Gość: Piotr Grosman
IP: *.dami.pl / 192.168.1.*
26.07.03, 13:19
Ciągle panuje moda na
przeniesienie klasycznych serialów amerykańskich do kina. Był
więc już „Rewolwer i melonik”, „Święty”, "Mission: Impossible"
i „Aniołki Charlie’go”. Lecz tym razem adaptacja popularnego
przed laty serialu telewizyjnego „Ja, szpieg” z 1965 roku z
udziałem Roberta Culpa i Bill’a Cosby’ego wypadła blado na dużym
ekranie.
Nie wiem po co tak
ceniona reżyserka telewizyjna (m.in. nagradzany serial
dramatyczny „Hill Street Blues”) i filmowa („Części intymne”
czy „28 dni” z Sandrą Bullock) jak Betty Thomas nagle bierze się
za produkcję komercyjnej komedii sensacyjnej. I chociaż
zdawałoby się, że Eddie Murphy zapewni sukces, ten pomysł
zawodzi. Niewątpliwie ten film nie jest kandydatem na przebój,
mimo wielu niedostatków broni się jeszcze poprawnym aktorstwem
Owen Wilson jako agent federalny Alex Scott, który poszukuje
zaginionego supermyśliwca. Wtedy właśnie wszystko wskazuje na
to, że maszyna wpadła w ręce handlarza bronią Arnolda Gundarsa
(Malcom McDowell). A przestępca ten jest bardzo sprytny, lecz ma
słabość –uwielbia walki bokserskie. Scott, aby podejść
złoczyńcę, werbuje do współpracy mistrza ringu Kelly’ego
Robinsona, którego gra właśnie Murphy. Jego ego jest jeszcze
większe, niż talent pięściarski. I szybko okazuje się, że
champion działa na agenta jak płachta na byka.
Eddie Murphy nie może
jakoś obronić swojego talentu do rozbawiania widzów. Jego zła
passa rozpoczęła się już od „Nocy Harlemu”, potem były kolejne
nieudane przygody z filmami „Pluto Nash” i „Showtime”, gdzie
partnerował mu sam Robert De Niro. Murphy nie jest aż takim
luzakiem jak kiedyś.
I chociaż niby Eddie
Murphy i Owen Wilson tworzą na ekranie duet, który nie może się
zaaklimatyzować w nowych warunkach, a między nimi dochodzi do
ciągłych zadrażnień, w rezultacie których bohaterowie wprawdzie
się nie rozstają, ale w warstwie zarysu postaci nie ustrzegą się
uproszczeń i schematów, szczególnie przy kreśleniu portretów
psychologicznych. Bohaterowie filmu wydają się tu skonstruowani
nieco według ankiet personalnych, uwzględniając jedynie
podstawowe cechy fizjonomii i charakteru. Również dialogi,
żywcem wyciągnięte ze wspomnianego serialu TV „Ja, szpieg” i
napisane wtedy przez Morton S. Fine i Davida Friedkina, nie
wychodzą poza obręb ogólników i deklaracji.