IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 18:01
Ten film polecam mądrzejszej części publiczności, choć i tzw. masowi widzowie
magą się na nim nieźle pośmiać. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w
Gdyni wzbudził on u mnie pozytywne reakcje. Film ciemny, śmieszny, dziki,
pozbawiony taniego poklasku. Jest chyba odzwierciedleniem artystycznej duszy
artysty. Polecam dla mnie 5 gwiazdek
Obserwuj wątek
    • ubu_krol Ubu Król jest dla mnie intelekrualnym wyzwaniem 05.01.04, 14:38
      Ja jestem zafascynowany tym filmem, (co widać po nicku), nie jest to może film
      niezwykle odkrywczy jeśli się go tak po prostu zobaczy, jednak nabiera
      wartości, gdy oglądnie się go w perspektywie przeżyć twórcy filmu Piotra
      Szulkina. To przemyślany film atakujacy tzw. polskie robienie filmów. Niektórzy
      twierdzą, że styl Szulkina jest przestarzały, ja myslę, że jest on unikatowy i
      odrębny od tego co sie dzieje w polskim filmie dlatego jest niezwykle
      wartościowy dla mnie. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni docenił
      Figurę ale przemilczał niezwykłą kreacje Peszka. Jego rola jako Króla Ubu jest
      niezwykle teatralna (film tez ucieka w tę stronę).

      Polecam artykuły w prasie filmowej i stronę
      www.ubukrol.spinka.pl/
      • Gość: Floo Trochę folskiej rzeczywistości od przeszłości do t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 16:28
        Polecam, trochę folskiej rzeczywistości od przeszłości do teraźniejszości...

        Reklamą filmu jest folska rzeczywistość, polityka i ludzie. Do każego artykułu
        o Folsce w serwisach informacyjych można odnieść kawałek z filmu Szulkina.
        Bitwa pod supermarketami w Łodzi, strajki na kolei czy cudowne plany rządzących
        dowodzą, że film długo jeszcze będzie aktualny. Mam nadzieję, że widzowie
        zobacza tam samych siebie i wystawia sobie rachunek za piwo.
      • Gość: Folak muzyka i taniec baletnic, policjantów i tłumu rewe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 20:35
        Muzyka i taniec, dialogi i role pierwszoplanowe to jest najcenniejsza racja w
        filmie. Macać mie chciał - rewelacja,
    • optimisa Ubu król - co to za film? 06.01.04, 13:28
      Dal mnie arykuły w prasie raczej zachęcają do ogladnięcia filmu ale nigdzie
      jeszcze nie widziałem żadnego zwiastunu i nie wiem o czy jest te film. Ale jest
      polski więc się wybiorę, tak trochę podejdę z nacjonalistycznmej strony do tego
      problemu. Widziałem Pornografię i Warszawę i się nie zawiodłem więc i teraz mam
      dobre przeczucia, choć może do trzech razy sztuka.
      • andrew_eldtrich Re: Ubu król - co to za film? 06.01.04, 17:32
        Szulkin to jeden z najlepszych i najmądrzejszych polskich reżyserów. Potwierdza
        to fakt, że przez kilkanaście lat nie mógłnakręcić filmu.
        Ubu króla jeszcze nie widziałem, ale pójdę na pewno!
      • optimisa Jednak się wybiorę 07.01.04, 17:20
        Złapałem dzisiaj garść ulotek i za tydzien wybieram się na Ubu. Peszek podobno
        gra świetnie a ja bardzo tego aktora lubię.
    • Gość: tołfu Re: Ubu król chyba jednak prawda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.04, 13:23
      U mnie pojawiły sie pierwsze plakaty kilka dni temu. WIĘC CHYBA WCHODZI DO KIN
    • Gość: Pawcik Ubu król w tvp1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 18:16
      Piotr Szulkin, reżyser filmowy i teatralny, znany choćby z „Wojny
      światów", „Feminy" czy „Mięsa", od dawna chciał nakręcić film oparty na znanej
      sztuce Alfreda Jarry'ego. Dziewiętnastowieczna opowieść o kulisach władzy i
      polityki nic nie straciła na aktualności, gdyż nie zmieniły się charaktery
      ludzi i mechanizmy władzy. – Jesteśmy tacy sami, jakby bez zmian. Może tylko
      strona medialna się odmieniła; potrafimy być bezwstydni wobec milionów. Wtedy
      ta widownia była trochę mniejsza – uważa reżyser.

      Szulkin chce nakręcić film „buńczuczny i drapieżny”. Zaznacza jednak, że nie
      interesują go współczesne konteksty polityczne, nie widzi sensu łączenia filmu
      z konkretnymi osobami czy sytuacjami.

      W roli Ubu zobaczymy Jana Peszka, Ubicę gra Katarzyna Figura. Wystąpią też
      Wojciech Siemion, Olgierd Łukaszewicz, Marek Walczewski, Jerzy Trela. Film ma
      być gotowy na wrześniowy festiwal w Gdyni.

      Tą notke znalazłem na stronach TVP. To wręcz niezwykłe, że te stronu w sumie
      promują Szulkina, wydawało mi się że tam go nie znajdę, a jednak. Widocznie coś
      tam pęka...
    • Gość: Król powrócił Ubu le roi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.04, 00:22
      Czy król Piotr Szulkin powrócił? Na to pytanie będę mógł odpowiedzieć dopiero
      po obejrzeniu premiery. Czy znajdzie się miejsce dla Ubu Króla zobaczymy. W
      Krakowie mozna zobaczyć teraz zbiór filmów Szulkina. Jest to kino artystyczne,
      ale ciekawe, choć mozna przedawkować.
    • Gość: Hania Re: Ubu król warto się wybrać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 04:01
      Szulkin robi fajne rzeczy, któ ma pięniąsdzę na kino z treścią i specyficzną
      forma to na pewno powiniem sie wybrać na ten właśnie film
    • Gość: wolontariusz A jak ma to sie do recenzjii w FILMIE ? IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 11.01.04, 18:36
      Nowy kabaret nazywa sie ....
      • Gość: Jaskiniowiec A jak ma to sie do recenzjii w FILMIE ? NA + i - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 20:49
        To zależy do której recenzji sie odniesiesz. Raz piszą tak raz tak zreszta we
        wszyskich gazetach filmowych piszą różnie na ten temat. Ja w kazdy razie
        polecam, bo film jest dobry i ma dobra obsadę, pomysły i realizację...
    • Gość: Ubu Roi Rachunek za piwo w Neewsweeku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 14:56
      KULTURA Newsweek numer 03/04, strona 93.
      Rachunek za piwo


      Nie bierz się za rządzenie państwem, jeżeli nie jesteś w stanie zapłacić za
      piwo, które obiecałeś wyborcom. Takie przesłanie głosi najnowsza ekranizacja
      książki "Ubu król".


      Reżyser Piotr Szulkin oparł swoje dzieło na motywach słynnej sztuki Alfreda
      Jarry'ego jeszcze z roku 1888. Francuski autor osadził sztukę "w Polsce, czyli
      nigdzie", bo jakaś tam odległa kraina wydała mu się idealnym miejscem do
      umieszczenia pewnego szczególnego eksperymentu: przechwycenia władzy przez
      głupiego, ale na swój sposób sprytnego populistę.
      Szulkin przejął od Jarry'ego główne motywy, ale uzupełnił je współczesnymi
      realiami. Jego Ubu (brawurowy Jan Peszek) ma cechy komunistycznego satrapy w
      typie Gomułki - i zarazem wiele cech populisty typu Leppera. To parweniusz,
      który zręcznie manipuluje tłumem, byle tylko dobrać się do władzy. Ale kiedy
      już osiąga cel, szybko okazuje się, że rządzenie najzwyczajniej w świecie go
      przerasta. Trywialne? Niekoniecznie - bo Szulkinowi udaje się nas przekonać, że
      jego film to nie tylko kino. To kawałek życia na ekranie.
      Za pomocą czytelnych aluzji reżyser pyta, co by było, gdyby na fotelu premiera
      zasiadł we współczesnej Polsce populista, który jest mocny tylko w gębie. Oto
      on - Ubu. Chce korony, bo to najkrótsza droga, by wreszcie "nażreć" się do
      syta. Na drodze po władzę uderza obłudnie w najwyższe patriotyczne tony: "Skoro
      naród jest dobry i mądry, dlaczego los karze nas takim poniewieraniem?" - pyta
      w karczmie, z łatwością trafiając do głów otumanionych piwem. Ta
      niskoprocentowa lura pełni w jego szemranej kampanii politycznej rolę
      kluczową: "Piwo dla ludu" - to hasło, które chwyta. I dzięki niemu monarchia
      zostaje obalona. Ubu, nasadziwszy sobie koronę na uszy, pędzi do podziemi
      rabować skarbiec. Ale ten świeci pustkami. Co zostało dla Ubu? Święte
      sarkofagi, w których spoczywają prochy zasłużonych przodków, i sztandary z
      historycznych bitew...
      I Szulkin pokazuje całą bezradność cynicznego durnia, który wczepił się we
      władzę rękami i nogami, ale nie wie, co to znaczy sprawować rządy. Sztab
      doradców-miernot podsuwa mu najbardziej niedorzeczne pomysły. Zwłaszcza
      gospodarcze, np. każdy obywatel będzie zobowiązany oddać państwu daninę
      z "grówna" (tak to, nie nazywając rzeczy po imieniu, określa się na ekranie
      wiadomo co). Wielkie zasoby zaczną fermentować i wydzielać gaz, który przerobi
      się na paliwo, a z tego, co zostanie, wydestyluje się upragnione piwo. Jednak
      wymaga to czasu - a lud się niecierpliwi. Ubu rzuca więc nowe hasło: "Do
      demokracji najbliżej przez browary i więziennictwo". Zwłaszcza więziennictwo.
      Krzyczy więc na wiecach: "Nie ma wolności bez ucisku". Ale i to na nic, bo piwa
      jak nie było, tak nie ma. Król wpada więc na kolejny pomysł: należy znaleźć
      zdrajców, którzy knują, aby lud się piwa nie doczekał.


      Wiesław Kot (wkot@newsweek.pl)


      Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 03/04 na stronie 93

      • Gość: Roi Tygiel z folskim grrrównem - Rzeczpospolita IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 12:29


        Tygiel z folskim grrrównem - Rzeczpospolita



        Ponad dziesięć lat walczył Piotr Szulkin o sfilmowanie "Ubu Króla". Dopiął
        swego. Uwspółcześnił szyderczy dramat Alfreda Jarry'ego, napisany ponad sto lat
        temu. I zaproponował alegoryczną baśń o totalitaryzmie, demagogii, narodzinach
        nowych dyktatur: widowisko przekorne, aktualne, świetnie zagrane.

        Reżyser sam pisał scenariusz. Rozbudował ekranową opowieść, zagęścił zdarzenia.
        Akcję osadził w Folsce, a nie w "Polsce, czyli nigdzie" jak u Jarry'ego, by
        nadać utworowi francuskiego młokosa bardziej uniwersalny charakter. Dialogi
        wzbogacił refrenowymi recytacjami na wzór antycznego chóru i odsłaniając
        absurdy naszej codzienności, stara się - niczym Wyspiański w "Weselu" albo
        Gombrowicz w "Iwonie, księżniczce Burgunda" - poruszyć widza.

        Zachłanna Ubica (Katarzyna Figura), żona gnuśnego urzędnika Ubu (Jan Peszek),
        zamarzyła o zaszczytach. Uznała, że Ubu odbierze koronę leciwemu królowi
        Wacławowi, przejmie władzę i razem zaznawać będą rozkoszy rządzenia. Powszechny
        chaos w Folsce sprzyja przedsięwzięciu. Pomoc przekupnych dworaków, liczących
        na ochłap z pańskiego koryta i wsparcie pokrętnych dyplomatów, ułatwia
        małżeństwu bez skrupułów drogę do tronu. Słodki jest smak władzy; bogactwo
        deprawuje, rozbestwia. Ubu, szermując sloganami o demokracji, wolności,
        równości i "piwie dla wszystkich", które wedle potrzeb obywateli wyprodukuje
        się z narodowego grrrówna, myśli przede wszystkim o tym, jak "całą forsę"
        zgarnąć dla siebie. Oglądamy świat po zamachu stanu, w którym demagodzy i
        cwaniacy dzielą łup. I szukamy, mimowolnie, analogii w rzeczywistości. Czy
        rzeczywiście zwyrodniały, zdegradowany, pozbawiony wartości moralnych świat
        zachłannych prymitywów pochłonie wszystko wokół? Czy nowe totalitaryzmy,
        dyktatury i bezprawie zniszczą kultury i cywilizacje? - nęka pytanie.

        Szulkin stawiał je od lat w swych filmach s.f. Poetyka "Ubu Króla" przypomina
        nieco wcześniejsze paradokumentalne "Mięso", jednak teraz reżyser pomnożył
        środki narracji. Stara się do naszej świadomości uśpionej banałem telenowel
        przebić kpiną, ironią, szyderstwem. Wspierają go iście koncertową grą świetni
        aktorzy - rzadko ogląda się taką stawkę indywidualności w jednym filmie.
        Spontaniczna gra Jana Peszka urzeka. Kreację Katarzyny Figury uznali za
        wydarzenie i nagrodzili jurorzy festiwalu w Gdańsku. Postaci drugiego planu
        grają tacy artyści, jak Wojciech Siemion, Jerzy Trela, Krzysztof
        Kowalewski... "Ubu" jest perfekcyjnie udźwiękowiony, sprawnie zmontowany.
        Zatem - arcydzieło? Chyba nie. Zdarza się, że nadmiar zostawia wrażenie
        przesytu - refrenowe recytacje dziewczynki udającej chór antyczny pod koniec
        już nużą. Jednak to film godny kilkakrotnego obejrzenia. Smakowania.

        Jerzy Wójcik

        "Ubu Król", prod. polska 2003 r. Reżyseria i scenariusz wg Jarry'ego Piotr
        Szulkin, zdjęcia Dariusz Kuc. Wystąpili: Katarzyna Figura, Jan Peszek, Maria
        Ciunelis, Krzysztof Kowalewski, Olgierd Łukaszewicz, Wojciech Siemion, Marek
        Siudym, Jerzy Trela, Marek Walczewski. Dystrybucja SPI.
        • Gość: Roi 38 milionów przyjaciół Pana Boga - Rzeczpospolita IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 12:32
          Z reżyserem Piotrem Szulkinem rozmawia Barbara Hollender

          38 milionów przyjaciół Pana Boga
          http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/rzpoleca_040114/rzpoleca_a_2.html

          Chciał pan zekranizować "Ubu Króla" już 10 lat temu. W atmosferze euforii,
          niedługo po polskim przewrocie, byłby obrazem proroczym, poważnym ostrzeżeniem.
          Ma pan w sobie żal, że wtedy nie udało się go panu zrealizować?

          PIOTR SZULKIN: Żal? To pachnie kombatanctwem. Im bardziej dorośleję, tym
          bardziej zaczynam się cieszyć byle czym. Więc żal? Nie, nie mam żalu. Jakaś
          nostalgia. To bliżej. Poczucie, że powstanie tego filmu wtedy byłoby istotne
          nie tylko dla mnie, ale i dla moich kolegów, realizatorów, że mogłoby być
          usankcjonowaniem opcji na kino rozmawiające z widzem. A wówczas była jeszcze
          spora grupa chętnych do robienia myślącego kina. Przez te 10 lat nieraz miałem
          poczucie, że stoję na mównicy i chcę powiedzieć coś ważnego, ale przychodzą
          jacyś porządkowi i z tej mównicy raz po raz mnie zrzucają. Na pewno to wszystko
          zostawiło rysy na moim życiu, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, co się
          powiedziało, przez film, sztukę teatralną, książkę. Wiara, że to wszystko może
          mieć jakikolwiek wpływ na rzeczywistość może być naiwnością. Ale ja wierzę.
          Może wpływ minimalny, jak przesunięcie jednej drobiny piasku na plaży, ale
          jednak. I być może 10 lat temu "Ubu Król" mógłby wnieść więcej w abecadło
          naszego postrzegania tego, co dookoła. Może miałby szansę mocniej naznaczyć
          naszą zbiorową świadomość. Widać los był leniwyÉ

          Ale ten tekst, napisany 120 lat temu przez czternastolatka, ciągle jest
          aktualny. Pasuje do dzisiejszej sytuacji w Polsce. I do większości rewolucji
          świata. A pomyśleć, że jego paryskiej prapremierze towarzyszyło takie oburzenie
          Francuzów.

          Jeżeli dziecko zawoła: "Król jest nagi!", to mu się wybacza. Ale gdy taki
          okrzyk pojawi się w ustach czternastoletniego wyrostka, to może być groźny.
          Może być prowokacją, zapowiedzią buntu. Dlatego nie lubi się młodych ludzi,
          którzy krzyczą "Król jest nagi!". A mój film jest właśnie takim krzykiem.

          Krzykiem człowieka dojrzałego...

          Ja tu jestem najmniej istotny, bo emocjonalnie zatrzymałem się w wieku ośmiu
          lat i moje krzyki są ciche i słabe. Ale ważne, by czasem potrafiła krzyknąć
          zbiorowość. Jesteśmy strasznie pogubieni. Śledzę nasze wybory: przerzucamy
          sympatie polityczne z jednej skrajności w drugą. Kierujemy się tym, jaki kto ma
          garnitur i fryzurę, a nie przekonania. Wymyśliliśmy sobie, że demokracja to
          błogostan, w którym będziemy się teraz pławić. Nic bardziej błędnego.
          Demokracja jest procesem, w którym społeczeństwo próbuje dojść do pewnego ładu
          wewnętrznego. Nie ma demokracji w państwie bezprawia. Nie ma wolności
          absolutnej, bezprzymiotnikowej. Jest jedynie wolność od czegoś. Jeśli komuś
          dajemy więcej wolności, to komuś innemu ją ograniczamy. Demokracja winna to
          regulować. Ale my wolimy pojmować wolność jako szczególny wariant nirwany i
          dyktatury, gdzie nie trzeba dokonywać żadnych wyborów, a całość - siłą
          reinkarnowanego Komitetu Centralnego - sama się złoży.

          W "Ubu Królu" pokazuje pan właśnie zwyrodnienia demokracji. Zastępuje pan
          Polskę - stworzoną przez Jarry'ego - Folską, ale nie ma przecież wątpliwości,
          że to komentarz do naszej rzeczywistości.

          Nieprawda. U nas obowiązują te same mechanizmy, co w Czadzie, Czechosłowacji,
          Ugandzie i na Ukrainie. Tylko sobie ubrdaliśmy, że jesteśmy wyjątkowi, lepsi,
          coś jakby 38 milionów kolegów Pana Boga. A co nam daje podstawy do takiego
          myślenia? To, że mieliśmy Chopina? Nie wiem, czy zasłużyliśmy sobie na gorzkie
          oceny, jakich dokonuje mój film, ale też nie wiem, czy jesteśmy warci Chopina,
          którego czcimy, przerabiając go na markę wódki.

          Zwłaszcza że w czasie transformacji skompromitowała się nie tylko komuna, lecz
          i opozycja. Okazało się, że jej czystość jest pozorna. Zbyt często nie chodziło
          o nowe wartości, lecz o zajmowanie stołków.

          Rewolucja zawsze budzi nadzieje i ochotę na jeszcze ciepłe stołki byłej władzy.
          Nasza nowa władza wyjątkowo szybko zapomniała, dlaczego była nową władzą. Jak
          wyglądają partie, które nie są w stanie wybrać reprezentacji choćby paru osób
          mówiących logicznie i po kolei? W całym Sejmie jest może kilkanaście osób,
          które w ogóle potrafią wysłowić, o co im chodzi. Większość duka. Mechanizm
          wyborów jest zły, partyjniacki. Nie dorobiliśmy się klasy politycznej. A
          przecież to już kilkanaście lat naszej wolności i gdyby mechanizmy regulujące
          były zdrowsze, to przez ten czas taka klasa powstałaby. Jeśli jej nie ma, to
          znaczy, że popełniliśmy błędy w założeniach. To nieprawda, że sensownych ludzi
          nie ma. Oni istnieją i winni być bliżej stanowienia prawa. Do perfekcji
          opanowaliśmy mechanizmy spychania na margines najlepszych. Niech złowrogim
          memento będzie przykład rezygnacji profesor Łętowskiej.

          Pana zdaniem nie zasłużyliśmy na wolność i bycie w Europie?

          Jeszcze kilka samolotów F-16, jeszcze kilka minoderyjnych przedstawień na
          zgromadzeniach Unii Europejskiej i okaże się, że jesteśmy na marginesie procesu
          jednoczenia Europy. A że Amerykanie poklepią nas po ramieniu? Cóż, niech
          klepią. Klepanie jest za darmo. Och, strasznie poważnie rozmawiamy...

          A można rozmawiać inaczej po "Ubu Królu"? Nie o to panu chodziło, kiedy przez
          10 lat walczył pan o możliwość zrealizowania tego filmu?

          Walczyłem, bo lubię robić filmy. Jeśli z tych filmów wynika cokolwiek, choćby
          chęć do poważniejszej rozmowy, tym lepiej dla mnie.

          Zapięcie budżetu "Ubu" zajęło panu 10 lat, na następny film też będziemy czekać
          tak długo?

          Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. "Ubu" był krzykiem o tym, co się dzieje
          tutaj, dziś, z nami. Teraz chciałbym zrobić film o tym, co się dzieje tutaj,
          dziś, ale ze mną. Film o sobie w tym nowym świecie. Oczywiście, nie wprost. Aż
          takim egoistą nie jestem. To nie mój styl. Ale zawsze opowiadałem o sobie
          poprzez filmy. "Golem" czy "O-bi o-ba" to były opowieści o mnie, o tym, jak
          widzę świat.

          Tamte obrazy pokazywały sytuację człowieka w systemie totalitarnym. Ten byłby o
          czym?

          O człowieku żyjącym w wolności... Chcę zekranizować "Króla Maciusia
          Pierwszego", łącznie z drugim tomem i końcową sceną rozstrzelania Maciusia.
          Wszystko byłoby wierne książce, tylko Maciuś byłby dorosły - 25 - 30 lat. Bo ta
          książka tak naprawdę jest dla dorosłych - o państwie, kłamstwie, podłości,
          zdradzie. Wszystko to w warunkach wolności, demokracji. Król Maciuś jest
          dorosłym dzieckiem, które chce wierzyć, że istnieje przyjaźń i dobro. I to
          wszystko zostaje mu odebrane. Bardzo chciałbym to zekranizować, bo sam czuję
          się jak Król Maciuś. Patrzę, co dzieje się z moim krajem, i coraz mniej
          rozumiem. Nie rozumiem polityków, nie rozumiem ludzi odpowiedzialnych za życie
          gospodarcze, nie rozumiem ludzi odpowiedzialnych za życie kulturalne, nie
          rozumiem prywaty, która nas otacza. A może rozumiem tak dobrze, że aż nie chcę
          tego rozumieć.

          A ludzi z ulicy pan rozumie?

          Oni są zagubieni, strajkują, żeby dostać podwyżkę, a nie dostrzegają wad
          systemowych, w których się pogrążamy. Wychowaliśmy się w systemie, którego tezą
          było istnienie samoświadomości mas robotniczych. A teraz tutaj ani
          proletariackiej świadomości, ani mas robotniczych. Na otarcie łez zostały masy
          bezrobotnicze, które zapomniały treść 21 postulatów oraz tekstów pieśni
          rewolucyjnych. Jesteśmy jak na zbiorowej wizycie u dentysty, chcielibyśmy coś
          powiedzieć, wyrzucić z siebie, ale nie możemy, bo usta mamy zapchane wacikami.

          Jaka jest w tym rola inteligencji?

          Nie sprawdziliśmy się. Daliśmy się zepchnąć do kąta. Ktoś nam zabrał wszystkie
          zabawki i kazał bawić się w rogu przedszkola. Zostaliśmy odstawieni jak kupa
          niesfornych dzieci. Gdy się szuka rządowego intelektualisty, to zawsze zaczyna
          się i kończy na profesorze Geremku i jego fajce, którego specjalność mediewisty
          zaczyna być coraz lepszym narzędziem zrozumienia te
          • Gość: Roi CD: 38 milionów przyjaciół Pana Boga - Rzeczpospo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 12:34
            Jaka jest w tym rola inteligencji?

            Nie sprawdziliśmy się. Daliśmy się zepchnąć do kąta. Ktoś nam zabrał wszystkie
            zabawki i kazał bawić się w rogu przedszkola. Zostaliśmy odstawieni jak kupa
            niesfornych dzieci. Gdy się szuka rządowego intelektualisty, to zawsze zaczyna
            się i kończy na profesorze Geremku i jego fajce, którego specjalność mediewisty
            zaczyna być coraz lepszym narzędziem zrozumienia tego, co tu i teraz... Reszta
            dla niepoznaki ubrała się w kufajki i udaje menedżerów (co za okropne słowo).

            Rewolucje zawsze zjadają własne dzieci. Po odwilży w 1956 roku też najpierw
            zamknięto "Po prostu"...

            Przynajmniej było co zamykać, gdyż tytuł był głośny. Tu chodzi o gesty. Był Dom
            Partii. Na początku lat 90. narodziła się piękna idea poparta przez tysiące
            ludzi, żeby przemienić go na część Uniwersytetu Warszawskiego. To byłby pewien
            symbol. Powiedzenie, co jest naprawdę ważne dla nowego ładu. Miło byłoby
            widzieć, jak z tego gmachu na Trakcie Królewskim wysypują się młodzi ludzie z
            książkami. Miast uniwersytetu urządzono tam giełdę. I śmiesznie, i głupio, i
            strasznie...

            Symbol naszych czasów.

            Symboli nie tworzy się w sposób nieświadomy. Architektura jest biblią dla
            ubogich. W tej decyzji kryła się informacja: my wam pokażemy, kto tu jest
            ważniejszy.

            Dlaczego nie chce pan o tym wszystkim mówić wprost, tylko - jak zawsze - ucieka
            pan w bajkę i groteskę?

            Nasza rzeczywistość jest tak rozedrgana, że nie umiem na nią spojrzeć w sposób
            statyczny. I wtedy język burleski wydaje mi się najbardziej adekwatny. Bo rodzi
            dystans do dziwacznego świata, który chce nas zjeść. Nawet teraz mam wrażenie,
            że mówię zbyt serio i mam poczucie, jakbym się ośmieszał tą powagą.

            Ceni pan sobie dystans i ironię?

            Ironię bardzo. Dystans też, tyle że nie umiem tego dystansu utrzymać. Nieraz
            trzeba wyjść z domu do świata rzeczywistego, choćby po chleb - i to bywa
            okropne.

            Pana kino zawsze było poważną rozmową. Kto jest dzisiaj pana interlokutorem?

            Sam się nad tym zastanawiam. Patrzę nieraz na publiczność w kinach. Na widzów,
            którzy rechoczą, kiedy z ekranu pada słowo kurwa. A kiedy pada "pieprzona
            kurwa", rechoczą jeszcze bardziej. Ten rechot wzbudza we mnie strach.

            Trudno się mu dziwić. Wychowujemy młode pokolenie widzów na kinie
            hollywoodzkim, telenowelach i reality shows.

            Na telenowele przeznacza się ponoć ponad 10 - 20 razy więcej pieniędzy niż na
            filmy. Zachowujemy się jak małe dzieci, którym dano morze czekoladek i
            pozwolono jeść do woli. Wiadomo, że to się musi źle skończyć dla ich żołądków.
            Zlasowany umysł telewidza przepełniony papką telenoweli przypomina żołądki tych
            strutych czekoladą przedszkolaków.

            No, to dla kogo pan zrobił "Ubu"?

            To dla mnie wielki problem. Dla mnie, dla pani, dla tego pana, który pije
            trzecią puszkę piwa Strong. Najbardziej bym się cieszył, gdyby ten film trafił
            do młodzieży. Mam nadzieję, że jest atrakcyjny, ale jednocześnie należy do tych
            niewielu obecnie tytułów, które w świadomy sposób zastanawiają nad naturą tego,
            co wokół nas. Trochę obawiam się, że widzowie, którzy zawsze byli naszymi
            partnerami, w tych dziwnych czasach rozeszli się każdy w inną stronę.

            Sam pan kiedyś powiedział, że widzowie chodzą dzisiaj do kina, żeby wejść w
            schematy i poczuć się bezpiecznie. A "Ubu" schematy przełamuje.

            Nie zgłupieliśmy przecież wszyscy. Gdyby ktoś dzisiaj wszedł na trybunę i
            powiedział, że musimy sobie poszyć spodnie z flagi narodowej, to jutro w takich
            spodniach wyszłoby na ulicę 10 proc. ludzi, a w ciągu tygodnia - 80 proc. A
            trzeba dbać o te 10 proc., które zostaną we własnym ubraniu.

            Pan sam zawsze mieścił się w tych 10 procentach ludzi osobnych.

            W młodości wierzyłem w racjonalizm, taki czysty, ten od Diderota, w jakimś
            sensie wierzyłem w istnienie dobra, choć to nieracjonalne. Ale w 1968 roku
            zrozumiałem, jak bardzo te zwidy są złudne i jak bardzo to, w co wierzę,
            powoduje, że jestem outsiderem. Dalej jestem uparty w swoich niepraktycznych
            poglądach. Ale to chyba nie tyle z wiary w zbawienie świata, co z
            przyzwyczajenia.

            To rezygnacja czy pogodzenie z bezsilnością?

            Przyjęcie innego punktu widzenia. To wstyd, ale żyję już pół wieku. A to jest
            cezurą. Tak, że nawet i głupstwa inaczej się przyjmuje. Ktoś młodszy próbuje
            walczyć na każdym kroku, ja wiem coraz częściej, że to daremne.

            Wyobraża pan sobie sytuację, w której znów chciałby pan się w coś zaangażować?

            Gdyby powstała grupa realizatorów, która chciałaby zrobić coś ważnego, warto
            byłoby się w to rzucić. Proponowałem zrobić składankowy film zrealizowany przez
            najlepszych reżyserów mego pokolenia, którego 6 - 10 nowel oscylowałoby wokół
            spraw Polska - Europa. Na propozycji się skończyło. Może to i dobrze - "Nicea
            albo śmierć"? To źle postawiony dylemat. To powinno brzmieć "Nicea albo śmiech".

            Chyba pierwszy raz mówi pan o grupie.

            Myślę innymi kategoriami. Nie chodzi o mój osobisty komfort, tylko o to, żeby
            nasz głos gdziekolwiek trafił. Potrzebujemy kina obywatelskiego. Nie chodzi o
            to, by z ekranu mówić jak na wiecu, lecz o to, by zadawać pytania: Gdzie
            jesteśmy? Dlaczego się tak łatwo gubimy? Co się z nami dzieje? Po co manipuluje
            się nami w zakresie symboli i sentymentów narodowych?...

            Jak robić takie kino, skoro na "Ubu" zbierał pan pieniądze 10 lat?

            Aby zrobić film, wystarczą cztery podpisy odpowiednich osób. Dlaczego kolejne
            odcinki telenoweli wyżerające szare komórki widzów muszą zdominować horyzont
            intelektualny Polaków?

            Sam pan kiedyś w filmie przewidział manipulację i wszechwładzę telewizji.

            Ale można upaść ładnie... i paskudnie. Można zostać Błękitnym Aniołem albo
            tanią, niezdezynfekowaną upadłą królową parkingu dla tirów. Robimy wszystko,
            żeby być tą drugą.

            A wszystko w czasach wolności i otrząśnięcia się z politycznej cenzury.

            Cenzura ekonomiczna jest znacznie gorsza od politycznej. Jak się przybije do
            krzyża Joannę d'Arc i podpali stos, to ona stanie się świętością i symbolem,
            prawie jak film zagnany na półki przez cenzurę. Natomiast z cenzurą ekonomiczną
            nie ma dyskusji. Nie ma stosu, nie ma ognia. Nie ma śladów. Nie zostaje pani
            wpuszczona na salony, i koniec. Mam, notabene, film w telewizji, który już
            dziewięć lat czeka na kolaudację.

            I na tym też polega klęska kultury, że nie ma się o nią kto upominać.

            To nie jest klęska kultury. To jest nasza klęska. Nie można istnieć poza
            kulturą. Poza kulturą pozostaje fizjologiczne trwanie. Daliśmy się uwieść
            programowi, który zapewnia najszybsze zyski kilku osobom i instytucjom w tym
            kraju.

            Przemawia przez pana ogromny pesymizm.

            Jeśli pójdę do telewizji i poproszę o milion złotych na ekranizację "Króla
            Maciusia", to ktoś pomyśli: "On znowu chce robić film polityczny". A z tego to
            już tylko kłopoty. Przecież nie ma filmów apolitycznych. Każdy film, sztuka czy
            książka są zapisami sui generis politycznymi. Nawet decyzja o uruchomieniu
            kolejnego reality show jest gestem karczemnym, lecz gestem o wymiarze
            politycznym. Pani zarzuca mi pesymizm? Ja cierpię z powodu nieustającej euforii.

            To dlatego już w latach 90. po "Mięsie" nie powstały następne, zapowiadane
            przez pana, części tryptyku "Ironika"?

            "Ironika" miała nawiązywać do "Eroiki" Munka. Składać się z trzech nowel.
            Przerzucenie przez historię takiego mostu było dla mnie czymś istotnym. Druga
            część nazywała się "Flamenco alla polacca", potem... już nawet nie pamiętam.
            Pierwsza część, właśnie to "Mięso", zebrało bardzo dużo nagród. Więc dlaczego
            całość "Ironiki" nie powstała? To chodziło o bardzo małe pieniądze. Było,
            minęło... Czy mam pokazać jeszcze jakieś szramy, blizny, by zrobiła pani ze
            mnie pełnego kombatanta?

            Bo boli?

            Boli. Jak deszcz pada, to boli i strzyka. Boli, bo efemeryda polskiej kultury
            ulatuje i ostają się ogródki piwne i reklamy.

            Ale przecież wydaje się, że i krytycy, i widzowie bardzo czekają na kino
            polity
            • Gość: Roi CD2: 38 milionów przyjaciół Pana Boga - Rzeczpospo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 12:36
              Bo boli?

              Boli. Jak deszcz pada, to boli i strzyka. Boli, bo efemeryda polskiej kultury
              ulatuje i ostają się ogródki piwne i reklamy.

              Ale przecież wydaje się, że i krytycy, i widzowie bardzo czekają na kino
              polityczne.

              Zapewne jest nas kilku, którzy chcieliby je robić. Ale rozwiązania systemowe
              skutecznie to uniemożliwiają. Powiem, że to wina ministra Dąbrowskiego, a on
              odpowie, że chce, tylko nie ma pieniędzy. Powiem: winien jest Kwiatkowski, a on
              stwierdzi: mam pieniądze, ale mam też swoje obowiązki i misję, że telewizja
              musi jak najwięcej zarabiać i jeszcze wybudować nowy biurowiec. Ustawowy
              obowiązek własnej produkcji został nałożony na telewizje prywatne, ale proszę
              mi pokazać jakiś film TVN czy Polsatu! Nawet Canal + wycofał się z produkcji,
              do której jest obowiązany licencją. Inne narody sobie z tym poradziły, są dobre
              wzorce, choćby francuskie, czeskie, węgierskie. Myśmy je odrzucili.

              Bardzo przez pana ceniony Bolesław Michałek uważał, że kino europejskie
              przegrywa z amerykańskim, także dlatego że jest pesymistyczne i nie tworzy
              bohatera pozytywnego.

              Wiele osób, wracając z emigracji, rzuca porównaniami z kulturą Stanów
              Zjednoczonych. Mówi: jak możecie wygrać, skoro jesteście inni, zajmujecie się
              smutnymi rzeczami i nie macie bohatera takiego, jak "W samo południe"?
              Tymczasem kino amerykańskie wysysa z Europy najlepszych ludzi. Bez nich
              Amerykanie robiliby jedynie kolejne sequele. To, że my, Europejczycy, jesteśmy
              inni - to właśnie nasza wartość. W gruncie rzeczy to my pracujemy na ich kino.
              Europa jest laboratorium eksperymentalnym dla amerykańskiego kina. Oni powinni
              nam za to płacić.

              Tymczasem jest odwrotnie. Niemcy współfinansują dzisiaj filmy amerykańskie, bo
              wtedy mają większą gwarancję zwrotu nakładów.

              A ja pamiętam czas, gdy niemieckie landy zainwestowały w kino spore pieniądze i
              to zaowocowało eksplozją talentów - od Herzoga do Wendersa. Czy dzięki tym
              filmom Niemcy znaczą dla mnie coś więcej? Zdecydowanie tak. Istnienie Herzoga
              tworzyło dla mnie obraz nowych Niemiec.

              Ale to były inne czasy i publiczność była inna.

              Trzy czwarte amerykańskiej produkcji to robota propagandowa. To program
              promowania Ameryki, łącznie z jej stylem życia, produktami, samochodem i coca-
              colą. Amerykańskie władze zdają sobie sprawę, że te filmy działają reklamowo i
              na dodatek tworzą bardzo silne znaki emocjonalne wokół patriotyzmu
              amerykańskiego. Stąd mamy młodych chłopców, którzy na ulicach Wałbrzycha udają
              amerykańskich marines.

              No, to wracamy jednak do bohatera pozytywnego. Gdzie on jest w Europie?

              Europejski bohater pozytywny to bohater myślący. Kino europejskie ma swój styl.
              Filmy francuskie na pewno nie powstałyby w Stanach Zjednoczonych. Filmy von
              Triera odcisną swoje piętno na niejednym widzu i jego wrażliwości. Kształtują
              także wyobrażenie o jego dwóch ojczyznach - Danii i Europie. Boję się, że gdy
              zrozumieją to polskie władze, Polacy, będzie już na wszystko za późno.
              Zostawimy wokół siebie i w sobie tylko spaloną ziemię, ale diamentów w tym
              popiele już nie będzie.

              Trudno mi w ten pana nastrój uwierzyć. Zawsze, nawet jako artysta osobny,
              uchodził pan jednak za rebelianta.

              Z ciągot rewolucyjnych została mi broda. Zresztą, zatrzymałem się w wieku lat
              ośmiu...

              Powtarza pan to drugi raz. Co to właściwie znaczy?

              Nie udaję, że wszystko zrozumiałem i zachowuję sobie prawo do zdziwienia.

              To chyba przywilej każdego artysty.

              Tak, ale wokół nas brak zdziwienia urasta do cenionej cnoty. Ja się boję takich
              ludzi.

              To dlatego w ankiecie "Wysokich Obcasów" na pytanie, kim chciałby pan być,
              odpowiedział pan: ucieczką?

              Rozmawiam z panią i żałuję każdego słowa wypowiedzianego na temat
              rzeczywistości. Ja naprawdę chciałbym od rzeczywistości uciec jak najdalej.
              Pamiętam takie święta z czasów dzieciństwa: z choinki zaczęło osypywać się
              igliwie, więc wziąłem puszkę i zbierałem do niej osypujące się igiełki, jakbym
              chciał zachować ciepło, które to drzewko roztaczało. Gdy po pewnym czasie
              otworzyłem puszkę z moją zakonserwowaną choinką, w środku było pełno robaków,
              które się wylęgły i pożywiały się igiełkami choinki. Dlatego uciekam. W tej
              rozmowie też uciekam...

              A jak uciekać, to dokąd?

              Wszyscy szukamy kręgu spokoju. W sobie. Jesteśmy wolni, mamy przed sobą szereg
              wyborów. Za rezultaty przyjdzie nam płacić, bo to jest cena wolności. Ale
              uważajmy, bo za te nasze decyzje przyjdzie płacić także naszym dzieciom. Czy
              dla nich słowo Chopin będzie znaczyć muzyka czy wódka. Jeśli więc uciekać, to
              tylko w głąb. A poza tym mówiłem pani, że ja jestem jak Król Maciuś Pierwszy. -
    • pamparampa najpierw radzę przeczytać wydanie książkowe 13.01.04, 16:07
      wydanie książkowe tej sztuki [po raz pierwszy opublikowane w 1922 roku]

      "UBU KRÓL" po raz pierwszy wystawiono w 1896 roku w paryskim awangardowym
      teatrze. Przez kolejne 25 lat nikt nie wiedział o czym dysktutują krytycy i
      literackie snoby;) A ten kto przybył wtedy do teatru i widział sztukę
      rozpoczynjącą się od słów "MERDE!!!" mógł uważać się za wybrańca.
      Dopiero w 1922 i w Polsce ukazało się wydanie ksiązkowe sztuki " UBU KRÓL -
      czyli POLACY":)

      Jarry napisał pierwowzór "UBU" razem z dwoma kolegami, kiedy mieli po 15 lat.
      Główną intencją autorów było ośmieszenie pana od historii...

      a sam Jarry to zabawna postać francuskiej cyganerii;)
      chodził w kartonowym pudle, które miało być koszulą.na kartonie malował coś co
      miało przypominać krawat. niektórzy uznawali go za błazna i kretyna.
      ale to tak zawsze jest z ludźmi-niezrozumianymi outsiderami;)



      MERRRRRRDRE !
      "GRRRRRÓWNO!!!!"
      • Gość: Roi U Szulkina jest Folska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 03:35
        więć wiadomo że ucieka od oryginału.

        Nie zdąże chyba do 16 przeczytać książki, ale na film pójdę.
        • Gość: pamparampa ... książka to nie całe 100 stron ! : ) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 14.01.04, 15:32
          a radocha wielka... i śmiech przez łzy...
          Jafrrey uznał, że akcję swego dramatu umieści w miejscu, którego nie ma.. a pod
          koniec 19 wieku Polski na mapach nie było, więc nie ma co go oskarżać o obraze
          naszego kraju

          pod koniec dramatu Ubu wyjeżdża do Francji, więc może i tam zrobi burdel czyli
          polskie piekiełko : )

          • Gość: pamparampa ULUBIONY NAPÓJ JAFRREY'a : ) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 14.01.04, 15:39
            przypomniałem sobie właśnie, że ulubiony napój autora tego dramatu, na którym
            oparł się Szulkin, to

            50% ABSYNTU
            50% OCTU
            i kropla atramentu...

            ciekawe czy zwala z nóg ?:)
            • Gość: Roi Książka w garść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 01:25
              W takim razie do biblioteki!!!!!!!! a jutro do kina
    • Gość: Roi Rzepa felietony o "Ubu królu" Szulkina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 12:38
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/rzpoleca_040114/index.html
    • Gość: Ola Albo polubisz albo nie wiesz o co chodzi!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 18:18
      Film należy do takich, których smakowanie powiększa apetyt. Jednak smakują go
      tylko wybrańcy.
    • Gość: rafal Re: Ubu król IP: 62.233.173.* 21.01.04, 20:32
      a za ile jest ten filmy ?????????
    • Gość: Jack Re: Ubu król IP: 62.111.207.* 22.01.04, 02:26
      W ogóle się nie zgadzam.
      Film, poza fanami Szulkina, jest dla nikogo.

      Inteligent nie znajdzie w nim niczego interesującego, bo aluzje są zbyt
      oczywiste. Całość jest po prostu zbyt oczywista i nie mówi nic nowego ani w
      żadne nowy sposób. Gdyby powstał w 1991 roku - ach, byłoby super. No po prostu
      proste odzwierciedlenie tego, co sie dzieje w Polsce, na pozimie Kiepskich to
      lustereczko rzeczywistości. Poza tym po co ma to oglądać przełożone wprost,
      skoro o tym wszystkim wie?

      Tzw. prosty odbiorca (sprzedawczyni i dresiarz) nie znajdą nic dla siebie, bo
      odrzuci je forma wiersza oraz brak poczucia humoru, zero gagów (z punktu
      widzneia tego widza). Szulkin ma naciągane poczucie humoru. A ten film
      powienien tryskać pomysłami.

      Aktorstwo wyśmienite.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka