Gość: ppp
IP: 212.160.240.*
28.08.03, 10:59
Tekst z portalu interia.pl:
Moje życie jest skończone. Jestem zrujnowana. Nikt nie pozwoli już mi zagrać
na scenie" - te słowa wypowiedziała Adrianna Biedrzyńska na konferencji
prasowej w hotelu Marriott, która odbyła się w środę, 27 sierpnia. Spotkanie
z mediami odbyło się w związku z głośną sprawą oszustw finansowych, których
dopuściła się aktorka oraz jej mąż, Marcin Miazga.
Szczegółową relację z konferencji prasowej w Sali Syreny w hotelu Marriott
zamieścił "Super Express". Jak wynika z artykułu, początkowo adwokat
Biedrzyńskiej, Ryszard Kuciński, stanowczo mówił, iż wcześniejsze rewelacje
opublikowane przez dziennik są oszczerstwami.
Po opublikowaniu na łamach dziennika pierwszego tekstu o oszustwach
finansowych, których dopuściła się 41-letnia Biedrzyńska i jej mąż Marcin
Miazga, do redakcji zgłaszało się coraz więcej osób, którzy na zaufaniu do
aktorki i jej męża stracili pokaźne sumy pieniędzy.
"Nigdy nie ułatwiałam żadnego oszustwa ani nie uczestniczyłam w żadnych
transakcjach biznesowych między panem Marcinem Miazgą a Tomaszem
Stockingerem, Witoldem Pasztem i innymi, anonimowymi, jakoby pokrzywdzonymi,
osobami" - mówiła na wczorajszej konferencji aktorka. "Mąż grał na giełdzie,
robił interesy. Ja w ogóle nic o tym nie wiedziałam".
Temperatura konferencji podniosła się, kiedy Biedrzyńska zaatakowała
pokrzywdzonych, w tym Tomasza Stockingera.
"Marcin zaproponował panu Stockingerowi, że będzie go spłacał po 1 tys. zł
miesięcznie. A Tomasz Stockinger mówiąc, że ona go namówiła, wykazuje się
naiwnością. Gdybym mu powiedziała, że w kasynie można zarobić, a on grając by
stracił - też miałby do mnie pretensje?" - mówiła.
Po tych słowach Tomasz Stockinger nie wytrzymał i zareplikował:
"Weksle podpisywaliśmy z Marcinem w twoim domu, w twojej obecności. Ty
pokazywałaś mi zegarek z brylantami za 60 tys. zł. Ty firmujesz swojego męża
swoją twarzą. Mam do ciebie żal i będę go miał do końca życia. Ty mnie do
tego namówiłaś. Gdzie są moje pieniądze?! Nie chcę ich w ratach spłacanych
przez 15 lat. Chcę je teraz".
To był jednak dopiero początek pogrążania aktorki. Po wystąpieniu Stockingera
głos zabrał Tomasz Jachnicki z kancelarii Jachnicki Incaso, który powiedział:
"To ja, już trzy lata temu, umieściłem panią Biedrzyńską na czarnej liście
dłużników. Mój klient, pan Marek Rajpert, pożyczył jej mężowi 358 tys.
dolarów. Ale tak naprawdę jemu samemu nie dałby ani grosza. To osoba pani
Biedrzyńskiej go do tego skłoniła. Transakcja odbyła się w jej mieszkaniu".
Po tym, jak napisał "Super Express": "Atmosfera była tak naelektryzowana, że
obawialiśmy się wybuchu. Biedrzyńska i pokrzywdzeni krzyczeli na siebie.
Aktorka sugerowała, że to jest jakiś spisek, który ma na celu zniszczenie jej
jako artystki".
Decydujący cios zadał Biedrzyńskiej Janusz Sasorski, który oświadczył: "Ja
też chciałbym odzyskać swoje pieniądze. Zostałem oszukany w ten sam sposób".
Zapewnił, że ma podpisane przez Miazgę weksle na 50 tys. dolarów.
Wtedy adwokat aktorki zaczął łagodzić atmosferę mówiąc: "Nie da się ukryć, że
pan Miazga popełnił całą masą głupstw. Ale on nie jest moim klientem".
Po właściwej konferencji Hoa Le, producentka płyty Adrianny Biedrzyńskiej,
zadzwoniła do dziennikarzy "Super Expressu" z prośbą o ponowne przybycie do
hotelu Marriott. Na miejscu, w obecności zaledwie kilku osób, aktorka
odczytała oświadczenie następującej treści:
"Zwołałam konferencję, ponieważ na podstawie posiadanych przeze mnie
dokumentów i informacji chciałam dowieść swojej niewinności w sprawie szeroko
opisywanej przez Super Express. Jednak w świetle nowych faktów
udokumentowanych prawnie, które wypłynęły na tejże konferencji, nastąpił
generalny zwrot w moim myśleniu o tej sprawie. Wynika z tego, że byłam
nieświadoma całej działalności mojego obecnego męża".
"W tej chwili, pół godziny po konferencji, oświadczyć mogę tylko, że jestem w
szoku, bowiem jestem świadoma, że stoję w obliczu bardzo poważnych i
tragicznych decyzji w moim życiu".
"Jeżeli wykorzystywał innych wbrew temu, co ja wiedziałam, znaczy, że
oszukiwał również mnie. Wtedy muszę podjąć tragiczną decyzję - rozwieść się z
moim mężem".
Po czym dodała: "Moje życie jest skończone. Jestem zrujnowana. Nikt nie
pozwoli już mi zagrać na scenie. Trudno mi jest w to wszystko uwierzyć. Ale
otwierają mi się powoli oczy".