sweetmary
08.12.06, 18:59
Właściwie to idiotyczne - kochać się, i to przez lata całe, w jakimś aktorze
czy aktorce. Ale co zrobić, gdy się takiego pana czy panią widzi w kinie albo
w TV i czuje się... no miłość właśnie. Czasem wbrew sobie! Przyznaję, że jest
to trochę inna miłość niż ta w realu, ale to jednak miłość. A już szczytem
perwersji jest miłość do zmarłych. Co gorsza często mieszają się w tym
wszystkim nasze marzenia o aktorze X z tym, co on mówi w wywiadach i z
całkowicie odmiennymi postaciami w jakie się wciela. To kogo w końcu kochamy?
Nieważne, faktem jest, że kochamy. Ja np. od lat wielbię Johnny'ego Deppa.
Gdyby się chociaż trochę zestarzał! A tu nic, grubo po 40-ce i wciąż piękny.
Albo taki Clooney... Ech, szkoda gadać. A Wy co na to?