funix 15.03.09, 20:48 "Lektor" jest przykładem, jak praca nawet największych talentów nie musi dotrzeć do widzów z komiksowym obrazem świata. Na przyszłość radzę chodzić tylko na filmy z podtytułem: „Film o...” I unikać rebusów! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Lenka 1233 Lektor **** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 14:10 Moim zdaniem film jest niesamowity! Jestem zachwycona...wczoraj wyszłam z kina i do dzisaj się nad pewnymi rzeczami zastanawiam. Studium charakterów godne podziwu. Dylematy etyczne połączone z ambiwalencją uczuć (która w moim mniemaniu wzbogaca film) Trudny, niebanalny, nie narzucający odpowiedzi, głęboki film. Serdecznie polecam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dora Re: Lektor **** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.03.09, 14:36 Film wspaniały, aktorzy - bez wyjątku - znakomici. Problem trudny, uczucia głębokie. Długo pozostaje w pamięci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naiwna Re: Lektor **** IP: *.adsl.inetia.pl 27.03.09, 18:41 funix napisał: > "Lektor" jest przykładem, jak praca nawet największych talentów nie musi > dotrzeć do widzów z komiksowym obrazem świata. Nie nazwałbyś mnie widzem z komiksowym obrazem świata, gdybyś mnie znał. A jednak ja zgadzam się z autorem recenzji. Trudno powiedzieć, o czym tak naprawdę jest ten film. Nie chodzi o to, że film musi dawać odpowiedzi na jakieś ważkie pytania - ale powinien jakieś ważkie pytania zadawać. A w "Lektorze", którego właśnie wczoraj obejrzałam, widz - pozwolę sobie z lekką ironią zauważyć - zostaje postawiony w roli kolejnej ofiary głównej bohaterki (i reżysera...). Oglądamy, jak Hanna uwodzi dziecko (co staje się tym trudniejsze do oglądania, że co kilka minut NAZYWA chłopaka dzieckiem, a więc od początku i przez cały czas trwania tego procederu zdaje sobie sprawę z tego, że on "nie dorasta" do roli pełnoprawnego partnera). Później widzimy kobietę na ławie oskarżonych, tłumaczącą swój udział w zbrodni obawą przed "chaosem" - nawet nie przed np. karą ze strony SS. Dla mnie ta bohaterka to co najmniej socjopatka-pedofilka. Sposób, w jaki poprowadzono fabułę sprawia, że kiedy Hanna zataja przed sędziami informację o swoim analfabetyźmie, w rezultacie czego otrzymuje karę wyższą niż współwinne strażniczki, wcale nie wiemy, co nią tak naprawdę powodowało. Czy idiotyczny wstyd przed przyznaniem się, że nie potrafi czytać i pisać? Czy jednak doznała nagle iluminacji, zrozumiała ogrom swojej winy, i dokonała błyskawicznie wyboru - "należy mi się najwyższa kara"? Trzeba by mieć więcej przesłanek do tego, by chcieć uwierzyć w tę szlachetną motywację poza faktem, że dziesięć lat wcześniej Hanna otarła twarz rzygającemu chłopcu (którego później uwiodła). Znamy ją jako kobietę, która po prostu wykorzystała niewinność piętnastolatka. To, że kazała sobie czytać książki, wcale jeszcze nie świadczy o szlachetności jej charakteru. Dalej: jeśli kobieta zasługiwała na naszą litość czy współczucie, ponieważ jej analfabetyzm i emocjonalna niedojrzałość były rezultatem trudnego dzieciństwa (ktoś ją molestował, wychowała się na ulicy, cierpiała na dysleksję, itd.) - nikt nam o tym nie powiedział. Wiemy tylko to, co scenarzysta i reżyser zdecydują się nam powiedzieć. A więc ja od samego początku oglądałam "wyczyny" bohaterki z irytacją. Kobieta ląduje w więzieniu. Chłopak zastanawia się nad tym, czy należy wyjawić w sądzie jej analfabetyzm - ostatecznie nie robi tego. Raczej nie przedstawiono go jako kogoś, kto w tym wieku miał już świadomość, że został przez kobietę w jakiś sposób jako piętnastolatek wykorzystany, więc nie jest to z jego strony prywatna zemsta, a raczej sygnał dla widza, że chłopak, który być może znał Hannę najlepiej z wszystkich przedstawionych w filmie postaci, rozumiał, że jej analfabetyzm i wstyd z tego powodu są dla Hanny ważniejsze niż świadomość, że przyczyniła się do śmierci setek ludzi! Dalej: Michael po latach wysyła Hannie do więzienia nagrane na kasetach magnetofonowych książki. Co nim powoduje? Może samotność rozwodzącego się mężczyzny? wspomnienie o pierwszych seksualnych uniesieniach? LITOŚĆ? Skąd nagle litość? Dalej: Hanna na kasetach porównywanych z drukowanymi wersjami książek sama uczy się czytać i pisać. W więc raczej na pewno nie jest dyslektyczką. Najwyraźniej nie jest też ociężała umysłowo. Czyli: socjopatka. Ktoś kto nie rozumie podstawowych zasad współżycia społecznego. Tego, że nie należy innym robić tego, co nam niemiłe. Tacy ludzie zwykle kończą w więzieniach. Usiłuje się ich resocjalizować. Michael nie to robi, choć jako prawnik musi już sobie zdawać sprawę z tego, że kobieta po prostu pewnych podstawowych spraw "nie rozumie" i nie doznała nagle jakiegoś oświecenia czy nawrócenia przez sam fakt, że nauczyła się czytać. Ona do niego pisze flirciarskie notki z prośbą o romanse. Liczy na to, że ich dawny związek się odrodzi? Michael - teraz już chyba z czystej litości - odpowiada na apel kierowniczki więzienia, i przygotowuje dla Hanny "start" na wolności: mieszkanko, pracę... Hanna jednak w dzień uwolnienia popełnia samobójstwo - prawdopodobnie dlatego, że zrozumiała, iż Michael nie zamierza wracać do związku, jaki ich kiedyś łączył, że nie istnieje tak naprawdę żaden związek. Kobieta dla popełnienia samobójstwa wchodzi na stertę książek. Co to ma symbolizować? Że dopiero umiejętność czytania i literatura uświadomiły jej jej winę? jeśli tak, to którą winę? tę oświęcimską, czy tę związaną z wykorzystaniem młodego chłopca? a może obie? PO CO mamy się nad tym zastanawiać? Czy ta bohaterka jest tego warta? Nawet jej nie lubimy. Jeśli był to film tak naprawdę o Michaelu, pod koniec filmu nie wiemy o nim właściwie nic nowego. To, że wysłał Hannie do więzienia książki wiele nam o nim nie mówi - przechodził wtedy właśnie rozstanie z żoną, a więc trudny emocjonalnie okres. Fakt, że czyni zadość życzeniu Hanny i usiłuje dostarczyć pieniądze jednej z ofiar, świadczy tylko o tym, że jest uczciwym człowiekiem, który nie chce sobie przywłaszczyć cudzych pieniędzy, nie chce ich wyrzucić ani obarczać zadaniem dostarczenia ich kogoś innego. A może jednak szuka wybaczenia dla Hanny? Może dlatego decyduje się wręczyć pieniądze osobiście? A może szuka wybaczenia dla SIEBIEe? ponieważ w bardzo wczesnej młodości "stał się jednym ciałem" z kobietą, która była współwinna zbrodni? I do teraz, przez całe dorosłe życie, nie udało mu się z tego emocjonalnego(?) zniewolenia wyrwać? Czy naprawdę nas to tak bardzo obchodzi? Michaela w sumie też trudno lubić. Nie jest winny tego, że wplątano go w romans, kiedy był jeszcze dzieckiem. Żal nam go trochę, kiedy dowiaduje się kim naprawdę była jego kochanka. Ale tak naprawdę Michael nie ma żadnych swoich właściwości. Na początku jest tak tylko narzędziem w rękach dorosłej kobiety. Później - ponieważ nie wiemy, czy to, że nie ujawnił prawdy o jej analfabetyźmie był efektem jakiegoś idiotycznego "szacunku" dla jej uporu w ukrywaniu tego faktu, czy też jednak decyzją o tym, że NALEŻY jej się kara - nie potrafimy zdecydować, czy go za to lubimy czy nie. Podobnie z wysyłaniem książek do więzienia - może to z jego strony tylko jakiś emocjonalny regres - ot, rozsypał mu się związek z żoną, odwiedza mamusię, cofa się w czasie do chwil, kiedy wiedział, czego kobieta od niego chce, a tak się złożyło, że tą kobietą wtedy była Hanna, i chciała by jej czytał książki. Chyba należy się nad nim litować nawet jako nad dorosłym mężczyzną, wciąż tkwiącym w niewoli z czasów wczesnej młodości. I na koniec: Michael ma córkę. Nie wiem nawet, po co ją poznajemy. Po co słuchamy o tym, że usiłowała się "odnaleźć" w Paryżu. Sceny, w których widzimy ją z ojcem, są płytkie. Ich związek w niczym nie wyróżnia się od zwykłych związków ojciec-córka. Gdyby chociaż przedstawiono nam sytuację, w której np. kontakt z piętnastoletnią córką uświadamia Michaelowi, że tak naprawdę piętnastolatek jest jeszcze dzieckiem, i wtedy w pełni dociera do niego, w jaki sposób został przed laty wykorzystany... ale nie, nie ma takiej sceny. Na koniec filmu ojciec zabiera córkę na grób swojej byłej kochanki. Po co? Skoro nie wiemy nawet, co tak naprawdę Michael czuje i myśli w związku z tamtą historią sprzed lat, nie mamy pojęcia, co zamierza powiedzieć córce. W pewnym sensie bohater powtarza cykl molestowania, w jaki wplątała go niegdyś Hanna. Jeśli facet zamierza zwierzyć się własnej córce z romansu i dalszych kontaktów z Hanną tylko po to, żeby się przed kimś wygadać, w zasadzie robi własnemu dziecku świństwo. Wychodzę z kina z poczuciem niesmaku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mia Re: Lektor **** IP: *.206.112.115.static.telsat.wroc.pl 29.03.09, 00:02 twój nick dorównuje poziomowi twojej wypowiedzi, poczytaj może trochę o tamtych czasach, postudiuj choćby casus Heideggera, H. Arendt czy Zimbardo, niesmak?? pomyśl najpierw... zamiast prezentować moralność wiktoriańską... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: shirley Re: Lektor **** IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.09, 14:25 Jeśli wywalimy z Twojego opisu obsesje odnośnie wykorzystania i molestowania, to wyjdzie całkiem sensowny tekst. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nika Naiwna - świetna recenzja :) IP: *.icpnet.pl 28.04.09, 19:01 Zgadzam się z każdym Twoim zdaniem. Film przereklamowany, udający głębokie psychologiczne dzieło a w rzeczywistości jest płytki. Czytadło dla gospodyń domowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mia Lektor **** IP: *.206.112.115.static.telsat.wroc.pl 28.03.09, 23:53 panie Mosakowski jest Pan Totalnym Analfabetą nie tylko filmowym ale przede wszystkim EMOCJONALNYM! współczuję, ale może jest to uleczalne? Odpowiedz Link Zgłoś
ejno Re: Lektor **** 29.03.09, 16:18 Widzę, że jednak zrobił na Pani Naiwnej, wrażenie "Lektor", bo skąd miałaby siły tyle o nim napisać. Dobry film, zmusza do myślenia i zastanowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktos Lektor **** IP: *.chello.pl 29.03.09, 23:38 akurat teoria banalnosci zla czy posluszenstwo autorytetom niewiele tu tlumaczy (to do osoby, ktora odeslala naiwna do literatury). Film mowi zwyczjanie o dzikim niebezpieczenstwie jakim jest glupota ludzka i stad prosty moral zeby przekazac pieniadze na leczenie analfabetyzmu ( w duzym skrocie). Naiwna napisala to jak odbiera film wiec nie wiem skad u Ciebie taka zlosc. A do naiwnej:NIE WIESZ CZYM JEST DYSLEKSJA. aha jeszcze moze dodam, ze glupoty nie powinno sie usprawiedliwiac czego rezyser na szczescie nie czyni. Odpowiedz Link Zgłoś
ejno Re: Lektor **** 30.03.09, 13:33 Nie jestem zła, nie mam powodów, stwierdziłam jedynie, że jednak film ten na Naiwnej zrobił jakieś wrażenie, nie napisałam czy pozytywne czy negatywne, jakieś jednak przemyślenia po filmie miała, że napisała na ten temat:) Daleko mi do złości:) Pozdrawiam Ejno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gi Lektor **** IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.09, 08:35 FILM SUPER. MYSLI SIE O NIM JESZCZE DLUGO PO WYJSCU Z KINA Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adam Nie moge takich filmow traktowac powaznie IP: *.24-246-81.adsl-static.isp.belgacom.be 01.04.09, 13:26 Po pierwsze gdy niemcy mowia z amerykanskim akcentem i czytaja po angielsku. No nie moge. SS-manka, ktora nie umie pisac i czytac, nie bylo takiej mozliwosci, nawet teoretycznie (trzeba bylo zlozyc wlasnorecznie napisany zyciorys). Na dodatek konduktorka, jak ona bilety sprawdzala, jak pieniadze liczyla? Proces sadowy w sprawie zabicia 300 Zydow, oskarzenie i wyrok praktycznie nierealne. Przeciez tak naprawde te 300 osob zabili alianci. Jak traktowac miliony zabitych niemcow podczas bobardowan? Czy jezeli w kosciele byliby Niemcy tez bylby proces? Oczywiscie ze nie. Wielu ss-manow za udowodnienie im czynnego rostrzelania jencow dosotawalo pare lat. Dowodcy czasem dozywocie, wychodzili po 10. To oskarzenie i wyrok zupelnie nierealne, w dodatku jeden swiadek. Absurd!!!! Podczas procesu sadowego w Niemczech nie ma mozliwosci zeby adwokat czy ktokolwiek nie wykryl ze oskarzony nie potrafi czytac. Po prostu nie jest to mozliwe. Michael w 1966 jest mlodym gosciem a w 1976 wyglada jak juz stary dziad. Wszytko naciagane, przesadzone, niewiarygonde i choc dobrze zagrane to nie moge traktowac filmu powaznie. Odpowiedz Link Zgłoś
kubissimo Re: Nie moge takich filmow traktowac powaznie 13.04.09, 15:27 znalem osobiscie analfabetke (sasiadka mojej babci), ktora mimo to umiala liczyc i znala sie na pieniadzach. znaczy da się :) poza tym praca konduktorki w tamtych czasach chyba (bo glowy nie dam) sprowadzala sie wylacznie do sprzedawania biletow. chyba nie mozna bylo ich kupic np. w kiosku. tak wiec wystarczy opanowanie rodzajow biletow (jak znam zycie byly raptem dwa) i umiejetnosc liczenia. co do reszty sie nie wypowiadam, chociaz tez wydaje mi sie dziwne, zeby SSmanka, nawet nizszego szczebla, nie umiala pisac. no ale w koncu to powiesc/film i to raczej z dzialu psychologia, a nie historia. Odpowiedz Link Zgłoś
minniemouse Re: Nie moge takich filmow traktowac powaznie 15.04.09, 10:37 wprawdzie nie pamietam bo ksiazke czytalam juz chyba dziesiec lat temu ale hanna nie byla chyba ssmanka tylko strazniczka w obozie ssmanow. Minnie Odpowiedz Link Zgłoś
minniemouse Re: Nie moge takich filmow traktowac powaznie 15.04.09, 11:08 jednak racja - ona byla strazniczka, ale i Ss-manka tez. wstapila do ss na jesieni 43 roku bo oni - SS-mani - przyjmowali kobiety na strazniczki do fabryk Siemens i innych. moze dlatego nie wymagali wiekszych kwalifikacji. Minnie Odpowiedz Link Zgłoś
minniemouse Re: Nie moge takich filmow traktowac powaznie 15.04.09, 23:33 """Po pierwsze gdy niemcy mowia z amerykanskim akcentem i czytaja po angielsku. No nie moge.""" nie przesadzaj. to jest film fabularny a nie dokumentalny. Minnie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: glejowiec Re: Nie moge takich filmow traktowac powaznie IP: *.acn.waw.pl 26.04.09, 00:26 Super celne uwagi. Ja przez połowe filmu wierciłem się niemiłosiernie... ale potem totalnie wsiąkłem. Proces=punkt zwrotny filmu jest psychologicznie bardzo mocny i spójny. I nie ma(dla mnie) znaczenia teatralność rozprawy czy fakty które przytaczasz. Tu świat głównego bohatera stanął na głowie a mój razem z nim i tak już zostało. Dawno nie widziałem filmu tak nienachalnego, wieloznacznego, pełnego niedomowień. Nie jestem w stanie zrozumieć jak to możliwe że w CJG identyczną ocen dostały do bólu dosłowne ponure gnioty takie jak Katyń czy Generał Nil (żeby nie szukać daleko). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ya Lektor **** IP: 95.108.18.* 17.06.09, 16:08 Nie wiem kto pisał tą recenzję.Jakiś baran który ogłądał film w przerwach pisania innej "porywającej oceny".Aż szkoda mi komentować.Dla mnie film piękny, poruszający.Film o granicach miłości, o granicach prawa, społecznej moralności, zbiorowej odpowiedzialności za grzechy popełnione konkretnym jednostkom.O odpowiedzialności historycznej całego społeczeństwa.Wreszcie o problemie dobra i zła w przełożeniu na ocenę drugiego człowieka.O prawie do osądzania.O tym że są w życiu osoby które mają wpływ na całe nasze życie.Nawet jak już ich z nami nie ma... Odpowiedz Link Zgłoś