rollo_tomasi_13
08.08.14, 00:44
Pojawiła się w moim biurze ponad 3 lata temu. Młodsza o 6 lat, tuż po studiach, szczupła, niewysoka, niebrzydka ale i nie za piękna, ciemne włosy tak jak lubię. Nie dba za bardzo o siebie, nie maluje się, pali, czego serdecznie nie znoszę, ubiera się niemodnie, wręcz staroświecko. Jednym słowem dosyć przeciętna dziewczyna, a jednak...
od pierwszej rozmowy nie mogę przestać o niej myśleć. Początkowo wydawało mi się to całkiem niewinne ale przez ostatnie pół roku zaczynam mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem. Myślę o Niej w drodze do pracy i po południu, wracając do domu. Rano zastanawiam się czy już wstała, wieczorami rozmyślam czy już śpi. W niedzielę cieszę się na myśl, że w poniedziałek rano Ją zobaczę. Siedzimy blisko siebie więc często patrzę na Nią ukradkiem, o wiele za długo niż powinienem. Uwielbiam jej śmiech i swego rodzaju nieokrzesanie. Oczywiście jest w tym wszystkim podtekst erotyczny, ale nie jest dominujący, nie mam wybujałych fantazji na jej temat. Nasze relacje w pracy są dobre i czasem mam wrażenie, że Ona też coś do mnie czuje, szczególnie gdy zbyt długo patrzymy sobie w oczy.
Żadne z nas nie posunęło się jednak dalej niż te spojrzenia od czasu do czasu. Jestem żonaty. Moja żona to piękna kobieta, z którą przeżyłem wiele wspaniałych chwil i na której bardzo mi zależy. Nasze życie seksualne jest bardzo udane, żyjemy dość wygodnie, bez większych zmartwień. Mamy wspaniałą, siedmioletnią dziewczynkę za którą oddałbym życie.
Początkowo myślałem, że to minie, że to tylko zauroczenie, ale jak napisałem wcześniej, to jest coraz intensywniejsze uczucie. Uważałem, że kocham moją żonę, ale to co czuję do Niej jest powyżej skali którą do tej pory znałem.
Ona jest samotna, nie jest obecnie z nikim związana. Gdyby zależało mi tylko na seksie, pewnie było by łatwiej, ale ja chciałbym być z Nią, dzień i noc, poznać Ją najlepiej jak się da, sprawiać jej przyjemności, być oparciem, widzieć miłość w oczach.
Jednocześnie nie wyobrażam sobie abym mógł zostawić żonę i dziecko, nie jestem w stanie zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu.
To wszystko jest tak dla mnie tak uciążliwe, że myślę o zmianie pracy. Nie mogę dłużej tak funkcjonować.
Pewnie to wszystko co tu opowiedziałem wpisuje się w jakiś typowy schemat. Sam wiem jak żałośnie to wygląda z boku bo byłem już świadkiem podobnych historii wśród znajomych i w mojej bliskiej rodzinie. Chciałem to po prostu puścić w eter, zbieram się aby zwierzyć się ze wszystkiego pewnej bardzo bliskiej mi osobie na którą zawsze mogę liczyć.