elpooho
16.12.06, 18:35
Polska premiera już wkrótce, pozwolę sobie więc wrzucić recenzję, jaką
napisałem w dziale Co Jest Grane
Książki nie czytałem - mam nadzieję, że jest choćby ciut lepsza, inaczej nie
byłbym w stanie zrozumieć jej światowej popularności.
Film, niestety, to kalka z kalki z jeszcze jednej kalki. Do bólu płaskie
postaci, straszliwie przewidywalna akcja i, niestety, marne aktorstwo głównych
młodych bohaterów (czyli grających Eragona i Aryę, smoczyca jakoś się broni)
sprawiają, że niecałe dwie godziny w kinie boleśnie się dłużą. Każdy zwrot
akcji jest przewidywalny, chwilami niemal byłem w stanie wypowiadać razem z
aktorami ich kwestie dialogowe. Oczywiście, że w materii fantasy trudno
wymyślić coś nowego, ale ze schematu "chłopak sierota wychowywany przez wuja
znajduje jajko, z jaja wyłazi smok a chłopak okazuje się ostatnią nadzieją
rebeliantów" można było wycisnąć o wiele, wiele więcej. No, chyba że książka
jest równie cienka (aż z ciekawości ją przeczytam).
W sumie, jak to napisał jeden z amerykańskich recenzentów: "o wiele lepiej
oglądało się tę historię, kiedy nazywała się Gwiezdne Wojny".
Po obejrzeniu przypomniały mi się zamieszczane kilka lat temu w Fantastyce
felietony Sapkowiskiego pod tytułem "Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach"
o, między innymi, przyczynach tandetności fantasy. Eragon niestety jest ich
idealną wręcz ilustracją.