji i testuje przy okazji swoje teksty...

              ktoś wysłał cię do psychiatry, również mnie jako psychologa "in spe" twoja
              postawa bardzo zastanawia.
              K: Jako psycholog NIE masz ku temu kwalifikacji. ja tez studiowalem nieco
              psychologie i psychologie spoleczna (jako nauki pomocnicze i uzupelniajace
              socjologie), ale nie jestem tak glupi, jak ci forumowicze o ktorych piszesz,
              aby wystawiac diagnozy na podstawie jednego czy dwoch postow. marnie cie
              ucza na tym uniwerku! Nie wiesz, jaka baterie znormalizowanych testow
              trzeba zastosowac, aby wydac w miare poprawna diagnoze? Slyszlas np.
              o Minnesota Inventory? Wiesz ile tam jest pytan? radze zmiane uczelni
              (bron Boze nie studiuj w Polsce na prywatnej) albo kierunku studiow...
              Kagan
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka