Gość: Katka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
05.03.05, 19:29
Jeszcze nie moge uwierzyc w to co sie stalo. Bylismy razem przez dwa lata,
kochalismy sie, dobrze sie wszystko ukladalo. Jeszcze tydzien temu bylismy
razem w gorach i bylo po prostu super, sielanka, wielka milosc. Dzisiaj
umowilismy sie w miescie, tez bylo ok, czule sie ze mna przywital, poszlismy
na obiad do knajpki. W miedzyczasie wysz;lo na jaw jego drobne klamstwo.
Wkurzylam sie, bo to niby byla nic nieznaczaca i blaha sprawa, ale wkurzylo
mnie, ze sklamal bez powodu i bez mrugniecia okiem. Wprawdzie od razu sie
przyznal, jak zaczelam dociekac, ale to nie zmienia faktu. Zepsul mi sie
humor, powiedzialam, ze nie znosze, jak sie mnie oklamuje. Zastanawialismy
sie, co zamowic, ale z tego wszystkiego odechcialo mi sie jesc. Wyszlismy,
pierwotnie mielismy jechac do niego do domu, ale on bez slowa odwiozl mnie do
domu, zaparkowal i nic nie mowil. Zapytalam, czy chce tak skonczyc ten
wieczor. Pokiwal glowa. Wysiadlam wsciekla. Po kilkunastu minutach dostalam
smsa "Nie tylko wieczor, tak bedzie lepiej dla wszystkich a dla ciebie przede
wszystkim". Proboewalsm do niego dzwonic, nie odbieral, w koncu przyslal
kolejnego smsa, zebym tego jeszcze bardziej nie utrudniala. Probowalam
dzwonic do niego do domu, jego babcia najpierw powiedziala, ze go nie ma, a
za drugim razem sciszonym glosem powiedziala, ze kazal mowic, ze go nie ma.
Po prosttu w to nie wierze. Doo cholery, chyba zwiazki (udane) sie ot tak nie
rozpadaja, przez smsa... Najchetniej bym do niego pojechala teraz... Nie moge
sobie nalezc miejsca. Napiszcie cos..... Dodam, ze mamy po 23 lata, wiec nie
jestesmy jakimis dziecmi, zeby sie tak zachowywac...